-
promocja
Emi i Tajny Klub Superdziewczyn. Dookoła świata. Nowy Jork - ebook
Emi i Tajny Klub Superdziewczyn. Dookoła świata. Nowy Jork - ebook
Fenomen literatury dziecięcej w Polsce w nowym wspaniałym wydaniu.
To już druga wyprawa Emi i Tajnego Klubu Superdziewczyn do Stanów Zjednoczonych, tym razem do Nowego Jorku. A wszystko dzięki temu, że profesor Kaganek dotrzymuje obietnicy i po krótkiej rozłące przyjaciele znowu są razem. W stolicy świata zrealizują nową tajną misję, której stawką będzie bezpieczeństwo pewnego odważnego czworonoga.
Dołącz do Anieli, Flory, Faustyny, Franka oraz Emi i zwiedzaj miasto, które nigdy nie zasypia. Odwiedź Times Square, Central Park, Broadway i Piątą Aleję.
To będzie wyjątkowa eskapada!
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Dzieci 6-12 |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8449-147-8 |
| Rozmiar pliku: | 14 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Nowy Jork jest największą metropolią w Stanach Zjednoczonych. Mieszka tam ponad osiem milionów osób. Co roku miasto przyciąga też kilkadziesiąt milionów turystów ze wszystkich krajów i kontynentów. Jest nazywane stolicą świata.
Metro (New York Subway) to największy system podziemnej kolei miejskiej na świecie. Ma aż 472 stacje. Jest ono jednak dość zniszczone ze względu na swój wiek – ma ponad 115 lat – oraz brak kapitalnych remontów, dlatego wymaga renowacji. Stałymi bywalcami metra są szczury, do których mieszkańcy miasta zdążyli już przywyknąć.
Żółte taksówki to jeden z symboli Nowego Jorku. Pierwsze taksówki pojawiły się w mieście w 1897 roku, a w 2015 roku było ich już ponad 143 tysiące, w tym ponad 13 tysięcy żółtych. Ten kolor wprowadzono w latach sześćdziesiątych XX wieku na oznakowanie oficjalnych taksówek legalnie działających w mieście. Dzisiaj jeżdżą tu nie tylko żółte taxi. Większość z nich to pojazdy ekonomiczne i ekologiczne hybrydy.
Manhattan jest wizytówką Nowego Jorku. Często się zapomina, że to tylko jedna z dzielnic położona na wyspie o tej samej nazwie. Dla turystów to właśnie na Manhattanie, okręgu najdroższym i leżącym najbardziej w centrum, zaczyna się przygoda z miastem. Tutaj znajduje się większość popularnych atrakcji.
Brooklyn, Queens, Bronx, Staten Island to – obok Manhattanu – inne dzielnice Nowego Jorku położone w całości lub częściowo na wyspach. Brooklyn zamieszkują artyści i hipsterzy¹ oraz osoby pochodzenia żydowskiego. Queens słynie z różnorodnej kuchni, zamieszkują go między innymi Grecy, Chińczycy, Hindusi i wiele innych nacji. Bronx to dzielnica o nie najlepszej reputacji, chociaż stopniowo się to zmienia. Z kolei Staten Island to niewielka i przyjazna wyspa.
Co zachwyciło Tajny Klub Superdziewczyn w Nowym Jorku: Statua Wolności, most Brookliński, Wall Street, zatłoczona i luksusowa Piąta Aleja, Grand Central – dworzec główny, Empire State Building, MoMA – muzeum sztuki nowoczesnej, Times Square, Broadway, lodowisko w okolicach Rockefeller Center i oczywiście niezwykły Central Park.Z TAJNEGO DZIENNIKA EMI
_Cześć! Nazywam się Emi, a właściwie Stanisława Emilia Gacek. Wraz z przyjaciółkami – Florą, Anielą i Faustyną – założyłam tajne stowarzyszenie, którego jestem szefową. To Tajny Klub Superdziewczyn. Po pewnym czasie zdecydowałyśmy o przyjęciu do naszego grona jednego superchłopaka – Franka. Od tamtej pory nasza paczka formalnie powinna zmienić nazwę na Tajny Klub Superdziewczyn i Jednego Superchłopaka. Rzadko jednak używamy tej nazwy – wolimy krótszą, oryginalną wersję._
_Tajny Klub Superdziewczyn powstał, kiedy byłyśmy jeszcze w zerówce. Chciałyśmy się dobrze bawić we własnym, dziewczyńskim gronie. Motto naszego klubu brzmiało: NIGDY WIĘCEJ NUDY! Przygody same nas znalazły i zaraz wpadłyśmy na trop pewnej kryminalnej zagadki. Wkrótce zaczęło się pojawiać coraz więcej tajnych misji, których podejmowała się nasza paczka. Pomagaliśmy zwierzętom, sprzątaliśmy plażę, odkryliśmy tajemnicę zaginionych książek z biblioteki, a nawet śledziliśmy duchy straszące w ruinach! Teraz Tajny Klub Superdziewczyn i Jednego Superchłopaka jest profesjonalnie zorganizowany. Mamy swoje tajne bazy, własne zawołanie, odznaki i tajne dzienniki, w których zapisujemy megaważne informacje._
_Naszą specjalnością są przygody i odkrywanie tajemnic! Ostatnio nasza paczka miała okazję odbyć bardzo daleką podróż! Dzięki profesorowi Kagankowi i stypendium naukowemu, które zdobyliśmy, przygotowując pewien projekt, wybraliśmy się aż za ocean! Zwiedziliśmy Kalifornię: ojczyznę filmu, wysokich fal do surfowania i jeszcze wyższych sekwoi! Było naprawdę mega i nigdy nie zapomnimy tej wyprawy._
_Do zobaczenia podczas naszej kolejnej podróży!_
_EMI_ PRZYSZŁA JESIEŃ I ZATESKNIŁYŚMY ZA FRANKIEM,
CZYLI ROZSTANIA SĄ TRUDNE, ALE BYWAJĄ TEŻ POCZĄTKIEM KOLEJNEJ WIELKIEJ PODRÓŻY!
Jesień to bardzo trudny okres dla Tajnego Klubu Superdziewczyn i Jednego Superchłopaka. Dni stają się coraz krótsze, na dworze jest coraz ciemniej i coraz gorzej jest znaleźć czas na tajne spotkania naszej paczki. W tym roku jest nam wyjątkowo ciężko, ponieważ nie ma z nami jednego z członków klubu. Franek od lata przebywa z tatą za oceanem, w słonecznej Kalifornii. Profesor Kaganek otrzymał specjalne stypendium naukowe i teraz przez co najmniej rok będą mieszkać w okolicach Los Angeles. Franek uczy się w kalifornijskiej szkole. Kiedy zaczyna lekcje, u nas jest szósta wieczorem i jemy kolację. Mamy jednak umowę, że co tydzień organizujemy tajne zdalne zloty naszej paczki. Technologia nas wspiera. Spotykamy się więc na odległość, wykorzystując różne komunikatory.
Właśnie dzisiaj przygotowujemy jedno z takich zdalnych spotkań. Franek nie ma lekcji i dzięki temu możemy się zobaczyć. Opowie nam o swoich planach na przerwę zimową, która zbliża się wielkimi krokami. Zaczniemy też burzę mózgów dotyczącą tego, w jaki sposób połączyć zimowe plany Franka za oceanem z resztą zamierzeń Tajnego Klubu Superdziewczyn. A ja mam nadzieję, że podczas tego spotkania, które odbędzie się u Flory, będziemy mogły wejść do naszej tajnej bazy mieszczącej się na strychu nad jej pokojem. Pan Zwiędły, tata Flo, zainstalował tam kiedyś specjalne schody, które uruchamia się za pomocą przycisku. Dzięki temu urządziliśmy na strychu tajną bazę. Tajną bazę numer dwa. Tajna baza numer jeden mieści się w moim pokoju pod stołem, w bloku przy ulicy Na Bateryjce 2, gdzie mieszkam z mamą Justyną i tatą Kubą, a czasem też z psem cioci Julii – Czekoladą.
Kiedy zebrałyśmy się u Flo, okazało się, że mamy cały dom dla siebie. Rodzice Flory, mimo że był już wieczór, a do tego jesienny, spędzali czas na porządkowaniu ogrodu. Ogród to ostatnio ich hobby. Postanowiliśmy więc… Nie! Postanowiłyśmy! Muszę pamiętać, aby stosować odpowiednią formę w naszych wypowiedziach, przecież Franek jest tysiące kilometrów stąd i jesteśmy teraz w dziewczyńskim gronie. Postanowiłyśmy się skupić wyłącznie na zdalnej rozmowie z Frankiem.
Po kilku próbach wreszcie udało się nam połączyć i Franek pojawił się na ekranie laptopa Flory. Pomachał do nas wesoło z drugiej strony ekranu i zza oceanu.
– Cześć, Franek! – wykrzyknęłyśmy na cały głos. – Jak się masz? Co u ciebie słychać?
Franek popatrzył na nas wszystkie i powiedział po prostu:
– Bardzo się za wami stęskniłem! Nawet nie macie pojęcia, jak bardzo!
– Chciałabym się z tobą zobaczyć na żywo! – pisnęła Aniela.
– I ja!!! – wyrwało się nam wszystkim z gardeł.
Franek ułożył dłonie w kształt serca, a ja poczułam, że bardzo się wzruszyłam. Ale nie wolno nam było płakać! W końcu my, dziewczyny z Tajnego Klubu Superdziewczyn, powinnyśmy być dzielne. Byłyśmy w znacznie lepszej sytuacji niż Franek. Chodziłyśmy do tej samej szkoły i spędzałyśmy razem wolne chwile, a nasi rodzice, a przynajmniej Flory i moi, wręcz się przyjaźnili.
Jako szefowa Tajnego Klubu Superdziewczyn nie mogłam dopuścić, abyśmy popadli w nastrój rezygnacji i przygnębienia!
– Ej! Przestańcie! Bez mazania się! Ostatni raz widzieliśmy się wcale nie tak dawno! Nasza wspólna wyprawa za ocean, do Kalifornii, zakończyła się zaledwie pięć miesięcy temu! – przypomniałam.
– A mnie się wydaje, że znacznie, znacznie dawniej. Lata świetlne temu – westchnął Franek.
Na szczęście w czasie rozmowy wróciły nasze najfajniejsze wspomnienia z wyprawy.
– Pamiętacie, jak o mały włos na kempingu napadłby nas niedźwiedź²? – zawołała Flora.
– To dopiero była przygoda! – potwierdził Franek.
– A ja uważam, że największym przeżyciem było trzęsienie ziemi! – stwierdziła Aniela.
– To też było niesamowite – zgodził się chłopiec. – Moje pierwsze trzęsienie ziemi i od razu o największej magnitudzie³! Kiedy wy byłyście już na lotnisku, ja ciągle jeszcze czułem wstrząsy w domu.
– To były pierwszorzędne przygody! – oznajmiła Flora. – Ale patrzmy w przyszłość! Jestem gotowa na coś nowego. Coś, co wydarzy się być może podczas najbliższej przerwy zimowej!
– Przyjedź do nas! – niespodziewanie zaproponowała Faustyna. – Zaraz po świętach będziesz miał kilka dni wolnego. Pojedziemy na narty!
Chłopiec westchnął głęboko i po chwili wahania odpowiedział:
– To się nie uda. Podczas przerwy świątecznej moja szkoła bierze udział w Science Winter School⁴. To są specjalne zajęcia z matematyki i fizyki dla najzdolniejszych uczniów. Nie mogę opuścić tego kursu.
– Więc w Ameryce też jesteś prymusem? – skrzywiła się Flora z niesmakiem, aż musiałam ją lekko uszczypnąć, żeby nie dogryzała Frankowi w ten sposób.
– Dostałem się do zespołu matematyków i przygotowuję się teraz do międzystanowej olimpiady matematycznej dla juniorów – powiedział chłopiec.
– To świetnie! – ucieszyłam się. – Ja też będę brała udział w kilku konkursach matematycznych.
– Emi! – obruszyła się Flora. – Przecież do rekrutacji zostało jeszcze kilka lat!
– Lubię być dobrze przygotowana – odparłam. – Nie chcę, aby cokolwiek mnie zaskoczyło.
Potem jeszcze długo rozmawiałyśmy z Frankiem. Stało się jasne, że nie będzie mógł spędzić z nami zimowej przerwy świątecznej.
– W takim razie ferie świąteczne Tajnego Klubu Superdziewczyn musimy zaplanować osobno – stwierdziłam z przykrością.
– Mam pomysł! – wykrzyknęła Faustyna. – Co powiecie na zdalne ferie? Zorganizujemy sobie zajęcia tutaj, na miejscu, a po południu będziemy mogły porozmawiać z Frankiem, który połączy się z nami zza oceanu za pomocą komunikatora.
– Mega! – przytaknęłam, bo bardzo mi się spodobała ta koncepcja. To było idealne wyjście z sytuacji. Franek miał jednak całkiem inne zdanie na ten temat. Okazało się, że będzie bardzo zajęty przez wiele godzin każdego dnia. Codziennie powinien poświęcić co najmniej sześć godzin na samodzielne rozwiązywanie zadań matematycznych, a potem będzie czekała go jeszcze praca w zespole.
– Ale was cisną w tej Ameryce – stwierdziła Flora. – Na filmach wygląda to zupełnie inaczej, jakbyście ciągle mieli luz.
Nagle na ekranie laptopa pojawił się dawno niewidziany profesor Kaganek.
– Hej! Fajnie was znów zobaczyć, Tajny Klubie Superdziewczyn… i Jednego Superchłopaka! – przywitał się i poklepał Franka radośnie w ramię. – Sto lat się nie widzieliśmy!
– Jasne – mruknął z przekąsem Franek. – My to chyba z godzinę…
– Stęskniłem się za wami, dziewczyny! No i jestem ciekaw waszych nowych misji! – oznajmił pan Kaganek.
– Tato, nie chcę cię wypraszać, ale właśnie trwa spotkanie Tajnego Klubu Superdziewczyn i Jednego Superchłopaka. Zaproszeni są tylko członkowie klubu! – Franek postanowił zdecydowanie pożegnać swojego tatę.
– Dajcie mi jeszcze chwilkę! – poprosił pan Kaganek. – Mam wam coś ważnego do przekazania!
Nadstawiliśmy uszu, ciekawi, o co chodzi, a ja postanowiłam wykorzystać obecność profesora, żeby ostatecznie wyjaśnić sytuację nadchodzących świąt i naszego spotkania.
– Profesorze, Franek twierdzi, że nie przyjedziecie do kraju na przerwę świąteczną. Może dałoby się temu zaradzić?
Profesor podrapał się po głowie, zrobił zatroskaną minę i powiedział:
– Widzę kilka rozwiązań, ale Franek i ja musimy się jeszcze naradzić.
– Ależ nie ma żadnego wyjścia z tej sytuacji – skrzywił się chłopiec. – Przecież wiecie, że biorę udział w kursie naukowym, na który wytypowała mnie nasza szkoła.
– Mnie z kolei uniwersytet wysyła na konferencję w Nowym Jorku – obwieścił pan Kaganek. – Spędzę na wschodnim wybrzeżu co najmniej dwa tygodnie na sympozjach i wykładach. Proponuję, żebyś ty pracował ze swoją grupą zdalnie.
Zapadła cisza. Nie rozumiałyśmy wiele z tej wymiany zdań.
– Jak to zdalnie?! – obruszył się Franek. – Nic o tym nie wiem! Planujesz wyjazd do Nowego Jorku podczas moich arcyważnych przygotowań do olimpiady matematycznej?
Pan Kaganek już otwierał usta, aby odpowiedzieć synowi, ale głos zabrała Aniela.
– Och, Nowy Jork... – szepnęła. – To numer jeden na mojej podróżniczej liście marzeń. Bardzo chciałabym zobaczyć miasto, które nigdy nie zasypia.
– To hasło jest raczej przereklamowane – skwitował Franek. – Ja uważam, że nie ma bezsennych miast.
– Wszędzie słyszę, że w Nowym Jorku się nie śpi i że ulice są cały czas pełne ludzi. I że jest tam bardzo międzynarodowo – przekonywała Aniela.
Wreszcie do dyskusji włączył się profesor.
– To prawda. Nowy Jork to tygiel różnych narodowości – powiedział. – Mieszka tam chyba najwięcej na świecie ludzi z różnych krajów. Mieszają się wszystkie możliwe kultury, języki i… kuchnie!
– A czy pan, profesorze, widział już kiedyś Nowy Jork? – zapytała Aniela.
– Bardzo dawno temu. To może być już z piętnaście lat – odpowiedział pan Kaganek.
– Zazdroszczę panu! – zapiszczała Aniela i powtórzyła: – Nie wyobraża pan sobie, jak bardzo chciałabym zobaczyć Nowy Jork!
Chociaż Franek przejawiał już coraz wyraźniejsze oznaki zniecierpliwienia, profesor ani myślał o opuszczeniu zdalnego spotkania klubu.
Wtedy przypomniałam sobie, że po naszej wycieczce do Kalifornii pan Kaganek obiecał, że wkrótce cały Tajny Klub znowu będzie razem!
– Profesorze! – zawołałam. – Czy pamięta pan swoją obietnicę, którą złożył nam pan w Los Angeles?
Tata Franka, wyraźnie zdezorientowany, nie mógł sobie przypomnieć, co się wydarzyło, zanim opuściliśmy to miasto. Nie zwlekałam. Odświeżyłam wszystkim jego słowa.
– Technicznie mamy warunki, aby w naszym uniwersyteckim mieszkaniu w Nowym Jorku zamieszkało kilka osób – główkował. – Zastanówmy się… Co prawda nie myślałem dotąd o waszym przyjeździe, ale skoro obiecałem, to chyba najwyższy czas, żeby zorganizować tajny zjazd waszej paczki! Dobrze się składa, że Tajny Klub Superdziewczyn także marzy o wycieczce do Wielkiego Jabłka⁵ – dodał, a mnie serce zaczęło bić szybciej.
– Co to jest to „wielkie jabłko”? – zapytała Flora.
– To najważniejsze z określeń Nowego Jorku – wyjaśnił pan Kaganek. – Nazywany jest także „miastem, które nigdy nie śpi” albo „alter ego Ameryki”. Na pewno jednak najczęściej będziecie słyszeć o Wielkim Jabłku! I wkrótce będziecie mieli szansę przekonać się na własne oczy, jak ono wygląda!
Czyżby to oznaczało, że Aniela, Flora, Faustyna i ja zobaczymy się niedługo z Frankiem? I Tajny Klub Superdziewczyn i Jednego Superchłopaka znowu będzie w komplecie?
Aż podskoczyłyśmy z radości po drugiej, tej naszej, stronie laptopa w tajnej bazie na poddaszu w domu państwa Zwiędłych.
– Mega! – krzyknęła Aniela. – Jeśli to naprawdę jest możliwe, to ja, proszę pana, będę niezwykle szczęśliwa!
Faustyna, Flora i ja na zmianę unosiłyśmy kciuki i wiwatowałyśmy.
Na koniec, w imieniu całej naszej paczki, podziękowałam panu Kagankowi:
– Profesorze, ma pan najlepsze pomysły pod słońcem! Dzięki stypendium, które panu przyznano, mogłyśmy zwiedzić Kalifornię, a teraz zaprasza nas pan do Nowego Jorku!
– Cały Tajny Klub Superdziewczyn jest panu megawdzięczny! – dodała Fau.
– I Jednego Superchłopaka! – wtrącił Franek, który wreszcie doszedł do głosu. – Nie zapominajcie, że ja też tu jestem.
– Jasne, że pamiętamy! – zapewniłam, a wtedy Aniela, jakby na znak naszego tajnego porozumienia, zaczęła recytować klubowe zawołanie:
_Karaluchy, szczypawki, pająki,_
_padalce, jaszczurki i żmije._
_Nie boimy się was, dziwolągi,_
_nocne mary czy włóczykije._
_Straszenie nie ujdzie wam płazem._
_W Tajnym Klubie trzymamy się razem!_
_Nic u nas nie wskóra płaczka,_
_chwalipięta, samolub, zakalec,_
_tchórz, jędza i zarozumialec._
_Tajny Klub to jest superpaczka!_
Kiedy skończyliśmy recytować, pan Kaganek znowu zabrał głos.
– Pamiętajcie, proszę, że koszty przelotu do Nowego Jorku muszą jednak pokryć wasi rodzice – powiedział.
Wtedy Faustyna posmutniała i stwierdziła, że raczej nie ma tylu oszczędności, żeby kupić bilet na samolot, a na pomoc rodziców nie mogła liczyć, ponieważ mieli sporo wydatków.
Profesor się zasępił.
– Niestety, moja pensja uniwersytecka nie pozwoli mi zapłacić za wasze bilety – przyznał. – Nie jestem też pewien, czy mam wystarczające argumenty, żeby przekonać waszych rodziców do tak dużych wydatków. Ale, ale… skoro to jedyne wydatki związane z naszą wycieczką, a ja pokryję koszty waszego utrzymania w Wielkim Jabłku, to może jest szansa, że plan się powiedzie. Jak sądzicie?
– Nie jestem pewna – mruknęła przygnębiona Fau. – Sam pan wie, że moi rodzice mają swoje zasady. Jeśli nie uda mi się zgromadzić takiej kwoty, nigdzie nie pojadę.
– To może rozbij skarbonkę! – podpowiedziała Aniela.
– Prawie całą jej zawartość wydałam już na zakup pianina – bąknęła Fau.
Atmosfera, z entuzjastycznej i beztroskiej, zmieniła się o sto osiemdziesiąt stopni. Zatroskani, staraliśmy się teraz znaleźć rozwiązanie, żeby móc zrealizować nasze marzenie o wyprawie do Nowego Jorku.
Ale ja już miałam plan! W końcu jestem szefową Tajnego Klubu i muszę reagować w takich przypadkach! Chciałam jak najszybciej spotkać się z panią Laurą i przedstawić jej całą sytuację. Byłam dobrej myśli. Kto jak kto, ale mama Flory wraz z ekipą z Tajnego Klubu Superdziewczyn na pewno znajdzie rozwiązanie.
Kiedy profesor Kaganek opuścił już zdalne spotkanie naszego klubu, my jeszcze chwilę rozmawiałyśmy z Frankiem. Zaskoczony obrotem spraw był nieco obrażony na swojego tatę. Nasz przyjazd wiązał się z rezygnacją z kursu matematycznego. Frankowi zależało na przygotowaniach do olimpiady matematycznej i dobrych relacjach z kolegami z klasy. Z drugiej strony – zależało mu również na spotkaniu z Tajnym Klubem.
– Nic się nie martw – pocieszałam go. – Jesteś tak zdolnym uczniem, że twoja szkoła na pewno znajdzie rozwiązanie. Może będziesz mógł się łączyć z nimi przez internet?
– Nie lubię tej zdalnej nauki – odpowiedział Franek. – Bezpośredni kontakt jest ważniejszy i bardziej efektywny niż uczenie się przez komputer.
– Ja też wolę zwyczajne lekcje w szkole od komunikatorów, chociaż czasami nie ma wyjścia – powiedziałam.
Kiedy Franek wylogował się z naszego spotkania, natychmiast zaproponowałam dziewczynom, żeby w dyskusję związaną z wyjazdem za ocean włączyć panią Laurę.
– Możecie być pewne, że moja mama coś wymyśli – powiedziała z przekonaniem Flora.
Uruchomiłyśmy więc schody strychowe. To było jedyne wyjście z naszej tajnej bazy numer dwa. Za każdym razem, kiedy obradowaliśmy u Flory, schody były dostępne tylko dla nas i dzięki temu nasze spotkania były naprawdę megatajne. Potem, ostrożnie stąpając po stopniach, zeszłyśmy z poddasza. Skierowałyśmy się wprost do kuchni.
Miałyśmy nadzieję, że pani Laura jak zawsze zaprosi nas na pyszną kolację. Dzisiaj jednak było inaczej. Nie serwowała ani pizzy, ani pysznych włoskich makaronów. Kuchenny stół, przy którym odbyło się tyle biesiad, był pusty. Pani Laura siedziała z nosem w laptopie i zawzięcie uderzała w klawisze.
– Jesteśmy głodne – mruknęła Flora. – Czy będzie coś do jedzenia?
I wtedy właśnie wybuchła bomba.
– Mam kilka fajnych przepisów na przekąski – oznajmiła pani Zwiędły. – Wpadnijcie na mój blog kulinarny. Albo lepiej na stronę w mediach społecznościowych. Właśnie wrzuciłam dla moich fanów kilka propozycji szybkich, kolorowych kanapek.
Zamurowało nas. Zupełnie nie wiedziałyśmy, jak zareagować.
– Nigdy nie wspominałaś, że masz blog i fanpage! – odezwała się wreszcie Flora.
– Cóż… – odparła mama. – Nikt mnie o to nie pytał! Poza tym zanim wyjawię światu tę nowinę, chciałam się przekonać, czy moje przepisy przypadną do gustu smakoszom.
– Ile osób cię obserwuje, mamo? – zapytała z zaciekawieniem Flo.
– Och, jakieś kilka tysięcy – oznajmiła od niechcenia pani Laura. – Codziennie przybywa mi nowych fanów.
– To mnóstwo! – wrzasnęła Flora z podziwem. – Jak tego dokonałaś?
– Ależ, Florciu, sięgajmy gwiazd! To dopiero początek! Ja idę po setki tysięcy – odparowała jej mama.
Pokiwałyśmy z uznaniem głowami, a ja pomyślałam, że pani Laura jest naprawdę ambitna! Jest gwiazdą mediów społecznościowych!
Następnie z wielkim zaciekawieniem, nadal głodne, odpaliłyśmy aplikacje w naszych telefonach i obejrzałyśmy zarówno blog, jak i fanpage. Mama Flory gotowała on-line pod hasłem „Lauracucina” – _LauraCucina_, czyli _LauraPichcidlaWas_!
Florę bardzo zaskoczyła ta nazwa.
– Ależ, mamo! To po włosku! – zwróciła uwagę. – Przecież nie jesteś Włoszką! To może wprowadzać użytkowników w błąd!
– Przez jakiś czas studiowałam we Włoszech – broniła się pani Laura. – Świetnie pamiętam dania z Italii i wciąż jeszcze umiem porozumieć się po włosku! A poza tym mam swoich ludzi we Włoszech. Nadal mieszka tam moja przyjaciółka, Francesca.
– Zawsze nas przekonywałaś, że to Frania, a nie Francesca! – przypomniała jej Flora.
– Jak zwał, tak zwał – stwierdziła pani Laura. – Najważniejsze, że mam konsultantkę!
– Z tą włoską kuchnią to całkiem udany chwyt marketingowy – zauważyła Aniela i zabrzmiało to bardzo przekonująco. – Język włoski przyciąga miłośników kuchni.
– Mnie też bardzo się podoba ta nazwa! Zwraca uwagę – powiedziałam z uznaniem. Zresztą mówiłam szczerze, bo na blogu znajdowało się wiele przepisów i mnóstwo naprawdę świetnych zdjęć kulinarnych.
Potem kliknęłam „polub” i dołączyłam do grona fanów profilu pani Laury.
– Skoro blog ma włoską nazwę, czy będziesz publikowała tylko przepisy na dania z Italii? – zapytała Flora.
– Ależ skąd! – krzyknęła pani Laura i wyjaśniła: – Moim marzeniem jest stworzyć blog na temat kuchni świata. Na pewno znajdą się tu przepisy na dania z tych krajów, które wspólnie odwiedziliśmy. To będzie moja tajna misja!
Mega! Prawie podskoczyłam z radości! To był świetny moment, aby porozmawiać z panią Laurą na temat pomysłu wycieczki Tajnego Klubu Superdziewczyn do Nowego Jorku!
– My też mamy tajną misję, proszę pani – oznajmiłam uroczyście.
– Bardzo ważną tajną misję – dodała Flora, podkreślając wagę naszego najnowszego pomysłu. – Być może najważniejszą!
– Co chwilę macie nową tajną misję – mruknęła pani Zwiędły zatopiona w swoim blogu kulinarnym.
– Właśnie na tym polega działalność naszego klubu, mamo… – zwróciła jej uwagę Flora. – Tajny Klub Superdziewczyn przeprowadza tajne misje.
– I potrzebujemy pani uwagi – dodałam. W końcu to ja byłam szefową Tajnego Klubu Superdziewczyn i miałam pomysł, aby zaangażować panią Laurę w zorganizowanie wycieczki do Nowego Jorku.
Mama Flory chyba wreszcie się zreflektowała, bo zamknęła swój laptop. Ci dorośli! Czasem zachowują się jak dzieci!
– Zamieniam się w słuch – oświadczyła i spojrzała na nas wyczekująco.
Postanowiłam przedstawić całą sprawę bez kluczenia.
– Pan Kaganek zaprosił Tajny Klub Superdziewczyn do Nowego Jorku – oznajmiłam.
– To bardzo szlachetnie z jego strony – stwierdziła mama Flory z uśmiechem. – Bardzo się cieszę! To już pewne?
– Właściwie tak – potwierdziła Flo z entuzjazmem. – Profesor wyjeżdża na dwa tygodnie w delegację⁶ do Nowego Jorku. Zamieszka w olbrzymim apartamencie w centrum miasta. Może tam zaprosić, kogo tylko zechce, ale postanowił przyjąć właśnie nas!
– Jest tylko jeden mały problem – wtrąciłam nieśmiało. – Musimy zdobyć fundusze na bilety.
– Mamy nadzieję, że pomoże nam pani coś wymyślić – dodała Faustyna, która dotąd zajmowała się jedynie degustacją warzywnych past mamy Flo.
Pani Zwiędły spojrzała na nas podejrzliwie.
– Ależ, dziewczyny! Jestem teraz bardzo zajęta. Pracuję nad moim blogiem i nie mam czasu na inne tajne misje – oświadczyła.
– Bez pani nasza misja na pewno się nie uda – mruknęła Aniela.
– Skoro profesor wymyślił tak doskonały plan, uważam, że powinien wziąć na siebie odpowiedzialność – wycedziła pani Laura. – Czy bierze pod uwagę, że dzieli nas prawie siedem tysięcy kilometrów? I wreszcie, czy wpadł na to, że aby skorzystać z zaproszenia, powinnyście mieć sporo oszczędności w skarbonkach? – uniosła się. – Ach, ci mężczyźni – westchnęła, wbijając wzrok w sufit.
Ale zaraz język znowu się jej rozwiązał. Słuchałyśmy w milczeniu narzekań pani Laury. W końcu gra toczyła się o naprawdę wysoką stawkę. Nie tylko o wycieczkę do Nowego Jorku, lecz także o zjednoczenie Tajnego Klubu Superdziewczyn i Jednego Superchłopaka!
Pani Zwiędły była zdania, że pomysły profesora są nieracjonalne i do tego nadmiernie ją angażują. W końcu zauważyła jednak, że nie komentujemy jej wypowiedzi, i uznała, że wróci do pracy nad swoim blogiem.
– Muszę dbać o odpowiednie wykorzystywanie swojej energii, mam jeszcze do napisania kilka artykułów na bloga – stwierdziła, po czym otworzyła laptop i zajęła się własnymi sprawami.
Nie miałyśmy więc wyjścia. Wyjęłyśmy ze spiżarki chleb i inne artykuły i przygotowałyśmy kolorowe kanapki według przepisu z bloga pani Laury.------------------------------------------------------------------------
¹ Hipster – osoba, która nie podąża za głównym nurtem kultury i podkreśla swoją niezależność i oryginalność.
² Przygoda z niedźwiedziem – w tomie _Emi i Tajny Klub Superdziewczyn. Dookoła świata: Kalifornia_ przyjaciele odwiedzają Park Narodowy Yosemite w stanie Kalifornia.
³ Magnituda – wielkość trzęsień ziemi mierzy się na podstawie magnitudy, czyli w uproszczeniu przyspieszenia drgań gruntu podczas wstrząsów. Pojęcie to zdefiniował Charles F. Richter i ułożył skalę, zgodnie z którą można było mierzyć intensywność trzęsień ziemi w Kalifornii. Potem przyjęło się używać skali Richtera do określania siły wstrząsów, co nie jest do końca poprawne, ponieważ cechą wstrząsów nie jest siła, ale właśnie magnituda.
⁴ Science Winter School – Franek posłużył się angielskim odpowiednikiem Zimowej Szkoły Naukowej.
⁵ Wielkie Jabłko (ang. Big Apple) – tak bywa określany Nowy Jork. Nazwa pochodzi z początku XX wieku, kiedy jeden z dziennikarzy sportowych nazwał tak miasto w tytule swojego artykułu o miejscowych wyścigach konnych. Potem coraz częściej mówiono tak na Nowy Jork, aż w końcu w latach siedemdziesiątych XX wieku użyto symbolu pięknego czerwonego jabłka do promocji turystyki w metropolii.
⁶ Delegacja – wyjazd służbowy poza miejsce zamieszkania.