Facebook - konwersja
Czytaj fragment
Pobierz fragment

Narkotyki i narkomania - ebook

Format ebooka:
EPUB
Format EPUB
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najpopularniejszych formatów e-booków na świecie. Niezwykle wygodny i przyjazny czytelnikom - w przeciwieństwie do formatu PDF umożliwia skalowanie czcionki, dzięki czemu możliwe jest dopasowanie jej wielkości do kroju i rozmiarów ekranu. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
, MOBI
Format MOBI
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najczęściej wybieranych formatów wśród czytelników e-booków. Możesz go odczytać na czytniku Kindle oraz na smartfonach i tabletach po zainstalowaniu specjalnej aplikacji. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
(2w1)
Multiformat
E-booki sprzedawane w księgarni Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu - kupujesz treść, nie format. Po dodaniu e-booka do koszyka i dokonaniu płatności, e-book pojawi się na Twoim koncie w Mojej Bibliotece we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu przy okładce. Uwaga: audiobooki nie są objęte opcją multiformatu.
czytaj
na tablecie
Aby odczytywać e-booki na swoim tablecie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. Bluefire dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na czytniku
Czytanie na e-czytniku z ekranem e-ink jest bardzo wygodne i nie męczy wzroku. Pliki przystosowane do odczytywania na czytnikach to przede wszystkim EPUB (ten format możesz odczytać m.in. na czytnikach PocketBook) i MOBI (ten fromat możesz odczytać m.in. na czytnikach Kindle).
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na smartfonie
Aby odczytywać e-booki na swoim smartfonie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. iBooks dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Wydawnictwo:
Rok wydania:
2006
Czytaj fragment
Pobierz fragment
24,76
Cena w punktach Virtualo:
2476 pkt.

Narkotyki i narkomania - ebook

Napisany przystępnym językiem poradnik, w którym szczegółowo scharakteryzowano poszczególne środki odurzające i ich działanie. To także opis procesu uzależniania się oraz związanych z nim objawów i konsekwencji – procesu, który Wojciech Wanat zna z własnego doświadczenia. „Dla kogo jest ta książka? Bardziej dla nastolatków czy też dla rodziców? Coś interesującego znajdą tu dla siebie opiekunowie także kilkuletnich dzieci, nauczyciele, policjanci, właściwie wszyscy kontaktujący się z młodzieżą. Z całą pewnością dowiedzieć się czegoś mogą również sami młodzi ludzie. Nie napisałem tej książki, by straszyć widmem wszechobecnej narkomanii, to na co dzień robią media, czy też po to, by zareklamować narkotyki. Chciałbym, aby z jej pomocą można było uzyskać jak najwięcej informacji o tym, dlaczego ludzie biorą i co można zrobić, by było ich najmniej”.

Spis treści

Od autora
Proste pytania
Nowotwór duszy
Ze mną jest ci przyjemnie
Jestem twoim przyjacielem
Nigdy cię nie opuszczę
Sztuczne raje
Marihuana i haszysz
Stymulatory
Halucynogeny
Opiaty
Środki uspokajające
Lotne rozpuszczalniki
Legalne narkotyki
Z perspektywy
Rodzina
Szkoła
Przyjaciel narkoman
Narkotyki i seks
Rynek
Prawo
Terapia i redukcja szkód
Zakończenie

Kategoria: Psychologia
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-244-0302-8
Rozmiar pliku: 346 KB

FRAGMENT KSIĄŻKI

Są ich dzie­siąt­ki: ma­ri­hu­ana, ha­szysz, kom­pot, he­ro­ina, mor­fi­na, am­fe­ta­mi­na, zwy­kłe kle­je, leki, wie­le ro­ślin, na­wet ha­lu­cy­no­gen­ne żaby. Bio­rą je bar­dzo róż­ni lu­dzie: ucznio­wie, stu­den­ci, pra­cow­ni­cy na­uko­wi, biz­nes­me­ni, dzien­ni­ka­rze, ar­ty­ści i ćpu­ny z baj­zlu. Moż­na je ku­pić pra­wie wszę­dzie: na dwor­cach, w pu­bach, szko­łach, na uczel­niach. Nie­któ­re kosz­tu­ją set­ki zło­tych, inne moż­na do­stać za dar­mo. W hi­sto­rię ludz­ko­ści wpi­sa­ne są od wie­ków –

nar­ko­ty­ki.Przez po­nad już dzie­sięć lat opo­wia­dam lu­dziom o nar­ko­ty­kach. Na­uczy­łem się przez ten czas, że waż­niej­sze od tego, jak one dzia­ła­ją, jest to, co po ja­kimś cza­sie ich przyj­mo­wa­nia dzie­je się z psy­chi­ką ludz­ką. Prze­cież skut­ki bra­nia nar­ko­ty­ków znacz­nie wy­bie­ga­ją poza kil­ka go­dzin dzia­ła­nia środ­ka – nie­rzad­ko na­wet po kil­ku­na­stu la­tach abs­ty­nen­cji wi­dać pew­ne zmia­ny.

Zro­zu­mia­łem tak­że, że do każ­dej gru­py po­win­no się mó­wić tro­chę coś in­ne­go. Ro­dzi­ców przede wszyst­kim uświa­do­mię, jak pro­sty­mi me­to­da­mi moż­na spra­wić so­bie przy­jem­ność, żeby wie­dzie­li, na co zwra­cać w domu uwa­gę. Dzie­ciom ra­czej o tym nie opo­wiem, choć mam wra­że­nie, że same po­ra­dzą so­bie z szu­ka­niem ta­kich in­for­ma­cji w ga­ze­tach i In­ter­ne­cie. Wia­do­mo, że do­ro­słym war­to po­wie­dzieć, dla­cze­go nar­ko­ty­ki mogą wy­da­wać się atrak­cyj­ne, a dzie­ciom – dla­cze­go mogą być tak­że nie­bez­piecz­ne. Jak wi­dać, róż­ni­ca w po­dej­ściu do roz­ma­itych grup jest dość sub­tel­na – po pro­stu na­wet le­ka­rze sto­ma­to­lo­dzy za­da­ją inne py­ta­nia niż in­ter­ni­ści.

Dla kogo jest więc ta książ­ka? Bar­dziej dla na­sto­lat­ków czy też dla ro­dzi­ców? Coś in­te­re­su­ją­ce­go znaj­dą tu dla sie­bie opie­ku­no­wie tak­że kil­ku­let­nich dzie­ci, na­uczy­cie­le, po­li­cjan­ci, wła­ści­wie wszy­scy kon­tak­tu­ją­cy się z mło­dzie­żą. Z całą pew­no­ścią do­wie­dzieć się cze­goś mogą rów­nież sami mło­dzi lu­dzie.

Nie na­pi­sa­łem tej książ­ki, żeby stra­szyć wid­mem wszech­obec­nej nar­ko­ma­nii, to na co dzień ro­bią me­dia, czy też po to, by za­re­kla­mo­wać nar­ko­ty­ki. Chciał­bym, aby za jej po­mo­cą moż­na było uzy­skać jak naj­wię­cej in­for­ma­cji o tym, dla­cze­go lu­dzie bio­rą i co moż­na zro­bić, żeby uza­leż­nio­nych było jak naj­mniej. Aby książ­ka była zro­zu­mia­ła dla sze­ro­kie­go gro­na od­bior­ców, uni­ka­łem na­uko­we­go czy te­ra­peu­tycz­ne­go żar­go­nu. Być może ona z tego po­wo­du mniej pre­cy­zyj­na, ale sta­je się bar­dziej oso­bi­sta i ła­twiej­sza w od­bio­rze.

Więk­szość lu­dzi ma okre­ślo­ny sto­su­nek do nar­ko­ty­ków, al­ko­ho­lu i osób uza­leż­nio­nych. Nie­zwy­kle trud­no jest przejść obo­jęt­nie obok tego za­gad­nie­nia. W ja­kimś stop­niu wy­ni­ka to z fak­tu, że wła­ści­wie w każ­dym śro­do­wi­sku moż­na zna­leźć nar­ko­ma­na. Praw­do­po­dob­nie wszy­scy wśród swo­ich zna­jo­mych mają oso­by, któ­rych bli­scy są w ośrod­ku albo po­win­ny się tam zna­leźć. Czę­sto o tym się nie mówi – uza­leż­nie­nie jest w Pol­sce cią­gle spra­wą wsty­dli­wą.

Nie ma pro­stych re­cept na uza­leż­nie­nie – jest to cho­ro­ba, ale nie moż­na jej wy­le­czyć. Trze­ba z niej wyjść tak jak z bez­dom­no­ści, czy­li głów­nie dzię­ki wła­sne­mu ogrom­ne­mu wy­sił­ko­wi. Bar­dzo rzad­ko zda­rza się jed­nak, żeby uda­ło się to zro­bić bez po­mo­cy z ze­wnątrz. Tak samo jak nie­zwy­kle trud­no jest tak sa­mo­dziel­nie wy­cho­wać dziec­ko, aby było zu­peł­nie bez­piecz­ne. To samo moż­na po­wie­dzieć o pra­cy szko­ły, two­rze­niu śro­do­wi­ska lo­kal­ne­go, któ­re jest przy­ja­zne dzie­ciom. A kie­dy brak go­to­wych re­cept, trze­ba szu­kać dro­gi dla każ­de­go dziec­ka, dla każ­dej szko­ły. To, co jest do­bre w jed­nej sy­tu­acji, może za­szko­dzić w in­nej.

Je­śli ktoś chce upo­rząd­ko­wać swo­ją wie­dzę na te­mat nar­ko­ma­nii albo po pro­stu jak naj­wię­cej do­wie­dzieć się na jej te­mat, pro­po­nu­ję spe­cy­ficz­ną me­to­dę: wy­obraź­cie so­bie nar­ko­ma­na. To może być mu­zyk, mło­dy dzien­ni­karz, stu­dent, może też być zwy­kły ćpun z Cen­tral­ne­go. Na­ry­suj­cie go – na spo­rej kart­ce, naj­le­piej ko­lo­ro­wy­mi kred­ka­mi – i na­daj­cie mu imię. Kie­dy bę­dzie­cie czy­tać ko­lej­ne roz­dzia­ły tej książ­ki, po­pa­trz­cie cza­sem na nie­go, wy­obraź­cie so­bie, co prze­ży­wał w da­nym mo­men­cie swo­je­go nar­ko­mań­skie­go ży­wo­ta, o czym my­ślał, co czuł i co od­czu­wa­li jego bli­scy. Być może w taki spo­sób le­piej uda się wam zro­zu­mieć, co dzie­je się z kimś uza­leż­nio­nym.

Pro­ste py­ta­nia

Jak wy­ja­śnić ko­muś, kto nig­dy nie ze­tknął się z nar­ko­ty­ka­mi, co dzie­je się z czło­wie­kiem po przy­ję­ciu ja­kie­goś środ­ka? Bez tego bar­dzo trud­no zro­zu­mieć, dla­cze­go lu­dzie bio­rą. Wca­le nie jest ła­twiej wy­tłu­ma­czyć oso­bie, któ­ra nig­dy nie mia­ła żad­nych nie­przy­jem­nych do­świad­czeń z nar­ko­ty­ka­mi, że zwy­czaj­nie mogą być one nie­bez­piecz­ne.

Czter­na­sto­let­nie uczen­ni­ce za­py­ta­ły swo­ją na­uczy­ciel­kę bio­lo­gii, co prze­ży­wa się w cza­sie or­ga­zmu. Usi­ło­wa­ła im to wy­tłu­ma­czyć, choć była prze­ko­na­na, że je­dy­na peł­na od­po­wiedź na to py­ta­nie brzmi: jak prze­ży­je­cie, to bę­dzie­cie wie­dzia­ły. Po­dob­nie jest z nar­ko­ty­ka­mi. Ktoś, kto nig­dy nie sty­kał się z nimi, nie po­tra­fi zro­zu­mieć mo­ty­wów kie­ru­ją­cych ludź­mi, któ­rzy po nie się­ga­ją.

Czy nar­ko­ty­ki po­win­ny bu­dzić wy­łącz­nie ne­ga­tyw­ne sko­ja­rze­nia? Prze­cież na­wet tak wie­lu lu­dzi o wy­so­kim sta­tu­sie spo­łecz­nym otwar­cie przy­zna­je się do kon­tak­tów z nimi. Więc może nar­ko­ty­ki mają tak­że swo­je do­bre stro­ny? Cze­mu nar­ko­ma­na­mi, w peł­nym tego sło­wa zna­cze­niu, zo­sta­je tyl­ko nie­wiel­ka gru­pa lu­dzi, sko­ro tak wie­le osób się­ga po środ­ki odu­rza­ją­ce? Co wła­ści­wie zna­czy sło­wo nar­ko­man? Czy jest ich na­praw­dę tak nie­wie­lu?

Lu­dzie szu­ka­ją od­po­wie­dzi na dwa ro­dza­je py­tań zwią­za­nych z nar­ko­ty­ka­mi: jak dzia­ła­ją, co czu­je ktoś, kto wziął nar­ko­tyk i ja­kie są dłu­go­ter­mi­no­we skut­ki bra­nia oraz dla­cze­go lu­dzie się­ga­ją po nar­ko­ty­ki. Może wyda się to ab­sur­dal­ne, ale py­ta­nia o skut­ki za­da­ją oso­by nie­ma­ją­ce jesz­cze kon­tak­tów z nar­ko­ty­ka­mi – nad przy­czy­na­mi czę­ściej za­sta­na­wia­ją się ci, któ­rzy bio­rą lub bra­li.

Nie moż­na dać jed­no­znacz­nej, peł­nej od­po­wie­dzi na żad­ne z tych py­tań. Dzia­ła­nie ludz­kiej psy­chi­ki nie jest do koń­ca po­zna­ne. Na do­brą spra­wę nie wie­my, jak po­wsta­ją na­sze my­śli, uczu­cia i pra­gnie­nia. Na­wet w przy­bli­że­niu nie po­tra­fi­my zba­dać wszyst­kich me­cha­ni­zmów rzą­dzą­cych na­szym mó­zgiem, tyl­ko mniej wię­cej orien­tu­je­my się na przy­kład, któ­ra z jego czę­ści od­po­wia­da za od­czu­wa­nie przy­jem­no­ści, a któ­ra za mowę. Jego dzia­ła­nie opi­su­je się dzię­ki nie­zwy­kle skom­pli­ko­wa­nej sta­ty­sty­ce i dla­te­go je­dy­nie z pew­nym praw­do­po­do­bień­stwem moż­na okre­ślić, ja­kie skut­ki spo­wo­du­je che­micz­ny bo­dziec, ja­kim jest nar­ko­tyk. W przy­pad­ku roz­wa­żań na te­mat środ­ków odu­rza­ją­cych moż­na więc scha­rak­te­ry­zo­wać tyl­ko naj­czę­ściej wy­stę­pu­ją­ce efek­ty. Jak dany nar­ko­tyk po­dzia­ła na kon­kret­ną oso­bę, nie mo­że­my prze­wi­dzieć. Na­wet po ka­wie, któ­ra po­bu­dza więk­szość osób, nie­któ­rzy ła­twiej za­sy­pia­ją, a ko­fe­ina prze­cież w po­rów­na­niu z nar­ko­ty­ka­mi de­li­kat­nie wpły­wa na or­ga­nizm.

Po­wo­dy, przez któ­re oso­by nie­uza­leż­nio­ne pró­bu­ją środ­ków odu­rza­ją­cych, są bar­dzo skom­pli­ko­wa­ne i trud­ne do wy­ja­śnie­nia, na­wet dla nich sa­mych. Każ­dy ma swo­je po­bud­ki do bra­nia, kło­po­ty, któ­rych z ich po­mo­cą pró­bu­je się po­zbyć – strach, brak mi­ło­ści, nie­na­wiść, po­czu­cie od­rzu­ce­nia. Im wię­cej jest ta­kich czyn­ni­ków, tym więk­sza szan­sa, że z cza­sem to nar­ko­ty­ki sta­ną się naj­więk­szym pro­ble­mem. Pierw­szy raz czę­sto po­wo­do­wa­ny jest cie­ka­wo­ścią. Uza­leż­nie­ni z ko­lei bio­rą, bo mu­szą, gdyż nar­ko­tyk stał się nie tyle czymś po­trzeb­nym im do ży­cia, ile że jest ich ca­łym ży­ciem. Je­śli wsta­ją rano, aby iść do pra­cy, ukraść coś albo uda­wać przed sobą i in­ny­mi, że ro­bią coś po­ży­tecz­ne­go, to tyl­ko dla­te­go, by mieć pie­nią­dze na bra­nie i żeby jak naj­dłu­żej utrzy­my­wać po­zo­ry, że nad wszyst­kim pa­nu­ją, że nie są jesz­cze nar­ko­ma­na­mi.

Me­cha­nizm po­wro­tów do nar­ko­ty­ków sta­je się bar­dziej zro­zu­mia­ły, gdy za­sta­no­wi­my się nad ob­ra­zem świa­ta, w któ­rym ży­je­my. Prze­cięt­ny Po­lak i, jak są­dzę, prze­cięt­ny Eu­ro­pej­czyk nie znaj­du­je w swo­im ży­ciu zbyt wie­lu po­wo­dów do ra­do­ści. Kie­dy rano za­wią­zu­je sznu­ro­wa­dła, jego wzrok wbi­ja się w zie­mię i tak już zo­sta­je do koń­ca dnia. Nie­wie­le osób po­tra­fi cie­szyć się, za­chwy­cać zwy­kłą, sza­rą co­dzien­no­ścią. Jaki to wła­ści­wie ma zwią­zek z nar­ko­ma­nią? To prze­cież oczy­wi­ste – kto chciał­by ucie­kać od rze­czy­wi­sto­ści, w któ­rej jest szczę­śli­wy? Tym­cza­sem bar­dzo nie­wie­lu mło­dych lu­dzi ma ko­goś, kto po­tra­fi uka­zy­wać im pięk­no świa­ta i kto ich uczy, jak dą­żyć do szczę­ścia. A je­śli nie znaj­du­je się ra­do­ści w re­al­nym świe­cie, za­czy­na się jej po­szu­ki­wać zu­peł­nie gdzieś in­dziej.

Nar­ko­ty­ki nie obie­cu­ją cze­goś na przy­szłość – na­tych­miast po­wo­du­ją eu­fo­rię, za­do­wo­le­nie, czy­li dają to, cze­go się w nich szu­ka. Wy­star­czy wstrzyk­nąć kom­pot czy kil­ka razy za­cią­gnąć się ma­ri­hu­aną albo ścią­gnąć kre­skę am­fe­ta­mi­ny, aby zna­leźć się w od­mien­nym świe­cie, żeby po­czuć się in­a­czej, zno­wu mieć ener­gię do pra­cy. To o wie­le prost­sze niż po­szu­ki­wa­nie, zdo­by­wa­nie szczę­ścia. Nar­ko­ty­ki da­dzą je na­tych­miast, no, chy­ba że aku­rat ma się pe­cha i to­war bę­dzie tref­ny albo or­ga­nizm za­re­agu­je in­a­czej niż zwy­kle.

Jaki jest fi­zjo­lo­gicz­ny me­cha­nizm dzia­ła­nia nar­ko­ty­ków? Każ­dy z nich w ja­kiś spo­sób wpły­wa na funk­cjo­no­wa­nie ukła­du ner­wo­we­go. Nie­któ­re ro­bią to na po­zio­mie prze­wo­dze­nia im­pul­sów ner­wo­wych, a inne po pro­stu draż­nią okre­ślo­ne ośrod­ki mó­zgu, na przy­kład ośro­dek od­de­cho­wy lub przy­jem­no­ścio­wy. Po krót­kim cza­sie od przy­ję­cia środ­ka – kil­ka­na­ście mi­nut czy se­kund – czło­wiek za­czy­na od­czu­wać coś, co psy­cho­lo­go­wie na­zy­wa­ją gra­ty­fi­ka­cją. To jest wła­śnie to, cze­go ocze­ku­je się od nar­ko­ty­ku – po­bu­dze­nia, nad­mia­ru ener­gii, głę­bo­kie­go uspo­ko­je­nia, ha­lu­cy­na­cji. Efekt za­le­ży od tego, jaki śro­dek zo­stał przy­ję­ty. Tak przy­najm­niej po­win­no wszyst­ko prze­bie­gać. Jed­nak nie za­wsze nar­ko­tyk speł­nia ocze­ki­wa­nia swo­je­go kon­su­men­ta. Po­nad­to z re­gu­ły po okre­sie bar­dzo do­bre­go sa­mo­po­czu­cia przy­cho­dzi czas, kie­dy trze­ba pła­cić za przy­jem­ność zwią­za­ną z nar­ko­ty­kiem. Je­śli gra­ty­fi­ka­cją było po­bu­dze­nie, or­ga­nizm jest zmę­czo­ny, a na­strój wła­ści­wie bez wzglę­du na ro­dzaj nar­ko­ty­ku – pod­ły. Do w mia­rę nor­mal­ne­go sta­nu wra­ca się po kil­ku, cza­sem na­wet kil­ku­na­stu dniach. Część osób wcze­śniej ko­lej­ny raz się­ga po nar­ko­tyk z nie­znacz­nie słab­szym skut­kiem i z odro­bi­nę więk­szym doł­kiem po usta­niu jego dzia­ła­nia.

Co po­wo­du­je, że nar­ko­tyk tak ła­two po­tra­fi wcią­gnąć, stać się spo­so­bem na ży­cie, jego ce­lem? Naj­pro­ściej od­po­wie­dzieć: bo tak dzia­ła­ją nar­ko­ty­ki. Dają su­biek­tyw­ne wra­że­nie, że roz­wią­zu­ją się pro­ble­my. Jed­nak póź­niej zo­sta­je się z nimi sam na sam. Czło­wiek sta­je się wo­bec nich co­raz bar­dziej bez­rad­ny, bo po­zba­wio­ny po­zor­nej siły, jaką da­wał nar­ko­tyk. Poza tym za­czy­na­ją cią­żyć nowe kło­po­ty – zwią­za­ne z bra­niem. Ja­sne, że bar­dzo nie­wie­le osób przy­zna się, że za po­mo­cą nar­ko­ty­ków pró­bu­ją coś zmie­nić w swo­im ży­ciu. Uświa­do­mie­nie so­bie ta­kie­go fak­tu jest pierw­szym kro­kiem do peł­ne­go uwol­nie­nia się.

Ktoś, kto bie­rze nar­ko­ty­ki, w oczach wie­lu osób jest kimś stra­co­nym już na za­wsze. Wy­cho­waw­czy­nie jed­ne­go z in­ter­na­tów za­chwy­ca­ły się umie­jęt­no­ścia­mi, po­sta­wą i kul­tu­rą osób koń­czą­cych ośro­dek w Gło­sko­wie, ale żad­na z nich nie chcia­ła­by, żeby ktoś taki był mę­żem cór­ki i oj­cem jej wnu­ków – owszem, nar­ko­man może być uczyn­ny, życz­li­wy i za­rad­ny, ale za­wsze po­zo­sta­nie nar­ko­ma­nem. Zresz­tą nie każ­dy, kto się­gnął po nar­ko­ty­ki, nim się sta­je. Tyl­ko od nie­licz­nych środ­ków moż­na uza­leż­nić się już przy pierw­szym kon­tak­cie. Nar­ko­ty­ków moż­na uży­wać, na­wet nad­uży­wać, a póź­niej z nimi ze­rwać, jed­nak zda­niem wie­lu osób ich dzia­ła­nie jest na tyle in­ten­syw­ne, ich wpływ na psy­chi­kę jest tak zna­czą­cy, że na­wet rzad­kie kon­tak­ty mogą wy­wo­łać nie­prze­wi­dy­wal­ne na­stęp­stwa. Dzie­je się tak szcze­gól­nie u mło­dych lu­dzi, któ­rzy nie­zwy­kle szyb­ko po­pa­da­ją w uza­leż­nie­nia.

Nar­ko­ty­ki nie rzą­dzą się pra­wa­mi lo­gi­ki, ich uży­wa­nie jest sprzecz­ne z ra­cjo­nal­nym my­śle­niem. Ktoś, kto bie­rze kom­pot i jest za­ka­żo­ny wi­ru­sem HIV, wstrzy­ku­je so­bie z dział­ka­mi nar­ko­ty­ku ko­lej­ne por­cje mi­kro­or­ga­ni­zmów, skra­ca­jąc so­bie ży­cie. Zwy­kle świet­nie zda­je so­bie z tego spra­wę i boi się śmier­ci oraz roz­wo­ju cho­ro­by, ale ani świa­do­mość dzia­ła­nia na wła­sną szko­dę, ani strach nie mogą go po­wstrzy­mać. Oso­ba, u któ­rej am­fe­ta­mi­na po­wo­du­je gwał­tow­ne sko­ki ci­śnie­nia, a cza­sem na­stęp­ne­go dnia za­pa­ści, mimo wszyst­ko bę­dzie ją bra­ła.

Kie­dy ktoś przez wie­le dni bie­rze lub pije, żeby uciec przed wła­sny­mi pro­ble­ma­mi, bywa na­ga­by­wa­ny przez swo­je oto­cze­nie – wszy­scy py­ta­ją: co ci to daje? Nie­ła­two wte­dy od­po­wie­dzieć na to py­ta­nie, bo trud­no wy­tłu­ma­czyć so­bie bez­sens bra­nia, kie­dy pod ręką jest to­war, kie­dy ży­cie po­zba­wio­ne jest celu i sen­su, kie­dy czło­wiek po pro­stu boi się nad­cho­dzą­cych dni czy go­dzin. Nar­ko­tyk sta­je się spo­so­bem uciecz­ki. Tu­taj nie ma miej­sca na żad­ne „po co”, na żad­ne „co ci to da” – jest tyl­ko śle­pa, bez­myśl­na uciecz­ka od trud­no­ści, od re­al­ne­go świa­ta, któ­ry boli, uciecz­ka od pust­ki, nudy, od lęku, a przede wszyst­kim – od sa­me­go sie­bie. Tacy „ucie­ki­nie­rzy” są wła­śnie bar­dzo po­dat­ni na uza­leż­nie­nie – je­śli ktoś za­czy­na roz­wią­zy­wać swo­je pro­ble­my za po­mo­cą nar­ko­ty­ków, znaj­du­je się w gru­pie naj­wyż­sze­go ry­zy­ka. Dla­te­go war­to za­dać so­bie py­ta­nie: czy je­stem za­do­wo­lo­ny ze swo­je­go ży­cia, czy je­stem w nim szczę­śli­wy. Je­śli mam przed czym ucie­kać, nar­ko­ty­ki będą dla mnie groź­ne.

Wo­kół nar­ko­ty­ków na­ro­sło wie­le mi­tów. Dla nie­któ­rych osób mają one być dro­gą do peł­niej­sze­go ży­cia, do nie­za­leż­no­ści od sys­te­mu czy wol­no­ści. Czło­wiek bio­rą­cy na­wet tak zwa­ne mięk­kie nar­ko­ty­ki z cza­sem cał­ko­wi­cie skon­cen­tru­je się na wła­snym wnę­trzu, sta­nie się nie­obec­ny w re­al­nym świe­cie. Zresz­tą czas, kie­dy bra­nie było za­ję­ciem eli­tar­nym, już daw­no stał się prze­szło­ścią. Te­raz bio­rą: ki­bo­le, zło­dzie­je, dre­chy szu­ka­ją­ce dymu, na­ro­dow­cy i pro­sty­tut­ki. Nie jest to już jak daw­niej sam kwiat mło­dzie­ży.

Jak wy­glą­da dro­ga prze­cięt­ne­go nar­ko­ma­na? Oczy­wi­ście żeby zo­stać nar­ko­ma­nem, trze­ba wziąć nar­ko­tyk po raz pierw­szy. To taka furt­ka, przez któ­rą trze­ba przejść. Jak wie­lu z tych, któ­rzy eks­pe­ry­men­tu­ją z nar­ko­ty­ka­mi, uza­leż­nia się? Nie­wie­lu, ale je­dy­nie peł­na abs­ty­nen­cja może dać gwa­ran­cję, że ktoś nie zo­sta­nie nar­ko­ma­nem.

Dru­gim eta­pem nar­ko­ty­ko­wej dro­gi są eks­pe­ry­men­ty – pró­by do­bie­ra­nia od­po­wied­nich ilo­ści środ­ka, oto­cze­nia, spo­so­bów po­stę­po­wa­nia, tak żeby od­czuć jak naj­przy­jem­niej­sze efek­ty, a za­ra­zem do­brze funk­cjo­no­wać w ży­ciu. Rów­no­cze­śnie trwa po­szu­ki­wa­nie „swo­je­go” nar­ko­ty­ku. Każ­dy typ oso­bo­wo­ści po­trze­bu­je in­ne­go ro­dza­ju bodź­ców. Oso­by, któ­re od cza­su do cza­su po­trze­bu­ją za­strzy­ku ener­gii, bo kon­cen­tru­ją się na osią­ga­niu suk­ce­sów w ży­ciu, będą pre­fe­ro­wa­ły środ­ki po­bu­dza­ją­ce. Ktoś z na­tu­ry bar­dziej re­flek­syj­ny, komu do­skwie­ra ży­cie w po­śpie­chu i zgieł­ku, znaj­dzie uko­je­nie w ma­ri­hu­anie lub he­ro­inie. Nie­ste­ty, wła­śnie taki „po­trzeb­ny” nar­ko­tyk jest za­ra­zem naj­bar­dziej nie­bez­piecz­ny. Wie­lo­krot­ne od­czu­cie po­zy­tyw­nych, ocze­ki­wa­nych, efek­tów jego dzia­ła­nia może skła­niać do tego, by co­raz czę­ściej się­gać po wy­pró­bo­wa­ny już śro­dek.

Trze­ci etap to faza po­wro­tów. Częst­sze bra­nie cha­rak­te­ry­zu­je się tym, że co­raz trud­niej się obyć bez nar­ko­ty­ku. Ktoś, kto jest w ta­kim sta­nie, nie jest jesz­cze uza­leż­nio­ny, ale nar­ko­ty­ki zaj­mu­ją co­raz wię­cej miej­sca w jego ży­ciu. Po­świę­ca się im co­raz wię­cej cza­su, co­raz czę­ściej się o nich roz­ma­wia. Już pra­wie wszy­scy zna­jo­mi to lu­dzie rza­dziej lub czę­ściej bio­rą­cy. Jed­no­cze­śnie za­czy­na bra­ko­wać cza­su i sił na za­ję­cia nie­zwią­za­ne z nar­ko­ty­ka­mi. Tak na­praw­dę to jest to mo­ment, w któ­rym za­czy­na­ją się praw­dzi­we kło­po­ty. Do­pie­ro te­raz oka­zu­je się, że nar­ko­tyk, któ­ry do tej pory był źró­dłem roz­ryw­ki, a co naj­wy­żej by­wał cza­sem po­moc­ny, sta­je się czymś waż­nym, jak­by przy­ja­cie­lem, na któ­re­go po­moc za­wsze moż­na li­czyć i z któ­re­go po­mo­cy co­raz czę­ściej się ko­rzy­sta. Jed­no­cze­śnie za­czy­na on tak­że cią­żyć na co­dzien­nym ży­ciu – na pla­nach na przy­szłość, na za­wie­ra­nych zna­jo­mo­ściach. W tym wła­śnie mo­men­cie kosz­ty sta­ją się więk­sze niż zy­ski wy­ni­ka­ją­ce z bra­nia nar­ko­ty­ków. Tyle że spo­strze­ga się to do­pie­ro po la­tach, kie­dy czło­wiek już na do­bre wy­trzeź­wie­je. W tym okre­sie jak man­trę po­wta­rza się sło­wa: prze­cież nad wszyst­kim pa­nu­ję, w każ­dej chwi­li mógł­bym prze­stać. I fak­tycz­nie od­sta­wia się nar­ko­ty­ki na ja­kiś czas, ale tyl­ko po to, by udo­wod­nić so­bie, że wszyst­ko jest w po­rząd­ku. Czło­wiek po­tra­fi zra­cjo­na­li­zo­wać każ­dą swo­ją de­cy­zję, czy­li uza­sad­nić każ­dy swój wy­bór. Do tego celu moż­na użyć dwóch me­cha­ni­zmów: palę ma­ri­hu­anę, bo jest mniej szko­dli­wa niż al­ko­hol (nie jest) albo wiem, że so­bie szko­dzę, ale wolę żyć kró­cej, lecz bar­dziej szczę­śli­wie (to dla­cze­go pro­cent uśmiech­nię­tych pa­la­czy ma­ri­hu­any jest zna­czą­co niż­szy niż wśród abs­ty­nen­tów?). Praw­dę mó­wiąc, nie ufam lu­dziom, któ­rzy za­ży­wa­ją nar­ko­ty­ki i po­twier­dza­ją opi­nię o ich nie­szko­dli­wo­ści. Dla mnie naj­bar­dziej wia­ry­god­ne są oso­by, któ­re bio­rą lub bra­ły i stwier­dza­ją, że nar­ko­ty­ki to nie jest to. Oni wie­dzą naj­le­piej. Wie­rzę im tak samo jak swo­je­mu naj­więk­sze­mu przy­ja­cie­lo­wi, któ­ry jest stu­pro­cen­to­wym mię­so­żer­cą, a po­pie­ra we­ge­ta­ria­nizm – on nie ra­cjo­na­li­zu­je swo­je­go wy­bo­ru wy­god­ny­mi dla sie­bie ar­gu­men­ta­mi.

Ostat­nią, czwar­tą fazą jest uza­leż­nie­nie. Wte­dy to nar­ko­tyk sta­je się naj­waż­niej­szą rze­czą w ży­ciu czło­wie­ka, za­stę­pu­je bli­skie oso­by, za­in­te­re­so­wa­nia, pa­sje i am­bi­cje. Ist­nie­ją dwa ro­dza­je uza­leż­nie­nia: fi­zycz­ne, czy­li ta­kie, w któ­rym bra­nie nar­ko­ty­ku lub leku po­wo­du­je zmia­nę w funk­cjo­no­wa­niu or­ga­ni­zmu, oraz psy­chicz­ne, po­le­ga­ją­ce na od­czu­wa­niu po­trze­by bra­nia ja­kie­goś środ­ka i po­wra­ca­nia do sta­nu prze­zeń wy­wo­ły­wa­ne­go. Uza­leż­nie­nie fi­zycz­ne ob­ja­wia się pod­no­sze­niem to­le­ran­cji na dany śro­dek (z cza­sem po­trzeb­na jest co­raz więk­sza jego daw­ka, żeby uzy­skać taki sam efekt) i ob­ja­wa­mi abs­ty­nen­cyj­ny­mi, czy­li tak zwa­nym gło­dem nar­ko­ty­ko­wym. Nie wszyst­kie nar­ko­ty­ki po­wo­du­ją uza­leż­nie­nie fi­zycz­ne – na do­brą spra­wę tyl­ko opia­ty, al­ko­hol i środ­ki uspo­ka­ja­ją­ce. Ko­ka­ina, je­den z naj­sil­niej uza­leż­nia­ją­cych nar­ko­ty­ków, fi­zycz­nie nie uza­leż­nia. Samo od­tru­cie, czy­li przy­wró­ce­nie or­ga­ni­zmu do nor­mal­ne­go sta­nu, trwa kil­ka­na­ście dni i za­wsze po­win­no za­koń­czyć się suk­ce­sem. Dal­szy ciąg pra­cy z oso­ba­mi uza­leż­nio­ny­mi to lata te­ra­pii, a i tak zda­niem wie­lu osób ktoś, kto od­sta­wił nar­ko­ty­ki i prze­szedł peł­ny cykl te­ra­peu­tycz­ny, po­zo­sta­je za­le­czo­nym nar­ko­ma­nem. Je­śli ktoś od pew­ne­go cza­su utrzy­mu­je „pu­stą” abs­ty­nen­cję, bez te­ra­pii, czy­li nie ko­rzy­sta z te­ra­pii, nie prze­cho­dzi we­wnętrz­nych prze­mian, jest po pro­stu nar­ko­ma­nem, któ­re­go cze­ka tyl­ko ko­lej­ny na­wrót bra­nia.

Nie każ­dy, kto spró­bu­je nar­ko­ty­ku, bę­dzie póź­niej do nie­go wra­cał. Wie­le osób po pierw­szym do­świad­cze­niu nie kon­ty­nu­uje prób. Nie wszy­scy spo­śród tych, któ­rzy po­zwa­la­ją so­bie na eks­pe­ry­men­ty z nar­ko­ty­ka­mi, po ja­kimś cza­sie za­czy­na­ją brać ich co­raz wię­cej. Wresz­cie nie wszy­scy, któ­rzy bio­rą czę­sto i w du­żych ilo­ściach, uza­leż­nia­ją się. Gdy­by każ­dy kon­takt z nar­ko­ty­kiem nie­uchron­nie pro­wa­dził do uza­leż­nie­nia, w nie­da­le­kiej przy­szło­ści mie­li­by­śmy w spo­łe­czeń­stwie po­waż­ny pro­cent nar­ko­ma­nów. Na­wet gdy­by jed­na oso­ba na dzie­sięć uza­leż­nia­ła się, star­czy­ło­by pra­cy dla kil­ku po­ko­leń te­ra­peu­tów. Na szczę­ście ry­zy­ko uza­leż­nie­nia nie jest aż tak wiel­kie. Cze­mu więc bije się na alarm w spra­wie nar­ko­ty­ków?

Po­wo­dów jest wie­le. Nie­bez­pie­czeń­stwa zwią­za­ne z nar­ko­ty­ka­mi prze­cięt­nej oso­bie ko­ja­rzą się z uza­leż­nie­niem i z AIDS. Jest ich jed­nak znacz­nie wię­cej. Cza­sem uży­wa­nie nar­ko­ty­ków po­wo­du­je dość znacz­ne i nie­od­wra­cal­ne zmia­ny w psy­chi­ce, nie­rzad­ko po­łą­czo­ne z or­ga­nicz­ny­mi zmia­na­mi mó­zgu. Nie­któ­re nar­ko­ty­ki mogą spo­wo­do­wać ujaw­nie­nie się ukry­tych ob­ja­wów cho­rób psy­chicz­nych. Sza­cu­je się, że oko­ło pro­cen­ta lu­dzi ma ta­kie wła­śnie ukry­te pre­dys­po­zy­cje, któ­rych nie spo­sób stwier­dzić, do­pó­ki za­bu­rze­nia się nie ujaw­nią. Na­wet jed­no­ra­zo­wy kon­takt z nar­ko­ty­kiem może skoń­czyć się psy­cho­zą lub schi­zo­fre­nią.

Spo­tka­nia z nar­ko­ty­ka­mi to swo­je­go ro­dza­ju gra w ro­syj­ską ru­let­kę. Ktoś, kto przez wie­le mie­się­cy pa­lił ha­szysz i zu­peł­nie do­brze funk­cjo­no­wał, w pew­nym mo­men­cie może „prze­grać” i po­paść w głę­bo­ką de­pre­sję. Z dnia na dzień, bez żad­nych sy­gna­łów ostrze­gaw­czych. Moż­na przez lata „wy­gry­wać” – brać róż­ne nar­ko­ty­ki i nie mieć po­waż­niej­szych pro­ble­mów ze sobą. Praw­da jest jed­nak taka, że skut­ki bra­nia nar­ko­ty­ków ku­mu­lu­ją się – w koń­cu pa­to­lo­gicz­ne zmia­ny sta­ną się wresz­cie do­strze­gal­ne, choć może to na­stą­pić do­pie­ro po la­tach. Cza­sem wy­star­czą do tego mie­sią­ce lub na­wet ty­go­dnie, ale może się oczy­wi­ście zda­rzyć i tak, że nie na­stą­pi to nig­dy. Czę­sto też przy­czy­ny ta­kich zmian czy na­wet sam fakt ich po­ja­wia­nia się jest wy­pie­ra­ny.

Praw­dę o nar­ko­ty­kach po­ka­zu­je sta­ty­sty­ka, choć są przy­kła­dy sprzecz­ne z tym, co ona mówi. Nie­ma­ło osób po­wo­łu­je się na nie. „Pi­sze się, że pa­lą­cy ma­ri­hu­anę mają pro­ble­my z na­uką, mój ko­le­ga z kla­sy pali, a zdał ma­tu­rę ze śred­nią sześć”. Je­śli ktoś, kto to opo­wia­da, nie do­da­je, że ten­że ko­le­ga wy­le­ciał póź­niej dwu­krot­nie z pierw­sze­go roku stu­diów, to po pro­stu ma­ni­pu­lu­je rze­czy­wi­sto­ścią. Tak czy owak, jed­nost­ko­wy przy­pa­dek o ni­czym nie świad­czy – do­pie­ro po­rów­na­nie licz­nych grup róż­nią­cych się je­dy­nie tym, że jed­na pali ma­ri­hu­anę, a dru­ga nie, po­zwo­li okre­ślić, czy ten nar­ko­tyk wpły­wa na efek­tyw­ność na­uki. W każ­dej po­pu­la­cji znaj­dą się oso­by po­nad­prze­cięt­ne – wy­bit­ni ucze­ni, ar­ty­ści, po­li­ty­cy. Ale czy Char­lie Par­ker był tak wy­bit­nym sak­so­fo­ni­stą, a Jimi Hen­drix gi­ta­rzy­stą, dla­te­go że bra­li, czy po­mi­mo tego fak­tu? Nie wiem i nig­dy się tego nie do­wiem, brak dru­gie­go ta­kie­go czło­wie­ka nie po­zwo­li na po­rów­na­nie.

Po nar­ko­ty­kach do­cho­dzi do po­waż­nych za­truć, nie­kie­dy śmier­tel­nych, zda­rza­ją się też pró­by sa­mo­bój­cze. Bar­dzo wie­le wy­pad­ków przy­tra­fia się oso­bom, któ­re wzię­ły ja­kiś śro­dek. I je­śli ktoś pod wpły­wem LSD na­bie­ra ocho­ty na la­ta­nie, to jest groź­ny przede wszyst­kim dla sie­bie, ale je­śli sia­da za kół­kiem, sta­je się za­gro­że­niem dla in­nych. A co­raz wię­cej osób pro­wa­dzi na haju albo w mo­men­cie, kie­dy nar­ko­tyk prze­sta­je dzia­łać, a prze­cież bar­dzo moc­no wpły­wa to na kon­cen­tra­cję.

Nie spo­sób okre­ślić, w ja­kim miej­scu nar­ko­ty­ko­wej dro­gi ktoś się znaj­du­je. Je­śli nig­dy nie pró­bo­wał nar­ko­ty­ków albo ma za sobą po­je­dyn­cze pró­by sprzed lat, wy­da­je się, że na tę dro­gę nie wkro­czył. Ja­sny jest tak­że przy­pa­dek osób, u któ­rych uza­leż­nie­nie zo­sta­ło lub po­win­no już zo­stać zdia­gno­zo­wa­ne. Je­śli jed­nak ktoś „pod­bie­ra” nar­ko­ty­ki, jego pro­ble­my już się za­czę­ły, choć nie wi­dać jesz­cze wy­raź­nych oznak uza­leż­nie­nia. Na tej dro­dze nie ma dro­go­wska­zów typu: do uza­leż­nie­nia dwa mie­sią­ce. To, że jest się nar­ko­ma­nem, czło­wiek uświa­da­mia so­bie w mo­men­cie, kie­dy ten stan trwa już od ja­kie­goś cza­su i nie moż­na po­wie­dzieć, od jak daw­na. Bar­dzo trud­no jest tak­że okre­ślić kry­te­ria, na pod­sta­wie któ­rych z całą pew­no­ścią moż­na po­wie­dzieć, że ktoś jest już uza­leż­nio­ny. Oso­ba pa­lą­ca raz w mie­sią­cu ma­ri­hu­anę uza­leż­nio­na ra­czej nie jest, a ktoś trzy razy dzien­nie po­da­ją­cy so­bie kil­ka cen­tów kom­po­tu – z całą pew­no­ścią tak. W mia­rę pew­ną dia­gno­zę może po­sta­wić je­dy­nie do­bry te­ra­peu­ta.

Wie­le osób, zwłasz­cza mło­dych, wzru­sze­niem ra­mion re­agu­je na py­ta­nie, czy nie boją się, że z cza­sem mogą się uza­leż­nić. „Co ja mam wspól­ne­go z ćpu­na­mi z Cen­tral­ne­go? Od cza­su do cza­su za­pa­lę so­bie sku­na i tyle. Wszyst­ko mam pod kon­tro­lą”. No do­brze, ale co to zna­czy od cza­su do cza­su? A na­wet je­śli rzad­ko się­ga się po nar­ko­ty­ki, to czy tak musi po­zo­stać? Ilu dzi­siej­szych nar­ko­ma­nów kil­ka lat temu, oka­zyj­nie tyl­ko pa­ląc ma­ri­hu­anę, pla­no­wa­ło z roz­ma­rze­niem, jak to w przy­szło­ści za­czną brać co­raz to inne środ­ki, jak będą kraść, wy­no­sić rze­czy z domu, jak zo­sta­ną nar­ko­ma­na­mi peł­ną gębą? Nikt nie pla­nu­je ta­kie­go ży­cia. Ktoś po­wie: stra­chy na La­chy!, uza­leż­nia się może jed­na oso­ba na ty­siąc kon­tak­tu­ją­cych z nar­ko­ty­ka­mi, w psy­chia­try­ku lą­du­ją może dwie ko­lej­ne, więc dla­cze­go to mam być wła­śnie ja? A dla­cze­go nie?

Ta­kim ty­po­wym spo­so­bem ra­cjo­na­li­zo­wa­nia de­cy­zji o bra­niu jest po­wta­rza­nie, że le­piej żyć kró­cej, ale za to bar­dziej barw­nie, niż dłu­go, zdro­wo i nie­cie­ka­wie. Co gor­sza, ten ste­reo­typ po­wie­la­ją cza­sem tak­że ci, któ­rzy po­win­ni być roz­sąd­ni. Mło­dy czło­wiek usły­szał od te­ra­peu­ty: je­śli brał pan he­ro­inę, to już nic lep­sze­go się panu w ży­ciu nie przy­tra­fi. A ja po­wiem, że to nie­praw­da. Jest kil­ka do­świad­czeń bar­dziej ra­do­snych, lep­szych niż kop po he­ro­inie. Każ­dy może zna­leźć ta­kie rze­czy – dla jed­nych będą to góry, dla in­nych ża­gle czy pra­ca. Tyle że trze­ba za­dać so­bie py­ta­nie: cze­go ocze­ku­ję od ży­cia? Nie moż­na mieć jed­no­cze­śnie szczę­ścia che­micz­ne­go i „czy­ste­go”. O to dru­gie jest znacz­nie trud­niej, ale może być ono trwa­łe i sta­łe, bez wa­hań od eks­ta­zy do de­pre­sji.

Może i mają ra­cję ci, któ­rzy jak do­tych­czas nie chcą zre­zy­gno­wać z tych ła­two osią­ga­nych przy­jem­no­ści i na przy­szłość od­kła­da­ją trwa­łe war­to­ści oraz sa­tys­fak­cje. Tyle że pro­blem tkwi w tym, że na­wet przej­ścio­we uży­wa­nie nar­ko­ty­ków może po­wo­do­wać pew­ne zmia­ny. Arab­skie przy­sło­wie mówi: nikt dwa razy nie słu­cha tej sa­mej baj­ki. Kie­dy po raz pierw­szy sły­szy­my baj­kę, zmie­nia­my się, więc ko­lej­ny raz słu­cha jej już tro­chę inna oso­ba. Po­dob­nie jest z nar­ko­ty­ka­mi – ktoś, kto prze­żył szcze­gól­ne zwią­za­ne z nimi do­zna­nia, wkro­czył w świat nar­ko­ty­ków, więc bar­dzo dłu­go może od­czu­wać po­trze­bę po­wro­tu do tych in­ten­syw­nych i spe­cy­ficz­nych sta­nów. To tak jak po praw­dzi­wej, głę­bo­kiej mi­ło­ści ba­nal­ny wy­da­je się zwy­kły flirt, tak jak po je­dze­niu do­brych do­mo­wych po­sił­ków sma­ku­ją ham­bur­ge­ry. Niby wszyst­ko jest ta­kie, ja­kie było wcze­śniej, ale ży­cie sta­je się jak­by bar­dziej pła­skie. Dla­te­go bar­dzo waż­ne jest, by zna­leźć ja­kąś pa­sję – coś, co bę­dzie źró­dłem rów­nie sil­nych do­znań. Moż­na jesz­cze na­uczyć się czer­pać ra­dość i sa­tys­fak­cję z co­dzien­no­ści, ale to znacz­nie trud­niej­sza dro­ga. Je­śli to, co prze­ży­ło się pod wpły­wem nar­ko­ty­ku, po­zo­sta­je naj­in­ten­syw­niej­szym do­świad­cze­niem, na­wet po la­tach sły­szy się we­wnętrz­ny głos: nie chcesz prze­żyć tego jesz­cze raz? Nie bądź fra­je­rem, to prze­cież nie boli!

Ist­nie­ją dwa sprzecz­ne po­glą­dy na te­mat ry­zy­ka zwią­za­ne­go ze środ­ka­mi odu­rza­ją­cy­mi. We­dług pierw­sze­go każ­de, na­wet jed­no­ra­zo­we przy­ję­cie nar­ko­ty­ku jest nie­bez­piecz­ne, a do­kład­niej – wią­że się z ry­zy­kiem ne­ga­tyw­nych kon­se­kwen­cji: wy­pad­ków, cho­rób czy ta­kie­go wpły­wu na psy­chi­kę, któ­re zna­czą­co zwięk­szy po­trze­bę po­now­ne­go się­ga­nia po nar­ko­tyk. Dru­gi z nich spro­wa­dza się do stwier­dze­nia, że je­śli prze­strze­ga się pew­nych re­guł, nar­ko­ty­ki nie mogą być nie­bez­piecz­ne dla zdro­wia. Szcze­rze mó­wiąc, nie prze­ma­wia to do mnie, sko­ro ży­je­my w świe­cie, w któ­rym jaz­da sa­mo­cho­dem czy cho­dze­nie uli­cą zwią­za­ne jest z pew­nym, choć nie­wiel­kim ry­zy­kiem – prze­cież bra­nie nar­ko­ty­ków jest nie­co bar­dziej nie­bez­piecz­ne niż jaz­da au­to­bu­sem.

Nie­ste­ty, bar­dzo wie­lu mło­dych lu­dzi pró­bu­je nar­ko­ty­ków. Czę­sto py­ta­ją wprost, jak może po­dzia­łać ja­kiś śro­dek, czy jest bez­piecz­ny, czy moż­na się od nie­go uza­leż­nić ła­twiej niż od in­nych. Na ta­kie py­ta­nia nig­dy nie moż­na dać jed­no­znacz­nej od­po­wie­dzi, po­nie­waż ry­zy­ko uza­leż­nie­nia jest róż­ne i za­le­ży za­rów­no od po­szcze­gól­nych nar­ko­ty­ków, ja­kich się za­ży­wa, jak i od osób, któ­re je bio­rą. Nie­któ­rzy są­dzą jed­nak, że je­śli nie po­tra­fi­my po­wstrzy­mać mło­dych lu­dzi przed eks­pe­ry­men­ta­mi z nar­ko­ty­ka­mi, to na­le­ży przy­najm­niej do­star­czyć im in­for­ma­cji, jak ro­bić to naj­bez­piecz­niej. Może brzmi to jak he­re­zja, ale je­śli fak­tem są po­wszech­ne kon­tak­ty na­sto­lat­ków z nar­ko­ty­ka­mi, to czy nie le­piej przy­go­to­wać ich do tego, za­miast cho­wać gło­wę w pia­sek? Praw­do­po­dob­nie za­kro­jo­ne na sze­ro­ką ska­lę dłu­go­ter­mi­no­we ba­da­nia sta­ty­stycz­ne po­ka­żą, któ­re po­dej­ście jest lep­sze.

Czy za­kaz uży­wa­nia nar­ko­ty­ków jest ogra­ni­cza­niem wol­no­ści czło­wie­ka? Prze­cież do­ro­sła oso­ba ma pra­wo de­cy­do­wać o swo­im ży­ciu – po­wta­rza­ją prze­ciw­ni­cy re­stryk­cyj­nych ustaw an­ty­nar­ko­ty­ko­wych. Jed­nym z ar­gu­men­tów jest stwier­dze­nie, że wol­ność jest pra­wem ro­bie­nia do­wol­nych rze­czy, pod wa­run­kiem że czło­wiek jest zde­cy­do­wa­ny po­no­sić kon­se­kwen­cje swo­ich dzia­łań. Ale czy to wła­śnie oso­ba bio­rą­ca po­no­si naj­więk­sze kon­se­kwen­cje? Kto pła­ci za nie­go ra­chun­ki – te czy­sto fi­nan­so­we – kto go utrzy­mu­je, spła­ca dłu­gi? Ale naj­waż­niej­sze są kosz­ty zwią­za­ne z emo­cja­mi, krzyw­dy, ja­kie wy­rzą­dza się bli­skim. Ktoś, kto bie­rze, za­my­ka się w her­me­tycz­nym krę­gu: nar­ko­tyk, lu­dzie, któ­rzy ze mną bio­rą, do­staw­cy, cza­sem jesz­cze ci, któ­rzy ak­cep­tu­ją taki styl ży­cia. To za­stę­pu­je wszyst­ko: re­la­cje z ludź­mi – te bar­dzo bli­skie i te co­dzien­ne w pra­cy – pa­sje, ra­do­ści. Po­zo­sta­je pust­ka, kłam­stwo, roz­pacz­li­wa sa­mot­ność. Ktoś taki nie chce uświa­da­mić so­bie tego, co się wła­ści­wie dzie­je – uda­je przed sobą, że wszyst­ko jest w po­rząd­ku. Kosz­ty mu­szą po­no­sić bli­scy. Co to jest więc za wol­ność? Je­śli czło­wiek nie wy­obra­ża so­bie ży­cia bez cze­goś, prze­sta­je być wol­ny. A u ko­goś, kto bie­rze od ja­kie­goś cza­su na­wet na­po­mknię­cie, że nar­ko­ty­ki są czymś złym i po­wi­nien z nich zre­zy­gno­wać, bu­dzi z za­sa­dy bar­dzo ostry sprze­ciw. Po­dob­nie zresz­tą jak stwier­dze­nie, że ktoś znaj­du­ją­cy się w po­dob­nej sy­tu­acji jest już uza­leż­nio­ny.

Bra­nie nar­ko­ty­ków to pu­łap­ka. Naj­pierw wa­bią eg­zo­ty­ką, in­ten­syw­ny­mi przy­jem­no­ścia­mi: świat sta­je się barw­niej­szy, wszyst­ko, co się mówi i sły­szy, jest bar­dziej in­te­re­su­ją­ce, lu­dzie, któ­rych się spo­ty­ka, wy­da­ją się inni, bar­dziej swo­bod­ni i nie­za­leż­ni, seks spra­wia znacz­nie wię­cej przy­jem­no­ści. Tego się rze­czy­wi­ście do­świad­cza, tyl­ko to chce się do­strze­gać. Wszyst­ko wy­da­je się być pod kon­tro­lą.

Po­tem nar­ko­ty­ki za­czy­na­ją wcią­gać – wte­dy pę­tla na szyi po­wo­li się za­ci­ska. Czy są one czymś jed­no­znacz­nie złym? Czy bu­ta­pren jest zły? Prze­cież mogę nim skle­ić buty. A mor­fi­na? Prze­cież po­ma­ga prze­trwać chwi­le ogrom­ne­go cier­pie­nia pod­czas cho­ro­by. Nar­ko­ty­ki tak jak mło­tek nie są ani złe, ani do­bre – moż­na z nich zro­bić do­bry i zły uży­tek. Je­śli za­cznie­my ucie­kać w nie przed swo­ją sła­bo­ścią, swo­imi lę­ka­mi, mo­że­my znisz­czyć wła­sne ży­cie.Nowotwór duszy

Uza­leż­nie­nie to no­wo­twór du­szy. Tak jak wie­le no­wo­two­rów, jest to cho­ro­ba nie­ule­czal­na, po­stę­pu­ją­ca i śmier­tel­na. Zwy­kły no­wo­twór może być zło­śli­wy lub nie­zło­śli­wy. Z uza­leż­nie­niem jest in­a­czej. Może zda­rzyć się tak, że jest ono na tyle mało de­struk­cyj­ne, że w ja­kimś stop­niu spra­wia kło­pot oto­cze­niu, ale nie za­gra­ża sa­me­mu uza­leż­nio­ne­mu. Tak może być w przy­pad­ku uza­leż­nie­nia od te­le­wi­zji, za­ku­pów czy od od­czu­wa­nia za­gro­że­nia. Jed­nak na­wet zu­peł­nie nie­zło­śli­wa na­rośl może zmie­nić swój cha­rak­ter. Dla­te­go wła­śnie tak­że kom­pul­syw­ne oglą­da­nie te­le­wi­zji z cza­sem może na tyle za­bu­rzyć ży­cie czło­wie­ka, że nie może już nor­mal­nie funk­cjo­no­wać.

Dużo wcze­śniej niż pierw­sze ob­ja­wy cho­ro­bo­we po­ja­wia się w or­ga­ni­zmie czło­wie­ka po­je­dyn­cza ko­mór­ka no­wo­two­ro­wa, któ­ra póź­niej roz­mna­ża się i zmie­nia w guz. W każ­dym z nas co­dzien­nie po­wsta­ją ty­sią­ce ta­kich ko­mó­rek, jed­nak cza­sa­mi pod wpły­wem pew­nych ze­wnętrz­nych czyn­ni­ków lub chwi­lo­we­go osła­bie­nia układ od­por­no­ścio­wy nie może się z nimi upo­rać. Tak po­wsta­ją no­wo­two­ry. W po­dob­ny spo­sób two­rzy się no­wo­twór du­szy – wy­wo­łu­ją go co­dzien­ne na­wy­ki. Wy­pi­ja­ne po pra­cy drin­ki, gra na au­to­ma­tach, roz­ła­do­wy­wa­nie stre­sów za­ku­pa­mi albo fa­jecz­ką w ja­kimś mo­men­cie może prze­ro­dzić się w uciecz­kę, a po­tem w uza­leż­nie­nie.

Bry­tyj­scy epi­de­mio­lo­dzy do­szli do wnio­sku, że dzie­więć­dzie­siąt pięć pro­cent przy­pad­ków no­wo­two­rów wy­ni­ka z czyn­ni­ków śro­do­wi­sko­wych, z na­sze­go spo­so­bu od­ży­wia­nia, z bra­ku ak­tyw­no­ści, pa­le­nia pa­pie­ro­sów i nad­uży­wa­nia al­ko­ho­lu. Za­cho­wa­nia, któ­re zwięk­sza­ją praw­do­po­do­bień­stwo za­cho­ro­wa­nia na raka, okre­śli­li mia­nem czyn­ni­ków ry­zy­ka. Stwier­dzi­li tak­że, że przy jed­no­cze­snym wy­stę­po­wa­niu róż­nych czyn­ni­ków ich wpływ się nie su­mu­je, tyl­ko mno­ży. Je­śli więc pa­le­nie zwięk­sza ry­zy­ko po­ja­wie­nia się ja­kie­goś no­wo­two­ru dzie­się­cio­krot­nie, a pi­cie al­ko­ho­lu sied­mio­krot­nie, to oso­ba, któ­ra pije i pali, ma sie­dem­dzie­siąt razy więk­sze „szan­se” na ten ro­dzaj raka.

W przy­pad­ku uza­leż­nie­nia tak­że mówi się o czyn­ni­kach ry­zy­ka – są to ce­chy ro­dzi­ny oraz oso­bo­wo­ści, któ­re zwięk­sza­ją moż­li­wość uza­leż­nie­nia się.

Czy ja­kieś sy­tu­acje ro­dzin­ne w szcze­gól­ny spo­sób sprzy­ja­ją uza­leż­nie­niu? Tak, ale żeby być w peł­ni uczci­wym, trze­ba pod­kre­ślić tu­taj dwie rze­czy: ce­chy ro­dzi­ny, któ­re będę wy­mie­niał, je­dy­nie zwięk­sza­ją praw­do­po­do­bień­stwo uza­leż­nie­nia. Je­śli więc na­wet w ja­kiejś ro­dzi­nie wy­stę­pu­je wie­le sy­tu­acji, któ­re opi­szę, nie jest pew­ne, że dziec­ko zo­sta­nie nar­ko­ma­nem lub uza­leż­ni się od cze­goś in­ne­go. Jed­no­cze­śnie ich brak nie gwa­ran­tu­je bez­pie­czeń­stwa. Wszyst­kie te ce­chy moż­na spro­wa­dzić do zda­nia: uza­leż­nie­niu sprzy­ja ro­dzi­na dys­funk­cyj­na.

Z całą pew­no­ścią dys­funk­cyj­na jest roz­bi­ta ro­dzi­na. Na­rzu­ca się tu jed­nak kil­ka uwag. Pro­blem tkwi nie tyl­ko w tym, że je­den ro­dzic musi od­gry­wać role za­zwy­czaj dzie­lo­ne po­mię­dzy mat­kę i ojca. Czę­sto waż­niej­sza jest trau­ma, któ­rą prze­ży­wa dziec­ko, w mo­men­cie gdy ro­dzi­ce się roz­cho­dzą – dla­te­go nie za­wsze war­to wią­zać się ze wzglę­du na dziec­ko. To, co ono prze­ży­je pod­czas roz­wo­du, bar­dziej mu za­szko­dzi niż wy­cho­wa­nie przez sa­mot­ną mat­kę czy ojca. War­to też zdać so­bie spra­wę z tego, że le­piej wy­cho­wa dziec­ko je­den ro­dzic niż para, któ­ra cią­gle jest w kon­flik­cie czy w któ­rej je­den z ro­dzi­ców jest szko­dli­wy. Cza­sem roz­wód jest lep­szy tak­że dla dziec­ka.

Kil­ka­krot­nie wzra­sta praw­do­po­do­bień­stwo uza­leż­nie­nia, je­śli dziec­ko jest je­dy­na­kiem. Nie ma ono wie­lu oka­zji do prze­ćwi­cze­nia umie­jęt­no­ści spo­łecz­nych. Nie bu­du­je w domu wię­zi z ró­wie­śni­ka­mi, nie uczy się tam ko­mu­ni­ka­cji. Bar­dzo czę­sto ro­dzi­ce je­dy­na­ków są na­do­pie­kuń­czy. Moż­na jesz­cze wy­dłu­żać li­stę przy­czyn, przez któ­re je­dy­na­cy są bar­dziej po­dat­ni na uza­leż­nie­nie. Mnie wy­star­cza­ją sta­ty­sty­ki. Z po­rów­na­nia po­pu­la­cji je­dy­na­ków i dzie­ci z ro­dzin wie­lo­dziet­nych wy­ni­ka, że w pierw­szej z tych grup czę­sto­tli­wość po­pa­da­nia w uza­leż­nie­nie ro­śnie. Kil­ku­krot­nie zwięk­sza się ona tak­że w przy­pad­ku dzie­ci z ro­dzin, w któ­rych pali mi­ni­mum jed­no z ro­dzi­ców. Po czę­ści dla­te­go, że od opie­ku­nów uczą się pod­sta­wo­wych dla uza­leż­nie­nia me­cha­ni­zmów: ra­cjo­na­li­zo­wa­nia – palę, choć mi to szko­dzi, ale mam coś w za­mian (uspo­ka­jam się, spra­wia mi to przy­jem­ność, mam mniej­sze szan­se na raka okręż­ni­cy) oraz me­cha­ni­zmu za­prze­cze­nia – owszem, pa­le­nie szko­dzi, ale mnie nie, bo u nas w ro­dzi­nie dzia­dek pa­lił sześć­dzie­siąt lat i nic mu się nie sta­ło; ka­szel i trzy za­wa­ły były wy­ni­kiem prze­cią­gów. Poza tym w ta­kim wy­pad­ku do dzie­ci kie­ru­je się sprzecz­ne ko­mu­ni­ka­ty: wer­bal­ne – nie pal, pa­le­nie jest nie­zdro­we – oraz nie­wer­bal­ne – ja palę, a więc pa­le­nie nie może być złe. To tro­chę jak z psem, któ­re­mu po­zwa­la się na coś, żeby po chwi­li go za to uka­rać. Z cza­sem głu­pie­je i pies, i dziec­ko.

Dwa bie­gu­ny za­cho­wań szcze­gól­nie nie­bez­piecz­nych to z jed­nej stro­ny na­do­pie­kuń­czość i przy­zwa­la­nie oraz by­cie szcze­gól­nie au­to­ry­tar­nym – z dru­giej. Prze­su­nię­cie w któ­rą­kol­wiek stro­nę jest błę­dem. Ro­dzi­ce nad­mier­nie ka­rzą­cy mie­wa­ją kło­po­ty z na­wią­zy­wa­niem kon­tak­tów z dziec­kiem, przez co z cza­sem nie umie ono ko­mu­ni­ko­wać się z oto­cze­niem. Czę­sto ma tak­że pro­ble­my z sa­mo­oce­ną. Na szczę­ście rzad­ko koń­czy się to w taki spo­sób, że nie po­tra­fi przy­znać się ro­dzi­com, iż nie zda­ło do ko­lej­nej kla­sy, więc idzie na tory. Mimo wszyst­ko to tak­że jest moż­li­we.

Na­do­pie­kuń­czy ro­dzi­ce, tacy, któ­rzy naj­mniej­szą na­wet prze­szko­dę usu­ną spod nóg dziec­ka, po­wo­du­ją, że nie uczy się ono ra­dzić so­bie z trud­no­ścia­mi. Kie­dy wyj­dzie w nor­mal­ny świat, stres może oka­zać się zbyt ogrom­ny. Im póź­niej to na­stę­pu­je, tym jest mu trud­niej. Nad­mier­ne przy­zwa­la­nie spra­wia, że dziec­ko nie może okre­ślić gra­nic wła­snej wol­no­ści. Wbrew po­zo­rom bez­piecz­niej czu­ją się dzie­ci, któ­re do­kład­nie wie­dzą, co im wol­no.

Czę­ściej uza­leż­nia­ją się dzie­ci z ro­dzin, w któ­rych jest ktoś uza­leż­nio­ny – z re­gu­ły ro­dzic al­ko­ho­lik lub brat nar­ko­man. Co­raz czę­ściej zda­rza się, i ten trend bę­dzie się po­głę­biał, że dziec­ko uczy się ta­kich za­cho­wań od ro­dzi­ców czy krew­nych.
mniej..

BESTSELLERY

Kategorie: