Pożegnanie z komisarzem Maciejewskim?
Nowa powieść Marcina Wrońskiego

Mamy dla Was wspaniałą wiadomość! W sprzedaży ukazał się właśnie „Czas Herkulesów” – najnowsza powieść Marcina Wrońskiego, laureata Nagrody Wielkiego Kalibru. Jeśli lubicie kryminały retro, interesuje Was, jak wyglądało życie w przedwojennej Rzeczpospolitej, interesujecie się sportem i ciekawią Was nieoczywiste polskie miasta, które mają jeszcze wiele do odkrycia, koniecznie sięgnijcie po ebooka lub audiobooka.

Dlaczego Chełm?

Według autora, to miasto pełne tajemnic. I, podobnie jak do niedawna Lublin, nieobecne w polskiej literaturze. W jednym z wywiadów Marcin Wroński mówił, że Chełm kojarzy mu się z ospałym niedźwiedziem – kiedy już się obudzi, stać go na wielkie rzeczy. Pisarz oczywiście wie, o czym mówi, ponieważ na potrzeby najnowszej powieści, odwiedził Chełm niejeden raz. Zależało mu, aby jak najlepiej poczuć atmosferę tego miejsca.

Niewiele brakowało, by Wroński umieścił akcję „Czasu Herkulesów” (więcej informacji o fabule TUTAJ) w Kazimierzu Dolnym. Ostatecznie wygrał jednak Chełm. Zadecydowała m. in. gościnność tamtejszych mieszkańców. Autora urzekł również obraz miasta wyłaniający się zza wieży w Stołpiu. W poznaniu tego miejsca pomagali mu historycy i regionaliści: Andrzej Rybak i Zbigniew Lubaszewski. Pierwszy z nich był przewodnikiem Wrońskiego po mieście, drugi sypał anegdotami o Chełmie jak z rękawa.

Nie spodziewajcie się jednak sielanki. Mimo zachwytów pisarza nad miastem, obraz Chełma nie jest pozytywny. Wielu mieszkańcom miasta może się wręcz nie spodobać. Sam Marcin Wroński używa określenia „paskudny”.

Podróż w czasie

Jak na kryminał retro przystało, autor osadził akcję w latach 30. XX wieku. Chełm był wówczas miastem wielokulturowym. Mieszkali tu Polacy, Ukraińcy i Żydzi. Wroński ze szczerością odpowiada, że nad „Czasem Herkulesów” pracowało mu się ciężko. Wszystko z tego powodu, że czuł ciągłą potrzebę poprawiania i doprecyzowywania tekstu. Ta żmudna praca prawdopodobnie znajdzie uznanie w oczach czytelników, ponieważ pieczołowitość i drobiazgowość są znakiem rozpoznawczym pisarza. Czytelnicy cenią go nie tylko za pomysłowe intrygi i wciągające zagadki kryminalne, lecz także za bogate tło społeczno-obyczajowe, dzięki któremu można dowiedzieć się bardzo wiele o życiu w II Rzeczpospolitej.

W „Czasie Herkulesów” przeczytacie m. in. o budowie osiedla „Dyrekcja”, działalności skupionej wokół czasopisma literackiego „Kamena” i o legendarnym naczelniku miejscowego więzienia.

Pożegnanie na zawsze?

Komisarz Maciejewski zdecydowanie miałby co wpisywać do CV. Na swoim koncie ma karierę w przedwojennej policji, służbę w niemieckiej Kripo i działalność w polskim podziemiu podczas II wojny światowej. Po wojnie był więźniem na Zamku Lubelskim. Interesowała się nim również radziecka i polska bezpieka. Nie grzeszy pokorą, a określenia zakapior i abnegat nie wydają się w jego przypadku przesadzone. To wszystko czyni z niego niezwykle barwną postać, która skutecznie przywiązuje do siebie czytelnika.

„Czas Herkulesów” jest wprawdzie ostatnim tomem z cyklu o komisarzu Maciejewskim, nie znaczy to jednak, że czytelnicy muszą się już pożegnać na zawsze z lubianym bohaterem. Marcin Wroński jest autorem bardzo otwartym na swoich czytelników i liczącym się z ich zdaniem. Zabrał się już do pisania zbioru opowiadań o lubelskim policjancie. Korzystając z okazji, na swoim facebookowym profilu zadał fanom pytanie, czego chcieliby dowiedzieć się o komisarzu, jakie tematy intrygują ich najbardziej. Z planowanych mikropowieści dowiecie się więc dużo więcej o życiu prywatnym Maciejewskiego i jego rodzinie.

Czas Herkulesów

Marcin Wroński w wywiadzie dla TVP zdradza, że tytuł powieści został zaczerpnięty ze wspomnień przedwojennego mistrza zapaśnika Teodora Sztekkera, pt. „W potrójnym nelsonie”. Był on nie tylko mistrzem świata, lecz także przedwojennym celebrytą. We wspomnieniach pisał m. in.: „Czas Herkulesów i Krotonów przeszedł i w sporcie zaczyna triumfować Ulisses”. Chodziło o to, że przestała się liczyć siła mięśni, zaczęło wygrywać cwaniactwo.

W „Czasie Herkulesów” można znaleźć elementy, których czytelnicy zapewne się spodziewają, a wręcz liczą na nie – jest intrygująca zagadka kryminalna, trup ściele się gęsto, a mordercy szuka znany i lubiany komisarz. Jednak Marcin Wroński pamiętał też o tym, żeby czytelnika zaskoczyć i postarał się również o dodanie nowych, nieoczekiwanych elementów. Tym razem pisarz sięga do dzieciństwa i młodości swojego bohatera, pokazuje go nie tylko jako komisarza zbliżającego się do czterdziestki, lecz także jako nastoletniego kibica. Poznajemy jego idola z lat młodzieńczych. Po raz pierwszy śledztwo łączy się z jego prywatnym życiem.

Idą święta, czyli nie dajmy się zwariować

Pewnie wielu z Was już nie może doczekać się świąt. W końcu wolne – od pracy, szkoły, obowiązków. Będzie więcej czasu na relaks, spotkania z rodziną i przyjaciółmi. Zanim to jednak nastąpi, niejednemu z Was pewnie wielokrotnie podskoczy ciśnienie, „bo kolejki, bo korki, bo jeszcze mnóstwo do zrobienia…” Mamy na to radę: zamiast denerwować się tym, co nieuniknione, weźcie głęboki oddech i włączcie audiobooka. Fabuła „Czasu Herkulesów” wciągnie Was tak bardzo, że ani się obejrzycie, kiedy mieszkanie będzie wysprzątane albo kiedy pokonacie kilometrowe korki i dojedziecie do dawno niewidzianych krewnych. A wtedy już w pełni będziecie mogli cieszyć się świętami, czego Wam serdecznie życzymy!

Źródła: nowytydzien.pl, spidersweb.pl, tvp.info, dziennikwschodni.pl