Facebook - konwersja
Czytaj fragment
Pobierz fragment

Projekt Phoenix - ebook

Wydawnictwo:
Rok wydania:
2010
Format ebooka:
EPUB
Format EPUB
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najpopularniejszych formatów e-booków na świecie. Niezwykle wygodny i przyjazny czytelnikom - w przeciwieństwie do formatu PDF umożliwia skalowanie czcionki, dzięki czemu możliwe jest dopasowanie jej wielkości do kroju i rozmiarów ekranu. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
, PDF
Format PDF
czytaj
na laptopie
czytaj
na tablecie
Format e-booków, który możesz odczytywać na tablecie oraz laptopie. Pliki PDF są odczytywane również przez czytniki i smartfony, jednakze względu na komfort czytania i brak możliwości skalowania czcionki, czytanie plików PDF na tych urządzeniach może być męczące dla oczu. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
, MOBI
Format MOBI
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najczęściej wybieranych formatów wśród czytelników e-booków. Możesz go odczytać na czytniku Kindle oraz na smartfonach i tabletach po zainstalowaniu specjalnej aplikacji. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
(3w1)
Multiformat
E-booki sprzedawane w księgarni Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu - kupujesz treść, nie format. Po dodaniu e-booka do koszyka i dokonaniu płatności, e-book pojawi się na Twoim koncie w Mojej Bibliotece we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu przy okładce. Uwaga: audiobooki nie są objęte opcją multiformatu.
czytaj
na laptopie
Pliki PDF zabezpieczone watermarkiem możesz odczytać na dowolnym laptopie po zainstalowaniu czytnika dokumentów PDF. Najpowszechniejszym programem, który umożliwi odczytanie pliku PDF na laptopie, jest Adobe Reader. W zależności od potrzeb, możesz zainstalować również inny program - e-booki PDF pod względem sposobu odczytywania nie różnią niczym od powszechnie stosowanych dokumentów PDF, które odczytujemy każdego dnia.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na tablecie
Aby odczytywać e-booki na swoim tablecie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. Bluefire dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na czytniku
Czytanie na e-czytniku z ekranem e-ink jest bardzo wygodne i nie męczy wzroku. Pliki przystosowane do odczytywania na czytnikach to przede wszystkim EPUB (ten format możesz odczytać m.in. na czytnikach PocketBook) i MOBI (ten fromat możesz odczytać m.in. na czytnikach Kindle).
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na smartfonie
Aby odczytywać e-booki na swoim smartfonie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. iBooks dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Czytaj fragment
Pobierz fragment
30,00

Projekt Phoenix - ebook

„Projekt Phoenix”, to książka o tym, co wydarzyło się 11 września 2001 roku w Pentagonie. O hipotezach dotyczących przyczyn niewyobrażalnego pożaru budynku, trwającego, mimo akcji strażaków, całe trzy doby. O samej akcji ratowniczej, której analiza wskazuje na celowe podtrzymywanie ognia i działaniach jej liderów, jakie w efekcie doprowadziły do śmierci 125 osób. To także próba przyjrzenia się rzekomemu przywódcy owego zamachu i służbom, które stworzyły wizerunek bezwzględnego terrorysty, obserwując go pilnie przez wszystkie lata poprzedzające ten dramat. Czytelnik znajdzie tu również odpowiedź na pytanie o osoby, bez których 9/11 nie miało prawa się wydarzyć, a następnie, przez prawie dekadę pozostać nie wyjaśnione. Autor wskazał też w książce bezpośrednich beneficjentów bezprecedensowego ataku na tę swoistą świątynię władzy nad światem, jaką dla sterników światowej polityki stało się centrum dowodzenia najsilniejszą armią globu, w którym zbiegają się wszystkie jej nerwy.

Spis treści

Wstęp
Ogień i woda
Za linią frontu
Francuski łącznik
Drzwi szeroko zamknięte
Zamach
Notatka z phoenix
As przestworzy
Miasta braterskiej miłości
Projekt Phoenix
Załączniki
Od autora
O wydawcy
Książki, które trzeba przeczytać
Filmy, które należy obejrzeć
Czasopisma, które powinno się prenumerować

Kategoria: Literatura faktu
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-932630-5-9
Rozmiar pliku: 10 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

„Umysł jest jak spadochron. Nie działa, jeśli nie jest otwarty. ”

(Frank Zappa)

Tom Clancy, światowej sławy autor powieści sensacyjnych, napisał kilka doskonałych książek, znanych również w Polsce. W roku 1984 ukazała się pierwsza z nich, zatytułowana „Polowanie na Czerwony Październik”¹. Przyniosła mu międzynarodowy rozgłos. Clancy powołał w niej do życia postać Jacka Ryan’a, historyka i analityka CIA. Pojawia się on później w innych pozycjach tego autora, jak „Czas patriotów”², „Stan zagrożenia”³ i „Suma wszystkich strachów”⁴. W roku 1994 powraca na karty książki „Dług honorowy”⁵, w której zostaje doradcą prezydenta USA do spraw bezpieczeństwa narodowego. W książce tej, pilot linii Japan Air Lines, kieruje samolot Boeing 747 na Kapitol. Ginie prezydent, jego doradcy, większość członków Kongresu, Kolegium Szefów Połączonych Sztabów i wszyscy sędziowie Sądu Najwyższego. Jack Ryan, krótko przed atakiem zaprzysiężony na wiceprezydenta, unika śmierci i zostaje prezydentem. Dalsze jego losy można śledzić w kolejnej książce, pod tytułem „Dekret”.⁶ Losy Ryan’a doczekały się kilku ekranizacji, a w jego rolę wcielał się zarówno Alec Baldwin, Harrison Ford, jak i Ben Affleck.

Na ogromną popularność książek Clancy’ego składa się wiele elementów. W każdej z nich znajdujemy trzymającą w napięciu akcję i wyraziście zarysowane postaci bohaterów. O sukcesach powieści decyduje jednak przede wszystkim świetne rozeznanie autora w zawiłych niuansach polityki amerykańskiej i ogólnoświatowej oraz mechanizmach działania armii USA. Człowiek, który z powodów zdrowotnych nigdy nie służył w wojsku, ma o nim wiedzę nieprzeciętną. Pochwalony oficjalnie przez byłego prezydenta Ronalda Reagana za swą debiutancką powieść, stał się dzięki temu niezwykle popularny w kręgach dowódczych amerykańskiej armii. Był wielokrotnie zapraszany na pokłady wojskowych samolotów, okrętów podwodnych i niszczycieli. Admirałowie polecaj ą jego książki słuchaczom szkół wojskowych, a generałowie zapraszają do Pentagonu. Tom Clancy jest człowiekiem, który z pewnością wie dużo na temat politycznych intryg kreowanych w zaciszu wojskowych gabinetów i zna możliwości dzisiejszego przemysłu zbrojeniowego.

Pytany o zdanie na temat oficjalnej, rządowej wersji wypadków 11 września 2001 roku, powiedział:

„Cztery samoloty? Tak wiele osób chcących zginąć w tym samym czasie dla tej samej sprawy? Gdyby jakikolwiek autor napisał taką powieść, wydawca oddałby mu ją ze słowami: ‘Nie ma mowy. To niewiarygodne’.”⁷„Nic tak nie zadziwia ludzi, jak zdrowy rozsądek i proste działanie.”

(Ralph Waldo Emmerson)

Mieszkańcy starożytnego Egiptu wierzyli, że świat stworzył Ra – bóg Słońca. Ten władca wszechświata był dla nich bogiem najważniejszym. Przedstawiano go z dyskiem słonecznym i głową sokoła. Centrum kultu Ra stanowiło prastare „miasto słońca” – Misr al-Dżadida, zwane po egipsku⁸ Junu, a po grecku Heliopolis. W starożytnych tekstach nazywano je „Świątynią Dziewiątki Bogów” lub „Kołyską Bogów”, bo według wierzeń, w tym miejscu właśnie znajdował się nieruchomy ocean – Nun, z którego wyłonił się bóg – stworzyciel. Miasto stanowiło centrum życia religijnego, a tamtejsi kapłani posiadali również ogromne wpływy polityczne. Urząd arcykapłana Heliopolis bywał zarezerwowany dla członków rodziny panującej. Dlatego też królowie Egiptu wędrowali do Heliopolis po zatwierdzenie swojej władzy.

Wielka świątynia boga Ra była zaiste ogromna. Jeden jej bok miał aż kilometr długości. Dziś miasto nosi arabską nazwę Ajn asz-Szams i jest jedną z dzielnic stolicy Egiptu – Kairu. Znajduje się tam lotnisko. Startują z niego i lądują na nim setki samolotów. Według podań, w zamierzchłych czasach, w których mieszkańcom tych ziem nie śniło się jeszcze o latających maszynach, świątynię nawiedzał z nieba inny przybysz. Był to ptak o purpurowo-ognistych piórach, który w powietrzu przebywał pięćset lat, by wreszcie przylecieć do Heliopolis, gdzie na ołtarzu świątyni palił się na popiół. Nazajutrz odradzał się, by dnia trzeciego, pożegnawszy kapłana, odlecieć na kolejnych pięć stuleci. Ten mityczny ptak, symbolizujący wschodzące Słońce i odradzający się z popiołów, to oczywiście feniks.

Współczesną Ameryką nie rządzą co prawda władcy uważający się za Synów Słońca, chociaż bliższe przyjrzenie się niektórym prowadzić może do ciekawych porównań. Nie przedstawia się ich z głową sokoła, jednak przyrównuje do „jastrzębi”. Wierzący w siłę amerykańskiego supermocarstwa zwracają swe oczy w kierunku budowli kojarzonej z tą mocą. Świątyni władzy nad światem, centrum dowodzenia najsilniejszą armią globu, w którym zbiegają się wszystkie jej nerwy. Budynek ten nie jest tak wielki, jak świątynia boga Ra, jednak łączna długość pięciu jego boków wynosi więcej niż kilometr. To naturalnie Pentagon.

11 września 2001 roku, w ten najlepiej strzeżony budynek Ameryki uderzył nierozpoznany dotąd obiekt powodując eksplozję, długotrwały pożar i śmierć wielu osób.

Już 1 listopada, w oficjalnym, amerykańskim magazynie straży pożarnej (National Fire Protection Association Journal), ukazał się wielce interesujący artykuł opisujący walkę z ogniem, jaki rozszalał się wówczas w Pentagonie. Felieton wyszedł spod pióra naczelnego redaktora pisma – Stephen’a Mur-phy’ego. Dziennikarz zatytułował go: „ARFF Crews Respond to the Front Line at Pentagon”⁹. Tekst jest niezwykle ciekawy i ma kolosalne znaczenie dla zrozumienia, że akcja ratownicza nie przebiegała tego dnia prawidłowo. Najważniejsze zdanie artykułu mówi, że „Jednostki straży gaszące pianą, zdławiły całość ognia w pierwszych siedmiu minutach po przybyciu…”.

Według autora, krótko przed eksplozją w Pentagonie, jednostka straży pożarnej z pobliskiego lotniska krajowego Reagan, znajdowała się na górnym poziomie terminalu B tego portu lotniczego. Znalazła się tam po wezwaniu do wypadku samochodowego. Zastanawia fakt, że na ogół do takich zdarzeń nie wzywa się straży lotniskowej, tylko miejską. Głównie po to, by nie uszczuplać zasobów ratowniczych w obliczu mogącej potencjalnie wystąpić w każdej chwili konieczności reagowania na wypadek lotniczy. W artykule nie ma również nawet wzmianki o tym, że efektem zderzenia samochodów miałby być jakikolwiek pożar. Istotne jednak jest, że strażacy będąc w owym miejscu, o 09:38 usłyszeli głuchy grzmot za swymi plecami. Kiedy zwrócili swe oczy w tamtym kierunku zobaczyli wydobywający się z Pentagonu dym. (fot. 1) Strażacy nie widzieli więc co było przyczyną wybuchu, jednak natychmiast porzucili dotychczasowe zajęcie i rzucili się do wozu bojowego. Pentagon był od nich oddalony o niecałe pięć kilometrów. W ciągu trzech minut byli na miejscu zdarzenia. W ciągu następnych siedmiu… ugasili pożar!

Z obliczeń wynika, że jeśli jechali trzy minuty, to na miejscu byli około 09:41, akcja zajęła im dalszych siedem minut, czyli ogień w Pentagonie przestał stanowić zagrożenie już o 09:48.

Wspaniała historia! Powinna natychmiast trafić na czołówki wszystkich gazet, a dzielni strażacy winni występować w spotach reklamowych. Tak się jednak nie stało. Postawmy sobie pytanie: dlaczego?

Rzućmy jednak najpierw okiem na podstawowe zagadnienia występujące podczas szkolenia lotniskowych służb ratowniczo-gaśniczych na całym świecie. Omawia się podczas nich:

• środki gaśnicze i neutralizatory oraz możliwości ich stosowania,

• funkcje i zasady dowodzenia, w szczególności zastępem i sekcją,

• mechanizmy procesu spalania i rozwoju pożaru samolotów,

• metody i sposoby gaszenia pożarów samolotów i innych obiektów na terenie lotniska,

• zasady taktyki działań ratowniczych prowadzonych przez lotniskowe służby ratowniczo-gaśnicze podczas różnych zdarzeń i w różnych warunkach,

• zasady organizacji i utrzymania łączności dowodzenia i współdziałania,

• zasady postępowania przy występowaniu materiałów niebezpiecznych,

• zasady udzielania pomocy osobom poszkodowanym w warunkach poza szpitalnych podczas wypadków i incydentów lotniczych.¹⁰

Ratownicy powinni również znać takie elementy, jak:

• rodzaje paliw lotniczych,

• charakterystyka pożarowa paliw lotniczych,

• zasady gaszenia paliw lotniczych¹¹

Podpierając się tu wyjątkiem z rozporządzenia opartego na ustawie „Prawo Lotnicze”, obowiązującym w Polsce, pragnę zapewnić, że w USA nie jest inaczej. Prawo to określa ściśle parametry dotyczące lotniskowej służby ratowniczo-gaśniczej oraz obowiązki zarządzającego lotniskiem. Zapis precyzuje wiele elementów, w tym czas reakcji właściwych służb w przypadku różnych zdarzeń na samym lotnisku, jak i w tak zwanym rejonie operacyjnym lotniska. Ustala minimalną liczbę pracowników lotniskowych służb ratunkowych i wyposażenie ratownicze, jakie musi się znajdować na lotniskach i obiektach lotniskowych. W paragrafie ósmym przywoływanego tu Rozporządzenia, dotyczącym środków gaśniczych, możemy w punkcie trzecim, przeczytać:

„Jako główny środek gaśniczy stosuje się:

1. pianę gaśniczą spełniającą minimalne wymagania piany gaśniczej grupy A, zwaną dalej „pianą grupy A”;

2. pianę gaśniczą spełniającą minimalne wymagania piany gaśniczej grupy B, zwaną dalej „pianą grupy B”, lub

3. jednoczesne podanie pian gaśniczych, o których mowa w pkt 1 i 2.”

Natomiast punkt piąty paragrafu dziesiątego stanowi:

„Dopuszczalne jest stosowanie innych niż proszki gaśnicze uzupełniających środków gaśniczych o równoważnych właściwościach gaszenia pożaru w stosunku do proszków gaśniczych.”¹²

Co to oznacza? Oznacza, że paliwo lotnicze na całym świecie gasi się pianą. Gaszenie go samą wodą na przykład, jest równoważne z tak zwanym dolewaniem oliwy do ognia. Dopuszczalne jest używanie „uzupełniających środków” służących do produkcji piany, jednak o „równoważnych właściwościach gaszenia pożaru w stosunku do proszków gaśniczych.”

Te środki miesza się z wodą, ale w odpowiednich proporcjach, właśnie dla wytworzenia piany. Wiedzą o tym wszyscy ludzie związani z lotnictwem, a zwłaszcza sami ratownicy. Wiedzą, bo może to dla nich być także kwestią ich własnego bezpieczeństwa. Przewidujące wszystko Rozporządzenie wspomina i o tym, w punkcie piątym paragrafu ósmego:

„Wymagane minimalne objętości wody do wytwarzania pian gaśniczych i środka pianotwórczego powinny znajdować się w zbiornikach lotniskowych pojazdów ratowniczo-gaśniczych. Objętości te należy powiększyć o objętość wody i środka pianotwórczego wymaganą do zapewnienia obrony własnej pojazdu co najmniej przez dwie minuty. ”

Żaden więc strażak nie porwie się na walkę z paliwem lotniczym, podjeżdżając do akcji pojazdem wypełnionym samą wodą! Tyle na temat prawa i fizyki. A jak wyglądała sytuacja w interesującym nas przypadku?

Strażacy lotniskowi ugasili zarzewie ognia w siedem minut. Czyli o 09:48 było po wszystkim. Tymczasem 23 minuty później runął dach budynku. Jednostki przybyłe z innych ośrodków ratownictwa rozwinęły węże i … zabrały się dziarsko do gaszenia… ugaszonego pożaru. Zaatakowały… wodą.

„Na zewnątrz, przybyli policjanci i strażacy z hrabstwa Arlington, zaczęli zabezpieczanie terenu oraz pompowanie wody na ogień”.( „September 11 at the Pentagon,” American Forces Press Service, 11/10/2001, tłum. smk).¹³

Płomień rozgorzał na nowo, ponownie ogarnął budynek i trwał następnych 60 godzin! Co paliło się w betonowym obiekcie przez prawie trzy dni?

Na fotografii, która już zniknęła z serwera Służby Informacji Amerykańskich Sił Zbrojnych, przedstawiono dzielnych strażaków, a pod spodem dodano zdanie:

„Strażacy starają się ugasić płomienie chwilę po tym, kiedy uprowadzony samolot rozbił się o Pentagon, około 09:30, 11 września 2001 roku” (U.S. Marine Corps photo by Cpl. Jason Ingersoll).

Znamy precyzję wojskowych w określaniu czasu. Dla służb wojskowych, dla lotnictwa, dokładny czas ma kolosalne znaczenie. Dlaczego więc podpis pod tym zdjęciem jest nierzetelny? Według Time Magazine, uderzenie miało miejsce o 09:40, CNN podało 09:43, a Miami Herald nawet 09:45. Skąd wziął się czas odnotowany przez armię? Przecież jednostkom straży dojazd do miejsca wypadku musiał zająć przynajmniej pięć minut. Rozwinięcie natarcia musiało zabrać kolejne pięć minut. Według moich obliczeń, pierwsze jednostki straży byłyby więc zdolne do rozpoczęcia działań najwcześniej dziesięć minut po uderzeniu. Tak naprawdę, miało ono miejsce o 09:37:45. A to oznacza czas między 09:47, a nawet 09:57. Z jakich powodów wojskowi przyspieszyli na zdjęciu czas o dwadzieścia lub dwadzieścia pięć minut? Nawet jeśli umówimy się, że określenie „chwilę po tym” oznaczało będzie dziesięć minut – czas nadal odbiega od rzeczywistego o co najmniej kolejnych dziesięć minut.

Rzecznicy armii wielokrotnie mijali się z prawdą w sprawie czasu poszczególnych wypadków, jakie miały miejsce 11 września. Podobnie było z samymi uderzeniami w zaatakowane cele, reakcją myśliwców i całą masą innych szczegółów. Co starano się tym razem ukryć? Jestem pewien, że próbowano „wymazać” z całej akcji udział w niej pierwszej jednostki strażackiej, tej z lotniska Reagan. Dlaczego miano by to robić? Ano właśnie dlatego, że tej pierwszej jednostce, nie uwzględnianej w planie scenarzystów 9/11, udało się ogień ugasić. I do tego w ciągu siedmiu minut! Strażacy z lotniska Reagan wyrwali się przed orkiestrę, dokonali swego rodzaju „samowolki”. A tymczasem akcja gaszenia miała trwać długo, walka z żywiołem miała zająć służbom dni, a nie godziny, czy (o zgrozo!) minuty. Jest jeszcze jeden powód, dla którego w cytowanej informacji podano czas 09:30. Ten sam powód spowodował błyskawiczne usunięcie jej z sieci. Ale o tym opowiem w rozdziale ostatnim.

Co spowoduje lanie wody na płonące paliwo? Ogień będzie się rozprzestrzeniał. To może tłumaczyć zawalenie się dachu w tak krótkim czasie. Mamy fotografię i z tego zdarzenia¹⁴. Zostało zrobione przez, obecnego od początku na miejscu, fotografa. Podpisane zostało:

„Pentagon w płomieniach dosłownie minuty po uderzeniu uprowadzonego samolotu w budynek, 11 września 2001 roku.” (tłum. smk).

Jednak to zdjęcie nie mogło być wykonane „dosłownie minuty” po zdarzeniu. Przecież górne piętra nie runęły od razu po wybuchu. Zawaliły się dopiero po pewnym czasie. Uściśla to CNN:

„10:10 – część Pentagonu upada.”¹⁵

Wiemy więc, że opisywane tu zdjęcie zostało zrobione około 30 minut po eksplozji. A pół godziny nie oznacza „dosłownie minuty”.

W świetle ciągłego „dolewania oliwy do ognia” nie może więc dziwić określenie Służby Prasowej Sił Zbrojnych:

„Ogień nadal trawi Pentagon rozprzestrzeniając się na jego nie remontowane sekcje. Płomienie zajmują dach i stają się coraz trudniejsze do opanowania. Rozlane paliwo wybucha co chwilę, tworząc gęsty, czarny dym nad budynkiem…” (tłum. smk).

„O 18-ej budynek ciągle płonie…”. („September 11 at the Pentagon,” American Forces Press Service, 11/10/2001).¹⁶

Spójrzmy na inną fotografię¹⁷ i podpis pod nią:

„Wóz strażacki 345 z Departamentu Straży Pożarnej Zarządu Lotnisk Waszyngtonu wyrzuca strumienie wody w zrujnowane uderzeniem miejsce, podczas gdy dym unosi się nad Pentagonem, wkrótce po uderzeniu samolotu w zachodnią część budynku”. (tłum. smk).

I kolejne zdjęcie, tym razem ukazujące strażaków z Departamentu Straży Pożarnej Aleksandria, lejących wodę na szczątki Pentagonu¹⁸.

A mo że strażacy wiedzieli, że nie gaszą paliwa lotniczego? Ale wówczas jego brak oznaczałby, że nie było tam żadnego uderzenia samolotem. To, z kolei, dowodziłoby, iż cała oficjalna wersja jest jednym, wielkim oszustwem.

Woda lała się tego dnia strumieniami:

„Miliony galonów wody przelały się przez budynek po ataku – powiedział Joe Kelly, manager regionalny Munters¹⁹ z Waszyngtonu. W niektórych miejscach, na piętrach było jej 18 cali”²⁰. (fot. 2 i 3).

Budynek płonął trzy doby. 13 września, w czwartek, nadal „gaszono” pożar. Jaki inny budynek paliłby się tak długo, przy udziale setek ratowników? Przecież Pentagon, to nie magazyn paliw, chemikaliów, ani fajerwerków! Jeśli w czasopiśmie skierowanym do strażaków napisano, że ogień udało się ugasić w siedem minut, to znaczy, że tyle powinno to zająć. Żaden piszący dla strażaków dziennikarz, nie pozwoliłby przecież sobie na ośmieszenie, wiedząc, iż jego słowa czytali będą zawodowcy. Siedem minut nie było więc czymś szczególnym. Akcję rozpoczęto w pierwszych kilku chwilach po wybuchu, użyto właściwych środków gaśniczych i zadanie zostało wykonane. Tylko dlaczego nikt, nigdy później nie chwalił się tym osiągnięciem? W żadnym, z dużych tytułów prasowych, nie pojawił się nigdy przedruk tej sensacyjnej wiadomości. Na żadnej z wielu konferencji prasowych, dowodzący akcją gaśniczą nie wspomnieli nawet o tym, że już na samym jej początku sytuacja była opanowana. A przecież, po dramacie w Nowym Jorku, gdzie wielu strażaków zginęło, ponosząc w sumie klęskę w starciu z żywiołem, taka wiadomość byłaby niezwykle pomocna. Pozwalałaby dodać sił i uznania dla ich ciężkiej, i odpowiedzialnej pracy. Tymczasem materiał „zdjęto” ze strony internetowej i usunięto z archiwów. Ślad po nim zaginął, jak gdyby nigdy się nie pojawił.

Później, z każdym dniem było już tylko gorzej. Wodę lały wszystkie oficjalne media. Pełno jej w ich informacjach i oświadczeniach władz. Na szczęście zebrało się jej już tyle, że pod jej naporem, z wolna pęka zbudowana wtedy tama milczenia.

1 Pentagon spowity dymem.

2 Miliony galonów wody przelały się przez budynek po ataku…

3 „…w niektórych miejscach, na piętrach było jej 18 cali.”
mniej..

BESTSELLERY

Kategorie: