Chcieć mniej - ebook
MNIEJ przedmiotów to WIĘCEJ wolności.
MNIEJ rzeczy to WIĘCEJ spokoju i radości z tego, co już masz.
MNIEJ toksycznych relacji to WIĘCEJ czasu dla siebie i najbliższych.
Czy wiesz, że na bluzkę z wyprzedaży albo kolejny błyszczyk pracujesz nawet kilka godzin? Gromadzenie rzeczy, kupowanie „w nagrodę za ciężki dzień”
wcale nie uszczęśliwia i nie czyni nas lepszymi.
I na dodatek odbiera przyjemność wyboru tego, co naprawdę istotne.
Korzystaj z życia świadomie. Poznaj zaskakująco prosty i konkretny plan pozbycia się przytłaczającego nadmiaru. Zacznij od drobnych zmian. Od małych bastionów chaosu: szafki z przyprawami, szuflady z biżuterią... Spróbuj spędzić 21 dni bez czegoś, co wydawało się niezbędne – to wystarczy, by wyrobić w sobie nawyk.
Segreguj, wystawiaj, porządkuj!
| Kategoria: | Psychologia |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-240-3764-3 |
| Rozmiar pliku: | 815 KB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
...kocham kupować!,
...mam dzieci,
...minimalizm jest dla bogatych, bo dobra jakość bardzo dużo kosztuje,
...brakuje mi konsekwencji, wytrwałości i samozaparcia,
...za bardzo lubię zdobycze ze szmateksu,
...mam za dużo rzeczy, z którymi nie wiem, co zrobić,
...jestem zbyt leniwa i trudno mi zacząć,
...chcę mieć, bo nigdy nie wiadomo, kiedy się coś przyda, nie umiem oddawać lub wyrzucać,
...za bardzo kocham życie, żeby być minimalistką,
...mój mąż robi mi dużo prezentów i głupio mi to później wyrzucić,
...boję się, że to będzie nudne,
...za bardzo przywiązuję się do rzeczy,
...co pół roku się przeprowadzam, więc kupuję i wyrzucam – wszystko jest tymczasowe,
...jeśli pozbędę się kilku ubrań, to i tak coś dokupię, bo zawsze mi mało,
...nie wiem, skąd mam tyle rzeczy,
...mój mąż jest chomikiem,
...ja jestem chomikiem!
Jeśli choć część tych stwierdzeń pasuje do Ciebie, śmiało, przełóż stronę.Kartony
Kilkanaście kartonów. Dużych, w pełni załadowanych książkami, skryptami, dokumentami i segregatorami. Ich ciężar urywał ręce, a ja próbowałam odpędzić od siebie myśl, że muszę je znieść do samochodu, zapakować do bagażnika, wypakować, a potem wnieść do nowego mieszkania. A to był tylko ułamek mojego skromnego, jak mi się wtedy wydawało, dobytku.
Upraszczanie życia okazało się dla mnie długim, wieloletnim procesem, który zaczął się właśnie w tamtym momencie – gdy poczułam ciężar tych książek. Nie, nie ten metaforyczny, ale czysto fizyczny. Nagle zrozumiałam, że nie potrzebuję bagażu, że chcę przeżyć moje życie po swojemu, lekko. Wbrew schematom.
Przez wiele lat kształtowałam swoje życie w dużej nieświadomości. Skupiałam się na tym, co mam, ponieważ wydawało mi się, że to jedyna słuszna i możliwa droga. Kolekcjonowałam. Sukienki, książki, informacje. Nie zastanawiałam się, skąd u mnie potrzeba zdobywania i gromadzenia, w końcu wszyscy tak robią, prawda? Żyłam w świecie napędzanym czystą konsumpcją. Otaczał mnie nadmiar, ale długo nie byłam tego świadoma. Czy to coś złego? Można przecież przeżyć dobre życie, nie stawiając sobie trudnych pytań i unikając robienia wewnętrznych porządków. Upraszczanie i ograniczanie stanu posiadania to może być sposób na życie, ale nie musi. Jeśli nie czujesz potrzeby zmiany, jeśli dobrze Ci tam, gdzie jesteś teraz, to nie jest to książka dla Ciebie. Jeśli jednak konsumpcja budzi w Tobie negatywne emocje, gubisz się w nadmiarze przedmiotów, jesteś zirytowana, sfrustrowana oraz czujesz, że zmiany są nieodzowne (i szukasz na nie pomysłów), to ten tekst będzie odpowiedzią na Twoje potrzeby.
Nie byłoby tej książki, gdyby nie blog. Nie byłoby bloga, gdyby nie minimalizm.
Kiedyś, gdy byłam młodsza, nie znałam właściwie tego pojęcia. Moje podejście do posiadania było w dużej mierze intuicyjne, a część wzorców i przekonań wyniosłam z domu. Zawsze jednak byłam, delikatnie rzecz ujmując, oszczędną osobą. Mama śmiała się, że z kolonii przywoziłam do domu więcej pieniędzy, niż na nie zabierałam. Nigdy nie przepadałam za kupowaniem pamiątek, bibelotów czy innych drobiazgów.
Gdy wyjechałam na studia, po raz pierwszy zaczęłam świadomie gospodarować swoim, bardzo skromnym, budżetem. Miałam za co żyć. Nie było szczególnie dramatycznie, ale na szaleństwa nie było mnie stać. Jeśli za dużo wydałam na książki czy ksero, to cały tydzień musiałam być bardzo oszczędna. Jeszcze na studiach zaczęłam pracować, uniezależniłam się finansowo, a wraz z pracą w korporacji przyszło wynagrodzenie, coraz wyższe w miarę upływu czasu, zdobywania wykształcenia i doświadczenia. Potem razem z MM założyliśmy firmę. Wiązało się to oczywiście z wyższymi zarobkami, ale za to czasu było jakby coraz mniej. Był taki okres, kiedy pracowałam po jedenaście–dwanaście godzin dziennie, także w weekendy. Brak wolnego czasu doskonale rekompensowały pieniądze, a wraz z nimi kompulsywne zakupy. Często zastanawiałam się, co by tu jeszcze kupić, czego mi potrzeba, czego brakuje. Buszowanie po sklepach traktowałam jako odprężającą rozrywkę. Naprawdę ciężko pracowałam i tym faktem byłam w stanie usprawiedliwić każdy zakup. Do tego trzeba by dołożyć mój ówczesny sentyment do posiadanych przedmiotów (kochałam książki!). W efekcie mieszkanie zaczęło przypominać mały magazyn, pełen mniej lub bardziej potrzebnych rzeczy, a stwierdzenia: „Nie mam co na siebie włożyć” oraz „Nie mam czasu” stały się moją mantrą.
Nietrudno się domyślić, że przy takim trybie życia mój organizm zaczął się buntować. Nic poważnego, a jednak coś zaczęło się zmieniać w mojej świadomości. Postanowiłam oczyścić swoje otoczenie. Wspomniany księgozbiór został przerzedzony. Półki opustoszały. Przedmioty znikały – oddawane, sprzedawane i wyrzucane. Świadomie ograniczyłam zakupy. Ponownie się przeprowadziłam, tym razem do nowego, własnego już mieszkania. Towarzyszyła temu kolejna, naturalna selekcja przedmiotów. Chciałabym móc napisać, że przeżyłam oświecenie i w krótkim czasie pozbyłam się 70% swoich rzeczy, a teraz żyję z jedną parą skarpetek, miską i łyżką. Wiem, że brzmi to atrakcyjnie, ale nie jest prawdą. Wyrzuciłam, oddałam lub sprzedałam bardzo dużo przedmiotów, ale nie wiem, czy 50%, czy 25%. I szczerze mówiąc, jest to zupełnie nieistotne.
Nieoczekiwanie odczułam również potrzebę zmian w sferze zawodowej. Zminimalizowaniu uległ nie tylko mój stan posiadania, ale także ilość obowiązków, które na siebie brałam. Policzyłam, ile pieniędzy potrzebuję na życie, wiedziałam, że potrafię ograniczyć swoje potrzeby. Odeszłam z etatu i założyłam własną firmę. Zaczęłam więcej podróżować – podróże zawsze były dla mnie ważne. Właśnie w trakcie wyprawy na Kubę powstała idea bloga. Początkowo miał być platformą, na której umieszczę zdjęcia i wspomnienia z podróży, żeby nie musieć opowiadać o nich kilkanaście razy każdemu bliskiemu i znajomemu z osobna. Powstał z chęci uproszczenia sobie życia.
Po pewnym czasie odważyłam się na publikowanie innych, bardziej osobistych tekstów, w naturalny sposób pojawiła się również tematyka mojej drogi do minimalizmu. I tak, w dwa lata od rozpoczęcia blogowania, powstała ta książka.
Ten tekst jest osobisty. Nawet bardzo. Napisanie książki zawsze było moim marzeniem. Nigdy nie sądziłam, że będzie poświęcona właśnie tej tematyce, ale życie zaskakuje, nieprawdaż? Nie zamierzam udawać, że napisanie jej czyni ze mnie pisarkę. To książka stworzona przez blogerkę, z wszelkimi zaletami i wadami tej kombinacji. Powstała na podstawie moich doświadczeń, czasami zwykłych i może nawet nieco banalnych, jak to z reguły bywa w życiu. Znajdziesz tu również historie wspaniałych kobiet, Czytelniczek mojego bloga, które zgodziły się podzielić z Tobą swoimi opowieściami. Mam nadzieję, że całość okaże się dla Ciebie inspirująca.
Zauważ, proszę, że zwracam się do Ciebie w rodzaju żeńskim, ponieważ intuicja podpowiada mi, że do tej lektury zabiorą się głównie kobiety. Jeśli jednak czytasz mnie Ty, drogi mężczyzno, mam nadzieję, że wybaczysz mi i przejdziesz do porządku dziennego nad tymi wszystkimi żeńskimi końcówkami.
Moim partnerem (biznesowym i życiowym). Gdy powstał blog, początkowo mój partner nie chciał się na nim ujawniać. Wymyśliłam wtedy, że będę o nim pisać MM, co oznacza „mój mężczyzna”. Mam nadzieję, że mi wybaczysz, że przyzwyczajenie zostało.Rozdział 1
Świadomość
Minimalizm nie jest zbiorem gotowych reguł, ale małym ziarenkiem, które kiełkuje tylko w sprzyjających warunkach. Zasiewamy je, kiedy zaczynamy zadawać sobie pytania dotyczące szczęścia lub sensu istnienia – kwestionujemy wtedy to, czego społeczeństwo od nas wymaga i oczekuje, a jednocześnie spoglądamy w głąb siebie w poszukiwaniu własnego sposobu na życie. Nie jest to droga ani łatwa, ani prosta. Wymaga charakteru, ale też go kształtuje.
Aby móc w pełni odpowiedzieć sobie na pytania: Kim jestem? Czego chcę? Co jest dla mnie w życiu naprawdę ważne?, trzeba czasem odrzucić wiele zbędnego balastu, który nagromadził się przez lata – wyczyścić siebie tak samo, jak porządkuje się swoje otoczenie, odgruzowuje szafę. Znasz to uczucie, gdy po posprzątaniu szafki w kuchni oraz poustawianiu w niej równo talerzy i kubków sięgnięcie po filiżankę do porannej kawy staje się czystą przyjemnością? Dokładnie tak samo jest z naszym wnętrzem – należy najpierw doprowadzić je do ładu, żeby poczuć przyjemność płynącą ze świadomości własnego istnienia i własnych potrzeb. Wiem, że porównanie głowy do szafki na naczynia brzmi nieprzekonująco, ale to naprawdę tak działa. Pozostaje tylko zakasać rękawy, wziąć ścierkę, duży worek na śmieci i zacząć porządki.
Tylko człowiek świadomy będzie w stanie w pełni skorzystać z dobrodziejstw minimalizmu.
Nie sposób wkroczyć na ścieżkę zmian bez świadomości: świadomości powodu, dla którego szukamy innej drogi, świadomości siebie, ale też świadomości nadmiaru. Tylko człowiek świadomy będzie w stanie w pełni skorzystać z dobrodziejstw minimalizmu. Bez tego składnika wszystkie działania przyniosą jedynie chwilowy efekt. Być może posprzątasz swój dom, wyrzucisz z niego wszystkie niepotrzebne rzeczy i odczujesz dzięki temu ogromną ulgę. Ale ta zmiana będzie tylko powierzchowna – będzie dotyczyć ładu jedynie w świecie zewnętrznym. To może stanowić doskonały początek przygody z minimalizmem albo wyłącznie jej satysfakcjonujący koniec. Będę Cię jednak stale zachęcać do czegoś więcej – do przeprowadzenia porządków również w sferze duchowej – ponieważ z doświadczenia wiem, jak niesamowite daje to efekty.
Kiedy pracujemy nad ograniczeniem naszej chęci posiadania i pozbywamy się zgromadzonych przedmiotów, często skupiamy się wyłącznie na „technicznej” stronie całego przedsięwzięcia – metodach i narzędziach, które pozwolą osiągnąć zamierzone cele. Zupełnie zapominamy przy tym o odpowiedzi na proste pytanie: Dlaczego chcę ograniczyć swoje zasoby? Czy robimy to po to, żeby zyskać przestrzeń, oczyścić mieszkanie, a może mieć mniej do sprzątania lub przenoszenia w trakcie przeprowadzki? Zastanów się proszę, do czego jest Ci potrzebny ten cały minimalizm i związane z nim upraszczanie. Odpowiedź prawdopodobnie nie będzie oczywista i łatwa do sformułowania, ale jest niezwykle ważna. To ten powód będzie Twoją inspiracją w chwilach słabości lub zwątpienia. Na przykład wtedy, gdy będziesz musiała pożegnać się z jakąś rzeczą, do której masz szczególny sentyment.
Minimalizm nie jest i nigdy nie powinien się stać celem samym w sobie, ale jedynie narzędziem w drodze do celu. Jestem przekonana, że na przykład pomysł posiadania mniejszego mieszkania nie będzie wynikał z chęci ograniczenia przestrzeni życiowej. Zrodzi go raczej potrzeba redukcji kosztów utrzymania, większej kontroli nad finansami, uwolnienia się od długów czy możliwości swobodnego przemieszczania się, podróżowania i dysponowania swoim czasem.
Formułując swój cel, unikaj ogólników typu: „Chcę być szczęśliwa”, „Chcę lepiej żyć”, „Chcę mieć czystsze mieszkanie”. Przy takich założeniach możesz przegapić moment, w którym ów cel faktycznie osiągniesz. Spraw, by był on jak najbardziej konkretny, możliwy do zmierzenia i spełnienia. Nie uzależniaj stopnia jego realizacji od kogoś innego. Do celu i świadomego jego wyboru będę jeszcze niejednokrotnie wracać – warto więc, byś go sprecyzowała. Ostatnią, nie mniej ważną kwestią jest wyznaczenie sobie daty realizacji obranego postanowienia. Jeśli czujesz taką potrzebę, możesz wpisać swój cel i termin jego wykonania poniżej:
------------------------------------------------------------------------
Mój cel:
------------------------------------------------------------------------
Data realizacji:
Minimalizm nie jest i nigdy nie powinien się stać celem samym w sobie, ale jedynie narzędziem w drodze do celu.
Minimalizm to narzędzie
Świadomość w życiu budujemy w kilku obszarach. Może to być świadomość własnej wartości i wypływających z niej potrzeb, świadomość wyboru ścieżki życiowej, powołania i celu, do którego chcemy dążyć (Japończycy określają to słowem ikigai), oraz świadomość nadmiaru, bez której nie sięgnęłabyś po tę książkę. Jeśli chcemy wieść proste, mądre i harmonijne życie, musimy zrozumieć, które wartości są dla nas ważne, bowiem to one prowadzą nas przez życie i z nich wypływa wszystko inne. Czasami trzeba zacząć kopać, żeby się do nich dostać.
Wyobraź sobie, że Twoje życie jest jak walizka (lub plecak, jak kto woli). Od najmłodszych lat wkładasz do niej wszystko, czego się dowiadujesz o świecie, co jest ważne dla Ciebie i Twoich bliskich, wszystkie doświadczenia, obserwacje, nabywane umiejętności, oczekiwania i potrzeby – nomen omen nazywamy to bagażem doświadczeń. Wyobraziłaś to sobie? Na pewno jest to tylko jedna walizka? Gdy parę lat temu wykonałam to proste ćwiczenie, jego wynik trochę mnie przeraził. Stos moich bagaży sięgnąłby sufitu. Uświadomiłam sobie, że dźwigam na co dzień ogromny ciężar – własnych i cudzych oczekiwań, doświadczeń i niezrealizowanych ambicji, a także niektórych moich przekonań. Choć tak dużo wiedziałam, umiałam, tyle przeżyłam i dokonałam, wcale nie czułam się z tego powodu dobrze. Wręcz przeciwnie, miałam wrażenie, jakby ciężar tych walizek przyciskał mnie do ziemi. Jak powietrza potrzebowałam wolności, swobody i przestrzeni. Postanowiłam wtedy, że uporządkuję moje bagaże. Było to przyjemne i uskrzydlające doświadczenie, ale wymagało też wiele trudu. Nieraz potrzebowałam cudzej pomocy, żeby uporać się z tym wszystkim, co zalegało na dnie walizek. Dzisiaj, z perspektywy czasu, mogę w pełni świadomie napisać – było warto.
Bardzo często zdarza się tak, że pod naporem trendów, popularnych idei lub kierunków zapominamy o sobie i o swoich priorytetach. Z tego powodu nigdy nie traktowałam minimalizmu jako filozofii życia. Minimalizm jest narzędziem. Tak jak inne rzeczy tego typu bardzo często jest pożyteczny, jednak nieprawidłowo użyty wyrządza szkody. Śrubokrętem skutecznie wkręcimy śrubę, ale możemy również wykłuć nim sobie oko, nieprawdaż? Ani minimalizm, ani żadne inne narzędzie nie spełni swojej funkcji, jeśli nie będziemy wiedzieć, po co go używamy i co tak naprawdę chcemy za jego pomocą osiągnąć.
Z pewnym dystansem obserwuję od dawna mnogość trendów, które pojawiają się w mediach i w prasie, a także na blogach. Poszukiwanie szczęścia, minimalizm, esencjalizm, bycie fit, bieganie, weganizm lub nawet zwykły konsumpcjonizm. Żyjemy w czasach, które – jak nigdy wcześniej – oferują nieskończenie wiele możliwości. Zachłystujemy się nimi po kolei, często bez głębszej refleksji. Szukamy, ale chyba nie do końca wiemy, co jest celem tych poszukiwań, a to prowadzi do głębokiej frustracji. Przypomina mi się w tym kontekście wyświechtana już metafora o drabinie – wspinamy się po niej, nie upewniwszy się, czy jest oparta o właściwą ścianę. To truizm, ale jakże prawdziwy.
Charles Bukowski napisał: „Wszędzie panuje chaos. Ludzie po prostu rzucają się na wszystko w zasięgu ręki: komunizm, zdrową żywność, zen, surfing, balet, hipnozę, terapię grupową, orgie, rowery, zioła, katolicyzm, podnoszenie ciężarów, podróże, ucieczkę od rzeczywistości, wegetarianizm, Indie, malarstwo, rzeźbę, pisanie, komponowanie, dyrygenturę, wyprawy z plecakiem, jogę, kopulację, hazard, alkoholizm, wędrówki bez celu, mrożony jogurt, Beethovena, Bacha, Buddę, Chrystusa, samobójstwo, szyte na miarę garnitury, podróże odrzutowcem do Nowego Jorku, dokądkolwiek... Te fascynacje zmieniają się nieustannie, mijają, ulatują bez śladu. Ludzie po prostu muszą znaleźć sobie jakieś zajęcia w oczekiwaniu na śmierć”.
W poszukiwaniu ikigai
„Cel w życiu”, „powołanie” – to wielkie słowa, które przytłaczają swoim ogromem. Jedna z japońskich wysp, Okinawa, słynie z najwyższego na świecie odsetka stulatków. Z tego powodu bywa nawet nazywana ojczyzną długowieczności. Dlaczego tylu żyjących tam ludzi osiąga tak sędziwy wiek? By to wyjaśnić, prowadzono wiele badań – szukano przyczyn w diecie, otoczeniu i tym podobnych.
Minimalizm pozwolił mi na odkrywanie – tego, co ważne i potrzebne, ale też tego, co zepsute i zbędne.
Mnie zafascynował jeden z prawdopodobnych powodów, czy też warunków, długowieczności, który nie ma nic wspólnego z biologią jako taką, a pozostaje raczej w sferze ludzkiej psychiki. Otóż okinawczycy bardzo poważnie traktują swoją rolę w społeczeństwie. To japońska tradycja stworzyła pojęcie ikigai – powodu, dla którego wstaje się każdego ranka. To jest właśnie cel w życiu, powołanie. Kostarykańczycy (również słynący z długowieczności) nazywają to plan de la vida, planem na życie. Jaki jest Twój plan na życie? Zastanawiałaś się kiedykolwiek, kim jesteś, jakim człowiekiem chcesz być i co jest dla Ciebie najważniejsze?
Minimalizm pozwolił mi na odkrywanie – tego, co ważne i potrzebne, ale też tego, co zepsute i zbędne. Pamiętasz metaforę z walizkami? Nie szukam już magicznego przedmiotu, który dołożony do walizki sprawi, że jej zawartość w czarodziejski sposób ze sobą „zagra”. Raczej minimalizuję obciążenie, wyrzucam wszystkie nieprzydatne i znoszone rzeczy, a zostawiam wyłącznie te istotne. Zaryzykuję stwierdzenie, że samo dokładanie przedmiotów – choćby były bardzo wartościowe – nie pomoże bez uprzedniego pozbycia się tego, co niepotrzebne, brzydkie i zepsute. To tak jakby chcieć zamaskować brzydki zapach w kuchni bez wyrzucania śmieci.
Obciążenia i ograniczenia
„Ograniczenie” i „wyrzeczenie” – te słowa wzbudzają negatywne skojarzenia, ale dla mnie w ciągu ostatnich lat nabrały blasku i zaczęły oznaczać zupełnie co innego. Mądre stawianie sobie granic jest dobre. Wyrzeczenie się zbędnego balastu i pozbycie się zalegających śmieci oczyszcza.
Z doświadczenia (swojego, ale nie tylko) wiem, że najbardziej obciążają nas pewne wyobrażenia, które, czy tego chcemy, czy nie, kolekcjonujemy pieczołowicie przez całe życie. Opowiem Wam anegdotę, banalny przykład z mojego życia. Otóż moje palce u stóp są bardzo długie, a drugi palec stanowczo góruje nad pozostałymi. Od kiedy pamiętam, moja rodzina bardzo zwracała na to uwagę, a babcia żartowała sobie, że wystający palec oznacza staropanieństwo. Oczywiście bez żadnych złych intencji, ot, zwykły żart. I wiecie co? O ile nigdy szczególnie nie obawiałam się, że zostanę starą panną, o tyle wyrobiłam sobie przekonanie, że ten długi palec to pewnego rodzaju skaza, że jest brzydki i nie powinnam pokazywać odkrytych stóp lub nosić butów z wycięciem z przodu, które uwidaczniałyby ten drobny feler. Niesamowite, prawda? W zeszłym roku, w wieku trzydziestu trzech lat, po raz pierwszy kupiłam sobie letnie sandały na wysokim obcasie odsłaniające palce.
Mechanizm tej zmiany jest prosty: odkryłam swoje błędne przekonanie, przyjrzałam się mu dokładnie i podobnie jak w wypadku starej, znoszonej sukienki postanowiłam je wyrzucić. Psycholog i mówca Jacek Walkiewicz pisze: „Zmień swoje przekonania na bardziej dopasowane do Ciebie. Wyrzuć te, w których nie jest Ci ani dobrze, ani wygodnie. To znoszone szmaty i nic ich nie odświeży. Zasługujesz na to, co nowe, lekkie, świeże i w czym Ci do twarzy”.
Minimalizm nie jest modą, chwilowym kaprysem zmęczonego bogactwem dzieciaka. Jest to wybór oparty na wyznawanych wartościach.
Naturalnie nie ze wszystkimi wyobrażeniami można się tak łatwo uporać. Nie wiedziałam o tym, dopóki nie doświadczyłam tego na własnej skórze. Zapewne nigdy nie pozbędziesz się schematów myślowych, które są w Tobie mocno zakorzenione, ale nie oznacza to, że jesteś na straconej pozycji. Moc przekonań można skutecznie osłabić, ale trzeba mieć ich świadomość, choćby po to, by je zrozumieć oraz zaakceptować istniejące w nas ograniczenia.
Jeśli postanowisz wypróbować w swoim życiu idee minimalizmu, chciałabym bardzo, żeby była to świadoma decyzja. Im głębiej sięgniesz, tym bardziej skorzystasz. Dla mnie minimalizm nie jest modą, chwilowym kaprysem zmęczonego bogactwem dzieciaka. Jest to wybór, który oparłam na wyznawanych przez siebie wartościach. Stanowi on dla mnie narzędzie, które pomaga mi żyć w zgodzie z tymi wartościami i z moim wewnętrznym kompasem. Postanowiłam, że moje życie nie będzie bazować na tym, co mam, ale wyłącznie na tym, kim jestem. Chcę mieć możliwość wyboru tych rzeczy i doświadczeń, które będą mnie kształtować w sposób, w jaki sobie tego życzę. To siła sprawczości, a nie biernego oczekiwania na przyszłe wydarzenia. Z minimalizmem u boku jest mi dużo łatwiej, ponieważ nie muszę już zawracać sobie głowy tym, co niepotrzebne. Mogę skupić się na rzeczach dla mnie najważniejszych.
Nie mogę być minimalistą, bo...
_Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej_
Charles Bukowski, Kobiety, przeł. Lesław Ludwig, Oficyna Literacka Noir Sur Blanc, Warszawa 2010.
Jacek Walkiewicz, Pełna moc możliwości, Wydawnictwo Helion, Gliwice 2014.