Facebook - konwersja
Czytaj fragment
Pobierz fragment

  • Empik Go W empik go

Fucking Bornholm - ebook

Wydawnictwo:
Data wydania:
1 stycznia 2020
Ebook
9,90 zł 19,99 zł
Format ebooka:
EPUB
Format EPUB
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najpopularniejszych formatów e-booków na świecie. Niezwykle wygodny i przyjazny czytelnikom - w przeciwieństwie do formatu PDF umożliwia skalowanie czcionki, dzięki czemu możliwe jest dopasowanie jej wielkości do kroju i rozmiarów ekranu. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
, MOBI
Format MOBI
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najczęściej wybieranych formatów wśród czytelników e-booków. Możesz go odczytać na czytniku Kindle oraz na smartfonach i tabletach po zainstalowaniu specjalnej aplikacji. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
(2w1)
Multiformat
E-booki sprzedawane w księgarni Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu - kupujesz treść, nie format. Po dodaniu e-booka do koszyka i dokonaniu płatności, e-book pojawi się na Twoim koncie w Mojej Bibliotece we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu przy okładce. Uwaga: audiobooki nie są objęte opcją multiformatu.
czytaj
na tablecie
Aby odczytywać e-booki na swoim tablecie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. Bluefire dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na czytniku
Czytanie na e-czytniku z ekranem e-ink jest bardzo wygodne i nie męczy wzroku. Pliki przystosowane do odczytywania na czytnikach to przede wszystkim EPUB (ten format możesz odczytać m.in. na czytnikach PocketBook) i MOBI (ten fromat możesz odczytać m.in. na czytnikach Kindle).
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na smartfonie
Aby odczytywać e-booki na swoim smartfonie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. iBooks dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Discount ico

Oglądasz promocyjny produkt. Pospiesz się, aby nie przegapić najlepszej ceny!

Czytaj fragment
Pobierz fragment
Discount ico

Oglądasz promocyjny produkt. Pospiesz się, aby nie przegapić najlepszej ceny!

Fucking Bornholm - ebook

Powieść na motywach bestsellerowego serialu audio. Literacka historia, napisana z rozmachem przez reżyserkę Annę Kazejak.

Dwie z pozoru szczęśliwe pary: małżeństwo z kilkunastoletnim stażem oraz świeży związek z Tindera. Wspólny, rodzinny wyjazd na majówkę – brzmi jak sielanka, ale kryje się za nim pełen emocji dramat obyczajowy. To poruszająca historia o kryzysie w związku i ponadczasowej potrzebie miłości. W trakcie wyjazdu między dziećmi obu par dochodzi do szokującej, dramatycznej sytuacji, która staje się katalizatorem zmiany. Jak poradzą sobie z kryzysem ich rodzice?

Anna Kazejak – reżyserka i scenarzystka. Jest Członkinią Europejskiej Akademii Filmowej oraz Gildii Reżyserów Polskich. Ma na swoim koncie takie produkcje jak: „Skrzydlate świnie”, „Obietnica”, seriale „O mnie się nie martw” czy „Szadź”.

Kategoria: Kryminał
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-272-6614-9
Rozmiar pliku: 696 KB

FRAGMENT KSIĄŻKI

Podróżowanie to przebywanie w bezczasie. Znika podział na było, jest i będzie. Czas zawęża się do wiecznego teraz. Wrażenie to potęguje się, kiedy podróży towarzyszy przeprawa przez wodę. Każdy prom, nawet ten niewielki, ten, którym można pokonać Wisłę na południu Warszawy, daje wrażenie przejścia. Przedarcia się na drugą stronę. Przekroczenia. Jak daleką drogę pokonaliśmy, okazuje się dopiero po powrocie.

To wnętrze lata swojej świetności miało już dawno za sobą. Odrapane ściany w kolorze, który dzieci określają nieładnie jako ‚sraczkowaty’, wskazywały, że dobrych kilkanaście lat nie było tu funduszy na inwestycje. Stoły przykryte były obrusami w biało-czerwoną kratę. Na każdym z nich dumnie prezentował się wazonik ze sztucznym kwiatkiem. Plastik udający naturę. Tak częsta dziś obserwacja z ulic stolicy czy okładek modowych magazynów – nie tylko z obskurnych barów.

Hubert przetarł odruchowo stolik cienką serwetką. Ten standard ewidentnie mu nie odpowiadał. Po prostu odwykł od niego. Jako prawnik pracujący na co dzień w jednej ze stołecznych korporacji zwykł jadać w lepszych restauracjach. Przeczesał włosy w nadziei, że siedząca przed nim Nina nie zauważy wstydliwego przerzedzenia na czubku głowy, które zdradzało, że przekroczył już czterdziestkę i że niechybnie oprócz starczej krótkowzroczności zacznie dopadać go łysienie.

- Powinnam być na piątym, ale po maturze miałam rok przerwy. Wiesz, żeby odnaleźć... nie wiem... siebie... powołanie? - mówi Nina.

- Psychologię? - podrzucił błyskawicznie. Ona przytaknęła i uśmiechnęła się zalotnie. Kosmyk włosów oplotła wokół swojego palca. Nie potrafił oderwać oczu od jej dłoni, choć dobrze wiedział, co ten gest oznacza. Widział go już wystarczająco wiele razy w swoim życiu.

Tak, był świadom wrażenia, jakie robił na kobietach. Wysportowany, z jako takim gustem, który sprowadzał się do ubrań popularnych marek z wyższej półki oraz drogiego zegarka.

- Tak. Chyba tak. Fascynują mnie ludzkie emocje. Zrozumiałam to dopiero w Indiach. - Mówiąc to, zrobiła poważną minę, jakby było to jakieś epokowe odkrycie. Hubert wciąż nie mógł oderwać wzroku od włosów oplatanych na jej palcu, co nieprzerwanie towarzyszyło jej wywodowi. Pomagało mu to zachować powagę, niezależnie od tego, co słyszał z jej ust.

- Zawsze chciałem tam polecieć - dodał równie przejęty jak jego rozmówczyni.

- Koniecznie! To powinno być obowiązkowe. Jak terapia od dwunastego roku życia.

- Indie tak. Terapia to raczej nie. Nie potrzebuję - skwitował zadowolony, a ona nieoczekiwanie położyła swoją dłoń na jego. Wywołało to jego bezwolny odruch - rozglądnął się, sprawdzając, czy nikt nie widzi. Jak przyłapany na gorącym uczynku.

- Wszyscy jesteśmy skrzywdzeni przez rodziców - powiedziała z przekonaniem i pewnością równą stałym fizycznym.

Maja przyglądała się temu z niedaleka. Złożone w małym barze zamówienie nie było przygotowywane dostatecznie długo, by mogła się przyjrzeć tańcowi godowemu tych dwojga. On prężył pawie pióra, ona szukała pretekstu do kontaktu fizycznego. Tak to zawsze wygląda na początku, pomyślała. Szkoda, że tak szybko ta faza się kończy.

Dwie filiżanki herbaty wylądowały na kontuarze za plecami Mai. Lakonicznym uśmiechem podziękowała barmanowi, który szybkim gestem zabrał odliczoną gotówkę z blatu. Przysunęła cukiernicę i do obu filiżanek sprawiedliwie wsypała po dwie łyżeczki białego cukru.

- Znowu słodzisz? - Maja bezwiednie podskoczyła, zaskoczona obecnością mężczyzny. Miała tak zawsze, kiedy zatapiała się tak głęboko w swych myślach, że przestawała zauważać wszystko wokół. Mogła automatycznie wykonywać wówczas pewne czynności, ale jej myśli znajdowały się zupełnie gdzie indziej. Wtedy najłatwiej było przypuścić na nią atak.

Zawsze lubiła ciepły głos Dawida. Także wtedy, kiedy budziła się przy nim w akademiku. To było wiele lat temu, ale wciąż pamiętała ich wspólne poranne rytuały. Gładził jej twarz zewnętrzną stroną dłoni i mówił jakieś banały, które jednak zawsze ją rozśmieszały i sprawiały, że perspektywa spędzenia wielu godzin na wykładach z prawa cywilnego nie wydawała się taka bolesna. Od tego czasu wiele się zmieniło, zbyt wiele jak na Maję, ale jedno musiała przyznać - ten głos wciąż na nią działał.

- Urok wakacji. Parę dni można sobie odpuścić. Nieprawda? - odpowiedziała. Dawid potaknął z całą życzliwością. Maja chwyciła kubki z herbatą.

- Patrz, jak się dogadali - wskazał na siedzących nieopodal Huberta i Ninę, którzy wciąż wydawali się pochłonięci rozmową. Maja spoglądnęła za siebie przez ramię, ale nic nie odpowiedziała.

- Spoko jest, nie?

- Prosisz mnie o błogosławieństwo? - Nie rozumiała, do czego dąży, ale poczuła, że z jakichś powodów jego pytanie ją zirytowało. Oczywiście nie dała tego po sobie poznać.

- O uśmiech proszę, Majeczka, o uśmiech!

W odpowiedzi Maja obdarzyła go nieco sztucznym i wymuszonym uśmiechem. Zabrała herbatę i zręcznie wyminęła stojącego na jej drodze mężczyznę.

Obie filiżanki wylądowały na ceracie przed Hubertem, który odchylił się trochę zbyt pośpiesznie, jakby znów przyłapany na czymś grzesznym . Zmieszanie przykrył uśmiechem. Maja usiadła obok i celowo położyła dłoń na jego ramieniu, obdarzając przy tym Ninę z kolei jednym ze swoich najserdeczniejszych uśmiechów. Hubert skrzywił się na widok herbaty.

- No niestety. Nie ma piwa bezalkoholowego - wytłumaczyła, co odpowiadało stanowi faktycznemu barku za jej plecami.

- A zielonej nie mieli? - marudził dalej.

Maja rozglądnęła się wokół. Nigdzie nie było widać dzieci.

- Nie. Gdzie Eryk? - odpowiedziała, czując narastający niepokój, jak każda matka, która traci z oczu swoje dziecko. Przy czym ta zasada nie obowiązuje w odniesieniu do tych starszych dzieci, które zazwyczaj chcemy mieć poza zasięgiem wzroku, by chwilę od nich odpocząć.

Hubert był pewien, że jego młodszy syn pozostawał pod opieką starszego - Wiktora. Maja wpatrywała się w niego z wymowną miną. Nie, nie tak to miało wyglądać, miał mieć Eryka na oku cały czas. Jednak najwyraźniej na czym innym skupił swoją uwagę.

- Spokojnie, Majka - tylko to miał do powiedzenia. „Spokojnie, Majka” to zresztą jego ulubione zdanie adresowane do własnej żony. Słyszała je za każdym razem, kiedy podnosiła lekko głos w proteście. Często myślała, że właśnie te słowa Hubert wykuje na jej nagrobku, jeśli oczywiście ona umrze przed nim. Teraz walczyła ze sobą, by nie odgryźć się mężowi. Postanowiła, że będzie dobrą żoną. Uległą, przecież takie są zawsze w cenie. Jak ta młoda dziewczyna siedząca przed jej mężem, która wkładała właśnie cały swój wysiłek w to, by się mu przypodobać.

- Czyli jesteś po psychologii? - spytała Maja.

- Został jej jeszcze rok - wyrwał się do odpowiedzi Hubert.

No tak. Wszystko jasne. Trochę żałosne, ale przewidywalne. Maja rozglądnęła się jeszcze raz po wnętrzu. Gdzie są dzieci, do cholery.

Wiktor zaglądnął przez bulaj do wnętrza restauracji. Upewnił się, że rodzicom nic nie grozi - tak, byli bezpieczni, i do tego w dobrych nastrojach. Wznosili właśnie toast kubkami z herbatą i najwyraźniej świetnie się bawili. Skoro tak, to można było realizować plan powzięty wcześniej.

Podbiegł do Kaja. Byli w tym samym wieku. Wiktor pamiętał ich wspólne zdjęcia z albumu rodzinnego robione na Bornholmie. Dwa niemowlaki siedzące na maskach samochodów. Tata Kaja miał zawsze fajne auta. Pachnące nowością i ładnymi perfumami wujka. Pojazdom jego taty brakowało natomiast jednego i drugiego. Na tych zdjęciach była jeszcze ciocia Klaudia, którą Wiktor bardzo lubił. Bardzo żałował, że już z nimi nie jeździ, robiła bowiem najlepsze naleśniki na świecie.

Eryk złapał Kaja za rękę. I pociągnął do barierek. Przed nimi kotłowała się ciemna woda, a nad nią zawieszone było złociste słońce, które zniżało się już w stronę horyzontu. Byli na promie. Na promie! Najlepszym na świecie placu zabaw!

Nim się obejrzał, Kaj zdążył ściągnąć z burty koło ratunkowe i założyć je Erykowi na szyję. Będzie fotka dla kolegów. Ale Wiktor się zawahał. No tak, słaby pomysł. Kaj wpadł na lepszy. W tym celu należało zwodować Eryka. No i koniecznie to sfilmować.

- No, prom go pociągnie - powiedział Kaj. - Prawie jak narty wodne. Ojciec mnie kiedyś tak ciągnął za motorówką.

Wyobraźnia Kaja wydawała się podpowiadać coraz to lepsze koncepcje. Eryk, który dotąd nie wydusił z siebie ani słowa, spojrzał niepewnie na morze. Potem na Wiktora. Lojalność podwórkowa kazała Wiktorowi trzymać z tymi, którzy byli z jego przedziału wiekowego, ale z drugiej strony… Eryk to był brat. Może młodszy, upierdliwy, bo wszędzie za nim chodził, ale jednak rodzina. To do czegoś zobowiązywało, jak już zdołał się nauczyć przez te ponad dziesięć lat swojego chłopięcego życia.

- To głupie - odparł krótko.

- Sam jesteś głupi. Wymiękasz? - Kaj nie zamierzał odpuścić.

- Nie wymiękam!

Kaj zrobił minę, która jednoznacznie wskazywała, co sądzi na ten temat.

- Ma koło, nie? Nie peniaj - powiedział i spojrzał na małego.

Eryk zamarł, niepewny swojej przyszłości.

Dawid rozsiadł się wygodnie, szerokim gestem obejmując Ninę, która właśnie relacjonowała początki ich znajomości. Hubert spijał każde słowo z jej ust, nie zdając sobie sprawy, że stawia Maję w dość niekomfortowej sytuacji.

- To było coś w stylu... „Wierzysz w cuda? Bo ja właśnie uwierzyłem”. A potem jeszcze dopisał: „Z twoich oczu bije mądrość”…

- … i zaufanie - dopowiedział Dawid.

Jednocześnie parsknęli szczerym śmiechem. Dawid pocałował ją czoło i przytulił do ramienia. Tę ilość słodyczy w gestach i słowach mogli znieść tylko przywykli to tego poziomu zinfantylnienia Azjaci. Zwłaszcza ci z Japonii. Maję aż zemdliło. Może dlatego, że jako matka dwóch chłopców nie była narażona na kontakt z marką Hello Kitty i innymi jej podobnymi. Słodko, za słodko.

- I ty na to poleciałaś? - Swoim pytaniem Hubert przerwał ten swoisty spektakl teatru Kabuki.

- Pomyślałam: zajebiście. W końcu poznam Paulo Coelho - odparła Nina.

Hubert uśmiechnął się ze zrozumieniem, choć w swoich rękach nigdy nie miał książki tego pisarza. Prawdę mówiąc, od dawna nie miał w nich żadnej książki.

- Co odpisuje się na oczy, z których bije mądrość? - postanowił drążyć temat.

- Szukasz mądrości na jedną noc, czy na dłużej? - zniżyła głos, co miało oddać gęstą atmosferę sekstingu z Tindera.

Huberta znów to rozbawiło. Maję mniej. Dawid obrzucił oboje wzrokiem.

- Może koniec z tym krzyżowym ogniem pytań? - powiedział, czując na sobie wzrok Mai.

- Pan adwokat oponuje przeciwko przesłuchaniu świadka? - spytał wciąż rozbawiony Hubert.

Dawid błyskawicznie dał się wciągnąć w proponowaną przed Huberta konwencję. Zaczęły się prawnicze dowcipy. Jeden przez drugiego przebijali się w abstrakcyjności i hermetyczności swoich żartów. Nina pochyliła się w stronę Mai.

- To ich pojęcie poczucia humoru? - wyszeptała.

Maja spojrzała na Ninę, której mogła się teraz przyjrzeć z bliska. Wydawało się przez chwilę, że zastanawia się, czy w ogóle chce odpowiedzieć na jej pytanie. W końcu jedynie przytaknęła skinieniem głowy. To powinno jej wystarczyć. Nina jednak zatrzymała na niej wzrok odrobinę dłużej, niż by się Maja spodziewała. Zapadła cisza. Jakby skończyły się tematy do rozmów.

- My poznaliśmy się tradycyjnie - nieoczekiwanie wypaliła Maja. Powiedziała to trochę nazbyt poważnie. Przy ostatnim słowie położyła swoją dłoń na dłoni Huberta. Ten spojrzał na nią zdziwiony jej gestem.

- Tak. Nasz związek istnieje dłużej niż Tinder - mówiąc to, uśmiechnął się, ale w jego głosie ewidentnie dało się wyczuć rodzaj rozgoryczenia z faktu, że nie było mu dane skorzystać z uroków aplikacji randkowych. - Albo w ogóle... internet! - dodał, by zatrzeć gorycz poprzedniego zdania.

Wszyscy poza Mają wybuchnęli śmiechem. Maja wzięła łyk herbaty. Fakt, dwadzieścia lat razem to już epoka.

Nagle tupot dwóch par stóp przerwał ogólne rozbawienie. Wiktor i Kaj wpadli do pomieszczenia, krzycząc, że widać brzeg. Maja rozejrzała się wokół. W towarzystwie zabrakło Eryka. Zapytała, gdzie go zgubili, mieli go przecież pilnować.

- No przecież nie wyskoczy do morza - uciszył ją Hubert, co było trochę inną wersją jego: „Spokojnie, Majeczka”.

Wybiegła na górny pokład. W samą porę. Eryk stał na szczebelkach barierki od zewnętrznej strony. Wyglądało to tak, jakby miał zaraz wskoczyć do morza. Wykrzyczała imię syna najgłośniej, jak mogła, przebijając szum fal i wiatru. Eryk oglądnął się przez ramię. Niepewnie, nie wiedząc, co robić, w którą stronę się udać – pójść w ramiona matki czy zmierzyć się z wyzwaniem rzuconym przez chłopców. Ale ona była już przy nim, zdejmując mu z ramion dylemat, a z bioder koło ratunkowe, które wciąż oplatało go ciasno. Jej ruchy były pewne i zdecydowane, pozbawione krztyny paniki. Chciała się dowiedzieć, dlaczego to zrobił, czemu wszedł na barierki, przecież nie wolno mu robić takich rzeczy. Owszem, wiedział o tym, ale przecież są sprawy ważniejsze dla chłopca niż ogólnie przyjęte zakazy. Tego jednak jej już nie powiedział.

- Chciałem lepiej widzieć - skłamał, próbując nie patrzeć matce w oczy. Ona schyliła się i go przytuliła. Głowa Eryka wylądowała na wysokości jej klatki piersiowej. Słyszał, jak szybko bije jej serce. Zrozumiał, że musiała mocno się zdenerwować, widząc, że zagraża mu niebezpieczeństwo. Zatem gdy poprosiła, by już więcej tego nie robił, przytaknął pośpiesznie, chcąc skończyć niewygodny dla siebie temat. Wyciągnął przed siebie dłoń i wskazał brzeg, który coraz wyraźniej rysował się na horyzoncie.

Wyspa wydawała się niewielka. Wyłaniała się z wody nieśmiało, niepozornie, jakby nie chciała sobą zajmować niczyjej uwagi. Na falach połyskiwały promienie coraz niżej zawieszonego słońca. Jak monety w fontannie. Niebo zaczynało sięgać po coraz więcej barw z dostępnej mu palety, nie ograniczając się jedynie do banalnego błękitu.

- Pamiętasz, jak tu byliśmy ostatnio? - zapytała Maja, biorąc syna na ręce. Eryk pokręcił przecząco głową. - Było super - uśmiechnęła się bardziej do swoich wspomnień niż do dziecka. Jej wzrok wciąż wbity był w wyłaniający się znikąd kształt wyspy. - Teraz też będzie - dodała, teraz już wyraźnie kierując te słowa do siebie. Jakby chciała się upewnić, że nikt nie zniweczy jej planów.

Paszcza promu cumującego u brzegu duńskiej wyspy otwierała się powoli. Sznur samochodów zaczął wylewać się na stały ląd. W końcu wychyliło się także volvo Huberta, ciągnące za sobą wysłużoną przyczepę kempingową marki Hobby. Na jej ogonie siedział elegancki kamper, którego kierownicę dumnie dzierżył Dawid. Nieśpiesznie sunęli w karawanie aut, a gdy tylko udało im się wyjechać na główną szosę, przyspieszyli. Słońce schodziło coraz niżej ku morzu, a przecież czekało ich jeszcze rozbijanie obozu.

Maja patrzyła na przestrzeń za oknem. Niby od kraju dzieliła ich tylko woda, a jednak jeśli chodzi o układ przestrzeni, wrodzony architektoniczny porządek można było odnieść wrażenie, że między Duńczykami a Polakami jest przepaść. Każdy z mijanych domów miał idealną kolorystykę, która harmonijnie komponowała się z krajobrazem wokół. Natura przechodziła łagodnie w kulturę i na odwrót. Wzrok odpoczywał od nadmiaru przydrożnych reklam, billboardów i innych śmieci, do których już przywykli w Polsce. Umiejętność adaptacji człowieka do każdych warunków otoczenia pozostawała jedną z tajemnic naszego gatunku.

Wyciągnęła mapę, choć drogę znała w zasadzie na pamięć. Tyle lat tu jeździli, chyba od drugiego roku studiów, czyli odkąd zaczęli się spotykać z Hubertem. Mapa Bornholmu była stara i sfatygowana, ale niczego jej nie brakowało - na wyspie niewiele się zmieniło przez ten czas. Trzymała ją na kolanach i opuszkiem dłoni gładziła jej szorstki rant. Czy my upodabniamy się z czasem do map, czy one do nas? - pomyślała. Pasma dróg, nazw, imion, zmarszczek na twarzach - wszystko tworzy jakich wzór, który odczytać może z oddalenia tylko jakiś zmyślny kartograf.

- Notujesz, Maja? Dlaczego nie robisz notatek? - Natarczywość pytania Huberta wyrwała ją z jej toku myślenia. Musiał już przez dłuższy czas perorować, o czym świadczyła irytacja na jego twarzy. - Jutro: rowery. W pojemnikach jest atlas ptaków, Dawid prosił, żebym zabrał. Później wizyta w latarni morskiej… - ciągnął, a Maja dla świętego spokoju udawała, że zapisuje ten nader skomplikowany plan, który Hubert tworzył z wielką pieczołowitością, równą tej z pozwów sporządzanych dla korporacji.

Dzieci wydawały się zupełnie nie zwracać na to uwagi. Siedziały na tylnych siedzeniach z oczami wlepionymi w tablety.

Tymczasem w kamperze Dawid próbował przełączyć się z zestawu głośnomówiącego na słuchawki, ale nowoczesność pojazdu zdawała się go pokonywać. Musiał pilnie dokończyć rozmowę z Klaudią.

- No tylko trochę bujało - odwrócił się do Kaja. - Co nie? Nie było tak źle?

- Nie rzygałem - krótko podsumował mały.

- Nie rzygał, słyszysz? Czyli dobrze. Zadzwonię, jak już będziemy na miejscu. - Choć tego nie chciał, w powietrzu zapachniało nadgorliwością.

- Możesz po prostu napisać wiadomość - odparła spokojnie Klaudia z głośnika. - No to cześć. Bawcie się dobrze.

- Dobra. Hej - powiedział Dawid i rozłączył się.

Zauważył, że Nina mu się przygląda. Ciężko mu było rozszyfrować to spojrzenie. Że co? Że za bardzo się stara? Że jest dla byłej żony zbyt miły? Nie, nie będzie tego analizował. Jest, jak jest, i niech tak pozostanie. Najważniejsze, że Kaj jest z nim. Pierwszy raz od rozwodu pozwoliła mu wziąć małego na kilka dni za granicę. Będzie dla niej miły, nawet jeśli Ninie się to nie do końca podoba.

- Może muzeum włókiennictwa? Akurat tam nigdy nie byliśmy. - Hubert walczył o uwagę rodziny, choć miał teraz konkurencję w postaci dźwięków gier na telefonach chłopców.

- Ciekawe dlaczego...? - ironicznie skwitowała Maja, ale Hubert tego już nie usłyszał.

- Jest jakiś plan. Jest dobrze - podsumował zadowolony z siebie.

Maja spojrzała na leżącą na jej kolanach mapę. Jej dłoń przypadkiem spoczęła na miejscu, które znajdowało się na wschodnim krańcu wyspy. Zaznaczyła je kiedyś długopisem. To musiało być wiele lat temu, bo tusz zdążył się już nieco wytrzeć.

- A Louisenlund? Gaj Luizy. Megality - spytała.

Hubert wziął głęboki oddech i przewrócił oczami.

- Nigdy nie było czasu - dodała, a w jej głosie dało się usłyszeć dziecięcą prośbę, której uparci rodzice nie zechcieli dotąd spełnić. Hubert spojrzał na nią krótko, zbyt krótko, by dostrzec, że Mai na tym zależy.

- Jaki ma sens oglądanie kilku kamieni?

- Mówi człowiek, który proponował muzeum włókiennictwa - odparowała.

- A czytałaś o tym muzeum?

- Czytałam o Louisenlund - zripostowała.

Hubert tym razem uraczył ją dłuższym spojrzeniem. Maja uśmiechnęła się - punkt dla niej. Widziała, że nie ma kontrargumentu w zanadrzu. Znów wziął głęboki oddech.

- Słuchaj, możesz jechać, a my z chłopakami sobie popływamy - odwrócił się na moment za siebie i próbując przekrzyczeć gry, krzyknął. - A może jeszcze dzisiaj ktoś ma ochotę na szybkie zanurzenie?

Odpowiedziała mu cisza, nie licząc oczywiście natarczywych syntetycznych wystrzałów dobiegających z urządzeń. Chętnych brak. Chłopcy nawet nie podnieśli głów znad tabletów.

Słońce było już nisko, kiedy karawana przybyła na kemping. Promienie zalewały krajobraz ciepłym światłem i Mai przyszło na myśl, że ma przed sobą jeden wielki obraz Turnera. Kiedy zaś spojrzało się w drugim kierunku, niebo przechodziło z błękitu w magentę i delikatny fiolet tuż przy horyzoncie. Gdzieś w oddali widać było pole rzepaku, który dopiero co puszczał pąki. Jego intensywna żółć wzmacniała kontrast malowidła stworzonego przez naturę.

Samochody zaparkowały jeden za drugim pośrodku klepiska. Dawid wyszedł z kampera i przeciągnął się, odsłaniając podhodowany, owłosiony brzuszek. Z drugiego auta jak z procy wystrzelił mąż Mai. Zanim Dawid skończył ziewać, Hubert był już przy nim, wskazując na palcem na miejsce przed sobą.

- No nie! Tylko nie to! - jęknął.

Naprzeciw nich dwie pary wylegiwały się na pasiastych leżakach przed swoimi namiotami. Jeden z mężczyzn z zaangażowaniem opowiadał jakaś historię pozostałym, którzy zaśmiewali się do rozpuku, nieświadomi, że nowo przybyli intensywnie się im przyglądają. Dawid powiódł spojrzeniem w ich kierunku, po czym wrócił wzrokiem na Huberta. Za ich plecami Kaj, Wiktor i Eryk wyskakiwali właśnie z samochodów i z piskiem biegli w stronę plaży. Dawid otworzył usta, by krzyknąć w kierunku syna kilka słów ostrzegających przed ewentualnymi niebezpieczeństwami, ale Hubert położył dłoń na jego ramieniu, nim cokolwiek wydostało się z głębi gardła przyjaciela.

- Chodź. Potrzebuję wsparcia - powiedział i Dawidowi nie pozostało nic innego, jak pójść za nim. Nie miał pojęcia o zamiarach Huberta.

Maja zdążyła zawczasu uprzedzić chłopców, by nie wchodzili do wody i spokojna oparła się o ciepłą maskę samochodu, która przyjemnie kompensowała chłód wiatru od strony morza. Ramiona osłoniła lekkim szalem, który trzepotał leniwie. Niepostrzeżenie podeszła do niej Nina i bez słowa stanęła obok. Maja rzuciła jej krótki, uprzejme spojrzenie, nie siląc się na żaden small talk. Obserwowały teraz razem, jak Hubert i Dawid podchodzą do par przy namiotach. Po rejestracjach samochodów Maja wywnioskowała, że to Szwedzi. Hubert zaczął zamaszyście gestykulować, wyraźnie próbując coś wytłumaczyć. Stojący za nim Dawid, ze względu na pozycję, jaką przybrał, i swoją posturę, wydawał się pełnić w tej scenie rolę ochroniarza. Niemo przyglądał się sytuacji, która wydawała się przybierać niesympatyczny obrót, co można było przypuszczać po tonie głosu Huberta i agresywności jego gestów. Czwórka Szwedów patrzyła na tę pantomimę, nic z niej nie pojmując. W końcu Hubert wyciągnął swój telefon.

- Po angielsku z wami trzeba, tak? - wyszukiwał coś w telefonie, po czym płynnie przeszedł na angielski - Mam rezerwację na to miejsce! Tu o!

- Tu nie ma rezerwacji, proszę pana - w tym samym języku, ale znacznie spokojniej odparła Szwedka, u której dopiero teraz Hubert dostrzegł sporych rozmiarów brzuch ciążowy.

- Tu. Małecki. Widzisz? - Hubert podstawił jej telefon przed twarz i nawet nie zauważył, że znów mówił po polsku. Szwedka spojrzała po towarzyszach i z jej twarzy dało się wyczytać, że wzięła stojącego przed nią Polaka za niegroźnego wariata. Dawid przeniósł ciężar ciała na prawą nogę. Zaczynał się czuć głupio, asystując w tej rozmowie, która przeradzała się w kłótnię.

Do uszu kobiet dobiegały strzępy rozmowy, z których udało im się wysłyszeć jedynie tyle, że Hubert obstaje przy tym, że wykupił miejsce, na którym stoją namioty Szwedów.

- O co kaman z tym miejscem? - Maja spojrzała na Ninę. O co kaman? Kto tak mówi? Zamiast odpowiedzieć, tylko wzruszyła ramionami. Nie doczekawszy się wyjaśnienia, Nina zaczęła rozglądać się po kempingu. Odeszła kawałek w stronę plaży, na której bawili się chłopcy. Eryk podwinął spodnie i wszedł po kostki do wody, a Kaj właśnie rzucał piachem w Wiktora, który nie pozostawał mu dłużny. Jej wzrok naturalnie podążył w stronę słońca, które niewiele już dzieliło od tafli morza. Krajobraz był cudownie harmonijny - plaża zwężała się łagodnie, kiedy patrzyło się na zachód, a teren podnosił, by wypiętrzyć się po chwili w postaci pokrytych świeżą zielenią klifów. Kilka dróg, rzuconych jak pasma pomarańczowej wstążki przecinało ten odcinek wybrzuszonego lądu. Każdej z nich towarzyszyła wąska niteczka obok - zapewne ścieżka rowerowa, o których Nina tyle słyszała od Dawida. Gdzieś dalej widać było pojedyncze zabudowania, których biel elewacji świeciła teraz obitym blaskiem zachodzącego słońca. Z drugiej strony plaże rozlewały się piaskiem w głąb lądu. Niebo nad nimi przybrało teraz kolor pudrowego różu, by wyżej przejść w delikatny fiolet i skończyć w otchłani granatu, który nadciągał z głębi lądu, zapowiadając rychłe nadejście nocy. W odległości zaledwie kilku kilometrów od kempingu dało się dostrzec mały port, w którym przycumowały niewielkie łodzie i kutry. Dalej rysowały się zabudowania wioski, nad którą górowała czerwono-biała latarnia morska. Wszystko to razem zdawało się emanować spokojem i ciszą. Rzadko się bowiem zdarza taka synergia między tym, co powstało z ręki człowieka, a tym, co jest darem natury. Tutaj wydawało się, że w prostych formach, ich przestrzennym rozmieszczeniu, prostocie kolorystyki wystąpił sojusz człowieka z jego otoczeniem. Nawet majowy wiatr wydawał się tu być przyjazny wobec przyjezdnych. Muskał delikatnie skórę Niny, od czasu do czasu przynosząc lekki dreszcz. Rozpuściła włosy i przeczesała je dłonią. Cebulki zareagowały przyjemny odprężeniem, uwolnione z okowów gumki. Jej dłoń powędrowała na kark, potem na dekolt, który potarła z przyzwyczajenia. Wtedy poczuła, że ktoś na nią patrzy. Odwróciła się wolno. Faktycznie. Zdążyła uchwycić wzrok wpatrzonego w nią Huberta, który przyłapany na tym uciekł spojrzeniem w innym kierunku.

Miejsce, na którym w końcu zdecydowali się rozbić obóz znajdowało się blisko wody. Nina obserwowała całą trójkę z pewnej odległości. Działali jak zgrany zespół - Hubert kręcił korbą, stawiając przyczepę na nogach. Maja w tym czasie wyjmowała z bagażnika przyczepy stół kempingowy i kilka krzeseł, które rozłożyła przed wejściem. Dawid kończył parkować kamera, którego ustawił dokładnie naprzeciwko domostwa przyjaciół. Otworzył boczne drzwi i wcisnął przycisk. Markiza w kamerze zaczęła dostojnie się rozwijać. Hubert tymczasem chwycił drugą korbkę, która posłużyła mu do rozłożenia zadaszenia od strony przyczepy. Robił to szybko, choć co kilka obrotów mechanizm stawiał opór. Hubert kwitował to cichym przekleństwem, które można było rozpoznać jedynie po ruchu ust, gdyż wypowiadał je na tyle cicho, by nikt, zwłaszcza dzieci, nie słyszał. W kilka minut powstało intymne, prywatne miejsce, którego granice wyznaczały turystyczne meble, wyjęte już wcześniej rowery i rozpostarte maty przed wejściami do obu pojazdów.

Nina podeszła do Dawida, który właśnie rozstawiał grilla.

- Tu mamy przynajmniej zajebisty widok. Tam go drzewa przesłaniały.

- Nina, dzieci - syknął, wskazując na biegających za przyczepą Huberta chłopców.

- Zajebisty to nie przekleństwo - żachnęła się Nina i odeszła na kilka kroków.

Maja przewróciła oczami, co nie uszło uwadze dziewczyny. Rozłożyła na stole obrus i weszła do przyczepy po następne rzeczy niezbędne do przygotowania kolacji. Nina rozejrzała się wokół - nikt z dorosłych nie rozmawiał ze sobą, wszyscy dokładnie wiedzieli, jakie czynności mają wykonywać. Działali jak dobrze zgrany zespół. Sprawnie i rutynowo. Jedynie ona nie miała zadania. Potarła spocone dłonie. Z przyczepy wyszła Maja, niosąc pudło z naczyniami. Nina wykonała w jej kierunku niezdarny ruch, jak gdyby chciała pomóc, ale Maja wyminęła ją, nawet nie zauważając podjętej przez dziewczynę próby.

- Sorry – rzuciła, przechodząc, a Nina zeszła jej od razu z drogi.
mniej..

BESTSELLERY

Kategorie: