Facebook - konwersja
Czytaj fragment
Pobierz fragment

Playful Parenting. Rodzicielstwo przez zabawę - ebook

Wydawnictwo:
Tłumacz:
Data wydania:
1 stycznia 2016
Format ebooka:
EPUB
Format EPUB
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najpopularniejszych formatów e-booków na świecie. Niezwykle wygodny i przyjazny czytelnikom - w przeciwieństwie do formatu PDF umożliwia skalowanie czcionki, dzięki czemu możliwe jest dopasowanie jej wielkości do kroju i rozmiarów ekranu. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
, MOBI
Format MOBI
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najczęściej wybieranych formatów wśród czytelników e-booków. Możesz go odczytać na czytniku Kindle oraz na smartfonach i tabletach po zainstalowaniu specjalnej aplikacji. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
(2w1)
Multiformat
E-booki sprzedawane w księgarni Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu - kupujesz treść, nie format. Po dodaniu e-booka do koszyka i dokonaniu płatności, e-book pojawi się na Twoim koncie w Mojej Bibliotece we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu przy okładce. Uwaga: audiobooki nie są objęte opcją multiformatu.
czytaj
na tablecie
Aby odczytywać e-booki na swoim tablecie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. Bluefire dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na czytniku
Czytanie na e-czytniku z ekranem e-ink jest bardzo wygodne i nie męczy wzroku. Pliki przystosowane do odczytywania na czytnikach to przede wszystkim EPUB (ten format możesz odczytać m.in. na czytnikach PocketBook) i MOBI (ten fromat możesz odczytać m.in. na czytnikach Kindle).
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na smartfonie
Aby odczytywać e-booki na swoim smartfonie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. iBooks dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Czytaj fragment
Pobierz fragment
34,90

Playful Parenting. Rodzicielstwo przez zabawę - ebook

Dziecko marudzi przy ubieraniu, nie chce iść do przedszkola, obraziło się na cały świat? Zamień to w zabawę!

„Rodzicielstwo przez zabawę” to nie tylko tytuł książki, ale przede wszystkim zupełnie nowa koncepcja budowania relacji w rodzinie. To odkrywcze spojrzenie na rolę zabawy w życiu dziecka – nie tylko jako sposobu spędzania czasu, ale przede wszystkim jako środka do wzmocnienia pewności siebie, poznawania świata, komunikowania się, radzenia sobie z codziennymi stresami. Uznany amerykański psychoterapeuta Lawrence J. Cohen pokazuje, jak poprzez zabawę możemy włączyć się w świat dzieci, pomóc im w wyrażaniu emocji, nauczyć współpracy bez walki o władzę – i oczywiście świetnie się przy tym bawić!

Po „Rodzicielstwo przez zabawę” powinni sięgnąć zarówno ci rodzice, którzy kochają dziecięce zabawy, jak i ci, którzy mają ochotę zatkać uszy, kolejny raz słysząc „pobaw się ze mną” – wszyscy, którzy potrzebują skutecznego narzędzia do radzenia sobie z codziennymi trudami wychowawczymi. To także znakomita pozycja dla nauczycieli i opiekunów – wspaniale pokazuje, jak zabawa może pomóc kształtować relacje w grupie.

Z książki dowiesz się, w jaki sposób dzięki zabawie można:

–                    nauczyć dziecko rozumienia i wyrażania emocji

–                    przełamać jego nieśmiałość

–                    rozwiązać problemy z zachowaniem

–                    wzmocnić dziecięcą pewność siebie

–                    pomóc rodzeństwu żyć w zgodzie

Lawrence J. Cohen jest doktorem psychologii specjalizującym się w terapii dzieci i rodzin poprzez zabawę, współautorem książek The Art of Roughhousing, Best Friends, Worst Enemies oraz Mom, They’re Teasing Me, stałym felietonistą The Boston Globe. Prowadzi warsztaty z rodzicielstwa przez zabawę dla rodziców, nauczycieli i osób zawodowo stykających się z dziećmi.

O książce:

Cudowna książka dla wszystkich dorosłych, którzy z troską i miłością chcą pomagać dzieciom w radzeniu sobie z trudnościami przez głębokie relacje i zabawę. Z przyjemnością polecam ją wszystkim rodzicom i osobom pracującym z dziećmi. Bardzo się cieszę, że „Rodzicielstwo przez zabawę" jest już dostępne w polskim wydaniu.

Agnieszka Stein, psycholog dziecięca

Kategoria: Psychologia
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-65087-31-7
Rozmiar pliku: 2,0 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

ROZDZIAŁ PIERWSZY POŁĄCZ RODZICIELSTWO Z ZABAWĄ

Zabawa to istota życia¹

Przypomnijmy sobie pełne uczucia spojrzenie niemowlęcia, uścisk niepewnie trzymającego się na nogach, stawiającego pierwsze kroki dziecka (wszystkie chwyty dozwolone!), intymny świat przy opowiadaniu bajki na dobranoc albo spacer w ciszy, kiedy trzymamy dziecko za rękę. Te chwile, kiedy odczuwamy prawdziwą bliskość z naszymi dziećmi, są jedną z największych nagród za ciężką pracę towarzyszącą rodzicielstwu. A jednak nierzadko zdarza się, że nie jest nam dane tego zaznać. Toczymy boje, zamiast budować partnerskie relacje. Wiadomo, do czego to prowadzi: niepocieszone niemowlę, dziecko w napadzie złości, trzecioklasista obrażony na cały świat, bo kazano mu wcześnie iść do łóżka, dwunastolatka zamykająca się w pokoju.

Naturalna u dzieci żywiołowość i ciekawość świata często ustępują czemuś, co nazywam „kłótniami i odgryzaniem się”. Ich miejsce zajmuje zamykanie się w pokoju lub gra na Gameboyu. W międzyczasie nasza głęboka rodzicielska miłość zmienia się w uczucie przykrości i urazę, a nawet wściekłość. Zrzędzimy i wymyślamy kary albo mówimy: „Jak tak, to siedź w swoim pokoju”. Zaczynamy krzyczeć, kiedy nie mamy już siły albo po prostu dlatego, że tylko tak umiemy sobie poradzić z podobną sytuacją. Wszystko to dlatego, że czujemy się bezradni, odrzuceni i odcięci. Tak samo, jak nasze dzieci, chcemy odnaleźć zagubioną bliskość, ale często nie wiemy, jak tego dokonać. Kochamy je, ale z czasem coraz trudniej jest nam sobie przypomnieć te dziecinne spojrzenia, które sprawiały, że wręcz rozpływaliśmy się pod nawałem uczucia. Jeśli już, to jest to słodko-gorzkie wspomnienie, tak jakby ta bliskość została utracona na zawsze.

Zabawa – oraz rodzicielstwo przez zabawę – może pomóc odbudować ten utracony most, który umożliwi powrót do głębokiej więzi emocjonalnej łączącej rodzica i dziecko. Zabawa, z całą jej żywiołowością i pełnym radości byciem razem, pomoże złagodzić stres towarzyszący rodzicielstwu. Rodzicielstwo przez zabawę pozwoli wejść do świata dziecka na jego własnych warunkach i odbudować bliskość, pewność siebie i relację z dzieckiem. Jeśli tylko wszystko jest w porządku, zabawa pozwala dotrzeć do świata, gdzie dzieci są radosne, zaangażowane, twórcze i chętne do współpracy. Zabawa jest też dziecięcym sposobem na oswajanie świata; przez nią odkrywają go, nadają sens swoim nowym doświadczeniom i dochodzą do siebie po życiowych porażkach. A jednak rodzicom nie zawsze jest łatwo oddać się zabawie, gdyż tak wiele już zapomnieli. Czasem wydaje się wręcz, że rodzice i dzieci żyją w zupełnie różnych światach, mimo że mieszkają przecież w tym samym domu. Ulubione zajęcia wydają nam się nawzajem nudne lub osobliwe: jak ona może przez całe popołudnie ubierać lalki Barbie? Jak oni mogą przez cały wieczór tylko siedzieć w jednym miejscu i rozmawiać?

Rodzicielstwo i zabawa na pierwszy rzut oka wydają się nie iść ze sobą w parze, ale czasami potrzebujemy jedynie pierwszego bodźca, by odnaleźć się nawzajem i zacząć się świetnie bawić. Byłem kiedyś na koncercie plenerowym i tańczyłem właśnie z boku widowni wraz z moją dziewięcioletnią córką, kiedy niedaleko nas stanęła pewna kobieta z synem. Zaczęła tańczyć, ale on po prostu stał obok niej ze skrzyżowanymi rękoma i trochę się wstydził do niej dołączyć teraz, kiedy już znalazł się na miejscu. Miał jakieś sześć czy siedem lat. Jego matka zapytała, zaczynając się już denerwować: „Zaciągnąłeś mnie tutaj, a teraz nie chcesz tańczyć?”. Jeszcze mocniej skrzyżował ramiona i dosłownie zaparł się nogami. Wiadomo, dokąd to zmierzało. Powiedziałem: „O nie, on wymyślił zupełnie nowy taniec!” – i skrzyżowałem ręce zupełnie jak on, uśmiechając się do niego szeroko. Odpowiedział uśmiechem i zmienił położenie rąk, a ja zrobiłem tak samo. Jego mama od razu załapała, o co chodzi i też zaczęła go naśladować. Po chwili wszyscy tańczyliśmy jego taniec, włączając w to moją córkę, która cierpliwie czekała, aż skończę swoje „rodzicielstwo przez zabawę” i znowu poświęcę jej całą swoją uwagę. Odrobina zabawy całkowicie zmieniła sytuację.

Ten krótki epizod ilustruje, w jaki sposób rodzicielstwo przez zabawę można wprowadzać w życie w każdym miejscu i czasie, a nie tylko w momencie przeznaczonym na zabawę. Rodzicielstwo przez zabawę zaczyna się od zabawy, ale mieści w sobie znacznie więcej – od pocieszania płaczącego niemowlęcia po wspólne wałęsanie się po galerii handlowej; od walki na poduszki po demontowanie dodatkowych kółek od roweru; od ustalania zasad po radzenie sobie z emocjonalnymi konsekwencjami wypadku na placu zabaw; od szykowania się do szkoły po słuchanie o lękach i marzeniach dziecka przed pójściem spać. Niestety wiele z tych prostych interakcji czasami wydaje się być poza naszym zasięgiem, ustępując miejsca różnym komplikacjom i urazom.

Nie ulega wątpliwości, że my, dorośli, nie mamy zbyt wiele czasu na szaleństwo i zabawę. Nasze życie jest pełne stresu, obowiązków i ciężkiej pracy. Często zabieramy się za zabawę z dziećmi wtedy, kiedy czujemy się zesztywniali, zmęczeni i łatwo ulegamy nudzie – zwłaszcza wtedy, kiedy musimy się przestawić po dniu pełnym stresującej pracy albo obowiązków domowych. Czasami mamy nawet ochotę robić to, czego chcą od nas dzieci – jak mama na koncercie – ale zaczynamy się denerwować, kiedy zabawa nie toczy się zgodnie z naszymi oczekiwaniami albo kiedy wymagają od nas zbyt wiele.

Niektórzy z nas nie potrafią odstawić na bok swojej chęci współzawodnictwa lub potrzeby sprawowania kontroli. Zaczynamy się nudzić, zrzędzimy i ulegamy frustracji. Nie umiemy przegrywać. Upieramy się, by uczyć, jak rzucać piłkę we właściwy sposób, choć nasze dziecko po prostu chce sobie tylko porzucać. Narzekamy na to, że dzieci nie potrafią się skoncentrować, a ile czasu sami możemy siedzieć i grać w kulki, Monopol, odgrywać role czy bawić się lalkami, zanim się znudzimy, coś odwróci naszą uwagę lub stwierdzimy, że praca albo obiad są ważniejsze?

Kiedy moja córka była w przedszkolu, wymyśliła świetną grę, która sprawiła, że otworzyłem się na zabawę, zamiast krzyczeć, by się pospieszyła z szykowaniem do wyjścia. Pewnego poranka zeszła na dół, schowała za drzwiami i szepnęła do mnie: „Udawaj, że ciągle jestem na górze i że zaraz się spóźnimy, i jesteś na mnie straszliwie zły”. Krzyknąłem więc w kierunku schodów: „Zaraz się spóźnimy i jestem straszliwie zły!” i zacząłem biegać dookoła, i tupać nogą. Ona ciągle chowała się za drzwiami i chichotała, zakrywając ręką buzię. Powiedziałem: „Lepiej zejdź na dół, bo pójdę bez ciebie. Pójdę do przedszkola zupełnie sam!”. Zaczęła się śmiać na głos, więc udawałem, że jej nie słyszę. Pozwoliłem jej wyślizgnąć się przede mną, a sam odegrałem scenę wychodzenia z domu bez niej, udając, że jej nie dostrzegam. Wsiadła do samochodu, a ja głośno mówiłem sam do siebie: „Jestem wściekły. Nauczycielki będą się pytały, gdzie jest Emma, a ja odpowiem ›nie była gotowa do wyjścia, więc poszedłem bez niej‹”. Nie mogła przestać się śmiać i chichotała, starając się podtrzymywać iluzję, że jej tam nie ma. Wychodzenie do przedszkola niespodziewanie okazało się świetną zabawą także dla mnie! Udawanie złości pozwoliło mi się nie zdenerwować, a Emmie zabawa zamiast krzyku pomogła szybciej przygotować się do wyjścia!

DLACZEGO DZIECI SIĘ BAWIĄ

Niektóre dzieci są naturalnymi przywódcami, a pozostałe wolą podążać za innymi; niektóre wolą się przebierać i odgrywać historie, a inne uwielbiają grę w piłkę. Jednak właściwie każde dziecko posiada instynkt zabawy, który budzi się do życia zaraz po urodzeniu, a w wieku dwóch czy trzech lat jest już w pełnym rozkwicie. Bawić się można zawsze i wszędzie: to alternatywny świat wyobraźni i fantazji, który jest przed dziećmi zawsze otwarty. Dla dorosłych zabawa oznacza rozrywkę, ale u dzieci bardziej przypomina pracę. W przeciwieństwie do wielu dorosłych, dzieci na ogół kochają swoją pracę i rzadko domagają się urlopu. Zabawa jest też u dzieci jednym z podstawowych sposobów komunikacji, doświadczania świata i uczenia się.

Widać od razu, że dziecko, które nie chce lub nie potrafi się bawić, znajduje się w stanie poważnego napięcia emocjonalnego, podobnie jak dorosły, który nie potrafi pracować albo traci mowę. Ciężko skrzywdzone i zaniedbane dzieci często trzeba najpierw nauczyć zabawy, zanim rozpocznie się terapię przez zabawę. Dlaczego praca dzieci uważana jest dzisiaj za zbrodnię? Bo sprawia, że dzieci dorastają bez dzieciństwa, bez możliwości zabawy. Jeszcze gorzej, kiedy celem ich pracy jest zapewnienie dorosłym czasu na rozrywkę, tak jak opowiada o tym ten dziewiętnastowieczny wiersz autorstwa Sarah Norcliffe Cleghorn:

Pola golfowe tak blisko młyna

Pola golfowe tak blisko młyna są,

że prawie każdego dnia

pracujące dzieci patrzą i widzą

jak towarzystwo gra.

Wielu ekspertów opisuje zabawę jako miejsce – miejsce ze sfery magii i wyobraźni, miejsce, gdzie dziecko może być w pełni sobą. Psycholog Virginia Axline opowiedziała taką historię o grupie dzieci w przedszkolu: „Usypują sobie górę, wspinają się na nią i wykrzykują tak głośno, by usłyszał je cały świat: ›Umiem usypać sobie górę albo mogę ją zburzyć. Tutaj na szczycie jestem duży!‹”². O istocie zabawy przypomniałem sobie podczas przyjęcia z okazji trzecich urodzin mojej córki. Zaplanowałem różne gry i zabawy dla dzieci w parku po przeciwnej stronie ulicy i oczywiście, jak na prawdziwego psychologa przystało, wyjaśniłem zasady wszystkich tych skomplikowanych gier dzieciom, które stały dookoła i patrzyły na mnie tak, jakbym był jakimś ufoludkiem. Nie wiedziałem, co robić. Dzieciaki były zbyt podekscytowane, by wracać do domu, ale nie miały ochoty na moje gry. Wtedy włączyła się moja żona i powiedziała: „Dobra, a teraz wszyscy biegniecie na drugi koniec parku i z powrotem!”. I wszyscy pobiegli przez park, wznosząc radosne okrzyki, i co i rusz wybuchając śmiechem, a potem przybiegli do nas z powrotem i padli na ziemię, chichocząc i z trudem łapiąc oddech. Popatrzyli na mnie, a jeden z chłopców powiedział: „Fajna zabawa, zrobimy to jeszcze raz?”. To starczyło mi za wszelkie wyjaśnienia.

Niemniej jednak nie mogę do końca porzucić tematu poważnej strony zabawy. Zabawa jest fajna, ale jest też pełna ukrytych znaczeń i bardzo złożona. Im inteligentniejsze zwierzę, tym więcej czasu poświęca na zabawę. W przeciwieństwie do ślimaków czy drzew. Człowiek zdobywa wiedzę o świecie i sobie samym dzięki odkrywaniu ich przez praktykę. Część procesu uczenia się po prostu dzieje się sama, towarzysząc naszemu życiu, lecz inna część zachodzi właśnie przez zabawę. Ludzkie dzieciństwo staje się coraz dłuższe i dłuższe, co oznacza też coraz więcej czasu na zabawę. Zabawa jest ważna nie dlatego, że dzieci poświęcają na nią tak wiele czasu, ale dlatego, że nawet najzwyklejsza składa się z wielu warstw znaczeń.

Weźmy na przykład tak prostą grę jak łapanie piłki – dziecko i rodzic rzucają sobie piłkę do baseballa. Tak jak wtedy, kiedy obserwujemy wodę ze stawu pod mikroskopem, tak i tu uważna obserwacja odkrywa przed wprawnym okiem złożoność zabawy w łapanie. Dziecko zdobywa umiejętności motoryczne i poprawia koordynację ręka – oko. Dwoje ludzi mile spędza czas, który jest zarezerwowany specjalnie dla nich. Dziecko ćwiczy się w nowej umiejętności, dopóki nie udaje się mu jej opanować, po czym nadchodzi pora radosnego popisywania się. Rytm piłki kursującej tam i z powrotem stanowi pomost, umożliwiający odnowę więzi między dorosłym a dzieckiem. Takie uwagi, jak „niezły chwyt” i „tylko tak dalej”, pomagają zbudować pewność siebie i zaufanie.

Taka pozornie zwykła gra może być też podszyta bardzo silnymi emocjami. Pewien ojciec, który chodził do mnie na terapię, opisał sytuację gry w piłkę, kiedy jego syn rzuca mu jedną daleką piłkę za drugą. Odległość i siła, z jaką chłopak ciskał piłkę, świadczyły o jego gniewie i frustracji. Obaj doszliśmy do wniosku, że jego syn tak naprawdę próbował zdobyć odpowiedzi na pytania: „Czy potrafisz złapać wszystko to, czym w ciebie rzucę? Czy poradzisz sobie z moimi uczuciami? Czy obronisz mnie przed moimi własnymi impulsami i całym tym gniewem?”. Syn innego znanego mi ojca uwielbiał grę w piłkę, ale po każdej puszczonej piłce dostawał ataku histerii, krzycząc: „Mówiłem ci, żebyś rzucał niżej – nigdy mnie nie słuchasz!”. W tym konkretnym przypadku dziecko zdawało się traktować grę jako okazję do wyładowania pełnych bólu emocji, które nie miały nic wspólnego z baseballem.

Nie każda gra w piłkę, ani inna zabawa z dzieckiem, zawiera wszystkie te poziomy znaczeń. Jednak każda zabawa jest znacznie głębsza, niż nam się zwykle wydaje i pełna ukrytych sensów. Po pierwsze zabawa umożliwia dzieciom przymierzyć się do dorosłych ról i umiejętności, tak jak czynią to lwiątka, kiedy idą ze sobą w zapasy. Ludzkie dzieci też wdają się w bijatyki, ale również bawią się w dom. W miarę tego, jak odkrywają świat i to, czego mogą w nim dokonać, rozwija się ich pewność siebie i stają się coraz bieglejsze w tym, co robią.

Zabawa to także sposób na podtrzymanie bliskości i, co jeszcze ważniejsze, odbudowanie więzi po tym, jak została ona zerwana. Szympansy lubią się łaskotać po dłoniach, zwłaszcza po kłótni. Drugi cel zabawy pozwala więc spełnić naszą niewiarygodną – niemal pozbawioną dna – potrzebę przywiązania, czułości i bliskości.

Trzecim celem zabawy u dzieci – być może także tym, który jest najbardziej specyficznie ludzki – jest wyjście ze stanu napięcia emocjonalnego. Wyobraźmy sobie dziecko, które miało ciężki dzień w szkole. Przychodzi do domu i w jakiś sposób okazuje ci, że jest mu źle. Rozmawia o tym albo jest podirytowane i niegrzeczne. Zamyka się w pokoju lub domaga całej naszej uwagi. Najczęściej jednak spontanicznie zaczyna się bawić, aby poczuć się lepiej. Być może będzie się bawić w szkołę, ale tym razem to ono odegra rolę nauczyciela. Może usiądzie przy konsoli i zabierze się za rozwalanie wrogich bohaterom obcych. Albo zadzwoni do przyjaciela i o tym porozmawia, czyli zrobi to, czym dorośli i starsze dzieci zastępują zabawę. Udawanie i ponowne opowiadanie historii pozwala na całkowitą reorganizację układu sił. Tym razem to dziecko jest u władzy. Odegranie sytuacji rozpoczyna proces emocjonalnego zdrowienia. Ucieczka w książkę albo ostra partia tenisa też pomagają nam dojść do siebie po szczególnie ciężkim dniu.

Pewna znana mi dziewczynka, która miała duże problemy z czytaniem, zawsze po powrocie ze szkoły oddawała się temu, w czym była naprawdę dobra, czyli rysowaniu. Przed obiadem pokazywała rodzicom, co udało jej się narysować. W tej jednej chwili odbudowywała swoją relację z nimi, zdobywała utraconą pewność siebie i dochodziła do siebie po frustracji i uczuciu upokorzenia, które towarzyszyły porażkom w szkole.

Zanim poświęcę więcej uwagi głębokiemu znaczeniu zabawy, chciałbym jeszcze raz podkreślić, że ma być ona przede wszystkim przyjemna. Spędzanie czasu z dziećmi powinno być dla nas źródłem radości. Nauczycielka w przedszkolu mojej córki powiedziała mi, że przedszkolaki śmieją się przeciętnie trzysta razy na dzień. A gdybyśmy tak wszyscy to robili? Zabawmy się: śpiewajmy głupie piosenki, przewracajmy się, podchodźmy do wszystkiego z przesadą, zacznijmy wojnę na poduszki, opowiadajmy dowcipy. Jeśli frustrujesz się, przypominając dziecku po raz enty, że ma zapakować kanapki albo wynieść śmieci, następnym razem spróbuj wyśpiewać polecenie operowym głosem, zamiast zaczynać od standardowego marudzenia. Przynajmniej będziesz mieć pewność, że cię zauważy.

Rodzicielstwo przez zabawę to jednak coś więcej niż sama zabawa. Możemy wchodzić w beztroskie interakcje lub realizować je na głębokim poziomie emocjonalnym, niezależnie od tego, co robimy: wypełniając obowiązki domowe, uprawiając sport, odrabiając lekcje, wychodząc na miasto, oglądając telewizję, przytulając się, a nawet wprowadzając dyscyplinę.

ZBUDOWAĆ BLISKOŚĆ ZAMIAST DYSTANSU

Od pierwszej chwili, gdy rodzice i niemowlęta zaczynają patrzeć na siebie z miłością, sięgają po zabawę jako sposób na zbudowanie więzi. Może tego dokonać każda gra, której oddajemy się wspólnie, ale niektóre z nich wydają się stworzone specjalnie do tego celu. Gry takie, jak zabawa w „a kuku”, w chowanego, czy w berka, poruszają kwestię bliskości i dystansu. Rozmawiałem z pewną rodziną, w której syn wymyślił świetną grę na budowanie relacji. Rodzice siadali na kanapie, a on biegł w ich kierunku, lądując dokładnie między nimi. Potem walczyli o to, kto pierwszy może go złapać, a wszystko zmieniało się w jedno wielkie radosne przeciąganie, w którym liną był chłopiec. Zabawa jest jednym z najlepszych sposobów budowania bliskości. Pewnie dlatego dzieciaki w wieku szkolnym, zapytane o definicję zabawy, skupiają się na tym właśnie aspekcie: „Zabawa to coś, co robisz z przyjaciółmi”³.

W wieku około pięciu lat moja córka uwielbiała bawić się w „co by było, gdyby” i kiedy czasami miałem jej dość, mówiła: „Udawajmy, że ty jesteś tatą, a ja córeczką, i że jesteś na mnie strasznie zły”. Pomyślałem, że to nie powinno być zbyt trudne, ale szybko przestawaliśmy się kłócić, a zaczynaliśmy pokładać się ze śmiechu. Wydawało mi się bardzo sprytne, że wiedziała, jak wykorzystać zabawę w celu przywrócenia więzi. Potem przeczytałem o tym, w jaki sposób szympansy wykorzystują „co by było, gdyby” i wywarło to na mnie jeszcze większe wrażenie⁴.

Szympansy, a zwłaszcza dorosłe samce, często ze soba walczą. Są też ekspertami w łagodzeniu konfliktów. Wręcz uwielbiają się godzić. Kiedy dwa szympansy mają trudności z pogodzeniem się po kłótni, jeden z nich udaje nagle, że dostrzegł coś interesującego w trawie. Zaczyna pohukiwać i wrzeszczeć, a reszta stada podchodzi, żeby sprawdzić, co też udało mu się znaleźć. Tak naprawdę nic tam nie ma, więc szympansy powoli wracają do swoich zajęć. Wszystkie poza tym jednym, który wcześniej wdał się w bójkę. Dwaj dawni rywale będą teraz w ekscytacji podskakiwać wokół wyobrażonego przedmiotu. Kiedy się uspokoją, zaczną się iskać na znak zgody i przywróconej przyjaźni.

Skoro robią to szympansy i pięciolatki, możemy się chyba zgodzić, że sięganie po zabawę celem odbudowania więzi jest konceptem dość pierwotnej natury. Zdarza się jednak, że dzieci nie chcą tak łatwo wejść w relację ani odnowić więzi. Czasami czują tak wielki dystans, że chowają się w kącie albo agresywnie wymachują obiema rękami. Bywają irytujące, niegrzeczne, a niekiedy wręcz doprowadzają nas do szału, sygnalizując desperacko, że potrzebują większej bliskości. Takie sytuacje wymagają stworzenia więcej miejsca na zabawę, a nie karania czy zostawiania i tak już samotnego dziecka samemu sobie.

Kiedy dzieci czują się samotne, czasami sprawiają wrażenie wycofanych i zdołowanych. Czasami stają się hiperaktywne: nagle nie potrafią się skupić, usiedzieć w jednym miejscu ani się uspokoić. W każdym razie wydaje im się, że świat przestał należeć do nich. To sytuacja przeciwna do tej, która ma miejsce w przypadku dzieci niemających trudności w odbudowaniu więzi.

- Dziecko, które czuje się samotne, mówi: „Nudzi mi się”.
- Dwunastolatek zanosi się płaczem, bo „nikt go nie lubi”.
- Rodzic mówi: „Nie wiem, co się dzieje z moją trzyletnią córką. Czasami wydaje się smutna, ale nie chce mi powiedzieć, o co chodzi”.
- Próbujesz namówić córkę, by zadzwoniła do przyjaciółki, a ona krzyczy: „Nie mogę do niej zadzwonić; co jeśli nie ma jej w domu?”.
- Ośmiolatek zawsze trzyma się skraju boiska, mimo że dobrze zna pozostałe dzieci. Mówi, że po prostu nie lubi grać w piłkę.

W odpowiedzi na izolację dziecka, rodzice denerwują się lub martwią. Czasami skupiamy się na irytującym nas zachowaniu, nie dostrzegając, że spod niego wygląda cierpienie. Dostrzegamy ból dziecka, ale nie wiemy, jak sobie z nim poradzić. Taka sytuacja zawsze jest trudna. Potrzebujemy kluczy do zamkniętej twierdzy izolacji, żeby pomóc dziecku wrócić z niej do świata zabawy. Dostarcza nam ich rodzicielstwo przez zabawę.

Kiedy pisałem ten rozdział, zadzwoniła do mnie jedna z matek, z którymi kiedyś pracowałem. Opowiedziała mi, jak użyła metody rodzicielstwa przez zabawę, by odbudować relację z dzieckiem. Jej trzyletni syn, David, był nie w sosie, odkąd jego mama i tata wrócili z wyjazdu we dwoje.

„David był strasznie płaczliwy i cały czas się mnie czepiał” – powiedziała. „Za każdym razem, kiedy próbowałam wyjść z domu, a nawet z pokoju, wieszał się na mnie i za nic nie chciał puścić. Wczoraj umówiłam się na cotygodniową grę w tenisa z przyjaciółką. To moja jedyna okazja do ćwiczeń i jedyny moment, kiedy mam czas tylko dla siebie. Jak tylko David zobaczył, że idę do drzwi z rakietą tenisową w ręku, uwiesił mi się na nodze i zaczął płakać, żebym nie szła. Próbowałam mu wyjaśnić, że ›mama ma swój czas na zabawę‹, ale tylko jeszcze mocniej mnie złapał. Wiedziałam, że zaraz zmieni się to w prawdziwą próbę sił, a nie miałam serca odczepić go od siebie i oddać w ręce opiekunki.

Wtedy przypomniałam sobie naszą rozmowę. Zamiast mu się wyrywać, podniosłam go i zaniosłam na kanapę. ›W porządku‹ – powiedziałam z uśmiechem – ›nie będę grała w tenisa. Zostanę z tobą i się zdrzemnę. Jestem taaaka zmęczona. Co za wygodna poduszka‹. Ziewnęłam i położyłam się na nim, udając, że głośno chrapię. Zaczął się śmiać i zatykać mi usta ręką, żeby mnie uciszyć. Udałam, że się budzę i rozejrzałam wokół: ›Gdzie jest David? Cóż to za nierówna i wijąca się poduszka!‹. Potem udawałam, że znowu idę spać, kładąc się na nim jak na poduszce i chrapiąc.

Po kilku minutach wypełnionych chichotami David zepchnął mnie z siebie i powiedział ›Idź, idź – bo się spóźnisz na swoją zabawę‹. Przy drzwiach uściskaliśmy się na do widzenia, a on świetnie bawił się beze mnie. Kiedy wróciłam do domu, narysował obrazek, na którym gram w tenisa gigantyczną rakietą”.

ZBUDOWAĆ PEWNOŚĆ SIEBIE ZAMIAST BEZRADNOŚCI

Co przychodzi wam na myśl, kiedy słyszycie zwrot „zabawa w doktora”? Większość ludzi kojarzy go z sekretnym odkrywaniem przez dzieci swojej seksualności: „Pokażę ci, jeśli ty mi pokażesz”. Ten rodzaj zabawy w doktora pokazuje, w jaki sposób dzieci używają zabawy do odkrywania swojego ciała. I choć dorośli często nie wiedzą, jak sobie radzić z zabawą w doktora oraz innymi przypadkami seksualnych poszukiwań dzieci, to mamy tu do czynienia po prostu z innym rodzajem „zabawy w dom”. W końcu jest w nim wiele pokoi, a większość dzieci bardzo chce wiedzieć, co dzieje się w każdym z nich. Dzięki zabawie ćwiczą się w gotowaniu, sprzątaniu, chodzeniu do pracy, kłóceniu się, opiekowaniu się dzieckiem – każdą dorosłą czynnością, którą zaobserwują wokół siebie. Ten rodzaj bezustannego uczenia się przez zabawę sprawia, że stają się bardziej pewne siebie.

Małe dzieci też używają zabawy jako sposobu na poznawanie świata. Dlaczego nie śmiejemy się, kiedy nasz berbeć po raz setny zrzuca jedzenie z krzesełka? Bo słyszeliśmy o grawitacji (i musimy posprzątać cały ten bałagan). Jednak dziecko świetnie się bawi, bo wszystko na tym świecie wydaje mu się nowe, ciekawe i zapraszające do odkryć i zabawy. Włączając w to śmieszne miny i dźwięki, które wydajemy, próbując je powstrzymać.

Wspomniałem wcześniej, że starsze dzieci definiują zabawę jako coś, co się robi z przyjaciółmi. Małe dzieci i przedszkolaki mają o niej trochę inne pojęcie: zabawa to robienie tego, na co masz ochotę⁵. Samodzielne podejmowanie decyzji to jeden z tych momentów, gdy władza spotyka się z zabawą. Moja siostrzenica Bailey miała w dzieciństwie grzechotkę w kształcie kiści winogron. Uwielbiała nią potrząsać. Rodzice nazywali ją szefową winogron. Jeżeli możesz samodzielnie decydować o tym, co robisz, jest bardziej prawdopodobne, że będziesz chciał się w to zaangażować.

Kiedy moja córka była w zerówce, przechodziliśmy okres, gdy nie chciała się sama ubierać. Myślała, że jej nie kocham, bo nie chciałem już jej ubierać ani dotrzymywać jej towarzystwa, tak jak robiłem to, kiedy była jeszcze w przedszkolu. Tymczasem ja myślałem o tym, że zrobiła się trudna i nie chce ze mną współpracować, bo wiedziałem przecież, że jest w stanie ubrać się sama. Zamiast przyznać, że czuje się samotna, twierdziła, że nie potrafi się sama ubrać. Byłem sfrustrowany tym całym okazywaniem bezradności i niemocy. Irytowałem się, bo było tyle innych rzeczy, które mogłem zrobić ze swoim porankiem.

Zdecydowanie za dużo czasu zajęło mi zorientowanie się, że marudzenie i karcenie nic tu nie pomoże. W końcu, raczej z desperacji niż nagłego przypływu mądrości, wziąłem dwie lalki i zacząłem odgrywać scenkę. Jedna z nich powiedziała (bardzo niemiłym głosem) „Och, ona nie potrafi się ubrać sama. Ona nie wie, jak się ubrać sama”. A druga odpowiedziała (głosem radosnym i zachęcającym do działania): „A właśnie, że potrafi. Ona naprawdę daje sobie z tym radę”. Na co pierwsza odparła: „Ależ nie, to niemożliwe, ona ma dopiero pięć lat, jeszcze nie potrafi ubrać się sama”. Jakimś trafem niemiła lalka zawsze obracała głowę w drugą stronę, kiedy Emma ubierała się sama. Mówiła więc: „Widzisz, wcale się sama nie ubrała”, a ta druga krzyczała: „A właśnie, że tak! Trzeba było się nie skupiać na czymś innym!”. W międzyczasie dziecko nie tylko ubierało się samo, ale też śmiało się, zamiast marudzić. Ja też śmiałem się, zamiast robić awanturę i niecierpliwie tupać nogą.

Potrzeba było tylko kilku sesji tej zabawy, żeby samodzielne ubieranie zamieniło się w nawyk. Ja nie musiałem już odgrywać scenki. Od czasu do czasu, zamiast zamykać się w sobie i doprowadzać mnie do szału, Emma prosiła: „Chodź, udawaj, że jesteś tymi ludźmi, którzy mówią, że nie potrafię się sama ubrać”. Zabawa zamieniła sytuację będącą źródłem obopólnej frustracji w coś fajnego, przyjemnego i budującego pewność siebie. Emma poradziła sobie ze swoim poczuciem osamotnienia i niechęcią oraz przyzwyczaiła się do nowego scenariusza działań. Oczywiście wymagało to ode mnie pewnego nakładu pracy. Każdy rodzic wie, że czasem ciężko znaleźć na to wszystko czas, ale okazuje się, że szybko się on zwraca. Gdyby policzyć wszystkie chwile, które spędzałem na poganianiu, awanturowaniu się i nadzorowaniu, inwestycja zwróciła mi się z nawiązką.

Dzieci, które są zbyt sfrustrowane lub nie potrafią używać zabawy jako narzędzia do opanowania swojego świata, szukają schronienia w czymś, co nazywam wieżą bezradności. Łąki i pola zapraszają do zabawy, ale wyjście z wieży wymaga pewności siebie. Dzieci zamknięte w środku i niezdolne do swobodnej zabawy mogą się wydawać słabe i bezbronne. Czasami jest jednak wręcz przeciwnie: odbijają się od murów wieży, są dzikie i nieposkromione, a nawet agresywne, choć tak naprawdę czują się całkowicie bezradne. Dzieci uciekają w głąb siebie, jeśli boją się zranienia, odrzucenia albo nie wierzą, że świat należy do nich. Przejawia się to w zwrotach takich, jak „Nie chcę…”, „Nie potrafię…”, „Nie jestem w tym dobry…”, „Timmy mnie bije!”.

Bezradność wyraża się też niekiedy w sposób, który nie pozwala na jednoznaczną interpretację. Jak ujęła to pewna zmartwiona matka: „Mówi pan, że moje dziecko czuje się bezradne, ale jak to możliwe, skoro odsyłają je do domu, bo biło w szkole kolegów? Jak to możliwe, skoro nauczyciele się go boją?”. Bezradność można porównać do dobrze bronionej twierdzy, doskonałej kryjówki, która pozwala też wypuścić się z niespodziewanym atakiem: „Nienawidzę cię. A masz! (tu następuje kopnięcie, popchnięcie lub ugryzienie)”. „Jesteś głupia”. „Będę się bawić pod warunkiem, że to ja będę kapitanem”.

Tak jak rodzicielstwo przez zabawę dostarcza klucza pomagającego dziecku otworzyć bramę wieży izolacji, tak wspólna zabawa z innymi dziećmi pomaga mu odnaleźć pewność siebie, niezbędną do opuszczenia wieży bezradności.

JAK POMÓC DZIECKU DOJŚĆ DO SIEBIE ZAMIAST
POGRĄŻYĆ SIĘ W EMOCJONALNYM NAPIĘCIU

Zabawa w doktora nie jest jedynie przykrywką, która ma sprawić, że seksualne poszukiwania dzieci staną się bardziej akceptowalne. Czasami towarzyszy jej udawanie, że ktoś jest chory lub uległ wypadkowi. Ten typ zabawy jest przykładem, w jaki sposób dzieci używają zabawy, by dojść do siebie po traumatycznym zdarzeniu, niezależnie od tego, jak bardzo było poważne⁶. Trzylatka dostaje zastrzyk w gabinecie lekarskim. I w co chce się bawić, jak tylko wróci do domu? Oczywiście w doktora. A kim chce być? Lekarzem lub pielęgniarką, czyli tym, kto robi zastrzyk – w żadnym wypadku nie pacjentem. A komu chce zrobić zastrzyk? Cóż, w pierwszej kolejności wybór pada na rodzica lub inną osobę dorosłą. Jeśli nie ma ich pod ręką, obiektem może stać się maskotka albo lalka. A jak ma według niej przebiegać zabawa? Oczekuje od ciebie udawanego krzyku i „Nie, nie, nie, proszę, tylko nie zastrzyk! Nie cierpię zastrzyków! Nie, nie, nie, wszystko, tylko nie to” oraz udawania, że strasznie cierpisz i że ogarnął cię paniczny lęk.

Taka reakcja umożliwia dziecku zajęcie silniejszej pozycji. To zwykła zabawa polegająca na odwróceniu ról (ten, kto dostał zastrzyk, jest teraz tym, kto go robi), ale dostarcza bardzo wiele satysfakcji. Zastrzyk sprawił, że dziewczynka poczuła się bezsilna i przypomniał jej o wszystkich małych frustracjach, gdy nie pozwalano jej samodzielnie podjąć decyzji o tym, co zrobić, co zjeść czy co na siebie włożyć – wszystkich tych rzeczy, o których dziecko nie może samo decydować. No i to nie ona wpadła na pomysł pójścia na zastrzyk. Zabawa w doktora pozwala jej dojść do siebie, bo może zobaczyć ciebie w roli bezbronnej, bezsilnej i pozbawionej godności ofiary, a ona sama zajmuje miejsce tego, kto posiada władzę.

Zastrzyk może i jest na niby, ale potrzeba emocjonalnego wyleczenia jest jak najbardziej prawdziwa. Dziecko decyduje się na tę zabawę w odgrywanie ról, bo chce mieć możliwość wyrażenia swoich prawdziwych uczuć na temat zastrzyku. Tu nie chodzi o zabawę dla samej zabawy (choć dziecko może się przy niej świetnie bawić). To zabawa, która posiada określony cel: dziecko ma ponownie znaleźć się w traumatycznej sytuacji, która zostaje pozbawiona swojej grozy – przede wszystkim przez śmiech. To dlatego dzieci mogą bawić się w nią w nieskończoność.

Wszyscy znamy typową historyjkę rodem z komiksu: szef wrzeszczy na ojca, ojciec drze się na matkę, matka wrzeszczy na dziecko, dziecko leje swojego młodszego brata, młodszy brat kopie psa, pies sika na dywan (nazywam ją grą w emocjonalnego gorącego ziemniaka). To błędne koło można przełamać, jeśli dorośli aktywnie pomogą dzieciom dojść do siebie po traumatycznym zdarzeniu. W przeciwieństwie do naszych młodszych pociech, my nie będziemy mieli trudności ze zniesieniem ukłucia fikcyjną igłą. Nie będziemy narzekać „Dlaczego to ty zawsze jesteś doktorem?” ani krzyczeć „Mamo, Ronnie mnie kłuje!”. Niestety my, bardzo poważni dorośli, częściej mówimy „Idź sobie, jestem zajęty” albo „Uciekaj stąd, nie cierpię igieł”, zamiast pobawić się z dzieckiem. Oczywiście zdarza się też, że dziecko wcale nie potrzebuje zabawy; wystarczą mu kolana, na które może się wspiąć i wypłakać, opowiadając o tym, jak bardzo je bolało.PRZYPISY

¹ Cosby Rogers i Janet Sawyers, Play in the Lives of Children, Washington, DC, NAEYC, 1988.

² Virginia Axline, Play Therapy, New York, Ballantine, 1969.

³ Greta Fein i Nancy Wiltz, Play as Children See It, w: Play from Birth to Twelve and Beyond, red. Doris P. Fromberg i Doris Bergen, New York, Garland Publishing, 1998, s. 43.

⁴ Frans de Waal, Peacemaking Among Primates, Cambridge, Harvard University Press, 1989.

⁵ Greta Fein i Nancy Wiltz, op. cit.

⁶ Wiele amerykańskich szpitali stworzyło specjalne scenariusze zabawy, które mają pomóc dzieciom radzić sobie z przewlekłą chorobą lub sytuacją zagrożenia życia, bądź przygotować je na przerażające procedury medyczne. Zob. na przykład Elizabeth Kampe, Children in Health Care: When the Prescription Is Play, w: Children’s Play and Learning, red. Edgar Klugman i Sara Smilansky, New York.
mniej..

BESTSELLERY

Kategorie: