Facebook - konwersja
Czytaj fragment
Pobierz fragment

  • Empik Go W empik go

Podróże, włóczęgi, peregrynacje - ebook

Wydawnictwo:
Data wydania:
Październik 2010
Format ebooka:
EPUB
Format EPUB
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najpopularniejszych formatów e-booków na świecie. Niezwykle wygodny i przyjazny czytelnikom - w przeciwieństwie do formatu PDF umożliwia skalowanie czcionki, dzięki czemu możliwe jest dopasowanie jej wielkości do kroju i rozmiarów ekranu. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na tablecie
Aby odczytywać e-booki na swoim tablecie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. Bluefire dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na czytniku
Czytanie na e-czytniku z ekranem e-ink jest bardzo wygodne i nie męczy wzroku. Pliki przystosowane do odczytywania na czytnikach to przede wszystkim EPUB (ten format możesz odczytać m.in. na czytnikach PocketBook) i MOBI (ten fromat możesz odczytać m.in. na czytnikach Kindle).
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na smartfonie
Aby odczytywać e-booki na swoim smartfonie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. iBooks dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Czytaj fragment
Pobierz fragment

Podróże, włóczęgi, peregrynacje - ebook

Turystyka jest obecnie czymś tak powszechnym i banalnie prostym, iż bardziej popularne wydaje się jedynie pisanie o turystyce. Co więc zrobić, aby w jakiś sposób oddalić się od banału, zjechać z utartych szlaków, a na zdjęciach przywiezionych z podróży znaleźć szczyptę własnej, indywidualnej wizji?

Co wspólnego ma król Jan Kazimierz z prowincjonalnymi miasteczkami Prowansji? Czy bukowińskie malowane monastery mogą zachwycić amatora cysterskich opactw? Czy warowne kościoły Transylwanii były miejscem schronienia przed wampirami? Jak wejść na Triglav i się nie namęczyć? Czy św. Jan Sarkander sprowadził lisowczyków na Morawy? Na te, a także na kilka innych pytań poszukiwał odpowiedzi autor w czasie kilku swoich podróży po różnych krajach Europy. Czy je znalazł, pozostawiam do oceny łaskawemu czytelnikowi.

Spis treści

Wędrówka po Transylwanii 4

Drum bun, czyli Rumunia w dwa lata później 25

Podróżując po Prowansji 62

Słowenia - czyli dlaczego nie do Chorwacji 81

Z wizytą na Morawach 96

Kategoria: Podróże
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-62480-52-4
Rozmiar pliku: 3,8 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

Wędrówka po Transylwanii

Pamiętam taką mapę. Wielkie Węgry, z Siedmiogrodem i Słowacją. Kraj, którego już nie ma, może zachował się jedynie w pamięci ludzi, którzy są teraz mniejszością narodową na tych ziemiach. Węgierskie nabożeństwo w kościele w Rożniawie na Słowacji, pomnik króla Macieja Korwina w Klużu, portrety madziarskich magnatów w Orawskim Zamku. Coś jak Polska od morza do morza. Mit. Mapa wisiała w kuchni gospodarstwa agroturystycznego w Jaku, małej wiosce z romańskim kościołem, nieopodal Szombately. W nawiązaniu do tej skomplikowanej historii tych ziem, postanowiliśmy się wybrać się do Siedmiogrodu, zwanego również Transylwanią, czyli odwiedzić Rumunię.

Słowację i Węgry przejechać można nadspodziewanie szybko, dzięki autostradzie, której brak na naszej starej mapie samochodowej. Zakup winiety, wymiana części euro na leje, nie wszystkich, bo przy granicy kurs bywa niekorzystny. Przedmieścia Oradei. Między bazami transportowymi, rurociągami i pordzewiałymi halami przemysłowymi pasą się wychudzone konie. Połączenie dość oryginalne. Szukamy drogi do centrum.

Oradea, Nagyvarad, czyli Wielki Waradyn, miasto dość rozległe i ciekawe architektonicznie. Monumentalne secesyjne kamienice, wśród których wyróżnia się pasaż hotelu „Czarny Orzeł” – Pasajul „Vulturul Negru” i interesujący gmach Teatru Narodowego. Wiele gmachów już wyremontowano. Inne czekają jeszcze na odnowienie, należy do nich również hotel Parc, w którym znajdujemy nocleg. Cena niewysoka, 81 lei, a pokój jest raczej ogromną komnatą, wysoką chyba na 4 metry, łazienka z instalacjami z czasów dwudziestolecia międzywojennego. Nocleg jak w muzeum.

W panoramie miasta wyróżnia się synagoga, po drugiej stronie rzeki. Widząc turystów, opiekujący się nią starszy mężczyzna chętnie wpuszcza nas do środka. To dom modlitwy, trzeba nałożyć jarmułkę. Przewodnik łamanym francuskim opowiada o historii zabytku, wskazując na ślady licznych zniszczeń. Z takim stanem zabytków będziemy się niestety spotykać w wielu miejscach Rumunii.

Aby dojść do katedry, trzeba przejść na drugą stronę miasta. Secesja miesza się tu z nowoczesnymi sklepami i pubami, wokół których gromadzi się młodzież.

Katedra w Oradei należy do najokazalszych barokowych świątyń Siedmiogrodu. Reprezentuje typ bazyliki krzyżowej, nawiązując do klasycznej wersji jezuickiej. Budowę rozpoczął w latach 1752-1756 włoski artysta Jan Baptysta Ricci z Lugano, a kontynuował wiedeńczyk Franciszek Antoni Hillebrand. Jego dziełem jest szeroka, wklęsła fasada o dwóch przekątnie ustawionych, wysmukłych wieżach. Fasadę podzielił wydatnym gzymsem na trzy strefy, zrezygnował zaś z wyraźnego portalu głównego.

Wracamy przez park otaczający dawny pałac biskupów. Kolacja w restauracji z całkiem niezłym piwem Ursus, w telewizji western Sama Peckinpaha „Pat Garret i Billy Kid” z Jamesem Copburnem i Krisem Kristoffersonem. W rumuńskiej wersji trudno go obejrzeć.

Rankiem ruszamy w kierunku Alba Julii. Główne drogi nawet niezłe, choć ruch, szczególnie wokół miast, dość duży. Zatrzymujemy się we wsi Gurasada, przy średniowiecznej cerkwi przypominającej bardziej gotyckie kościółki na Słowacji, niż świątynie prawosławne. Cerkiew wzmiankowana jest w dokumentach z 1292 r. W pierwotnym układzie budowla miała kształt wydłużonego czteroliścia, z konchowymi sklepieniami ramion, a nad skrzyżowaniem znajdowała się kopuła przechodząca w wieżę. W późnym średniowieczu cerkiew powiększ ono o czworoboczną część frontową z przedsionkiem i celami oraz wieżę obronną.

Przed cerkwią, piękny, polichromowany krzyż, a obok cmentarza, na łące, dzieci grają w piłkę. Jemy drugie śniadanie wśród nagrobków i dalej w drogę. Dojeżdżamy do Devy, nad którą wznoszą się ruiny cytadeli. Na wzgórze można wyjechać szesnastoosobowym wagonikiem kolejki, roztacza się stąd widok na cały region Hunedoara. Zamek wymieniony w dokumencie z 1269 r., później został rozbudowany w potężną górską twierdzę. Forteca jest miejscową atrakcją turystyczna, dość licznie odwiedzaną. Wśród wypoczywających kilku amatorów ludowych pamiątek w słomianych kapelusikach z Maramuresz. Wieczorem docieramy do Alba Julii i znajdujemy pokój w niewielkim prywatnym hoteliku opodal murów cytadeli. Łazienka na zewnątrz, telewizor wewnątrz.

Krzyż przed cerkwią w Gurasadzie.

Alba Julia, Gyulafehervar, w czasach rzymskich główne miasto Dacji, do końca XVII wieku, stolica Siedmiogrodu. Najważniejszą i najciekawszą częścią jest cytadela, wzniesiona w latach 1714 – 1738 według planów Włocha Giovanni Visconti, zmodyfikowanych w 1731 r. przez austriackiego generała Weissa. Twierdza jest potężnym vaubanowskim założeniem w kształcie heptagonalnym. Siedem bastionów umacniają wysunięte na przedpole raweliny oraz wały o narysie kleszczowym. Powierzchnia twierdzy obejmowała 70 hektarów wraz z najstarszą częścią miasta. Budowniczowie twierdzy zadbali również o okazałość budowli, wznosząc bramy w formie łuków triumfalnych, o elewacjach podzielonych doryckimi pilastrami ozdobionych licznymi płaskorzeźbami, przedstawiającymi sceny mitologiczne i panoplia.

W obrębie twierdzy mieszczą się dwie katedry – prawosławna z XX wieku i romańsko-gotycka, katolicka, jeden z najcenniejszych zabytków Transylwanii. Pierwsza katedra, wznoszona przez króla Władysława I i ukończona w latach 1090-1140, nie przetrwała najazdu tatarskiego w 1241 r. Budowę obecnej podjął biskup Gallus (1246-1255). Świątynia jest trójnawową bazyliką z dwuwieżową fasadą, transeptem i trzema absydami, wzniesioną w systemie „wiązanym” – jednemu przęsłu nawy głównej odpowiadają dwa przęsła naw bocznych. Być może przy wznoszeniu budowli brał udział słynny architekt francuski Villard de Honnecourt, który na Węgrzech pracował około 1250 r. Kościół po zniszczeniach roku 1277 przekształcono i ukończono w latach 1287 – 1291 pod kierunkiem muratora z Wogezów, Jana z Saint-Die. Wewnątrz groby Hunyadych, wśród nich Jana, wojewody siedmiogrodzkiego, pogromcy Turków, córki Zygmunta Starego, Izabeli Jagiellonki i jej syna Jana Zygmunta Zapolyi, księcia siedmiogrodzkiego. Te dwa ostatnie sarkofagi bogato zdobione płaskorzeźbami, przedstawiającymi oblężenie miasta, pochód wojsk oraz legendę o miłosiernym Samarytaninie, ze sztywno leżącymi na pokrywach tumb postaciami zmarłych. Izabela przedstawiona w stroju renesansowym z królewskimi insygniami, u jej stóp herby Węgier i Polski.

Losy księżniczki Izabeli Jagiellonki tragicznie splatają się z historią Siedmiogrodu. W 1536 r. wychodzi ona za mąż za Jana Zapolyę, króla Węgier próbującego manewrować między dwoma siłami, dążącymi do podporządkowania sobie ziem nad Dunajem i Cisą. Od roku 1526, gdy w bitwie z Turkami pod Mochaczem śmierć poniósł król węgierski Ludwik II Jagiellończyk, w kraju panuje rozłam. Zebrany nad Rakosem sejm obwołuje królem Jana Zapolyę, a jednocześnie po koronę węgierską sięga arcyksiążę austriacki Ferdynand Habsburg, przyrodni brat cesarza Karola V. Lancknechci habsburscy wkraczają na ziemie węgierskie, a Jan Zapolya ucieka do Polski, na dwór Zygmunta Starego. Tu, pod wpływem rad magnata Hieronima Łaskiego, węgierski król narodowy, decyduje oddać się pod opiekę sułtana Solimana. Pomoc turecka umożliwia Zapolyi powrót do kraju, a wpływy arcyksięcia Ferdynanda maleją do ziem kilku zachodnich komitatów.

Przymierze Zapolyi z Turcją nie daje Węgrom pokoju. Kraj szarpany ciągłą wojną domową, cierpi wskutek przemarszów wojsk i grabieży. Państwo rozpada się na dwie części należące do dwu różnych władców, a magnaci z przeciwnych obozów toczą ze sobą ciągłe walki. W 1540 roku, po śmierci Jana Zapolyi, Ferdynand rozpoczyna oblężenia Budy, w której ukrywa się małoletni syn zmarłego, Jan Zygmunt, wybrany na tron przez stronników ojca. Na pomoc młodemu Zapolyi przybywa sułtan, najazd zostaje odparty, ale jako zapłatę za pomoc Turcja przyłącza środkową część Węgier. Janowi Zygmuntowi pozostaje panowanie w Siedmiogrodzie i wschodniej część kraju. W ten sposób, na półtora wieku, kształtuje się podział królestwa na trzy części: Siedmiogród, obszar pod panowaniem Habsburgów i ziemie wciel one do Turcji, a węgierska myśl polityczna dzieli się na dwie orientacje: proaustriacką i proturecką. W rzeczywistości jest to wybór między „niemieckim kłamstwem” a „turecką trucizną”. „Jesteśmy tu między dwoma potężnymi cesarzami, tak jak palec między drzwiami a futryną, trzeba nam ginąć zarówno z rąk wroga, jak i z rąk obrońcy.” pisał kardynał Peter Pazmany

Dzieło zjednoczenia kraju próbuje podjąć biskup waradyński Jerzy Martinuzzi. Paulin, były przeor klasztoru częstochowskiego, a w młodości zaufany sługa Zapolyów, karierę rozpoczynał od funkcji calefactora, na dworze matki Jana, Jadwigi Cieszyńskiej. W 1528 roku, gdy król Jan Zapolya był na wygnaniu, przypomniał sobie o Martinuzzim i powołał do swojej rady. W ostatnich latach panowania króla, paulin był jego najbliższym powiernikiem i najbardziej wpływową osobą na dworze, a po śmierci Jana stał się opiekunem wdowy po królu Izabeli Jagiellonki. W czasie oblężenia Budy przez wojska habsburskie Martinuzzi wezwał na pomoc Solimana, nie przewidział jednak, że wiarołomny sułtan zażąda w zamian jednej trzeciej Węgier. Widząc skutki swojego kroku, paulin postanawia doprowadzić do zjednoczenia kraju pod berłem Ferdynada, o ile ten pozostawi Janowi Zygmuntowi rodzinne posiadłości Zapolyów. Dążenia Martinuzziego napotykają na intrygi ze strony Izabeli i wrogość magnatów węgierskich, niechętnych pozycji byłego zakonnika.

W 1550 roku, korzystając z zaangażowania sułtana w wojnę z Persją, Martinuzzi postanawia przekazać Ferdynandowi wschodnią część kraju. Sprzeciwia się temu królowa Izabela, przekazując Solimanowi wieść o dążeniach biskupa waradyńskiego. Sułtan wysyła na pomoc królowej swoje wojska, które mają za zadanie pojmać Martinuzziego. Biskup odpiera najazd i dzięki przekupstwu unika tureckiej zemsty. W 1551 roku wojska cesarza Ferdynanda, zmuszają Izabelę do rezygnacji z korony w imieniu syna. Izabela otrzymuje w zamian posiadłości na Śląsku, księstwo opolsko – raciborskie. Rozgoryczona królowa opuszczając Siedmiogród przez przełęcz Meszes opodal zamku w Somlyó poz ostawia na pniu lipy pełne goryczy słowa – „Sic fata volunt” – tak chce los. Świadkiem tego wydarzenia jest Stefan Batory, przyszły król polski, z panów na Somlyó. Potężna rodzina Batorych podzielona była na dwie linie, których siedziby stanowiły zamki Ecsed i Somlyó.

Rezygnacja Izabeli nie przynosi spodziewanej habsburskiej odsieczy. Szczupłe, siedmiotysięczne oddziały generała Castaldo, zbyt duże na misję poselską, zbyt małe na prowadzenie wojny, nie mogą odeprzeć karnej ekspedycji tureckiej. Martinuzzi próbuje zyskać na czasie, łudząc się nadzieją na habsburską pomoc. Prowadzone z Turkami pertraktacje obciążają biskupa podejrzeniem o zdradę. Castaldo zawiadamia Ferdynanda, iż Marinuzzi usunął Izabelę i jej syna, by samemu otrzymać od sułtana spuściznę po Zapolyach. Generał postanowił zamordować biskupa, a zamiar ów, wobec przekonania o zdradzie Martinuzziego, uzyskuje akceptację Ferdynanda. Ciało zamordowanego biskupa przez siedemdziesiąt dni leży niepogrzebane na miejscu zbrodni, a jeden z morderców odcina trupowi uszy, by oddać to makabryczne trofeum Ferdynandowi. Plany zamordowanego biskupa zostają pogrzebane, kraj jęczy pod groźbą tureckiego niebezpieczeństwa i ciężarem grabieży niepłaconych żołdaków Castaldo. Nie nadchodzi także pomoc ze strony Habsburgów. Ziemie między Cisą, a górami siedmiogrodzkimi, dostają się w ręce tureckie.

W 1556 roku, wobec braku pomocy ze strony niedawno obranego cesarzem Ferdynanda, szlachta siedmiogrodzka decyduje się na powrót pod skrzydła dynastii Zapolyów. Izabela Jagiellonka wraz z Janem Zygmuntem wracają do Siedmiogrodu, a w czasie uroczystego wjazdu do Kolozsvaru (Cluj), kwiecistą mową wita ich Stefan Batory. Siedzibą dworu królewskiego staje się miasto Gyulafehervar (Alba Julia). Izabela opierając się na szlachcie siedmiogrodzkiej, podejmuje walkę z magnacką opozycją, rodami Bebeków, Balassow, Perenyiów i Batorych z Ecsed. Szczególnie groźną rolę odgrywa Franciszek Bebek, intrygujący przeciw królowej na dworze sułtana. Po wielu próbach sułtan daje się przekonać, mianuje Bebeka opiekunem małoletniego Jana Zygmunta i przydziela mu tureckie oddziały jako towarzystwo w drodze do Gyulafehervar.

Zwołany przez Izabelę sejm zajmuje twarde stanowisko przeciw uzurpatorowi. Posłowie sułtańscy zostają przekonani, iż Bebek nie jest człowiekiem godnym zaufania. Pokonany magnat musi prosić królową o przebaczenie, ale intryg nie przestaje knuć. Korzysta z toczonych negocjacji w sprawie małżeństwa Jana Zygmunta z córką króla francuskiego Henryka II. Magnat dociera do francuskiego posła, przekonując go o konieczności odebrania Jagiellonce wpływu na wychowanie królewicza. Rozpieszczanie przez matkę i frywolna dworska atmosfera mają mieć zły wpływ na młodzieńca. Widząc rosnące niebezpieczeństwo oderwania od syna, Izabela zrywa rokowania z Francją.

Bebek nie rezygnuje z knowań. Ponownie udaje się na dwór sułtański. Decyzję zerwania negocjacji z dworem francuskim, przedstawia jako początek porozumienia z Habsburgami. Wieści o działaniach Bebeka docierają do Izabeli, która postanawia ostatecznie pozbyć się magnata. Pojmany w Gyulafehervar, Bebek zostaje zamordowany, a jego ciało poćwiartowane. W kraju toczy się kolejna wojna domowa, wojska cesarza Ferdynanda wkraczają nad Cisę. Pogrążona w rozpaczy Izabela, decyduje się na porozumienia z cesarzem i podział kraju. Ferdynand godzi się na rezygnację z Siedmiogrodu, ale w zamian żąda oddania mu władzy nad ziemiami nadcisańskimi oraz rezygnacji przez Izabelę w imieniu syna z tytułu królewskiego. Zanim układ dochodzi do skutku, ciężko chora Izabela umiera w 1559 roku, królem zostaje jej niedoświadczony i ulegający wpływom syn.

Wróćmy do katedry. Przy świątyni znajduje się renesansowa kaplica Ducha Św., wzniesiona w 1512 r. przez proboszcza katedralnego Jana Lazoniusa. Kwadratową budowlę w stylu lombardzkim wyróżnia okazały portal zdobiony bogatymi płaskorzeźbami z motyw ami groteski, figuralnymi reliefami i herbem fundatora.

Katolicką katedrę przytłacza stojąca obok wielka prawosławna świątynia. Opodal, na placu pomnik hospodara Michała Walecznego. Można mieć wrażenie, jakby Rumuni chcieli zamazać fakt, iż największe lata chwały tych ziem to czas ich przynależności do Królestwa Węgier.

Przyszedł wreszcie czas na obejrzenie najbardziej oryginalnych atrakcji Transylwanii, czyli kościołów warownych, z których aż sześć wpisano na listę UNESCO. Kościoły warowne, budowane przez zamieszkujących te tereny Sasów w centrum wiosek i miasteczek siedmiogrodzkich pełniły rolę fortec i były miejscem schronienia w razie najazdu. Podobną funkcję pełniły też wiejskie kościółki na kresach Rzeczpospolitej, gdzie przy pomocy jednego falkonetu i kilku rusznic udawało się odeprzeć napad tatarskiego zagonu. W Siedmiogrodzie kościoły warowne to zespoły kilku gmachów połączonych ze sobą, ukrytych za kilkoma systemami murów wzmocnionych basztami i warownymi wieżami. Już w XIII w. król węgierski Andrzej III nakazał inkastelowanie kościołów, a w XV w. wszystkie świątynie saskich kolonistów zmieniły się w chłopskie warownie, których umocnienie było obowiązkiem gmin. Prócz umocnionego obwodu zewnętrznych murów, fortyfikowany był sam kościół, który pełnił niejako funkcję donżonu, a niejednokrotnie posiadał wewnątrz nawet studnię (można taką zresztą zobaczyć np. w obronnym kościele św. Jana Ewangelisty w Paczkowie na Dolnym Śląsku). Świątynie fortyfikowane były w różnoraki sposób, w zależności od warunków. Wzmacniano wieżę, która wyposażona była w hurdycje oraz wznoszoną drugą, nadbudowywaną nad prezbiterium. Fortyfikowano samo prezbiterium, na kształt wieży obronnej, dodając wyposażone w machikuły nadbudowy na strychach. Konstruowano nad całym kościołem obronną kondygnację, wspartą na przyściennych filarach i arkadach. Inkastelacja kościołów następowała stopniowo, kolejne pokolenia Sasów przez dwa wieki ulepszały własną, wiejską fortalicję.

Kosciół warowny w Biertanie.

Najsłynniejszym warownym kościołem jest pełniący nawet przez pewien czas funkcję siedziby biskupa Biertan, wznoszący się jak zamek na szczycie wzgórza nad miasteczkiem o tej samej nazwie. Kościół – fortecę o halowym korpusie, widać już z daleka, a ponieważ zabytkowy zespół wpisany został na listę UNESCO, turystów tu pod dostatkiem. Korzystają z tego cygańskie dzieci, proszące o cukierki czy pieniądze. We wnętrzu trójnawowej gotyckiej hali z gwiaździstym sklepieniem, wspartej na ośmiobocznych filarach, nie można przegapić najbardziej oryginalnego szczegółu, potężnego kutego zamka w drzwiach zakrystii – skarbczyka. Detale wykutych w kamieniu portali, wzorowane są na osiągnięciach kamieniarskiej strzechy koszyckiej i reprezentują najpóźniejsza fazę gotyku.

Kościół warowny w Seica Mica.

Niektóre z warowni udaje się obejrzeć tylko z zewnątrz, t ak jest w Seica Mica, gdzie do środka wchodziło by się przez pocztę, gdyby nie zamknięte na głucho drzwi i brak kogokolwiek na ulicy wymarłej wioski. W Valea Viilor mamy więcej szczęścia. Kościół jest otwarty. To zasługa turystów z Niemiec, którzy przyjechali tu przed nami. Opiekujący się zabytkiem miejscowy wionie zapachem śliwowicy i wita zachrypniętym „Grus Gott”. Może jest z pochodzenia Sasem, przecież nie wszyscy wyjechali do Niemiec za rządów Nicolae Ceausescu. Wszystkie zakamarki są udostępnione, można wejść do zakrystii, na chór, na wieżę. Nie ma przeszkód, by fotografować, a nieliczni zwiedzający nie wch odzą w kadr. Idealne warunki. Podążamy dalej, do miasteczka Medias, gdzie w 1576 r. Stefan Batory wybrany królem Polski, zaprzysiągł pacta conventa. Wtedy był to jeden z ważniejszych ośrodków Siedmiogrodu. Tu również gród z kościołem warownym, sześcioprzęsłową smukłą halową farą miejską św. Małgorzaty. Zespolony z zabudowaniami miasteczka, po Biertanie nie budzi już takich emocji i zainteresowania. Pamiątkowe zdjęcie, mały piknik na opustoszałym rynku i dalej w drogę. Późnym popołudniem docieramy do Sighisoary.

Sighisoara jest nazywana perłą Transylwanii i miano to jak najbardziej usprawiedliwione. Pierwotny, być może szeklerski gród, rozbudowali przybyli na południe Siedmiogrodu

w XII wieku niemieccy osadnicy. Kolonistów zaczął sprowadzać król Geza I (1141-1161), przybywali oni z Flandrii, Nadrenii, ziem nadmozańskich i Śląska, a zwłaszcza z Saksonii, dlatego osadnictwo określono „saskim”, a z czasem wytworzyło się poczucie wspólnoty narodowej Sasów Siedmiogrodzkich. Stanowili oni większość mieszkańców siedmiu bogatych miastach Siedmiogrodu, Siebenburgen: Kronstadtu (Brassó), Sighisoary (SchaRburg, Segesvar), Media? (MediaschJ, Hermannstadtu (Nagyszeben, Sibiu), Muhlbachu (Sebes), Bistritzy (Bistrita) i Klausenburga (Koloszwar, Cluj-Napoc), oraz dziesiątek okolicznych wsi.

Wieża Zegarowa w Sighisoarze.

Kolejny dzień zaczynamy od kawy w Saschiz i rzutu okiem na tutejszy kościół warowny z wzorowaną na sighishoarskiej wieżą zegarową. Te prowincjonalne zabytki mają w sobie taką autentyczność, której nie znajdzie się w zadeptanych przez tysiące turystów miastach na zachodzie Europy. A poza tym kawę mają naprawdę dobrą. Ruszamy dalej. Warta odwiedzenia jest wioska Viscri, również na liście UNESCO. Zjazd z głównej drogi i test zawieszenia na polnym dukcie, gdzie dziury sąsiadują z wybojami. Już z dala widać białe mury warownego kościoła, u stóp których pasą się konie. Po siedmiu kilometrach docieramy do drobiazgowo odnowionej wioski i rozpoczynamy poszukiwania kogoś, kto wpuści nas do świątyni. Viscri czyli Deutsch – WeiRkirch zamieszkiwane było od średniowiecza przez Sasów, do dziś świadczą o tym niemieckie napisy nad bramami zagród. Po emigracji w latach 80-tych i 90-tych XX wieku, zostało ich tylko kilkudziesięciu, większość mieszkańców wsi stanowią Rumuni i Romowie. Zagrody saskie ciągną się wzdłuż szerokiego placu, głównej ulicy. Budynki mieszkalne i gospodarcze tworzą całość otoczoną murem, na podwórze gospodarstwa prowadzi wysoka, sklepiona brama. Wioska jak zwykle wygląda na wymarłą, tylko obok kościoła przed domami kilka Cyganek wyrabia na drutach włóczkowe czapeczki, do sprzedania turystom. Pukamy uparcie, tu i tam, domy pootwierane, robią wrażenie skansenu. Wreszcie udaje się znaleźć jakiegoś mieszkańca. Na mój nieudolny niemiecki reaguje angielszczyzną i wskazuje dom, w którym znajdziemy osobę odpowiedzialną za klucze od kościoła. Zauważono nas już jednak, starsza kobieta żwawo podbiega z kluczami i prowadzi do kościoła na szczycie wzgórza.

Viscri – brama do zagrody.

Jak podaje Wikipedia, źródło wiedzy wszelakiej: „Kościół warowny znajduje się na południowo-zachodnim krańcu wsi. Już w XII w., przed przybyciem tutaj Sasów, powstał tu mały romański kościół zbudowany przez zamieszkujących tutaj Szeklerów. Wraz z przybyciem Sasów zaczęła się stopniowa rozbudowa świątyni – ostatecznie powstała gotycka trzynawowa bazylika z potężną wieżą (wzniesioną jeszcze w XIII w. jako główny punkt obronny, dominujący i dzisiaj nad całym zespołem), a ponadto kościół ufortyfikowano i otoczono murami obronnymi. Rozbudowa kompleksu następowała przez stulecia, aż do XVII w. W murach obronnych, od ich wewnętrznej strony, umieszczono pomieszczenia służące jako schronienie dla mieszkańców wsi i ich dobytku podczas częstych najazdów zza Karpat. Od XVI w. kościół jest świątynią ewangelicką. Chrzcielnica kościelna została wykonana z romańskiego kapitela. W XVIII w. sklepienia kościoła zmieniono na drewniany strop.” Wypada się jedynie zgodzić z powyższymi zdaniami. Jak zwykle warto wejść na wieżę, by z góry spojrzeć na kościelny dziedziniec, dachy wioski i okolicę.

Kościół warowny w Viscri.

Jedziemy dalej. Z drogi widok na wzgórze z ruinami chłopskiego zamku Rupea i kolejny warowny kościół w Homorod. Otwarty i udostępniony do zwiedzania. Obok murów obronnych urządzili sobie piknik Holendrzy. To chyba najbardziej ruchliwa nacja w Europie.

Spotkać ich można wszędzie, a żaden camping nie może obejść się bez choćby jednego samochodu z rejestracją NL. Po kościele oprowadza starszy mężczyzna. Znajomość niemieckiego i zachowanie sugerują, że mógł służyć w czasie II wojny światowej w wojsku, może walczył na froncie wschodnim?

Docieramy wreszcie do Braszowa, o czym informuje wielki napis na górze, u stóp której leży miasto. Pierwsze kroki do restauracji. Rumuni lubią palić przy jedzeniu, więc trzeba wyraźnie poprosić o salę dla niepalących. Na obiad ciorba, pieczeń i mamałyga czyli zacierka z kukurydzianej mąki, wrażenia mieszane. Braszów założony został przez Krzyżaków. Szczególnie interesująca jest fara miejska czyli Czarny Kościół, zbudowany przez Sasów. Nazwa wywodzi się od wielkiego pożaru, który zniszczył w 1689 r. świątynię i pozostawił do dzisiaj ślady na murach. Trójnawowe prezbiterium świątyni, zamknięte siedmiobocznie rozpoczęto, według tradycji, wznosić za panowania Zygmunta Luksemburskiego. Budowę korpusu podjęto prawdopodobnie w 1423 r., a licząc się z długą budową, uzyskano od papieża 50 – letni odpust, przyznawany za wsparcie prac. Prezbiterium wykazuje podobieństwa z norymberskim kościołem Św. Sebalda, wzniesionym przez Henryka Parlera w latach 1361-1372. do innej koncepcji należy natomiast „halowy, pięcioprzęsłowy korpus nawowy (…) z emporami w połowie wysokości naw bocznych, podsklepionymi gwiaździście, z arkadami ujętymi rzeźbionymi obramieniami o łuku w tzw. ośli grzbiet” – cytując za „Sztuką Rumunii”. Wzory budowli gotyckich krzyżują się ze sobą, Czarny Kościół nawiązuje do kościoła św. Michała w Klużu, ten zaś wykazuje podobieństwa z koszycką katedrą. Są to jedynie przykłady, pokazujące nie tylko estetyczne, ale i polityczne związki tych ziem, leżących kiedyś w granicach Królestwa Węgierskiego. Wewnątrz ściany halowej nawy zdobione są kolekcją tureckich kobierców.

Kilka przecznic dalej ciągnie się najwęższa podobno w Europie uliczka. Raczej to turystyczny zabieg marketingowy, niż prawda, ot uliczka, jak uliczka. Przy rynku, na podwórzu kamienicy prawosławna cerkiew, wtopiona między budynki. Rynek obszerny, prawie jak krakowski i taka też atmosfera.

Czarny Kościół w Braszowie

Kilka kilometrów za Braszowem podpisane wielkimi literami na zboczu, aby ich nie przegapić, nad śródgórską kotliną, opadającą z trzech stron stromymi stokami, wznoszą się zabudowania najpotężniejszego chłopskiego zamku Rasnov. Zamki chłopskie stanowiły kolejny, po warownych kościołach, sposób zabezpieczenia się przed ciągłymi najazdami, nękającymi Siedmiogród. Obwód obronny, poprowadzony przez strome skalne ostańce, oplata szczyt góry, a w obrębie obwałowań stoją liczne, niskie zabudowania, mieszczące kaplicę, szkołę, budynki gospodarcze i domostwa, brak jednak siedziby feudała, przecież to zamek chłopski, refugium mieszkańców trzech okolicznych wsi – Risnov, Vulcan i Cristian.
mniej..

BESTSELLERY

Kategorie: