Facebook - konwersja
Czytaj fragment
Pobierz fragment

Kroniki Wardstone 13. Zemsta Stracharza - ebook

Format ebooka:
EPUB
Format EPUB
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najpopularniejszych formatów e-booków na świecie. Niezwykle wygodny i przyjazny czytelnikom - w przeciwieństwie do formatu PDF umożliwia skalowanie czcionki, dzięki czemu możliwe jest dopasowanie jej wielkości do kroju i rozmiarów ekranu. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
, MOBI
Format MOBI
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najczęściej wybieranych formatów wśród czytelników e-booków. Możesz go odczytać na czytniku Kindle oraz na smartfonach i tabletach po zainstalowaniu specjalnej aplikacji. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
(2w1)
Multiformat
E-booki sprzedawane w księgarni Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu - kupujesz treść, nie format. Po dodaniu e-booka do koszyka i dokonaniu płatności, e-book pojawi się na Twoim koncie w Mojej Bibliotece we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu przy okładce. Uwaga: audiobooki nie są objęte opcją multiformatu.
czytaj
na tablecie
Aby odczytywać e-booki na swoim tablecie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. Bluefire dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na czytniku
Czytanie na e-czytniku z ekranem e-ink jest bardzo wygodne i nie męczy wzroku. Pliki przystosowane do odczytywania na czytnikach to przede wszystkim EPUB (ten format możesz odczytać m.in. na czytnikach PocketBook) i MOBI (ten fromat możesz odczytać m.in. na czytnikach Kindle).
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na smartfonie
Aby odczytywać e-booki na swoim smartfonie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. iBooks dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Wydawnictwo:
Tłumacz:
Data wydania:
20 października 2015
Discount ico

Oglądasz promocyjny produkt. Pospiesz się, aby nie przegapić najlepszej ceny!

Czytaj fragment
Pobierz fragment
PROMOCJA
13,90
27,00

Oszczędzasz 13,10 zł (48%)

Cena w punktach Virtualo:
1390 pkt.
Discount ico

Oglądasz promocyjny produkt. Pospiesz się, aby nie przegapić najlepszej ceny!

Kroniki Wardstone 13. Zemsta Stracharza - ebook

Ostatni tom znakomicie przyjętej przez czytelników serii „Kroniki Wardstone”.

„On jest siódmym synem siódmego syna. Nazywa się Tom Ward i jest moim darem dla Hrabstwa. Kiedy dorośnie, wyślemy wam słowo. Wytrenuj go dobrze. Będzie najlepszym uczniem, jaki kiedykolwiek był, będzie również ostatnim”.

Były to słowa matki Toma do Stracharza wypowiedziane  kilka lat temu. Zarówno Tom, Stracharz jak  i ich sojusznicy przygotowują się do wielkiej walki ze Złym, by w końcu wziąć odwet. Teraz okaże się, czy deklaracja mamy Toma się spełni.

Kategoria: Dla młodzieży
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-7686-419-8
Rozmiar pliku: 2,9 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

Postaci

Tom

Thomas Ward jest zarówno siódmym synem siódmego syna, jak i potomkiem potężnej czarownicy – lamii. Obdarzony zdolnościami wykraczającymi poza umiejętności zwykłego stracharza, nie tylko widzi i słyszy umarłych, ale też umie spowalniać czas, co bardzo pomaga mu w walce. Przez ponad trzy lata terminował u miejscowego stracharza. Teraz, dzierżąc w dłoni Klingę Przeznaczenia, jest być może jedyną nadzieją świata w walce ze Złym.

Stracharz

Nie da się go pomylić z kimkolwiek innym: jest wysoki i groźny z wyglądu, nosi długi czarny płaszcz z kapturem, i zawsze ma przy sobie łańcuch i laskę. Przez ponad sześćdziesiąt lat strzegł Hrabstwa przed stworami ciemności, lecz długa walka odebrała mu siły. Tom lęka się, że niedługo już będzie mógł szukać wsparcia i pomocy u swego mistrza.

Alice

Tom nie potrafi rozstrzygnąć, czy Alice jest dobra, czy zła. Spokrewniona z dwoma najpotężniejszymi i najgorszymi klanami czarownic (Malkinami i Deane’ami), wbrew własnej woli została wyszkolona na wiedźmę. A choć sama uważa się za sojuszniczkę Światła, coraz częściej musi sięgać po mroczną magię, by ocalić przyjaciół. Tom boi się, że każdy taki moment coraz bardziej przybliża ją do Mroku.

Mama

Mama Toma zawsze wiedziała, że jej syn zostanie uczniem stracharza. Nazwała go swoim „darem dla Hrabstwa”. A choć zawsze miała w sobie coś tajemniczego, nawet Tom nie przypuszczał, że w istocie była czarownicą, lamią, i jeszcze nim przyszedł na świat, zaplanowała, że to własnie on stanie do walki ze Złym. Mama Toma zginęła w walce z Ordyną, on jednak ma nadzieję, że w jakiś sposób nadal nad nim czuwa.

Grimalkin

Grimalkin to obecna zabójczyni klanu Malkinów. Bardzo szybka i silna, kieruje się własnym kodeksem honorowym i nigdy nie zniża się do oszustwa. Choć jednak honorowa, ma też swoją mroczną stronę i ponoć zdarza jej się torturować jeńców. Niedawno zawarła osobliwy sojusz z Tomem Wardem przeciwko wspólnemu wrogowi, Złemu. Czy jednak można do końca zaufać prawdziwej służce Mroku?

Zły

Zły to ucieleśnienie mroku, najpotężniejszy z jego mieszkańców i najstarszy ze starych bogów. Ma wiele innych imion: Diabeł, Szatan, Lucyfer, Ojciec Kłamstw. Tom Ward i jego sojusznicy zdołali odrąbać mu w starciu głowę, ale prawdziwa walka o to, by zniszczyć go na dobre, dopiero się zaczyna…Ocknąłem się z koszmaru z walącym sercem i usiadłem na łóżku, walcząc z falą mdłości. Przez kilka chwil miałem wrażenie, że zwymiotuję, ale stopniowo żołądek mi się uspokoił.

W moim śnie zabijałem Alice – odcinałem jej kciuki.

W Święto Zmarłych, odległe zaledwie o miesiąc, będę musiał naprawdę odprawić ten straszliwy rytuał. Tego po mnie oczekiwano. Życzyła sobie tego moja mama, był to bowiem jedyny sposób, by na zawsze pozbyć się zagrożenia ze strony Złego.

Ale jak mam to zrobić? Jak mógłbym zabić Alice?

Leżałem w łóżku, bojąc się znów zasnąć, by koszmar nie powrócił; w głowie wciąż wirowały mi bolesne myśli. Nie musiałem zmuszać Alice. Sama była gotowa się poświęcić. Co więcej, odważnie zapuściła się w Mrok, by odzyskać Brzeszczot Smutków, jeden z mieczy bohaterów – trzech świętych kling, mających zniszczyć Złego; broni, która miała ją zabić.

Miecze bohaterów wykuł Stary Bóg, Hefajstos. Pierwszy z nich to Klinga Przeznaczenia, którą podarował mi Cuchulain w Irlandii. Drugi nazywał się Rębacz Kości. A teraz, jeśli misja Alice się powiodła, zdobędę też trzeci.

Chwilowo Zły pozostawał uwięziony w martwym ciele – tułowiu przebitym srebrnymi włóczniami i pozostawionym w Irlandii, oraz głowie, ukrytej w skórzanym worku pod opieką Grimalkin, wiedźmy zabójczyni. Grimalkin wciąż uciekała, rozpaczliwie odpierając ataki sług Złego. Gdyby odzyskali głowę, połączyliby ją z ciałem i Zły znów stąpałby po ziemi, a rytuał nie mógłby się odbyć.

Alice jednak wciąż nie wracała z Mroku. Może coś się jej stało, pomyślałem, może nigdy nie wróci…

Martwiłem się też o swojego brata Jamesa, który zaginął. Zły twierdził, że jego słudzy poderżnęli mu gardło i wyrzucili trupa do rowu. Miałem rozpaczliwą nadzieję, że kłamał, ale nie potrafiłem zbyt długo odpędzać strasznych myśli.

Spróbowałem zasnąć – bez powodzenia. W końcu, tuż przed świtem, lustro na moim nocnym stoliku nagle rozjarzyło się światłem. Tylko Alice kontaktowała się ze mną w ten sposób. Usiadłem i chwyciłem je, wbijając wzrok w szklaną taflę. Bałem się liczyć na cokolwiek. Od tygodni czekałem na jakąś wiadomość. Myślałem, że może pewnego dnia ujrzę ją, jak radośnie wchodzi do ogrodu ze sztyletem Posępnym – Brzeszczotem Smutków – w dłoni. Teraz, dzięki lustru, będzie mi mogła natychmiast powiedzieć, czy wszystko poszło jak trzeba.

Z przepełnionym szczęściem sercem ujrzałem ją w szkle. Na jej wargach tańczył lekki uśmiech, gdy bezgłośnie wymówiła zdanie:

– Jestem na skraju zachodniego ogrodu.

W przeszłości porozumiewałem się z Alice, chuchając na szkło i pisząc, z czasem jednak nauczyłem się odczytywać słowa z ruchu warg. Ona bez problemu rozumiała, co mówię.

– Zaczekaj tam! – odparłem. – Zaraz przyjdę.

Ubrałem się szybko, po czym najciszej, jak mogłem, zszedłem na dół, próbując nie obudzić stracharza. Gdy wykradałem się tylnymi drzwiami, uderzyła mnie nagła myśl: dlaczego Alice nie weszła do ogrodu?

Niebo na wschodzie zaczynało jaśnieć i kiedy mijałem ławkę, na której mistrz często udzielał mi lekcji, dostrzegłem sylwetkę czekającej przy drzewach Alice.

Była ubrana tak, jak widziałem ją ostatnio – w ciemną sukienkę, sięgającą tuż za kolana i szpiczaste trzewiki. Ale najbardziej ucieszył mnie uśmiech na jej ślicznej twarzy. Pobiegłem do niej, a ona rozpromieniła się i rozłożyła szeroko ręce. Uścisnęliśmy się mocno, kołysząc w przód i w tył.

– Jesteś bezpieczna! Bezpieczna! – krzyknąłem. – Bałem się, że już nigdy cię nie zobaczę!

W końcu się rozłączyliśmy i przez długą chwilę patrzyliśmy na siebie bez słowa.

– Czasami sądziłam, że nigdy nie zdołam uciec z Mroku – odparła Alice. – Ale udało mi się, Tom. Wydostałam się bezpiecznie i mam tę klingę. Tak się cieszę, że cię widzę.

Wyciągnęła sztylet z kieszeni i podała mi go. Kilka razy obróciłem sztylet w dłoniach, oglądając uważnie każdy szczegół. Wyglądał identycznie jak jego bliźniak, Rębacz Kości: rękojeść zdobił ten sam skelt o patrzących na mnie rubinowych oczach; skelt to zabójcza istota, która kryje się w szczelinach nieopodal wody, a potem biegnie na ośmiu nogach, by przebić ofiarę kościaną rurą i wyssać z niej krew.

Z trudem oderwałem wzrok od sztyletu i znów spojrzałem na Alice, czując nową falę radości. Tak bardzo za nią tęskniłem. Jak mógłbym kiedykolwiek choćby rozważyć złożenie jej w ofierze? Z pewnością nawet zniszczenie Złego nie byłoby wystarczającym usprawiedliwieniem. W tym momencie zrozumiałem, że nie będę mógł tego zrobić. Do oczu napłynęły mi łzy, gardło ścisnęło się mocno.

– Jesteś dzielna, Alice, nikomu innemu by się to nie udało. Ale tak mi przykro – wszystko na próżno. Nie mogę przeprowadzić rytuału. Nie złożę cię w ofierze, za nic cię nie skrzywdzę. Będziemy musieli znaleźć inny sposób, by pozbyć się Złego.

– Zabawne, Tomie, ale jesteś drugą osobą, która mówi mi, że moja wyprawa w Mrok nie była potrzebna. Grimalkin też tak uważa.

– Rozmawiałaś z Grimalkin? Nie widziałem jej od ponad miesiąca.

– Grimalkin mi pomaga. Znalazła inny sposób zniszczenia Złego – razem nad tym pracujemy. Znów mam nadzieję, Tom. Naprawdę wierzę, że zdołamy tego dokonać bez potrzeby składania ofiary. Bardzo chciałam przyjść, zobaczyć się z tobą i powiedzieć ci o tym, ale teraz muszę wracać, mam mnóstwo do zrobienia.

Nie mogłem uwierzyć, że Alice odchodzi. Od tak dawna się nie widzieliśmy, a teraz zdążyliśmy spędzić razem zaledwie kilka minut. Poczułem ogromny zawód. Chciałem dowiedzieć się więcej na temat planu Grimalkin. Jak mogła odkryć metodę, o której nie wiedziała mama?

– Proszę, wróć na trochę do domu – błagałem ją. – Opowiedz mi, co się dzieje. Chciałbym też wiedzieć, jak poradziłaś sobie w Mroku – z pewnością stracharz ma do ciebie całe mnóstwo pytań.

Alice stanowczo pokręciła głową.

– To niemożliwe, Tomie. Bo widzisz, plan Grimalkin zakłada wykorzystanie potężnej mrocznej magii; to jedyna rzecz, która może zadziałać. Stary Gregory nie zgodziłby się na to i dobrze o tym wiesz. Z pewnością spyta mnie, co kombinuję, i będę musiała go okłamać, a on świetnie potrafi wyczuć, kiedy ktoś kłamie. Najlepiej już pójdę.

– Ale kiedy się znów zobaczymy, Alice?

– Sama nie wiem. Z pewnością wrócimy, razem z Grimalkin… Spotkamy się, gdy się nam uda.

Alice wyglądała dokładnie tak, jaką ją zapamiętałem, ale gdy mówiła, brzmiała inaczej – w jej głosie wyczułem absolutną pewność, że odniesie sukces. Czy aby nie przesadnie wierzyła w swoje siły?

– Czy to niebezpieczne? – spytałem niespokojnie.

– Nie będę cię okłamywać, Tomie: oczywiście, że to niebezpieczne. Ale od chwili naszego pierwszego spotkania zagrażał nam Mrok i zawsze udawało nam się go pokonać. Nie wątpię, że i teraz będzie tak samo.

Nagle podbiegła do mnie, chwyciła w objęcia i pocałowała gwałtownie prosto w usta. Nim zdążyłem zareagować, cofnęła się, wypuściła mnie i odeszła.

Patrzyłem za nią, wstrząśnięty i oszołomiony. Dlaczego mnie pocałowała? Czy to możliwe, by zależało jej na mnie tak bardzo, jak mnie na niej? Nigdy się nie dowiedziałem i teraz rozpaczliwie zapragnąłem znów ją przytulić.

Alice odwróciła się i zawołała przez ramię:

– Uważaj na siebie, Tom! Nie mów staremu Gregory’emu, że tu byłam. Tak będzie najlepiej!

To rzekłszy, zniknęła. O tak wiele rzeczy chciałem ją spytać, ale zabrakło mi czasu. Co napotkała w Mroku? Jak udało jej się przetrwać i odzyskać klingę, którą teraz trzymałem w dłoni?

Ze smutkiem powlokłem się do domu. Bardzo mi ulżyło, że Alice wróciła bezpiecznie, ale teraz miałem na głowie inne zmartwienie. Czego dokładnie zamierzały spróbować z Grimalkin? Bez wątpienia wiązało się z tym ogromne niebezpieczeństwo.

Prosiła, żebym nie wspominał mojemu mistrzowi o naszym spotkaniu i jakaś część mnie zgadzała się z nią: zapewne najlepiej będzie ukryć przed nim jej wizytę, bo tylko zadawałby pytania. Ale w przeszłości zbyt wielu rzeczy mu nie mówiłem. Teraz będę musiał schować sztylet, by go nie zobaczył.

Przez wszystkie te kłamstwa miałem coraz większe wyrzuty sumienia. Każde w danej chwili wydawało się niezbędne, ale stopniowo nawarstwiały się i im więcej ich było, tym gorzej się czułem. Teraz do listy doszło kolejne i wcale mi się to nie podobało.Następnego dnia późnym rankiem siedzieliśmy wraz ze stracharzem przy stole w jego nowej bibliotece w Chipenden. Naprzeciw nas zajął miejsce drobny, szczupły mężczyzna odziany w trzyczęściowy garnitur i białą koszulę z szarym krawatem. Był to prawnik, pan Timothy Potts, przyjechał specjalnie z Caster. Mój mistrz mówił, a pan Potts robił notatki.

Stracharz dyktował swój testament, czy też, dokładnie mówiąc, uzupełniał go.

Ja tymczasem rozglądałem się dokoła, słuchając jednym uchem. Dom niedawno spłonął i został odbudowany. Teraz niemal wszystko w środku było nowe, w bibliotece pachniało świeżym drewnem. Półki wciąż ziały pustką, stały na nich niecałe cztery tuziny książek. Odtworzenie zbiorów potrwa bardzo długo, a znaczna część tego, co spłonęło, została utracona na zawsze – zwłaszcza skarbnica notatek poprzednich stracharzy, ich osobistych relacji z tego, jak praktykowali swój fach. Mieliśmy do czynienia z duchami, widmami, boginami i czarownicami – najróżniejszymi stworami z Mroku. Bardzo zatem polegaliśmy na książkach i notesach. Prowadzenie dokładnych notatek to podstawa: zerkaliśmy w przeszłość, by przygotować się na przyszłość.

– Takie są moje życzenia – zakończył stanowczym tonem stracharz.

Pan Potts poprawił okulary na grzbiecie nosa i odchrząknął, by przeczyścić gardło.

– Odczytam to wszystko, panie Gregory. Proszę mi przerwać, gdyby miał pan coś do dodania albo uznał, że niewłaściwie zapisałem pańskie słowa.

Stracharz przytaknął i pan Potts zaczął czytać, bardzo powoli, z lekkim śladem akcentu z Hrabstwa. Brzmiał wielce elegancko, najwyraźniej był „przyjezdnym”, urodzonym i wyedukowanym na południu.

„Moje dwa domy, w Chipenden i Anglezarke, pozostawiam mojemu uczniowi Thomasowi Wardowi wraz z całym sprzętem, ruchomościami, książkami i narzędziami fachu. Pozostaną w jego pieczy do końca życia, pod warunkiem, że będzie uprawiał zawód stracharza, dopóki zdoła. We własnym testamencie może pozostawić je wyłącznie innemu stracharzowi i na tych samych warunkach”.

Ze smutkiem słuchałem jego słów; czułem, że mój czas jako ucznia stracharza dobiega końca. Odetchnąłem jednak głęboko, próbując myśleć pozytywnie. Owszem, nasze wspólne chwile może i się kończyły, ale z pewnością zostało nam jeszcze parę lat – czas, by właściwie zakończyć naukę i może współpracować dalej, gdy zostanę pełnoprawnym stracharzem i będę mógł zdjąć z ramion mojego mistrza część brzemienia.

„Prawo użytku mojego trzeciego domu, na północ od Caster, który odziedziczyłem po Williamie Arkwrighcie, przyznaję Juddowi Brinscallowi na tak długo, póki będzie pracował w tym miejscu jako stracharz. W razie jego śmierci bądź wcześniejszego odejścia z fachu nieruchomość ta wraz z biblioteką powróci do Thomasa Warda na tych samych warunkach, jakie dotyczą reszty majątku”.

Bill Arkwright zginął w Grecji, walcząc z Mrokiem. Teraz w starym wodnym młynie Billa zamieszkał Judd Brinscall, wcześniejszy uczeń stracharza, i próbował poradzić tam sobie z plagą wodnych wiedźm.

Pan Potts odkaszlnął cicho.

– Czy to się zgadza, panie Gregory?

– Owszem, zgadza się – potwierdził mój mistrz.

– A co z kwestiami finansowymi? Ma pan jakiś dochód?

Stracharz pokręcił głową.

– Nic istotnego, panie Potts. W tym fachu nie zbija się majątku, lecz wszelkie pieniądze pozostałe mi w chwili śmierci przekazuję mojemu uczniowi, mości Wardowi.

– Doskonale. – Potts zapisał coś jeszcze, po czym spakował papiery, odsunął krzesło i wstał. Z kieszonki w kamizelce wyjął zegarek, zerknął na niego i znów schował. – Zapiszę to wszystko jak należy i wrócę w przyszłym tygodniu, by mógł pan podpisać dokument.

Mężczyźni uścisnęli sobie dłonie, a potem musiałem odprowadzić prawnika przez ogród do granic posiadłości – w przeciwnym razie zagrażałby mu oswojony bogin stracharza, strzegący ogrodu przed intruzami nie tylko ludzkiego pochodzenia.

Odprowadziwszy bezpiecznie pana Pottsa, wróciłem do biblioteki i zastałem mistrza wciąż siedzącego w tym samym miejscu. Opierał się ciężko na krześle, wbijając wzrok w blat stołu. Przez ostatnie dwa lata bardzo się postarzał: brodę miał teraz całkiem siwą, a twarz wychudzoną. Pewnie czuł, że jego życie dobiega końca, i właśnie dlatego pragnął uporządkować swoje sprawy. Nie wyglądał na szczęśliwego.

Za chwilę miał się poczuć znacznie gorzej.

Alice prosiła, abym zachował w sekrecie jej powrót i współpracę z Grimalkin, ale czułem wyrzuty sumienia: mistrz zamierzał powierzyć mi swój majątek i pracę po śmierci, nieważne kiedy nadejdzie. Musiałem mu wyznać wiele ważnych rzeczy, rzeczy, które go rozgniewają i oburzą. I uznałem, że nadeszła chwila.

– Cóż, chłopcze, jedno mamy z głowy – rzekł, obdarzając mnie znużonym uśmiechem.

– Jest coś, czego panu nie powiedziałem – wypaliłem, nim zdążyłem zmienić zdanie. – Znam już szczegóły rytuału zniszczenia Złego.

Mój mistrz przez chwilę przyglądał mi się bez słowa.

– W takim razie okłamałeś mnie, chłopcze, bo oznajmiłeś, że poznasz szczegóły, dopiero kiedy Alice powróci z trzecim sztyletem.

– Przepraszam. Tak, skłamałem, ale miałem dobry powód. Nie chciałem pana martwić, póki Alice nie wróci i nie dowiemy się, że mamy trzeci miecz. Potrzebowałem też czasu do namysłu, aby znaleźć jakiś sposób uniknięcia tego, co trzeba zrobić… Bo to jest złe. Bardzo złe.

– Okłamywanie mistrza także jest złe. Zawiodłeś mnie, chłopcze. Zostawiłem ci swój dobytek, bo chcę, byś po mej śmierci podążał w moje ślady. A ty czym mi odpłacasz? Tak, rozczarowałeś mnie i zraniłeś. Po latach współpracy i zaufania mówienie sobie prawdy winno być naturalne niczym oddech, a do tego kończy nam się czas. Zbliża się Święto Zmarłych. Czy masz już wieści co do dziewczyny, a może to też przede mną ukryłeś?

– Nie – pokręciłem głową, po raz kolejny kłamiąc.

– No dobrze, chłopcze, czekam. Wyrzuć to z siebie. Pozbądź się tego ciężaru. Opowiedz mi o rytuale i niczego nie opuszczaj.

– Nie odprawię tego rytuału – oznajmiłem. – Nie mogę. Wymaga on ofiary. Aby zadziałał, muszę zabić Alice.

– Dlaczego to musi być ona? – spytał ostro stracharz.

Następne słowa przyszły mi bardzo ciężko. Mistrz nigdy nie ufał Alice, bo uczyła się na wiedźmę. Uważał też, że stracharz powinien poświęcić całe życie swojemu fachowi i nie wolno mu się żenić. Według niego tak wielkie zbliżenie z dziewczyną niebezpiecznie odwracało uwagę od naszych obowiązków.

– Aby rytuał się powiódł, muszę poświęcić osobę, którą kocham najbardziej na całym świecie. Tak właśnie powiedziała mi mama. Czyli to musi być Alice.

Stracharz zamknął oczy, a kiedy w końcu przemówił, jego głos zabrzmiał niewiele głośniej od szeptu:

– Czy dziewczyna wie?

Przytaknąłem.

– Ofiara musi być chętna i zgodzić się na to. Alice jest gotowa umrzeć, byle tylko zniszczyć Złego. Ale to zbyt okropne – nie zrobię tego. Proszę! – rzekłem z goryczą, sięgając do kieszeni i wyciągając kartkę papieru, na której widniały szczegóły rytuału. Podałem ją mistrzowi. – Nosiłem to ze sobą, czekając na najlepszą chwilę, aby wszystko wyznać.

Stracharz pokręcił głową.

– Moje oczy są już zmęczone. Każdego dnia czytanie przychodzi mi z coraz większym trudem. Zrób to za mnie, chłopcze. Przeczytaj na głos, powoli.

Uczyniłem, jak kazał, wybierając tylko najważniejsze zdania.

Zniszczenie Złego można osiągnąć w następujący sposób: Po pierwsze, trzeba mieć przy sobie trzy święte przedmioty. To miecze bohaterów, wykute przez Hefajstosa. Najpotężniejszym z nich jest Klinga Przeznaczenia, drugim sztylet zwany Rębaczem Kości… Trzeci to sztylet Posępny, czasem zwany Brzeszczotem Smutków…

Miejsce także jest ważne: musi szczególnie wzmacniać użycie magii. Co oznacza, iż rytuał należy odprawić na wysokim wzgórzu na wschód od Caster, znanym jako Wardstone, Kamień Strażniczy.

Najpierw należy złożyć ofiarę krwi, dokładnie w następujący sposób: Trzeba rozpalić ogień, zdolny do dania potężnego ciepła. W tym celu należy zbudować kuźnię.

Podczas rytuału wybrana ofiara musi wykazać się ogromną odwagą. Jeśli choć raz krzyknie bądź okaże ból, wszystko na nic – rytuał się nie powiedzie.

Z pomocą Rębacza Kości należy odciąć kciuk z prawej dłoni ofiary i cisnąć w ogień. Tylko jeśli nie krzyknie, możesz dokonać drugiego cięcia i usunąć kości z lewej dłoni. Je także wrzucasz do ognia.

Następnie z pomocą Posępnego trzeba wyciąć ofierze serce i wciąż bijące rzucić w płomienie…

– Stop! – krzyknął stracharz, zrywając się z krzesła tak nagle, że wywróciło się z trzaskiem.

– Ale jest jeszcze więcej – zaprotestowałem. – Muszę…

– Nie chcę słyszeć ani słowa więcej! – wykrzyknął. – Uporządkowałem swoje sprawy, bo wiem, że zbliża się koniec moich dni na tym świecie. Ale jest jeszcze jedno, co chcę zrobić – wykorzystać resztkę sił, aby na zawsze zniszczyć Złego. Musimy mu odpłacić za wszystkie cierpienia i nieszczęścia, jakie spowodował na tym świecie. Lecz masz rację, chłopcze, nie chcąc użyć tego rytuału. I tak już poddaliśmy się Mrokowi, by zajść tak daleko. Ty i dziewczyna użyliście słoja krwi, by nie dopuścić do siebie Złego, od dawna też współpracujemy z Grimalkin, wiedźmą zabójczynią. Już samo to jest dostatecznie złe, lecz ten rytuał to coś znacznie gorszego. Więcej niż morderstwo z zimną krwią. To barbarzyństwo. Jeśli go odprawisz, nie będziesz zasługiwał na miano człowieka. To niedopuszczalne.

Stracharz podniósł krzesło i znów usiadł, patrząc na mnie gniewnie ponad stołem.

– A teraz zadam ci parę pytań. Dowiedziałeś się o rytuale od mamy, gdy odwiedziłeś Wieżę Malkinów?

– Tak.

– Pojawiła ci się?

Przytaknąłem. Mama zginęła w Grecji, walcząc ze swą śmiertelną nieprzyjaciółką, Ordyną. Lecz jej dusza przetrwała, nadal była silna i próbowała nam pomóc zniszczyć Złego.

– Jaką postać przyjęła?

– Z początku wyglądała jak groźny anioł ze szponami, tak jak wtedy, w Grecji. Potem zmieniła się w mamę, którą pamiętałem – kobietę, z którą rozmawiał pan na farmie wkrótce po tym, gdy przyjął mnie pan do terminu.

Stracharz pokiwał głową, sprawiał wrażenie zamyślonego.

– Skąd wzięła się ta kartka? – spytał, odbierając mi ją.

– Mama pojawiła się Slake i podyktowała instrukcje. Slake je zapisała.

Slake była lamią – jedną z „sióstr” mamy. Nadal rządziła Wieżą Malkinów, nie dopuszczając do niej miejscowych czarownic.

– Cóż, chłopcze, musimy poważnie się zastanowić. Jakie jest dzisiejsze zadanie? Słyszałem dziś rano dźwięk dzwonu, musi być ważne, jeśli ktoś wędrował w nocy, by do nas dotrzeć.

Dzwon wisiał wśród wierzb na rozstajach nieopodal domu. Kiedy ktoś chciał pomocy stracharza, szedł tam, uderzał w dzwon i czekał.

Zdziwiło mnie, że stracharz tak bardzo zainteresował się naszą pracą. Od tygodni przesiadywał w ogrodzie bądź w bibliotece, śniąc na jawie. Najwyraźniej stracił serce do swego fachu. Zwykle pozostawiał wszystko mnie, nie pytając nawet, kto przyszedł po pomoc ani z czym.

Ciężko było samotnie walczyć z Mrokiem – w ostatnich tygodniach miałem więcej wezwań niż zazwyczaj przez miesiąc; najwyraźniej Mrok stawał się coraz aktywniejszy. Może miało to coś wspólnego ze zbliżającym się Świętem Zmarłych i rytuałem?

– Nie, nikt nie podróżował nocą – odparłem. – Ten człowiek mieszka w okolicy – na północ od wioski. To najwyżej pół godziny drogi stąd. Oskarżył kogoś o posługiwanie się mroczną magią przeciw niemu. Twierdzi, że to czarownica.

– Kto się skarży?

– Niejaki Briggs. Mieszka pod numerem trzecim przy Norcotts Lane.

– Pójdę z tobą, chłopcze – stracharz pokiwał głową. – Dzięki temu będziemy mogli spokojnie wszystko przedyskutować.

Uśmiechnąłem się do niego. Dobrze było widzieć, jak znów angażuje się w naszą pracę.

Po niecałej godzinie zostawiliśmy za sobą dom i ogród i maszerowaliśmy przez pola. Niosłem obie torby.

Zupełnie jak za dawnych czasów!Świeciło słońce, po niebie przepływały samotne obłoczki. Jak na późną jesień było też dość ciepło, ale wiedziałem, że taka pogoda nie potrwa długo. W Hrabstwie najczęściej nawiedzają nas deszcz i wiatry z zachodu, a w listopadzie robi się już naprawdę mokro.

Z początku stracharz wydawał się cieszyć przechadzką, lecz po jakichś dziesięciu minutach wyraźnie sposępniał. Zastanawiałem się, czy aby nie dolegają mu kolana – ostatnio często się na nie uskarżał, twierdząc, że zbyt wiele mroźnych i wilgotnych zim w Hrabstwie zniszczyło mu stawy. Ale dzisiejsza, suchsza i cieplejsza pogoda nie powinna mu chyba zaszkodzić?

– Dobrze się pan czuje? – spytałem. – Chce pan, żebyśmy trochę zwolnili?

– Nie, chłopcze, to dobre tempo. Po prostu myślę o tym wszystkim.

A zatem to myśli w głowie sprawiły, że jego twarz spochmurniała. Ciekawe, co go gryzie.

Maszerowaliśmy dalej w milczeniu, aż w końcu dotarliśmy do rzędu trzech niewielkich szeregowców na skraju dużej trawiastej łąki, ogrodzonej niskim głogowym żywopłotem. Zbudowano je wiele lat temu dla robotników rolnych i ich rodzin, lecz teraz chyliły się ku upadkowi. Okna środkowego zabito deskami, niewielkie frontowe ogródki wszystkich trzech zarastały bujne chaszcze.

Tylko najbliższy dom miał numer – krzywą trójkę wyrytą wysoko w lewym górnym rogu frontowych drzwi.

– No dobrze, chłopcze, idź i porozmawiaj z panem Briggsem, a ja trochę się przespaceruję. Do zobaczenia za pięć minut.

Ku memu zdumieniu stracharz skierował się wzdłuż rzędu domów i zniknął za rogiem ostatniego. Zachowywał się niemal lekceważąco, to zupełnie do niego niepodobne. Ogarnął mnie zawód – dawniej mój mistrz nie mógłby się doczekać rozwiązania problemu, ostatecznie to właśnie zadanie stracharza – i sądziłem, że dlatego postanowił do mnie dołączyć.

Podszedłem do drzwi frontowych i zastukałem trzy razy. Po chwili usłyszałem zbliżające się kroki i ktoś uchylił drzwi. Ze szczeliny wyjrzała na mnie wykrzywiona twarz; po sekundzie otwarły się szerzej, ukazując starego mężczyznę, z którym rozmawiałem wcześniej na rozstajach. Miał łysinę, wielki, czerwony, bułowaty nos i groźną, gniewną minę.

– Dzień dobry, panie Briggs – pozdrowiłem go.

– Gdzie Gregory? – spytał. – Kiedy rozmawiałem z tobą wcześniej, mówiłem wyraźnie, że chcę, by twój mistrz zajął się tą sprawą, nie szczeniak wciąż mokry za uszami.

– A on przysłał mnie – odparłem uprzejmie. – Od tygodni pracuję sam i z powodzeniem wykonuję każde zadanie. Wiem dokładnie, co robię, i potrafię rozwiązać pański problem, ale najpierw musi mi pan opowiedzieć o nim nieco więcej.

– Nie ma nic więcej do dodania! – ryknął i jego twarz wykrzywił wściekły grymas. – Stara wiedźma rzuciła zaklęcie i kury przestały mi się nieść. Kiedy poszedłem się poskarżyć, zaśmiała mi się w twarz. Następnego dnia na moich oczach padła mi suka.

Nie mogłem przyjąć na wiarę samych jego słów, nie przyjrzawszy się uważnie sprawie. Musiałem mieć pewność, że naprawdę padł ofiarą czarów. Stracharz nauczył mnie, że istnieją cztery odmiany czarownic: zacne, bezecne, fałszywie oskarżone i nieświadome. Pierwsze to zwykle uzdrowicielki. Druga kategoria jest najobszerniejsza – obejmuje wszystkie posługujące się mroczną magią, by uzyskać większa moc i ranić ludzi. Czwarte występują niezwykle rzadko – to te, które używają magii, nie wiedząc, co czynią. Ale to trzecią kategorię musiałem tu rozważyć. Każdy może oskarżyć kogoś o czary. Niewinni nie mogą cierpieć tylko dlatego, że ktoś się pomylił. Musiałem się upewnić.

– Czy to się zdarzyło niedawno?

– Tak, w tym tygodniu.

– A kiedy zdechła pańska suka?

– Ogłuchłeś czy co? W tym tygodniu, już mówiłem.

– Ale którego dnia?

– Wczoraj wieczorem. Zgłosiłem się do was o świcie.

– Mogę zobaczyć tę sukę? – poprosiłem.

Była to rozsądna prośba, ale pan Briggs nie sprawiał wrażenia rozsądnego człowieka.

– Nie bądź durniem! Zakopałem ją przecież, nie? – wykrzyknął.

– Mimo to może będziemy ją musieli odkopać – uprzedziłem. – Ile miała lat?

Nie miałem zamiaru wykopywać zdechłego psa, ale musiałem zdobyć więcej informacji.

– To czary! Nie słuchałeś tego, co mówiłem?

Zachowywałem się uprzejmie, ale on nie i zaczynał mnie irytować.

– Ile lat miał pański pies? – naciskałem.

– Szesnaście, ale była zdrowa i sprawna.

– To dużo jak na psa, mogła paść z przyczyn naturalnych… Gdzie mieszka kobieta, którą pan oskarża? – Oddychałem powoli, głęboko, by się uspokoić.

– Tam! – huknął, wskazując drugi zamieszkany dom. – Tam właśnie ją znajdziesz. Każe nazywać się Beth, lecz bez wątpienia po zmroku używa innego imienia.

A potem z twarzą poczerwieniałą od gniewu wrócił do środka i zatrzasnął mi drzwi przed nosem.

To, co mówił, było bzdurą: niektórzy ludzie wierzą, że czarownice z kręgu nazywają się specjalnymi tajnymi imionami, ale to tylko przesądy.

Ruszyłem wzdłuż żywopłotu, oddzielającego małe frontowe ogródki od traktu i skręciłem w ścieżkę wiodącą do pierwszego domu, by porozmawiać z ową „Beth”. Miałem właśnie zastukać do drzwi, gdy usłyszałem głosy – jeden z nich przypominał mojego mistrza.

Okrążyłem zatem dom. Najpierw zdumiałem się, odkrywszy na tyłach duży, świetnie utrzymany ogród, trawnik otoczony rabatami kwiatów, a dalej kilkanaście grządek warzyw i ziół. Na ławce siedziało dwoje ludzi, popijając herbatę z niewielkich kubków. Jednym faktycznie okazał się stracharz, drugim była krucha, siwowłosa kobieta, która natychmiast mi się spodobała. Choć stara, miała w sobie coś niezwykle młodzieńczego, sprawiał to radosny wyraz jej roześmianych zielonych oczu.

Dobrze było widzieć stracharza swobodnego i odprężonego; ostatnio rzadko się to zdarzało.

– No, chłopcze, zdecydowanie ci się nie śpieszyło! – wykrzyknął. – Podejdź tu i poznaj Beth.

– Witaj, chłopcze – rzekła staruszka. – Mnóstwo o tobie słyszałam. Twój mistrz mówi, że jesteś dobrym uczniem, ale pozwól, że sama osądzę. Podejdź bliżej i powiedz mi, co myślisz. Jestem czarownicą czy nie?

Zbliżyłem się, a ona uśmiechnęła się do mnie promiennie z ławki. Nie czułem żadnego chłodu ostrzegającego, że mam do czynienia z kimś bądź czymś z Mroku. A choć nie zawsze się pojawiał, byłem niemal pewny, że to nie wiedźma.

– No, chłopcze, gadaj! – polecił mi mistrz. – Nie bój się mówić przy Beth. Jest czy nie jest?

– Beth nie jest bezecną wiedźmą – odparłem.

– Na czym opierasz tę ocenę? – naciskał.

– Nie wyczuwam ostrzegawczego chłodu, ale przede wszystkim ufam swojemu instynktowi, a ten podpowiada, że Beth nie służy Mrokowi. Poza tym pan Briggs nie przedstawił żadnych dowodów. Każdy może z dowolnych pobudek oskarżyć kogoś o czary; robią to nawet niektórzy łowcy czarownic. Palą ofiarę na stosie, by móc skonfiskować jej dobytek.

– Istotnie, chłopcze.

– Co niby takiego zrobiłam? – wtrąciła Beth, wciąż z uśmiechem.
mniej..

BESTSELLERY

Kategorie: