Facebook - konwersja
Saga rodu Czartoryskich - Ebook (Książka EPUB) do pobrania w formacie EPUB
Pobierz fragment

Saga rodu Czartoryskich - ebook

Format ebooka:
EPUB
Format EPUB
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najpopularniejszych formatów e-booków na świecie. Niezwykle wygodny i przyjazny czytelnikom - w przeciwieństwie do formatu PDF umożliwia skalowanie czcionki, dzięki czemu możliwe jest dopasowanie jej wielkości do kroju i rozmiarów ekranu. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
, MOBI
Format MOBI
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najczęściej wybieranych formatów wśród czytelników e-booków. Możesz go odczytać na czytniku Kindle oraz na smartfonach i tabletach po zainstalowaniu specjalnej aplikacji. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
(2w1)
Multiformat
E-booki sprzedawane w księgarni Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu - kupujesz treść, nie format. Po dodaniu e-booka do koszyka i dokonaniu płatności, e-book pojawi się na Twoim koncie w Mojej Bibliotece we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu przy okładce. Uwaga: audiobooki nie są objęte opcją multiformatu.
czytaj
na tablecie
Aby odczytywać e-booki na swoim tablecie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. Bluefire dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na czytniku
Czytanie na e-czytniku z ekranem e-ink jest bardzo wygodne i nie męczy wzroku. Pliki przystosowane do odczytywania na czytnikach to przede wszystkim EPUB (ten format możesz odczytać m.in. na czytnikach PocketBook) i MOBI (ten fromat możesz odczytać m.in. na czytnikach Kindle).
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na smartfonie
Aby odczytywać e-booki na swoim smartfonie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. iBooks dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Wydawnictwo:
ISBN:
978-83-244-1082-8
Język:
Polski
Data wydania:
13 listopada 2020
Rozmiar pliku:
20 MB
Zabezpieczenie:
Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
PROMOCJA
35,90
55,30
Cena w punktach Virtualo:
3590 pkt.

Saga rodu Czartoryskich - opis ebooka

Saga rodu Czartoryskich to opowieść o ludziach, którzy, choć urodzili się w wyjątkowej rodzinie i w wyjątkowych czasach, kochali i nienawidzili jak wszyscy inni. Bywali wielcy i podli, wierni i zdradliwi, dobroczynni i mali, rozważni i romantyczni. Ich nieprawdopodobne wręcz losy nie tyle wplatają się w historię Polski i Europy, co współtworzą ją, pozostawiając niezatarte ślady.

 

Ta pierwsza całościowa historia rodu Czartoryskich nie jest pracą naukową, choć rzetelnie opiera się na źródłach; nie jest słownikiem biograficznym, choć prezentuje życiorysy prawie wszystkich prominentnych członków rodziny (oraz drzewo genealogiczne ułatwiające orientację); nie jest też albumem, choć zawiera liczne piękne ilustracje.

Jest to autorska, osobista, barwna opowieść „do poczytania” – o znaczących dla historii rodziny, a równocześnie dla historii Polski osobach, o ich działalności publicznej (i jej motywach), zasługach i potknięciach, a także o ich życiu prywatnym, rodzinnym, towarzyskim.

Czytelnik, podobnie jak autorka, będzie miał sposobność odkrywania wspólnego „wyróżnika” tej rodziny, a poznawszy bohaterów – jednych polubi, do innych będzie mieć stosunek krytyczny…

Barbara Czartoryska

PRZEWODNICZĄCA RODZINNEGO ZWIĄZKU CZARTORYSKICH

HERBU POGOŃ LITEWSKA




Sagę rodu Czartoryskich
przeczytałam z przyjemnością jak dobrą powieść. Jest to zasługa zarówno wyjątkowej kolekcji bohaterów tej historii, jak i narracyjnego talentu autorki, która opowiada ich dzieje ze swadą, uważnością i empatią. To właśnie historyczna wiedza i literacka swoboda pióra Zofii Wojtkowskiej czynią tę książkę wyjątkową.

Joanna Bator

 


Publikację zrealizowano we współpracy z Fundacją Książąt Czartoryskich.

Spis treści

SPIS RZECZY

 

Wstęp

 

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Z głębi dziejów, czyli między legendą a historią

Iwan, Aleksander, Michał

 

ROZDZIAŁ DRUGI

Między Litwą a Koroną

Jerzy, Mikołaj Jerzy

 

ROZDZIAŁ TRZECI

W drodze na szczyt

Kazimierz Florian, Michał Jerzy, Jan Karol

 

ROZDZIAŁ CZWARTY

Matka Rodu

Izabela z Morsztynów Czartoryska

 

ROZDZIAŁ PIĄTY

Portret Familii

Konstancja Poniatowska, Michał Czartoryski,

August Czartoryski

 

ROZDZIAŁ SZÓSTY

O człowieku, który nie chciał być królem

Adam Kazimierz Czartoryski

 

ROZDZIAŁ SIÓDMY

Między miłością a nienawiścią

Izabela z Czartoryskich Lubomirska,

Izabela z Flemmingów Czartoryska

 

ROZDZIAŁ ÓSMY

Niekoronowana królowa

Anna z Sapiehów Czartoryska

 

ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY

Z ziemi polskiej do obcej

Maria Wirtemberska, Konstanty Adam Czartoryski,

Zofia Zamoyska

 

ROZDZIAŁ DZIESIĄTY

Zamilczana

Izabella z Czartoryskich Działyńska

 

ROZDZIAŁ JEDENASTY

W imię ojca

Władysław Czartoryski

 

ROZDZIAŁ DWUNASTY

Wnuczka Chopina po tonie

Marcelina z Radziwiłłów Czartoryska

 

ROZDZIAŁ TRZYNASTY

Kręte ścieżki ku Panu

Maria z Grocholskich Czartoryska,

August Czartoryski

 

ROZDZIAŁ CZTERNASTY

Zmierzch bogów, czyli między Polską a Rodziną

Adam Konstanty Czartoryski, Roman Czartoryski,

Zygmunt Czartoryski, Zdzisław Czartoryski,

Olgierd Czartoryski

 

ROZDZIAŁ PIĘTNASTY

Dobropolscy albo w poszukiwaniu

straconego czasu

Jerzy Konstanty Czartoryski, Wanda Czartoryska,

Witold Czartoryski

 

ROZDZIAŁ SZESNASTY

Dzieci Boga i koniec świata

Anna Czartoryska, Jan Czartoryski

 

Podziękowania

 

Aneks

 

Indeks osób

 

Bibliografia

FRAGMENT KSIĄŻKI

Wstęp

Familia książąt Czartoryskich, nazwana w Polsce

w ostatnich czasach po prostu „Familią”, familia najwybitniejsza,

zasługuje zapewne na osobną historię. Jest to jedyna w Europie

rodzina prywatna, która ma swoje własne dzieje polityczne;

poza tym ogniskuje ona w sobie również dzieje literatury całego stulecia.

Adam Mickiewicz, Literatura słowiańska,

kurs drugi, wykład XI

PRAWIE DWIEŚCIE LAT MINĘŁO od wykładu Mickiewicza w Colle’ge de France, a Czartoryscy nadal nie doczekali się spisania swojej historii. Nie tylko nie ma monografii rodziny, ale nawet wielu jej znaczących przedstawicieli nie doczekało się swoich książkowych biografii. Chociaż wydaje się to nieprawdopodobne, nie istnieje książka poświęcona Izabeli z Czartoryskich Lubomirskiej, twórczyni wielkości Łańcuta, Konstancji z Czartoryskich Poniatowskiej, matce króla Stanisława Augusta; nie znajdziemy również biografii Michała Fryderyka i Augusta, osławionych twórców Familii jako stronnictwa politycznego. Jedynym zbiorczym opracowaniem poświęconym Czartoryskim pozostaje wydany przez Mariana Kukiela w 1938 roku przedruk z Polskiego Słownika Biograficznego pod tytułem Czartoryscy. Trzydzieści sześć życiorysów.

Książka, którą Państwo zaczynają czytać, jest próbą choćby częściowego zapełnienia tej luki. Nie jest jednak monografią; ta ciągle czeka na odważnego i wystarczająco światłego historyka. Nie ma ambicji przedstawienia mechanizmów politycznych, które wyniosły Czartoryskich na szczyt, a potem ich z tego szczytu zrzuciły. Jest tylko historycznoliterackim spacerem przez 500 lat historii Polski, w który wybieramy się pod rękę z ludźmi złączonymi więzami błękitnej krwi. Procesy społeczne i gospodarcze, majątki, folwarki, wojny, bitwy, schizmy, sojusze i polityczne zdrady są jedynie tłem opowieści. Saga rodu Czartoryskich, jak sam tytuł wskazuje, jest bowiem opowieścią o konkretnych ludziach. Ludziach, którzy – choć urodzili się w specjalnej rodzinie i w specjalnych czasach – kochali i nienawidzili tak samo jak inni. Rodzili się, chorowali, umierali, bywali wielcy i podli, wierni i zdradliwi, dobroczynni i mali, mądrzy i głupi. Współcześni chcieli często w nich widzieć tytanów, lecz oni byli po prostu ludźmi.

Ramy czasowe opowiadania wyznaczają z jednej strony pierwsze historyczne wzmianki dotyczące panów na Czartorysku z połowy XV wieku, z drugiej, choć Czartoryscy pozostają do dziś dosyć liczną rodziną, II wojna światowa. Jednak czas wojennej zagłady i lata komunizmu, które odebrały polskiej arystokracji wszystko, podarowały jej przedstawicielom jedną bezcenną rzecz: prywatność. Jeśli dziś słyszymy o kimś o nazwisku Czartoryski, to z powodu jego osobistych czynów, nie zaś dlatego, że jako przedstawiciel rodziny z urodzenia jest osobą publiczną. Dlatego pozostawiamy żyjących obecnie przedstawicieli rodu w spokoju, a spragnieni plotek i doniesień o współczesnych losach Czartoryskich nie znajdą w Sadze pożywki dla swoich wyobrażeń o dzisiejszej arystokracji.

Bohaterami książki są wyłącznie ludzie, którzy już z racji samego urodzenia lub wejścia do rodziny byli obiektem zainteresowania współczesnych. Od roku 1440, kiedy opowieść się zaczyna, do lat czterdziestych XX wieku było ich kilkuset. Oczywiście bez żon, a i liczonych wyłącznie w linii męskiej! W porównaniu choćby z Potockimi to wciąż niewiele, ale rodzina Czartoryskich była dość liczna na tle niektórych polskich rodów arystokratycznych. Opisywanie wszystkich jej członków mijałoby się z celem i dramatycznie ograniczyłoby liczbę zainteresowanych czytelników, co nie zmienia faktu, że wybór bohaterów tej książki nie należał do łatwych. Został dokonany zupełnie subiektywnie i z pewnością wielu czytelnikom Sagi zabraknie ich ukochanych albo szczególnie znienawidzonych postaci.

Największym nieobecnym w tej galerii postaci jest Adam Jerzy Czartoryski. Syn Izabeli z Flemmingów, twórczyni Puław, i oficjalnie Adama Kazimierza Czartoryskiego, założyciela Szkoły Rycerskiej, a naprawdę raczej Nikołaja Repnina, ambasadora rosyjskiego w Warszawie. Po powstaniu kościuszkowskim wysłany przez rodziców do Petersburga jako gwarant ich lojalności w stosunku do imperium, został najlepszym przyjacielem następcy tronu i kochankiem jego żony. Razem z Aleksandrem planował procesy demokratyzacji Rosji, a gdy ten został carem, pełnił funkcję ministra spraw zagranicznych. U boku cara, wbrew większości rodaków, walczył przeciwko Napoleonowi, którego uważał za największego oszusta w nowożytnej historii. W końcu zawiedziony polityką Rosji wobec porozbiorowej Polski, zerwał kontakty z carską administracją, by w czasie antyrosyjskiego powstania listopadowego objąć kierownictwo powstańczego Rządu Narodowego. Skazany przez cara Mikołaja na śmierć i utratę mienia, wyjechał do Paryża, gdzie założył pierwsze emigracyjne stronnictwo polityczne, noszące od siedziby Czartoryskiego nazwę Hotel Lambert. Konserwatywne ugrupowanie pod wodzą księcia Adama, zwanego polskim królem na emigracji, bezskutecznie szukało dyplomatycznych sposobów na zmianę sytuacji geopolitycznej w naszej części Europy i przywrócenia choć części Polski na mapy.

Brak sylwetki Adama Jerzego w Sadze Rodu Czartoryskich nie jest przypadkowy. Bo cóż nowego można napisać o człowieku, któremu trzytomowe dzieło poświęcił Marceli Handelsman, jeden z najwybitniejszych polskich historyków? (Adam Czartoryski, t. 1–3, Warszawa 1948–1950). Którego biografię napisał na emigracji Marian Kukiel, (Książę Adam, Paryż 1959) i w Polsce Jerzy Skowronek (Adam Jerzy Czartoryski. 1770–1861, Warszawa 1994). Co można dodać do opowieści o człowieku, którego wielotomowa korespondencja jest od stu pięćdziesięciu lat obiektem analizy historyków i polityków, a jego Szkic o dyplomacji (Warszawa 2004) wszedł do kanonu pism poświęconych dyplomacji? Jego Pamiętniki i memoriały polityczne 1776–1809 (Warszawa 1986) studiują adepci politologii, a każdy tekst został poddany egzegezie polskich i rosyjskich badaczy stosunków polsko-rosyjskich? Wielotomowe dziedzictwo piśmiennicze dotyczące literatury, historii, polityki, spraw społecznych, dyplomacji i sztuki przywołują do dziś badacze konkretnych dziedzin. Prawie każdy fragment tego dziedzictwa doczekał się wnikliwych opracowań. Pozostaje odesłać Czytelników najpierw do cytowanych dzieł, a ewentualnie potem do szczegółowych opracowań.

Herb książąt Czartoryskich – Pogoń Litewska

Brak osobnej sylwetki Adama Jerzego nie oznacza jednak, że będzie on nieobecny w tej książce. Począwszy od historii jego rodziców, przez opowieść o żonie, rodzeństwie i dzieciach, książę Adam będzie towarzyszył Czytelnikowi aż do ostatniego rozdziału. Bo od lat trzydziestych XIX wieku najpierw sam Adam Jerzy, a potem pamięć o nim jest zwornikiem rodziny oraz rodzajem drogowskazu, który wytycza drogę wszystkim Czartoryskim. Czy oni tego chcą, czy nie.

Jeśli pominięcie Adama Jerzego lub każdej innej postaci może budzić sprzeciw Czytelników, to dość niekontrowersyjna wydaje się galeria tych, którzy zabierają nas w ten pięćsetletni spacer przez dzieje Polski i Europy. Wszyscy należą oczywiście do pieczętującego się Pogonią Litewską rodu. Większość się z niego wywodzi, ale bohaterkami osobnych rozdziałów są też cztery kobiety, które weszły do rodziny na skutek małżeństwa (Izabela z Morsztynów, Izabela z Flemmingów, Marcelina z Radziwiłłów i Maria z Grocholskich).

Nikt z bohaterek i bohaterów Sagi nie trafił na karty książki tylko z powodu swojego urodzenia. Każda z 34 osób, których losy stanowią główną oś opowieści, była postacią wyjątkową, zarówno w życiu publicznym, jak i prywatnym. Są tu mężowie stanu i bezwzględni politycy, dyplomaci i wygnańcy, artyści i mecenasi artystów, kolekcjonerzy i twórcy muzeów, żony i kochanki, pisarze i czytelnicy, wielcy grzesznicy i wielcy święci. Każdy z nich wniósł do historii tak wielki wkład, że dziś bez obawy możemy powtórzyć słowa Mickiewicza: „Familia książąt Czartoryskich, nazwana w Polsce w ostatnich czasach po prostu «Familią», familia najwybitniejsza, zasługuje zapewne na osobną historię”.

Zofia Wojtkowska

Podkowa Leśna, 30 grudnia 2019ROZDZIAŁ PIERWSZY

Z głębi dziejów,
czyli między legendą
a historią

Iwan (połowa XV wieku)
Aleksander (połowa XV wieku)
Michał (połowa XV wieku)

MUSIAŁO BYĆ BLISKO PÓŁNOCY. Bo 20 kwietnia w litewskich Trokach słońce zachodzi po ósmej wieczorem. Tak jest dziś i tak było w Niedzielę Palmową 20 kwietnia 1440 roku. Naprawdę ciemno zrobiło się dopiero koło dziesiątej. A oni potrzebowali ciemności. Pewnie czekali na bezksiężycową noc, taką co oko wykol. Bo jak inaczej obejść straże wielkiego księcia Zygmunta Kiejstutowicza, który sprawuje na Litwie rządy twardej ręki i panicznie boi się zamachu na swoje życie?

Ale im się udaje. Iwan, a może jego brat Aleksander, historycy do dziś prowadzą debaty na ten temat, zakrada się do komnaty księcia. Ten myśli, że w drzwi drapie jego oswojony niedźwiedź, który lubi zaglądać do swojego pana. Wydaje się, że Zygmunt nawet nie zdążył podnieść się z łoża. Śmiertelny cios kończy jego ośmioletnie rządy na Litwie.

Czy książę mógł wziąć dźwięki dochodzące zza drzwi komnaty za drapanie niedźwiedzia? To co prawda bardzo ciekawa opowiastka, którą wprowadził na karty historii Maciej Miechowita, XVI-wieczny pisarz i historyk, ale może być tylko obrazkiem ubarwiającym prozaiczną rzeczywistość. Przecież żyjący przed Miechowitą Jan Długosz, ojciec polskiej historiografii, nic o niedźwiedziu nie wspomina. Wspomina natomiast o wykonawcach wyroku. Są to według niego bracia Iwan i Aleksander Czartoryscy. Według Długosza to Iwan zadaje śmiertelny cios. Według ruskich latopisów robi to Aleksander.

Gdy odrzucić bajkową poetykę, zostaje czysta polityka. Aleksander może wejść do książęcej komnaty, nie budząc podejrzeń. Według jednych przekazów jest koniuszym na dworze wielkiego księcia. Według innych – koniuszego przekupił. Nie potrzeba więc niedźwiedzia. Wystarczy, że koniuszy przybiega do swego władcy, powołując się na jakieś nagłe a ważne wydarzenie. Potem jedno celne uderzenie nożem, a przecież w walce koniuszy jest zaprawiony. Na bratobójczych wojnach spędził lata poprzedzające ten zamach, który następuje 65 lat po zawarciu unii polsko-litewskiej w Krewie i 27 lat po unii horodelskiej. Ta pierwsza przynosi Litwie i Koronie jedność wobec wspólnego krzyżackiego wroga i znaczną, choć nie ostateczną poprawę stosunków między umawiającymi się stronami. Otwiera też Litwę na chrześcijaństwo w rycie rzymskim i szeroko pojętą kulturę zachodnią, a Koronie daje szansę powiększenia wpływów na Wschodzie. Unia horodelska zrównuje w prawach panów polskich i tych litewskich bojarów, którzy przyjęli wiarę katolicką. Potwierdza, iż na czele państwa litewskiego stoi osobny wielki książę, którego wybierze polski król za zgodą bojarów.

Podwaliny pod wspólne państwo lub głęboką współpracę dwóch państw próbuje kłaść Korona Królestwa Polskiego, z ponadczterystuletnim doświadczeniem państwowym, i Wielkie Księstwo Litewskie, które zaledwie półtora wieku wcześniej było jeszcze wspólnotą plemienną. Do miana państwa podniósł je dopiero w 1251 roku wielki książę Mendog, przyjmując chrzest i tworząc Królestwo Litwy, które przetrwało tylko dwanaście lat, a następnie, atakowane przez Mongołów, pogrążyło się w walkach o władzę.

W XV wieku Litwa jest księstwem rządzonym przez dynastię Giedyminowiczów. Podobnie jak Polska ma około dwóch milionów mieszkańców, z tym że Koronę zamieszkuje ludność dość jednolita etnicznie, a Wielkie Księstwo Litewskie w małym procencie Litwini, w przeważającej większości Rusini. Roszcząca sobie prawo do roli przywódcy w związku dwóch państw Korona jest natomiast nieporównywalnie mała w stosunku do Litwy. Jej powierzchnia to około 250 tysięcy km2, czyli jedna trzecia terytorium Wielkiego Księstwa. Po zajęciu ziem Rusi Kijowskiej Wielkie Księstwo Litewskie jest największym państwem europejskim i zajmuje około 800 tysięcy km2. Królestwo Polskie okrzepło już w chrześcijaństwie rytu zachodniego i uznawane jest za pełnoprawnego członka wspólnoty państw europejskich. Księstwo Litewskie zamieszkuje ludność litewska, która po krótkim flircie z chrześcijaństwem w czasach Mendoga dochowuje wierności dawnym wierzeniom, i ludność ruska, głównie prawosławna.

Aleksander i Iwan Czartoryscy należą do tej ostatniej grupy. Wyznają religię wschodnią i nie są zwolennikami zacieśnienia współpracy Litwy i Korony. Pierwsza wzmianka o nich pada przy okazji sławnej bitwy pod Wiłkomierzem, zwanej bitwą nad rzeką Świętą, w 1435 roku. Bitwa jest rodzajem poligonu, na którym Polacy i zakon krzyżacki walczą o wpływy w regionie, wykorzystując litewski konflikt o władzę. Czartoryscy stają w polu u boku walczącego o władzę księcia Świdrygiełły i sprzymierzonych z nim Krzyżaków. Przeciw nim wielki książę litewski Zygmunt, z pomocą polskiego wojska.

Bratobójcza walka to pokłosie decyzji Władysława Jagiełły, który w roku 1430 powierzył tron wielkoksiążęcy swemu młodszemu bratu Świdrygielle. Ambicje Świdrygiełły sięgają jednak dalej, a w swej nielojalności zawiera on sojusz z zakonem skierowany przeciwko Królestwu Polskiemu i wciąga Litwę w wojnę domową. Od 1432 roku jego oponentem jest Zygmunt Kiejstutowicz, który w następstwie zamachu stanu wstępuje na wielkoksiążęcy tron. Bitwa pod Wiłkomierzem unaocznia też skomplikowaną relację między Litwą a Koroną, w którą nieustannie wtrącają się Krzyżacy. Wykorzystują przy tym niechęć części książąt litewskich do związku z Koroną. Bitwa nad rzeką Świętą jest częścią polsko-krzyżackiej wojny toczonej w latach 1431–1435, w której Litwini stają po dwóch stronach barykady.

Pod Wiłkomierzem Litwini i Polacy wybijają w pień wojska zakonu i Świdrygiełły, który cudem uchodzi z życiem. A wraz z nim bracia Czartoryscy, którzy pozostają u boku zbuntowanego księcia na pewno do 1438 roku. Wtedy Świdrygiełło i Zygmunt zawierają swoisty pakt o nieagresji. Świdrygiełło przyjmuje w dożywocie Wołyń i Podole. Dwa lata później Aleksander jest już bliskim współpracownikiem wielkiego księcia Zygmunta. Skąd taka wolta? Czy jego awans to część planu mającego doprowadzić do obalenia Kiejstutowicza i ponownego osadzenia Świdrygiełły na wielkoksiążęcym tronie?

W żadnych dokumentach nie znajdziemy odpowiedzi na to pytanie. Podobnie jak na większość pytań dotyczących pochodzenia rodziny Czartoryskich, która przez wieki odgrywała główną rolę w historii Polski i Litwy. Odtwarzanie początków rodu to jakby zabawa w historyczne puzzle złożone z kawałków legend, podań, fragmentów zdarzeń i opowieści wokół tych zdarzeń budowanych. I jakby się nie starać, nie uda się napisać tej historii pewnej, jedynej i prawdziwej. Zostaną w niej dziury, które zalepić można tylko legendą budowaną przez wieki wokół rodziny Czartoryskich podobnie jak wokół większości wielkich rodów. Tyle tylko, że ta legenda też ma wartość historyczną. Wcale nie mniejszą niż zapisy dotyczące uczestnictwa tego czy innego brata w tej czy innej bitwie. Bo ta legenda pokazuje aspiracje rodziny, która musi wykazać się godnymi przodkami. I potęgę rodu potrafiącego wymusić na dziejopisach zapisanie i utrwalanie tej legendy.

W jakikolwiek sposób i z jakichkolwiek przyczyn Aleksander wkradł się w łaski Zygmunta Kiejstutowicza, w tym feralnym 1440 roku znowu bierze stronę jego największego wroga, Świdrygiełły. To sprzymierzeni z nim wielmoże, niechętni rodzinie wielkiego księcia Zygmunta i zbyt wielkiej ingerencji Polski w sprawy litewskie, organizują zamach na księcia i zajęcie Troków – stolicy państwa. I to oni postanawiają, że wykonawcami tego niebezpiecznego zadania będą bracia Czartoryscy.

Tym udaje się zrealizować niezwykle ryzykowny plan. Jeszcze za dnia Iwan Czartoryski wprowadza do miasta 300 wozów z sianem, w których ukrytych jest 600 ludzi. Po zabiciu Zygmunta zbrojni Czartoryskich zajmują miasto. Nie na darmo na dzień ataku wybrali Niedzielę Palmową. W grodzie jest wtedy znacznie mniej ludzi, a ci, co pozostali, zmęczeni trwającym już pięć tygodni postem, nie stawiają specjalnego oporu.

Na tym jednak kończą się sukcesy. Świdrygiełło nie ma najmniejszych szans na tron wielkoksiążęcy. Do Wilna przybywa dwunastoletni Kazimierz Jagiellończyk, syn wielkiego Jagiełły, brat polskiego króla Władysława. Armia młodego pretendenta do rządów zaczyna oblężenie górnego zamku w Trokach, gdzie zamknął się Iwan. W czerwcu Kazimierz jest już obwołany wielkim księciem. Iwan poddaje zamek. Udaje mu się jedynie wynegocjować osobiste bezpieczeństwo.

Ruiny zamku w Czartorysku, rycina, autor nieznany, ok. 1897 roku

Powraca więc do Świdrygiełły. Jest ważną postacią w jego otoczeniu. Jako jeden z pierwszych podpisuje dokumenty wydawane na dworze. Podpisy pod nimi składa się według ważności. Czyli jest ważny. Tak ważny, że po śmierci Świdrygiełły to on przekazuje wielkiemu księciu litewskiemu zamek w Łucku, od lat siedzibę niepokornego i nieuznającego żadnej władzy Świdrygiełły. To on w końcu czuwa nad przekazaniem Litwie (a nie Polsce) Wołynia, krainy, z której najpewniej wywodzi się jego rodzina. To najważniejszy dowód na to, gdzie jest jego serce i jego tożsamość. Sam dożywa swoich dni na Zadnieprzu, na „wysuniętej placówce”, którą nadaje mu król Aleksander Jagiellończyk. To nadanie jest wyrazem zaufania władcy, który chce mieć oko na okolicznych ruskich kniaziów sympatyzujących z Moskwą. Iwan z pewnością docenia życie z daleka od centrum księstwa litewskiego. Pozwala mu to zejść z oczu księciu Michałowi Zygmuntowiczowi, synowi zamordowanego przez Czartoryskich władcy. A w czasach, gdy akcje Michała rosną na dworze wielkoksiążęcym, jest to fakt nie do przecenienia.

Aleksander nie ma tyle szczęścia. W obawie przed zemstą zwolenników Zygmunta, ale i nowego wielkiego księcia oraz polskiego króla, ucieka na Ruś Kijowską. Tam szybko zaczyna się piąć po szczeblach kariery. Już w 1443 roku jest namiestnikiem wielkiego księcia moskiewskiego w Pskowie, potem namiestnikuje w Nowogrodzie Wielkim. Ostatecznie odmawia jednak złożenia przysięgi wierności wielkiemu kniaziowi moskiewskiemu. Wtedy nie tylko udaje mu się powrócić na Litwę, ale dostaje nawet liczne nadania na Podolu i Litwie.

Jak to możliwe? Co prawda upłynęło już dwadzieścia lat od zamachu, ale wciąż powinien ciążyć na nim wyrok za zabójstwo litewskiego monarchy. Tymczasem zamiast sądu i wyroku na Litwie czekają na niego potężne nadania od wielkiego księcia Kazimierza. Wydaje się, że kluczem do odpowiedzi jest trzeci brat Czartoryski. Jedyny, który nie brał udziału w zamachu na księcia Zygmunta.

Na imię mu Michał. Ramię w ramię staje z braćmi w bitwie nad rzeką Świętą. Podobnie jak im, udaje mu się zbiec z pola bitwy będącego świadkiem największej klęski księcia Świdrygiełły. Tak jak oni nie chce zacieśniania sojuszu Litwy z Koroną. Tak jak oni boi się polskiej i katolickiej dominacji nad wyznającymi obrządek wschodni terenami należącymi do Wielkiego Księstwa Litewskiego. W przeciwieństwie do nich nie bierze jednak udziału w spisku przeciw księciu Zygmuntowi. Wręcz przeciwnie. Po klęsce Świdrygiełły przyłącza się do polskiego króla Władysława, syna Jagiełły i brata Kazimierza, wielkiego księcia litewskiego, i rusza z nim wojować. Zostaje u boku króla najpewniej do pamiętnej klęski pod Warną w 1444 roku, po czym wraca na Litwę, do Świdrygiełły, u którego pełni nawet funkcję marszałka dworu. Nie jest już jednak podejrzanym spiskowcem, ale królewskim druhem. Przez lata wiernego marszu u boku króla Władysława Warneńczyka udaje mu się zaskarbić łaskę królewską i zmazać piętno zdrajcy. Z siebie, a przede wszystkim ze swych braci.

Potwierdza to przywilej królewski nadany mu w 1442 roku, czyli dwa lata przed śmiercią Władysława Warneńczyka. Ponieważ król podpisał go na terenie Węgier, nazywany jest przywilejem w Budzie. W dokumencie Władysław Jagiellończyk potwierdza prawo Czartoryskich do pieczętowania się herbem Pogoń Litewska, „jakiej od ojca i dziada używali”.

Przedziwny to dokument. Pieczołowicie przechowywany przez wieki w archiwum rodzinnym Czartoryskich, prawie jak rodzinna relikwia. A na pewno jako akt założycielski. Potwierdza, że bracia „de Czartoryjsko” pochodzą z panującego rodu Giedyminowiczów. Są potomkami wielkiego twórcy państwa litewskiego. Tylko członkom tej rodziny, a nawet tylko niektórym jej gałęziom przysługuje bowiem prawo do pieczętowania się Pogonią, która jest też herbem litewskiego państwa.

Mają więc Czartoryscy najważniejszy dokument rodowy. Specyficzny certyfikat pochodzenia. Pozostaje jednak kilka „ale”...

Pierwsze pytanie, podnoszone przez historyków i heraldyków już przed wiekami, brzmi: kim byli dziadek i ojciec walecznych książąt?

Przywilej z Budy, 1442 roku

Według przekazu dziadkowi, czyli protoplaście rodu, na imię było Konstanty (niektórzy piszą Konstantyn). Według rodzinnej tradycji miał być wnukiem wielkiego Giedymina, synem Olgierda, czyli bratem króla Jagiełły. Tyle tylko, że genealogia Olgierdowiczów nie pokazuje takiego Konstantego. W związku z tym niektórzy kronikarze twierdzili, że Czartoryscy nie tylko nie są Giedyminowiczami, ale w ogóle nie są Litwinami. Bo przecież Jan Długosz, opisując zamach na księcia Zygmunta, podaje, że dokonał go Iwan „z rodu i obrzędu Rusin”. Miechowita przytacza pieśni o tej zbrodni, które mówiły o „śmiałych książętach ruskich, które zabiły wielkiego księcia”.

To akurat da się dość łatwo wytłumaczyć. W czasach opisywanych przez ojców polskiej historiografii Rusin to każdy prawosławny i mieszkający na terenach Rusi. A tam właśnie Czartoryscy dostali pierwsze ziemie od swych mocodawców.

Późniejsi badacze, ci, którzy widzieli przywilej z Budy, uznali, że Giedymin bezapelacyjnie był protoplastą rodu Czartoryskich. Kłopot z Konstantym pozostał. W 1860 roku Ignacy Daniłowicz, rosyjski historyk, stwierdził wprost, że Konstanty został wymyślony tylko po, żeby wyswatać Czartoryskich z Olgierdem. I zbudować odpowiednią genealogię rodu.

Inni badacze nie byli tak radykalni. Przyjmowali i do dziś przyjmują, że ród wywodzi się od któregoś z Giedyminowych synów. Ale którego? Już w XVI wieku twórca słynnego herbarza Bartosz Paprocki nazywa Konstantego synem Lubarta, najmłodszego syna Giedymina. Byłby w takim razie przynajmniej kuzynem Jagiełły. Późniejsi XIX-wieczni naukowcy skłaniają się raczej do tezy, że ojcem założyciela rodu był Koriat, jeszcze inny syn Giedymina. Hipotezy można łatwo mnożyć, bo założyciel litewskiej dynastii miał kilkunastu synów, a źródeł zachowało się jak na lekarstwo. Oczywiście rodzinie najbardziej odpowiadała wersja z Olgierdem. W końcu dobrze mieć w drzewie genealogicznym Władysława Jagiełłę za brata. A jeśli nawet nie za brata, to przynajmniej za bliskiego krewniaka, jak z kolei utrzymywał w XIX wieku Kasper Niesiecki, kolejny wielki heraldyk. On wywiódł Czartoryskich od Korygiełły, czyli syna Olgierda. Jagiełło był jego stryjem. Może nie najlepsza wersja, ale ciągle dopuszczalna dla wielkiego polskiego rodu.

Spór do dziś pozostaje nierozstrzygnięty. Historia już nie kwestionuje Giedymina na szczycie drzewa genealogicznego rodziny książąt Czartoryskich. Na kolejnej gałęzi sadza jednak albo Olgierda, albo Koriata jako ojca Konstantego, o którym praktycznie nic nie wiadomo. Dyskusje odbywają się wokół kilku latopisów i listów, w których liczy się, czy ktoś nazwał kogoś bratem i co to wtedy oznaczało. Te same fakty i argumenty są interpretowane na różne sposoby. I jeśli naukowcy nie odnajdą gdzieś jakichś zagubionych dokumentów, tak pewnie pozostanie.

Kolejna gałązka drzewa Czartoryskich też jest dość krucha. Wasyl, czy jak chcą inni Bazyli, ojciec naszych bohaterów, Iwana, Aleksandra i Michała, pojawia się na kartach dokumentów tylko raz. W 1398 roku jest na dworze Jagiełły, zajmuje wysokie miejsce w hierarchii i jest synem świętej pamięci Konstantego. Osoba o tym imieniu jest też u boku króla w 1417 roku. Żaden historyk nie da jednak głowy, że to na pewno ten sam Wasyl. Czyli znowu trochę składanie podniszczonych puzzli...

Potem już jest łatwiej. Na karty historii wkraczają Aleksander, Iwan i Michał, któremu król wręcza w 1442 roku przywilej. Nazywa w nim Czartoryskich swoimi braćmi. Czyli jest wspólnota krwi. No i jest przebaczenie. Zamachowcy Aleksander i Iwan mogą liczyć na królewską łaskę.

Wydaje się, że właśnie przebaczenie i przywrócenie godności „wyklętym książętom” leży u podstaw dokumentu. Jednak Jan Tęgowski, współczesny badacz zajmujący się rodem Giedyminowiczów, zwraca uwagę na jeszcze jedną sprawę. Jego zdaniem, Czartoryscy są jedynym wielkim rodem, który otrzymał „certyfikat” potwierdzający przynależność do rodziny Giedyminowiczów. Czy, jak sądzi badacz, potrzebowali go już wtedy, żeby udokumentować swoje pochodzenie? Czy było ono podważane już w XV wieku? Odpowiedź jest raczej twierdząca. Bo jak inaczej tłumaczyć fakt, że Jan Długosz, opisując śmierć wielkiego księcia Zygmunta, nie zająknął się nawet, że za zamachem stoją bliscy kuzyni króla Władysława Jagiełły? Długosz ewidentnie nie darzył sympatią książąt z Czartoryska. Udowodnił to później, opisując walki jednego z braci z Tatarami. Dlaczego więc nie skorzystał z okazji, by przedstawić ich jako zamachowców i królobójców? Czy chciał w ten sposób chronić rodzinę królewską i postanowił przemilczeć pokrewieństwo Czartoryskich z Jagiełłą? Oczywiście jest to możliwe, ale jednak dość mało prawdopodobne.

Puzzla z tym fragmentem historii chyba już nie znajdziemy. W czasach sarmackich rosnąca w potęgę rodzina Czartoryskich trochę na siłę wpychała go w dziejową układankę. Co zresztą było wtedy ogólnie obowiązującym obyczajem. Każdy możny ród musiał wywieść swe korzenie od rodu panującego. I często nawet najlepsze koligacje nie wystarczały. Przecież na naszych ziemiach nie mogły sięgać dalej niż X – XII wieku. Ale możnym rodzinom to było mało. Trzeba było dokumentować swoje pochodzenie najlepiej od Noego, bo przecież nie od Chama. Jeśli już nie od niego, to przynajmniej od wodzów ludów antycznych, którzy w dziwnych okolicznościach pojawili się na dalekich słowiańskich ziemiach. Stąd przecież mit sarmacki, sławiący męstwo wymyślonego ludu, który dał początek polskiej szlachcie. Litewska szlachta w kwestii mitu założycielskiego zdecydowanie przelicytowuje polskich notabli. Maciej Stryjkowski, XVI-wieczny kronikarz dziejów Litwy, ukuwa obowiązującą przez przynajmniej dwa wieki teorię o rzymskim pochodzeniu litewskiej szlachty. Według niego szlachta litewska to potomkowie Rzymian, stronników Pompejusza, którzy, uciekając przed Cezarem, przypłynęli na Litwę pod wodzą Publiusza Libona zwanego Palemonem.

Jeśli więc cała brać szlachecka miała tak szlachetne korzenie, to oczywiście wielcy musieli mieć jeszcze szlachetniejsze. XVI, XVII, a nawet XVIII wiek to czas budowania legend rodowych litewskiej magnaterii. Powstające kolejne herbarze zapełniają się nieprawdopodobnymi historiami, które traktowane są równie poważnie jak prawdziwe genealogiczne wieści. Swoją legendę muszą więc mieć też Czartoryscy.

No i mają. W czasach Sobieskiego monsieur de Mongrillon, członek poselstwa francuskiego, gości u Kazimierza Czartoryskiego. Ten opowiada mu o pochodzeniu swego rodu od Collonów – możnych Rzymian. Otóż przedstawiciel tego rodu miał wpaść po prostu do dziury w ziemi. Błąkał się długo pod powierzchnią, aż wyszedł na Litwie, dając początek Czartoryskim. Dodać trzeba, że gospodarz opowiada tę historię jako żart. Czartoryscy wiedzą, że to legenda, ale są do niej na tyle przywiązani, że ją powtarzają. Mówi ona na pewno o aspiracjach rodziny. Podkreśla związek z wielkimi książętami Litwy zarówno przez Pogoń, jak i przez odwołanie do jagiellońskich kolumn. Kolumny i Pogoń dają poczucie związku z królewską dynastią. To samo dotyczy wyjścia z Włoch – przecież taka legenda towarzyszyła od XV wieku Jagiellonom. Czyli znowu – uwierzytelnienie swojej więzi z rodem panującym. Tak w przypadku Czartoryskich, jak innych wielkich rodów, gdy z układanki dziejów wyjąć ten puzzel z legendą, zostaje wolne miejsce.

mniej..

BESTSELLERY