Facebook - konwersja
Czytaj fragment
Pobierz fragment

Przyszłość naszej wolności - ebook

Format ebooka:
EPUB
Format EPUB
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najpopularniejszych formatów e-booków na świecie. Niezwykle wygodny i przyjazny czytelnikom - w przeciwieństwie do formatu PDF umożliwia skalowanie czcionki, dzięki czemu możliwe jest dopasowanie jej wielkości do kroju i rozmiarów ekranu. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
, MOBI
Format MOBI
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najczęściej wybieranych formatów wśród czytelników e-booków. Możesz go odczytać na czytniku Kindle oraz na smartfonach i tabletach po zainstalowaniu specjalnej aplikacji. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
(2w1)
Multiformat
E-booki sprzedawane w księgarni Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu - kupujesz treść, nie format. Po dodaniu e-booka do koszyka i dokonaniu płatności, e-book pojawi się na Twoim koncie w Mojej Bibliotece we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu przy okładce. Uwaga: audiobooki nie są objęte opcją multiformatu.
czytaj
na tablecie
Aby odczytywać e-booki na swoim tablecie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. Bluefire dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na czytniku
Czytanie na e-czytniku z ekranem e-ink jest bardzo wygodne i nie męczy wzroku. Pliki przystosowane do odczytywania na czytnikach to przede wszystkim EPUB (ten format możesz odczytać m.in. na czytnikach PocketBook) i MOBI (ten fromat możesz odczytać m.in. na czytnikach Kindle).
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na smartfonie
Aby odczytywać e-booki na swoim smartfonie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. iBooks dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Discount ico

Oglądasz promocyjny produkt. Pospiesz się, aby nie przegapić najlepszej ceny!

Czytaj fragment
Pobierz fragment
PROMOCJA
23,27
29,09

Oszczędzasz 5,82 zł (20%)

Cena w punktach Virtualo:
2327 pkt.
Discount ico

Oglądasz promocyjny produkt. Pospiesz się, aby nie przegapić najlepszej ceny!

Przyszłość naszej wolności - ebook

 

Jaka przyszłość czeka nas w świecie zmieniającym się pod dyktando szefów największych firm technologicznych, mających ogólnoświatowy zasięg i realne możliwości wpływania na wszystkie aspekty naszego życia społecznego i prywatnego? Czy eksperymenty z ludzkim genomem, sztucznym warunkowaniem pamięci, postęp technologiczny, wymuszający zmiany struktury rynku pracy i powiększający zastępy „zbędnych ludzi”, rozwój na polu energetyki, nanotechnologii i nade wszystko brzemię nierówności i podziałów, wynikających ze stopnia opanowania techniki nie każą zadać pytania o przyszłość naszej wolności? Autorzy – wybitni ekonomiści francuscy – sięgnęli po przykłady ze wszystkich najważniejszych dziedzin nauki, by w tyleż pasjonującym, co pouczającym eseju przedstawić najważniejsze zagrożenia płynące z hołdowania naiwnej wizji postępu, lekceważącej miejsce człowieka i jego przyrodzoną godność.

 

Spis treści

 

Wstęp. Nowa kondycja ludzka

Odwieczne proroctwo lepszego świata

Powracająca debata nad postępem i społeczeństwem

Kto ukształtuje XXI wiek?

Strach i nadzieja towarzyszące narodzinom nowego świata

1. Stagnacja – wielka, ale nie wieczna

Stagnacja sekularna albo drogi ku wolności

Okres przejściowy – zapowiedź rewolucji przemysłowej

Znaczenie wzrostu wpływu serwisów społecznościowych

2. Technologiczny raj

Sztuczna inteligencja albo dehumanizacja

Łańcuch bloków albo nowe zaufanie

Big data albo unicestwienie wolnej woli

Manipulacje genetyczne albo człowiek-bóg

3. Przemiany rynku pracy

Powrót do przeszłości

Marzenie o powszechnym dostępie do wiedzy

Marzenie o powszechnej przedsiębiorczości

Eksplozja niskich kwalifikacji

Nowy stosunek pracy

4. Ludzki geniusz w akcji

Wielka rewolucja naukowa

Przejęcie kontroli przez serwisy społecznościowe

Powszechna ingerencja

5. Społeczeństwa rezygnacji?

Świat wielu prędkości

Upadek klasy średniej

Triumf populizmu

6. Kto rządzi – politycy czy technoprorocy?

Przyszłość społeczeństw w rękach dużych przedsiębiorstw technologicznych

Społeczeństwo kontrolowane przez technologicznych gigantów

Marzenie o ucieczce przed systemem podatkowym

7. Dwie możliwe drogi, ogromna rozbieżność

Brave Westworld Anthropos

8. Rehumanizacja świata

Rozbić technologiczne monopole

Przedefiniowanie globalnej etyki

Przywrócenie prawdziwej privacy

Ponowne wykorzystanie techniki w służbie dobrobytu

W kierunku nowej władzy publicznej

Aneksy

Wybrana bibliografia

Indeks osób

Indeks przedsiębiorstw i instytucji

Przypisy

Kategoria: Nauki społeczne
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-66272-25-5
Rozmiar pliku: 2,3 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

WSTĘP. NOWA KONDYCJA LUDZKA

Świat znalazł się w kropce, może się nawet pogubił. Ze zdumieniem odkrywa, że wyjście z kryzysu w żadnej mierze nie oznacza powrotu do wyjątkowego wzrostu gospodarczego z początku nowego stulecia. Wreszcie rozumie, że starzenie się społeczeństw, wstrząs demograficzny, spowolnienie wzrostu wydajności, znaczący wzrost nierówności i brak kontroli nad finansami kształtują zupełnie nowe warunki gospodarcze i w rzeczywistości hamują globalną gospodarkę. Okres korzystnej polityki pieniężnej dobiega końca, czeka nas wzrost stóp procentowych i cięcia budżetowe podyktowane wysokością długu publicznego, choć niewykluczone są doraźne rozwiązania w stylu Trumpa. Racjonalny świat przemija, ekstremizm i populizm rosną w siłę, a myśl techniczna jawi się jako jedyna nadzieja na lepsze jutro. Właśnie o tym będzie niniejsza książka: o ryzyku, na jakie wystawia nasze społeczeństwa naiwna i uproszczona wizja technologicznego raju, w którym politycy ustępują miejsca nowym prorokom – piewcom postępu – kreślącym nam przed oczami taki obraz świata, jakiego pragną sami dla siebie.

ODWIECZNE PROROCTWO LEPSZEGO ŚWIATA

Technologiczna iluzja ma swojego rzecznika – Jeremy’ego Rifkina. Oczywiście nie jest w tym sam. Wtórują mu wielcy przedsiębiorcy, którzy nie tylko mamią nas obietnicami, ale wyobrażają sobie, że innowacje mogą być narzędziem kształtowania świata. Rifkin wyróżnia się na tle innych, bo ujmuje te perspektywy w naukowo-kulturowe ramy.

Dlaczego pastwimy się nad tym nieszczęsnym orędownikiem świata wreszcie wyswobodzonego z gorsetu narzucanych mu przez tysiąclecia ograniczeń – pracy, niewiedzy, wojen, różnorakich przemian, począwszy od zmian klimatu? Po prostu dlatego, że jest Rifkin zwolennikiem tej naiwnej wizji świata, w której słowo „postęp” będzie odmieniane przez wszystkie przypadki, a zaspokojony i zadowolony konsument określi na nowo kondycję ludzką. Posługując się przy tym ogólnym terminem „postęp”, wrzuca do jednego worka wybitne osiągnięcia naukowe i ich techniczne wykorzystanie na szeroką skalę. A co właściwie znaczy termin „technika”? Można ją zdefiniować jako zespół nieskomplikowanych procesów związanych z produkcją, będących wynikiem konkretnego zastosowania nauki jako narzędzia rozumienia świata. Każdy proces poznania naukowego oznacza wiedzę, która ma być doskonała, precyzyjna, coraz bardziej sformalizowana, a więc coraz częściej musi sięgać po nieznane dotąd narzędzia obliczeniowe. Techniki, a po nich innowacje, są jedynie praktycznym wykorzystaniem wybitnych osiągnięć naukowych. Nierozróżnienie tego jest źródłem problemu.

W swojej ostatniej książce zatytułowanej Społeczeństwo zerowych kosztów krańcowych¹ Rifkin stawia rewolucyjną tezę, że Internet jest odpowiedzią na kryzys kapitalizmu i zagrożenia, jakie stanowi on dla ludzkości i środowiska naturalnego. Czy jest jakieś lepsze remedium na problem masowego bezrobocia, a nawet końca pracy, niż – jak już od dawna głosi Rifkin – założenie, że „prosumenci” są w stanie wyprodukować wszystko, czego potrzebują? Czy jest jakiś lepszy sposób na pozbycie się obsesji na punkcie wielce hipotetycznego wzrostu i zażegnanie palącego problemu nierówności, niż wyobrażenie sobie społeczeństwa opartego na równości, współdzieleniu i współpracy, wspólnoty, w której zysk nie ma już znaczenia? Jej model można rozpowszechnić w najbiedniejszych regionach świata, jak to ma już miejsce w niektórych gminach wiejskich w Indiach. Czy jest jakieś lepsze rozwiązanie pozwalające na odbudowę wspólnoty niż opracowanie nowego wzorca zarządzania – „wspólnot współpracy” przywodzących na myśl commons znane od czasów feudalnych, w których produkcja na użytek własny przeważa nad produkcją na wymianę? I z serii fałszywych oczywistości: czy jest jakiś lepszy sposób na zmniejszenie węglowego piętna odciśniętego przez działalność człowieka niż promowanie odnawialnych źródeł energii i stylu życia, który łączy dobrobyt, „wszystko za darmo”, ze zrównoważonym rozwojem?

Według Rifkina świat zmierza w kierunku trzeciej rewolucji przemysłowej opartej na Internecie Rzeczy. Czy można jednak powiedzieć, że będzie to rewolucja przemysłowa, oznaczająca nową równowagę produkcji i konsumpcji, stanowiąca zalążek nowego cyklu wzrostu gospodarczego, będąca wynikiem szeregu innowacji związanych z rozwojem i rozpowszechnianiem nowych technologii? Takie stwierdzenie jest ryzykowne, ponieważ rozwój Internetu Rzeczy i energii jest jeszcze w powijakach, a jego przyszłość – niepewna.

Kością niezgody pozostaje nadużywana koncepcja rewolucji przemysłowej. Schumpeter po raz kolejny naprowadza nasze myśli na właściwe tory: „W historii gospodarki na próżno szukać gwałtownych przełomów, można w niej znaleźć jedynie powolną i nieprzerwaną ewolucję”². Ekonomiści i historycy zawsze toczyli spory o dynamikę postępu technicznego. Niektórzy, jak choćby Braudel, postrzegają go jako proces liniowy, inni patrzą na niego przez pryzmat przełomowych osiągnięć. Do koncepcji rewolucji przemysłowej, która jest owocem drugiego podejścia, należy podchodzić z pewną dozą ostrożności.

Wątpliwości dotyczące teorii o nadejściu trzeciej rewolucji przemysłowej nie odnoszą się, nawiasem mówiąc, jedynie do techniki. Rozwój Internetu energii odnawialnych zakłada przejście na model ekonomii współpracy, który wykracza poza tradycyjny model produkcji, oparty na wymianie handlowej. Niezależnie od tego, czy chodzi o postęp techniczny, czy o modele produkcji lub konsumpcji opracowane na gruncie owych technologicznych zmian, warto zadać sobie pytanie, czy warunki rewolucji przemysłowej zostały spełnione.

Pomimo głoszenia dyskusyjnych tez, Rifkin – prorok i swoisty spadkobierca Charlesa Fouriera i jego falansterów – znajduje posłuch w świecie, w którym roi się od katastroficznych scenariuszy. Przesiąknięte naiwnym optymizmem wypowiedzi cieszą się niemałym powodzeniem.

Gdyby był osamotniony w swoich przekonaniach, sytuacja byłaby prosta, a krytycy mieliby ułatwione zadanie. Są z nim jednak inni wizjonerzy, których nie zadowala pozycja konferencyjnych prelegentów, ale chcą być w sercu współczesnej gospodarki i opisują świat takim, jakim powinien być. Warto posłuchać, co mają do powiedzenia. Eric Schmidt³ wyjaśnia, że „pojazdy powinny jeździć same i nie do pomyślenia jest, aby kierowali nimi ludzie”. Jeff Bezos⁴ uważa, że przesyłki powinno się dostarczać dronami, a „pewnego dnia widok drona z paczką stanie się równie częsty, jak widok samochodu kurierskiego”. Zdaniem Sundara Pichai⁵ – o którym mówi się, że jest dla Larry’ego Page’a⁶ jak Mojżesz dla Boga, to znaczy, tłumaczy sens abstrakcyjnych założeń nazbyt oświeconego umysłu tak, aby wszyscy je zrozumieli – „koncepcja urządzenia straci rację bytu. Z czasem nawet komputer, niezależnie od swej formy, stanie się inteligentnym asystentem, który będzie nam towarzyszył przez cały dzień”. Charyzmatyczny Elon Musk⁷ usilnie dąży do stworzenia w pełni autonomicznych miast na Marsie, bo „jeśli nie opuścimy Ziemi, może dojść do zjawiska masowego wymierania”.

To wyjątkowi ludzie, wybitni innowatorzy i przemysłowcy. Lecz czy to oni powinni wytyczać drogę, którą ma kroczyć ludzkość? Owa ludzkość zafascynowana nowymi narzędziami, oszołomiona wdzięcznością wobec tych, którzy nam je zapewniają; owa ludzkość zachwycona niezwykłymi środkami komunikacji, olśniona niepojętym światem. W gruncie rzeczy wszystko sprowadza się do prostej idei, że postęp ma nieograniczony zasięg, w każdym miejscu wpływa na wszystkich i wszystko, zmienia i poprawia kondycję ludzką, i że to do tych, którzy go wprowadzają, należy ustalanie zasad.

Sztuczna inteligencja i inżynieria genetyczna byłyby zatem orężem wszechmocnych demiurgów, którzy – wnioskując z ich udziału w tworzeniu obecnej potęgi gospodarczej – byliby jedynymi budowniczymi nowego świata. Koniec z myślicielami poszukującymi istoty postępu ludzkości, opartego na równości szans Johna Rawlsa, rozwoju jednostki, capabilities („możliwości”) Amartyi Sena. Koniec z kobietami i mężczyznami, którzy zdołali ostrzec świat przed zagrożeniami klimatycznymi. Koniec z tymi, którzy w brutalnym świecie potrafili wytyczyć ścieżki pokoju, ludźmi pokroju Mandeli i jemu podobnych. Obecnie głos należy wyłącznie do osób takich jak Mark Zuckerberg⁸, Larry Page i Sergey Brin⁹. Pojawia się jednak odwieczne pytanie – czy jest w tym wszystkim jakieś novum?

Czy nadużywanie techniki i wizjonerski dyskurs są czymś wyjątkowym w dziejach ludzkości?

POWRACAJĄCA DEBATA NAD POSTĘPEM I SPOŁECZEŃSTWEM

W rzeczywistości owa dyskusja nie jest niczym nowym. Od stuleci ścierają się ze sobą dominujące koncepcje. Według jednej wpływ na kształt społeczeństwa przyszłości mają ci, którzy kontrolują postęp techniczny, według drugiej – ci, którzy społeczeństwo postrzegają jako wspólnotę ludzi. Wystarczy przypomnieć sobie silną niechęć wielkich myślicieli do koncepcji postępu – Paul Valéry pisał:

Człowiek współczesny jest niewolnikiem nowoczesności, nie ma bowiem postępu, który by go całkowicie nie zniewolił¹⁰.

Technologia przeciwko ludzkości to konflikt, który trwa wiecznie, ponieważ jedynym prawdziwym celem władzy jest ustanawianie zasad życia dla kolejnych pokoleń.

W przeszłości ekonomiści postrzegali postęp techniczny jako zmienną objaśniającą i uważali, że brakuje im kompetencji, aby ją analizować. Lionel Robbins napisał zresztą, że technika jako taka nie interesuje ekonomistów¹¹. Nawet Vilfredo Pareto wykluczył postęp techniczny z logiki ekonomii i w swoim modelu uznał go za nieistotny czynnik zewnętrzny.

Nieobecność ekonomistów w tej przygodzie nie trwała długo i z czasem uznali oni innowacje za jeden z najważniejszych motorów wzrostu i zgrali cykle innowacji z cyklami koniunkturalnymi, na podobieństwo Kuznetsa, dla którego:

Szereg okresów wzrostu gospodarczego w czasach współczesnych można powiązać z najważniejszymi innowacjami oraz względnym rozwojem konkretnych gałęzi i sektorów przemysłu¹².

Jak powszechnie wiadomo, rozwój myśli gospodarczej znalazł najdobitniejszy wyraz w poglądach Schumpetera, który uczynił postęp techniczny kołem zamachowym historii, a innowacje katalizatorem wzrostu. Wpływ postępu technicznego na wzrost i rozwój gospodarki wydaje się niezaprzeczalny. Choć może nie do końca. Przypomnijmy postać Jacques’a Ellula, myśliciela, który z pewnością nie lekceważył techniki, a popadł w zapomnienie zapewne dlatego, że głoszonymi poglądami wyprzedził swoje czasy, w których nie było miejsca na wątpliwości. Technika pozwala dojść do głosu jednej z dominujących żądz, wyzwala bowiem w ludziach żądzę władzy.

Technika jest potęgą, zbudowaną z instrumentów władzy, i w konsekwencji wytwarza zjawiska i struktury władzy, a to oznacza dominację¹³.

Należy pamiętać, że żądza ta na przestrzeni wieków przybierała bardzo różne formy, co pozwala nam żywić nadzieję, że przyszłość pozostaje niezapisaną do końca kartą.

Cofnijmy się w czasie o dziesięć stuleci. W roku tysięcznym Europa pozostawała daleko w tyle za społecznościami i cywilizacjami Bliskiego i Dalekiego Wschodu. Chińczycy zdążyli już wynaleźć proch, kompas, papier i druk. Muzułmanie stworzyli algebrę, dali nowy impuls do rozwoju medycyny… Innowacje i techniki będące owocem pracy wykształconych elit pozostały jednak w rękach potężnych dynastii zmieniających się u sterów władzy. Tak też stało się z zegarem wymyślonym przez niejakiego Yi Xinga, buddyjskiego mnicha i matematyka. W 725 roku zegar ustawiono w pałacu samego cesarza, ale wynalazek, o który nikt nie dbał, niszczał, więc po jakimś czasie się go pozbyto. Choć „pierwszy proces industrializacji” Europy rozpoczął się – jak słusznie zauważa Jean Gimpel – w XI wieku, wraz z rozpowszechnieniem się nowego źródła energii, jakim były wiatraki, a także wraz z wprowadzeniem selekcji nasion i rozwojem kowalstwa, to – jak twierdzi historyk Georges Duby – w procesie tym miało zapewne swój udział chrześcijaństwo, które jest religią historii, a co za tym idzie – postępu. Paradoksalnie nie bez znaczenia była również słabość władzy centralnej, zarówno świeckiej, jak i kościelnej. Chrześcijańskie ruchy, takie jak wspólnota świętego Bernarda w XII wieku, rozpowszechniły wiedzę techniczną na terenach wiejskich. Kilka wieków później oświecenie odniosło triumf nad systemami absolutystycznymi i utorowało drogę rewolucji przemysłowej, która rozpoczęła się w XVIII wieku w Anglii. Co warto zapamiętać z tego pobieżnego przeglądu historii? To, że układ sił towarzyszący rozwojowi techniki nie zawsze wyglądał tak samo, a wykorzystanie zdobyczy techniki przez szerokie kręgi społeczeństwa często odbywało się wbrew władzy lub dominującemu systemowi.

Niewątpliwie ludzie, którzy myślą o przyszłości, myślą też o postępie. Jednak, jak przypomina Ellul, technika nie jest ani dobra, ani zła, jest ambiwalentna. W kontrze do Saint-Simona, dla którego rozwój człowieka był tożsamy z rozwojem przemysłu, stanął młody Jules Vallès, który w 1848 roku przemówił w imieniu nędzników i osób pozbawionych statusu, czyli proletariuszy. Czy nauka i technika są synonimami wyzwolenia lub zniewolenia człowieka? Oto ponadczasowe pytanie, stały temat sporu między zwolennikami tego, co właściwe, a obrońcami tego, co użyteczne; osobną grupę stanowią ci, którzy ośmielają się odrzucić taki dualizm. Niemiec Herbert Marcuse pisał:

Wyzwoleńcza moc techniki – instrumentalizacja rzeczy – przemienia się w przeszkodę na drodze ku wyzwoleniu, przeradza się w instrumentalizację człowieka¹⁴.

Filmy takie jak Metropolis (1927) w reżyserii Fritza Langa czy Dzisiejsze czasy (1936) w reżyserii Charliego Chaplina ukazują jednocześnie znaczenie postępu technicznego i zniewolenie mas, które on za sobą pociąga. Człowiek jest z natury nieufny i – jeśli wierzyć Ellulowi – ma rację. Technika nie polega na zwykłym nagromadzeniu maszyn, ale na uzasadnionym poszukiwaniu najskuteczniejszych środków produkcji we wszystkich dziedzinach. Rozwija się zarówno na płaszczyźnie materialnej, jak i niematerialnej i koniec końców organizuje nasze życie społeczne. Ów antropolog twierdzi, że konkretny etap rozwoju techniki – czas, w którym żyjemy – ogranicza swobodę działania i osądu człowieka. Stwierdzenie to, smutne z punktu widzenia antropologii, można wyjaśnić emancypacją techniki, która uniezależniła się od organizacji społecznej lub – inaczej mówiąc – od gospodarki, polityki, kultury, moralności. Jednym słowem: od człowieka. Taka interpretacja nie bez przyczyny przypomina prace André Leroi-Gourhana – nie tyle pod względem wniosków, ile zapowiedzi:

Ten stosunek między techniczną zręcznością a językiem jest zapewne jednym z najbardziej zadowalających aspektów paleontologii i psychologii, ponieważ przywraca głębokie powiązania między gestem i słowem, między wyrażalną myślą i twórczym ruchem dłoni¹⁵.

Czy jesteśmy zatem świadkami ustawicznego konfliktu między postępem i społeczeństwem? Na czyją stronę przechyli się szala zwycięstwa w nadchodzących latach?

KTO UKSZTAŁTUJE XXI WIEK?

Wszystko to wydaje się tak odległe. Marzymy o tym, aby uciec przed tą straszliwą dominacją świata materialnego nad niematerialnym. Stojąc na progu XXI wieku, jesteśmy święcie przekonani, że w pełni oswoiliśmy postęp naukowo-techniczny, a jego twórcy są jedynie piewcami spokojnej rewolucji. To zwykła naiwność, ponieważ nigdy w historii ludzkości stale towarzyszące człowiekowi pragnienie – chęć sprawowania władzy nad innymi – nie zależało w tak ogromnym stopniu od tych, którzy tworzą i posiadają wiedzę, ale nie oglądają się na dokonania przeszłości, osiągnięcia ostatnich wieków, zdobycze wolnej myśli i demokracji. Aby zdać sobie z tego sprawę, wystarczy podjąć na nowo debatę na temat klimatu i największego zagrożenia, jakim jest dla ludzkości zaprogramowane wymieranie. Nie trzeba od razu podzielać nazbyt skrajnego stanowiska Ulricha Becka, dla którego obecne społeczeństwa produkują ryzyko¹⁶, są obciążone złem, które stało się endogeniczne, i zagrożeniami pozbawionymi geograficznych, czasowych i społecznych ograniczeń. Można natomiast podpisać się pod jego słowami przypominającymi lapidarne oskarżenie:

System regulacji prawnych, który powinien zapewnić „racjonalną” kontrolę nad tymi potencjałami samozniszczenia, jest wart tyle, co hamulec rowerowy w jumbo jecie¹⁷.

Mając w pamięci sukces ostatnich dekad, czyli narodziny klasy średniej, której daleko do biedoty, zastanawiamy się, kto będzie trzymał ster władzy w przyszłości. Nasze obawy są wielce uzasadnione. Stephen Hawking, jeden z najbardziej rozpoznawalnych naukowców, uważa, że „pełny rozwój sztucznej inteligencji może doprowadzić do wyginięcia rodzaju ludzkiego”¹⁸. Dlatego też badacze tacy jak Laurent Orseau czy Stuart Amstrong starają się stworzyć czerwony przycisk uruchamiający system, który zapobiegnie naruszeniu przez sztuczną inteligencję drugiego prawa robotyki sformułowanego przez pisarza Isaaka Asimova, czyli – inaczej mówiąc – powstrzyma wszelkie próby buntu maszyny, która przestałaby być posłuszna rozkazom człowieka. Naukowcy wyrażają również swoje zaniepokojenie kwestią ludzkiego genomu. Kiedy zespół Junjiu Huanga¹⁹ podjął w 2015 roku próbę modyfikacji genomu ludzkiego zarodka przy użyciu nowej techniki²⁰, aby zapobiec rozwojowi pewnej choroby, eksperyment niósł ze sobą ryzyko zmiany nie tyle części wadliwych komórek, ile całego ludzkiego dziedzictwa! Wielu naukowców, a wśród nich David Baltimore i Paul Berg, laureaci Nagrody Nobla w dziedzinie medycyny w 2015 roku, zmobilizowało się, by ukazać światu etyczne i społeczne konsekwencje nieprzemyślanego postępu technicznego, ponieważ o ile przed laty naprawianie genomu wymagało nie lada wysiłku, o tyle dziś sytuacja wydaje się zgoła inna.

Nietrudno zrozumieć, gdzie leży problem. Rzecz jasna czeka nas ogrom pracy. Z pewnością będzie trzeba znaleźć genetyczne remedium na nieuleczalne dotąd choroby i deformacje. Nie ulega też wątpliwości, że będzie to krok milowy w historii ludzkości. W rzeczywistości problem jest całkiem inny, a jego istota zasadza się na określeniu, kto wyznaczy granice rozwoju sztucznej inteligencji, modyfikacji genetycznych, korzystania z prywatnych danych…

Nigdy wcześniej problem nie był tak konkretny, zasadniczy. Przemoc ma dziś nie tyle wojenne, ile intelektualne oblicze.

STRACH I NADZIEJA TOWARZYSZĄCE NARODZINOM NOWEGO ŚWIATA

Oto walka, którą postaramy się opisać, ryzyko, którego się podejmiemy, nadzieje, które rozbudzimy. Oczywiście nie zamierzamy ograniczyć się do opisania jaskółek nowej rewolucji naukowo-technicznej. Owe drukarki 3D i smartfony są jedynie naiwnym opisem świata przedstawianego jako świat na krawędzi. W rzeczywistości większość zmian jest melodią przyszłości. Raymond Kurzweil, futurolog cieszący się ogromnym posłuchem w MIT²¹, współpracujący z Google’em, nazywany współczesnym Thomasem Edisonem, jest niewątpliwie jednym z najpłodniejszych prognostyków. Lista jego przewidywań jest długa i sięga 2099 roku. Opisuje poszczególne fazy transformacji, które doprowadzą do stworzenia nowego gatunku – „człowieka rozszerzonego”, pół człowieka, pół robota. Kurzweil, gorliwy wyznawca prawa Moore’a, szacuje, że do 2029 roku komputer dorówna poziomem inteligencji istocie ludzkiej. Jednak jego pierwszym i najważniejszym celem jest wydłużenie życia i – dlaczego by nie – uczynienie człowieka nieśmiertelnym. Są to jednak odległe plany.

Obecnie największe ryzyko stanowi prawdziwa polaryzacja rynku pracy, którego model można przedstawić za pomocą klepsydry. Mamy do czynienia ze współistnieniem miejsc pracy wymagających bardzo wysokich kwalifikacji (1–10% populacji) i tak zwanych bullshit jobs oraz ze względnym schyłkiem klasy średniej, co precyzyjnie opisał Daniel Cohen:

Na górze znajdują się superjobs, wykonywane przez 1% populacji, to znaczy tych, którzy zagarnęli połowę wzrostu gospodarczego. Miejsce na samym dole zajmują bullshit jobs, czyli zajęcia, których nikt nie chce wykonywać – w budowlance, na zmywaku, przy sortowaniu śmieci – imają się ich jedynie imigranci, bo są dla nich przepustką do społeczeństwa. Pośrodku sytuuje się klasa robotnicza, która przeszła proces deindustrializacji, niższa klasa średnia, która straciła wszelkie nadzieje na awans, ponieważ automatyzacja doprowadziła do likwidacji pośrednich stanowisk pracy, zajmowanych przez osoby stanowiące ogniwo łączące górną i dolną warstwę społeczeństwa²².

Ta zupełnie nowa sytuacja doprowadziła do powstania grupy, którą Pierre-Noël Giraud określił mianem „zbędnych ludzi”²³. Nowi proletariusze uciekają przed tym zaszufladkowaniem i za wszelką cenę próbują zintegrować się ze społeczeństwem, które ich odrzuca, kierując się słowami Joan Robinson:

Nieszczęście bycia wykorzystywanym przez kapitalistów jest niczym w porównaniu z nieszczęściem niebycia wykorzystywanym wcale²⁴.

Jakże daleko jesteśmy od marzeń o wyzwoleńczym fordyzmie.

Jak zawsze to słowo jest potęgą. To ono definiuje dobro, zło, postęp, progres, poprawę, świat przyszłości. Nie bez przyczyny mówi się o automatyzacji procesów. W 2013 roku Carl Benedikt Frey i Michael Osborne²⁵ zapowiedzieli, że w ciągu dziesięciu lub dwudziestu lat 47% pracowników w Stanach Zjednoczonych mogą zastąpić roboty, teraz podobne statystyki przedstawia OECD (Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju). Zdaniem organizacji roboty zajmą miejsce 40% pracowników bez matury²⁶. Mówi się o niewiarygodnej ludzkiej kreatywności w dziedzinie oprogramowania i jest to doprawdy fascynujące! Prezentuje się nam postępy w medycynie, które są źródłem ogromnej satysfakcji! Praktycznie wszędzie ludzie cieszą się wydłużeniem życia i możliwością korzystania z dobrego zdrowia. Jednak w tym samym czasie świat oczyszcza się, dzieli, rozczłonkowuje, odsuwa nadejście śmierci, a więc i życie z tym niedorzecznym marzeniem o nieśmiertelności.

Mamy nadzieję, że nasza analiza – ani optymistyczna, ani pesymistyczna, zmierzająca jedynie do podkreślenia przewagi człowieka nad maszyną, wyważonego dyskursu nad proroctwem – jest racjonalna i przekonująca. Przede wszystkim zależy nam na podjęciu na nowo dyskusji na temat ewolucji światowej gospodarki skonfrontowanej z postępem technicznym i przedstawieniu sytuacji w możliwie najbardziej obiektywnym świetle. W Świecie przemocy²⁷ zapowiadamy spowolnienie światowej gospodarki. Jednak nie będzie ono, wbrew temu, co twierdzą niektórzy, trwać wiecznie. Postaramy się również wykazać, że przełomowe innowacje są jeszcze przed nami, a wyzwanie, z którym przyjdzie się nam zmierzyć w kolejnych latach, będzie o wiele ważniejsze niż wkład współczesności ukazywanej wyłącznie w powiązaniu z narzędziami komunikacji cyfrowej. Spróbujemy odnaleźć w tym wszystkim człowieka, który wciąż chce się odżywiać, leczyć, kształcić, mieszkać, a w związku z powyższym także pracować. Często wydaje nam się, że mowa o kimś zupełnie obcym, o nadczłowieku, który opanował obsługę połączonych ze sobą obiektów. Tego nowego człowieka, stanowiącego smutny punkt odniesienia projektują nam współcześni guru techniki. A tymczasem społeczeństwo definiuje się na nowo, dźwigając rzadko spotykane w ciągu ostatnich dwóch stuleci brzemię nierówności i podziałów, wynikających ze stopnia opanowania techniki, który ludzi wyraźnie dyskryminuje i dzieli, powodując społeczny regres. Kto zatem zdecyduje o rozwoju społeczeństw? Ci, którzy dziś – za sprawą wciąż jeszcze niedopracowanych technologii cyfrowych – wiedzą wszystko o nas i naszym życiu, bo – mówiąc wprost – na każdym kroku nas szpiegują? A może ci, którym zawsze udawało się przywrócić ludzki wymiar dryfującym społeczeństwom?

I taki jest cel tej książki, żeby oprócz świata zdominowanego przez technikę i jej proroków, ukazać także świat, w którym człowiek ma wpływ na ową technikę i definicję postępu, a rozwój jednego i drugiego jest podstawową wartością postępowego społeczeństwa.
mniej..

BESTSELLERY

Kategorie: