Facebook - konwersja
Czytaj fragment
Pobierz fragment

  • Empik Go W empik go

Żywienie dziecka w pierwszym roku życia - ebook

Wydawnictwo:
Data wydania:
5 marca 2018
Format ebooka:
EPUB
Format EPUB
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najpopularniejszych formatów e-booków na świecie. Niezwykle wygodny i przyjazny czytelnikom - w przeciwieństwie do formatu PDF umożliwia skalowanie czcionki, dzięki czemu możliwe jest dopasowanie jej wielkości do kroju i rozmiarów ekranu. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
, PDF
Format PDF
czytaj
na laptopie
czytaj
na tablecie
Format e-booków, który możesz odczytywać na tablecie oraz laptopie. Pliki PDF są odczytywane również przez czytniki i smartfony, jednakze względu na komfort czytania i brak możliwości skalowania czcionki, czytanie plików PDF na tych urządzeniach może być męczące dla oczu. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
, MOBI
Format MOBI
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najczęściej wybieranych formatów wśród czytelników e-booków. Możesz go odczytać na czytniku Kindle oraz na smartfonach i tabletach po zainstalowaniu specjalnej aplikacji. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
(3w1)
Multiformat
E-booki sprzedawane w księgarni Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu - kupujesz treść, nie format. Po dodaniu e-booka do koszyka i dokonaniu płatności, e-book pojawi się na Twoim koncie w Mojej Bibliotece we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu przy okładce. Uwaga: audiobooki nie są objęte opcją multiformatu.
czytaj
na laptopie
Pliki PDF zabezpieczone watermarkiem możesz odczytać na dowolnym laptopie po zainstalowaniu czytnika dokumentów PDF. Najpowszechniejszym programem, który umożliwi odczytanie pliku PDF na laptopie, jest Adobe Reader. W zależności od potrzeb, możesz zainstalować również inny program - e-booki PDF pod względem sposobu odczytywania nie różnią niczym od powszechnie stosowanych dokumentów PDF, które odczytujemy każdego dnia.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na tablecie
Aby odczytywać e-booki na swoim tablecie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. Bluefire dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na czytniku
Czytanie na e-czytniku z ekranem e-ink jest bardzo wygodne i nie męczy wzroku. Pliki przystosowane do odczytywania na czytnikach to przede wszystkim EPUB (ten format możesz odczytać m.in. na czytnikach PocketBook) i MOBI (ten fromat możesz odczytać m.in. na czytnikach Kindle).
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na smartfonie
Aby odczytywać e-booki na swoim smartfonie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. iBooks dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Czytaj fragment
Pobierz fragment

Żywienie dziecka w pierwszym roku życia - ebook

Droga Mamo, drogi Tato!

Z doświadczenia wiemy, jak wiele wątpliwości dotyczących żywienia niemowlęcia mają rodzice. Karmić naturalnie? Jeśli tak, to jak długo? Czy dziecko jest już gotowe na nowości i stały pokarm? Kiedy zacząć podawać mu produkty zawierające gluten? Czy tak małe dziecko może jeść orzechy i truskawki? A jeśli tak, to kiedy? Czy porcje są wystarczające i czy maleństwo się najada?   Nie dajcie się zwariować! Polegajcie na swojej intuicji, a przede wszystkim wsłuchajcie się w potrzeby Waszego dziecka. Przyda się Wam też porządna porcja wiedzy oraz inspiracje, co i jak gotować – to wszystko znajdziecie w tym poradniku napisanym przez doświadczone dietetyczki!

Książka zawiera:
·         Ponad 120 sprawdzonych przepisów i inspiracji na pyszne śniadania, obiady i kolacje oraz słodkie, ale zdrowe przekąski dla maluszka.
·         Najbardziej aktualny stan wiedzy o zasadach żywienia niemowląt i prawidłowym rozszerzaniu diety dziecka w 1. roku życia.
·         Najnowsze informacje o karmieniu piersią i karmieniu sztucznym.
·         Informacje o responsive feeding.
·         Rady, kiedy wprowadzać produkty o stałej konsystencji, produkty alergizujące, soki; jak często karmić dziecko; jaką porcję podawać; jak rozpoznać, czy dziecko się najadło.
·         Plus i minusy gotowych dań w słoiczkach oraz przygotowywanych samodzielnie.
·         Informacje na temat BLW i diety wegeteriańskiej u dziecka.

Autorki książki – Magdalena Czyrynda-Koleda, Magdalena Jarzynka-Jendrzejewska, Ewa Sypnik-Pogorzelska i Monika Stromkie-Złomaniec – są specjalistkami do spraw żywienia, pracującymi na co dzień w poradni dietetycznej Dietosfera

Spis treści

Zamiast wstępu, czyli o naszych dzieciach i ich apetytach…
ZASADY ŻYWIENIA DZIECKA
Karmienie piersią
Skład mleka kobiecego
Dieta mamy karmiącej piersią
Karmienie sztuczne – rodzaje mleka modyfikowanego
Rozszerzanie diety – schemat żywienia dzieci w pierwszym roku życia
Zmiany w schemacie żywienia dzieci
Co to jest responsive feeding?
Naturalne karmienie do 6. miesiąca życia
Kolejność wprowadzania produktów
Jak i kiedy wprowadzać pokarmy stałe?
Posiłki o właściwej konsystencji
Czy moje dziecko się najadło?
Płyny w diecie dziecka
Dziecko a słodycze
Życie od kuchni, czyli kilka pożytecznych rad
Bezpieczeństwo mikrobiologiczne w kuchni
Robimy zakupy
Słoiczki – gotowe posiłki dla dzieci
Pierwsze warzywa
Pierwsze owoce
Zupki
Obiadki
Desery owocowe i owocowo-mleczne
Tadek niejadek
Co jedzą dzieci w Japonii i innych krajach?
Dzieci z dużym apetytem
Dzieci otyłe
Problemy żołądkowo-jelitowe, czyli kupka do obserwacji
Biegunka – kiedy zacząć się martwić?
BLW i inne metody rozszerzania diety dziecka
Wegetarianizm
Bibliografia
PRZEPISY
Zupy – pierwsza łyżeczka
Zupa marchewkowa
Zupa z cukinii
Zupa dyniowa z jabłkiem
Zupa dyniowa z marchewką
Zupa dyniowa z ziemniakiem
Zupa szpinakowa
Zupa buraczkowa
Zupa jarzynowa
Zupa cukiniowa z batatem
Zupa koperkowa z królikiem
Zupa brokułowa z łososiem
Zupa cukiniowo-pomidorowa z kurczakiem
Zupa dyniowa z kaszą jaglaną i jajkiem
Kaszki, płatki i owoce
Kasza jaglana z brzoskwinią i wanilią
Kasza manna z musem z truskawek
Kasza kukurydziana z suszonymi owocami
Owsianka z bananem i karobem
Płatki jaglane z musem z mango
Ryż z jabłkiem
Płatki ryżowe z musem jabłkowym i cynamonem
Owsianka z gruszką
Kasza manna z musem malinowym
Pierwszy jogurt z owocami
Płatki jaglane z suszonymi owocami
Budyń jaglany z jabłkiem
Zapiekanka z kaszy jaglanej i jabłka
Kokosowa gryczanka
Musy, koktajle, soki
Mus jabłkowy z cynamonem
Mus dyniowo-jabłkowy z goździkiem
Mus z suszonych śliwek na zaparcia
Mus z suszonych moreli
Mus z topinamburu i gruszki
Mus morelowo-jabłkowy
Kisiel z owoców
Kisiel truskawkowy z amarantusem
Karobowy pudding z tapioki
Sok z jabłek i marchewki
Sok z jabłek
Koktajl ananasowo-jarmużowy
Pasty
Pasta z buraków i twarogu
Pasta z zielonego groszku i jajka
Pasta z awokado i serka kanapkowego
Pasta z awokado i jajka
Pasta z łososia i twarogu
Pasta z bakłażana i fety
Pasta z brokułu i twarogu
Pasta z białej fasoli
Zupy – kolejne łyżeczki
Zupa z soczewicy i królika
Zupa szpinakowa z jajkiem
Zupa z ciecierzycą
Zupa z pieczonej papryki i marchewki
Zupa kalafiorowa z koperkiem i ziemniakiem
Zupa jarzynowa z komosą i indykiem
Zupa z soczewicy z dodatkiem cielęciny
Krem ze szpinaku z łososiem
Zupa buraczkowa z królikiem
Krem kukurydziany z kurczakiem
Krupnik jaglany
Zupa pomidorowa z lanymi kluskami
Zupa pomidorowa z soczewicą
Zupa rybna z brokułem i ryżem
Zupa z soczewicy
Jajecznice i omlety
Jajecznica na parze
Jajecznica na parze z awokado
Jajecznica na parze z pomidorem
Omlet z owocami
Omlet francuski z warzywami
Omlet biszkoptowy z cukinią i oliwkami
Dania z makaronem
Sos pomidorowy do makaronu
Spaghetti z sosem bolońskim
Makaron z brokułami i łososiem
Makaron ze szpinakiem
Makaron z pesto pietruszkowym i pomidorkami
Makaron z pesto bazyliowym i pestkami słonecznika
Makaron z łososiem i sosem pomidorowym
Makaron z wołowiną i warzywami
Chłodnik z makaronem, bananem i truskawkami
Risotto
Risotto z cukinią i indykiem
Risotto z buraczkami
Risotto z dynią i kurczakiem
Risotto z łososiem i szpinakiem
Kaszotto z warzywami
Dania wegetariańskie
Wegetariańskie leczo
Pieczone warzywa
Zapiekanka ziemniaczana
Mus dyniowy
Leczo z dynią i ciecierzycą
Placuszki z dynią i parmezanem
Placuszki jabłkowo-bananowe
Naleśniczki z musem jabłkowym
Pancakes bananowe
Kluski leniwe
Kluski kładzione z porem
Surówka z buraczka i jabłka
Kopytka szpinakowe
Kotleciki brokułowe z miętowym sosem jogurtowym
Kotleciki z kalafiora i kaszy jaglanej
Kasza gryczana z soczewicą i warzywami
Komosa ryżowa z dynią i ze szpinakiem
Dania z rybą
Pulpety z halibuta w sosie koperkowym
Ryba po grecku
Pulpety rybne w sosie koperkowym
Łosoś z ryżem i brokułem
Pieczone kotleciki rybne
Dorsz pieczony w papilotach
Pieczona ryba z purée z batatów
Dania z mięsem
Pulpety mięsne z ziemniakami na krupniczku
Indyk w marynacie jogurtowo-pomidorowej
Gulasz cielęcy
Kuskus z kurczakiem i pomidorami
Cielęcina z warzywami
Duszona wołowina z dynią
Potrawka z królika z selerem naciowym
Cukinia nadziewana mięsem z indyka i ryżem
Klopsiki wieprzowe w warzywach
Pulpeciki cielęce
Potrawka z kurczaka z zielonym groszkiem i fasolką szparagową
Krupnik z mięsnymi kulkami
Gołąbki dla malucha
Pieczony udziec z indyka
Pasztet drobiowy z warzywami
Klopsiki z wołowiny z sosem pomidorowym
Potrawka z kurczaka z dynią
Słodkie co nieco
Ciasteczka ryżowe
Ciasteczka maślane
Jogurt z ciasteczkiem ryżowym
Paluszki drożdżowe z sezamem
Domowe biszkopty
Szarlotka jaglana
Krakersy z kaszą manną

Kategoria: Poradniki
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-7773-940-2
Rozmiar pliku: 2,8 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

Zamiast wstępu, czyli o naszych dzieciach i ich apetytach…

Monika, dietetyk z 7-letnim doświadczeniem,
mama 7-letniego Huberta

Wcią­żę za­szłam pod ko­niec stu­diów. Z jed­nej stro­ny mia­łam oba­wy, że so­bie nie po­ra­dzę, a z dru­giej – cie­szy­łam się, że będę mo­gła w prak­ty­ce wy­ko­rzy­stać wie­dzę na te­mat ży­wie­nia nie­mow­ląt, a po­tem ma­łych dzie­ci. Gdy wresz­cie Hu­bert po­ja­wił się na świe­cie, było dla mnie oczy­wi­ste, że będę go kar­mić pier­sią. Znam wszyst­kie ar­gu­men­ty prze­ma­wia­ją­ce za kar­mie­niem na­tu­ral­nym, wiem, ile do­bre­go może ten po­karm wnieść w bu­do­wa­nie od­por­no­ści dziec­ka na naj­bliż­sze lata. Tu jed­nak za­czę­ły się schod­ki.

Po­łoż­na ze sto­ic­kim spo­ko­jem, nic nie tłu­ma­cząc, po­wie­dzia­ła do mnie na od­dzia­le: „Pani Mo­ni­ko, pro­szę przy­sta­wić dziec­ko do pier­si”. Nic trud­ne­go, prze­cież znam ten ob­ra­zek z po­rad­ni­ków, pla­ka­tów za­chę­ca­ją­cych do kar­mie­nia na­tu­ral­ne­go... Tyl­ko że u nas coś nie za­sko­czy­ło. Uło­że­nie do­bre (tak przy­naj­mniej mi się wy­da­wa­ło), usta dziec­ka skie­ro­wa­ne do pier­si, ale ono nie chwy­ta­ło jej i nie ssa­ło. „Dla­cze­go? Coś ze mną jest nie tak?” – za­sta­na­wia­łam się. Fakt, nie dys­po­no­wa­łam du­żym „bu­fe­tem” jak ko­le­żan­ka z sali, ale czy aby na pew­no to było ta­kie istot­ne? Na szczę­ście oka­za­ło się, że nie w tym leży pro­blem. Ta sama po­łoż­na wy­tłu­ma­czy­ła mi, jak trzy­mać syna pod­czas kar­mie­nia, że na­le­ży co każ­de kar­mie­nie po­da­wać inną pierś, aby sty­mu­lo­wać pro­duk­cję mle­ka w obu, że trze­ba de­li­kat­nie draż­nić usta ma­lu­cha sut­kiem i wy­ci­skać na­wet kil­ka kro­pli mle­ka (na za­chę­tę), aby za­czął ssać, no i się uda­ło. Nie po­wiem, że już po­tem pro­ble­mu z przy­sta­wie­niem do pier­si nie było, bo w pierw­szym ty­go­dniu trud­no­ści się po­wta­rza­ły, ale bar­dzo mi po­mo­gła pie­lę­gniar­ka lak­ta­cyj­na, któ­ra by­wa­ła u nas w domu w pierw­szych ty­go­dniach po po­ro­dzie. Dla­te­go ra­dzę – za­wsze ko­rzy­staj z ta­kiej moż­li­wo­ści. Na­wet je­śli prze­czy­ta­łaś wszyst­kie do­stęp­ne po­rad­ni­ki, to ża­den z nich nie za­stą­pi do­świad­czo­nej oso­by, któ­ra w pro­sty spo­sób może ci po­ka­zać, jak kar­mić dziec­ko, aby uła­twić to i jemu, i to­bie.

Nie­ste­ty nad­szedł mo­ment, kie­dy wy­da­wa­ło mi się, że mój po­karm jest dla syna nie­wy­star­cza­ją­cy. Dziec­ko szyb­ko ro­bi­ło się głod­ne, de­ner­wo­wa­ło się, że mle­ka jest mało. Po­sta­no­wi­łam to spraw­dzić – od­cią­gnę­łam por­cję, któ­rą praw­do­po­dob­nie Hu­bert wy­pi­jał, a wte­dy oka­za­ło się, że jest tego nie­wie­le po­nad 30 mi­li­li­trów. Za mało. Skon­sul­to­wa­łam to z le­ka­rzem. Po zwa­że­niu syna oka­za­ło się, że nie przy­bie­ra on na wa­dze tyle, ile po­wi­nien. Le­karz za­pro­po­no­wał więc kar­mie­nie mle­kiem mo­dy­fi­ko­wa­nym. Na­wet wspo­mniał, ja­kie po­win­nam ku­pić, więc na­tych­miast to uczy­ni­łam. Pa­mię­taj jed­nak – w ta­kiej sy­tu­acji, w ja­kiej się zna­la­złam, kar­mie­nie może, a na­wet po­win­no być mie­sza­ne. Je­że­li tyl­ko masz swój po­karm (na­wet w nie­wiel­kiej ilo­ści), sta­raj się przy­sta­wiać dziec­ko do pier­si, bo mle­ka mamy nie za­stą­pi żad­ne mle­ko mo­dy­fi­ko­wa­ne.

Je­śli cho­dzi o smak, mle­ko mo­dy­fi­ko­wa­ne sma­ku­je ina­czej niż po­karm ko­bie­cy, dziec­ko nie za­wsze od razu je ak­cep­tu­je. Ja pró­bo­wa­łam da­wać sy­no­wi chy­ba trzy róż­ne ro­dza­je mle­ka, za­nim tra­fi­li­śmy na ta­kie, któ­re mu za­sma­ko­wa­ło. Był też inny pro­blem zwią­za­ny z mle­kiem mo­dy­fi­ko­wa­nym – przy­go­to­wy­wa­nie mle­ka nocą. Fakt, mu­sia­łam wsta­wać i się roz­bu­dzać, samo przy­sta­wie­nie dziec­ka do pier­si jest jed­nak dużo prost­sze. Zna­la­złam i na to spo­sób. W sy­pial­ni trzy­ma­łam cie­płą wodę w pod­grze­wa­czu do bu­te­lek, a do­dat­ko­wo prze­go­to­wa­ną wodę zim­ną, aby w ra­zie po­trze­by ochło­dzić tę z pod­grze­wa­cza, do tego wy­pa­rzo­ną bu­tel­kę, smo­czek i pusz­kę mle­ka. Po pew­nym cza­sie noc­ne szy­ko­wa­nie mle­ka szło eks­pre­so­wo.

Nie chcia­ła­bym przed­sta­wiać ci pierw­sze­go roku ży­cia dziec­ka jako chwil sie­lan­ki, ra­do­ści, spo­ko­ju i sa­mych po­zy­tyw­nych do­świad­czeń. Nie po­wiem, by­wa­ły chwi­le ra­do­sne, słod­kie uśmiesz­ki nie­mow­la­ka przez sen, gło­śne bek­nię­cie po na­kar­mie­niu pier­sią (wte­dy masz po­czu­cie, że ma­lu­szek po­rząd­nie się najadł i na naj­bliż­sze go­dzi­ny po­win­naś mieć spo­kój), ale był to jed­no­cze­śnie okres bar­dzo trud­ny. Wcze­śniej, za­nim na świe­cie po­ja­wił się Hu­bert, zda­rza­ło mi się cho­dzić z mę­żem w week­en­dy na noc­ne se­an­se fil­mo­we, wra­cać nad ra­nem, a póź­niej spać do po­łu­dnia. Gdy uro­dzi­łam dziec­ko, czu­łam się uwię­zio­na w czte­rech ścia­nach. Nie mogę po­wie­dzieć, że nikt mi nie po­ma­gał. Po­ma­ga­li – mąż, ro­dzi­ce, te­ścio­wie, ale ko­niec koń­ców przy­cho­dził po­nie­dzia­łek, każ­dy wra­cał do swo­ich obo­wiąz­ków. By­łam per­ma­nent­nie nie­wy­spa­na, zmę­czo­na i po­de­ner­wo­wa­na. Dość wcze­śnie uro­dzi­łam dziec­ko, więc nie mia­łam ko­le­ża­nek w po­dob­nej sy­tu­acji. Wia­do­mo, że jest dużo raź­niej, gdy moż­na się z kimś po­dzie­lić co­dzien­ny­mi pro­ble­ma­mi mło­dej mamy, za­dzwo­nić do ko­goś po po­ra­dę.

Na szczę­ście gdy po­go­da sprzy­ja spa­ce­rom (ja uro­dzi­łam w wy­jąt­ko­wo mroź­nym grud­niu, więc na pierw­szy spa­cer wy­bra­li­śmy się po mniej wię­cej 4 ty­go­dniach), wy­cho­dzisz na ze­wnątrz i po­zna­jesz co­raz wię­cej ko­biet bę­dą­cych w po­dob­nej sy­tu­acji. Mo­żesz się wy­mie­nić z nimi do­świad­cze­nia­mi, po­spa­ce­ro­wać po par­ku i po­roz­ma­wiać o wszyst­kim i o ni­czym. Mnie to po­mo­gło. Trze­ba jed­nak za­cho­wać czuj­ność... Uwa­żaj na mat­ki prze­wraż­li­wio­ne, po­ucza­ją­ce i chwa­lą­ce się, cze­go to jej dziec­ko nie po­tra­fi, jak pięk­nie je i jak cu­dow­nie przy­bie­ra na wa­dze. Niech nie bu­dzi to w to­bie po­czu­cia bez­na­dziej­no­ści i obaw, że ro­bisz coś nie tak, bo twój ma­luch nie jest taki wspa­nia­ły. Pa­mię­taj: każ­de dziec­ko jest inne, jed­no roz­wi­ja się szyb­ciej, inne wol­niej, jed­no ma więk­szy, inne mniej­szy ape­tyt, a ty na pew­no ro­bisz wszyst­ko (bo ro­bisz!), aby twój ma­luch był szczę­śli­wy.

Przejdź­my jed­nak do za­gad­nie­nia, któ­re nur­tu­je mło­de mamy, gdy dziec­ko już tro­chę pod­ro­śnie – do roz­sze­rza­nia die­ty nie­mow­lę­cia. Mam to daw­no za sobą, mu­szę przy­znać, że nie było ła­two, ale może ty bę­dziesz kie­dyś ten okres wspo­mi­nać zu­peł­nie ina­czej.

Kie­dy przy­szedł czas na pierw­szą mar­chew­kę w die­cie Hu­ber­ta, by­łam pod­eks­cy­to­wa­na, że w koń­cu za­cznie wię­cej jeść, ja będę go­to­wa­ła pysz­ne zup­ki, a on ze sma­kiem bę­dzie je pa­ła­szo­wał. Za­czę­łam jed­nak od mar­chew­ki ze sło­icz­ka, bo pierw­sze por­cje są bar­dzo małe, 2–3 ły­żecz­ki na dzień. Go­to­wa­nie nie ma wte­dy więk­sze­go sen­su. Syn skrzy­wił się po­twor­nie i wy­pluł wszyst­ko na śli­niak. Pomy­śla­łam: „Nie za­sma­ko­wa­ło mu, spró­bu­je­my jesz­cze raz”. Było po­dob­nie. Oczy­wi­ście się nie pod­da­łam, w su­mie nie ma się co dzi­wić, w po­przed­nich mie­sią­cach dziec­ko piło tyl­ko mle­ko, a na­gle do­sta­ło coś o zu­peł­nie in­nym sma­ku i nie­zna­nej kon­sy­sten­cji. Z ty­go­dnia na ty­dzień było co­raz le­piej. Nie mogę po­wie­dzieć, że zja­dał dużo, ale coś tam zbie­rał z ły­żecz­ki. Ty też się nie pod­da­waj w ta­kiej sy­tu­acji. W koń­cu ma­luch za­cznie jeść ze sma­kiem. Na dal­szych eta­pach roz­sze­rza­nia die­ty wpro­wa­dza­łam ko­lej­ne wa­rzy­wa, owo­ce, mię­so. Naj­bar­dziej za­sma­ko­wały Hu­ber­to­wi jo­gur­ty. Moż­na je po­dać w dru­gim pół­ro­czu ży­cia dziec­ka i nie trze­ba cze­kać do 10.–11. mie­sią­ca. Ja mie­sza­łam jo­gurt na­tu­ral­ny z mu­sem owo­co­wym ze świe­żych, mro­żo­nych czy sło­icz­ko­wych owo­ców. Sta­no­wi­ło to po­żyw­ny pod­wie­czo­rek. Do dziś Hu­bert bar­dzo lubi cały na­biał, chęt­nie wy­pi­ja ke­fir czy ma­ślan­kę.

Pod­su­mo­wu­jąc, chcia­ła­bym ci po­wie­dzieć, że moje do­świad­cze­nia mogą być je­dy­nie małą wska­zów­ką co do tego, jak bę­dziesz funk­cjo­no­wać i dzia­łać w pierw­szym roku ży­cia swo­jej po­cie­chy. Je­śli bę­dziesz ro­bić coś ina­czej, to nie zna­czy, że źle, bo na pew­no z ser­cem. Za­rów­no moja opo­wieść, jak i opo­wie­ści po­zo­sta­łych au­to­rek mają cię je­dy­nie wspie­rać i po­ma­gać w tych waż­nych pierw­szych 12 mie­sią­cach ży­cia two­je­go dziec­ka.

Magda, dietetyk z 9-letnim doświadczeniem,
mama 3,5-letniego Jasia

Mam za sobą kil­ka lat do­świad­czeń ro­dzi­ciel­skich i z całą od­po­wie­dzial­no­ścią mogę stwier­dzić, że wy­cho­wa­nie dziec­ka to naj­trud­niej­sza rola w ży­ciu. W każ­dym zna­cze­niu tego sło­wa.

Jed­nak nie za­wsze tak my­śla­łam. Ileż to razy by­łam obu­rzo­na za­cho­wa­niem dzie­ci wo­kół mnie. Tym, że ska­czą nie tam, gdzie trze­ba, że same nie śpią, że nie je­dzą wszyst­kie­go, że wy­mu­sza­ją w skle­pie kup­no cia­stecz­ka… Pa­mię­tam jak dziś, że w du­chu po­wta­rza­łam so­bie: u mnie z pew­no­ścią tak nie bę­dzie. Bo prze­cież to tyl­ko kwe­stia za­sad i kie­ro­wa­nia się nimi. I co? Jest zu­peł­nie od­wrot­nie. Ja­siek za każ­dym ra­zem w skle­pie spo­żyw­czym się­ga po cze­ko­la­do­we cia­stecz­ko i kil­ka ład­nych mi­nut upły­wa, za­nim uda­je się nam osią­gnąć kom­pro­mis i sło­dycz wra­ca na pół­kę. Do tego do dziś śpi z nami w jed­nym łóż­ku. I szcze­rze przy­znam, że choć cza­sem wo­la­ła­bym, aby po prze­czy­ta­niu baj­ki prze­spał w swo­im łó­żecz­ku całą noc, to lu­bię to jego noc­ne przy­tu­la­nie i cie­pło. Może z wy­jąt­kiem cza­su, kie­dy jest prze­zię­bio­ny i noce nie na­le­żą do naj­przy­jem­niej­szych… Jesz­cze kil­ka lat i być może po­wie nam, że przy­tu­la­nie się to ob­ciach, ko­le­dzy się pa­trzą, nie chce mu się… Ko­rzy­sta­my więc z tego na ra­zie peł­ną parą.

Jak to się jed­nak wszyst­ko za­czę­ło? Mia­ło być tra­dy­cyj­nie: naj­pierw za­rę­czy­ny, póź­niej ślub i dziec­ko. O ile dwa pierw­sze punk­ty pro­gra­mu uda­ło się zre­ali­zo­wać cał­kiem spraw­nie, o tyle z trze­cim nie po­szło już tak gład­ko. Co praw­da wie­dzia­łam od daw­na, że moje pro­ble­my hor­mo­nal­ne mogą opóź­nić po­czę­cie dziec­ka, ale nie przy­pusz­cza­łam, że tak bar­dzo. Mi­ja­ły mie­sią­ce, póź­niej je­den rok, dru­gi i za­czę­ły się wę­drów­ki po le­ka­rzach, sto­sy ba­dań do wy­ko­na­nia. Nie­ustan­ne for­so­wa­nie teo­rii o wy­lu­zo­wa­niu do­pro­wa­dza­ło nas do szew­skiej pa­sji. W koń­cu tra­fi­li­śmy na le­ka­rza Fa­chow­ca, przez duże F. Pani Dok­tor była pierw­szą oso­bą, któ­ra nie wspo­mnia­ła o żad­nym nie­stre­so­wa­niu się, wy­lu­zo­wa­niu czy wy­je­cha­niu na urlop, gdzie na pew­no nam się w koń­cu uda. Spo­koj­nie opo­wie­dzia­ła nam o pla­nie dzia­ła­nia na naj­bliż­sze mie­sią­ce. Za­czę­ły się ba­da­nia, far­ma­ko­lo­gia, za­bie­gi i w koń­cu po kil­ku­na­stu mie­sią­cach sta­rań zo­ba­czy­li­śmy tę upra­gnio­ną, dru­gą kre­skę na te­ście – co praw­da bla­da, ale była. Oczy­wi­ście ogar­nę­ła nas ra­dość ogrom­na, ale ra­zem z nią po­ja­wił się rów­nie ol­brzy­mi strach przed ma­cie­rzyń­stwem. Głu­pie, praw­da? Prze­cież przez ostat­nie kil­ka­dzie­siąt mie­się­cy o ni­czym in­nym nie my­śla­łam, a gdy na­resz­cie usły­sza­łam, że je­stem w cią­ży, za­czę­łam się za­sta­na­wiać, czy to na pew­no do­bry mo­ment, czy damy radę, czy bę­dzie­my do­bry­mi ro­dzi­ca­mi. I mia­łam jesz­cze ty­sią­ce in­nych py­tań kłę­bią­cych się w gło­wie, co – jak się póź­niej oka­za­ło – jest czymś zu­peł­nie nor­mal­nym.

Pierw­sze mie­sią­ce cią­ży były na­praw­dę przy­jem­ne. Mu­szę przy­znać, że by­łam szczę­ścia­rą – lek­ko mę­czy­ły mnie mdło­ści i szyb­ko się skoń­czy­ły. Wte­dy też zro­zu­mia­łam, co to zna­czy, że w cią­ży ko­bie­ce zmy­sły są wy­ostrzo­ne… O tak, czysz­cze­nie lo­dów­ki ro­bi­ła­bym kil­ka razy w ty­go­dniu, a gdy je­cha­łam tram­wa­jem, mia­łam wra­że­nie, że pan sto­ją­cy obok mnie wy­lał tego dnia na sie­bie całą bu­te­lecz­kę per­fum. Po­nad­to ni­g­dy w ży­ciu nie sma­ko­wa­ło mi tak bar­dzo jaj­ko sa­dzo­ne z ziem­nia­ka­mi i su­rów­ką z ki­szo­nej ka­pu­sty, któ­re w pierw­szym try­me­strze było z pew­no­ścią obia­dem nu­me­rem je­den i nie mia­ło so­bie rów­nych. Po­zy­tyw­ne było też to, że mo­głam być ak­tyw­na za­wo­do­wo. Do cza­su jed­nak. Oko­ło 24. ty­go­dnia cią­ży po­ja­wi­ły się kom­pli­ka­cje – szyj­ka ma­ci­cy znacz­nie się skró­ciła i w try­bie na­tych­mia­sto­wym mu­sia­łam pójść na zwol­nie­nie, któ­re wią­za­ło się z pół­to­ra­mie­sięcz­nym bez­względ­nym le­że­niem w domu. Po­now­nie mo­głam się nie­co uak­tyw­nić i znów po­czuć uro­ki cią­ży po za­ło­że­niu pes­sa­ru. Był wte­dy czer­wiec, a ja nie ża­ło­wa­łam so­bie tru­ska­wek ani cze­re­śni, któ­re uwiel­biam. Wraz ze zbli­ża­niem się ter­mi­nu po­ro­du co­raz bar­dziej chcia­łam już uro­dzić, gdyż naj­zwy­czaj­niej w świe­cie mój „brzu­cho­wy współ­lo­ka­tor” da­wał mi wte­dy nie­źle w kość – do­słow­nie i w prze­no­śni.

Po­ród na­tu­ral­ny prze­biegł spraw­nie, bez żad­nych czar­nych sce­na­riu­szy, i mu­szę przy­znać, że na­praw­dę miło go wspo­mi­nam. Do­pie­ro póź­niej za­czę­ły się scho­dy, a mia­no­wi­cie wte­dy, kie­dy trze­ba było syn­ka na­kar­mić. Do tam­te­go mo­men­tu wy­da­wa­ło mi się, że po uro­dze­niu dziec­ka pier­si na­tu­ral­nie wy­peł­nia­ją się po brze­gi mle­kiem i try­ska ono samo, bez więk­szych pro­ble­mów. A tu nie­spo­dzian­ka. By­łam w tej gru­pie osób, któ­rą rze­czy­wi­stość nie­co przy­tło­czy­ła. Wie­dzia­łam, że na po­cząt­ku mogą się po­ja­wić trud­no­ści, ale my­śla­łam, że już dobę po po­ro­dzie pier­si wy­peł­nią się mle­kiem. Cze­ka­łam, cze­ka­łam i nic… Do tego do­szedł jesz­cze baby blu­es i pła­ka­łam, pa­trząc na inne, kar­mią­ce mamy. Na­tu­ra nie ob­da­rzy­ła mnie mi­secz­ką G, a skrom­ną 65D, ale uświa­do­mio­no mi, że nie w tym leży pro­blem. Od po­cząt­ku na­sta­wi­łam się, że będę syn­ka kar­mić na­tu­ral­nie. Wzię­łam się w garść i po­sta­no­wi­łam, że zro­bię wszyst­ko, by ten cel osią­gnąć. Nie uda­ło­by się to z pew­no­ścią bez od­po­wied­niej opie­ki oko­ło­po­ro­do­wej i me­gaw­spar­cia po­łoż­nych w szpi­ta­lu, w któ­rym ro­dzi­łam. Te­raz się nie dzi­wię, że jed­ną z częst­szych przy­czyn nie­kar­mie­nia pier­sią jest brak od­po­wied­nie­go wspar­cia lak­ta­cyj­ne­go. Ja też z pew­no­ścią w koń­cu bym się pod­da­ła, gdy­by nie te cu­dow­ne ko­bie­ty, na któ­re tra­fi­łam. W pew­nym stop­niu po­mo­gła też żół­tacz­ka Ja­sia, któ­ra wy­dłu­ży­ła nasz po­byt w szpi­ta­lu i tym sa­mym po­zwo­li­ła nam na do­tar­cie się pod ką­tem lak­ta­cji.

Póź­niej w domu też nie za­wsze było ła­two, zwłasz­cza gdy po­ja­wia­ły się tzw. kol­ki nie­mow­lę­ce, co ozna­cza­ło płacz, czę­ste bu­dze­nie się, „wi­sze­nie” przy pier­si. Choć mój zdro­wy roz­są­dek pod­po­wia­dał mi, że to nie wina die­ty, w koń­cu pod­da­łam się na­ci­skom i za­czę­łam sto­so­wać die­tę bez­mlecz­ną (gdyż to mle­ko i jego prze­two­ry uwa­ża­no za przy­czy­nę złe­go sa­mo­po­czu­cia Ja­sia). I co??? I nic, po dwóch ty­go­dniach jej sto­so­wa­nia (a w su­mie wiel­kich mę­czar­ni, gdyż na­biał uwiel­biam) nie za­uwa­ży­łam żad­nej, na­wet naj­mniej­szej po­pra­wy. Naj­lep­szym kol­ko­wym an­ti­do­tum oka­za­ły się cie­pły po­wiew i szum su­szar­ki, a nie zmia­na die­ty. Te­raz już nikt mnie nie prze­ko­na, że pod­czas kar­mie­nia po­win­nam zre­zy­gno­wać z po­ło­wy grup pro­duk­tów i ogra­ni­czyć się do ryżu z kur­cza­kiem i mar­chew­ką. Pierw­sze mie­sią­ce po po­ro­dzie to był tro­chę taki „dzień świ­ra” – kar­mie­nie, zmia­na pie­lu­chy, sen, kar­mie­nie, spa­cer, pie­lu­cha, sen (a ra­czej czu­wa­nie), ką­piel… W pew­nym mo­men­cie wy­nie­sie­nie ko­sza do śmiet­ni­ka wy­da­wa­ło mi się wspa­nia­łą for­mą roz­ryw­ki (choć mu­szę przy­znać, że wspar­cie męża mia­łam ogrom­ne). Zda­rza­ło mi się, że pierw­szy po­si­łek ja­da­łam w po­rze obia­du, a mój lunch wy­pa­dał o go­dzi­nie 20. Bar­dzo po­moc­ne oka­za­ły się jed­nak za­pa­sy za­mra­żar­ko­we zro­bio­ne tuż przed po­ro­dem, po­le­cam.

Pod­czas roz­sze­rza­nia die­ty dziec­ka rów­nież nie uda­ło się unik­nąć nie­spo­dzia­nek. Sta­ra­łam się go­to­wać sama, choć przy­znam szcze­rze, że ko­rzy­sta­łam też ze sło­icz­ków, któ­re cza­sem oka­zy­wa­ły się nie­za­stą­pio­ne. Było plu­cie, gry­ma­sze­nie, la­ta­nie ły­żecz­ką jak sa­mo­lo­tem. O ile mar­chew­ka, cu­ki­nia i jabł­ko były ak­cep­to­wal­ne, o tyle bro­kuł czy dy­nia już nie­ko­niecz­nie. Kie­dy za­czę­łam wpro­wa­dzać na­biał do die­ty syn­ka, to jo­gurt stał się da­niem nu­mer je­den, po­dob­nie jak póź­niej ma­ka­ron czy le­ni­we. Ale co się dzi­wić, prze­cież oj­ciec i mat­ka też klu­sko­wi i mlecz­ni. Do tego był pro­blem z pi­ciem, bo nasz syn NIE TO­LE­RO­WAŁ ŻAD­NEJ BU­TEL­KI!!! W koń­cu po wiel­kich bo­jach oraz przy za­cho­wa­niu że­la­znej kon­se­kwen­cji uda­ło się na­kło­nić syn­ka do pi­cia z kub­ka i uroz­ma­icić die­tę. Dziś Ja­siek wsu­wa prak­tycz­nie wszyst­ko, ze śle­dzia­mi włącz­nie.

Mimo że pierw­szy rok ży­cia dziec­ka nie za­wsze jest cza­sem sie­lan­ki, szyb­ko za­po­mi­na się o nie­przy­jem­nych mo­men­tach, a po­zo­sta­ją w pa­mię­ci te lep­sze. Gdy te­raz Ja­siek z ocza­mi jak kot ze „Shre­ka” pod­cho­dzi do mnie i mówi: „Ko­cham cię, ma­mu­siu”, cał­ko­wi­cie za­po­mi­nam o ja­kich­kol­wiek kol­kach, za­par­ciach czy nie­prze­spa­nych no­cach. Tego ży­czę rów­nież to­bie, dro­ga mamo.

Ta książ­ka po­wsta­ła nie po to, by przed­sta­wić ci je­dy­ny słusz­ny mo­del ży­wie­nia. To tyl­ko cen­ny dro­go­wskaz w pierw­szym roku ży­cia two­je­go dziec­ka.

Magda, dietetyk z 16-letnim doświadczeniem,
mama 2,5-letniej Julki

Mamą zo­sta­łam dość póź­no, w peł­ni świa­do­mie i zgod­nie z pla­nem. Prze­ba­da­łam się do­kład­nie, gdyż z po­wo­du za­bu­rzeń hor­mo­nal­nych uprze­dza­no mnie od lat, że ła­two nie bę­dzie i mogę się dłu­go sta­rać. Po­nie­waż mam skoń­czo­ne stu­dia z za­kre­su ży­wie­nia i już na­ście lat do­świad­czeń w za­wo­dzie die­te­ty­ka, przy­go­to­wa­łam się też ży­wie­nio­wo, za­dba­łam o wcze­śniej­szą su­ple­men­ta­cję i wszyst­ko, co było re­ko­men­do­wa­ne dla „póź­nych pier­wo­ró­dek”. A że w ży­ciu nie da się wszyst­kie­go za­pla­no­wać, a już na pew­no nie tak de­li­kat­nych spraw jak cią­ża i by­cie mamą, to cze­ka­ło mnie kil­ka nie­spo­dzia­nek. W cią­żę za­szłam wcze­śniej, niż skoń­czy­ła się dia­gno­sty­ka, wbrew ro­ko­wa­niom le­ka­rzy. Mimo bra­ku cho­rób przed cią­żą, pra­wi­dło­wej masy cia­ła i dba­nia o zdro­wą die­tę (w koń­cu za­wód mnie do tego ob­li­gu­je) do­pa­dła mnie cu­krzy­ca cią­żo­wa, po pro­stu nie dało się oszu­kać ob­cią­żeń ge­ne­tycz­nych po pra­bab­ci, bab­ci i ma­mie. A jesz­cze jed­ną nie­spo­dzian­ką był o 2 mie­sią­ce wcze­śniej­szy po­ród, zu­peł­nie nie­spo­dzie­wa­ny, nie­pla­no­wa­ny, ze szczę­śli­wym dla mnie i cór­ki roz­wią­za­niem przez ce­sar­skie cię­cie. Wy­da­wa­ło mi się, że cze­ka­ją mnie już tyl­ko same osła­wio­ne uro­ki ma­cie­rzyń­stwa i bę­dzie z gór­ki, a oczy­wi­ście jak każ­da mama wie, i ty pew­nie też się prze­ko­na­łaś, do­pie­ro wte­dy się za­czę­ło…

Jako mama ma­leń­kiej, przed­wcze­śnie uro­dzo­nej có­recz­ki, któ­ra za­miesz­kała nie­ste­ty w in­ku­ba­to­rze, a nie przy moim boku, a do tego mama ce­sar­ko­wa, mu­sia­łam naj­pierw po­wal­czyć o lak­ta­cję. Nie­ste­ty w ta­kich sy­tu­acjach na­tu­ral­nie mle­ko z pier­si nie try­ska. Wiem z do­świad­cze­nia swo­je­go i in­nych mam wcze­śnia­ków, że aby od­nieść suk­ces, lak­ta­cję trze­ba sty­mu­lo­wać, a poza sa­mo­za­par­ciem i oso­bi­stą de­ter­mi­na­cją po­trzeb­ni są mą­drzy prze­wod­ni­cy – le­ka­rze, po­łoż­ne, do­rad­cy lak­ta­cyj­ni. W przy­pad­ku wcze­śnia­ków do wszyst­kich oczy­wi­stych plu­sów kar­mie­nia mle­kiem mat­ki na­le­ży do­dać i to, że jest ono trak­to­wa­ne jako do­dat­ko­we le­kar­stwo dla ma­leń­stwa, a że jako bez­rad­na mama có­recz­ki w in­ku­ba­to­rze nie mo­głam jej ina­czej po­móc, to zro­bi­łam wszyst­ko, co mo­głam, żeby lak­ta­cję wy­wo­łać, sty­mu­lo­wać i utrzy­mać. Za­czę­łam re­gu­lar­ną (co 3 go­dzi­ny) pra­cę z lak­ta­to­rem (me­to­dą 7-5-3), co po­wo­do­wa­ło, że nie spa­łam wię­cej niż 2 go­dzi­ny bez prze­rwy. Bar­dzo po­mo­gła przy tym sama có­recz­ka, bo jed­ną z me­tod po­bu­dze­nia lak­ta­cji, a tak­że ad­ap­ta­cji wcze­śnia­ków, jest tzw. kan­gu­ro­wa­nie, czy­li przy­tu­la­nie ma­leń­stwa do pier­si (naj­le­piej „skó­ra do skó­ry”, czy­li do na­giej pier­si). Oczy­wi­ście ja­dłam i pi­łam wszyst­ko, co tyl­ko mo­gło po­bu­dzać lak­ta­cję, m.in. słód jęcz­mien­ny, her­bat­ki lak­ta­cyj­ne, wodę ko­ko­so­wą, mle­ko mig­da­ło­we…, ge­ne­ral­nie wszyst­ko, co – jak wy­czy­ta­łam w róż­nych źró­dłach – może wspo­móc pro­duk­cję mle­ka mat­ki. Było na­praw­dę cięż­ko, ale uda­ło się i kar­mi­łam có­recz­kę przez 11 mie­się­cy. Je­śli też je­steś prze­ra­żo­ną mamą wcze­śnia­ka, to chcia­łam ci do­dać otu­chy szczę­śli­wym za­koń­cze­niem mo­jej hi­sto­rii.

Przez pierw­szy rok z ra­cji wcze­śniac­twa i ni­skiej masy uro­dze­nio­wej bar­dzo sku­pia­łam się na pra­wi­dło­wym przy­ro­ście wa­go­wym cór­ki, bo jed­nak mia­ła co nad­ra­biać. W związ­ku z tym mimo kar­mie­nia pier­sią do­kar­mia­łam ją mle­kiem mo­dy­fi­ko­wa­nym. Na szczę­ście nie mia­ły­śmy pro­ble­mu z żad­ny­mi aler­gia­mi. Do­pa­dły nas oczy­wi­ście kol­ki i pro­ble­my z kup­ką, ale z per­spek­ty­wy cza­su wy­da­je mi się, że nie więk­sze niż u prze­cięt­ne­go nie­mow­la­ka.

Nie było też pro­ble­mu z roz­sze­rza­niem die­ty. Je­dy­nie z po­wo­du bra­ku rze­tel­nej in­for­ma­cji w przy­pad­ku wcze­śniac­twa mia­łam wąt­pli­wo­ści co do tego, kie­dy do ja­dło­spi­su Jul­ki wpro­wa­dzać nowe pro­duk­ty. Kie­ru­jąc się więc bar­dziej swo­ją in­tu­icją i do tej pory tyl­ko teo­re­tycz­ną wie­dzą o kar­mie­niu nie­mow­ląt, po­sta­no­wi­łam roz­sze­rzać die­tę có­recz­ki we­dług tzw. wie­ku ko­ry­go­wa­ne­go (czy­li od rze­czy­wi­ste­go wie­ku cór­ki od­ję­łam okres, któ­re­go za­bra­kło do wy­zna­czo­ne­go ter­mi­nu po­ro­du). W związ­ku z tym wpro­wa­dza­łam po­szcze­gól­ne pro­duk­ty z mniej wię­cej 2-mie­sięcz­nym opóź­nie­niem w sto­sun­ku do tego, co dyk­to­wał ka­len­darz.

Moja Jul­ka wy­rów­na­ła wszel­kie za­le­gło­ści wcze­śnia­cze. Jak na cór­kę ży­wie­niow­ca przy­sta­ło, jej die­ta jest uroz­ma­ico­na, chęt­nie pró­bu­je wszel­kich no­wo­ści i je prak­tycz­nie wszyst­ko. Nie mam żad­ne­go pro­ble­mu z ja­ki­mi­kol­wiek wa­rzy­wa­mi, owo­ca­mi, ry­ba­mi, ka­sza­mi czy in­ny­mi da­nia­mi, któ­re chcia­ła­bym, aby ja­da­ła. Nie­jad­kiem na pew­no nie jest, na ra­zie nie mamy też pro­ble­mu z nad­mier­nym ape­ty­tem, chy­ba że coś jej bar­dzo sma­ku­je, ale za­cho­wu­ję czuj­ność.

Ewa, dietetyk z 16-letnim doświadczeniem,
mama 6-letniego Michała i 2-letniego Filipa

By­cie mamą dwój­ki dzie­ci to za­szczyt, wiel­ka ra­dość i przy­jem­ność, ale nie ukry­wam, że rów­nież cięż­ka pra­ca. By­cie dziec­kiem die­te­ty­ka – to do­pie­ro nie lada wyz­wa­nie!

Je­stem mamą dwóch urwi­sów. Syn­ko­wie wy­peł­nia­ją całe moje ży­cie! Każ­dy z nich jest inny, wy­ma­ga in­ne­go po­dej­ścia i trak­to­wa­nia. Mało tego, ta ich in­ność do­ty­czy nie tyl­ko cha­rak­te­ru, ru­chli­wo­ści, lecz tak­że, o zgro­zo… ape­ty­tu!

Ale od po­cząt­ku. Za­wsze chcia­łam być ide­al­ną mat­ką (któ­ra by nie chcia­ła!). Cier­pli­wą, cie­płą, uśmiech­nię­tą, z po­czu­ciem hu­mo­ru oraz dy­stan­sem do sie­bie i świa­ta, dba­ją­cą o swo­je dzie­ci jak naj­le­piej… szcze­gól­nie je­śli cho­dzi o ży­wie­nie! W koń­cu je­stem die­te­ty­kiem, mam dużą wie­dzę na ten te­mat. By­łam prze­ko­na­na, że so­bie po­ra­dzę.

Cóż, moje wy­obra­że­nia i za­ło­że­nia zmie­rzy­ły się z rze­czy­wi­sto­ścią! Mój pierw­szy syn ape­tyt miał cał­kiem spo­ry i jak na swo­je po­cząt­ko­we 2800 g, zu­peł­nie do­brze so­bie ra­dził. Jed­nym sło­wem, co mie­siąc to nowy ki­lo­gram, a ja z prze­ra­że­niem pa­trzy­łam na ko­lej­ne po­mia­ry! Przez pierw­sze pół roku kar­mi­łam go tyl­ko na­tu­ral­nie i mimo że wie­dzę mia­łam dużą – przy­naj­mniej więk­szą niż prze­cięt­na mat­ka, po­ja­wi­ła się myśl, że coś mu­szę ro­bić źle, sko­ro syn cią­gle przy­bie­ra na wa­dze w ta­kim tem­pie. Te­raz się z tego śmie­ję, ale wte­dy nie było mi do śmie­chu. Nie wie­dzia­łam, co ro­bić, by­łam prze­ra­żo­na. Od­chu­dzać dziec­ko? Ab­surd! Pe­dia­tra tyl­ko no­to­wa­ła i mó­wi­ła, że pew­nie taka moja i jego uro­da i że­bym nic nie zmie­nia­ła w die­cie (ale mi po­mo­gła)! Do­dat­ko­wo mój nie­po­kój wzma­ga­ły ko­men­ta­rze: „Ooo, jaki on duży!”, co ja in­ter­pre­to­wa­łam jako: „Ooo, jaki on gru­by!!!”. Dla mat­ki die­te­tycz­ki nie był to za­pew­ne kom­ple­ment i ła­twa spra­wa, zresz­tą do tej pory nie jest. Mu­sia­łam się jed­nak ja­koś z tym zmie­rzyć. Ogar­nia­ło mnie prze­ra­że­nie, ale jed­no­cze­śnie z de­ter­mi­na­cją jesz­cze bar­dziej dba­łam o na­szą die­tę. Obie­ca­łam so­bie, że nie dam się zwa­rio­wać, ale też nie po­zwo­lę, aby moje dzie­ci w przy­szło­ści mia­ły ja­kie­kol­wiek pro­ble­my z wagą. Nad tym mogę prze­cież po­pra­co­wać i za­dzia­łać!

Po 6 uda­nych mie­sią­cach kar­mie­nia na­tu­ral­ne­go z roz­sze­rza­niem die­ty rów­nież nie mie­li­śmy pro­ble­mu. Może tyl­ko z wpro­wa­dze­niem glu­te­nu, bo mia­łam wte­dy mnó­stwo wąt­pli­wo­ści: kie­dy, ile, w ja­kiej po­sta­ci… Kto to wy­my­ślił, aby tak utrud­niać ży­cie ro­dzi­com?! Do­brze, że przy Fi­li­pie nie mia­łam już tego pro­ble­mu. Pierw­sza mar­chew­ka to była dla Mi­cha­ła sama roz­kosz i uśmiech na buzi, a po­tem też gład­ko po­szło. Dy­nia, ziem­niak, owo­ce, kasz­ki, kró­li­czek czy ryb­ki, szpi­nak, bro­ku­ły sma­ko­wa­ły mu tak, jak­by to jadł od daw­na, aż mu się uszy trzę­sły. Sama go­to­wa­łam. Cza­sem tyl­ko się­ga­łam po sło­icz­ki, w sy­tu­acjach, kie­dy nie mia­łam od­po­wied­nich pro­duk­tów albo po pro­stu mi się nie chcia­ło (też mie­wa­łam ta­kie chwi­le!). Dba­łam, z po­mo­cą mo­je­go cier­pli­we­go męża oraz nie­oce­nio­nej nia­ni Mi­cha­ła, Pani Zosi, o re­gu­lar­ność po­sił­ków i ugrun­to­wa­nie za­sad zdro­we­go ży­wie­nia. Do 2. roku ży­cia mo­je­go dziec­ka nie pa­mię­tam, aby mój syn gry­ma­sił przy je­dze­niu, do 13. mie­sią­ca ży­cia nie wie­dział, co to sło­dy­cze czy cze­ko­lad­ki (chy­ba że o czymś nie wiem!). Chło­pak sa­mo­dziel­nie zja­dał wszyst­ko, co miał na ta­le­rzu. A wszy­scy się za­chwy­ca­li, jaki to do­bry dzie­ciak.

Ape­tyt cały czas ma świet­ny. Tre­nu­je judo. Wśród swo­ich ró­wie­śni­ków na pew­no nie jest prze­cięt­ny. To cu­dow­ny i je­dzą­cy wszyst­ko mło­dy czło­wiek, acz­kol­wiek co­raz czę­ściej zda­rza­ją mu się małe ży­wie­nio­we fo­chy. Jest cie­kaw sma­ków, ale też wie­dzy na te­mat wa­rzyw i owo­ców! Przy róż­nych oka­zjach roz­ma­wia­my na te­mat je­dze­nia: cu­kru i tłusz­czu w die­cie dziec­ka i za­gro­żeń z tym zwią­za­nych, ale w przy­stęp­ny spo­sób, do­sto­so­wa­ny do wie­ku syna. Uwa­żam, że nie za­ka­za­mi, ale roz­mo­wą, prze­ka­zy­wa­niem wie­dzy, uświa­da­mia­niem mo­że­my zwal­czać nie­wła­ści­we na­wy­ki. Do­dam tyl­ko, że nie wpro­wa­dzam trud­nych do zre­ali­zo­wa­nia ogra­ni­czeń. Mi­chał, któ­ry jest Sło­dy­czo­wym Po­two­rem, do­sta­je cza­sem sło­dy­cze, ale w ra­mach roz­sąd­ku. Czę­sto po­ma­ga mi przy wy­pie­kach cia­stek czy in­nych do­mo­wych sma­ko­ły­ków, któ­re do­zu­ję i kon­tro­lu­ję. Nie ukry­wam, że w tej dro­dze do do­sko­na­ło­ści nie­raz bra­ko­wa­ło mi cier­pli­wo­ści!

O ile Mi­cha­ła moż­na było uchro­nić przed sło­dy­cza­mi do 13. mie­sią­ca ży­cia, o tyle Fi­li­pa nie­ste­ty już nie­ko­niecz­nie. Z wia­do­mych przy­czyn – przy­kład idą­cy od star­sze­go bra­ta robi swo­je! Wi­dzę jed­nak, że jest to cał­kiem inny typ kon­struk­cji fi­zycz­nej i psy­chicz­nej. Bar­dziej upar­ty, bar­dziej wy­bred­ny. Po­cząt­ki z Fi­li­pem, któ­re­go rów­nież przez 6 mie­się­cy kar­mi­łam tyl­ko na­tu­ral­nie, były po­dob­ne. Przy­bie­ra­nie na wa­dze – rów­nie oka­za­łe, wpro­wa­dza­nie no­wych pro­duk­tów – rów­nie bez­bo­le­sne, ale Fi­lip był już bar­dziej gry­ma­śny i chi­me­rycz­ny. Za to ja mia­łam więk­sze do­świad­cze­nie i pod­cho­dzi­łam do die­ty z więk­szym lu­zem. Nie trzy­ma­łam się kur­czo­wo ta­bel­ki z no­wy­mi pro­duk­ta­mi, szcze­gól­nie że trze­ba było przy­go­to­wy­wać po­sił­ki rów­nież dla Mi­cha­ła. Kie­ro­wa­łam się głów­nie na­szy­mi do­mo­wy­mi za­sa­da­mi ży­wie­nio­wy­mi, a uroz­ma­ica­jąc menu, pro­po­no­wa­łam do­bre ja­ko­ścio­wo pro­duk­ty w da­nym se­zo­nie. Młod­szy syn bar­dziej wy­brzy­dza przy na­szych ro­dzin­nych po­sił­kach (oj, wte­dy przy­po­mi­nam so­bie do­bre cza­sy z Mi­cha­łem!) i przy­znam szcze­rze, że cza­sem bra­ku­je mi cier­pli­wo­ści, ale wspie­ra­my się z mę­żem i dzia­ła­my ra­zem, za co mu bar­dzo dzię­ku­ję.

Kon­se­kwen­cja w dzia­ła­niu, do­bre na­sta­wie­nie oraz CIER­PLI­WOŚĆ mogą zdzia­łać cuda! Pa­mię­taj o tym!

Z per­spek­ty­wy cza­su jako mama dwój­ki ma­lu­chów mogę śmia­ło stwier­dzić, że obec­nie obo­wią­zu­ją­cy sche­mat roz­sze­rza­nia die­ty dziec­ka jest jak­by pi­sa­ny dla mnie! In­tu­icyj­ny, orien­ta­cyj­ny, po­zwa­la­ją­cy na więk­szą do­wol­ność.

PS. U Fi­li­pa glu­ten nie był już pro­ble­mem, po­da­łam mu po pro­stu ka­wa­łek chle­ba do „cium­ka­nia”.Kar­mie­nie pier­sią

Magdalena Czyrynda-Koleda

Kar­mie­nie pier­sią to chy­ba je­den z naj­częst­szych, za­raz po spo­so­bie po­ro­du, te­ma­tów po­ru­sza­nych na spo­łecz­nych fo­rach, zwłasz­cza wśród obec­nych i przy­szłych ro­dzi­ców. I po­mi­jam tu fakt, że pra­wie każ­da ko­bie­ta, ba, na­wet cza­sem męż­czy­zna, czu­je się eks­per­tem w tej dzie­dzi­nie. Czę­sto pada py­ta­nie o to, czy w ogó­le kar­mić. A je­śli tak, to jak dłu­go? Czy wpro­wa­dzić kar­mie­nie mie­sza­ne? Czy i jaką die­tę sto­so­wać i jak ra­dzić so­bie z bó­lem, któ­ry wie­lu ko­bie­tom wy­da­je się nie­odzow­nym ele­men­tem na­tu­ral­ne­go spo­so­bu kar­mie­nia dziec­ka? Wsłu­chu­jąc się w te dys­ku­sje, do­cho­dzę do wnio­sku, że przez cały czas je­ste­śmy w tej kwe­stii nie­do­in­for­mo­wa­ni. Za mało się o tym mówi w spo­sób rze­tel­ny me­ry­to­rycz­nie, za mało się po­da­je rze­czo­wych in­for­ma­cji, któ­re mogą uła­twić pod­ję­cie de­cy­zji.

Praw­da jest taka, że to ty, dro­ga mamo, po­dej­mu­jesz osta­tecz­ną de­cy­zję!!! Chcę ci za­tem przy­bli­żyć te­mat kar­mie­nia pier­sią, a zwłasz­cza wy­ja­śnić naj­bar­dziej nur­tu­ją­ce kwe­stie.

We­dług Świa­to­wej Or­ga­ni­za­cji Zdro­wia (WHO) nie­mow­lę­ta do 6. mie­sią­ca ży­cia po­win­ny być kar­mio­ne wy­łącz­nie po­kar­mem na­tu­ral­nym. Pew­nie te­raz my­ślisz so­bie: „No do­brze, ale jak dłu­go moż­na dziec­ku po­da­wać pierś?”. Tu­taj nie ma jed­no­znacz­nej od­po­wie­dzi po­par­tej na­uko­wo. Czę­sto mówi się, że kar­mie­nie pier­sią po­win­no być kon­ty­nu­owa­ne tak dłu­go, jak dłu­go mama i dziec­ko od­czu­wa­ją taką po­trze­bę. Świa­to­wa Or­ga­ni­za­cja Zdro­wia wska­zu­je bar­dziej kon­kret­nie i re­ko­men­du­je kar­mie­nie na­tu­ral­ne przy­naj­mniej do 2. roku ży­cia dziec­ka.

Rze­czy­wi­stość jest jed­nak zu­peł­nie inna – tyl­ko po­ło­wa ko­biet po po­ro­dzie utwier­dza się w swo­jej de­cy­zji o kar­mie­niu pier­sią. Dla­cze­go? My­ślę, że bar­dzo duży wpływ mają na to na­sza nie­świa­do­mość i nie­wie­dza, róż­ne mity i prze­są­dy, któ­re na­ro­sły wo­kół tego te­ma­tu. Nie­ste­ty nie za­wsze jest tak, że chwi­lę po po­ro­dzie mle­ko samo try­ska z pier­si, przy­kła­dasz no­wo­rod­ka bez pro­ble­mu, on się ide­al­nie naja­da i wszy­scy są szczę­śli­wi. Oczy­wi­ście ta­kie sce­na­riu­sze się zda­rza­ją, ale nie­zwy­kle rzad­ko. Za­zwy­czaj lak­ta­cję trze­ba so­bie wy­pra­co­wać. Uwierz mi, pro­szę, wy­ma­ga to tro­chę wy­sił­ku i nie­prze­spa­nych go­dzin przy lak­ta­to­rze, ale na­gro­da, któ­rą otrzy­mu­jesz, jest war­ta swo­jej ceny. Nie­zwy­kle waż­na w ta­kiej sy­tu­acji bę­dzie po­moc po­łoż­nej czy do­rad­czy­ni lak­ta­cyj­nej. Pa­mię­taj, że nie ma tu zna­cze­nia wiel­kość pier­si. Cza­sem bu­do­wa bro­daw­ki może być ele­men­tem utrud­nia­ją­cym chwy­ce­nie pier­si przez no­wo­rod­ka, ale obec­nie jest do­stęp­nych wie­le na­kła­dek, któ­re uła­twia­ją kar­mie­nie i spra­wia­ją, że może być ono przy­jem­no­ścią. Po­nad­to zda­rza się tak, że to dziec­ko po­dej­mu­je de­cy­zję za nas i dal­sze opie­ra­nie się nie ma sen­su. Mię­dzy­na­ro­do­we dane ze­bra­ne od 4000 ko­biet miesz­ka­ją­cych na róż­nych kon­ty­nen­tach wska­zu­ją, że naj­waż­niej­szą przy­czy­ną za­prze­sta­nia kar­mie­nia pier­sią jest nie­wy­star­cza­ją­ca ilość po­kar­mu.

Jed­ny­mi z czę­stych po­wo­dów nie­kar­mie­nia pier­sią, o któ­rych ko­bie­ty nie mó­wią wprost, są strach przed utra­tą jędr­no­ści i do­bre­go wy­glą­du pier­si, jak rów­nież re­stryk­cyj­na die­ta, o któ­rej czę­sto sły­szy­my od na­szych mam, babć czy bar­dziej do­świad­czo­nych ma­tek, co ro­dzi ko­lej­ne na­sze oba­wy.

Czas oba­lić te mity. O ile za­sto­su­jesz die­tę mamy kar­mią­cej pier­sią omó­wio­ną w dal­szej czę­ści książ­ki, o tyle o atrak­cyj­ność swe­go biu­stu nie mu­sisz się bać już te­raz. Z naj­now­szych ba­dań, opu­bli­ko­wa­nych w „Aesthe­tic Sur­ge­ry Jo­ur­nal”, jed­no­znacz­nie wy­ni­ka, że samo kar­mie­nie pier­sią i jego dłu­gość nie przy­czy­nia­ją się do ob­wi­sło­ści pier­si. Mogą mieć na­to­miast zna­cze­nie: więk­sza masa cia­ła przed cią­żą, duży przy­rost wagi w trak­cie cią­ży, star­szy wiek mat­ki w chwi­li zaj­ścia w cią­żę, pa­le­nie pa­pie­ro­sów czy więk­szy roz­miar pier­si przed cią­żą. Jed­nym sło­wem, już w mo­men­cie sta­ra­nia się o dziec­ko war­to dbać o swo­je zdro­wie, zwłasz­cza przez sto­so­wa­nie od­po­wied­niej die­ty i ak­tyw­ność fi­zycz­ną.

Skład mleka kobiecego

Mle­ko mat­ki to po­karm, któ­ry zmie­nia się nie tyl­ko w za­leż­no­ści od eta­pu kar­mie­nia (ży­cia dziec­ka), lecz tak­że w cią­gu doby. Tuż po po­ro­dzie na­zy­wa­ny jest sia­rą, na­stęp­nie zmie­nia się w mle­ko przej­ścio­we, by pod ko­niec 2. ty­go­dnia ży­cia ma­lu­cha osią­gnąć po­stać doj­rza­łą.

Mle­ko pro­du­ko­wa­ne przez gru­czoł pier­sio­wy ko­bie­ty to do­sko­na­ła kom­bi­na­cja biał­ka, tłusz­czów, wę­glo­wo­da­nów, wi­ta­min i skład­ni­ków mi­ne­ral­nych. Taka, aby przez pierw­sze 6 mie­się­cy ży­cia nie­mow­lę­cia za­pew­nić mu wszyst­ko, co naj­lep­sze dla jego roz­wo­ju.

Głów­nym skład­ni­kiem mle­ka ko­bie­ce­go jest woda. Sta­no­wi ona znacz­ną część ca­łe­go po­kar­mu – aż do 90%. Uga­si pra­gnie­nie two­je­go ma­lu­cha w każ­dej sy­tu­acji, więc do­dat­ko­we do­pa­ja­nie nie­mow­lę­cia, któ­re jest kar­mio­ne wy­łącz­nie pier­sią, nie jest wska­za­ne.

Ko­lej­ny waż­ny skład­nik mle­ka sta­no­wi biał­ko – głów­ny bu­du­lec ludz­kie­go or­ga­ni­zmu. Mimo że jest go sto­sun­ko­wo nie­wie­le, bo oko­ło 1%, za­pew­nia ma­lu­cho­wi od­po­wied­ni wzrost i roz­wój oraz może go w wie­ku póź­niej­szym uchro­nić przed nad­wa­gą i oty­ło­ścią.

Głów­ny przed­sta­wi­ciel wę­glo­wo­da­nów za­war­tych w po­kar­mie na­tu­ral­nym to lak­to­za. Uła­twia ona m.in. wchła­nia­nie wap­nia. Po­nad­to oli­go­sa­cha­ry­dy wy­stę­pu­ją­ce w mle­ku sty­mu­lu­ją wzrost pra­wi­dło­wej flo­ry bak­te­ryj­nej prze­wo­du po­kar­mo­we­go nowo na­ro­dzo­ne­go dziec­ka.

Mle­ko ko­bie­ce za­wie­ra rów­nież tłusz­cze, któ­re peł­nią funk­cje ener­ge­tycz­ne i bu­dul­co­we dla ca­łe­go ukła­du ner­wo­we­go, mó­zgu i siat­ków­ki oka.

Koń­cząc te­mat skła­du mle­ka, war­to jesz­cze zwró­cić uwa­gę na skład­ni­ki mi­ne­ral­ne i wi­ta­mi­ny w nim za­war­te. Nie bra­ku­je w tym po­kar­mie ma­gne­zu, cyn­ku, chro­mu ani po­ta­su, jak rów­nież wi­ta­min roz­pusz­czal­nych w tłusz­czach. Są też wi­ta­mi­ny B6 i B12. War­to jed­nak pa­mię­tać, że od tego, ile do­star­czasz wi­ta­min z gru­py B swo­je­mu or­ga­ni­zmo­wi, za­le­ży po­ziom ich za­war­to­ści w mle­ku, któ­rym kar­misz dziec­ko. Stę­że­nie że­la­za na­to­miast bę­dzie nie­du­że, ale dzię­ki jego 50-pro­cen­to­wej przy­swa­jal­no­ści bę­dzie ono sta­no­wić waż­ną ba­rie­rę ochron­ną przed wy­stą­pie­niem u ma­lu­cha ane­mii.

Jak wy­ni­ka z ba­dań prze­pro­wa­dzo­nych wśród ke­nij­skich ma­tek, te za­miesz­ku­ją­ce bied­niej­sze re­gio­ny pro­du­ko­wa­ły tłust­sze mle­ko dla swych có­rek, na­to­miast mamy po­cho­dzą­ce z za­moż­niej­szej czę­ści Ke­nii ofe­ro­wa­ły mle­ko bo­gat­sze w tłusz­cze sy­nom.

Nie­za­leż­nie od tego, czy je­steś zwo­len­nicz­ką czy prze­ciw­nicz­ką kar­mie­nia pier­sią, nie spo­sób się nie zgo­dzić z tym, że daje ono bar­dzo dużo ko­rzy­ści za­rów­no to­bie, jak i two­je­mu dziec­ku.

Zalety karmienia piersią

Dla ko­bie­ty:

- więk­sza ochro­na przed no­wo­two­ra­mi pier­si i jaj­ni­ka,
- mniej­sze ry­zy­ko krwo­to­ku po­po­ro­do­we­go,
- szyb­sze ob­kur­cza­nie się ma­ci­cy,
- mniej­sze ry­zy­ko wy­stą­pie­nia cho­rób ukła­du krą­że­nia w wie­ku star­szym,
- wzmoc­nio­ne ko­ści.

Dla dziec­ka:

- więk­sza od­por­ność, a co za tym idzie, rzad­sze wy­stę­po­wa­nie za­pa­leń ucha środ­ko­we­go czy in­fek­cji dróg od­de­cho­wych,
- mniej­sze ry­zy­ko wy­stą­pie­nia nad­wa­gi i oty­ło­ści w póź­niej­szym dzie­ciń­stwie i wie­ku do­ro­słym,
- ła­twiej­sze za­sy­pia­nie,
- rzad­sze wy­stę­po­wa­nie lub ła­god­niej­szy prze­bieg za­ka­żeń ukła­du po­kar­mo­we­go.

Dla oboj­ga:

- za­spo­ka­ja­nie emo­cjo­nal­nej po­trze­by bli­sko­ści

Dieta mamy karmiącej piersią

Ten te­mat jest chy­ba źró­dłem naj­więk­szych mi­tów i sprzecz­no­ści. Naj­czę­ściej za­le­ce­nia, któ­re sły­szysz, za­wie­ra­ją mnó­stwo ogra­ni­czeń. We­dług „eks­per­tów” die­ta po­win­na być lek­ko­straw­na, trze­ba uwa­żać na ostre i wy­ra­zi­ste sma­ki, po­ło­wa pro­duk­tów jest nie­wska­za­na, naj­le­piej wy­klu­czyć na­biał... i tak da­lej, i tak da­lej. A jaka jest praw­da? Die­ta mat­ki kar­mią­cej po­win­na być uroz­ma­ico­na i zbi­lan­so­wa­na oraz za­wie­rać pro­duk­ty z róż­nych grup. Zda­niem gru­py eks­per­tów (w jej skład wcho­dzą spe­cja­li­ści zwią­za­ni z War­szaw­skim Uni­wer­sy­te­tem Me­dycz­nym, Szko­łą Głów­ną Go­spo­dar­stwa Wiej­skie­go w War­sza­wie, In­sty­tu­tem „Po­mnik – Cen­trum Zdro­wia Dziec­ka” oraz Cen­trum Me­dycz­nym „Że­la­zna” i Szpi­ta­lem Spe­cja­li­stycz­nym im. Świę­tej Ro­dzi­ny w War­sza­wie) w spra­wie za­le­ceń ży­wie­nio­wych dla ko­biet w okre­sie lak­ta­cji (z 2013 r.) spo­sób ży­wie­nia ko­bie­ty kar­mią­cej pier­sią po­wi­nien za­pew­nić mat­ce jak naj­lep­sze wa­run­ki prze­bie­gu lak­ta­cji. Pro­duk­cja mle­ka ma pierw­szeń­stwo przed in­ny­mi pro­ce­sa­mi me­ta­bo­licz­ny­mi za­cho­dzą­cy­mi w or­ga­ni­zmie ko­bie­ty, dla­te­go też stan od­ży­wie­nia mat­ki nie ma tu­taj tak du­że­go zna­cze­nia.

Podczas laktacji powinnaś pamiętać o takich kwestiach, jak:

- zwięk­sze­nie ka­lo­rycz­no­ści po­sił­ków

Je­śli kar­misz pier­sią, two­je za­po­trze­bo­wa­nie ka­lo­rycz­ne wzra­sta o 500 kcal na dobę w pierw­szych 6 mie­sią­cach kar­mie­nia i o oko­ło 400 kcal na dobę w ko­lej­nym pół­ro­czu.

- spo­ży­wa­nie pro­duk­tów do­brej ja­ko­ści

Wy­bie­raj pro­duk­ty bo­ga­te w tzw. do­bre tłusz­cze, m.in. za­wie­ra­ją­ce kwa­sy ome­ga-3. Znaj­dziesz je w róż­ne­go ro­dza­ju ole­jach ro­ślin­nych i oli­wie, ry­bach, głów­nie mor­skich, orze­chach, pest­kach i awo­ka­do. Gdy masz ocho­tę na słod­ko­ści, spró­buj sama coś przy­go­to­wać lub ko­rzy­staj z pro­duk­tów wy­so­kiej ja­ko­ści.

- czy­ta­nie ety­kiet

Uni­kaj pro­duk­tów peł­nych sztucz­nych do­dat­ków do żyw­no­ści.

- za­pew­nie­nie od­po­wied­niej ilo­ści wap­nia, że­la­za, jodu, wi­ta­mi­ny D3 i dłu­go­łań­cu­cho­wych nie­na­sy­co­nych kwa­sów tłusz­czo­wych

We­dług wspo­mnia­nej wcze­śniej gru­py eks­per­tów nie­do­bo­ry tych skład­ni­ków zda­rza­ją się naj­czę­ściej w przy­pad­ku ko­biet kar­mią­cych na­tu­ral­nie.

- uroz­ma­ice­nie die­ty

Mię­dzy baj­ki mo­żesz wło­żyć za­le­ce­nia spo­ży­wa­nia dań skła­da­ją­cych się głów­nie z go­to­wa­ne­go mię­sa, ryżu, ziem­nia­ków, star­tej mar­chew­ki i bu­ra­ka. Nie ozna­cza to, że nie moż­na jeść ta­kich po­traw. Wręcz prze­ciw­nie. Chcę ci jed­nak uświa­do­mić, że die­ta w trak­cie kar­mie­nia pier­sią nie musi być tak mo­no­ton­na i peł­na wy­rze­czeń. W two­im co­dzien­nym ja­dło­spi­sie nie po­win­no za­brak­nąć za­rów­no pro­duk­tów bę­dą­cych źró­dłem wę­glo­wo­da­nów zło­żo­nych, wspo­mnia­nych wcze­śniej tłusz­czów, bia­łek, jak i tych do­star­cza­ją­cych skład­ni­ków mi­ne­ral­nych oraz wi­ta­min. Mó­wiąc o tych pierw­szych, mam na my­śli nie tyl­ko „bia­ły” ma­ka­ron (z mąki pszen­nej), drob­ną ka­szę czy ryż, lecz tak­że, je­śli nie przede wszyst­kim, pro­duk­ty otrzy­ma­ne z mąki z peł­ne­go prze­mia­łu, np. ka­szę gry­cza­ną, pie­czy­wo żyt­nie ra­zo­we. W tej gru­pie znaj­dą się rów­nież róż­ne­go ro­dza­ju wa­rzy­wa. Biał­ko po­win­no po­cho­dzić z dwóch źró­deł, a mia­no­wi­cie po­win­no do­mi­no­wać to peł­no­war­to­ścio­we, po­cho­dze­nia zwie­rzę­ce­go (mle­ko i jego prze­two­ry, mię­so i jego prze­two­ry, ryby, jaja) i być uzu­peł­nio­ne tym po­cho­dze­nia ro­ślin­ne­go (głów­nie ro­śli­ny strącz­ko­we, orze­chy i ka­sze). Wi­ta­mi­ny i skład­ni­ki mi­ne­ral­ne znaj­du­ją się głów­nie we wspo­mnia­nym wcze­śniej na­bia­le, ja­jach, prze­two­rach zbo­żo­wych oraz wa­rzy­wach i owo­cach.

Spy­tasz się pew­nie te­raz, co ro­bić w sy­tu­acji, kie­dy nie­mow­lę ma kol­kę? Wte­dy na­le­ży za­cho­wać spo­kój i zdro­wy roz­są­dek. We­dług ofi­cjal­ne­go sta­no­wi­ska gru­py eks­per­tów kol­ka nie jest po­wo­dem, dla któ­re­go po­win­naś za­sto­so­wać die­tę bez­mlecz­ną lub bez­lak­to­zo­wą czy wręcz zre­zy­gno­wać z kar­mie­nia pier­sią.

- pi­cie od­po­wied­niej ilo­ści pły­nów

We­dług za­le­ceń ko­bie­ta kar­mią­ca pier­sią po­win­na wy­pi­jać w cią­gu dnia oko­ło 3 li­trów pły­nów, naj­le­piej gdy są to woda oraz nie­sło­dzo­ne her­ba­ty.

- ogra­ni­cze­nie uży­wek

Uprze­dza­jąc two­je py­ta­nie o kawę, od razu na­pi­szę, że we­dług za­le­ceń po­win­no się ogra­ni­czyć spo­ży­cie ko­fe­iny w trak­cie cią­ży i lak­ta­cji do 300 mg na dzień, co w prak­ty­ce ozna­cza 2 kub­ki do­brej ja­ko­ścio­wo kawy. Nie zapo­mi­naj jed­nak o tym, że ko­fe­inę za­wie­ra­ją rów­nież her­ba­ta, CZE­KO­LA­DA oraz na­po­je typu cola. Nie po­win­naś w ogó­le się­gać po al­ko­hol ani pa­pie­ro­sy. Al­ko­hol prze­ni­ka do mle­ka i może mieć wpływ na za­ha­mo­wa­nie roz­wo­ju psy­cho­ru­cho­we­go dziec­ka, na­to­miast pa­le­nie pa­pie­ro­sów źle wpły­wa na lak­ta­cję.

- nie­ogra­ni­cza­nie przy­praw, ziół

Wiem, te­raz po­my­ślisz so­bie, że za­pach i smak czosn­ku, ce­bu­li czy ostrej pa­pry­ki przej­dzie do mle­ka. I co z tego? Gdy by­łaś w cią­ży, sma­ki i aro­ma­ty po­traw, któ­re ja­da­łaś, też do­cie­ra­ły do dziec­ka wraz z pły­nem owo­dnio­wym. Dzię­ki temu twój ma­luch uczy się no­wych sma­ków i w przy­szło­ści chęt­niej bę­dzie się­gał po ży­wie­nio­we no­wo­ści.

- za­cho­wa­nie zdro­we­go roz­sąd­ku

„Eks­per­tów” w dzie­dzi­nie ży­wie­nia w trak­cie cią­ży i kar­mie­nia pier­sią spo­tkasz wie­lu. Za­ufaj jed­nak swo­jej in­tu­icji i pa­mię­taj o tym, że TWÓJ PO­KARM NIE PO­WSTA­JE Z SO­KÓW ŻO­ŁĄD­KO­WYCH, ALE Z KRWI. Nie trze­ba więc pre­wen­cyj­nie sto­so­wać diet eli­mi­na­cyj­nych. Nie mu­sisz re­zy­gno­wać z cy­tru­sów, ma­lin ani orze­chów tyl­ko w oba­wie przed roz­wo­jem aler­gii u two­je­go dziec­ka. Chy­ba że sama je­steś uczu­lo­na na któ­ryś z pro­duk­tów, wte­dy eli­mi­na­cja jest po­trzeb­na.

Po­nad­to ba­da­nia wska­zu­ją na to, że róż­no­rod­na, zdro­wa die­ta mat­ki pod­czas lak­ta­cji prze­kła­da się na zdrow­sze na­wy­ki ży­wie­nio­we dziec­ka za­rów­no w trak­cie roz­sze­rza­nia die­ty, jak i w póź­niej­szym dzie­ciń­stwie.
mniej..

BESTSELLERY

Kategorie: