Facebook - konwersja
Czytaj fragment
Pobierz fragment

Apetyt na miłość - ebook

Format ebooka:
EPUB
Format EPUB
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najpopularniejszych formatów e-booków na świecie. Niezwykle wygodny i przyjazny czytelnikom - w przeciwieństwie do formatu PDF umożliwia skalowanie czcionki, dzięki czemu możliwe jest dopasowanie jej wielkości do kroju i rozmiarów ekranu. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
, MOBI
Format MOBI
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najczęściej wybieranych formatów wśród czytelników e-booków. Możesz go odczytać na czytniku Kindle oraz na smartfonach i tabletach po zainstalowaniu specjalnej aplikacji. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
(2w1)
Multiformat
E-booki sprzedawane w księgarni Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu - kupujesz treść, nie format. Po dodaniu e-booka do koszyka i dokonaniu płatności, e-book pojawi się na Twoim koncie w Mojej Bibliotece we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu przy okładce. Uwaga: audiobooki nie są objęte opcją multiformatu.
czytaj
na tablecie
Aby odczytywać e-booki na swoim tablecie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. Bluefire dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na czytniku
Czytanie na e-czytniku z ekranem e-ink jest bardzo wygodne i nie męczy wzroku. Pliki przystosowane do odczytywania na czytnikach to przede wszystkim EPUB (ten format możesz odczytać m.in. na czytnikach PocketBook) i MOBI (ten fromat możesz odczytać m.in. na czytnikach Kindle).
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na smartfonie
Aby odczytywać e-booki na swoim smartfonie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. iBooks dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Wydawnictwo:
Data wydania:
11 lutego 2013
Czytaj fragment
Pobierz fragment
7,99
Cena w punktach Virtualo:
799 pkt.

Apetyt na miłość - ebook

Anne Stuart -  Upadły anioł

Czy wybrałabyś się na randkę w ciemno z mężczyzną rodem z prawdziwego piekła? Zrobiła to Samantha, piękna i sławna modelka. Szła na tę randkę z duszą na ramieniu...

Cherry Adair -  Taniec z diabłem
Mary Rossi, kobieta szpieg, powinna znać się na męskich sztuczkach, a tymczasem przyszła na randkę w ciemno z byłym partnerem, który kiedyś złamał jej serce...

Muriel Jensen -  Facet z piekła rodem
Katarina ze zdumieniem odkrywa, że jest w stanie zakochać się w kłamcy i oszuście. Ten facet z piekła rodem jest w dodatku okropnie irytujący, a mimo to Katarina nie potrafi mu się oprzeć.

Kategoria: Romans
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-238-9980-8
Rozmiar pliku: 491 KB

FRAGMENT KSIĄŻKI

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Gideon musnął palcami klawisze fortepianu. Grał z pamięci, myśląc o czymś innym. Poziom trzysta czterdziesty siódmy piekła nie był najgorszy, przynajmniej Gideon nie miał tu zbyt wielu obowiązków. Czas spędzał zazwyczaj przy fortepianie, zręcznie przebiegając długimi palcami po klawiszach z kości słoniowej; nawet jeśli inni potępieni ryczeli z bólu podczas piekielnych mąk, on ich nie słyszał.

Nie było to pierwsze miejsce, do którego trafił po nagłej śmierci za sprawą rozwścieczonego kochanka pewnej dziewczyny. Z niewiadomego powodu od samego początku czekał na niego fortepian. Na jednych poziomach upał dawał się porządnie we znaki, na innych było umiarkowanie gorąco. Tutaj, na poziomie trzysta czterdziestym siódmym, czuł się wręcz komfortowo.

Ogólnie biorąc, Ralph nie był złym gospodarzem. Bardziej przypominał rekina finansjery z Wall Street niż władcę tego całego poziomu piekła. Inna sprawa, że Gideon nie miał pewności, czy między jednym a drugim istnieje zasadnicza różnica.

Właściwie nie miał pewności w żadnej sprawie. Nie wiedział nawet, ile lat spędził na ziemi. Rozumiał jednak, dlaczego trafił do piekła – cechował go niezaspokojony apetyt na kobiety. Uwielbiał je, wszystkie razem i każdą z osobna, wysokie i niskie, pulchne i kościste, stare i młode, słodkie i zgorzkniałe. Po prostu lubił kobiety. Nie było to naganne, lecz on kochał przede wszystkim seks i marzył o zyskaniu sławy fascynującego kochanka o niezrównanej wyobraźni. Może to szczególne upodobanie do seksu także nie przyczyniłoby się do jego potępienia, gdyby nie to, że Gideonem powodowały duma i egoizm, a nie uczucia do kobiet, na które zastawiał sidła. Pragnął, żeby czuły się przy nim w pełni usatysfakcjonowane i żeby żaden jego następca nie mógł mu dorównać pod tym względem. W ten sposób przyczyniał się do powiększania armii mężczyzn trawionych kompleksami, bowiem po rozkochaniu w sobie i zaspokojeniu kobiety w sposób iście mistrzowski, bardzo szybko ją porzucał, skazując na odczuwanie ciągłego niedosytu z każdym następnym kochankiem.

Zapewne już w młodym wieku, może nawet nieświadomie, podpisał piekielny cyrograf. Mężatki, panny, wdowy, czy nawet zakochane w innym, a raz nawet i zakonnica – było mu wszystko jedno. Nic zatem dziwnego, że w końcu dopadł go jakiś zazdrosny partner jednej z pań.

Pamiętał ból w miejscu, w którym nóż przeszył jego ciało, ale nie potrafił sobie przypomnieć miejsca i czasu zdarzenia, ani też mordercy. Mogło się to stać w siedemnastowiecznej Wenecji – wiele wskazywało na to, że był samym Casanovą. A może obracał się na dworach w Salzburgu? Jedyne, co mu pozostało, to umiejętność gry na fortepianie. Kiedy próbował zgadywać, jakie życie niegdyś prowadził, chętnie wyobrażał sobie, że był kobieciarzem i geniuszem gry na fortepianie w jednej osobie, jak Liszt. Tylko że akurat utwory Liszta kiepsko mu wychodziły, podobnie jak kompozycje Chopina.

Najprawdopodobniej jednak był dzieckiem dwudziestego wieku, może dwudziestego pierwszego – na trzysta czterdziestym siódmym poziomie piekła czas nie odgrywał żadnej roli. Pocieszał się, że gra na fortepianie jest zdecydowanie przyjemniejsza, niż dorzucanie węgla do ogromnych kotłów.

Czasami zastanawiał się nad istnieniem nieba. Diabelska biurokracja była tak zróżnicowana, pogmatwana i złożona, że po tylu latach, a może nawet wiekach pobytu w piekle, Gideon nie miał pojęcia o jego organizacji. Za każdym razem, kiedy zdawało mu się, że zaczyna coś rozumieć, przenoszono go na inny poziom, jednocześnie czyszcząc mu umysł. Tylko jego palce wciąż machinalnie przyciskały właściwe klawisze fortepianu.

W porównaniu z innymi sługami szatana, Ralph był całkiem znośny. Miał niezrozumiałe poczucie humoru, ale przepadał za muzyką Gideona i zwykle nie zawracał mu głowy. Tylko od czasu do czasu na fortepianie pojawiały się nieoczekiwane wezwania, których Gideon nigdy nie ignorował, bo wiedział, że nie wolno mu tego robić.

Pokonywał mroczne korytarze, nucąc pod nosem. Właściwie był całkiem zadowolony z miejsca swojego pobytu, pomimo – a może dzięki – całkowitej nieobecności kobiet. Nikt nie próbował go kusić, a celibat miał swoje uroki. No cóż, trzysta czterdziesty siódmy poziom przypominał sypialnię w akademii wojskowej, ale Gideon nie miał prawa oczekiwać białych pałaców i bezchmurnych krajobrazów. W końcu tkwił w piekle, i to zasłużenie.

Ralph był nieco próżny i miał słabość do patosu. Kiedy Gideon ujrzał go po raz pierwszy, diabeł siedział na białym tronie, w otoczeniu bezpłciowych istot, nasuwających skojarzenie z kiepską ilustracją do jakiegoś biblijnego eposu. Tego dnia Ralph zasiadł za poobijanym, metalowym biurkiem. Zasłony były zaciągnięte, pomieszczenie tonęło w półmroku. Gideon ledwie dostrzegł zarys znajomej postaci.

– Ładna fryzura – powiedział. Pomimo ciemności, nie mógł nie dostrzec dziwnie ułożonych w kolce, pomarańczowo-niebieskich włosów. Ralph zmieniał fryzury niemal równie często jak rysy twarzy i ciało. Tylko oczy pozostawały stale takie same: czujne i uważne.

– Lubię urozmaicenia, to mnie bawi – wyznał z lekkim rosyjskim akcentem. Sposób mówienia również modyfikował w zależności od samopoczucia. Tym razem nie miał jednak nastroju do zabawy. – Siadaj.

– Mogę zapalić światło?

– Nie.

Gideon zahaczył stopą o stalową nogę krzesła i przyciągnął je do siebie. Siadając, wyprostował plecy, by starannie obejrzeć swojego... No właśnie... kogo? Swojego szefa? Przyjaciela? Mentora? Gospodarza? Właściwie nigdy nie wiedział, jak nazwać Ralpha.

– Diabeł z piekła rodem wydaje się trafnym określeniem – oświadczył głośno Ralph.

– Nie cierpię, kiedy czytasz mi w myślach – westchnął Gideon.

– To straszne – mruknął głucho Ralph. – Mam dla ciebie zadanie.

– A ja je wykonam, bo...?

Długie milczenie.

– Bo mogę cię zmusić – warknął diabeł. – Ale lepiej ci pójdzie, jeśli weźmiesz się do roboty z własnej woli. Czas ucieka.

Gideon czekał w ciszy.

– Pytasz: dlaczego? – ciągnął Ralph, nie zwracając uwagi na jego milczenie. – Pośpiech jest wskazany ze względów medycznych, a ty najlepiej się nadajesz do tego zadania.

– Nic nie wiem o medycynie.

– Antybiotyki nie działają w piekle, Gideon. Spytaj doktora Crippena . Jeżeli nie załatwimy tego problemu, stracę wzrok. A ślepy diabeł to wściekły diabeł. Nikt nie lubi wściekłych diabłów.

Gideon powstrzymał się od komentarza, że diabły jako takie w ogóle nie cieszą się niczyją sympatią.

– Możesz oślepnąć, co? Już wspominałem, że powinniście mieć kobiety.

Spodziewał się, że Ralph ciśnie w niego błyskawicą lub przynajmniej słoikiem z ołówkami, który stał na biurku, lecz diabeł tylko się zaśmiał.

– Widzisz, właśnie dlatego jesteś dokładnie tym mężczyzną, którego potrzebuję. Twoje myśli momentalnie koncentrują się na seksie. I tego oczekuję: maniaka seksualnego.

– Nie zamierzam uprawiać z tobą seksu, Ralph – obwieścił beznamiętnym głosem Gideon.

– Miałbyś nie lada szczęście, ale nic z tego! – prychnął diabeł. – Chcę, żebyś uprawiał seks z kobietą. Z piękną kobietą. Myślisz, że temu podołasz?

– Kiedy ostatnio się rozglądałem po okolicy, w piekle mieszkali tylko chłopcy, szefie. Gdzie ja tu znajdę kobietę?

Ralph wstał i obszedł biurko, zatrzymując się w plamie mizernego światła. Pochylił się i odsunął włosy z twarzy, żeby zaprezentować swoją opuchniętą i pomarszczoną powiekę oraz mocno zaróżowione oko.

– Obrzydliwość – jęknął Gideon. – Masz w tym oku stan zapalny. A może to jęczmień, wszystko jedno. Nie wiem, jak mógłbym ci pomóc. Ściągnij Crippena na konsultację.

– Już mówiłem, że Crippen nie pomoże. To zadanie dla ciebie.

Ralph zwykle mówił wprost, o co chodzi, dziś jednak wyjątkowo długo zwlekał. Usiadł na krawędzi biurka, nie zwracając uwagi na fluorescencyjne włosy, które znowu opadły mu na twarz.

– Kobieca cnota kłuje diabła w oczy – obwieścił ponuro. – Słyszałeś to powiedzenie? Znasz filmy Ingmara Bergmana?

– Szczerze mówiąc, nie za bardzo – przyznał. – Poza tym pamiętaj, że jestem dobry, ale nie genialny. Nie dam rady pozbawić cnoty wszystkich dziewic na świecie, żeby cię uchronić przed ślepotą.

– Nie chodzi mi o wszystkie dziewice, tylko o jedną, konkretną. Uwiedziesz ją, mój wzrok się poprawi, a ty awansujesz na wyższy poziom. Zbyt długo tkwisz na trzysta czterdziestym siódmym. Nie masz ochoty na zmianę?

– Tęskniłbym za tobą.

– Och, wierz mi, nigdy cię nie opuszczę. – Ralph zarechotał irytująco.

– Powiedz lepiej, jak to możliwe, że wystarczy ci jedna dziewica? Pomyśl o tych wszystkich zakonnicach, lesbijkach, cnotliwych starych pannach...

– Wszystkie one zachowują tę swoją głupią cnotę tylko dlatego, że tak być powinno, że jest to im sądzone. Natomiast Sam jest pogwałceniem praw natury.

– Chcesz, żebym się kochał z facetem? Pewnie bym zdołał, byleby tylko się stąd wyrwać, ale nie jestem pewien...

– Sam to kobieta. Naprawdę ma na imię Samantha. Nie używa nazwiska, podobnie jak Madonna albo Cher.

– Matka Dziewica nie potrzebuje nazwiska, ale kim, u licha, jest Cher?

– Nie chodzi o Najświętszą Panienkę, Madonna to zupełnie inna osoba. To piosenkarka, a Madonna to jej pseudonim artystyczny. Natomiast Samantha to modelka. Wiesz, kim są modelki?

Gideon zmarszczył brwi i po chwili doznał olśnienia.

– No pewnie, że wiem! – wykrzyknął. – Modelka to wysoka, ładna i głupia blondynka.

– Niezupełnie. Sam mieszka w Los Angeles, dzieli dom z inną dziewczyną i dziwnym trafem zachowała cnotę. Nie uległa nikomu, choć wielu próbowało ją uwieść. Odrzucała awanse najprzystojniejszych mężczyzn w Hollywood, przebojowych polityków, najwybitniejszych artystów, najbogatszych biznesmenów. Jest całkowicie obojętna na sprawy seksu. Będziesz miał pole do popisu. Tobie żadna się nie oprze. – Na chwilę zamilkł i nagle wyrecytował: – Gideon, Gideon, niezły z niego byk, gdy on nie da rady, nie pomoże nikt.

– Może wyślesz kogoś, kto ją zgwałci? Skoro jesteś taki pewien, że to właśnie jej cnota tak cię oślepia, to po co tracić czas na uwodzenie i takie tam... inne ceregiele? Pięć minut w ciemnej alejce i sprawa załatwiona.

Ralph się zachmurzył.

– Zgłosisz się do tego zadania na ochotnika? Osobiście nie mam nic przeciwko gwałtom ani morderstwom, w końcu jestem sługą szatana. Sądziłem jednak, że brzydzisz się takim metodami i zdecydowanie wolisz uwodzenie niż przemoc.

– To fakt – westchnął Gideon. – Po prostu nie jestem w nastroju. Wyślij kogoś innego.

– Po tylu latach? Skup się i do roboty! Poczyniłem już wszelkie stosowne przygotowania, nikt nie stanie ci na drodze. Poza tym infekcja przenosi się już na drugie oko, więc nie mam czasu. Ty też nie, jazda do pracy!

– Jeszcze nie wyraziłem zgody... – zaczął Gideon, ale nagle głos uwiązł mu w gardle, zdławiony przez silny powiew wiatru. Skąd nagle ten wiatr, zdążył jeszcze pomyśleć, i już znalazł się pod jasnoniebieskim niebem Kalifornii.

Jechał zbyt prędko. Dziwne, nawet nie podejrzewał, że potrafi prowadzić samochód, czyli należało wykluczyć, że Gideon był niegdyś Mozartem. Sunął eleganckim, sportowym autem; na jezdni panował tłok, w powietrzu unosił się ciężki smród spalin, lecz pojazdy mknęły na tyle szybko, że wyziewy zostawały z tyłu. I tak było to lepsze od siarkowych woni piekielnych.

– Zakochasz się w niej, stary.

Nie był sam. Kątem oka zerknął na mężczyznę siedzącego obok na fotelu dla pasażera. Nieznajomy był wysoki i dobrze zbudowany, ubrany w kosztowny garnitur. Miał gęste, jasne włosy, mocno zarysowaną szczękę, zęby tak proste i białe, że wyglądały wręcz nienaturalnie, oraz wielkie dłonie. Gideon pomyślał, że takimi łapskami facet mógłby objąć dwie oktawy, choć jednocześnie, mając takie grube palce, zapewne grałby jak w bokserskich rękawicach.

– Niewątpliwie się zakocham – mruknął ironicznie Gideon, spoglądając na swoje odbicie we wstecznym lusterku. Wyglądał tak samo jak kiedyś, choć minęły wieki, odkąd ostatni raz widział swoją twarz. Miał inteligentne oblicze, ciemne oczy, wyrazisty nos i usta. Ciało miał nadal takie, jak kiedyś, choć tym razem było obleczone w garnitur od Armaniego. Był dosyć wysoki, szczupły i umięśniony, silniejszy, niż można by sądzić na pierwszy rzut oka. Dobrze się czuł w tym eleganckim ubraniu. Pomyślał, że to pewnie ten garnitur ma przekonać do niego tę jakąś głupią modelkę-dziewicę.

– Jesteś do tego stworzony, Gideon. A ja wprost nie mogę w to uwierzyć, że się spotkaliśmy po tylu latach – ciągnął mężczyzna.

Gideon nagle uświadomił sobie, że to Aaron McAndrews, szef działu reklamy, bezwzględny i płytki egoista o typowo kalifornijskiej urodzie. Tak naprawdę wcale się nie znali, Gideon nigdy w życiu nie widział tego człowieka, ale magiczne sztuczki Ralpha robiły swoje.

– Nie nagrałbym Sam byle komu – mówił dalej Aaron. – Wiesz, co mówią: randka w ciemno to szatański wynalazek. Na szczęście Jasmine ją przekonała, ale ja wiem, że mogę ci ufać. Znamy się długo, a jeszcze nigdy mnie nie wystawiłeś.

Gideon pomyślał, że zna tego faceta od półtorej minuty. Uśmiechnął się chłodno.

– Wyjaśnij mi jeszcze raz, dlaczego to robimy? – zagadnął. – Skąd ten pomysł randki w ciemno?

– A bo ja wiem? Może dlatego, że jesteś nowy w mieście i potrzebujesz dziewczyny? Zwykle nie bywam takim altruistą – przyznał z uśmiechem Aaron i wzruszył ramionami. – Kiedy jednak ludzie zobaczą cię z Sam, będziesz ustawiony. Nawet nie ruszysz palcem, a wszystkie dziewczyny padną ci do stóp. Odwdzięczysz mi się tym samym, stary.

Gideon uśmiechnął się bez przekonania.

– Dokąd się wybieramy? – zapytał.

– W Hollywood otworzyli nową restaurację, wszyscy o niej mówią. Zarezerwowałem tam stolik dla Sam. Zwykle trzeba odczekać miesiąc i nawet Jasmine nie potrafi się wkręcić bez kolejki. Trafia tam każdy, kto jest kimś.

– Każdy, kto jest kimś – powtórzył Gideon.

– Tylko nie zakładaj, że Sam od razu zgodzi się na rumbę w pozycji horyzontalnej. Moim zdaniem to lesbijka.

– Czemu tak uważasz?

– Nic na nią nie działa – westchnął z goryczą Aaron. – Nieważne, wystarczy, że się z nią pokażesz, a od razu zainteresują się tobą rozmaite gwiazdeczki. Randka z Sam to dobre posunięcie, nawet jeśli ona na ciebie nie poleci.

– Poważne wyzwanie. – Gideon machinalnie sięgnął do kieszeni marynarki, lecz nie znalazł w niej papierosów. Może to i dobrze, bo właściwie nie miał ochoty zapalić. Nie narzekał na brak dymu.

– Człowieku, nawet nie myśl o uwiedzeniu jej – mruknął Aaron. – Nie pozwoli się tknąć.

Gideon tylko się uśmiechnął.

– Naprawdę sądzisz, że pójdę na randkę w ciemno? – spytała Sam, stojąc przed lustrem i patrząc na ulubioną szkarłatną sukienkę, na błyszczące rajstopy, jeden but na wysokim obcasie na nodze, drugi w ręce. Miała gęste, złociste włosy, doskonały makijaż i zielone oczy, których kolor podkreślały idealnie dobrane barwione soczewki kontaktowe. Wydatne usta pomalowała szminką w kolorze wiśniowym.

– Chyba się nie wycofasz, prawda? – Jasmine była wyraźnie zaniepokojona.

– Wiesz, czym są randki w ciemno? – Sam wsunęła drugi but na nogę, w ten sposób rosnąc w sekundę z metra osiemdziesięciu do metra osiemdziesięciu ośmiu. – Randki w ciemno są wymysłem szatana. Chodzą na nie masochiści i sadyści.

– To rozrywka dla ludzi, którzy chcą oddać przysługę przyjacielowi, nawet jeśli nie sprawia im to przyjemności – odparła łagodnie Jasmine. – Wiem, co sądzisz o Aaronie. Powoli przestaje się mną interesować, więc muszę działać, nim będzie za późno i znajdzie sobie inną. Nie umówiłby się ze mną, gdybym nie zaproponowała, że spotkasz się z jego przyjacielem.

– Nadal nie rozumiem, co ty w nim widzisz...

– Już to przerabiałyśmy – przerwała Jasmine. – Miłość rządzi się własnymi prawami.

Sam wygładziła czerwony jedwab sukienki.

– Moim zdaniem powinnaś kierować się rozumem także w miłości – westchnęła. – Hormony sprawiają, że twój mózg przestaje funkcjonować.

– Jesteś znacznie bardziej zrównoważona niż ja, a przy tym o wiele bardziej dyskretna. Znam cię od czterech lat, dzielę z tobą dom, a jeszcze nie widziałam ani jednego z twoich kochanków.

– Mam inne priorytety. – Sam ponownie spojrzała na swoje odbicie w jednym z wielu luster wiszących na ścianach małego domku zbudowanego i urządzonego w hiszpańskim stylu.

Lustra były pomysłem Jasmine, Sam doskonale wiedziała, jak wygląda. Uważała, że jest ideałem kobiety dla każdego przeciętnego Amerykanina.

– Powiedz mi coś bliższego o moim partnerze – westchnęła, odwracając się od lustra. – Będzie się do mnie lepił jak ten ostatni?

– Jak większość z nich, moja droga – odparła wesoło Jasmine.

Sam spojrzała na swoją piękną modną sukienkę, ale jednocześnie bardzo skąpą.

– Może powinnam włożyć coś skromniejszego?

– To bez znaczenia. Mogłabyś włożyć nawet fartuch, a mężczyźni i tak nie odrywaliby od ciebie wzroku. Nie martw się, ostrzegłam Aarona, że robisz to tylko dla mnie, a on mi przyrzekł, że jego przyjaciel będzie się zachowywał bardzo przyzwoicie.

– Wątpię, czy którykolwiek z przyjaciół Aarona ma pojęcie o przyzwoitym zachowaniu – mruknęła Sam. – Jak się poznali? Na studiach?

– Nie wiem, podejrzewam, że Aaron nawet tego nie pamięta. Chyba zna Gideona od zawsze. Podobno jest fantastyczny.

– Gideon. – Sam przewróciła oczami. – Brzmi jak pseudonim artystyczny gwiazdy rocka z ambicjami. Pewnie tak naprawdę jest księgowym i ma na imię George. – Pokiwała głową. – Może to i lepiej.

– Następnym razem powiem Aaronowi, że gustujesz w księgowych.

– Nie będzie następnego razu, Jasmine. Lubię cię, ale są pewne granice.

Nagle zadźwięczał dzwonek. Samantha znieruchomiała. Było za późno na ucieczkę lub udawanie chorej, chociaż z przyjemnością uniknęłaby tego nieprzyjemnego obowiązku.

– Rozchmurz się, Sam. – Jasmine ruszyła ku drzwiom. – Wszyscy wiedzą, że randki w ciemno to wymysł z piekła rodem.

– Właśnie – burknęła ponuro Sam. – Wolałabym teraz siedzieć na fotelu dentystycznym niż...

Było już jednak za późno. Jasmine otworzyła drzwi, uśmiechając się promiennie do ukochanego. Za nim stał niezbyt wysoki mężczyzna. Sam jęknęła w duchu: szła na randkę z konusem, którego niski wzrost zapewne szedł w parze z agresją.

– A oto nasza słynna Samantha. – Aaron przedstawił ją z irytującą manierą handlarza niewolników lub właściciela zabawki, którą zamierzał pożyczyć przyjacielowi. – Sam, to Gideon Hyde.

Podniosła głowę, wyprostowała plecy i popatrzyła na mężczyznę. Na szczęście nie wyglądał na zupełnego kurdupla. Gdyby nie włożyła takich wysokich obcasów, zapewne byliby równi wzrostem. Póki co mogła z satysfakcją spoglądać na niego z góry. Nie wyciągnęła ręki.

– Miło mi – powiedziała chłodnym tonem.

Zareagował inaczej, niż się spodziewała. Nowy znajomy powinien stać z otwartymi ustami, pełen podziwu i pokory, a tymczasem on tylko grzecznie skinął głową i całą uwagę skupił na trajkoczącej Jasmine. Sam szeroko otworzyła oczy ze zdumienia. Nie przywykła do tego, że ktoś ją ignoruje, a zwłaszcza partner na randkę w ciemno. Właściwie nigdy wcześniej nie chodziła na tego typu randki. Zawsze umiała sprzeciwić się każdemu, kto próbował namówić ją na spotkanie z nieznajomym mężczyzną. Odmówiła wszystkim, z wyjątkiem Jasmine. Zwłaszcza że jej przyjaciółka, prosząc ją o to, płakała.

Gideon Hyde sprawiał wrażenie kompletnie niezainteresowanego jej osobą. Sam poczuła irytację, dość dziwną w tych okolicznościach.

– Za godzinę musimy być na miejscu, a jazda z przedmieścia do centrum zajmie nam właśnie tyle – oświadczył pogodnie Aaron. – Możemy ruszać? Pojedziemy samochodem Gideona, ślicznym małym mercedesem. Sam, jeśli chcesz, możesz ze mną usiąść z tyłu.

To również stanowiło problem. Aaron najwyraźniej okazywał Samancie zainteresowanie, i manifestował je za każdym razem, kiedy sądził, że Jasmine nie patrzy. Sam mogła sobie wyobrazić wspólną godzinną podróż na ciasnej kanapce sportowego mercedesa.

– Usiądę z przodu, z moim... partnerem – odparła z fałszywą słodyczą w głosie.

Gideon się odwrócił i spojrzał na nią uważnie, jakby właśnie dopiero teraz przypomniał sobie o jej istnieniu.

– Dobrze – mruknął bez entuzjazmu. – Będzie mi bardzo miło – dodał już bardziej uprzejmym tonem.

Miał niski dźwięczny głos, jednak Samantha nie potrafiłaby określić, z którego stanu Ameryki Północnej pochodzi. Mimo że tembr tego głosu przypadł jej do gustu, nadal nie była zadowolona z tej przymusowej znajomości z obcym mężczyzną. Poza tym miała już dość oczekiwania. Doszła do wniosku, że im prędzej zacznie się ta głupia randka, tym wcześniej się skończy.

– Chodźmy – westchnęła. – Jestem głodna.

Nie oglądając się za siebie, wyszła przez otwarte drzwi, doskonale wiedząc, że wszyscy posłusznie pójdą za nią.
mniej..

BESTSELLERY

Kategorie: