Facebook - konwersja
Czytaj fragment
Pobierz fragment

  • promocja

Babilon. Kryminalna historia kościoła - ebook

Wydawnictwo:
Data wydania:
28 września 2022
Format ebooka:
EPUB
Format EPUB
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najpopularniejszych formatów e-booków na świecie. Niezwykle wygodny i przyjazny czytelnikom - w przeciwieństwie do formatu PDF umożliwia skalowanie czcionki, dzięki czemu możliwe jest dopasowanie jej wielkości do kroju i rozmiarów ekranu. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
, MOBI
Format MOBI
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najczęściej wybieranych formatów wśród czytelników e-booków. Możesz go odczytać na czytniku Kindle oraz na smartfonach i tabletach po zainstalowaniu specjalnej aplikacji. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
(2w1)
Multiformat
E-booki sprzedawane w księgarni Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu - kupujesz treść, nie format. Po dodaniu e-booka do koszyka i dokonaniu płatności, e-book pojawi się na Twoim koncie w Mojej Bibliotece we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu przy okładce. Uwaga: audiobooki nie są objęte opcją multiformatu.
czytaj
na tablecie
Aby odczytywać e-booki na swoim tablecie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. Bluefire dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na czytniku
Czytanie na e-czytniku z ekranem e-ink jest bardzo wygodne i nie męczy wzroku. Pliki przystosowane do odczytywania na czytnikach to przede wszystkim EPUB (ten format możesz odczytać m.in. na czytnikach PocketBook) i MOBI (ten fromat możesz odczytać m.in. na czytnikach Kindle).
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na smartfonie
Aby odczytywać e-booki na swoim smartfonie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. iBooks dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Czytaj fragment
Pobierz fragment

Babilon. Kryminalna historia kościoła - ebook

Sodoma i gomora to miasta zepsucia i moralnej degrengolady, babilon to symbol zniewolenia.

Współczesnym więzieniem wierzącego człowieka jest kościelny system, który niemal od zarania służy interesom spasionej hierarchii. Perfidia polega na tym, że żywi się on człowiekiem. Nie chodzi tylko o wyzysk i pazerność. Kościół żywi się poczuciem winy jednostki, strzegąc „jedynej słusznej” recepty na życie. Ma nią być ślepe posłuszeństwo i pokora.

Trzymając się faktów, autorzy kreślą kryminalną historię Kościoła, który łupił i mordował ofiary kolonialnej opresji w Kanadzie, przyuczał kobiety w Irlandii do kultury gwałtu, cynicznie wmawiał ustami „świętej” matki Teresy, że cierpienie uświęca, więc nie należy go uśmierzać, prześladował gejów dehumanizującym ich głosem kościelnych liderów uciekających często przed własną tożsamością seksualną.

Audiobook „Babilon” pokazuje też Kościół skorumpowany przez ludzi władzy, uwikłany w wojny polityczne, zalękniony wizją synodu, w którym wierni na równi z kapłanami decydują o jego kształcie. Wreszcie Kościół, który nienawidzi kobiet.

Nie jest to jednak książka antykościelna ani antyreligijna. Podobnie jak Frederic Martel w „Sodomie”, a wcześniej Obirek i Nowak w „Gomorze”, autorzy piętnują przede wszystkim zakłamanie kościelnych urzędników w przekonaniu, że pomoże to oczyścić sam Kościół i pozwoli mu odzyskać wiarygodność.

Kategoria: Literatura faktu
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-268-4013-5
Rozmiar pliku: 670 KB

FRAGMENT KSIĄŻKI

WSTĘP
W niewoli Babilonu

W roku 1520, tym samym, w którym Hiszpanie podbili Meksyk, Marcin Luter spalił na rynku w Wittenberdze papieską bullę wzywającą go do odwołania słynnych 95 tez. W tym czasie napisał też swoje kluczowe dzieło De Captivitate Babylonica Ecclesiae, czyli O niewoli babilońskiej Kościoła. Jego teza była jak na owe czasy nad wyraz odważna, a zarazem precyzyjna. Oto Watykan trzyma kościół w niewoli – tak jak niegdyś biblijny Babilon zniewalał Żydów. Więzi go na krótkiej smyczy nieracjonalnego systemu teologicznego: zastrasza prostaczków widmem wiecznego potępienia, a jednocześnie bogaci się, handlując koncesjonowanym przez kościół świętym towarem: sakramentami kupowanymi masowo w zamian za obietnicę życia wiecznego.

Ten profetyczny tekst, gniewny i na owe czasy butny, atakował głównie papiestwo. Choć Watykan ekskomunikował Lutra rok po opublikowaniu dzieła, wiele jego postulatów zostało w końcu zrealizowanych. Jednak dopiero w XX wieku, przez Sobór Watykański II.

Tak więc na swoją rehabilitację przez Watykan musiał Luter bardzo długo czekać. Znamienna jest wypowiedź papieża Franciszka, który pięćset lat po rozpoczęciu reformacji wyraził pełne zrozumienie dla jego działań. Papież przyznał w końcu, że kościół nie był przykładem do naśladowania. Przeciwnie, był synonimem korupcji oraz przywiązania do pieniędzy i władzy.

Franciszek ma oczywiście rację. Postawmy jednak pytanie: czy pięćset lat po Lutrze coś się zmieniło? Czy dzisiejszy kościół jest przykładem do naśladowania? Czy papież z Argentyny uważa, że korupcja i światowość, przywiązanie do pieniędzy i władzy to naprawdę przeszłość?

Być może mętna – jak zwykle – wypowiedź Franciszka pozwala zrozumieć, dlaczego jak dotąd nie zdjął z Lutra ekskomuniki, nałożonej przez papieża Leona X bullą Decet Romanum Pontificem z 3 stycznia 1521 roku. W jej treści augustianin został ogłoszony heretykiem, niewolnikiem zdeprawowanego umysłu, którego wraz z potomkami zdaniem papieża należało pozbawić godności, zaszczytów i własności.

Czyżby Franciszek brał na poważnie nakaz Leona X zawarty w bulli, która przestrzegała, by nikt nie ważył się naruszać jej postanowień? Wydawać się to może dziś zabawne, ale przerażony reformą Lutra papież zastrzegł, że jeśli ktoś odważy się spróbować czegoś takiego, niech wie, że czeka go gniew Boga Wszechmogącego i błogosławionych apostołów Piotra i Pawła.

* * *

Teza, którą wygłosił Luter, jakkolwiek słuszna, nie przystaje do naszych czasów. Współczesnym więzieniem człowieka nie jest Watykan, ale cały kościelny system, który niemal od zarania służy interesom spasionej hierarchii. Jego perfidia polega na tym, że ten system żywi się człowiekiem. Nie chodzi tylko o wyzysk i pazerność, kościół żywi się poczuciem winy jednostki, zastraszając ją od dziecka figurą diabła, zazdrośnie strzegąc jedynej recepty na życie. Ma nią być ślepe posłuszeństwo – by odwołać się do języka wiecznie aktualnego Boya-Żeleńskiego – wobec „naszych okupantów”.

O ile Sodoma i Gomora to miasta zepsucia i moralnej degrengolady, Babilon to symbol zniewolenia. Na kartach tej książki, trzymając się faktów, kreślimy kryminalną historię kościoła, który łupił i mordował ofiary kolonialnej opresji w Kanadzie. Który przyuczał kobiety w Irlandii do kultury gwałtu. Który cynicznie wmawiał ustami „świętej” matki Teresy, że cierpienie uświęca, więc nie należy go uśmierzać. Który prześladował gejów dehumanizującym ich głosem, uciekających często przed własną tożsamością seksualną, kościelnych liderów.

Babilon pokazuje też kościół skorumpowany przez władców, uwikłany w wojny polityczne, kościół zalękniony wizją synodu, w którym wierni na równi z kapłanami będą decydować o jego kształcie. Wreszcie kościół, który nienawidzi kobiet.

Jednak to nie jest książka antykościelna ani antyreligijna. Podobnie jak Frédéric Martel w Sodomie, a my sami w Gomorze, piętnujemy przede wszystkim zakłamanie kościelnych urzędników w przekonaniu, że pomoże to oczyścić sam kościół i pozwoli mu odzyskać wiarygodność. Tak się po części stało. Wiemy od Frédérica Martela, że jego diagnozy spotkały się z wielkim zrozumieniem nie tylko krytyków kościoła, ale i jego członków, którym zależy na oczyszczeniu tej instytucji. My również otrzymaliśmy wiele sygnałów wdzięczności i życzliwości od naszych czytelników. To właśnie ich zachęty sprawiły, że przedkładamy im ten kolejny krok na długiej drodze do prawdy.

Marcin Luter swoim gestem protestu podzielił chrześcijaństwo zachodnie i sprowokował wojny religijne, które wstrząsnęły nie tylko kontynentem europejskim, ale ogarnęły cały ówczesny świat. Nam nie zależy na konflikcie. Naszym celem jest pojednanie ponad podziałami. Jednak by do niego doszło, każdy musi wyznać własne przewiny. Katolicki kler przywykł do roli piętnującego grzechy świata kaznodziei, my przypominamy mu, że na ławie oskarżonych powinien zasiąść właśnie on – oskarżyciel innych. Nasza książka dostarcza sporo materiału dowodowego. Mamy nadzieję, że zostanie on dobrze wykorzystany przez naszych Czytelników.

* * *

Chcemy jeszcze wyjaśnić naszą decyzję. Otóż zdecydowaliśmy się pisać słowo „kościół” konsekwentnie małą literą. Polszczyzna rezerwuje wielką literę dla nazw własnych (Kościół katolicki, Kościół prawosławny, Kościół protestancki itd.). Nie możemy być jednak obojętni na fakt, że chodzi o instytucję, która w przestrzeni publicznej z pełnym namysłem kreuje zło. To system wyzysku, hipokryzji, psychomanipulacji i uprzywilejowania kościelnego establishmentu. Ten wymiar działalności kościoła interesował nas w Gomorze, gdzie tendencja pisania małą literą już się pojawiła, choć nie stosowaliśmy jej konsekwentnie. Babilon ten wymiar funkcjonowania kościoła i jego przywódców opisuje.Święta hipokryzja

Kościół o tej hipokryzji musiał wiele wiedzieć. Ale dla kościoła matka Teresa była maskotką, której wizerunek doskonale się sprzedawał. Była jak gwiazda popu. Przez wiele lat poprawność nakazywała, by nie przyglądać się jej ciemnej stronie. W nastawionym na konsumpcję społeczeństwie zachodnioeuropejskim i w USA uchodziła za awangardową, radykalną apostołkę miłości. Co za nieporozumienie!

„Bracia i siostry, nawet w naszych czasach Bóg inspiruje nowe modele świętości” – powiedział Jan Paweł II, przemawiając do blisko 300 tysięcy osób, które zgromadziły się na placu Świętego Piotra. Trwała uroczystość włączenia do grona błogosławionych matki Teresy z Kalkuty. Ale papieżowi z Polski zależało na jak najszybszym zaliczeniu tej pełnej sprzeczności kobiety do grona świętych. Obniżył nawet próg zweryfikowanych cudów torujących drogę do panteonu. Teraz zamiast trzech miały wystarczyć dwa. Zaledwie jeden wystarczał do beatyfikacji.

Czemu polski papież tak się śpieszył? W ciągu 25 lat pontyfikatu kanonizował 477 świętych, Teresa była 1319. osobą, którą zaliczył w poczet błogosławionych. Ale miał do niej stosunek szczególny, skoro beatyfikację Teresy celebrował w trakcie obchodów ćwierćwiecza pontyfikatu.

Byli sobie bliscy. Oboje się biczowali, obsesyjnie zwalczali aborcję, nigdy też nie pozwolili sobie na krytyczne refleksje na temat swojego kościoła. Teresa, prosta, ale też surowa i grubiańska kobieta, podobnie jak Wanda Półtawska czy święta Faustyna pasowała do jego wizji uległej, sterylnej seksualnie kobiety, ślepo posłusznej przełożonym. Papież bał się bowiem kobiet odważnych, które pozwalałyby sobie na inne zdanie na temat własnej roli w świecie oraz kościele niż ta, którą wyznaczał ciasny horyzont Wojtyły, wykuty przez doświadczenia faszyzmu, komunizmu, wreszcie socjalizację katolicką.

Nawet dziś można zobaczyć, jak stracił rezon i pewność siebie, chowając głowę w dłoniach, kiedy w październiku 1979 roku, podczas pielgrzymki do Stanów Zjednoczonych, usłyszał od odważnej amerykańskiej zakonnicy Theresy Kane prośbę o otwarcie wszystkich posług kościoła dla kobiet. Tym, co uczyniło to oświadczenie tak zuchwałym, był fakt, że dzień wcześniej papież powtórzył swój sprzeciw wobec wyświęcania kobiet. Ale Kane nic sobie z tego nie robiła. Równość kobiet i mężczyzn przy ołtarzu była dla niej oczywistością.

Jan Paweł II był też zmieszany, kiedy podczas wizyty w Irlandii zapytał męża pani prezydent Mary McAleese: „Nie wolałbyś być prezydentem Irlandii, niż poślubić prezydenta?”. Kiedy prezydentka zażądała przeprosin, tłumaczył się jak mały dzieciak, zrzucając „nieporozumienie” na karb swojej słabej znajomości angielskiego. Jak wspomina w rozmowie z nami McAleese, Karol Wojtyła pomimo politycznego talentu był mężczyzną swoich czasów, a równość kobiet i mężczyzn była zjawiskiem, którego po prostu nie rozumiał.

* * *

Teresa ciepło do końca swoich dni wspominała 3 lutego 1986 roku. Twierdziła nawet, że moment, kiedy Jan Paweł II odwiedził dzielnicę slumsów w Kalkucie, to najszczęśliwsza chwila w jej życiu. Pięknie to wyglądało: papież i ona przechadzający się pośród tłumu najbiedniejszych z biednych, odrzuconych i samotnych, dokonujących żywota na ulicy.

Podczas mszy beatyfikacyjnej Jan Paweł II porównał Teresę do „ikony Dobrego Samarytanina”. Sam był już słaby. W zasadzie jedyna formuła, którą wypowiedział podczas podniosłej uroczystości, odnosiła się do kluczowego momentu beatyfikacji:

„Dzięki naszemu apostolskiemu autorytetowi pozwalamy, aby czcigodna służebnica Boża Teresa z Kalkuty była odtąd nazywana błogosławioną”.

Jan Paweł II nie miał już sił, by odczytać przygotowaną zawczasu homilię. Wyręczył go kardynał z Bombaju Ivan Dias.

Ale z tą beatyfikacją, na długo jeszcze, zanim poznaliśmy ciemną stronę Teresy, było coś nie tak. Przecież zgodnie z kościelnym prawem błogosławioną może zostać osoba, za sprawą której miał miejsce cud. Przypomnijmy: wystarczył jeden.

Żywym dowodem wstawiennictwa Teresy w uzdrowieniu miała być Monica Besra, która twierdziła, że w 1998 roku, po modlitwie do matki Teresy, w niedający się wytłumaczyć sposób pozbyła się pokaźnego guza żołądka. Po miesiącach debat nad tym przypadkiem Rzym uznał, że to cud.

„Jestem naprawdę zdumiony” – powiedział Ranjan Mustafi, lekarz, który leczył Besrę. „To nic innego, tylko farsa”.

Mustafi nie miał, nie mógł mieć, najmniejszych wątpliwości, że to żaden cud. Chorej pomogły leki. Był szczerze zszokowany, że zespół watykańskich badaczy tego „nadprzyrodzonego zjawiska”, który udał się do Indii, nigdy się z nim nie skontaktował. Kościelni śledczy dowiedzieliby się od niego, że rzekomo uzdrowiona nie miała żadnego guza, tylko torbiel, którą zlikwidował zestaw leków przepisanych na receptę.

„Przyjmowała leki przez dziewięć miesięcy do roku” – informował lekarz.

Papież jednak na to nie zważał. Pomimo artykułu w „New York Timesie” demaskującego fasadę cudu torował drogę nowej świętej.

* * *

Głos w sprawie Teresy, cudu i jej świętości zabrał w końcu Christopher Hitchens. Jego osąd był ostry. Ten najbardziej znany krytyk matki Teresy nazwał ją fanatyczką, fundamentalistką i oszustką”, argumentując, że „tylko przybędzie biednych i chorych, jeśli jej przykład będzie naśladowany”.

Według Hitchensa Jan Paweł II, konsultując swoją decyzję natychmiastowego uczynienia Teresy błogosławioną z kardynałami, spotkał się z odmową. Nie zważał jednak na te głosy.

Wątpliwościom kardynałów trudno się dziwić. Czy wiedzieli o Teresie to, co my wiemy dzisiaj? Raczej nie, ale zapewne raziły ich jej nieprzemyślane wypowiedzi. Na przykład ta z wykładu noblowskiego (pokojowego Nobla dostała w 1979 roku), kiedy nazwała aborcję „największym niszczycielem pokoju”. Albo jej poparcie dla rozwodu księżnej Diany, choć przy okazji referendum w Irlandii w 1996 roku dotyczącego rozwodów domagała się, by ich absolutnie zabronić.

Hitchens wypominał jej, że ta hipokryzja godna jest rozpasanego średniowiecznego kościoła, który stał po stronie establishmentu, drogo sprzedając przywileje zepsutym możnowładcom, a jednocześnie wychowując biedotę do życia w strachu przed ogniem piekielnym. Wszystko, by zapewnić hierarchom posłuch. Filozof pytał też, co Teresa zrobiła z pieniędzmi, które otrzymała od możnych tego świata. Zwłaszcza od tych, których czyny nie świadczyły o etycznej czystości – chociażby przedstawicieli klanu Duvalierów w okrutny sposób rządzącego Haiti czy aferzysty Charlesa Keatinga z Lincoln Savings and Loan.

Kościół o tej hipokryzji musiał wiele wiedzieć. Ale dla kościoła matka Teresa była maskotką, której wizerunek doskonale się sprzedawał. Była jak gwiazda popu. Przez wiele lat poprawność nakazywała, by nie przyglądać się jej ciemnej stronie. Jej sława, jakby siłą rozpędu, uczyniła ją świętą właściwie jeszcze za życia. W nastawionym na konsumpcję społeczeństwie zachodnioeuropejskim i w USA uchodziła za awangardową, radykalną apostołkę miłości.

Co za nieporozumienie!

* * *

Kiedy zaczęła się ta błyskotliwa kariera? Podobno Teresa dała się poznać za sprawą BBC. Tak, tej „świątyni” niezależnego i obiektywnego dziennikarstwa.

Kiedy na przełomie 1967 i 1968 roku dziennikarz Malcolm Muggeridge, przebywający wówczas w Kalkucie, zabierał się do filmu o niej, Teresa była po prostu szerzej nie znaną zakonnicą. Jednak pewnego dnia Muggeridge chciał nakręcić scenę w pomieszczeniu, w którym umierali ubodzy z Kalkuty. Było tam ciemno, więc operator zaproponował, żeby kręcić na nowoczesnych, czułych taśmach Kodaka. Muggeridge twierdził jednak później, że to nie film Kodaka, ale „boskie światło”, którym emanowała matka Teresa, umożliwiło nakręcenie zdjęć.

Muggeridge dobrze wiedział, co stało za „cudem”, ale i tak włączył go do swojego filmu. Kariera Teresy odpaliła. Nagle organizację, której przewodziła, zasypała lawina czeków.

Ale to było wciąż preludium do wielkiej sławy. Oto hołubiona przez wszystkich zakonnica została zalana rozlicznymi nagrodami i splendorem. Już w 1971 roku papież Paweł VI przyznał Teresie Nagrodę Pokoju papieża Jana XXIII „za pracę na rzecz ubogich, obraz chrześcijańskiej miłości i wysiłki na rzecz pokoju”. W 1976 roku otrzymała nagrodę Pacem in Terris, w 1978 Nagrodę Balzana za propagowanie godności ludzkiej, pokoju i braterstwa, w 1975 Międzynarodową Nagrodę im. Alberta Schweitzera, w 1983 Order Zasługi Wspólnoty Narodów, a w 1996 honorowe obywatelstwo Stanów Zjednoczonych. Po drodze były Nagroda Templetona. Oraz Nobel.

* * *

Jan Paweł II był nią zachwycony. W 1980 roku zaprosił Teresę na synod o małżeństwie, aby jej celebrycki, powszechnie słuchany głos potępił aborcję i antykoncepcję. Mógł na nią zawsze liczyć.

Katha Pollitt w komentarzu opublikowanym w „Thoroughly Modern Di” z 1997 roku określiła Teresę jako kwiat hierarchicznych, feudalnych, zasadniczo męskich instytucji, który co prawda niewiele w tych instytucjach ma do powiedzenia, ale których autorytarną naturę doskonale zaciemnia i upiększa.

Hołubiona za pracę z ubogimi „matka” w rzeczywistości zapewniała im tylko pozór leczenia. I świat wiedział o tym od dawna. Ale jej sława, od niedawna również po śmierci, rozwijała się siłą rozpędu. Ani Teresa, ani wpatrzeni w nią wyznawcy, ani papież mieli sobie za nic wyrażane co jakiś czas wątpliwości dotyczące sensu jej misji, sposobu wydatkowania zgromadzonych pieniędzy, wreszcie rygoryzmu, który obowiązywał w jej wspólnocie.

Kiedy w 1994 roku Robin Fox, ówczesny redaktor brytyjskiego czasopisma medycznego „The Lancet”, odwiedził dom dla umierających ubogich w Kalkucie, z zażenowaniem dostrzegł brak elementarnej wiedzy medycznej u sprawujących opiekę nad chorymi wolontariuszy i zakonnic. Z brytyjską zjadliwością zauważył, że opieka medyczna ma tam charakter sporadyczny. Krytykował też „duchowe podejście” sióstr do radzenia sobie z bólem. Biednym i cierpiącym, poza wzniosłym wsparciem, brakowało bowiem rzeczy elementarnej – leków łagodzących cierpienie.

Tymczasem matka Teresa większość czasu spędzała, podróżując po świecie prywatnym samolotem, aby spotkać się z przywódcami politycznymi.

W 2005 roku dziennikarz śledczy Donal Macintyre spędził tydzień, pracując pod przykrywką w Domu Misjonarzy Miłosierdzia dla niepełnosprawnych dzieci w Kalkucie. W artykule w „New Statesman” opisał prawdę o tym, jak „pomagano” dzieciom.

„W sierocińcu niewielu wolontariuszy reagowało choćby mrugnięciem powiek na wiązanie niepełnosprawnych dzieci. Byli zbyt odurzeni mitem matki Teresy i pijani własną filantropią, by uznać, że takie traktowanie dzieci jest nieludzkie i poniżające”.

W 1994 roku w głośnym filmie dokumentalnym Hell’s Angel Hitchens i brytyjski dziennikarz z Pakistanu Tariq Ali urealnili obraz albańskiej zakonnicy. Dokument opierał się częściowo na narracji Aroupa Chatterjeego, brytyjskiego pisarza urodzonego w Indiach, który przez krótki czas pracował w jednym z domów Teresy. Chatterjee jest autorem ważnej książki o Teresie Mother Teresa: The Untold Story. Był zbulwersowany cukierkowym wizerunkiem Teresy na zachodzie Europy i w Stanach Zjednoczonych. Jako rodowity mieszkaniec Kalkuty poświęcił śledzeniu kłamstw zakonnicy i legend o niej ponad 25 lat. To, co odkrył, było porażające. Według niego Teresa miała świadomie przyjmować datki od handlarzy narkotyków i oszustów. Wstawiała się za nimi, pisząc listy do prokuratorów i sędziów w USA. Pewien amerykański prokurator w odpowiedzi na jej list napisał, by pieniądze, które przyjęła od oszusta – w prawdziwie chrześcijańskim duchu – zwróciła oszukanym.

Ale to nie wszystko. Chatterjee ujawnił, że karetki pogotowia ofiarowane Teresie przez biznesmena z Kalkuty były w rzeczywistości używane przez jej zakonnice jako taksówki. Nagrał też i zapisał swoje rozmowy telefoniczne z zakonnicami, z których wynikało, że odmówiły przyjęcia umierających nawet 200 metrów od ich ośrodka w Kalkucie.

Kiedy indziej warunki w jednym z prowadzonych przez zakonnice domów porównano w mediach do obozu koncentracyjnego Bergen-Belsen w nazistowskich Niemczech.

* * *

Blisko ćwierć wieku po śmierci Teresy, w 2021 roku, Michelle Goldberg ukazała na łamach „New York Timesa” jeszcze inną perspektywę działalności Teresy. Przyrównała ona strukturę stworzonego przez nią zakonu do sekty. Jedna z byłych sióstr, Mary Johnson, wspominała o przemożnej kontroli zakonu nad jednostką. Mówiła, że siostry wychodziły na zewnątrz zawsze dwójkami: „Nigdy nie pozwolono nam po prostu wyjść i coś zrobić. Więc nie byłabym w stanie przejść więcej niż pięć czy sześć kroków, zanim ktoś nie podbiegłby do mnie i nie zapytał: dokąd idziesz?”.

W zakonie panowała swego rodzaju sterylność – jakikolwiek fizyczny kontakt lub przyjaźń były zakazane. Bliskich można było odwiedzać raz na dziesięć lat. Według Johnson matka Teresa polecała zakonnicom, by dotykały dzieci, którymi się opiekują, tylko w niezbędnym zakresie. Jednocześnie oczekiwano od sióstr, że będą się regularnie biczować.

Inna była zakonnica Zgromadzenia Sióstr Misjonarek Miłości, Colette Livermore, nie otrzymała zgody na odwiedzenie w szpitalu umierającego brata. Pomimo zakazu chciała wrócić do domu, nie miała jednak pieniędzy na podróż. Czas w zakonie wspomina jako pranie mózgu.

Siostry, które zaczynały dzień o 4.30, miały zaledwie pół godziny na wypoczynek. Ich misja sprowadzała się do tego, by „zaspokoić pragnienie Jezusa Chrystusa na Krzyżu”.

To nie przypadek. Teresa była zafiksowana na ukrzyżowanym Chrystusie. Był on dla niej swoistym wzorem i katalizatorem świętości. Ten sposób myślenia obowiązywał też jej siostry: dlaczego modlisz się, siedząc na krześle, skoro możesz uklęknąć na twardej ziemi?

Wspomniana Mary Johnson dołączyła do sióstr w wieku zaledwie 19 lat, kiedy zobaczyła matkę Teresę na okładce magazynu „Time”. Po latach z niedowierzaniem wspominała swoją pierwszą sesję samobiczowania, kiedy wiązka sznurów pozostawiała rany na jej ciele. W łazience obok niej inna, bardziej doświadczona zakonnica robiła to samo. Skutki tej traumy pozostały na lata. Johnson wiele lat po odejściu z zakonu prosiła swojego męża, aby ją bił. Szukała w ten sposób sposobu na uwolnienie się od poczucia winy.

– Dla normalnego człowieka teza, że noszenie kolczastych łańcuchów i samobiczowanie pozwala uczestniczyć w dziele odkupienia, nie ma większego sensu – mówi Mary Johnson. Ale w systemie Teresy nie ulegało to żadnej wątpliwości. Kiedy Mary pierwszy raz wzięła do rąk sznur do biczowania, z jednej strony była przerażona, z drugiej zaś podekscytowana. Wyobrażała sobie, że podjęła wyzwanie pokonania egoizmu i stania się świętą.

* * *

Mary Loudon była ochotniczką, która chciała pomagać razem z siostrami od matki Teresy. Jednak to, co zobaczyła, mocno ją zmroziło. Opowiadała potem o dezynfekowanych w wodzie strzykawkach, zimnych kąpielach i osobliwym modelu opieki nad chorymi przez gloryfikowanie ich cierpienia zamiast łagodzenia go.

Susan Shields była zakonnicą w założonym przez Teresę zgromadzeniu przez dziewięć i pół roku. Posługiwała w Nowym Jorku, Rzymie i San Francisco. Z zakonu odeszła w maju 1989 roku. Jak wspomina, to właśnie wtedy odkryła na nowo prawdę, a w zasadzie plątaninę kłamstw, w których żyła. Teresa oczekiwała od sióstr bardzo wiele, uzasadniała to poświęcenie, odwołując się do instancji nadprzyrodzonej. Zakonnice miały być absolutnie posłuszne przełożonym, aby czynić „wolę Bożą”. Poza tym miały cierpieć, bo ich cierpienie raduje i uszczęśliwia Boga.

Swoją drogą Teresa nic nowego nie wymyśliła. Można wręcz powiedzieć, że propagowany przez nią model życia konsekrowanego dominował aż do połowy XX wieku (więcej o tym w kolejnym rozdziale). Krytyczna refleksja na temat tego opartego na fałszywie rozumianym oddaniu, posłuszeństwie i pokorze sposobu życia pojawiła się dopiero na Soborze Watykańskim II. Mówiąc bardziej precyzyjnie, dzięki powrotowi do źródeł zdano sobie sprawę, że była to co najwyżej karykatura chrześcijaństwa.

Jak się okazuje, to nowe myślenie nie do wszystkich dotarło.

* * *

Jako misjonarka miłości Shields rejestrowała darowizny i pisała listy z podziękowaniami. Pieniądze napływały w szaleńczym tempie. Listonosz dostarczał listy workami. Siostry regularnie wystawiały rachunki za czeki o wartości 50 tysięcy USD i więcej. Ale były też mniejsze kwoty. Shields wspomina wzruszające listy od ubogich, którzy poświęcali się, oddając tyle, ile mogli, żeby pomóc powodzianom w Bangladeszu czy biednym dzieciom w Indiach. Ale pieniądze zalegały na kontach, a fortunę z darowizn uznawano za znak aprobaty Bożej dla zgromadzenia Matki Teresy. Przełożeni tłumaczyli siostrom, że zakon Teresy otrzymuje więcej darów niż inne zgromadzenia zakonne, ponieważ Bogu podobała się matka, a misjonarki miłości są siostrami wiernymi prawdziwemu duchowi życia zakonnego. Czy to samo można powiedzieć o Legionistach Chrystusa, zakonie, którego założyciel Marcial Maciel Degollado – pedofil, gwałciciel własnych dzieci, bigamista i narkoman – zebrał dla kościoła setki milionów dolarów?

Środki te nie miały wpływu na życie biednych, którym zakonnice starały się pomóc. Same dysponowały jedynie trzema zmianami ubrań, które reperowały, póki materiał, z którego były uszyte, nie zgnił. Ubrania prały ręcznie. Kąpały się pod jednym wiadrem wody. Badania dentystyczne i lekarskie były postrzegane w zgromadzeniu Teresy jako zbędny luksus.

Zresztą założycielka miała obsesję na punkcie zachowania ducha ubóstwa. Na Haiti, aby go podtrzymać, siostry wielokrotnie używały igieł, którymi aplikowały zastrzyki. Póki się nie stępiły. Widząc na twarzach chorych ból spowodowany tępymi igłami, wolontariusze proponowali, że kupią nowe. Siostry odmówiły.

Shields wspomina, że od pewnego momentu zaczęła mieć co do misji Teresy wątpliwości:

„Przez lata musiałam pisać tysiące listów do donatorów, że cały ich dar zostanie wykorzystany, aby nieść miłosierne współczucie Boga najbiedniejszym z ubogich. Udało mi się trzymać w ryzach moje mające wątpliwości sumienie, ponieważ uczono nas, że Duch Święty prowadzi matkę. Zwątpienie w nią było znakiem, że brakowało nam zaufania, a co gorsza, czując je, stawaliśmy się winni grzechu pychy”.

Wszystko to jednak nie miało sensu. Organizację, którą stworzyła Teresa, zalały miliony dolarów. Gdzie się podziały te wszystkie czeki z wieloma zerami, walizki pełne pieniędzy oraz darowane nieruchomości? Teresa, zamiast usprawnić pomoc, szczyciła się, że prowadzi „najbardziej zdezorganizowaną organizację na świecie”. Zakonnicom nie było wolno korzystać z komputerów, maszyn do pisania, a nawet kserokopiarek. Buchalteria tego wielkiego przedsięwzięcia była prowadzona w szkolnych zeszytach zapisywanych ołówkami.

Jak wspomina była siostra Susan Shields, pieniądze nie tyle niewłaściwie wykorzystywano, co w ogóle ich nie wykorzystywano. „Kiedy w Etiopii nastał głód, przybyło wiele czeków z napisem: dla głodnych w Etiopii. Kiedy zapytałam siostrę, która zajmowała się księgowością, czy powinnam je zsumować i wysłać całość do Etiopii, odpowiedziała: »Nie, nie wysyłamy pieniędzy do Afryki«. Ale nadal robiłam pokwitowania dla darczyńców »dla Etiopii«”.

To nie wszystko. Misjonarki miały około 500 lokalizacji na całym świecie. Swoje nieruchomości nabywały jednak bez zaangażowania środków zgromadzonych na kontach. „Matka zawsze mówiła, że nie wydajemy na to”, wspomina Sunita Kumar, podobno najbliższa współpracownica Teresy, która była jedną z najbogatszych kobiet w Kalkucie. „Jeśli matka potrzebowała domu, szła prosto do właściciela, czy to do państwa, czy osoby prywatnej, i pracowała nad nim tak długo, aż w końcu dostawała go za darmo”.

Teresa uważała, że jej należy się wszystko. Kiedyś w Londynie „kupiła” dla swoich zakonnic jedzenie za blisko pół tysiąca funtów. Kiedy poproszono ją o pieniądze, wykrzyczała, że jej misja to „dzieło Boże”. Sprzeczka przy kasie zakorkowała sklep. Doszło do tego, że za zakupy zapłacił stojący w kolejce biznesmen.

mniej..

BESTSELLERY

Kategorie: