Ameryka bez lukru. Recenzja „Elegii dla bidoków” J.D. Vance’a

Książka, która trafia w punkt. Przemoc, bieda, nałogi i brak perspektyw. Czy w najwspanialszym kraju świata może dziać się aż tak źle? Autor odpowiada na to pytanie jednoznacznie, udowadniając, że problemy współczesnego świata nie omijają nikogo. Elegią dla bidoków J.D. Vance sprawił, że wyidealizowany obraz Ameryki w mgnieniu oka pękł niczym bańka mydlana.

W ebooku Elegia dla bidoków J.D. Vance używa określenia hillibillies (polskie tłum. bidoki) w odniesieniu do wywodzących się ze Szkoto-Irlandczyków białych Amerykanów z klasy robotniczej, zamieszkujących rejon tzn. pasa rdzy. Dziadkowie autora – jak wielu innych bidoków – emigrowali z górzystych rejonów Kentucky w poszukiwaniu lepszego życia. Trafili do uprzemysłowionego miasteczka w Ohio, gdzie osiedlili się na stałe. Praca w fabryce pozwoliła im wyrwać się z biedy. Pełni nadziei patrzyli w przyszłość. Jak wielu innych bidoków wierzyli, że kolejnym pokoleniom będzie się wiodło coraz lepiej.

Nie wzięli pod uwagę tego, że świat się zmieni – i zmieni się gospodarka. Przeobrażenia przemysłu metalurgicznego doprowadziły do upadku fabryk, a co za tym idzie – braku pracy dla robotników. Pokolenie ich dzieci i wnucząt dotyka bieda, przemoc, nałogi, załamania. Z zaklętego kręgu zdaje się nie być wyjścia. Bidoki nie widzą przed sobą żadnej perspektywy i nie wierzą już w legendarny amerykański sen. J.D. Vance’owi udało się go jednak urzeczywistnić.

 J.D. Vance, fot. Luke Fontana

Choć Vance w ebooku Elegia dla bidoków przedstawia problemy białej klasy robotniczej od środka, ze zrozumieniem, na przykładzie doświadczeń swoich i swojej rodziny, nie stawia się jednak w pozycji Robin Hooda bidoków – nie szczędzi wobec nich słów krytyki. Wytyka im lenistwo i kombinatorstwo, żerowanie na zasiłkach i życie ponad stan, co w rezultacie doprowadziło do finansowej katastrofy i pogłębiło problemy tej warstwy społecznej.

Jeżeli ktoś oczekuje kwiecistego języka, nienagannego stylu i skomplikowanej konstrukcji książki – tego tutaj nie znajdzie. W Elegii dla bidoków chodzi o treść, nie o formę. Vance nie jest zawodowym literatem – pisze prostym językiem, bez zbędnych ozdobników. Ebook Elegia dla bidoków ma nieskomplikowaną formę. Niewiele tu dialogów – książka to długa opowieść z licznymi dygresjami. Vance, używając narracji pierwszoosobowej, przedstawia czytelnikowi swoje dotychczasowe życie, wspomnienia, wrażenia i doświadczenia. Nieskomplikowana forma i prosty język przydają tej książce autentyczności. Autor w życiowe retrospekcje wplata również swoje poglądy społeczne, przytacza badania socjologiczne i podaje konkretne dane na potwierdzenie swoich tez.

To pewne, że ujawnienie najbardziej bolesnych i wstydliwych faktów z życia swojego i swojej rodziny wymagało od autora sporej odwagi. Dla Vance’a Elegia dla bidoków była zapewne swego rodzaju terapią. Dla odbiorców może być ogólną przestrogą, bowiem unikanie rozwiązania trudnych problemów nie sprawi, że one znikną. Przeciwnie: urosną do takich rozmiarów, że z czasem trudno będzie sobie z nimi poradzić. Tak stało się w USA z białą klasą robotniczą, której powolny rozkład obserwuje się od kilkudziesięciu lat.

Lekcje strzelania, których udzielali Vance’owi dziadkowie, zwani Mamaw i Papaw, nie poszły w las. Autor celnie mierzy w osławiony amerykański sen, obnażając jego mroczne strony. Jednocześnie udowadnia, że dzięki ciężkiej pracy, determinacji, a także dużych pokładach szczęścia, ludzie z nizin społecznych mogą osiągnąć sukces i awansować do wyższej kasty.