Facebook - konwersja
Nie pozwól mu odejść - Ebook (Książka EPUB) do pobrania w formacie EPUB
Pobierz fragment

Nie pozwól mu odejść - ebook

Format ebooka:
EPUB
Format EPUB
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najpopularniejszych formatów e-booków na świecie. Niezwykle wygodny i przyjazny czytelnikom - w przeciwieństwie do formatu PDF umożliwia skalowanie czcionki, dzięki czemu możliwe jest dopasowanie jej wielkości do kroju i rozmiarów ekranu. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
, MOBI
Format MOBI
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najczęściej wybieranych formatów wśród czytelników e-booków. Możesz go odczytać na czytniku Kindle oraz na smartfonach i tabletach po zainstalowaniu specjalnej aplikacji. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
(2w1)
Multiformat
E-booki sprzedawane w księgarni Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu - kupujesz treść, nie format. Po dodaniu e-booka do koszyka i dokonaniu płatności, e-book pojawi się na Twoim koncie w Mojej Bibliotece we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu przy okładce. Uwaga: audiobooki nie są objęte opcją multiformatu.
czytaj
na tablecie
Aby odczytywać e-booki na swoim tablecie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. Bluefire dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na czytniku
Czytanie na e-czytniku z ekranem e-ink jest bardzo wygodne i nie męczy wzroku. Pliki przystosowane do odczytywania na czytnikach to przede wszystkim EPUB (ten format możesz odczytać m.in. na czytnikach PocketBook) i MOBI (ten fromat możesz odczytać m.in. na czytnikach Kindle).
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na smartfonie
Aby odczytywać e-booki na swoim smartfonie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. iBooks dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Wydawnictwo:
ISBN:
978-83-8053-542-8
Język:
Polski
Data wydania:
27 lutego 2019
Rozmiar pliku:
1,4 MB
Zabezpieczenie:
Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
31,00
Cena w punktach Virtualo:
3100 pkt.

Nie pozwól mu odejść - opis ebooka

Każda rodzina ma sekrety. Sekrety rodziny Zoe wstrząsną jej światem.

Trzy lata temu czternastoletni Ethan, syn Zoe i Jake’a, wraz z przyjacielem Joshem wymknął się w nocy z domu. Doszło do nieszczęśliwego wypadku i obaj chłopcy utonęli. Pogrążona w żałobie rodzina przeprowadziła się do Londynu i próbuje zacząć życie na nowo. Czy jednak matka może się pogodzić z odejściem swojego dziecka?

Gdy wydaje się, że wszystko powoli się układa, Zoe zaczyna otrzymywać anonimowe wiadomości. Ich nadawca sugeruje, że Ethan nie zginął w wypadku. Czy to tylko okrutny żart? A jeśli tkwi w tym ziarno prawdy?

Wbrew radom męża i przyjaciółki kobieta podejmuje śledztwo. Jednak zamiast odpowiedzi znajduje tylko kolejne pytania. Co ukrywają rodzice Josha? Czy chłopcy mogli się pokłócić o dziewczynę? A może Ethan wcale nie jest ofiarą, tylko sprawcą…? Kim naprawdę był jej syn?

Wraz z upływem czasu Zoe odkrywa, że jej życie było oparte na kłamstwach. Choć śledztwo może zaprowadzić ją dalej, niżby chciała, nie cofnie się przed niczym, by poznać prawdę o śmierci Ethana.

Mroczny thriller o ludzkich sekretach, które nigdy nie powinny wyjść na jaw.



Warsztat pisarski autorki książki „Nie pozwól mu odejść” Kathryn Croft dojrzewa z czasem i z każdą kolejną powieścią jest lepszy, czego najlepszym przykładem jest właśnie to dzieło. Nie brakuje w nim tajemnicy, intrygi, zbrodni i elementów, które przykuwają uwagę odbiorcy, nie pozwalając mu oderwać się od lektury. Szczególnie poruszyło mnie, jako czytelnika, opisywanie przez autorkę relacji z rodziną, przyjaciółmi i z sobą samą po utracie bliskiej osoby.

FRAGMENT KSIĄŻKI

Prolog

Nie mam pojęcia, kim jestem. Nie do końca.

Gdyby ludzie o tym wiedzieli, litowaliby się nade mną, ale to mi nie przeszkadza – dzięki temu mogę być, kimkolwiek zechcę, mogę sprawić, żeby inni uwierzyli, w cokolwiek im powiem. Co w tym smutnego?

Zresztą czy nie cały świat działa teraz w ten sposób? Ludzie żyją w mediach społecznościowych, tworzą fałszywą rzeczywistość, w której wszystko jest idealne. Niewiele się to różni od tego, co ja robię.

Od niechcenia przeglądam Tindera, gdy zauważam jego twarz: jasne, niebieskoszare oczy, powieki nieco spuszczone, nieśmiało i kusząco; kosmyk ciemnych włosów opadający na czoło. Czuję poruszenie, jego widok mnie zniewala. Coś takiego jeszcze nigdy mi się nie przytrafiło ani w internecie, ani w prawdziwym życiu.

Zbyt długo wpatruję się w jego zdjęcie, chłonę każdy szczegół, ignoruję głos wzywający mnie do zejścia na dół.

– Za momencik – wołam. – Chwileczkę! – Potrzebuję jeszcze minuty, by popatrzeć na osobę, która odmieni moje życie.

Przeciągam palcem w prawo.

Mam nową parę.

Czuję motyle w brzuchu na myśl o pierwszych słowach, jakie wymienimy. Niemal zapominam o tym, że muszę zejść na dół, gdy zaczynam sobie wyobrażać scenariusze znacznie barwniejsze od samej rozmowy z nim.1 Zoe

Powinnam już do tego przywyknąć, do brzemienia ciszy, która zawsze wypełnia dom, nawet gdy wszyscy w nim jesteśmy. Minęły trzy lata, a jednak wciąż pogłaśniam telewizor albo puszczam muzykę w tle i często mówię zbyt głośno, żeby tylko przypomnieć sobie, że wciąż żyję, że nie jestem błąkającym się w stanie zawieszenia duchem kobiety, która straciła dziecko.

Nic nie może cię na to przygotować.

Zamykam oczy i widzę Ethana. Nie potrafię stwierdzić, ile dokładnie lat ma w tej scenie, która odgrywa się w moim umyśle – prawdopodobnie dziesięć – ale pamiętam ją wyraźnie. Obserwuję ich, jak bawią się w ogrodzie; Ethan z ożywieniem i szerokim uśmiechem na twarzy opowiada coś Harleyowi. Nie słyszę, o czym rozmawiają, ale Harley odrzuca głowę do tyłu i śmieje się ze słów brata. Potem obejmuje go w niedźwiedzim uścisku i przewracają się na trawę. Cały Ethan. Zawsze nas rozśmiesza. Wkrótce Jake staje u mego boku i ujmuje moją dłoń. Uśmiechamy się do siebie, bo czujemy się błogosławieni.

Obraz wyparowuje równie szybko, jak się pojawił. Ethana już nie ma, a ja stoję tutaj sama, w innym domu, w innym czasie.

Harley przekracza próg kuchni i przerywa ciszę.

– Czy tata jest w domu? – pyta, mrużąc oczy.

Jego mina podpowiada mi, że już zna odpowiedź. Początkowo jego rozczarowanie faktem, że Jake pracuje do późna, wynikało z tego, że potrzebował obecności ojca. Kiedyś, gdy byliśmy jeszcze kompletną rodziną, Jake zawsze był przy nas, zawsze można było na nim polegać. Ale to się skończyło. Harleyowi musiało być trudno przyzwyczaić się do nagłej zmiany, jaka zaszła w ojcu. Jednak teraz, gdy ma już dziewiętnaście lat, jestem pewna, że bardziej żal mu mnie.

– Ma ważne spotkanie z Liamem – wyjaśniam.

Nie jestem jakąś zahukaną kobietą, która pozwala, by jej mąż ledwie zaglądał do domu; po prostu wiem, jak ciężko Jake pracuje nad rozkręceniem swojej firmy zajmującej się projektowaniem graficznym. Wiem również, że w taki sposób radzi sobie z nieobecnością, którą wszyscy odczuwamy, chociaż mieszkamy w innym domu – a nawet w innym mieście. Często zastanawiałam się, czy Londyn leży wystarczająco daleko od Guildford, żeby to robiło różnicę, ale przenieśliśmy się tutaj, żeby Jake mógł założyć biznes do spółki z przyjacielem ze studiów. Poza tym, gdybyśmy wyprowadzili się jeszcze dalej, czułabym, że w jakiś sposób zdradzam Ethana.

Harley unosi brwi.

– Kolejne spotkanie? Okej.

Mieszam gulasz wołowy, który na szybko przyrządziłam. Harley i ja nieraz odbywaliśmy tę rozmowę i wielokrotnie go przekonywałam, że musi zrozumieć tatę. A jednak wciąż wracamy do punktu wyjścia. Tym razem próbuję obrócić jego uwagę w żart.

– Och, będziesz taki sam, jak już zostaniesz lekarzem, Harley. Właściwie to będziesz pracował na noce i brał podwójne zmiany. Początkowo nie znajdziesz zbyt wiele czasu na życie towarzyskie. – Klepię go po ramieniu.

Uśmiecha się.

– Wiem o tym. Ale warto się poświęcić, żeby ratować ludzkie życie, prawda, mamo?

Właśnie dlatego jestem taka dumna z mojego syna. Po wypadku Ethana Harley załamał się do tego stopnia, że musiał sobie zrobić rok przerwy, nim zaczął się przygotowywać do egzaminów końcowych w liceum. Ale jakoś wziął się w garść i teraz chce wnieść trochę dobra do świata, który potrafi być tak okrutny. Podziwiam jego siłę i determinację; nie sądzę, bym w jego wieku potrafiła tak się skupić. Chyba właśnie w ten sposób radzi sobie ze stratą.

– Jak się miewa Melanie? – pytam, świadoma tego, jak głośno brzmi mój głos w porównaniu z jego łagodnym tonem.

Harley podchodzi do lodówki i nalewa sobie szklankę mleka; nigdy nie rozumiałam, jak może go tyle pić.

– Możesz ją nazywać Mel, wiesz? Nikt nie zwraca się do niej Melanie, nawet jej rodzice – śmieje się.

– Wiem. Przepraszam. – Prawda jest taka, że nie mam pojęcia, dlaczego traktuję ją tak formalnie; sprawia wrażenie przemiłej dziewczyny i jest kompletnie zadurzona w Harleyu. – A więc jak się mają sprawy między wami?

– Nie planujemy jeszcze potajemnego ślubu w Las Vegas, więc nie masz się czym przejmować.

Śmieję się, bo wiem, że o coś takiego raczej nigdy nie będę musiała się martwić. Harley ma za bardzo poukładane w głowie, żeby zrobić coś tak impulsywnego.

– A może zaprosisz ją do nas na kolację jutro wieczorem? Przygotuję coś specjalnego, no i jest sobota, więc tata powinien dać radę wrócić wcześniej. Co ty na to?

Ledwie wypowiedziałam te słowa, zaczęłam się zastanawiać, czy nie wywieram na niego za dużej presji. Może nie są jeszcze na tym etapie związku, żeby chcieli spędzać czas z rodzicami partnera. Zresztą czy jakakolwiek młoda osoba jest na to gotowa? Ale są razem już kilka miesięcy, więc muszą się naprawdę lubić. Badawczo przyglądam się twarzy Harleya, ale nie zauważam śladów zwątpienia czy skrępowania.

– Zapytam ją – mówi, wzruszając ramionami. – Ale nie jestem pewien, jakie ma plany na weekend.

– Cóż, daj mi znać. A teraz lepiej wrócę do gotowania, bo nie będziemy mieli co jeść dziś wieczorem.

– Pomóc ci w czymś?

To kusząca oferta, ale Harley spędził cały dzień na nauce i jestem pewna, że przydałaby mu się chwila relaksu.

– Może pomożesz mi jutro? – proponuję.

Gdy patrzę, jak rusza na górę, czuję ten znajomy ból. Nie miał być jedynakiem.

Jake wraca do domu tuż po dziesiątej wieczorem i znajduje mnie śpiącą na sofie.

– Tak mi przykro, Zoe – szepcze. – Mieliśmy mnóstwo rzeczy do omówienia i nie mogłem się wcześniej wyrwać.

Podnoszę się i wtulam w niego, wdychając dodający otuchy zapach. W takich chwilach zawsze sobie przypominam, jakie mamy szczęście, że udało nam się wspólnie przetrwać te najczarniejsze miesiące.

– Nic się nie stało. Jadłeś coś? Chciałam ci zostawić coś z kolacji, ale Harley był wyjątkowo głodny i pożarł twoją porcję.

Jake nie uśmiecha się na te słowa, mimo że powinien. Kiedyś by się uśmiechnął.

– Zamówiliśmy z Liamem pizzę – mówi.

– Ach, teraz rozumiem, dlaczego nie wróciłeś do domu na kolację. Pizza zawsze przebije gulasz wołowy, czyż nie?

Oboje chichoczemy, ale chwila beztroski nie trwa długo. Niemal jakbyśmy mieli wyrzuty sumienia, że dobrze się bawimy. Nawet po trzech latach pilnujemy, żeby nie śmiać się z niczego zbyt długo. Ethan by tego nie chciał. Miał szelmowskie poczucie humoru. Gdyby mógł nas teraz zobaczyć, powiedziałby, że jesteśmy nudni. Kazałby nam się śmiać tak dużo, jak tylko możemy.

– Myślę, że wezmę prysznic przed snem – oznajmia Jake, wstając. Nie musi wyjaśniać dlaczego; dzięki temu oszczędza czas rano i może jak najlepiej wykorzystać dzień.

– Powinieneś od czasu do czasu wziąć wolny weekend – mówię. – Moglibyśmy pojechać dokądś z Harleyem. Gdy jesienią zacznie studia medyczne, ile jeszcze okazji będziemy mieli, żeby zrobić coś wspólnie jako rodzina?

To słowo zawsze brzmi dziwnie w moich ustach, od kiedy nie ma z nami Ethana. Jesteśmy rodziną, ale niekompletną.

Jake kiwa głową.

– Masz rację, powinniśmy to zrobić. Wyjedziemy gdzieś na weekend. Wymyślę coś. – Żadne z nas nie musi podkreślać, że będzie to miejsce z dala od rzeki, jeziora czy plaży.

– A poza tym zaprosiłam Melanie, to znaczy Mel, na kolację jutro wieczorem. Mógłbyś wrócić do domu w miarę wcześnie?

Przez chwilę myślę, że Jake zaprotestuje, że poda mi sto powodów, dla których to po prostu nie jest możliwe, ale on mnie zaskakuje.

– Tak, powinienem dać radę. A więc to coś poważnego między nimi?

– Znasz Harleya. Niewiele mówi, ale myślę, że bardzo się lubią.

– A w każdym razie ona lubi jego.

– Co to ma znaczyć?

Jake się krzywi.

– Och, nic. Ale czy nie jest tak z młodą miłością, że jedna osoba zawsze jest bardziej zakochana niż druga? Za każdym razem, gdy widzę ich razem, mam wrażenie, że ona do niego lgnie, tymczasem on jest trochę bardziej wyluzowany.

Mówię mu, że się z nim nie zgadzam.

– Jest po prostu odrobinę bardziej powściągliwy, to wszystko. Zawsze taki był. W każdym razie chyba nie mówisz z własnego doświadczenia? Z nami tak nie było, prawda? Pamiętam, że byliśmy sobą równie zainteresowani.

Jake uśmiecha się, a ja się cieszę, że myśl o naszych początkach wciąż wywołuje w nim radość.

– Tak, masz rację – mówi. – Mieliśmy szczęście, prawda?

Rzeczywiście, randka w ciemno zorganizowana przez moją przyjaciółkę mogła się zakończyć katastrofą. Leanne długo musiała mnie przekonywać, zanim się zgodziłam, ale Jake szybko podbił moje serce dobrocią i poczuciem humoru. Jednak to, co przyszło potem, gdy nawet nie wiedział, co mi powiedzieć, gdy ledwie był w stanie patrzeć mi w oczy, już od dawna kładzie się cieniem na szczęściu i beztrosce naszych pierwszych wspólnych lat.

– W każdym razie – ciągnie dalej Jake – Mel to miła dziewczyna i cieszę się, że Harley z nią jest. – Całuje mnie w czoło, po czym idzie pod prysznic.

Gdy wchodzę na górę, przypominam sobie, że nie sprawdzałam poczty, od kiedy wróciłam do domu. Nie powinny na mnie czekać żadne ważne wiadomości; nie mam dziś wieczorem dyżuru i zawsze sprawdzam skrzynkę tuż przed wyjściem z pracy, na wypadek gdyby jakaś pacjentka miała do mnie pilne pytanie. Posada pielęgniarki w klinice leczenia bezpłodności wiele dla mnie znaczy i chcę jak najlepiej wspierać kobiety i mężczyzn, którzy przechodzą przez tak wiele, żeby założyć rodzinę.

Na iPhonie moje konta e-mailowe są połączone i wszystkie wiadomości wpadają do jednej skrzynki odbiorczej. Zauważam e-mail od Lynette, trzydziestolatki, która próbuje zajść w ciążę od czterech lat. To dla niej pierwsza próba sztucznego zapłodnienia i niepokoi się, że mogła się nie powieść.

Odpisuję, żeby postarała się zrelaksować, że prawdopodobnie przez jakiś czas nie zauważy żadnych objawów, a nawet jeśli jakieś zauważy, mogą oznaczać cokolwiek. Doradzam jej, żeby po prostu wytrzymała do dnia testu, ale nawet w chwili, gdy wysyłam tę wiadomość, wiem, że nic, co powiem, jej nie pomoże. Oczekiwanie to piekło dla wszystkich.

Następny e-mail pochodzi od pacjentki imieniem Gemma. Właśnie skończyła czterdziestkę, a w tym wieku szanse na skuteczne zapłodnienie in vitro są wyjątkowo niskie, więc kiedy czytam jej słowa, czuję, jak serce skacze mi z radości.

Udało się, Zoe! Zrobiłam dziś test i jestem w ciąży! W końcu będziemy mieli dziecko!

Właśnie dla takich chwil żyję. Dla świadomości, że pośród wszystkich tych porażek i cierpienia zdarzają się na świecie niesamowite rzeczy. A historie mają szczęśliwe zakończenia.

Pozostaje mi do przeczytania już tylko jedna wiadomość, która została przysłana na moje prywatne konto przez kogoś, o kim nigdy nie słyszałam: m.cole@gmail.com. Brakuje tematu, więc podejrzewam, że to spam, ale muszę sprawdzić na wszelki wypadek.

Słowa przeszywają mnie jak nóż wbity w pierś.

Musisz odkryć prawdę o tym, co przytrafiło się twojemu synowi nad rzeką trzy lata temu. Nie wierz w kłamstwa. To nie był wypadek.2 Jake

Gdy Jake wchodzi do sypialni owinięty w ręcznik, od razu się orientuje, że z Zoe jest coś nie tak. Jego żona siedzi na podłodze przy łóżku, wlepiając wzrok w telefon. Twarz ma bladą, a ręce jej się trzęsą.

W pierwszej chwili Jake myśli, że to musi mieć związek z jedną z jej pacjentek. Ale to niemożliwe. Zoe jest zbyt silna, żeby się załamać złą wiadomością. Widział ją w takim stanie tylko jeden raz – gdy stracili syna. Nigdy wcześniej ani później nie była niczym aż tak wstrząśnięta.

Jake siada obok niej i przyciąga ją do piersi.

– Zoe, co się stało? O co chodzi?

Ona patrzy na niego szeroko otwartymi oczami i wciska mu do ręki telefon.

– Masz, przeczytaj.

Bierze od niej aparat, marszcząc brwi, ale słowa są zamazane.

– Chwileczkę. – Sięga po leżące na stoliku nocnym okulary do czytania i je zakłada.

Musisz odkryć prawdę o tym, co przytrafiło się twojemu synowi nad rzeką trzy lata temu. Nie wierz w kłamstwa. To nie był wypadek.

Jake jest zdezorientowany.

– Co to ma znaczyć, do cholery?

Zoe mówi mu, że nie ma pojęcia, kto przysłał tę wiadomość. Nie zna nikogo nazwiskiem Cole. Jake też nie.

– Ta osoba mówi o Ethanie? Dlaczego? Nie rozumiem.

– O co tu, kurwa, chodzi, Jake? O co tu, kurwa, chodzi?

Zoe nigdy nie przeklina. A już zwłaszcza nie używa słowa na „k”. Jake ściska jej dłoń i próbuje myśleć racjonalnie.

– Słuchaj, to tylko jakiś żart. Jakiś dupek postanowił namieszać nam w głowach. Nic więcej się za tym nie kryje. Po prostu usuńmy tę wiadomość. – Już ma to zrobić, ale Zoe wyrywa mu telefon z dłoni.

– Nie! Nie możemy. To… to może być…

– Co? Prawda? Zoe, chyba w to nie wierzysz? Wiemy, co przytrafiło się Ethanowi.

Ale Jake musi przyznać przed samym sobą, że tylko przez sekundę – nie, nawet krócej, przez ułamek sekundy – on też poczuł zwątpienie, gdy czytał te słowa. Jednak to niemożliwe. Próbuje wyjaśnić to Zoe i stara się być przy tym tak taktowny, jak to możliwe.

– Zoe, posłuchaj. To był wypadek. Ethan i Josh utonęli, bo wygłupiali się nad rzeką. To było okropne i bezsensowne i nie powinno ich tam być, zwłaszcza o tej porze. Ethan z pewnością wiedział bardzo dobrze, że nie powinien się nocą wykradać z domu. Nic więcej się za tym nie kryje, nie może. Policja nie miała co do tego wątpliwości, a przecież przeprowadziła rzetelne śledztwo.

Jake pamięta ten dzień, jakby to było wczoraj. Josh miał u nich nocować i chłopcy poszli do pokoju Ethana około dziewiątej. On i Zoe nie mieli najmniejszych powodów, aby podejrzewać, że wykradną się z domu w środku nocy. Żadne z nich niczego nie słyszało.

Zoe nigdy by tego nie przyznała, ale Jake jest przekonany, że jej zdaniem to Josh namówił Ethana do wyjścia. A jeśli Jake ma być szczery, to on chyba też w to wierzy. Ale żadne z nich nie powie tego na głos, bo ostatecznie rodzice Josha cierpią tak samo jak oni, więc po co szukać winnych? Chłopcy dobrze wiedzieli, że nie należy robić takich rzeczy.

Wspomnienia atakują go ze zdwojoną siłą i zadają mocne, szybkie ciosy, które odbierają mu dech. Wraca do niego wszystko, co tak bardzo starał się ignorować, co schował w przegródce umysłu zamkniętej na cztery spusty.

Chociaż nigdy nie przyznałby się do tego Zoe i sam próbuje o tym nie myśleć, ma świadomość, że od lat nieustannie ukrywa się przed swoim cierpieniem. Tylko praca chroni go przed przytłaczającymi uczuciami i sprawia, że nie dusi się poczuciem winy. Nie był w stanie uratować swojego dziecka. Zawiódł syna w najgorszy możliwy sposób.

– Czasami policja też się myli – mówi Zoe. – To się zdarza.

Jake stara się być głosem rozsądku.

– Zastanówmy się nad tym przez chwilę – mówi i czeka, aż Zoe zaprotestuje, ale ona tego nie robi, tylko wbija w niego spojrzenie pięknych, szeroko otwartych oczu, jakby chciała, żeby z jego ust popłynęły słowa, które wszystko wyjaśnią i zakończą sprawę.

– Minęły trzy lata – zaczyna Jake. – Jeśli nadawca tej wiadomości mówi prawdę, dlaczego czekałby tak długo? Zdarzają się chorzy ludzie, którzy uwielbiają zadawać innym ból i robią, co mogą, żeby namieszać im w głowach. To wszystko. Nie możemy pozwolić, żeby ten ktoś zalazł nam za skórę.

Zoe w milczeniu rozważa jego słowa, a potem powoli kiwa głową. Spokojna, racjonalnie myśląca kobieta, którą tak dobrze zna, wróciła.

– Wiem, że prawdopodobnie masz rację, ale co, jeśli w tych słowach jest chociaż ziarnko prawdy? Myślę, że powinniśmy pokazać tę wiadomość policji, tak na wszelki wypadek. A jeśli ktoś rzeczywiście próbuje mnie nękać, to też należy zgłosić, prawda?

Jake myślał, że już nigdy nie będzie musiał mieć do czynienia z policją – a w każdym razie taką miał nadzieję. Funkcjonariuszka przydzielona do opieki nad ich rodziną, Jody, była miłą kobietą, ale krępowało go to, że tak dużo z nimi przebywała, czuła się u nich jak u siebie w domu i nieustannie zadawała im pytania. Jednak był jej wdzięczny, bo mimo wszystko bardzo pomogła Zoe i Harleyowi, podczas gdy on – musiał to przyznać – nie był w stanie tego zrobić.

– W porządku – zgadza się. – Możemy pójść na posterunek jutro wcześnie rano, przed moją pracą.

Zoe kręci głową.

– Nie, pójdę sama. Dam sobie radę. Jeśli to rzeczywiście żart, dlaczego mielibyśmy pozwolić tej osobie, żeby wywracała nasze życie do góry nogami? Musisz wrócić wcześniej do domu na kolację z Melanie, więc nie możesz się spóźnić do pracy.

– Okej. Tylko zadzwoń do mnie od razu po spotkaniu z nimi i daj znać, co powiedzieli. – Jake czuje się z tym okropnie, ale wie, że Zoe ma rację i że sobie bez niego poradzi. Jest niezależna i uparta, czasami aż za bardzo. Może i miała chwilę słabości, ale do rana weźmie się w garść. Mimo wszystko Jake oferuje jej słowa wsparcia. – Przejdziemy przez to razem, Zoe. Tak jak daliśmy radę wcześniej.

Ledwie.

Gdy wypowiada te słowa, czuje, jak jego myśli próbują zboczyć na inny tor. Na coś, o czym nawet nie pozwala sobie myśleć.3 Harley

Czasami nie czuje się jak dziewiętnastolatek. Ma wrażenie, jakby był znacznie starszą osobą uwięzioną w młodym ciele. Chyba takie są skutki utraty młodszego brata, myśli sobie, chociaż nie pamięta, by kiedykolwiek czuł się inaczej.

Siedzi przy komputerze, wlepiając wzrok w stronę internetową uczelni medycznej, na którą aplikował. Kolorowe zdjęcia pełne uśmiechniętych młodych twarzy każą mu wierzyć, że wszystko jest możliwe, że czeka go przyszłość, w której nie będzie młodszego brata, a on gładko wtopi się w tłum tych radosnych ludzi i stłumi swoje cierpienie.

Ethan. Był wszystkim, czym Harley nie był: pewny siebie, odważny, stanowił duszę towarzystwa. Ale nie miał najlepszych ocen, przypomina sobie Harley. Z nich dwóch to on lepiej się uczył, chociaż nigdy nie wytykał tego bratu. Nie rywalizowali ze sobą. „Byłoby lepiej, gdybyśmy się nienawidzili, gdybyśmy nie byli sobie tacy bliscy. Może wtedy nie pozostawiłby w moim życiu takiej ziejącej dziury”.

Można powiedzieć, że jego rodzina daje sobie teraz radę. Jakoś udało im się przejść przez piekło i po prostu żyją dalej. Próbują zachowywać się normalnie. Ale blizny pozostały. Harley drży na myśl o tamtych mrocznych dniach, gdy stali się zupełnie innymi ludźmi, i miał wrażenie, że mama nienawidzi taty, tata nienawidzi mamy, a on nienawidzi wszystkich.

Teraz stworzyli dla siebie nową rzeczywistość, spokojniejszą, chociaż Ethan zawsze będzie im towarzyszył. A Harley z optymizmem patrzy w przyszłość. Wierzy, że z czasem będzie im łatwiej. Tata musi po prostu przewartościować priorytety i znowu stać się osobą, jaką był wcześniej: tym ojcem, który zabierał ich na wycieczki w każde sobotnie popołudnie. Do kina. Na minigolfa. Gdzie tylko zechcieli.

Jednak dziś rano mama zachowywała się dziwnie – była rozkojarzona i wytrącona z równowagi. Zdołała nawet przypalić jajecznicę. Zawsze gotuje idealnie, niczym Jamie Oliver, więc Harley od razu zrozumiał, że coś jest na rzeczy.

– Wszystko w porządku, mamo? – zapytał, gdy wyrzuciła zwęglone resztki do kosza i zaczęła rozbijać nowe jajka.

Odpowiedziała krótko i rzeczowo.

– Nic mi nie jest, skarbie. Po prostu bierze mnie przeziębienie.

Nie trzeba być przyszłym studentem medycyny, żeby zauważyć, że nie ma żadnych objawów. To pewnie ma jakiś związek z tatą. Mama musi być taka samotna, gdy wraca z pracy i nie ma z kim porozmawiać, bo jego nigdy nie ma w domu. Nie narzeka, oczywiście, ale Harley to widzi. Wie o tym.

Zamyka stronę internetową i kładzie się na łóżku. Sięga po słuchawki i włącza Coldplay na cały regulator. „Przepraszam, Ethan – myśli. – Wkrótce zacznę studia, zacznę własne życie. Wciąż nie daje mi spokoju to, że ty nigdy nie będziesz mógł zrobić niczego podobnego. To nie wydaje mi się sprawiedliwe”.

Na szczęście Mel przysyła mu esemesa i odciąga jego uwagę od tych ponurych myśli. Pyta, czy kolacja jest aktualna, i kończy wiadomość trzema buziakami. Harley się uśmiecha. Jest taka ciepła i czuła. Czasami trudno mu uwierzyć, że naprawdę się nim interesuje.

Odpisuje jej, że już nie może się doczekać, aż ją zobaczy, chociaż to nie do końca prawda. Obawia się kolacji z rodzicami. To wszystko wydaje się takie oficjalne i niepotrzebne. No i o czym będzie rozmawiał z Mel jego tata? Ledwie potrafi zamienić kilka zdań z własnym synem, więc Harley nie wyobraża sobie, że będzie w stanie podtrzymać konwersację z jego dziewczyną. Ale mama najwyraźniej cieszy się na to spotkanie, a Harley nie chce jej zawieść. Nie po tym wszystkim, co przez niego przeszła po śmierci Ethana. Nie tylko straciła młodszego syna, lecz także starszy załamał się na jej oczach. Harley żałuje, że nie był silniejszy, że nie potrafił się nią zaopiekować, chociaż miał wtedy zaledwie szesnaście lat.

Mel przysyła mu kolejną wiadomość. Tym razem jest to zdjęcie, na którym uśmiecha się sugestywnie. Chociaż Harley jest pewien, że ma coś na sobie, fotka jest tak skadrowana, że wygląda, jakby była topless. Odpisuje jej, że jest niegrzeczna, i dodaje kilka uśmiechniętych buziek.

Dobrze wie, czego ona chce, i raczej nie powinien dłużej kazać jej czekać.

Pomimo jego obaw kolacja bardzo się udała. Ten jeden raz tata wrócił do domu wcześniej i zdołał przeprowadzić przyzwoitą rozmowę z Mel. Właściwie to zarówno on, jak i mama byli pod wrażeniem jego dziewczyny. Cóż, to chyba zrozumiałe, prawda? Jest opanowana i rzeczowa, a przy kolacji zdołała kilka razy rozśmieszyć jego mamę. To był miły widok.

Teraz leżą na łóżku w jego pokoju, a Mel przytula się do niego tak mocno, że przenika go ciepło jej ciała, jakby się ze sobą stapiali. Całuje go w usta, a potem się odsuwa.

– Podoba ci się w Londynie? – pyta. – Zawsze się zastanawiam, co myślą o tym miejscu ludzie, którzy się tu nie urodzili i nie wychowali.

– Surrey nie jest tak daleko. To prosta trasa drogą A3. Ostatecznie nie przeprowadziliśmy się tutaj z drugiego krańca kraju.

– Och, wiem. Ale nawet niektóre dzielnice Londynu potrafią się wydawać człowiekowi obce, jeśli jest przyzwyczajony do innej części miasta.

Harley wie, co Mel ma na myśli. Mieszkają w Putney, w południowo-zachodnim Londynie, a on czuje się dziwnie, gdy wybiera się w inne rejony stolicy niż West End.

– Londyn jest fajny – mówi. – To takie miejsce, w którym każdy czuje się mile widziany i może się tu prędzej czy później zadomowić. – „Nawet ja”, dodaje w myślach. Nie wspomina, że wcale nie chciał tu przyjeżdżać, że opuszczając hrabstwo Surrey, czuł, jakby zdradzał Ethana. Jakby zostawiał go samego. Ale mama i tata potrzebowali się odciąć od tamtego miejsca. Dobijało ich mieszkanie w tamtym domu, na tamtej ulicy. Wszystko przypominało im o Ethanie. Ich małżeństwo ledwie to przetrwało. Chyba wszyscy byli trochę zaskoczeni, gdy po całej tej wielkiej przeprowadzce odkryli, że tak naprawdę niewiele się zmieniło.

Ale teraz całkiem nieźle sobie radzą. Muszą.

– Masz rację – mówi Mel, głaszcząc go po policzku. Jej wzrok pada na oprawione w ramkę zdjęcie przedstawiające Harleya z bratem, które stoi na jego biurku. – Opowiedz mi o Ethanie – prosi. – To znaczy, o ile jesteś w stanie. Zrozumiem, jeśli nie chcesz o nim mówić. Ale wygląda na naprawdę rozrywkowego chłopaka.

Atmosfera w pokoju się zmienia. Mel nigdy wcześniej nie poruszała tego tematu. Nie chodzi o to, że Harley nie chce rozmawiać o bracie, ale zapytała o niego tak nagle. Harley bierze głęboki wdech.

– On był… fajny. Naprawdę popularny w szkole i pełen energii. Pewny siebie. Zupełnie się od siebie różniliśmy. Był rozrywkowy, jak powiedziałaś.

Mel uśmiecha się i ściska jego dłoń, żeby dodać mu otuchy.

– Chcesz powiedzieć, że był zawadiaką?

– Można tak to ująć. Nie rozrabiał, ale miał, sam nie wiem, żywiołowe poczucie humoru. – Gdy jej to mówi, zastanawia się, czy z upływem czasu zmienia się i wypacza sposób, w jaki ludzie postrzegają tych, których utracili. Wprawdzie pamięta, że zawsze się śmiał w towarzystwie Ethana, ale czy jego wspomnienia o bracie są zgodne z rzeczywistością, czy też zamazały się i wymieszały z żalem, smutkiem i bólem?

Dzieli się swoimi przemyśleniami z Mel, a ona się uśmiecha.

– Lubisz filozofować, Harley. Nie sądzę, abyśmy naprawdę potrafili zapomnieć, jaki ktoś był, chociaż może faktycznie z czasem skupiamy się tylko na jego zaletach. Ale czuję się nie w porządku, mówiąc o tym, bo sama jeszcze nikogo nie straciłam, nawet dziadków. W każdym razie kocham to w tobie, że tak głęboko rozmyślasz o różnych sprawach.

Serce niemal zamiera mu w piersi. Co ona takiego powiedziała? Z pewnością nie miała na myśli, że kocha jego? Ignoruje jej słowa i tylko ją całuje.

– Tak jak mówiłem, Ethan bardzo się ode mnie różnił. Pamiętam, że ja zawsze miałem książkę w dłoni, tymczasem jego bardziej fascynowały rowery, deskorolki czy co tam akurat było modne. – Harley czuje ucisk w gardle, gdy przed oczami staje mu obraz roześmianego Ethana. A potem sam zaczyna chichotać.

Mel patrzy na niego pytająco.

– Przepraszam, właśnie sobie przypomniałem, że śmiał się jak koń. Serio, naprawdę rżał. To było przezabawne. Im bardziej próbował się powstrzymać, tym bardziej brzmiał jak zwierzę.

Ale chwila beztroski mija szybko i Harley znowu czuje tępy ból ogarniający całe ciało.

– Gdy dorastałam, zawsze chciałam mieć brata albo siostrę – mówi Mel. – To samotne uczucie, być jedynakiem. Wiem, że brzmi to banalnie, ale to prawda. Myślę, że spędzałam za dużo czasu z rodzicami, byłam całym ich światem. To nie jest zdrowe. – Kręci głową, ale po chwili przytyka dłoń do ust. – O Boże, Harley. Przepraszam. To było bezmyślne z mojej strony. Tak mi przykro.

Harley obejmuje ją ramieniem.

– Nic się nie stało. Ethan zginął, gdy miałem szesnaście lat, więc dzieciństwo rzeczywiście spędziliśmy wspólnie. Nie przejmuj się tym; nie musisz obchodzić się ze mną jak z jajkiem.

Mel odpręża się i znowu go całuje. Jej miękkie usta przywierają do jego warg.

– Przepraszam – szepcze, wtulając się w niego.

Harley na moment zatraca się w pocałunku, ale już po chwili się odsuwa.

– Może pójdziemy na spacer? Naprawdę chętnie bym się przeszedł.

Właśnie to robił po śmierci Ethana, żeby oczyścić umysł, gdy czuł, że wariuje. Spacerując, udawał, że brat wciąż żyje, i planował, o czym mu opowie, gdy wróci do domu. Zawsze uwielbiał opowiadać Ethanowi o wszystkim, co działo się w szkole, i chociaż przez większość czasu pewnie zanudzał go tym na śmierć, Ethan zawsze słuchał uważnie i skupiał się na każdym słowie.

– Och, w porządku – mówi Mel. Wydaje się zaskoczona tą propozycją. Harley wie, że ją rozczarował, że jest na niego bardziej niż gotowa, ale gdyby sprawy zaszły za daleko, na pewno by ją zawiódł i rozczarował jeszcze bardziej. A nie chce, by zniknęła z jego życia. Potrzebuje jej.

Gdy wraca do domu po odwiezieniu Mel, znajduje mamę w salonie. Siedzi zwinięta w kłębek na sofie, z podkulonymi nogami i książką w dłoni. Jest molem książkowym tak jak on. Ludzie zawsze komentowali, że Harley przypomina mamę, a Ethan jest bardziej podobny do taty.

Mama patrzy na niego i się uśmiecha.

– Melanie, to znaczy Mel, jest urocza, Harley. Taka miła dziewczyna. Bardzo się cieszę, że poznałeś kogoś tak sympatycznego. Och, wiem, że wciąż jesteś młody i tak dalej, ale ja miałam zaledwie dwadzieścia jeden lat, gdy poznałam twojego tatę.

– Wiem, wiem i to była miłość od pierwszego wejrzenia czy coś w tym stylu. – Harley uśmiecha się na wszelki wypadek, żeby mama na pewno zrozumiała, że tylko się z nią droczy.

– Cóż, tego bym nie powiedziała. Zresztą najlepsza miłość to taka, która rodzi się stopniowo. W każdym razie ja tak myślę. Ale co ja tam wiem.

„Bardzo dużo”, myśli sobie Harley. Jego mama jest mądra, lubi się nad wszystkim głęboko zastanawiać, tak jak on.

– Myślisz, że zostaniecie razem, gdy rozpoczniecie studia?

Harley wie, że Mel ma to pytanie zawsze na końcu języka. Wzrusza ramionami.

– Jeśli będzie chciała. Trudno planować z takim wyprzedzeniem. Chcę po prostu zdać egzaminy i cieszyć się wspólnymi wakacjami. A potem zobaczymy, co będzie.

– Zawsze byłeś rozsądnym chłopcem – mówi mama. – Przepraszam, raczej młodym człowiekiem. Jestem z ciebie taka dumna, wiesz o tym?

– Dzięki, mamo.

– Tylko nie bądź zbyt surowy dla taty. On stara się, jak może.

Mama pewnie ma rację, ale jak Harley ma zapomnieć o tych latach, kiedy tata właściwie ich ignorował, jakby nie istnieli? Pozwolił, żeby jego małżeństwo i rodzina prawie się rozpadły. Może w taki sposób radził sobie z utratą Ethana, ale jego zachowanie tylko wszystko pogarszało.

– Próbuję, mamo. Naprawdę próbuję.

– Wiem.

Harley siada obok niej, a ona przesuwa nogi, żeby zrobić mu więcej miejsca.

– Mamo, czy wszystko jest w porządku?

– Och, tak – zapewnia ona. – Nie pozwolę, żeby głupie przeziębienie mnie pokonało.

Harley mógłby jej wytknąć, że nie ma nawet kataru, wydusić z niej prawdę, ale to nie byłoby sprawiedliwe. Mama też ma prawo do prywatności. Jak każdy.

– Dzięki, że się o mnie troszczysz – dodaje. – Wielu nastolatków nawet nie zwróciłoby na to uwagi.

Jej słowa sprawiają, że Harley wraca do wcześniejszej myśli. Jest starszą osobą uwięzioną w młodym ciele.5

Kiedyś, jeszcze zanim stwardnienie rozsiane uniemożliwiło jej wchodzenie po schodach na górę, często myszkowała po moim pokoju. Nie miała do tego prawa i podczas karmienia czy ubierania jej nieraz nachodziła mnie ochota, żeby na nią nawrzeszczeć, że nie jestem już dzieckiem.

Przynajmniej teraz nie jest w stanie tego robić. A to oznacza, że ten pokój w końcu stał się moją prywatną przestrzenią. Myśl o wyprowadzce towarzyszy mi od dawna, w moim wieku to zrozumiałe, ale kto by się nią wtedy zajął? Z jednej strony matka zachęca mnie do znalezienia własnego mieszkania i ustatkowania się, ale z drugiej – w jej słowach pobrzmiewa rozpaczliwy smutek, który mnie tu uwiązuje.

Nieważne. Mam coś, na czym mogę się skupić. On od tygodni przysyła mi e-maile, powtarza, jak seksownie wyglądam na swoim zdjęciu profilowym, jak bardzo chciałby dotknąć moich długich, jedwabistych włosów. Gdy myślę o tym, kładę się na łóżku i wyobrażam sobie wszystkie inne rzeczy, które moglibyśmy zrobić.

Nigdy wcześniej nie spotkałem nikogo takiego jak ty – napisał w ostatnim mailu. – Serio. Jesteś niesamowita.

Zachciało mi się śmiać na te słowa. Jest taki młody, ile niby kobiet zdążył spotkać w swoim życiu? Ale nie wytykam mu tego. Nie chcę traktować go z góry, a zresztą na tym zdjęciu profilowym nie wyglądam dużo starzej niż on.

Minęły trzy dni od mojej ostatniej wiadomości. On zapewne odchodzi od zmysłów. To nie jest tak, że nie chcę się z nim kontaktować – wręcz przeciwnie – ale muszę zachować ostrożność. Najpierw powinna połączyć nas więź, która przetrwa wszelkie problemy, jakie mogą się potem pojawić. Które z pewnością się pojawią. On musi mnie pragnąć rozpaczliwie – tak, żeby nie wyobrażał sobie życia beze mnie.

Niełatwo osiągnąć taki efekt wyłącznie drogą e-mailową, ale mam swoje sposoby.

Nie brakuje mi wymówek: moja matka jest chora, nie mogę jej zostawiać bez opieki (co po części jest prawdą); dopadło mnie paskudne przeziębienie; mam takie urwanie głowy w pracy, że muszę robić na dwie zmiany.

Jest tak niewinny, że przyjmuje to wszystko za dobrą monetę, nie kwestionuje moich słów i próbuje ukrywać rozczarowanie. Wiem, że nie mogę tego przeciągać w nieskończoność; mam tylko nadzieję, że kupię sobie w ten sposób wystarczająco dużo czasu.

A może chociaż porozmawiamy przez FaceTime? – zapytał ostatnio.

Niemożliwe, wi-fi ledwo mi działa, a zresztą kamerka w moim komputerze jest zepsuta.

Odebrał to sceptycznie, ale przekonało go wyjaśnienie, że nie chcę, żeby znowu ktoś mnie skrzywdził, a zrobiło to już kilka osób poznanych online. Po prostu daj mi trochę czasu. Wkrótce będziemy razem.

To najwyraźniej trochę go uspokoiło. Żeby podtrzymać jego zainteresowanie, wysyłam mu zdjęcie, tylko górną połowę ciała, bez twarzy. Jesteś taka piękna – odpowiada natychmiast.

Wyślij mi swoje – piszę. Ten pomysł mnie podnieca. Ale on tego nie robi – jest na to zbyt nieśmiały.

Wszystko w swoim czasie.
mniej..

BESTSELLERY