Facebook - konwersja
Wyspa - Ebook (Książka EPUB) do pobrania w formacie EPUB
Pobierz fragment

Wyspa - ebook

Format ebooka:
EPUB
Format EPUB
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najpopularniejszych formatów e-booków na świecie. Niezwykle wygodny i przyjazny czytelnikom - w przeciwieństwie do formatu PDF umożliwia skalowanie czcionki, dzięki czemu możliwe jest dopasowanie jej wielkości do kroju i rozmiarów ekranu. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
, MOBI
Format MOBI
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najczęściej wybieranych formatów wśród czytelników e-booków. Możesz go odczytać na czytniku Kindle oraz na smartfonach i tabletach po zainstalowaniu specjalnej aplikacji. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
(2w1)
Multiformat
E-booki sprzedawane w księgarni Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu - kupujesz treść, nie format. Po dodaniu e-booka do koszyka i dokonaniu płatności, e-book pojawi się na Twoim koncie w Mojej Bibliotece we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu przy okładce. Uwaga: audiobooki nie są objęte opcją multiformatu.
czytaj
na tablecie
Aby odczytywać e-booki na swoim tablecie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. Bluefire dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na czytniku
Czytanie na e-czytniku z ekranem e-ink jest bardzo wygodne i nie męczy wzroku. Pliki przystosowane do odczytywania na czytnikach to przede wszystkim EPUB (ten format możesz odczytać m.in. na czytnikach PocketBook) i MOBI (ten fromat możesz odczytać m.in. na czytnikach Kindle).
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na smartfonie
Aby odczytywać e-booki na swoim smartfonie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. iBooks dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Wydawnictwo:
ISBN:
978-83-8154-438-2
Język:
Polski
Data wydania:
31 lipca 2019
Rozmiar pliku:
2,7 MB
Zabezpieczenie:
Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
24,90
Cena w punktach Virtualo:
2490 pkt.

Wyspa - opis ebooka

Milion funtów na głowę.
Oszałamiająca nagroda zwabia pięcioro przyjaciół na bezludną wyspę i przekonuje do udziału w pełnym zagadek turnieju Iron Teen, organizowanym przez milionera Marcusa Golda. Wykonując kolejne zadania, ścigając się z czasem i innymi zespołami, szybko orientują się, że tu nie chodzi o zwykłą zabawę, a gra toczy się o najwyższą stawkę ‒ ich życie. Czy w sytuacji zagrożenia życia przyjaciele: Ben, Lizzie, Will, Grady i Carmen będą trzymać się razem, aby przeżyć?
Przetrwają tylko najlepiej przystosowani...

FRAGMENT KSIĄŻKI

Prolog

– Co byście zrobili z milionem funtów?

Pytanie zabrzmiało poważnie. Zorientowałem się po tym, że wprowadzając nas do swojego pokoju, Lizzie nawijała na palce swoje ciemne, krótkie włosy. Była jedną wielką ekscytacją, kulą skoncentrowanej energii.

– Zaprosiłaś nas na test? – zapytał Grady, rzucając się na workowaty puf.

Wyszczerzył się do Lizzie spomiędzy kolan, którymi prawie grzmotnął o uszy. Potrafił być dość dziwny, ale uśmiech miał zaraźliwy, więc Lizzie odpowiedziała mu uśmiechem.

Oparłem deskorolkę o drzwi, wziąłem puszkę coli z sześciopaka, który Grady wyjął z plecaka, a resztę puściłem w obieg. Carmen już się rozgościła. Rozwalona na łóżku wypiła pół coli, zanim Lizzie zdążyła otworzyć swoją. Will, mój brat, wbił wzrok w przedostatnią puszkę, jakby się zastanawiał, czego Grady zażąda potem w zamian, jeśli ją teraz przyjmie.

Lizzie wciąż przeczesywała palcami włosy obcięte na pixie. Trzy lata temu zapragnęła zrobić sobie taką fryzurę. Matka jej zabroniła, ale Lizzie się uparła i upitoliła swoje długie warkocze nożyczkami do paznokci. Była karczemna awantura.

– Myślałem, że idziemy na miasto – zdziwiłem się.

– Najpierw muszę wam coś pokazać, więc posadź swój zadek, bo chwilę to potrwa. – Lizzie włączyła komputer, ale sama nie usiadła.

Monitor zaczął mrugać, a ja rozejrzałem się po jej pokoju. Kiedy byłem tu ostatnim razem, miała pasteloworóżowe ściany. Całymi dniami graliśmy w Legend of Zelda na jej Wii. Teraz ściany były jasnoszaroniebieskie. Miejsce Justina Biebera na plakatach zajęła Nina Simone, a w kącie leżał sprzęt wspinaczkowy. Ale biurko się nie zmieniło. Uśmiechnąłem się, gdy wyczułem pod palcami nasze inicjały, które wyryliśmy na jego prawym boku. Nie zmieniło się też łóżko: proste, z białego metalu, ozdobione u zbiegu prętów papierowymi ptaszkami i motylkami na drucikach. Gdy stanąłem na dywanie, przypomniałem sobie, jak leżeliśmy na nim z Lizzie, trzymając pady do konsoli.

– Już nie masz zakazu przyprowadzania chłopaków? – Will klapnął na krześle przy biurku, zadarł głowę i przerzucił grzywkę na bok.

Włosy permanentnie zasłaniały mu jedno oko, co mnie doprowadzało do szału, ale najwyraźniej podobało się dziewczynom.

– Za kilka miesięcy idę na uniwerek, więc mama trochę znormalniała – rzuciła Lizzie, nie odrywając oczu od ekranu.

– Rany, jak dobrze, że to już lato. Te egzaminy to koszmar! – Grady łyknął coli i westchnął. – Hej, słyszeliście o spisku Coca-Coli? – Nie czekał na odpowiedź. – Wiecie, że w Stanach cola jest główną przyczyną epidemii otyłości? W takiej puszce jest ponad czterdzieści miligramów sodu. Sód wzmaga pragnienie, więc pijesz więcej. Dlatego dodają tyle cukru, żeby zamaskować sód.

Wskazałem puszkę.

– Znaczy, że już nie chcesz?

– Jeśli wybierać, to świadomie. Mogę ją później popić wodą. – Grady beknął.

Carmen parsknęła śmiechem.

– Niezły z ciebie numer, Grady.

Will spojrzał na nią przeciągle, a potem odwrócił wzrok.

– Okej, jest! – Lizzie przekręciła monitor tak, żebyśmy wszyscy widzieli ekran, i wskazała na obracające się spiralne logo. – Popatrzcie.

Grady spojrzał na ekran i się skrzywił.

– Weź, zainstaluj sobie przyzwoity system. – Zmarszczył brwi. – Ten antyk ma takie słabe zabezpieczenia, że każdy je obejdzie. Choćby teraz ktoś może nas obser...

– Bo niby jesteśmy tacy interesujący? – uciąłem wywód Grady’ego.

W odpowiedzi skrzyżował ramiona na piersi. Zignorowałem to. Chciałem zobaczyć, co takiego w wyświetlanej stronie internetowej sprawiło, że Lizzie nie może ustać spokojnie.

Wskazała na obracające się logo.

Carmen z roztargnieniem potarła tatuaż pustułki na wewnętrznej stronie nadgarstka.

– „Co to jest Fundacja Golda”?

– No wiesz – pośpieszył z odpowiedzią Grady – jej szefem jest Marcus Gold, ten multimiliarder. To właściciel połowy Doliny Krzemowej. Jest założycielem organizacji dobroczynnych i ma własną linię lotniczą Goldstar. – Wziął głęboki wdech i ciągnął dalej: – Krążą plotki, że należy do Stowarzyszenia Czaszka i Kości na Uniwersytecie Yale. Na pewno jest masonem i prawdopodobnie stał za zamachami z jedenastego września. Co więcej...

– Za zamachami z jedenastego września stoją wyłącznie terroryści. – Lizzie zmarszczyła brwi.

Grady westchnął.

– Gdybyście choć zerknęli na mejle, które wam wysyłam...

Kopnąłem jego puf.

– Jak można brać na serio bzdury, które wypisuje David Icke? Ten gość podawał się za Syna Bożego. Weź na wstrzymanie, Grady.

– Hej! – Lizzie złapała myszkę i szybko przewinęła ekran na dół strony. – Spójrzcie.

Jesteś debeściakiem? Zawsze robisz wszystko, żeby zwyciężyć?

Masz świetną kondycję fizyczną?

15 sierpnia 2018 roku będziesz miał/-a 16–20 lat?

Możesz zebrać zespół składający się z 5 osób takich jak ty?

Chcecie wygrać po milionie funtów na głowę?

Osoby, które nie ukończyły 18. roku życia, mogą ubiegać się o uczestnictwo
po uzyskaniu zgody rodzica lub opiekuna prawnego.

Grady stoczył się z pufa i przybliżył do ekranu.

– Milion funtów... na łebka!

– Otóż to. – Lizzie pokiwała głową z ekscytacją.

Will ściągnął brwi.

– Dlaczego Gold oferuje aż tyle pieniędzy?

– Bo jest filantropem – odpowiedziała Lizzie. Grady prychnął donośnie, ale go zignorowała. – Patrzcie. Piszą, że chce pomóc bystrej, aktywnej młodzieży w życiowym starcie. „Zwycięzcy udzielimy konsultacji w kwestii najkorzystniejszych sposobów inwestowania wygranych pieniędzy”.

– Rady można wysłuchać, ale nie trzeba z niej skorzystać – zamyślił się Grady. – Już ja bym wiedział, co zrobić z taką kasą.

Carmen zaczęła szybko czytać dalszą część tekstu.

– Tu piszą, że trzeba będzie wypełnić mnóstwo formularzy.

– To będą zawody? – Will założył ręce za głowę. – Co będziemy musieli robić?

– Z zakwalifikowanych zespołów wylosują dziesięć, które wezmą udział w wyprawie. Polecą na należącą do Golda odległą wyspę, gdzie zostaną poddane próbom wytrzymałości i inteligencji. – Lizzie z trudem panowała nad podekscytowaniem. – Będą pewnie biegi na orientację, rozwiązywanie zagadek, poszukiwanie skarbów z GPS-em, wspinaczka skałkowa... No wiecie, takie rzeczy.

– Brzmi czadowo! – Spojrzałem na brata. Do tej pory nie miałem pomysłu na to, jak spędzimy lato. – Wchodzimy w to. Nawet bez nagrody. No nie, Will?

Wzruszył ramionami.

– To wszystko jest w naszym zasięgu. – Lizzie zaczęła podskakiwać z podniecenia. – Grady jest graczem, umie rozwiązywać zagadki. Will był najlepszy w biegach na orientację w „Księciu Edynburga” i nikt nie ma wątpliwości, że jest genialny. Ty potrafisz naprawić chyba wszystko, Ben, a kiedy Noah złamał nogę w zeszłym roku, Car świetnie się nim zaopiekowała. Jeśli przejdziemy wstępne sito, a potem loterię, to zwycięstwo mamy w kieszeni. Totalnie. – Lizzie zerknęła na Carmen. – Co ty na to?

– Sama nie wiem. – Carmen nie odwzajemniła spojrzenia. – Musiałabym wziąć wolne w pracy, a powiedziałam w salonie, że od przyszłego tygodnia mogę przejść na pełny etat.

– Na Ekspedycji Księcia Edynburga nieźle się bawiłaś.

– Bo mogłam popracować w schronisku dla zwierząt. Zresztą wzięłam w niej udział, bo obiecałaś, że w tym roku pojedziemy na czadowe wakacje, a to tutaj nie wygląda na dobrą zabawę.

– Ale, Car, pomyśl: milion funtów. – Will odgarnął włosy z oczu. – Miałabyś kasę, żeby pójść na weterynarię.

– To miał być sekret. – Przeszyła go wzrokiem. – Zresztą to tylko głupie marzenie.

– Nigdy mi nie mówiłaś, że myślisz o weterynarii! – Lizzie poprawiła okulary i usiadła obok Carmen. – Musisz pojechać z nami. Będziesz fantastycznym weterynarzem! – Uśmiechnęła się. – Bez ciebie nam się nie uda.

– No dobrze. – Carmen podniosła ręce. – W końcu nawet jeśli mnie wyleją, to do machania miotłą mogę się nająć gdzie indziej.

– A ty, Grady? – spytała Lizzy.

– Jeżeli wy bierzecie udział, to ja też.

Zgodziliśmy się, żeby Grady dołączył do naszego zespołu w „Księciu” tylko dlatego, że Noah miał wypadek, a ojciec Grady’ego podsunął nam jego kandydaturę. A jednak, mimo że miał swoje dziwactwa, cieszyłem się, że był z nami. Ilekroć Grady gdzieś się wybierał, zawsze miał ze sobą pełno gadżetów, był ucieleśnieniem starego motta skautów: „Bądź przygotowany”. Ponadto Will najwyraźniej go polubił, a to był zdecydowany plus.

– A więc jak, wchodzimy w to? – Rozejrzałem się.

– Będzie naprawdę zarąbiście! – Lizzie skoczyła na równe nogi i kliknęła w link do ściągnięcia formularzy.

Mój telefon mrugnął i zaczął wibrować.

– Will... Mama dzwoni.

– Do ciebie. – Will nawet nie podniósł wzroku.

Odstawiłem puszkę z colą i wyszedłem na schody. Nie wiadomo, w jakim nastroju mogła być mama. Nabrałem powietrza i na tak długo, na ile starczyło mi odwagi, pozwoliłem, żeby telefon dzwonił, aż wreszcie odebrałem.

– Gdzie jesteś? – warknęła.

– U Lizzie.

– Will jest z tobą?

– A gdzie ma być.

– Tylko nie tym tonem. – Wyobraziłem sobie, jak siedzi na krześle w korytarzu, a jasnobrązowa grzywka opada jej na twarz. Miała takie same włosy jak Will. Ja jestem rudy jak ojciec. – Pilnujesz go?

– Mamo, on ma prawie siedemnaście lat.

– Ale wiesz, że jest bardzo wrażliwy.

Zacisnąłem zęby.

– Tak, pilnuję go.

– Musisz się nim opiekować, Ben.

– Tak, mamo.

– To jego najbardziej dotknęło odejście ojca.

– Wiem, mamo.

Jej ton się zmienił.

– Tylko żebyście niczego tam nie jedli. Czekam na was z obiadem.

– Tak, mamo. To znaczy: nie jemy.

Pozwalała nam jeść tylko to, co sama przygotowała. W tym miesiącu przerabialiśmy dietę Atkinsa. Nigdy nie sądziłem, że kiedykolwiek zatęsknię za marchewką, a za talerz frytek normalnie dałbym się posiekać.

– Cały ojciec! Obiecujesz, a potem i tak robisz, co ci się podoba. – Zaczęła się nakręcać.

Pewnie już wstała z krzesła, a może i zaczęła chodzić.

– Przepraszam.

Odsunąłem telefon od ucha, żeby nie słyszeć jej tyrady.

– ...po odejściu ojca... jesteś odpowiedzialny... nie myśl sobie, że jesteś ponad to...

Odczekałem, aż się uspokoi.

– Wszystko jest w porządku. Naprawdę, mamo. Wrócimy na obiad.

– Obiecujesz?

– Zrób sobie herbatę, połóż się i odpocznij.

– To dobry pomysł, Ben. – Gdy jej głos złagodniał, odetchnąłem z ulgą.

Czy kiedy wyjedziemy z domu, będzie się martwić jeszcze bardziej? A może mniej? W końcu pozwoliła Willowi złożyć papiery i przystąpić do egzaminów na Oxford dwa lata wcześniej niż normalnie. Żeby móc się chwalić genialnym synkiem.

Wziąłem głęboki wdech.

– To na razie, tak?

Kiedy wróciłem do pokoju, Will podniósł głowę.

– Jak zwykle?

Rzuciłem telefon na łóżko.

– Jak zwykle.

Lizzie wcześniej wydrukowała papiery, ponieważ trzeba je było wypełnić ręcznie i wysłać pocztą. Pod moją nieobecność towarzystwo zabrało się do pracy. Carmen nuciła coś fałszywie nad swoim formularzem. Po chwili Lizzie podniosła się z dywanu i włączyła stary gramofon. Pokój wypełnił się głębokim głosem Niny Simone.

– Will? Myślisz, że mama pozwoli ci jechać z nami? – Lizzie wróciła do nawijania włosów na palce.

Miałem ochotę złapać ją za rękę, żeby przestała, ale zamiast tego mocniej ścisnąłem długopis.

– Pozwoli, na luzie – odpowiedział Will.

Aż prychnąłem.

– Wcale nie będzie „na luzie”. Ale myślę, że Will zdoła ją namówić. Łatwiej by było, gdybyśmy mogli podać w gazecie, że się zgłaszamy. To pewnie by jej się spodobało. Choć szansa na zdobycie dwóch milionów funtów też może ją przekonać.

– Nie rozumiem, po co mamy podpisywać jakąś durną klauzulę o poufności? Dlaczego nie możemy pochwalić się w gazecie? – Grady zmarszczył czoło. – To podejrzane. Gdyby ta cała sprawa była legalna, to ogłaszaliby się wszędzie.

– Przecież dali ogłoszenie w Internecie, Grady. – Lizzie postukała niecierpliwie ołówkiem. – A więc jest wszędzie.

– To wcale nie jest takie złe – zaoponowałem. – Bo im mniej ludzi wie o turnieju, tym większe mamy szanse, żeby przejść selekcję.

– A poza tym – dodała Carmen – naprawdę chciałbyś obtrąbić w gazetach, że przystępujemy do turnieju? Gdybyśmy odpadli, wtedy od razu stalibyśmy się pośmiewiskiem. A gdybyśmy wygrali, to zaraz wsiedliby na nas, żeby wydębić kasę – tak jak od mojego wujka Javiego.

– Masz wujka milionera? – spytałem cierpko.

Carmen parsknęła śmiechem.

– Nie! Wujek wygrał na festynie roczny zapas szynki. Potem ludzie wydzwaniali do niego dniami i nocami, licząc na darmową wyżerkę. – Sturlała się z łóżka. – Nie wiem, jaką mam grupę krwi. Zadzwonię do Mami. Kto mi pożyczy komórkę?

– Znowu nie masz nic na koncie? – Lizzie rzuciła jej telefon.

Carmen złapała go w powietrzu.

– Nigdy nie mam nic na koncie. – Tanecznym krokiem odpłynęła na korytarz i zeszła po schodach. – Buenos días, pani Bellamy. Cudownie dziś pani wygląda!

Pod nieobecność Carmen zacząłem wypełniać swój formularz i podniosłem głowę dopiero wtedy, gdy wskoczyła na łóżko, ogłaszając:

– Jakby ktoś pytał, to mam 0 Rh-.

– Dziwne, nie? – Lizzie ściągnęła brwi.

– Kobieto, przecież jestem Hiszpanką – powiedziała Carmen, jak gdyby to cokolwiek wyjaśniało.

– Tak naprawdę – odezwał się Grady – to znaczy, że jesteś potomkinią nefilimów... albo kosmitów. Opinie na ten temat są podzielone. Wyślę ci link.

Carmen znów się wyszczerzyła.

Lizzie dźgnęła mnie ołówkiem.

– Doszedłeś już do części drugiej, Ben? Te pytania są porąbane. Posłuchajcie: „Przetrwają tylko najlepiej przystosowani. Przegrani się nie liczą”.

Przewróciłem stronę.

– Jeszcze nie...

– Ciekawe, jak mamy odpowiedzieć. To znaczy: które odpowiedzi będą punktowane najwyżej. Spójrz. – Wcisnęła mi swój formularz.

Wskazałem pytanie na dole strony.

– To chyba proste, nie? Trzeba zaznaczyć: „Zdecydowanie się zgadzam”. Niech wiedzą, że jesteśmy rozważni, będziemy działać z głową i nie wpakujemy się w żadne kłopoty.

– A więc Carmen będzie musiała ściemniać. – Lizzie uchyliła się przed rzuconą przez Carmen poduszką. – Ale tak na serio to nie wiem, czego oni od nas oczekują. – Spojrzała na Willa. – Jak myślisz? Mamy napisać prawdę?

– Pytasz mnie, czy sądzę, że powinniśmy zmanipulować system? – Will skrzyżował ręce na piersi i wykrzywił usta w swoim typowym, lekko zjadliwym uśmieszku.

Spojrzałem na swój formularz.

– Naprawdę chcesz kłamać, Lizzie?

– Dla miliona funtów? No ba! – wykrzyknęła.

Potrząsnąłem głową.

– Tutaj jest dwieście pytań. Ten kwestionariusz jest tak skonstruowany, żeby nas złapać na kłamstwie. Poza tym tak naprawdę nie wiemy, jakich cech szukają u kandydatów, więc myślę, że powinniśmy odpowiadać szczerze.

Will kiwnął głową.

– Ben ma rację.

– Ty chcesz być szczery? – Lizzie wytrzeszczyła oczy. – Ty, Will Harper? – Odwróciła się do Carmen, która włosy z różowymi końcówkami przerzuciła przez ramię. – Carmen?

– Łatwiej będzie napisać, jak jest. I zabawniej.

– Zgadzam się. – Grady podrzucił długopis, ale nie udało mu się go złapać.

– A jakżeby inaczej – mruknęła Lizzie. – Dobra. Ale jeśli nas odrzucą, zanim dojdziemy do loterii, to będzie wasza wina.

1. Do Elizabeth Bellamy, Torbena Harpera, Williama Harpera, Grady’ego Jacksona i Carmen Holguín. Gratulujemy przyjęcia do tegorocznej edycji turnieju Iron Teen organizowanego przez Fundację Golda.

2. Prosimy stawić się 17 sierpnia o godzinie 10 w Terminalu 1 na lotnisku w Bristolu. Przypnijcie identyfikatory znajdujące się w niniejszym pakiecie startowym.

3. Polecicie bezpośrednio na Wyspy Owcze prywatnym samolotem linii Goldstar, lot nr GF124.

4. Przed wylotem prosimy się zaopatrzyć we wszystkie niezbędne przedmioty, ponieważ po wejściu na pokład nie będzie już możliwości dokonania zakupów.

5. Osoby spóźnione nie zostaną wpuszczone na pokład.

6. Lądowanie na lotnisku polowym na wyspie Fetlar planowane jest o godzinie 13. Pozostałe zespoły będą już na miejscu. Przewodnik odbierze Was z lotniska i wskaże miejsce przeprawy na wyspę Aikenhead, ale przesmyk będziecie musieli pokonać samodzielnie.

7. Aikenhead jest prywatną wyspą należącą do p. Marcusa Golda. Znajduje się tam wiele jaskiń. Faunę stanowią głównie owce, foki i ptactwo morskie, w tym maskonury. W wyszukiwarce Google nie znajdziecie wzmianki o Aikenhead, dlatego prosimy o zapoznanie się z broszurą dołączoną do pakietu startowego. Zawiera ona informacje na temat miejscowej fauny i flory oraz przeglądową mapę wyspy, do której odtąd będziemy się odnosić.

8. Po przeprawie na Aikenhead prosimy udać się do miejsca oznaczonego współrzędnymi 53.10: -04.21, gdzie umieszczono pierwszy punkt kontrolny na szlaku. Znajdziecie tam pierwszą wskazówkę odnośnie kodu potrzebnego do otwarcia zamkniętej skrytki umiejscowionej w następnym punkcie kontrolnym oraz koordynaty tego punktu.

9. Zamknięte skrytki będą się znajdować we wszystkich punktach kontrolnych. Elizabeth Bellamy, będąca kapitanem Waszego zespołu, potwierdzi przybycie zespołu do punktu kontrolnego, skanując odcisk kciuka w czytniku znajdującym się w skrytce, co pozwoli na jej otwarcie. W środku będzie się znajdować skrzynka geocache, której zawartość należy każdorazowo zabrać i zastąpić czymś o równej lub większej wartości.

10. Zwycięży drużyna, która dostarczy zawartość wszystkich skrzynek geocache do ostatniego punktu kontrolnego w najkrótszym czasie.

SKAN LINII PAPILARNYCH

Elizabeth Bellamy, ponieważ jesteś kapitanem zespołu, Fundacja Golda będzie potrzebować skanu linii papilarnych Twojego kciuka. Zainstaluj wskazaną aplikację na urządzeniu mobilnym z systemem iOS 8.0 lub późniejszym, a następnie przyłóż kciuk do skanera, wykonaj polecenia na ekranie i naciśnij przycisk „PRZEŚLIJ”. Bez dopełnienia tej formalności Twój zespół nie zostanie dopuszczony do udziału w turnieju.

D. Hodgekiss

Flora i fauna wyspy Aikenhead

Opublikowano za zgodą Fundacji Golda

Ostatni lodowiec ustąpił z powierzchni wyspy Aikenhead około 10 tysięcy lat temu, w wyniku czego możemy teraz oglądać nagi, skalisty krajobraz wypełniony złomami skalnymi, żwirem, piaskiem i błotem. Z czasem pojawiły się tam drzewa: wierzba, leszczyna, jarzębina, topola i brzoza. W epoce brązu warunki klimatyczne uległy pogorszeniu, pozostawiając po sobie wrzosowiska z bagnami torfowymi oraz łąki, praktycznie bez żadnej otuliny leśnej. W ostatnich latach Fundacja Golda dokonała miejscowych nasadzeń jarzębiny i brzozy w celu odświeżenia ekosystemu wyspy.

Wiejące nad wyspą wiatry znad północnego Atlantyku osiągają w porywach 278 km/h. Erozja w wyniku działania fal wytworzyła klify, jaskinie, łuki skalne i długie, wąskie zatoki wcinające się w skaliste wybrzeże (geo). Od południa opływa wyspę stosunkowo ciepły Prąd Północnoatlantycki. Tamtejsze wody są bogatym źródłem planktonu stanowiącego podstawę wyżywienia dla różnorodnej fauny morskiej. W wodach Szetlandów zidentyfikowano ponad osiemnaście gatunków waleni. Gatunki najpowszechniej występujące wokół Aikenhead to orki, delfinowce białonose, delfinowce skośnozębe i delfiny Risso. Pojawiają się też płetwale karłowate. Częstymi gośćmi są tu foki szare (szatynki morskie) i pospolite. Jesienią przypływają do jaskiń na Aikenhead, żeby wydać na świat młode. Foki szare mają wydłużony nos i są mocnej budowy ciała (dotyczy to zwłaszcza samców, które mogą mierzyć 210 cm długości i ważyć 230 kg). Foki pospolite są mniejsze. Ich samce osiągają od 140 do 190 cm długości i mają okrąglejsze głowy, bardziej przypominające głowę psa. Widuje się tam również wydry, zwłaszcza w zatokach, do których spływają strumienie.

Sięgające 130 metrów wysokości przybrzeżne klify Aikenhead stanowią naturalne siedlisko dla gniazdującego na skałach ptactwa morskiego, którego populacja przekracza 70 tysięcy osobników. W okresie od kwietnia do września przebywa tu bardzo liczna kolonia głuptaków białych, pikujących do wody z wysokości trzydziestu metrów w celu połowu makreli i innych ryb. Jest to widok zapierający dech w piersiach. Od maja do września gniazdują na klifach również fulmary zwyczajne, rissy, kormorany czubate, nurniki zwyczajne i mewy. Bytuje tam też liczna kolonia maskonurów.

Ciągnące się ponad klifami wrzosowiska zamieszkiwane są przez wydrzyki wielkie (skua). Należy zachować ostrożność, ponieważ atakują one intruzów na swoich terenach lęgowych. Słodkowodne jeziora wyspy są terenami lęgowymi nurów rdzawoszyich. Ptaki te wydają charakterystyczny wysoki okrzyk: „Ja-ruu! Ja-ruu! Ja-ruu”!

Roślinność nie osiąga dużej wielkości i jest niskopienna. Względnie obficie rośnie tu wierzba karłowata. Znaczną część powierzchni Aikenhead pokrywają wrzosowiska, czyli grzęzawiska torfowe porośnięte szorstkimi trawami, roślinami ciborowatymi, na przykład wełnianką, wrzosem, orchideą czy łomką zachodnią. Natomiast na piaszczystych glebach polodowcowych rosną głównie wrzos i trawy oraz kilka rzadszych gatunków, takich jak podejźrzon, i storczykowate (ozorka zielona i gółka długoostrogowa), ukwap dwupienny oraz len przeczyszczający.

------------------------------------------------------------------------

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

------------------------------------------------------------------------Przeczytaj także

Przeprowadzka ze Sztokholmu na odludną północ Szwecji na plantację choinek jest wystarczająco beznadziejna, ale kiedy śnieg zaczyna padać wcześniej niż zwykle i rodzina Strombergów zostaje odcięta od reszty świata, robi się jeszcze gorzej. Ponieważ nie ma tu nic do roboty, a jedynym towarzystwem są stara gospodyni i niezainteresowani nikim rodzice, zostaje tylko eksplorowanie starego domu. Cokolwiek, byle pozostać z dala od niekończącego się mrocznego morza choinek za oknem. Szybko okazuje się, że niebezpieczeństwa czyhające w starym domu są znacznie gorsze niż te czające się na zewnątrz...

Oto fragment powieści.

Wszedłem do biblioteki i jej wielkość mnie oszołomiła. (...) Biblioteka musiała zawierać tysiące tomów, bo wypełniały one półki od podłogi do sufitu. Wszystkie były oprawione w skórę i ustawione tak idealnie, jak gdyby nikt nigdy ich nie czytał. Albo – co bardziej prawdopodobne – jakby ktoś miał obsesję na punkcie ciągłego odkurzania. No to już wiedziałem, co Dorotea robi całymi dniami.

(...) Nie wyglądała ona na pomieszczenie, w którym przesiadywał poprzedni właściciel. (...) Wszystko wyglądało tu jak w muzeum. Ciekawe, od jak dawna była tak wyposażona i do kogo należała. Zastanowiło mnie też, jak to się stało, że wszystko było na swoim miejscu. (...) Pewnie i w tym Dorotea maczała swoje paluchy.

Sprawdziłem kolejne pokoje. We wszystkich było tak samo – meble i bibeloty znajdowały się na swoim miejscu. Kupiliśmy tę budę razem z psem, łańcuchem i pchłami. Nikt nie zadał sobie trudu, żeby zabrać swój dobytek. (...)

A jednak, kiedy tak kombinowałem, zaczęło mi się to wydawać dziwne. Na ścianach wciąż wisiały obrazy, na regałach stały książki, a w jednym z pokojów urządzono gabinet (...). Szarpnąłem za jedną z szuflad (...). Zawierała mnóstwo papierów. (...) Rozumiem, że zostawili meble, a nawet obrazy – może nie chciało im się szarpać z pakowaniem, magazynami i bawić się w sprzedawanie. No, ale żeby zostawiać osobiste papiery?

Za to nigdzie nie rzuciły mi się w oczy żadne zdjęcia. Zwróciłem uwagę na ich brak, bo chciałem zobaczyć, jak wyglądali ludzie, którzy mieszkali tu wcześniej. Jeśli tak jak Dorotea, to perspektywa rozciągająca się przed rodziną Strombergów – czyli naszą – była nieciekawa. Może z takim właśnie wyglądem kończyli wszyscy, którzy trochę pomieszkali w tych okolicach? Może (...) wegetacja w tej głuszy wyssała z niej resztki życia? Niewykluczone. (...) Ale zauważyłem też coś innego. Mianowicie nie było żadnych miejsc po zdjęciach ani na stołach, ani na półkach, tam, gdzie mogła stać ramka, ani jaśniejszych plam na ścianach po fotografiach, które usunięto. Przeszło mi więc przez myśl, że w ogóle nigdy ich tu nie było, co również wydało mi się ciut dziwaczne. (...)

I wtedy ją zobaczyłem. Wychodziłem właśnie z jednego pokoju, żeby przejść do innego, gdy włoski zjeżyły mi się na karku. Znacie to uczucie, kiedy ktoś was obserwuje? Odwróciłem się, żeby spojrzeć w głąb korytarza. Stała tam Dorotea. Ramiona wisiały jej luźno wzdłuż boków. Patrzyła na mnie. (...) Na zewnątrz, za jej plecami było widać ciemną ścianę drzew. Żeby się tam znaleźć, musiała przejść obok pokoju, w którym buszowałem, więc na pewno mnie usłyszała. Ale ona, zamiast wsadzić głowę do środka, żeby zobaczyć, co tam się dzieje (...), postanowiła przejść obok niego i zaczaić się na mnie w cieniu.

(...) Szpiegowała.

Wbiłem w nią wzrok, ale się nie poruszyła. W końcu odwróciłem się i odszedłem do głównego holu, zmierzając ku schodom (...). Przez cały czas czułem na plecach jej wzrok. Wyobraziłem sobie, że porusza się szybciej, niż to możliwe. Sunie przygięta do ziemi, wbijając we mnie te swoje stare, wodniste, wytrzeszczone ślepia, gotowa... no właśnie, gotowa zrobić co?

Walczyłem ze sobą, żeby się nie odwrócić i nie spojrzeć za siebie. Powstrzymałem się od ucieczki. Tytanicznym wysiłkiem woli podszedłem do schodów i zacząłem wchodzić. (...) Obejrzałem się dopiero w połowie schodów, ale na dole nie było Dorotei. Może jednak miała jakiś powód, żeby znaleźć się w jednym z pokojów, w których myszkowałem, i wróciła tam, żeby zrobić to, co zaplanowała. Wytłumaczyłem sobie, że na pewno tak było, bo w przeciwnym razie musiałaby przemknąć korytarzem i pokonać hol za moimi plecami niesłyszana i niezauważona. Mówiąc szczerze, niespecjalnie uśmiechała mi się myśl, że stara może być do tego zdolna.
mniej..

BESTSELLERY