Facebook - konwersja
Czytaj fragment
Pobierz fragment

Wielkie małe plany. Zbiór krótkich tekstów - ebook

Format ebooka:
EPUB
Format EPUB
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najpopularniejszych formatów e-booków na świecie. Niezwykle wygodny i przyjazny czytelnikom - w przeciwieństwie do formatu PDF umożliwia skalowanie czcionki, dzięki czemu możliwe jest dopasowanie jej wielkości do kroju i rozmiarów ekranu. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
, MOBI
Format MOBI
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najczęściej wybieranych formatów wśród czytelników e-booków. Możesz go odczytać na czytniku Kindle oraz na smartfonach i tabletach po zainstalowaniu specjalnej aplikacji. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
(2w1)
Multiformat
E-booki sprzedawane w księgarni Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu - kupujesz treść, nie format. Po dodaniu e-booka do koszyka i dokonaniu płatności, e-book pojawi się na Twoim koncie w Mojej Bibliotece we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu przy okładce. Uwaga: audiobooki nie są objęte opcją multiformatu.
czytaj
na tablecie
Aby odczytywać e-booki na swoim tablecie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. Bluefire dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na czytniku
Czytanie na e-czytniku z ekranem e-ink jest bardzo wygodne i nie męczy wzroku. Pliki przystosowane do odczytywania na czytnikach to przede wszystkim EPUB (ten format możesz odczytać m.in. na czytnikach PocketBook) i MOBI (ten fromat możesz odczytać m.in. na czytnikach Kindle).
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na smartfonie
Aby odczytywać e-booki na swoim smartfonie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. iBooks dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Tłumacz:
Seria:
Rok wydania:
2017
Czytaj fragment
Pobierz fragment
25,00
Cena w punktach Virtualo:
2500 pkt.

Wielkie małe plany. Zbiór krótkich tekstów - ebook

„Wychowano mnie w przekonaniu, że nie jest cnotą potulny konformizm wobec dominujących w danym czasie poglądów” – pisze Jane Jacobs (1916-2006). Autorka rewolucyjnej książki "Śmierć i życie wielkich miast Ameryki" szła własną drogą, szukając odpowiedzi na pytanie dlaczego jedne miasta i społeczeństwa kwitną, a inne podupadają. Wielkie małe plany to pełny przekrój jej rozważań – od reportaży z Nowego Jorku pisanych jeszcze przed wojną dla „Vogue’a”, przez rewolucyjne manifesty z połowy stulecia, po eseje, wykłady i rozmowy z przełomu XX i XXI wieku. Wybór przygotowany z okazji stulecia urodzin Jacobs przez Samuela Zippa i Nathana Storringa uzupełniony jest obszernym tekstem biograficznym oraz kalendarium życia i twórczości.

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Kategoria: Esej
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-949185-3-8
Rozmiar pliku: 2,6 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

Wstęp Samuel Zipp, Nathan Storring

„Więcej Jane Jacobs, mniej Marca Jacobsa” – głosił grubymi literami napis widoczny za pokancerowaną szybą przy jednej z bocznych uliczek nowojorskiej dzielnicy Greenwich Village. Ten skromny znak protestu pojawił się kilka lat temu w oknach nielicznych w tej okolicy niewyremontowanych jeszcze domów i niesieciowych sklepów, przeciwstawiając w metaforycznym pojedynku między lokalnością a luksusem ikonę urbanistyki projektantowi mody. Ta bystra nutka zaczerpnięta z dobrze znanej, żałosnej pieśni to dysonans zakłócający tryumfalną miejską symfonię. Powtarza się nam bowiem, że żyjemy w złotej erze miejskiego życia. W bogatych częściach świata, mimo rosnących nierówności (a raczej z ich powodu – podpowiada żałosna pieśń), ulice wypełnione nowymi apartamentowcami i tymczasowymi parkletami¹ roją się od rowerzystów i rzemieślników. Ale z drugiej strony miasta wydają się obumierać, a przynajmniej zagrożone jest pewne pojęcie miasta. Można odnieść wrażenie, że owo niezwykle cenione podejście do miejskości traci grunt pod nogami, chwieje się i upada.

Większość wielbicieli miast, nawet jeśli nie umie dokładnie nazwać tego, co traci, bardzo namacalnie odczuwa możliwe konsekwencje tej straty. Autor wspomnianego napisu, Mike Joyce, stwierdził, że choć nie wszyscy odbiorcy rozumieją żart, to większość z nich rozumie przekaz. Każdy zauważył, że w okolicy nagle pojawiła się nadwyżka sieciowych butików w rodzaju Marca Jacobsa, ale często pada pytanie: kim jest ta Jane Jacobs? Zakrawa na ironię, że Marc Jacobs, który mieni się rodowitym synem i miłośnikiem Nowego Jorku, bezwiednie zabija zalety miasta, a nazwisko Jane Jacobs, która nauczyła nas je zauważać, zaczyna ulatywać z powszechnej pamięci².

Zagrożony jest ów „wyszukany chodnikowy balet”, który autorka obserwowała na Hudson Street i opisała w swojej najbardziej cenionej książce The Death and Life of Great American Cities (1961)³. Udział w widowisku rozmaitych postaci – uczniów i sklepikarzy, robotników portowych i pracowników biurowych, pomocników rzeźnika i bitników na skuterach, pijaczków w kapeluszach niezatwierdzonych przez „Radę do spraw Kapeluszy” i „pięknych dziewczyn” wysiadających z modnych, brytyjskich sportowych samochodów – coraz bardziej stoi pod znakiem zapytania. Wyjątkiem są tylko następczynie rzeczonych pięknych dziewczyn. W tej samej dzielnicy, w której Jacobs odkryła samoistnie organizujący się teatr zdrowego porządku miejskiego, znika lub całkowicie już przepadła szansa na to, że każdy będzie mógł odegrać ważną rolę w tym tańcu i zaspokoić odwieczną potrzebę lokalnego życia w pobliżu rdzenia składającego się z ulic, sklepów i przedproży budynków.

No ale co w tym nowego? Greenwich Village przestała być „The Village” w momencie, w którym została odkryta. Strach przed gentryfikacją jest odwieczny, a jego korzenie sięgają dużo głębiej niż do lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych, kiedy Jacobs zyskała rozgłos w Nowym Jorku. Ludzie wciąż ciągną do Greenwich Village na zakupy, jedzenie i spacery oraz po to, by patrzeć, jak inni kupują, jedzą i spacerują. Ludzie nadal przybywają tylko po to, żeby tam pobyć – te przyjemności są również częścią tego tańca. Więc „The Village” przetrwała, ale tylko jako jaskrawa i rozmazana kopia dawnej siebie. Za astronomicznymi czynszami przyszły sklepy sieciowe, butiki i przekształcanie budynków w luksusowe kondominia ze stali i szkła. Wyparły one sklepy z narzędziami, małe sklepy spożywcze, jadłodajnie, księgarnie, drobną produkcję i wszystko, co nieprzewidywalne i osobliwe. Spekulacja na rynku nieruchomości – stara obsesja Nowego Jorku – w końcu wyrugowała prawie wszystko poza ekskluzywnymi zakupami, jedzeniem i patrzeniem. Zróżnicowana mieszanka osób, mających i wielkie, i małe plany, którą tak podziwiała Jacobs, nie ma czego szukać na tej nieurodzajnej miejskiej ziemi.

Podobnie jest w Toronto, drugim domu Jane Jacobs. W dzielnicy Annex, w której mieszkała aż do śmierci w 2006 roku, często przez nią gloryfikowany żywiołowy handel wydaje się zagrożony. Czynsze rosną, lokalne firmy upadają, a na ich miejscu powstają klony tych biznesów, które już się na danej ulicy sprawdziły, głównie popularne restauracje, bary dla studentów i oddziały banków. Nawet ikona Bloor Street, sklep Honest Ed’s, nie jest bezpieczna. Okraszony wielkimi neonami dyskont, między którego półkami buszowały całe pokolenia imigrantów, robotników, łowców okazji i dobrze zorientowanych ironistów, ma być niedługo zrównany z ziemią i zastąpiony oszklonymi apartamentowcami i butikami⁴. We wszystkich podobnych miejscach słychać znajomy lament – w Londynie, San Francisco, Bostonie, Paryżu i innych atrakcyjnych metropoliach globalnej Północy, które przyciągają ludzi i pieniądze, miasto zwraca się przeciwko sobie, a jego sukces staje się przyczyną jego zguby⁵.

Nie ma więc wątpliwości, że nastał czas na „więcej Jane Jacobs”. Nieważne, czy nazwiemy naszą epokę złotym wiekiem, czy wiekiem ciemnym, jest to właściwy moment na lekturę jej niezrównanych tekstów o miastach oraz światach, jakie w nich powstają, na przypomnienie jej ożywczego i stanowczego głosu czytelnikom, którzy o nim zapomnieli albo nigdy wcześniej go nie słyszeli. Zarazem jednym z najważniejszych powodów, żeby dziś wrócić do Jacobs i do tego zbioru krótkich tekstów obejmującego całą jej pisarską karierę, jest możliwość ponownego spojrzenia na samą Jacobs jako na kogoś więcej niż symbol miejskich trosk bądź miejskiego triumfu. Zawsze idiosynkratyczna i niekonwencjonalna, a często zaskakująca i gotowa podjąć ryzyko popełnienia błędu w imię zaburzenia zastałych, utartych opinii, wychodziła poza dyżurny zestaw problemów i w transformacji miast widziała źródło radykalnych możliwości, a nie powód do ulegania nostalgii i żałobie po stracie. Jacobs była kimś więcej niż orędowniczką idealnej dzielnicy – była być może najlepszą teoretyczką miasta rozumianego nie jako nowoczesna maszyna do mieszkania, ale jako żywy system międzyludzkich powiązań, wyposażony w narzędzia do rozwiązywania własnych problemów.

Ten, kto nauczy się tak jak Jacobs patrzeć na miasta, a także na gospodarkę, moralność, politykę i historię i inne zagadnienia, którymi zajmowała się w swojej długiej karierze, ten może stwierdzić, że wszystko jest bardziej złożone i wzajemnie połączone, niż się spodziewał, a przy tym chyba mniej tragiczne. Miasta są czymś więcej niż urokliwymi scenografiami zagrożonymi przez gentryfikację, są też medium naszego zbiorowego życia publicznego i ekonomicznego, forum, na którym możemy się nauczyć wykorzystywać zmianę do rozwiązywania powszechnych problemów i tworzenia powszechnych możliwości. Nawet jeśli obecnie społeczeństwo, w którym bogaci tyją, a szeregi biednych się wydłużają, wydaje nam się coraz bardziej bierne, czytanie Jacobs przypomina, że rozwiązaniem jest nie tylko walka o ochronę tego, co cenimy, ale także ożywianie twórczych, chaotycznych i improwizowanych struktur ekonomicznych miast.

Książka ta pozwala czytelnikom po raz pierwszy zobaczyć Jane Jacobs w całości. Na przestrzeni lat nazywano ją różnie: miejską wizjonerką, antyurbanistką, ekonomistką amatorką, geografką, aktywistką lokalną i radykalną centrystką. Każda z tych etykiet pasuje do pewnej części jej pracy, ale wtłaczając Jacobs do jednej czy drugiej szufladki, nie sposób objąć pełni zakresu, różnorodności i prowokacyjnej siły jej idei i twórczości, nie wspominając już o jej niezwykłej umiejętności przekraczania i zamazywania granic pomiędzy dziedzinami oraz prześcigania jednej szkoły myśli za pomocą drugiej. Zebrane w tym tomie eseje, wystąpienia, wywiady oraz jeden zapomniany wiersz pokazują ją przede wszystkim tak, jak sama chciała być widziana: jako myślicielkę i pisarkę, posiadaczkę jednego z najbardziej charakterystycznych głosów literackich ostatniego stulecia.

Jane Jacobs zamyślona przy lekturze Zmierzchu Cesarstwa Rzymskiego, w salonie swojego domu przy 555 Hudson Street w Nowym Jorku, około 1956 roku

Fot. dzięki uprzejmości John J. Burns Library przy Boston College oraz spadkobierców Jane Jacobs

Książka Wielkie małe plany jest ułożona chronologicznie i umożliwia śledzenie długiej kariery pisarskiej Jacobs. Ale nawet kiedy, jak mogłaby to sama określić, autorka dodawała nową działalność do starej⁶, wracała do dawnych idei ze świeżymi spostrzeżeniami. Każda kolejna część antologii opiera się na poprzedniej, analogicznie do tego, jak pogłębiało się towarzyszące Jacobs przez całe życie zainteresowanie miastem, ekonomią i moralnością. Tam gdzie to możliwe, przedstawiliśmy jej słowa bez zmian i skrótów. Dodaliśmy też przypisy wyjaśniające mniej znane odniesienia i wskazujące na pewne przydatne powiązania występujące w świecie jej myśli.

Wybór tekstów zaczyna się od wczesnych reportaży Jane Jacobs z Nowego Jorku czasów Wielkiego Kryzysu, a kończy wielkimi ideami na temat przeszłości i przyszłości ludzkości, z którymi zmagała się u schyłku życia. Części pierwsza i druga, zatytułowane Przyrodniczka miejska i Budowanie miast, pochodzą z jej pierwszych trzech nowojorskich dekad – od lat trzydziestych do sześćdziesiątych dwudziestego wieku szlifowała dziennikarskie rzemiosło i odkrywała miasto. Dla wielu czytelników najbardziej znajomo będzie brzmieć część druga, gdzie widać pierwsze próby krytyki urbanistycznej, która przyniosła Jacobs sławę w książce Śmierć i życie wielkich miast Ameryki. Zaskoczyć może fakt, że zebrane w tym tomie teksty pochodzące z wczesnego etapu kariery, kiedy Jacobs pracowała na pozycję redaktorki w „Architectural Forum” i ekspertki w sprawach architektury współczesnej, pokazują ją jako zwolenniczkę modernistycznej urbanistyki i metod przebudowy miast. Widać, jak zwróciła się przeciwko dominującym poglądom, kiedy odkryła, że nowe drogi szybkiego ruchu, wyburzanie slumsów i kompleksy „wieżowców w parku” powodują wyrywanie z korzeniami całych dzielnic, rozpraszanie życia społecznego, pogłębianie segregacji rasowej i zadeptywanie niewygładzonego miasta, które kochała. Są tu jej słynne starcia z nowojorskimi urzędnikami odpowiedzialnymi za modernizację i potyczki z „głównym budowniczym” Robertem Mosesem, a także pochwały codziennych potrzeb i przyjemności, czyli owego „chaosu”, który nowoczesna urbanistyka próbowała wykorzenić z miejskiego krajobrazu⁷.

Czytelnicy szczególnie cenią sobie kilka scen z tego okresu pracy Jacobs: otwierający Śmierć i życie wielkich miast Ameryki „atak na obowiązujące metody planowania i przebudowywania miast”, jej cztery „źródła różnorodności w miastach” (duże zagęszczenie, łączenie funkcji, małe kwartały i ochronę niedrogich starych budynków) oraz rzecz jasna uwielbiany przez wszystkich „chodnikowy balet”. Ale niniejszy zbiór pokazuje, że wydarzenia i idee, z których jest najbardziej znana, stanowią tylko preludium do dużo większego dzieła. Jacobs spędziła resztę swojego długiego życia, radykalnie rozwijając w sześciu kolejnych książkach myśli, które przedstawiła w Śmierci i życiu wielkich miast Ameryki. W międzyczasie wypracowała unikalne podejście do zależnych od siebie systemów miast, gospodarek i moralności, którego rozwój można zaobserwować na stronach Wielkich małych planów.

Dużą część jej pracy zainspirowała jedna z jej niepowtarzalnych, choć szerzej niezauważanych obserwacji. Tam, gdzie urbaniści widzieli chaos, ona dostrzegała „złożoną i bardzo wysoko rozwiniętą formę porządku”. Miasto, jak przyjęła w zakończeniu książki Śmierć i życie wielkich miast Ameryki, jest stale odnawiającym się problemem związanym ze „zorganizowaną złożonością”. Jacobs uważała, że zamiast prostego zadania z dwiema zmiennymi, tak jak w naukach fizycznych, lub z milionem zmiennych spotykanego w statystyce, miasto jest czymś podobnym do ekosystemu z wieloma ruchomymi częściami, z których każda ma własne relacje z innymi. Ta myśl stała się później punktem odniesienia dla jej późniejszych prac i leżała u podłoża wszystkich jej badań w zakresie gospodarki i życia społecznego, ale jej korzenie sięgają aż do najwcześniejszego etapu zainteresowania działaniem miast w skali mikro.

Czytelnicy Wielkich małych planów przekonają się wręcz, że Jacobs była na tropie tej idei od samego początku kariery. Część pierwsza książki pokazuje, że choć jej najwcześniejsze teksty do „Vogue’a” i innych magazynów z początku mogą się wydawać błahe, to wystarczy na chwilę się przy nich zatrzymać, a zrzucą z siebie płaszcz zwyczajnego reportażu prasowego i objawią się jako klejnoty uważnej obserwacji. W Uwaga, studzienka! Jacobs bada na przykład studzienki włazowe na Manhattanie, odkrywając ogromną sieć podziemnego „spaghetti” pod ulicami miasta. Ten esej daje nam niezapomniany obraz Jacobs jako „przyrodniczki miejskiej”, która stojąc na skrzyżowaniu Czternastej Ulicy i Czwartej Alei, wyczuwa, jak poczta pneumatyczna przelatuje pod jej stopami z prędkością pięćdziesięciu kilometrów na godzinę⁸. Tak jak inne zebrane tu teksty z lat trzydziestych – o handlu diamentami i targu kwiatów – ujawnia on, że Jacobs poszukiwała śladów tego, jak pojedyncze elementy jej otoczenia łączą się, tworząc większe sekwencje ukryte wprost przed naszymi oczami.

W tekstach tych widać pierwszą iskrę charakterystycznej później dla Jacobs metody indukcyjnej oraz pierwsze odkrycia „zorganizowanej złożoności” miast. Jacobs podąża w nich za anegdotami i obserwacjami z ulicy, by krok po kroku poznawać systemy, które dają im początek. Później nazwie te kawałeczki danych „fraktalami”, czyli pomniejszeniami większego modelu. W centrum tych historii stoją relacje wewnątrz poszczególnych branż – każdy kwiaciarz czy jubiler jest węzłem w samostwarzającej się, samoorganizującej miejskiej sieci. To pierwszy przebłysk zainteresowania tym, co dwie dekady później, w swoim słynnym eseju Śródmieście jest dla ludzi (zawartym w tej książce), Jacobs nazwie „mniejszymi, wyspecjalizowanymi firmami”, splecionymi w sieć współzależności z innymi różnorodnymi, uzupełniającymi się inicjatywami. Wyobraźcie sobie Josepha Mitchella, legendarnego reportera „New Yorkera”, który zamiast niezwykłych postaci tropi w mieście nietypowe zajęcia⁹. Tam gdzie Mitchell odkrywał ponure miejskie nokturny i umierające zwyczaje, Jacobs dostrzegała połączone ze sobą nisze rynkowe i poplątane siatki miejskiej pracy i handlu – źródło kosmopolitycznej werwy i zgiełku.

Wieloletnie fascynacje Jacobs osiągnęły apogeum w dekadach, które nastąpiły po publikacji Śmierci i życia wielkich miast Ameryki, kiedy to, jak wielu innych, zastanawiała się, dlaczego miasta i narody Zachodu podupadają. Pokazała, że próby ożywienia miast metodami nowoczesnej urbanistyki zakończyły się fiaskiem. Ale jednocześnie przeczuwała, że w powietrzu wisi poważniejszy problem, zjawisko znacznie szersze i bardziej odrażające. Co poszło nie tak? Jacobs, jak to Jacobs, odwróciła pytanie. Zamiast dociekać, dlaczego miasta pogrążają się w stagnacji, należało zapytać, dlaczego najpierw się rozrosły. Uważała, że bieda nie ma przyczyn – przyczyny ma tylko dobrobyt, a zatem jeśli zrozumiemy mechanizm wzrostu gospodarczego, jasne staną się przyczyny współczesnych problemów.

Eseje i wystąpienia Jacobs z okresu od lat sześćdziesiątych do osiemdziesiątych to powrót do scen i idei, które złożyły się na Śmierć i życie wielkich miast Ameryki (często proszono ją, żeby „zagrała stare przeboje”), ale zawsze w szerszym kontekście kwestii poruszonych przez nią w dwóch najistotniejszych dziełach z tego okresu: The Economy of Cities (1969) i Cities and the Wealth of Nations (1984). W części trzeciej i czwartej tej książki, zatytułowanych Jak powstaje nowa działalność i Ekologia miast, czytelnicy zastaną Jacobs wydobywającą istotę z fundamentalnych lekcji lat spędzonych na myśleniu o gospodarkach miast. Uważała te idee za najważniejsze w swoim dorobku, a pod koniec życia powróciła do nich w książce Uncovering the Economy, w której chciała w pełni wyjaśnić swoją wizję. Nigdy jej nie skończyła, ale początkowy rozdział, który publikujemy po raz pierwszy w części piątej Wielkich małych planów, pokazuje jej ostateczny pogląd na źródła wzrostu gospodarczego. Mówiąc krótko, Jacobs wskazuje, że zdrowe miasta to takie, w których powstają nowe rodzaje działalności. Połączone w gęstą sieć współzależności zapewniają one podłoże dla ekspansji gospodarczej i innowacji w szerszej skali. Pielęgnowanie dynamicznych ośrodków miejskich z małymi, ale różnorodnymi przedsiębiorstwami handlowymi i przemysłowymi stanowi filar każdej konstruktywnej strategii walki z upadkiem.

Ale jak działać na miejscu, w istniejących miastach? Mało co odnosiło skutek. Podobnie jak wielu tak zwanych zwolenników wolnego rynku, entuzjastów Friedricha Hayeka czy Miltona Friedmana, którzy zyskali pozycję po kryzysie gospodarczym lat siedemdziesiątych, Jacobs wierzyła w możliwość samoorganizacji życia gospodarczego – „zorganizowana złożoność” może wytworzyć porządek bez odgórnych nakazów. Miała też wątpliwości co do form pomocy oferowanej przez różne narodowe i międzynarodowe programy dla rozwoju gospodarczego – wojny z ubóstwem¹⁰, pożyczek Banku Światowego – uważając je za kolejne narzucone odgórnie rozwiązania, które z pewnością uśmiercą miejską gospodarkę. Ale w przeciwieństwie do neoliberałów, którzy ze swoim fundamentalizmem rynkowym dominowali do niedawna w życiu publicznym Stanów Zjednoczonych, Jacobs rozumiała, że tego rodzaju strategie sprzyjają pompowaniu dotacji do tych, których interesy są już zagwarantowane. Oczekiwała więc od rządu przyjęcia bardziej aktywnej roli „trzeciej siły” na rynku, gotowej do obrony młodych przedsięwzięć przed graczami o ugruntowanej pozycji. Zamiast obsesyjnie myśleć o ustabilizowaniu cyklu koniunkturalnego, opowiadała się za działaniami, które umożliwiłyby samoorganizującym się sieciom drobnych producentów rozwiązywanie problemów na nowo i naruszanie socjoekonomicznego status quo (zob. Na czym polega problem miast w części trzeciej).

Pomysły Jacobs były w większości lekceważone przez władze, ale sprawiły, że ona sama zaczęła myśleć dogłębnie o odwiecznej przepychance między rynkiem a rządem. Przetrwanie miast, jak stwierdziła podczas wystąpienia w Amsterdamie w 1984 roku, zależy od „sieci zaufania” istniejącej między ludźmi na polu ich codzienności zawodowej (zob. Obowiązki miast w części czwartej). Żeby ochronić niewyczerpane możliwości oferowane przez witalne miasta, społeczeństwo musiało przyjąć, że ten rodzaj zaufania jest zależny od moralności, którą nazwała później „kupieckim syndromem moralnym”, i dokładnie ustalić powiązania z rządem i innymi organami nadzoru, które kierują się odmienną moralnością, nazwaną przez Jacobs „syndromem opiekuna”. Jak pisała w 1992 roku w Systems of Survival, a także w zawartym tu wywiadzie Dwa sposoby na życie, opiekunowie cenią sobie lojalność, tradycję oraz prawo do stosowania podstępu i siły, podczas gdy ci, którzy kierują się „syndromem kupieckim”, preferują szczerość, innowacyjność i współpracę z „przybyszami i gośćmi”¹¹. Jacobs uważała, że te syndromy rządzą społeczeństwem na każdym poziomie, od polityki publicznej po indywidualne podejmowanie decyzji przez jednostkę. Rzecz jasna nie wszyscy przedsiębiorcy są uczciwi i nie wszyscy policjanci są lojalni, ale nadwyrężenie tych zasad – albo, co gorsza, wymieszanie ich i stworzenie „hybrydy moralnej” – może prowadzić do katastrofy.

Jacobs uważała wprawdzie, że władza powinna ingerować w rynek jako elastyczny regulator, ale jednocześnie sądziła, że niewskazane jest paranie się przez nią handlem i przemysłem¹². Biorąc pod uwagę to, że duża część polityki publicznej lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych – szczególnie w miastach – była realizowana w formie partnerstwa prywatno-publicznego, nic dziwnego, że nie widziała ona dostatecznych perspektyw dla dynamicznego rozwoju miast. Uważała, że brakuje odpowiedniej wizji „symbiotycznej” relacji pomiędzy dwoma „syndromami moralnymi”. Musiały one pozostać odrębne, ale wzajemnie korzystne. Utrzymanie tej równowagi było według niej kwintesencją „sztuki cywilizacji”, z którą musimy sobie radzić na co dzień w życiu publicznym¹³.

Poza problemami, które Jacobs rozważała w swoich książkach przez całe życie, Wielkie małe plany pokazują, że miała ona wiele przenikliwych spostrzeżeń na tematy, z którymi nie jest często kojarzona. W tekście Władze metropolitalne przedstawia jedno z pierwszych popularnych omówień „stogu siana w postaci zbioru udzielnych księstw”, który wciąż paraliżuje miasta. W tekście Zasada wróbla prowadzi rozważania o powiązanych ze sobą dziejach imperializmu i globalizacji. Gdzie indziej w tej książce podejmuje wiele tematów, które do dziś wciąż nie wybrzmiały, jak: nieposłuszeństwo obywatelskie i dynamika ruchów społecznych, odwieczna pułapka dostatku „środków na budowanie” i braku „środków na utrzymywanie” w sektorze publicznym, przyszłość przedmieść i drapaczy chmur, polityka rowerowa w mieście, nadchodzący boom miejskiego rolnictwa, problem planów zagospodarowania przestrzennego, a także mnóstwo innych, w tym feminizm, ochrona środowiska i imigracja, nie wspominając już o gentryfikacji, która tak dokucza dzisiejszym miłośnikom miast.

Istnieje pewne bardzo lubiane zdjęcie Jane Jacobs, na którym pisarka czeka na zarejestrowanie w areszcie. Siedzi obok Susan Sontag, wyglądającej – jak na nią przystało – buntowniczo. Jacobs wydaje się spokojniejsza, nieco zmęczona życiem, jakby po prostu cierpliwie znosiła kolejny biurokratyczny idiotyzm. Obie kobiety znalazły się tam wśród blisko 250 innych osób po demonstracji antywojennej przed wojskową komisją poborową na ulicy Whitehall w Nowym Jorku, w grudniu 1967 roku. To zdjęcie jest jak lata sześćdziesiąte w pigułce i umieszcza Jane w samym sercu tamtej epoki, a staje się jeszcze bardziej przejmujące, jeśli wiemy, co przyniesie przyszłość. Rok później wojna wietnamska sprawi, że frustracja, którą autorka zaczęła odczuwać dziesięć lat wcześniej w związku z ekspansją nowoczesnej urbanistyki, osiągnie apogeum, a Jacobs z rodziną uciekną ze Stanów Zjednoczonych do Kanady.

Śmierć i życie wielkich miast Ameryki to doskonała prognoza niepokojów tych czasów, jedna z pierwszych pozycji w cyklu znakomitych, rewolucyjnych książek z początku lat sześćdziesiątych, które wywołały zmianę w umysłach całego pokolenia, takich jak Growing Up Absurd Paula Goodmana, Wyklęty lud ziemi Frantza Fanona, Silent Spring Rachel Carson, Mistyka kobiecości Betty Friedan, Druga Ameryka Michaela Harringtona, Następnym razem pożar Jamesa Baldwina czy Człowiek jednowymiarowy Herberta Marcusego. Tak jak wielu innych pisarzy i myślicieli tamtych czasów Jacobs zyskała sławę, patrosząc utarte schematy myślowe. Pod koniec dekady, kiedy znalazła się na ławce w areszcie obok Susan Sontag, jej zdenerwowanie Nowym Jorkiem i Ameryką osiągnęło punkt krytyczny. W 1970 roku w wystąpieniu Na czym polega problem miast popiera walkę z budową miejskich autostrad, posługując się starym, dobrym sloganem lat sześćdziesiątych Power to the People! – władza w ręce ludzi!

Jane Jacobs (pierwsza z prawej) siedzi w celi więziennej obok Susan Sontag po aresztowaniu podczas demonstracji przeciwko wojnie w Wietnamie przed komisją poborową w Nowym Jorku w 1967 roku. Obie intelektualistki zostały aresztowane razem z ponad 250 innymi osobami, w tym doktorem Benjaminem Spockiem i poetą Allenem Ginsbergiem.

Fot. dzięki uprzejmości John J. Burns Library przy Boston College oraz spadkobierców Jane Jacobs

Ale jeśli spojrzeć dokładniej, obraz się komplikuje. Przy całym jej obrzydzeniu nadużywaniem władzy, żarliwie wyrażonym w tekście O nieposłuszeństwie obywatelskim zawartym w części trzeciej, teksty Jacobs nie do końca odnajdują się w towarzystwie radykalnych myślicieli tej epoki, takich jak Sontag i Fanon, Baldwin i Marcuse, Norman Mailer, Shulamith Firestone czy Michel Foucault. Podczas gdy pozostali ujawniali hierarchie i nurzali się w obrazoburstwie, czynili normą odmienność i kwestionowali zastany porządek, Jacobs skupiała się na odkrywaniu piękna i nieodzowności norm leżących u podstawy naszego funkcjonowania. Jej praca jest spokrewniona z teorią krytyczną, historią społeczną i innymi radykalnymi ideami tamtych czasów, ale Jacobs w istocie pracowała nad tym, aby zmienić sposób, w jaki rozumiemy życie miast i gospodarkę. Nie bała się burzyć utartych poglądów, ale chciała złożyć ich odłamki ponownie w całość, posługując się ideami, które inne ikony lat sześćdziesiątych uznałyby za zupełnie mieszczańskie¹⁴.

Jej poglądy polityczne, tak jak poglądy na urbanistykę, skłaniały się ku pragmatyzmowi. Z nieufnością podchodziła do większości utopii. Okrzyk paryskich strajków z 1968 roku – „Pod chodnikiem – plaża!” – prawdopodobnie by jej nie zainspirował. Pewnie by odparła, że pod miejskimi ulicami nie ma nic innego niż proch, w który wszyscy się obrócimy. Inny świat nie jest możliwy, szczególnie jeśli miałaby to być kraina mlekiem i miodem płynąca, do której dotrzeć można jedynie drogą rewolucji lub utopijnej fantazji. Lepszy świat już istnieje, właśnie na ulicach, czeka na to, aż go odkryjemy i wydobędziemy na światło dzienne – my wszyscy, a nie tylko radykalna awangarda.

Jacobs patrzyła podejrzliwie na każdą sytuację, w której ktoś mówił w imieniu ludzi, zamiast pozwolić im samym się wypowiadać. Tak jak wiele osób dojrzewających w czasie Wielkiego Kryzysu, drugiej wojny światowej i zimnej wojny, z niepokojem obserwowała autorytarny kierunek zmian w Związku Radzieckim i obawiała się, że nieodłącznymi cechami utopijnych koncepcji są rozkaz, przemoc i cenzura. Była nawet nieufna względem ruchów społecznych, do których dołączała, którymi kierowała i które zapewniły jej pamięć i podziw. W tekście Obowiązki miast martwi się, że ruchy społeczne zbyt często twierdzą, że przemawiają w imieniu ludzi, którzy w rzeczywistości nigdy się na to nie zgodzili. Protest był konieczną niedogodnością – zawsze narzekała na to, że kampanie przeciwko temu, co nazywała „absurdalnymi” planami, zakłócały jej pracę – ale sama potrzeba organizowania demonstracji była według niej objawem bankructwa instytucji.

Prawda jest taka, że dorobek Jacobs nie oferuje wiele wsparcia ustanowionym tradycjom politycznym – czy to radykalnym, czy konserwatywnym – ani oficjalnej działalności akademickiej. Jej myśli w równym stopniu inspirują i frustrują. Lewica uwielbia ją za sianie zamętu wśród ludzi i za jej demokratycznego ducha, ale nie podziela jej zaufania do sektora prywatnego. Prawica widzi w niej ukrytego sprzymierzeńca, chętnego do wspierania prywatyzacji, ale ignoruje ustępstwa, na jakie idzie względem państwa. Ekonomiści głównego nurtu przyswoili jej wytłumaczenie dodatkowych korzyści dla gospodarki płynących z konkurencyjnych, zróżnicowanych skupisk przedsiębiorstw – nazywają je „efektami zewnętrznymi Jacobs” – ale jednocześnie krytykują ją za gotowość do lekceważenia (niektórzy mówią: błędnego interpretowania) przyjętych dawno zasad i praktyk ekonomicznych, takich jak popyt i podaż czy analiza statystyczna. Architekci i urbaniści wzięli sobie jej krytykę do serca, ale czasem uważają, że wylała dziecko z kąpielą modernistycznej urbanistyki. Historycy i socjologowie doceniają szczegółowość jej obserwacji codziennego życia miejskiego, ale zarzucają jej pomijanie rasy, klasy i płci jako sił społecznych kształtujących zarówno politykę publiczną, jak i rynki prywatne. Argumentują oni, że rozwarstwienie społeczne będzie zawsze osłabiać samoorganizujące się sieci, które Jacobs chciała odkrywać i pielęgnować.

Jacobs uwielbiała drażnić wszelkich specjalistów i ideologów, od socjologów i urbanistów po libertarian i marksistów. Była ostrożna wobec tradycji myśli politycznej i z podejrzliwością podchodziła do sztywnych zasad dyscyplinarnej produkcji wiedzy naukowej. Pomimo zainteresowania systemem, według którego organizuje się życie, trzymała się na dystans od systemów myśli. Jej dorobek często wydaje się więc unikalny, oparty na jej różnorodnych pasjach, spostrzegawczości wobec szczegółów i procesów oraz swobodnym, nieuporządkowanym oczytaniu w historii, filozofii, ekonomii, naukach ścisłych i literaturze. Jest przy tym jedna myśl, na której opierała ona całą swoją pracę: była to podstawowa wiara w to, że rynek nie jest z natury nastawiony na wyzysk. Nierówności i kryzysy ekonomiczne to problemy do rozwiązania; usterki, a nie wrodzone cechy kapitalizmu.

Czytając Jacobs, można wręcz odnieść wrażenie, że ostatnie trzysta lat w ogóle się nie wydarzyło. Niektórzy mogą się zastanawiać, gdzie w świecie ulic, chodników i rzutkich drobnych przedsiębiorców podział się rozwój kapitalizmu i jego komplementarne efekty: wielkie bogactwo i wielkie nierówności. Gdzie jest industrializacja, silniki parowe, kolej i kominy fabryk nakładające na dzień ciemną od sadzy zasłonę? Gdzie jest powstanie i upadek niewolnictwa, formowanie się klasy robotniczej, komodyfikacja pracy ludzkiej, rasizm prowadzący do tłamszenia całych klas ludzi z powodu koloru skóry? Gdzie są finanse i kredyty jako narzędzia akumulacji, gdzie jest polityczne i prawne kreowanie korporacji jako bytu niewiele różniącego się od osoby? Gdzie jest ten wielki, jednoczący triumf nowoczesności, który sunie naprzód, formując gospodarkę władzy i przemocy, gospodarkę, w której podczas gdy Jacobs wchodziła w dorosłość, związki zawodowe ścierały się z szefami o warunki pracy na wielkich liniach produkcyjnych? A co ze zmieniającymi świat siłami, kształtującymi badane przez nią znękane miasta: deindustrializacją i mobilnością kapitału, globalizacją i outsourcingiem?

Oczywiście wiele z tych ważnych procesów było obecnych w jej pracy. Czytała Karola Marksa i Adama Smitha, pisała o Henrym Fordzie, braciach Dodge, General Motors i rozwoju Detroit. Opowiedziała o roli Eastman Kodak i Xerox w budowie i rozkładzie przemysłowego Rochester. Analizowała to, jak nowe technologie są w stanie niszczyć całe regiony i „sprawiać, że ludzie stają się niepotrzebni”¹⁵. Ale te przypadki nigdy nie trafiły na karty zwykłych narracji historycznych dotyczących rozwoju przemysłu czy nierówności w naszych czasach. Jacobs wolała wręcz ahistoryczne podejście do ekonomii i szukała zasad, które sprawdzały się na przestrzeni całej historii ludzkości. Wiele spośród jej modeli miało swój początek w czasach antycznych lub średniowieczu. Do opowiadania o schematach wolała wykorzystywać prehistoryczną osadę Çatal Hüyük na terenie dzisiejszej Turcji, historię starożytnego Rzymu albo pojawianie się średniowiecznych osad handlowych rozrzuconych na brzegach wschodzącego świata atlantyckiego. A co do dużych miast fabrycznych ostatnich dwustu lat, inspiracji szukała w tym, co nazywała „niezwyczajnymi wskazówkami” znajdującymi się w miejscach, gdzie małe firmy dominowały nad ogromnymi zakładami montażowymi: w Birmingham zamiast w Manchesterze, w Nowym Jorku zamiast w Detroit.

Jacobs starała się patrzeć na historię jak na pejzaż miejski. Rozglądała się za obiecującymi przykładami pojedynczych zjawisk, sytuacji, w których miasto lub życie gospodarcze zdawało się działać, a następnie próbowała zrozumieć procesy, które układały te dane w spójne systemy. Wielkie, bezkształtne kategorie, w szczególności te zawierające w sobie gwarancje tego, jak zachowają się ludzie, nie robiły na niej wrażenia. Klasa, kapitalizm, podział pracy – w mniemaniu Jacobs pojęcia te miały charakter opisujący, ale nie wyjaśniający. Nie były też siłami napędowymi historii ani fundamentalnymi zagadkami ludzkości. Dla niej stwarzały ryzyko wtłaczania nas do wcześniej ułożonych narracji, które ograniczają naszą zdolność rozumienia, w jaki sposób poszczególni ludzie tworzą i zmieniają rynek na co dzień.

Można powiedzieć, że wizja Jacobs jest u swych podstaw wizją rynków bez kapitalizmu. Nie jest to teoria oparta na historycznej dynamice przemian, lecz na stale istniejących możliwościach¹⁶. Rynek nie jest u Jacobs jedynie źródłem alienacji, lecz także miejscem wymiany i kontaktu, działającym nie tylko na rzecz ogólnej produktywności, ale i powstawania nowych idei, oraz miejscem pozwalającym ludziom awansować dzięki działaniu we wzajemnym porozumieniu. Jej idea życia społecznego nie bazowała na walce między pracownikami a kapitalistami czy na prawach popytu i podaży, ale na staraniach ludzi o stworzenie nowej pracy ze starej w społeczeństwie, które daje pierwszeństwo interesom o ustalonej pozycji. Nieduże, młode przedsiębiorstwa i zatrudniani w nich pracownicy, szczególnie ci zajmujący się rzeczami mało eleganckimi – wytwarzaniem na zapleczu najpotrzebniejszych produktów i usług, które rozwiązują codzienne problemy, na przykład przemysłowych środków klejących albo nowego rodzaju framugi – potrzebują ochrony przed szkodliwym nagromadzeniem biurokratycznej władzy, bez względu na to, czy chodzi o władzę korporacyjną czy rządową, prywatną czy publiczną. Nie dotyczy to tylko „innowatorów”, których tak dziś adorujemy. Jacobs uważała, że innowacje wprawdzie często rozwiązują ważne problemy, ale każdy rodzaj nowej, lokalnej pracy napędza gospodarkę. Kreatywne naśladowanie, a nie innowacja to według niej główna siła napędowa rozwoju gospodarczego. W pewien sposób było to dla niej najbliższe koncepcji utopii, jej wizji „władzy w rękach ludzi”. Sprawiedliwe miasto i państwo to miejsce, gdzie każdy może uwolnić swoje kreatywne instynkty do „targowania się”, improwizowania i wymyślania siebie na nowo, gdzie każdy ma okazję snuć swoje „wielkie małe plany”.

Pod koniec życia Jacobs zaczęła myśleć o stworzeniu autorskiej opowieści o wielkich przemianach ostatnich kilku stuleci. Odważyła się nawet spojrzeć na możliwe scenariusze przyszłości. W wystąpieniu Koniec epoki plantacji zawartym w części piątej rozwija teorię historii ludzkości, której nie dane jej było dokończyć. To tekst uzupełniający książkę Dark Age Ahead (2004), łagodzący jej ponure obawy przed tragedią dzięki przedstawionej w nim perspektywie głębokiej, zorientowanej na przyszłość transformacji.

Tytułowa epoka plantacji to długi okres historii ludzkości, z którego w jej mniemaniu dopiero teraz wychodzimy. Przez wieki, według Jacobs, ludzka praca była zorganizowana w formie odgórnego systemu „plantacyjnego”. To pojęcie przywodzi oczywiście na myśl koszmar niewolnictwa i pracy przymusowej, ale obejmuje też industrializację, która zmusiła całe armie pracowników do wykonywania rutynowych, „zaplanowanych naukowo” zadań. W przeciwieństwie do innych myślicieli, radykalnych, centrowych czy konserwatywnych, Jacobs nie postrzegała rewolucji przemysłowej jako przełomowego momentu w historii. Dla niej fabryka była tylko zmechanizowaną plantacją i znakiem swojego czasu na równi z odnową miast, wielkimi przedmieściami czy bliźniaczymi wieżami World Trade Center. Ten okres doprowadził być może do wypracowania wielkiego bogactwa – którego kulminacją był w miarę powszechny dobrobyt wynikający z dynamicznego rozwoju w połowie dwudziestego wieku – ale zawsze był tylko „monokulturą” idącą w nieunikniony sposób w kierunku stagnacji i marnotrawstwa. Mentalność plantacyjna wykorzystywała oszczędności wynikające ze skali i planowania wyników, zamieniając pracowników w wyrobników – każdy był niedoszłym „kupcem”, zdradzonym i zmarnowanym przez system. Ta produkcja dla produkcji przyćmiła tętniące życiem światy wymiany i codziennych innowacji, które istniały w miastach ożywionych handlem, z ich małymi przedsiębiorstwami, różnorodnymi populacjami i mieszankami funkcji wymagających osobistego kontaktu.

Ale ten okres, jak twierdzi autorka, może dobiegać końca. Co widzimy na horyzoncie? Jacobs nigdy nie chciała być prorokiem, ale pod koniec życia zaryzykowała przedstawienie dwóch związanych ze sobą, ale przeciwstawnych pomysłów. Jedną ścieżkę nazwała w Dark Age Ahead „upadkiem kulturowym”. Dowodem na nadchodzącą klęskę była według niej degradacja rodziny, społeczności, nauki, edukacji, rządzenia oraz etyki zawodowej w Ameryce Północnej. Zauważyła nawet ryzyko pęknięcia bańki na rynku mieszkaniowym w momencie, kiedy ta na początku nowego tysiąclecia zaczęła rosnąć. Ponad dekadę później trudno przestać się niepokoić. W czasach odnowionych nierówności i utrwalonego, strukturalnego rasizmu, kiedy w wodzie we Flint w stanie Michigan płynie ołów¹⁷, kiedy trwa ponury proces ujawniania brutalności policji, kiedy tak wiele osób po raz pierwszy dowiaduje się o podłych wyczynach kapitalizmu finansowego, symbioza pomiędzy „opiekunami” i „kupcami”, o której marzyła Jacobs, wydaje się stać na głowie. Opiekunowie śpią, są nieudolni, bezwzględni albo biorą w łapę, a handlarze zwyczajnie zdziczeli.

Ortodoksyjni myśliciele, zarówno lewicowi, jak i prawicowi, mogą uznać te skutki za nieodłączne cechy ich zwyczajowych wrogów: kapitalizmu albo zbyt rozbudowanego państwa, prywatyzacji albo państwa opiekuńczego. Jacobs miała inną wizję i proponowała możliwą drogę wyjścia z tego bagna. W tym samym wystąpieniu zauważa sygnały, że nie nadchodzi wcale wiek ciemny, ale „wiek kapitału ludzkiego”. Gdzie indziej, w notatkach do książki, którą chciała napisać – wstępnie zatytułowanej Krótka biografia rodzaju ludzkiego – nazywa to „drugą epoką kreatywności”. W zapiskach tych sugeruje, że rasizm i inne pochodzące z epoki plantacji „koncepcje porządku przemysłowego, przestrzennego i politycznego” to tylko „pozostałości” czy „anachronizmy”. Jednocześnie przewidywała, że dzięki wykorzystaniu swych kreatywnych instynktów ludzkość przeżyje epokę odrodzenia władzy ludu, a odzyskana symbioza kupców i opiekunów pchnie miasta z powrotem na drogę tworzenia „nowych rodzajów działalności”.

Jacobs nigdy nie dokończyła tego dzieła. Do ostatnich dni była bardzo świadoma tego, że każda innowacyjna tendencja może paść ofiarą typowej dla mentalności plantacyjnej pokusy wielkiej skali. Fakt, że w swoim ostatnim wystąpieniu nie chciała się zgodzić na to, że przyszłość jest z góry przegrana, wydaje się bardzo na miejscu. Jej radykalny pragmatyzm, zarówno w stosunku do tej, jak i do wielu innych kwestii, sprowokował ją do szukania sposobów na to, aby ludzie mogli żyć w nurcie swoich czasów, a jednocześnie, korzystając z tego, co już mają, zupełnie zmienić swój świat.

Bez względu na to, co myślimy o jej diagnozach i wizjach przyszłości – a z pewnością opierają się one na głębokiej wierze w dobro i pracowitość ludzi – obietnica chociażby odrobiny „więcej Jane Jacobs” jest na pewno potrzebna. Nawet jeśli trapi nas mnóstwo problemów – niebezpieczeństwa zmian klimatycznych, zazębianie się globalizacji i automatyzacji, zakorzenione ubóstwo i nierówności, bliźniacze zagrożenie ze strony terroryzmu i nacjonalizmu, a nawet zwyczajnie chybione projekty urbanistyczne i pełzająca gentryfikacja – ci, którzy od dawna śledzą dorobek Jacobs, z radością powrócą do niego w poszukiwaniu świeżej inspiracji do rozwiązywania problemów. A jeśli dla nowego pokolenia czytelników jej ożywcza, szczera zdolność do odsłaniania splecionych ze sobą kwestii miejskich, ekonomicznych i moralnych okaże się ekscytująca, może nas napawać otuchą fakt, że nawet w swoich ostatnich latach Jacobs wciąż parła naprzód, proponując nam nowe spojrzenie na śmierć i życie.



Samuel Zipp jest pisarzem i historykiem, autorem wielokrotnie nagradzanej książki Manhattan Projects: The Rise and Fall of Urban Renewal in Cold War New York, w której szerzej przedstawia historię sporów o odnowę miejską, które przyniosły Jane Jacobs ogólnoamerykańską sławę. Pisał artykuły i recenzje dotyczące urbanistyki i kultury dla „New York Timesa”, „The Washington Post” i „The National”. Jest profesorem nadzwyczajnym amerykanistyki i studiów miejskich na Uniwersytecie Browna.

Nathan Storring jest pisarzem, kuratorem oraz planistą i projektantem specjalizującym się w popularyzacji współczesnej urbanistyki i polityki miejskiej. Pracował jako kurator w założonej przez współpracowników Jane Jacobs Urbanspace Gallery w Toronto oraz przy stałych wystawach w Chicago Architecture Foundation i Boston Society of Architects. Pisał dla różnych mediów, w tym dla magazynów „Canadian Architect” i „Next City” oraz blogów Metropolitan Revolution i Project for Public Spaces, z którym regularnie współpracuje.
mniej..

BESTSELLERY

Kategorie: