Facebook - konwersja
Chicago Bulls. Krew na rogach - Ebook (Książka EPUB) do pobrania w formacie EPUB
Pobierz fragment

Chicago Bulls. Krew na rogach - ebook

Format ebooka:
EPUB
Format EPUB
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najpopularniejszych formatów e-booków na świecie. Niezwykle wygodny i przyjazny czytelnikom - w przeciwieństwie do formatu PDF umożliwia skalowanie czcionki, dzięki czemu możliwe jest dopasowanie jej wielkości do kroju i rozmiarów ekranu. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
, MOBI
Format MOBI
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najczęściej wybieranych formatów wśród czytelników e-booków. Możesz go odczytać na czytniku Kindle oraz na smartfonach i tabletach po zainstalowaniu specjalnej aplikacji. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
(2w1)
Multiformat
E-booki sprzedawane w księgarni Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu - kupujesz treść, nie format. Po dodaniu e-booka do koszyka i dokonaniu płatności, e-book pojawi się na Twoim koncie w Mojej Bibliotece we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu przy okładce. Uwaga: audiobooki nie są objęte opcją multiformatu.
czytaj
na tablecie
Aby odczytywać e-booki na swoim tablecie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. Bluefire dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na czytniku
Czytanie na e-czytniku z ekranem e-ink jest bardzo wygodne i nie męczy wzroku. Pliki przystosowane do odczytywania na czytnikach to przede wszystkim EPUB (ten format możesz odczytać m.in. na czytnikach PocketBook) i MOBI (ten fromat możesz odczytać m.in. na czytnikach Kindle).
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na smartfonie
Aby odczytywać e-booki na swoim smartfonie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. iBooks dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Wydawnictwo:
Tłumacz:
ISBN:
978-83-8210-043-3
Język:
Polski
Data wydania:
29 lipca 2020
Rozmiar pliku:
2,7 MB
Zabezpieczenie:
Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
PROMOCJA
25,00
49,99
Cena w punktach Virtualo:
2500 pkt.
Promocja będzie trwać jeszcze tylko przez

Chicago Bulls. Krew na rogach - opis ebooka

Od wiecznie przynoszącego straty zespołu, który planowano nawet przenieść do innego miasta, po niepodzielnego dominatora ligi. Chicago Bulls w ciągu kilku lat zaliczyło niesamowitą metamorfozę, a jej centralną postacią był Michael Jordan.

Sezon 1997/1998 przyniósł „Bykom” szósty tytuł mistrzowski. Naszpikowana gwiazdami ekipa, na czele z Michaelem Jordanem po raz kolejny potwierdziła swój niesamowity status. Droga po ten tytuł była jednak trudna i wyboista. Zespół jątrzyły wewnętrzne podziały, a sama ekipa znalazła się na krawędzi upadku.

Dlaczego do tego doszło?

Roland Lazenby dzięki dziesiątkom osobistych rozmów z członkami ówczesnej ekipy Chicago Bulls stara się znaleźć odpowiedź na to pytanie. Czy winna była batalia o przejęcie kontroli nad drużyną? A może różnice charakteru liderów, które od drobnych rys na nieskazitelnym obrazie klubu przerodziły się w pęknięcia, doprowadzające do rozpadu? Powstała ponad dwie dekady temu książka, zaktualizowana przez autora specjalnie na potrzeby polskiego wydania daje kompleksowy obraz tego, co działo się wewnątrz grupy.

Wyruszcie w podróż w przeszłość. Raz jeszcze zatopcie się w kapitalnej grze Jordana, Scottiego Pippena i Dennissa Rodmana. Wspomnijcie lata wielkości Chicago Bulls i emocje z nimi związane. A przy okazji – sami poszukajcie odpowiedzi.

FRAGMENT KSIĄŻKI

Słowo od wydawcy

Pierwsze wydanie niniejszej książki ukazało się ponad dwadzieścia lat temu. Stanowi wierny zapis epoki, w której powstała, szczerą relację z pierwszej ręki, dokładny zapis tego, co Bullsi myśleli i robili w latach dziewięćdziesiątych. Udało nam się wraz z autorem oprzeć pokusie, by przepisywać lub zmieniać oryginał, wygładzać lub polerować go z dzisiejszej perspektywy, gdy wszyscy jesteśmy starsi i mądrzejsi. Dodaliśmy za to nowy materiał, próbując mniej więcej dopowiedzieć historię bohaterów do dzisiaj i zawrzeć najnowsze wydarzenia, jak również dać niektórym nieżyjącym już osobom szansę na odpowiedź na serial Ostatni taniec. Zainteresowanych Czytelników odsyłamy do posłowia na końcu tej książki.Przedmowa Pokój z widokiem

Dedykuję tę książkę mojemu ojcu, Williamowi Lowry’emu „Skoczkowi” Lazenby’emu, chłopakowi z Wirginii Zachodniej, obdarzonemu umiejętnością oddawania płynnego rzutu oburącz. Był mistrzem zwodów, nie tylko tak zwanych pompek i balansu. Robił zmyłki wszystkimi częściami ciała – twarzą, oczami, łukowatymi brwiami, czymkolwiek, co mogło pójść w jedną stronę, podczas gdy on szedł w drugą. Zdobył przydomek „Skoczek” właśnie dzięki koszykówce – ale nie dlatego, że grał w nią tak dobrze, choć radził sobie przecież całkiem nieźle – ale dlatego, że jego starszy brat, Clyde, był naprawdę świetny. Clyde reprezentował stan Wirginia Zachodnia i jeszcze w latach 20. dostał jedno z pierwszych stypendiów koszykarskich na Virginia Tech. Ale jak wieść niesie, Clyde się zakochał i po jakimś roku rzucił uczelnię. Ożenił się, ale został po nim pseudonim „Skoczek”. Chyba na dobre, bo kiedy tylko w koszykarskiej drużynie w Beaver High w Bluefield w Wirginii Zachodniej pojawiał się jakiś Lazenby, to też dostawał ksywkę „Skoczek”. W sumie było trzech „Skoczków” Lazenbych, co w latach, kiedy jeszcze grali, bywało mylące.

W przeciwieństwie do mnie mój starszy brat Hampton też był całkiem niezłym koszykarzem. Ale brak umiejętności nie przeszkodził mi w grze z pasją w kosza przez całe życie. Mam teraz 45 lat, bolą mnie kolana i pięty, a mimo to wciąż jeszcze gram trzy czy cztery razy w tygodniu. Często się zastanawiam, po co się tak od tylu lat zadręczam. Zazwyczaj odpowiadam sobie na to pytanie następująco: skoro już o koszykówce piszę, to powinienem przynajmniej regularnie w nią grywać. Ale w głębi duszy wiem, że mam poważniejsze powody: koszykówka sprawia, że mogę być bliżej ojca, który umarł w 1981 roku.

Kiedy więc Phil Jackson mówi o duchowej stronie gry w koszykówkę, dobrze wiem, co ma na myśli.

Wspominam o tym, żebyście zrozumieli mój związek emocjonalny z Bykami. Na całym świecie są miliony kibiców, którzy z jakiejś przyczyny zbudowali więź ze swoją drużyną. Ja mam taki oto powód: Chicago Bulls to wyjątkowa drużyna, zbudowana z wyjątkowych strażników koszykówki, z Michaelem Jordanem na czele. A szefem wszystkich strażników jest 76-letni asystent trenera Tex Winter, który całe swoje życie zawodowe spędził na rozwijaniu czegoś, co nazywa „ofensywą trójkątów”. To model gry, który Winter poznał, kiedy grał u trenera Sama Barry’ego na Uniwersytecie Południowej Kalifornii. Ofensywa trójkątów okazała się dla wszystkich koszykarzy NBA, którzy próbowali opanować ten sposób gry, niezwykle frustrująca i skomplikowana. Ale kiedy już poznali jej tajniki, to rzeczy, które początkowo wydawały się trudne, sprawiły, że grało im się niesamowicie łatwo. To ofensywa w starym stylu, zbudowana na koncepcji ciągłego przekazywania sobie piłki – lepsi zawodnicy musieli dzielić się piłką z gorszymi. W skrócie oznaczało to tyle, że ludzie tacy jak Michael Jordan musieli nauczyć się ufać komuś takiemu jak Dickey Simpkins. To istota gry zespołowej. Trójkąty, przynajmniej takie, jakich uczył zawodników Tex Winter, wymagają też od wszystkich nauki schematów defensywnych i umiejętności ścinania do środka, by na parkiecie pojawiały się wolne przestrzenie. Efektem jest ciągły ruch graczy, a kiedy Bulls rozgrywali trójkąty, to ów ruch okazywał się oszałamiający.

Wyraźnie kontrastowało to ze stylem większości pozostałych 28 drużyn w NBA, które zgodnie z panującą modą rozgrywały te swoje straszliwe izolacje, kiedy to jeden zawodnik przepychał się pod koszem, podczas gdy czwórka jego kolegów z drużyny stała na obwodzie, czekając, aż kryjący obrońca ruszy do podwojenia, w efekcie czego ktoś mógł w końcu oddać piłkę.

Mój przyjaciel Billy Packer, dziennikarz CBS, był w 1998 roku na meczu play-offów, w którym rywalizowały Charlotte Hornets i Atlanta Hawks. Był tak zniesmaczony i znudzony, że w trzeciej kwarcie nie wytrzymał, wstał i wyszedł z hali.

Powróćmy do Texa Wintera i jego roli strażnika. Tex wie, że przeszłość koszykówki jest jednocześnie jej przyszłością. Wygląda na to, że niewiele osób w NBA potrafiło przerwać liczenie pieniędzy na wystarczająco długo, żeby w ogóle zacząć o tym myśleć. Phoenix Suns próbowali zaadaptować ofensywę trójkątów w październiku i listopadzie 1996 roku. Przegrali 12 pierwszych meczów sezonu i się poddali. „Nie jestem pewien, czy w ogóle graliśmy trójkątami – żartował rezerwowy center Bulls, Joe Kleine, który grał w tamtej ekipie Suns. – Może to był kwadrat”.

Do śmiechu nie było dawnemu asystentowi trenera w Bulls, Jimowi Cleamonsowi, który został trenerem Dallas Mavericks i próbował wdrożyć tam atak trójkątów, ale spotkał się ze sprzeciwem zawodników. Nauka gry we właściwy sposób tym systemem wymaga czasu, którego współcześni młodzi milionerzy chyba nie posiadają.

Jest też wiele dowodów na to, że w 1990 i 1991 roku Bulls mieli sporo problemów z adaptacją do tego schematu rozgrywania akcji w ofensywie. Ale Winter lubi podkreślać, że niezłomny upór Jacksona we wprowadzeniu trójkątów wyznaczał początki jego wielkości w roli trenera. Były to też początki świetności Byków.

W początkowych latach historii koszykówki starzy zawodowcy mieli pewne określenie na grę polegającą na podaniach na obwód spod kosza; mówili, że „piłka zaczyna wtedy śpiewać”.

We wcześniejszej dekadzie same Byki oczywiście też stosowały mnóstwo tego typu zagrań. I dzięki geniuszowi Jordana w ataku i reprezentującemu starą szkołę podejściu Wintera uwielbiały ich miliony kibiców. Co więcej, Bulls totalnie miażdżyli swoich rywali. Z przyjemnością patrzyło się na to, jak rozbijali kolejne drużyny rozgrywające w ataku te swoje leniwe izolacje. Nie mogłem pojąć, dlaczego do tych zespołów wciąż nie dociera, że wielkość Byków bierze się z poświęcenia Michaela Jordana i Scottiego Pippena, żeby grać w koszykówkę tak, jak powinno się grać.

Wiosną 1998 roku Winter został raz jeszcze nominowany do Koszykarskiej Galerii Sławy imienia Jamesa Naismitha, po tym, jak w poprzednich latach kilkakrotnie go pomijano. Gdyby i tym razem nie został do niej wybrany, to może w Galerii powinna znaleźć się jakaś dobra dusza, która zamknęłaby budynek na klucz, po czym go wyrzuciła.

I tu dochodzimy do powodów, dla których napisałem tę książkę. W drodze po swój szósty tytuł mistrzów NBA Bulls rozpoczęli walkę o władzę i znaleźli się na krawędzi rozpadu. To była fatalna sytuacja, bo groziła zakończeniem kariery przez dwóch najwspanialszych strażników gry w koszykówkę, Jordana i Wintera, a co za tym idzie – była niebezpieczna dla całej koszykówki.

Chciałem wiedzieć, dlaczego do tego doszło.

I ta książka próbuje odpowiedzieć na to pytanie.

W czasach kiedy Chuck Daly musiał zmagać się z Detroit Pistons i ich koszmarnymi ego, zwykł mawiać: „Koszykówka jest prosta, to ludzie są skomplikowani”. Tak przy okazji: Pistons zdobyli dwa tytuły mistrzowskie, ale po drodze doprowadzili do totalnego wypalenia relacji w drużynie. To, że wielcy ludzie, którzy zbudowali Bulls, potrafili sięgnąć po sześć tytułów mistrzowskich i utrzymać najwyższy poziom gry pomimo tak ogromnego ciężaru, jest świadectwem ich wielkości.

Krótko mówiąc: co popychało Byki niemalże do rozbicia drużyny?

Nie ma na to jednej prostej odpowiedzi, ale gdybym musiał takiej udzielić, to powiedziałbym: niepewność generalnego menedżera Jerry’ego Krause’a.

Ale z drugiej strony – gdybym miał odpowiedzieć na pytanie, co sprawiło, że udało się uczynić z Bulls sześciokrotnych mistrzów NBA, to zaraz za słowami „Michael Jordan i Scottie Pippen” znalazłoby się sformułowanie „niepewność Jerry’ego Krause’a”.

Tak naprawdę to wszyscy są po trosze odpowiedzialni za rozpad Bulls. Jerry Krause. Phil Jackson. Scottie Pippen. Michael Jordan. Jerry Reinsdorf. Tex Winter. Podobnie jak to dzięki nim drużyna przeżyła wszystkie te słodkie, niesłychane chwile triumfu.

Taka opinia nie spodoba się Michaelowi Jordanowi i Scottiemu Pippenowi, którzy nienawidzą Krause’a. I jest mi naprawdę przykro, że mówię coś, co może nie spodobać się Jordanowi albo Pippenowi, bo obaj stanowią wielkie serce wspaniałej drużyny koszykarskiej. Ale taka jest prawda.

Dlaczego nienawidzili Krause’a?

Pippen dlatego, że generalny menedżer próbował sprzedać go do innego klubu, co gwiazdor uważał za przejaw totalnego braku szacunku.

Jordan też nienawidził Krause’a za to, że ten próbował sprzedać Pippena, i za to, że nie dogadywał się z Jacksonem. Te dwie rzeczy utrudniały drużynie rywalizację, a Jordan nie akceptował niczego, co mogło przeszkodzić w osiągnięciu sukcesu.

Dlatego też kiedy w 1998 roku sezon dobiegł końca, kibice Bulls musieli zmierzyć się z perspektywą rozpadu drużyny. Był to efekt walki o kontrolę nad drużyną pomiędzy Krause’em a dwiema supergwiazdami drużyny – z Jacksonem, Winterem i Reinsdorfem tkwiącymi pośrodku, próbującymi jakoś to wszystko poukładać i iść do przodu. Czy czegoś w tym rodzaju.

A to sprawia, że mogę powrócić do rzutu mojego ojca. Pod koniec lat 30. i w latach 40. grywał w półprofesjonalnych ligach w południowej części Wirginii Zachodniej. Ponieważ urodziłem się dość późno, nie miałem nigdy okazji zobaczyć go w akcji. Ale słyszałem opowieści o tym, jak składał się do tego rzutu, czasem nawet w sytuacji, kiedy jego kolega z drużyny czekał niekryty pod koszem. Słyszałem, że mój ojciec grał kiedyś przeciwko Original Celtics, objazdowej drużynie zawodowej z tamtych czasów, i że był przeszczęśliwy, kiedy gwiazdor Celtics Davey Banks usiadł na trybunach. Oddał rzut z połowy boiska i trafił za pierwszym razem. Nie mam pojęcia, czy te historie są prawdziwe, ale wierzę, że tak, bo zdarzało mi się rzucać z ojcem. W 1946 roku, zanim się urodziłem, bardzo się poparzył i mógł już grać tylko w h-o-r-s-e i jeden na jednego. Na podjeździe mieliśmy betonowe boisko, ale tata wolał oddawać rzuty spod wielkiego wiązu, który rósł na podwórku, w odległości blisko trzydziestu metrów od kosza. Robił zwód, po czym wyskakiwał w powietrze, otwierał szeroko oczy i oddawał ten swój charakterystyczny rzut oburącz, a kiedy piłka wpadała do kosza, wydawał z siebie okrzyk radości – była to chyba jego wersja trash-talkingu.

To on nauczył mnie, że życie, podobnie jak dobra rozgrywka w h-o-r-s-e, wymaga odpowiednio dużej przestrzeni. Któregoś dnia rozmawiałem o walce o wpływy w Bulls z Philem Jacksonem – powiedział wtedy coś, co przypomniało mi o moim ojcu. Jackson mówił o tym, jak Krause próbował zawsze kontrolować Pippena i Jordana. „Chodzi o kontrolę – tłumaczył. – Wszyscy chcą mieć kontrolę. Dla mnie poczucie kontroli jest oczywiście ważne, ale równie ważne jest dawanie wystarczającej przestrzeni. Jeśli przestrzeń jest większa, to ludzie nie będą się bez przerwy obijać o ściany”.

A wygląda na to, że z im większymi osobowościami mamy do czynienia, tym większą powinno dawać się im przestrzeń.

Wtedy przyszedł mi do głowy naiwny pomysł: a gdyby tak zebrać wszystkie uwikłane w to osoby w pokoju, żeby sobie to przedyskutowały? Wszyscy oni robili przecież rzeczy, które mogły rozzłościć albo zranić innych. Każdy przecierpiał swoje. Dlaczego nie spróbować o tym pogadać? Któregoś dnia zapytałem więc o to Jordana.

Spojrzał tylko na mnie pytająco.

– Bez bijatyki? – zapytał. – Nie ma mowy.

– Może w izolatce? – zaproponowałem. – Dlaczego niby nie może to być takie proste? Po prostu pogadajcie.

– Może i udałoby ci się zamknąć naszą piątkę razem w pokoju – odpowiedział Michael – może nawet wykrzyczelibyśmy te swoje bóle i pretensje, ale przecież to wszystko jest już za nami. Musieliśmy to zrobić, żeby odnieść sukces. I wiesz co? – dodał. – Jeśli chodzi o mnie, to ja już sobie z bólem poradziłem. I potrafiłem wykonywać swoją robotę uczciwie, z determinacją i zaangażowaniem.

Sugerował, że Krause nie potrafił dać sobie rady ze swoim bólem i pozwalał, żeby jego osobiste urazy stawały na przeszkodzie w drodze do zwycięstwa. A dla Jordana był to najgorszy grzech.

– Musisz odłożyć na bok cały swój ból i wszystkie cierpienia. Musisz się skupiać na tym, co masz do zrobienia – mówił Jordan. – Jeśli będziesz siedział i rozpamiętywał żale, to tak będzie wyglądała cała twoja kariera… Gdybym tego nie olał, to nie byłbym w stanie grać na sto procent albo skupiałbym się na zemście. Ale ja szedłem do przodu i skupiałem się na zwycięstwie.

Było jasne, że nie ma takiej przestrzeni, w której panowie mogli usiąść i przegadać wzajemne pretensje.

Niech zatem ta książka będzie próbą stworzenia gorszej wersji takiego pokoju zwierzeń. Próbą wyłożenia wszystkich kart na stół. W pokoju z widokiem.

Dla Byków.

Dla ich kibiców.

Dla mojego staruszka.

Roland Lazenby
15 czerwca 1998
mniej..

BESTSELLERY