Facebook - konwersja
Czteroksiąg - Ebook (Książka EPUB) do pobrania w formacie EPUB
Pobierz fragment

Czteroksiąg - ebook

Format ebooka:
EPUB
Format EPUB
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najpopularniejszych formatów e-booków na świecie. Niezwykle wygodny i przyjazny czytelnikom - w przeciwieństwie do formatu PDF umożliwia skalowanie czcionki, dzięki czemu możliwe jest dopasowanie jej wielkości do kroju i rozmiarów ekranu. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
, MOBI
Format MOBI
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najczęściej wybieranych formatów wśród czytelników e-booków. Możesz go odczytać na czytniku Kindle oraz na smartfonach i tabletach po zainstalowaniu specjalnej aplikacji. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
(2w1)
Multiformat
E-booki sprzedawane w księgarni Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu - kupujesz treść, nie format. Po dodaniu e-booka do koszyka i dokonaniu płatności, e-book pojawi się na Twoim koncie w Mojej Bibliotece we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu przy okładce. Uwaga: audiobooki nie są objęte opcją multiformatu.
czytaj
na tablecie
Aby odczytywać e-booki na swoim tablecie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. Bluefire dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na czytniku
Czytanie na e-czytniku z ekranem e-ink jest bardzo wygodne i nie męczy wzroku. Pliki przystosowane do odczytywania na czytnikach to przede wszystkim EPUB (ten format możesz odczytać m.in. na czytnikach PocketBook) i MOBI (ten fromat możesz odczytać m.in. na czytnikach Kindle).
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na smartfonie
Aby odczytywać e-booki na swoim smartfonie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. iBooks dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Tłumacz:
ISBN:
978-83-8196-070-0
Język:
Polski
Rok wydania:
2020
Rozmiar pliku:
4,8 MB
Zabezpieczenie:
Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
40,00
Cena w punktach Virtualo:
4000 pkt.

Czteroksiąg - opis ebooka

Trzecia po Śnie wioski Ding oraz Kronikach Eksplozji dostępna w polskim tłumaczeniu książka Yan Lianke - jednego z najbardziej utalentowanych i najbardziej cenzurowanych współczesnych autorów chińskich. Tym razem punktem wyjścia złożonej, trzy-, a nawet czterogłosowej narracji jest okres Wielkiego Skoku Naprzód oraz obóz reedukacji przez pracę, w którym intelektualiści, „winni” nieprawomyślności są poddawani skomplikowanej (a może wręcz przeciwnie?) grze nagród i kar, szantażu i gróźb przez rządzącego obozem tyrana - Dziecko. Czteroksiąg to książka, w której kunszt pisarski Yan Lianke ujawnia się w całej zaskakującej pełni. Cztery przeplatające się fikcyjne rękopisy, to cztery punkty widzenia i cztery wybory literackie, składające się na opowieść o zniewoleniu, buncie, żądzy panowania nad człowiekiem i całą rzeczywistością oraz niemożliwym, które można zrozumieć dopiero sięgając po język mitorealizmu.

 

Spis treści

ROZDZIAŁ I. NIEBIAŃSKIE DZIECKO

ROZDZIAŁ II. PRADAWNE RZECZYSKO, KSIĘGA ZŁOCZYŃCÓW

ROZDZIAŁ III. NIEBIAŃSKIE DZIECKO, PRADAWNE RZECZYSKO

ROZDZIAŁ IV. KSIĘGA ZŁOCZYŃCÓW

ROZDZIAŁ V. PRADAWNE RZECZYSKO, KSIĘGA ZŁOCZYŃCÓW, NIEBIAŃSKIE DZIECKO

ROZDZIAŁ VI. KSIĘGA ZŁOCZYŃCÓW

ROZDZIAŁ VII. PRADAWNE RZECZYSKO, NIEBIAŃSKIE DZIECKO

ROZDZIAŁ VIII. PRADAWNE RZECZYSKO, NIEBIAŃSKIE DZIECKO, KSIĘGA ZŁOCZYŃCÓW

ROZDZIAŁ IX. NIEBIAŃSKIE DZIECKO, PRADAWNE RZECZYSKO

ROZDZIAŁ X. NIEBIAŃSKIE DZIECKO

ROZDZIAŁ XI. NIEBIAŃSKIE DZIECKO, PRADAWNE RZECZYSKO

ROZDZIAŁ XII. PRADAWNE RZECZYSKO

ROZDZIAŁ XIII. NIEBIAŃSKIE DZIECKO, PRADAWNE RZECZYSKO

ROZDZIAŁ XIV. PRADAWNE RZECZYSKO

ROZDZIAŁ XV. NIEBIAŃSKIE DZIECKO

ROZDZIAŁ XVI. RĘKOPIS

Przypisy

 

FRAGMENT KSIĄŻKI

ROZDZIAŁ I

Niebiańskie Dziecko

1. Niebiańskie Dziecko, s. 13–16

Powróciły ziemia i droga.

Minęła jesień, opustoszały rozległe pola, a ludzie byli mali i nieznaczący. Czarna gwiazda stopniowo urosła. Budynki Strefy Reedukacji rozdzieliły niebo i ziemię. I zamieszkali w nich ludzie. I stało się tak. Ziemia i droga powróciły. Złoty zachód słońca. I stało się tak. Każdy gęsty i ciężki promień ważył siedem, osiem liang; jeden za drugim tworzyły kolejno zbity las. Stopy Dziecka tańczyły w blasku zachodzącego słońca. Ciepłe powietrze boleśnie napierało na jego nogi, piersi i plecy. Dziecko uderzał w ciepłe powietrze. Ciepłe powietrze go pętało. Wzniesione ze starych cegieł i dachówek budynki Strefy Reedukacji spowijało gromadzące się wiekami światło pradawnego chaosu, na dzikich pustkowiach otwierało się niebo i rozstępowała się ziemia. I ludzie tam zamieszkali. I stało się tak. Światłość była dobra i Bóg oddzielił ją od ciemności. Nazwał światłość dniem, a ciemność nocą. I stały się poranek i wieczór. Tak je rozdzielił. Czas przed ciemnością nazwał zmierzchem. Zmierzch był dobry. Kury siadły na grzędach, owce wróciły do zagród, woły odeszły od pługów. Ludzie odłożyli narzędzia.

Dziecko wrócił, ziemia była oparciem dla jego stóp. Otworzyła się brama obozu, otworzyła się na oścież. Dziecko gwizdnął. Na donośny gwizd zaczęli się schodzić kolejno ludzie. Bóg powiedział, że między wodami powinno być powietrze. Rozdzielił wodę na górę i dół. Stworzył powietrze i umieścił je nad wodą i pod wodą. I stało się tak. Miejsce nad powietrzem nazwał niebem, miejsce pod powietrzem ziemią. Ziemia dawała oparcie ludziom nadchodzącym jeden za drugim.

Dziecko powiedział:

– Wróciłem. Od władz, z miasta. Ogłoszę dziesięć przykazań.

Przeczytał dziesięć przykazań, dziesięć zakazów:

1. W czasie odpoczynku nie wykonuj zbędnych ruchów.

2. W czasie pracy nie wypowiadaj zbędnych słów.

3. W pracach rolnych rywalizuj o obfitość zbiorów, za nie będą rozdzielane nagrody i kary.

4. Wspieraj innych w eliminowaniu rozwiązłości. Rozwiązłość podlega karze.

5. Pozbądź się książek i przyborów do pisania. Zakaz zbędnej lektury i zbędnego pisania, zakaz niepoprawnych myśli.

6. Nie plotkuj i nie oczerniaj.

Razem było ich dziesięć. Dziesięć zakazów. A dziesiąty brzmiał: Nie uciekaj, przestrzegaj praw i zasad, uciekinierzy otrzymają dyplom. Przed nadejściem nocy zmrok powoli przykrywał ziemię. Budynki w obozie stały w rzędach na rozległym pustkowiu. Przed nimi rozciągał się dziedziniec, na którym rosły wiązy. Na drzewach siedziały ptaki. Bóg powiedział: Niechaj ziemia wyda żywe istoty, w tym wszystkie gatunki zwierząt domowych, owadów, dzikich zwierząt i ptaków. Także wszystkie gatunki domowego ptactwa; podobnie jak wszystkie gatunki owadów.

I Bóg zobaczył, że były dobre, i powiedział: Stwórzmy człowieka na nasze podobieństwo i uczyńmy go panem ryb w morskich wodach, ptaków w przestworzach i zwierząt chodzących po ziemi, a także pełzających i wszelkich owadów, i ptactwa domowego. Bóg powiedział: Patrzcie, daję wam na pożywienie wszystkie rośliny rodzące nasiona i rodzące owoce. Wszystkim zaś chodzącym po ziemi zwierzętom i fruwającym po niebie ptakom, i pełzającym po ziemi żywym istotom daję na pożywienie zieloną trawę. I stało się tak. I Bóg zobaczył, że wszystko, co stworzył, było dobre. Uporządkowane. Wszystkie gatunki. Był ład. Były zasady. Na twarzy Boga pojawił się uśmiech.

Dziecko powiedział:

– Razem jest dziesięć, a dziesiąte brzmi: Nie uciekaj, przestrzegaj praw i zasad, uciekinierzy otrzymają dyplom.

Dziecko wyciągnął białą kartkę z czerwoną obwódką, z flagą, godłem i wielkim napisem „Dyplom” u góry. W miejscu przeznaczonym na treść nie wpisano słów, ale umieszczono zdjęcie złotego naboju.

– Byłem w mieście i wróciłem – powiedział Dziecko. – Naczelnik polecił przekazać, że to dla was. Powiedział, że ten, kto ucieknie, oprócz dyplomu dostanie także prawdziwy pocisk.

I stało się tak.

Dziecko rozdał każdemu po dyplomie i kazał przykleić go nad łóżkiem. Albo wsadzić pod poduszkę i stale o nim pamiętać. Pociemniało i zmierzch był dobry. Kury siadły na grzędach, owce wróciły do zagród, woły odeszły od pługów. Ludzie odłożyli narzędzia.

Wtedy Dziecko powiedział:

– Na koniec jesieni każdy musi obsiać pole. Musi je zaorać i zebrać bogate plony z co najmniej trzech do pięciu mu^() ziemi. Chłopi z każdego mu zbierają średnio po dwieście jin ziarna pszenicy. Ale wy, ludzie wykształceni, macie uzyskać pięćset jin^() ziarna z każdego mu. Na górze powiedzieli, że nasze państwo rządzi wszystkim pod niebem, Stany Zjednoczone to para jaj, Anglia, Francja, Niemcy i Włochy to kutasy, jaja i gówna. Za dwa, trzy lata wywrócimy świat do góry nogami, przegonimy Anglię, prześcigniemy Amerykę. Władze powiedziały, macie siać pszenicę i wytapiać stal, każdy z was musi wytopić jeden piec miesięcznie, jako inteligenci nie możecie produkować mniej niż chłopi.

Tak powiedziały władze i tak się stało.

– Nie chcecie orać pól i wytapiać stali? W porządku – powiedział Dziecko. – Chcecie uciec? Też w porządku. W innych obozach nagradzają za to prawdziwą kulą. Zatem jeśli zdecydujecie się uciec, mam tylko jedną prośbę, jeden warunek. Przyniosę gilotynę i jeśli nie chcecie robić w polu, wytapiać stali i nie chcecie kuli, to musicie położyć mnie pod ostrze i przeciąć wpół.

– Pójdę wam na rękę – jeśli mnie przetniecie wpół, możecie odejść. Iść tam, gdzie wam się żywnie podoba.

– To moja jedyna prośba, macie mnie przeciąć i wtedy nie będziecie musieli pracować w polu, ani wytapiać stali, po prostu sobie pójdziecie.

Zapadła noc. I stało się tak. Rozmyła się granica pomiędzy niebem a ziemią w kłębach jesiennego mroku, ciemnozielonego jak skórka arbuza. Wszyscy się rozeszli, niosąc dyplomy na białym papierze z czerwoną obwódką, z flagą, godłem i wielkim napisem „Dyplom” u góry. W miejscu przeznaczonym na treść nie wpisano słów, ale umieszczono zdjęcie pocisku – złotego naboju, niezwykle dużego, wyglądającego jak olbrzymi owoc. Bóg powiedział: Na niebie muszą być świetliste ciała, aby odróżniać dzień od nocy i wyznaczać pory roku, dni i lata; aby rozpraszać niebo i oświetlać ziemię. I stało się tak. Bóg stworzył dwie potężne kule światła, mała rządziła nocą, duża dniem, stworzył również miriady gwiazd i rozmieścił je na nieboskłonie, aby oświetlały ziemię, rządziły nocą i rozdzielały mrok. I Bóg zobaczył, że były dobre. Stał się świat. Powstał wieczór i powstał poranek. Przed nocą pojawiał się zmierzch. Po zmierzchu pojawiała się noc. Z nadejściem nocy cichły dźwięki, ale uderzenia serca ziemi drgały na jej powierzchni. Szept trawy odbijał się echem w niebie. Ćwierkały wróble wracające do gniazd. Przygnębieni ludzie nieśli dyplomy jak kwiaty, które z nadejściem jesieni zaczynają więdnąć zranione nocą.

I stało się tak. Dziecko wrócił do swojego pokoju. Nad ziemią rozciągała się głęboka cisza. Cisza niosła kroki ludzi, tak jak woda unosi dryfujące na niej przedmioty.

2. Niebiańskie Dziecko, s. 19–23

Z rozdartego nieba spadło słońce, na niebie i ziemi zapanował chaos.

Ludzie zaczęli rywalizować o plony, siali pszenicę. Odwracali pługami ziemię. W dziewiątym miesiącu niebo było puste i rozległe, zapach jesieni przenikał bezmiar pustkowia. Słońce świeciło tam, gdzie chciało, nie świeciło tam, gdzie nie chciało. Tak samo wiatr – gdy chciał wiać na drzewa, korony chyliły się i gięły; gdy chciał dmuchać we włosy, dygotały twarze zziębniętych ludzi; a gdy chciał prześlizgnąć się po powierzchni ziemi, trawa i ziemia szeleściły i szeptały. W oddali wznosiły się wyniesione w górę brzegi Żółtej Rzeki. Nie widać było płynącego nurtu, jedynie rozległe tereny pomiędzy nadbrzeżem a Strefą Reedukacji. Nie widać było wsi, tylko tłumy więźniów.

Obozy leżały daleko od siebie i nie utrzymywały ze sobą kontaktów.

Rozproszeni na polach ludzie orali ziemię. Wstawali wcześnie rano i szli orać. Po śniadaniu orali. W południe orali. Obozów było dziewięćdziesiąt dziewięć. Władze powiedziały – niech rozsiani wzdłuż brzegów Żółtej Rzeki ludzie, a także ziemie i uprawy nazywają się Strefa Reedukacji. I tak powstała Strefa Reedukacji. Władze powiedziały – niech każdy tam mieszkający dostanie numer i zostanie poddany reedukacji przez pracę. Niebo zajmie się ziemią, ziemia zajmie się ludźmi. I kazały im pracować w znoju. Przyjechali inni ludzie, którzy wyznaczali zadania. Założyli pierwszy obóz, drugi obóz... aż do dziewięćdziesiątego dziewiątego. Władze powiedziały – i to jest dobre, niech pracują, można ich nagradzać i karać, można ich reedukować. Niech więc pracują dzień i noc, aby się na nowo stworzyli, zreedukowali. Nieważne, skąd przybyli, ze stolicy, z południa, ze stolicy prowincji, czy pochodzili stąd; nieważne kim byli – profesorami, urzędnikami, naukowcami, nauczycielami, malarzami, nieważne jak wykształceni i utalentowani, wszyscy mieli tutaj pracować i tworzyć, reedukować się i zmieniać w nowego człowieka. Przez dwa, trzy lata, może pięć, osiem, a może przez całe życie.

I stało się tak. Tak stała się praca i tak powstała reedukacja.

Około południa zjawił się Dziecko. Ludzie byli rozproszeni jak gwiazdy. Na niebie latały ptaki. Znad Żółtej Rzeki wolno rozchodził się odór zgnilizny. Świeżo zaorane pola lśniły czerwonawą żółcią. Wszędzie unosił się ciepły zapach tysiącletniej gleby, opadał miękko jak jedwab, falował jak mgła w blasku słońca. Zmęczeni ludzie odpoczywali w kucki. Widząc nadchodzącego Dziecko, zerwali się do gorączkowej pracy. Tylko jeden człowiek go przegapił, Dziecko podszedł i stanął przed nim, i wiedząc, że to Pisarz, autor licznych utworów, powiedział:

– Twoje książki to psie łajno.

Przerażony Pisarz skinął głową i zawtórował:

– Moje książki to psie łajno.

– Powtórz trzy razy.

Pisarz powtórzył trzy razy:

– Moje książki to psie łajno.

Dziecko roześmiał się i odszedł.

Pisarz również roześmiał się i wrócił do orki.

Dziecko zobaczył, że pewien profesor w kucki czyta książkę i nie spostrzegł jego nadejścia. Stanął za nim i chrząknął:

– Czytasz sobie?

Uczony zerwał się zaskoczony na równe nogi, obronnym gestem wepchnął książkę za pazuchę i spojrzawszy z lekką urazą, chwycił za łopatę i zaczął kopać.

Po błękitnym niebie sunęły niewielkie obłoki. Przekopywana przez intelektualistów ziemia pachniała nowością i świeżością. Ludzi w dziewięćdziesięciu dziewięciu obozach podzielono na brygady. Pracujący w polu należeli do mas roboczych i pracowali w grupach na wschodnich terenach należących do obozu. Brygady od pierwszej do trzeciej pracowały na rozległych terenach położonych daleko. Pozostałą po zbiorach kukurydzianą słomę zsypano wokół pni drzew rosnących na skraju pól, można się było wcisnąć w kopy badyli w poszukiwaniu ciepła, ale także w innym celu. Wszyscy członkowie trzeciej brygady byli obecni. Wszyscy kopali. Ale po uważnym przeliczeniu widać było, że brakuje jednej osoby. Dziecko zobaczył spojrzenie nadchodzącego człowieka i z rozmysłem podszedł do sterty wokół topoli. Zaczął kopać, raz za razem. Kopał dopóki z kupy słomy nie wyłoniła się głowa z suchymi liśćmi i źdźbłami we włosach.

Na widok Dziecka mężczyzna pobladł.

– Sikałeś? – zapytał Dziecko.

Mężczyzna nic nie powiedział.

– Srałeś czy sikałeś? – ponowił pytanie Dziecko.

Mężczyzna wciąż milczał.

Dziecko odgarnął badyle i zobaczył dziuplę wydrążoną w pniu drzewa. Emanowało z niej światło. Światło z drzewa. Na pniu wisiał naklejony obrazek Maryi Matki Bożej. Dziecko jej nie rozpoznał, ale dostrzegł jej urodę. Obrazek był brudny i stary, ale postać pozostała piękna. Dziecko patrzył z uśmiechem i wetknął sobie do ust łodygę. Nagle przestał się uśmiechać i spoważniał.

– Powtórz trzy razy „jestem zboczeńcem!”.

Mężczyzna nie odezwał się.

– To co w takim razie robiłeś w tej dziurze? Na dodatek z cudzoziemką.

Mężczyzna nie odezwał się.

– Może być dwa razy – ustąpił Dziecko.

Mężczyzna nie odezwał się.

Wszyscy na polu odwrócili się i patrzyli na nich, nie wiedząc, co się dzieje. Po prostu patrzyli, patrzyli przez wieki. Dziecko się zniecierpliwił, zrobił krok naprzód i drążył dalej:

– Naprawdę nie powtórzysz? Jeśli tego nie zrobisz, zerwę ten obrazek, powieszę go na ścianie obozu i ogłoszę, że barłożyłeś się z nią w stercie kukurydzy.

Mężczyzna nie odezwał się.

Dziecko nie miał wyjścia – kopniakiem oczyścił z badyli otwór w pniu, odwrócił się do wszystkich plecami i zaczął rozpinać spodnie, jakby miał zamiar nasikać na obrazek. Wtedy mężczyznę ogarnęła panika, padł na kolana i powiedział:

– Błagam, nie rób tego!

– Powiedz „jestem zboczeńcem!” – wystarczy nawet jeden raz.

Mężczyzna nie odezwał się.

Dziecko ponownie zaczął się przymierzać do sikania.

Mężczyzna zbladł jak ściana i drżącymi wargami powiedział kilka razy z rzędu:

– Jestem zboczeńcem, jestem zboczeńcem...

Kiedy to mówił, błyszczały mu w oczach łzy.

– Bardzo dobrze – stwierdził Dziecko. – Nie można było tak od razu?

I poszedł sobie, najwidoczniej nie mając zamiaru wymierzać mężczyźnie kolejnej kary. Ten jednak zamarł sparaliżowany na ziemi, blady jak chmura na jasnym niebie. Dziecko odszedł junackim krokiem i popatrzył na pracujących w oddali robotników czwartej brygady. Była pośród nich pewna milcząca kobieta, przypominająca urodą postać z podświetlonego obrazka na drzewie. Młoda, cicha i dostojnie piękna. Dziecko chciał ją nazywać siostrą, ale gdy się do niej zbliżył, zauważył, że wcale nie przypomina kobiety z obrazka. Spojrzał ponownie i znów ją przypominała. Zdezorientowany podszedł bliżej. Pochylona, powoli oddalała się, kopiąc ziemię. Gdy stanął przy niej, przypomniał sobie, że dołączyła do dziewięćdziesiątej dziewiątej brygady dopiero przedwczoraj – młoda nauczycielka muzyki ze stolicy prowincji, pianistka. Z pęcherzy na jej rękach wypływały krew z ropą i ściekały po stylisku łopaty. Dziecko wyciągnął chusteczkę i podał kobiecie. Uszyta z szorstkiego białego płótna chusteczka miała wystrzępione brzegi, ale wyglądała na czystą i nową.

Kobieta popatrzyła na niego z wdzięcznością.

3. Niebiańskie Dziecko, s. 39–43

Orali i siali, i każdy obóz przygotowywał się do oszacowania przyszłych zbiorów.

Dziecko nie miał wygórowanych żądań, w niektórych obozach komendanci kazali zgłosić pięćset, sześćset czy siedemset jin ziarna z jednego mu. Były też takie, które obiecały zwierzchnikom osiemset jin. Dziecko chciał, żeby każda brygada z Obozu 99 zobowiązała się do zaledwie pięciuset jin. Każde mu miało przynieść plon pięciuset jin ziarna.

Po wschodzie słońca w Obozie 99 panowała taka cisza, że ludzie słyszeli uderzenia promieni o ziemię. Wezwani na zebranie szefowie brygad siedzieli w milczeniu. Dziecko pytał ich kolejno o zgłaszane cele produkcyjne, ale milczeli jak zaklęci.

– Wiem – stwierdził Dziecko – że z tutejszej ziemi można uzyskać maksymalnie dwieście jin ziarna, ale przecież to nieprawda, bo jeśli chcemy mieć pięćset, musicie najpierw otworzyć usta i to powiedzieć, a potem wrócić na pole i tyle wyprodukować.

Zebranie odbywało się w domu Dziecka; domu, który stał obok głównej bramy i składał się z trzech pomieszczeń: głównego pokoju dziennego, sypialni z boku i komórki. Goście siedzieli w pokoju dziennym na kilku długich ławkach, każdy osobno i ze spuszczoną głową. Pisarz, Uczony i Teolog, a także Pianistka, wyznaczeni na szefów brygad. Siedzieli i milczeli.

– Jeśli nie zgłosicie celu produkcyjnego – powiedział miękko Dziecko – nie pozwolę wam wyjść się umyć.

– Jeśli nie zgłosicie celu produkcyjnego – powiedział głośno Dziecko – nie pozwolę wam wyjść na jedzenie.

– Jeśli nie zgłosicie celu produkcyjnego, odbiorę wam funkcję brygadzisty i zostaniecie tu przez co najmniej pięć lat, a przez sześć nie odwiedzi was żaden krewny – Dziecko wyryczał ostatnią groźbę.

Wtedy wszyscy włączyli się do gry i zgłosili wysokie zbiory.

I stało się tak.

Każdy podał średnio sześćset jin ziarna z mu. Dziecko miał dobre serce, nie zwyzywał ich ani nie uderzył, wystarczyło, że kopnął ławkę i wysokość zbiorów momentalnie wzrosła. Uczony, Teolog i Pianistka wyszli i zdążyli na jedzenie.

Umyli twarze. Zjedli posiłek. I tak stał się świat.

Dziecko zatrzymał Pisarza.

– Zgłosiłeś najniższe zbiory, dlatego zostań, muszę z tobą porozmawiać.

Przerażony Pisarz został na miejscu i gdy patrzył na wychodzących, z zazdrości zzieleniał jak niedawno przekopana ziemia. Po ich wyjściu Dziecko zamknął drzwi. W półmroku, kiedy zostali już tylko we dwóch, Dziecko wyciągnął obrazek Maryi i położył go na stole.

– Kto to? – zapytał. – Teolog w tajemnicy powiesił to na skraju pola, na drzewie obłożonym stertą kukurydzianych badyli.

Potem Dziecko wyciągnął książkę – siedem zeszytów zszytych razem w jeden tom.

– Co to jest? – zapytał. – Kiedy uczyniłem Pianistkę brygadzistką, dała mi taką książkę, jej utwory.

Dziecko wyciągnął jedną kartkę – dyplom z pociskiem, który wcześniej wszystkim rozdał. W pustym miejscu pod złotym nabojem wpisano dwa wersy: „Choćbyś się chował za żelazną bramą, kopczyk ziemi i tak cię przywoła”^(). Czerwone znaki przykuwały wzrok. Dziecko wskazał je palcem i zapytał:

– Uczony trzymał to pod poduszką, co to znaczy?

Dziecko wyciągnął jeszcze wiele przedmiotów i wręczał je kolejno Pisarzowi, każąc dokładnie je obejrzeć. Na przykład zdjęcie półnagiej kobiety; dziesięć całkowicie zapisanych notesów; rodzaj pióra kulkowego używanego przez cudzoziemców i zapalniczkę – nawet Pisarz nigdy takiej nie widział – która zapalała się od jednego pstryknięcia. Pachniała benzyną, jakby właśnie przejechał samochód. Obejrzeli rzecz po rzeczy, szczegółowo je omówili, na końcu Dziecko wyciągnął butelkę z niebieskim atramentem, pióro ze stalówką i papier i wręczył je Pisarzowi.

– Napiszesz książkę i twoje marzenia się ziszczą. Władze zgodziły się, żebyś napisał książkę o obozie – powiedział Dziecko. – Możesz napisać coś naprawdę niesamowitego. Już wybrano tytuł książki, będzie brzmiał Księga złoczyńców. Powiedziano, że rozdziały mają liczyć po pięćdziesiąt stron i gdy skończysz któryś pisać, masz go przekazać, i wtedy dostaniesz kolejne pięćdziesiąt kartek. A kiedy napiszesz całość, nie tylko będziesz mógł wrócić do stolicy prowincji i do rodziny, lecz także książka zostanie wydrukowana i będzie sprzedawana w całym kraju. Dostaniesz również przydział na zamieszkanie w stolicy i kierownictwo nad ogólnokrajowym związkiem pisarzy.

– Teraz możesz odejść. Z całego Obozu 99 władze tobie ufają najbardziej.

Wychodząc, Pisarz odwrócił głowę i powiedział:

– Zgłosiłem zbyt niskie plony, teraz zgłaszam osiemset jin z jednego mu!

Dziecko uśmiechnął się do niego. Słońce było złote. Nad rozległymi polami kłębiła się mgła. Z dziedzińca obozu rozległ się ostry, przenikliwy dźwięk gwizdka wzywający ludzi, by ruszyli do pracy w polu.

4. Niebiańskie Dziecko, s. 43–48

Gwizd rozcinał niebo. Ale większość ludzi dalej guzdrała się w salach. Nie zarzucali na ramiona narzędzi i nie kierowali się na pola. Siewniki, a każda brygada miała ich po dwa, stały spokojnie pod okapem. Powrózki do ich ciągnięcia leżały na ziemi. Siewna pszenica przydzielona przez władze stała w workach opartych o wejścia.

Piorący dalej prali.

Piszący listy dalej pisali.

A ci, co nie mieli nic do zrobienia, wygrzewali się w kucki na słońcu.

Poszli do Dziecka i powiedzieli, że nikt nie pójdzie w pole, bo kto niby jest w stanie wyprodukować sześćset jin ziarna z jednego mu.

Dziecko popatrzył na Teologa, Uczonego i Pianistkę, którzy przed chwilą wyszli od niego z domu, a teraz znów się pojawili, i cicho wypowiedział jedno słowo:

– Zebranie.

Zwołano więc zebranie.

Wszyscy stłoczyli się na pustej przestrzeni przed domem Dziecka, zgrupowani brygadami.

Dziecko w milczeniu wyciągnął jakiś dokument i kazał, aby ktoś młody go przeczytał, mówiąc:

– Ten, kto przeczyta to na głos, w nagrodę jutro nie pracuje, tylko idzie do miasta wysłać ten list i odebrać pocztę.

Do czytania prędko zgłosiło się dwóch młodych mężczyzn, Dziecko wybrał jednego. Dokument nie był zbyt długi – ogłoszenie, jakie książki można czytać w Strefie Reedukacji. Po odczytaniu Dziecko chwilę pomilczał, a potem głośno zapytał:

– Zrozumieliście? To książki, które możecie czytać. Czytanie innych, spoza listy, jest niewłaściwym i nielegalnym czynem. Wiem dobrze, co teraz czytacie, wiem, że książki są pochowane po salach – Dziecko przechadzał się przed tłumem ludzi. – Niektórzy ukrywają się w ubikacjach i tam czytają reakcyjne książki. Inni budzą się w środku nocy, żeby czytać te reakcyjne, reakcyjne książki. A jeszcze inni czytają i płaczą przy tym w głos.

Dziecko gwałtownie się zatrzymał, wskazał na dwóch chłopaków spierających się o odczytanie dokumentu i powiedział:

– Wy dwaj nie tylko macie jutro wolne i pójdziecie do miasta wysłać list i odebrać przesyłki, ale w przyszłym roku każdy z was dostanie trzy dni na wizytę u rodziny. Teraz mnie słuchajcie. Idźcie do drugiej brygady, przeszukajcie łóżko Uczonego i przynieście książkę, którą trzyma pod poduszką.

Poszli szukać. Znaleźli reakcyjną książkę pod tytułem Siedmiu mędrców dynastii Wei i Jin.

– Idźcie do trzeciej brygady i sprawdźcie pościel Teologa. Poszewka ma suwak, rozsuńcie go i sprawdźcie w środku.

Poszli szukać. W głowie łóżka Teologa leżała idealnie złożona kołdra, w niej był schowany Stary Testament. Książka miała czarną okładkę i każda jej strona nosiła ślady wielokrotnego czytania i odciski po poślinionych palcach.

Dziecko powiedział:

– Idźcie do czwartej brygady i zajrzyjcie pod łóżko Pisarza. Stoją tam trzy drewniane skrzynki. Pełne książek.

Poszli szukać. Znaleźli trzy drewniane skrzynki. Wytargali je, wyrzucili na ziemię ubrania z wierzchu, po czym wyciągnęli książki. Dzikie trawy, Prawo dynastii Tang i Song, a także zagraniczne powieści Ojciec Goriot, Don Kichot, zbiór opowiadań Mériméego, Romeo i Julia Szekspira, David Copperfield Dickensa i wiele innych, między innymi Cierpienia młodego Wertera Goethego. Prawie wszystkie były stare. Wszystkie były zniszczone. Większość wydrukowana w znakach tradycyjnych. Pisarz w swoich powieściach pisał o Chinach, ale sam czytał głównie autorów zagranicznych.

Wyjęli z trzech skrzynek kilkadziesiąt książek, poukładali je w stos, a potem podłożyli pod nie ogień.

Dziecko spojrzał na twarz Pianistki. Zrobiła się biała jak papier. Biała jak śnieg. Biała jak mgła. Stała na samym końcu. Gdy Dziecko wbił w nią wzrok, wszyscy się odwrócili, żeby na nią popatrzeć. Pianistka spuściła głowę, a Dziecko przeniósł spojrzenie na grubego profesora w średnim wieku i powiedział:

– We wniosku napisałeś władzom, że w weekendy nie wracałeś do domu, a zamiast tego chodziłeś oglądać przedstawienia starych sztuk kostiumowych, ponieważ jedynie wtedy stawałeś się produktywny. Ale wszystkie książki schowane pod twoją poduszką to stare zszywane woluminy. Jedna z nich jest wyjątkowo reakcyjna i niemoralna, chodzi o Sen Czerwonego Pawilonu. Słyszałem, że umiesz z niej na pamięć wszystkie wiersze.

Następnie wskazał na chudą kobietę i powiedział:

– Wysłałaś list do najwyższych władz w stolicy. Napisałaś, że wszyscy rządzący są źli. Ale ty nie jesteś zła, w twoich szufladach nie ma książek, tylko dużo zagranicznych cukierków. Co miesiąc rodzina przysyła ci paczkę z ubraniem, a w każdej schowany jest jin cukierków. Codziennie, gdy wstajesz, wychodzisz do pracy, wracasz z niej i przed pójściem spać ukradkiem jesz cukierki. W ciągu dnia co najmniej pięć sztuk. Co daje miesięcznie sto pięćdziesiąt cukierków. Czy wiesz, że większość obywateli naszego kraju do teraz nigdy nie widziała zagranicznego cukierka zawiniętego w papierek?

Dziecko zdawał się dysponować nadnaturalnymi mocami – wiedział wszystko. Gdy mówił, że ktoś ma schowane książki – były we wskazanym miejscu. Gdy mówił, że ktoś ma schowane jakieś rzeczy – były we wskazanym miejscu. Dziecko stał przed tłumem i, mówiąc, bez przerwy kopał książki. Stos rósł coraz wyższy, aż przypominał pagórek, a Dziecko chodził dookoła niego. Słońce zdawało się podążać za nim i padało na stos książek spoza jego pleców. Drobinki kurzu lśniły i wirowały w promieniach światła. Twarze wszystkich były blade ze strachu, oczy lśniły przerażone – patrzyli na Dziecko tak, jakby patrzyli na Boga. Patrzyli na tego Boga. Patrzyli na tamtego Boga. Zgubione pióro przelatującego ptaka spadło z szelestem, Dziecko złapał je, wyrzucił i głośno powiedział:

– Nie będę się powtarzał – wiecie, gdzie macie schowane książki, i ja to wiem, i niebiosa to wiedzą. A teraz wszyscy idźcie, wyciągnijcie te reakcyjne książki, których nie powinniście czytać, i je oddajcie – w ten sposób rozwiążą się wasze problemy.

Wszyscy ruszyli do domów po książki, które zazwyczaj czytali. Większość robiła to chętnie, każdy był poruszony. Pod wpływem spojrzenia Dziecka wahający się tracili wątpliwości i pośpiesznie szli do siebie. Pianistka zaczęła się podnosić, ale Dziecko spojrzał na nią i powiedział:

– Nie masz książek, nie musisz nigdzie iść.

Pianistka usiadła naprzeciwko Dziecka, była pełna wdzięczności.

Wszyscy wrócili do siebie, wszyscy poza Pianistką.

Przynieśli książki jak stare buty. Rzucali po jednej, po kilka na stos. Rósł coraz wyższy. Słońce też wznosiło się coraz wyżej. Stos się powiększał. Słońce też stawało się coraz większe. Zapach zawilgoconego papieru unosił się w powietrzu i mieszał z wonią jesiennych pól.

Stos książek rósł coraz wyżej.

Stos książek rósł coraz wyżej i wyżej, przypominał górski szczyt.

Dziecko wyciągnął kilka tomów – Wezwanie do broni Lu Xuna, Faust, Dzwonnik z Notre-Dame – i je podpalił. Podniósł Fenomenologię ducha i ją podpalił. Wziął Boską komedię i Dziwne opowieści spisane w studio Liaozhai i je podpalił. Spalił tak dużo książek, ale kiedy miał puścić z dymem powieść Balzaka, odrzucił ją z powrotem na stos. Wziął do ręki powieści Tołstoja, ale je również cisnął z powrotem na stos. Dorzucił Zbrodnię i karę i powiedział do dwóch chłopaków:

– Pozostałe zanieście do mojego domu, w zimie przydadzą się na rozpałkę.

Ludzie przenieśli wszystkie książki do komórki.

Z każdego naręcza Dziecko wyciągał jakiś tom i wrzeszczał na całe gardło:

– Czyja to jest? Powiedz, czy sześćset jin ziarna z mu to dużo czy mało dla naszego Obozu 99?

Wziął do ręki kolejną.

– Czy nasz cel produkcyjny jest wysoki?

Podniósł następną i zapytał:

– Jesteś chętny do wyjścia w pole?

Uniósł wysoko książkę w twardej płóciennej oprawie.

– Ta książka jest straszliwie reakcyjna. Powiedz mi, czy jedno mu ziemi może urodzić sześćset jin pszenicy?

Do południa Dziecko obejrzał wszystkie książki ze stosu. Skończył zadawać pytania. Wszyscy zabrali siewniki i pługi i poszli orać pola.

------------------------------------------------------------------------

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

------------------------------------------------------------------------
mniej..

BESTSELLERY