Facebook - konwersja
Czytaj fragment
Pobierz fragment

  • Empik Go W empik go

Bóg nigdy nie mruga - ebook

Wydawnictwo:
Tłumacz:
Data wydania:
7 listopada 2012
Ebook
19,99 zł
Audiobook
34,99 zł
Format ebooka:
EPUB
Format EPUB
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najpopularniejszych formatów e-booków na świecie. Niezwykle wygodny i przyjazny czytelnikom - w przeciwieństwie do formatu PDF umożliwia skalowanie czcionki, dzięki czemu możliwe jest dopasowanie jej wielkości do kroju i rozmiarów ekranu. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
, MOBI
Format MOBI
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najczęściej wybieranych formatów wśród czytelników e-booków. Możesz go odczytać na czytniku Kindle oraz na smartfonach i tabletach po zainstalowaniu specjalnej aplikacji. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
(2w1)
Multiformat
E-booki sprzedawane w księgarni Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu - kupujesz treść, nie format. Po dodaniu e-booka do koszyka i dokonaniu płatności, e-book pojawi się na Twoim koncie w Mojej Bibliotece we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu przy okładce. Uwaga: audiobooki nie są objęte opcją multiformatu.
czytaj
na tablecie
Aby odczytywać e-booki na swoim tablecie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. Bluefire dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na czytniku
Czytanie na e-czytniku z ekranem e-ink jest bardzo wygodne i nie męczy wzroku. Pliki przystosowane do odczytywania na czytnikach to przede wszystkim EPUB (ten format możesz odczytać m.in. na czytnikach PocketBook) i MOBI (ten fromat możesz odczytać m.in. na czytnikach Kindle).
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na smartfonie
Aby odczytywać e-booki na swoim smartfonie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. iBooks dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Czytaj fragment
Pobierz fragment

Bóg nigdy nie mruga - ebook

Pięćdziesiąt wskazówek. Pięćdziesiąt lekcji, w których autorka przeplata własne przeżycia z doświadczeniami ludzi spotkanych na swojej krętej drodze; przywołuje ważne dla siebie postaci, znaczące książki i filmy, inspirujące modlitwy i wypisy z lektur; przypomina o sile psalmów i prostych sentencji.

Felietony Reginy Brett docenili i pokochali czytelnicy na całym świecie. Przyklejano je na lodówkach, rozsyłano w e-mailach do bliskich. Tematy lekcji, których udzieliło autorce życie, cytowano na tysiącach blogów i przedrukowywano w gazetach.

Książka, którą trzymasz w ręce, stanie się bliska każdemu, kto kiedykolwiek znalazł się na życiowym zakręcie oraz wszystkim szukającym inspiracji. Niech każda z pięćdziesięciu lekcji będzie manifestem – jak bohaterka jednego z esejów, pewna sportowa czapka z prostym hasłem: „Życie jest dobre”. Bo takie jest. Naprawdę.

Kategoria: Poradniki
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-61428-96-1
Rozmiar pliku: 576 KB

FRAGMENT KSIĄŻKI

Wstęp

Moja przyjaciółka Kathy przysłała mi kiedyś cytat z książki Słoneczne wino. W opowieści Raya Bradbury’ego, która rozgrywa się wiele lat temu podczas wakacji, pewien chłopiec nagle zaczyna chorować. Nikt nie wie, co mu dolega. Czuje się po prostu przytłoczony życiem. Nikt nie potrafi mu pomóc, dopóki nie pojawia się handlarz starzyzną, pan Jonas.

Pochyla się nad chłopcem, który śpi na składanym łóżku na podwórzu, i szepcze mu do ucha. Każe mu leżeć spokojnie i słuchać. Potem zrywa z drzewa jabłko. Wreszcie wyznaje chłopcu sekret, który nosi w sobie, sekret, który, nie wiedząc o tym, nosiłam w sobie i ja. Niektórzy ludzie rodzą się wrażliwsi niż inni. Są niczym delikatne owoce – łatwiej ich zranić, częściej płaczą, a smutek towarzyszy im od najmłodszych lat. Pan Jonas wie o tym, bo sam do nich należy.

Poruszony tymi słowami chłopiec wraca do sił.

Mnie również poruszyły te słowa. Niektórych ludzi łatwiej zranić. Między innymi mnie.

Potrzebowałam czterdziestu lat, żeby odnaleźć i zatrzymać przy sobie szczęście.

Zawsze miałam wrażenie, że w chwili moich narodzin Bóg akurat mrugnął. Przegapił je i nigdy się nie dowiedział, że przyszłam na świat. Moi rodzice mieli jedenaścioro dzieci i chociaż bardzo kocham zarówno ich, jak i moich pięć sióstr i pięciu braci, czasem miałam wrażenie, że ginę w tłumie. Jak często podkreślała Kathy, ja wydawałam się najsłabsza ze stada. W rezultacie z oszołomionej naukami zakonnic sześciolatki wyrosłam na zagubioną szesnastolatkę ze skłonnością do alkoholu, z której z kolei przeobraziłam się w dwudziestojednoletnią pannę z dzieckiem.

W wieku trzydziestu lat skończyłam studia, a po osiemnastu latach bycia samotną matką, z czterdziestką na karku zostałam żoną mężczyzny, który nosił mnie na rękach.

A potem, mając czterdzieści jeden lat, zachorowałam na raka. Walczyłam z nim rok, a przez kolejny dochodziłam do siebie.

W dniu czterdziestych piątych urodzin leżałam w łóżku, myśląc o tym wszystkim, czego nauczyło mnie życie. Przepełniona refleksjami, nie mogłam już dłużej pomieścić ich w sobie. Długopis sam przelał moje myśli na papier. Przepisałam wszystko na komputerze i zamieniłam w cykl felietonów o 45 lekcjach, które dostałam od życia.

Mój szef nie był zachwycony. Jego szef też nie. Poprosiłam, żeby mimo wszystko wydrukowali te felietony. Czytelnicy magazynu „Plain Reader” w Cleveland pokochali je.

Rak dał mi odwagę, żeby postawić się szefom. Ktoś, kto miał raka, a po chemioterapii i naświetlaniach stracił włosy, siły i apetyt, wie, że niewiele gorszego może go w życiu spotkać. Czterdzieste piąte urodziny to było moje zwycięstwo. Przez chorobę zwątpiłam, czy zobaczę ten wynik na liczniku. Trzy z moich ciotek umarły na raka piersi w wieku 42, 44 i 56 lat, więc nie wyglądało to najlepiej.

Ale ja wciąż żyłam. Kiedy skończyłam pięćdziesiąt lat, dopisałam pięć nowych lekcji, a magazyn wznowił publikację moich felietonów. I wtedy stało się coś niezwykłego. Ludzie w całym kraju zaczęli przesyłać je sobie nawzajem. Pastorzy, pielęgniarki i pracownicy socjalni prosili o odbitki tekstów, żeby zamieścić je w newsletterach, biuletynach kościelnych i gazetach lokalnych. Poruszyły wyznawców wszystkich religii, a także ludzi niewierzących. Mimo że w niektórych lekcjach piszę o Bogu, czytelnicy odnaleźli w nich prawdy uniwersalne. Pisali do mnie agnostycy i ateiści, którzy listę lekcji noszą w portfelu, zawiesili w swoim boksie w pracy albo przymocowali magnesem do lodówki. Moje felietony trafiają na blogi i strony internetowe w różnych krajach. Odkąd zaczęły się ukazywać, co tydzień dostaję e-maile i telefony z prośbą o egzemplarze od ludzi z całego świata, począwszy od Australii, a na Zanesville w stanie Ohio skończywszy. To najpopularniejszy cykl felietonów w mojej dwudziestoczteroletniej karierze dziennikarskiej.

Większość tych tekstów ukazała się pierwotnie w magazynach „Plain Dealer” lub „Beacon Journal”. Niektóre powstały na potrzeby tej książki.

Te lekcje to dar, jaki dostałam od życia. Teraz przekazuję go Tobie.Lekcja 1

Życie jest niesprawiedliwe, ale i tak jest dobre

Czapka zawsze wracała, coraz bardziej wypłowiała, lecz potężniejsza niż kiedykolwiek.

Wszystko zaczęło się od Franka.

Przeszłam właśnie pierwszą chemioterapię i nie mogłam się pogodzić z tym, że mam być łysa. I wtedy zobaczyłam mężczyznę w czapce baseballowej z napisem: Życie jest dobre.

Mnie się akurat takie nie wydawało, a wkrótce miało się stać jeszcze gorsze, więc zapytałam go, skąd wziął tę baseballówkę. Dwa dni później Frank przejechał przez całe miasto, zapukał do moich drzwi i wręczył mi taką samą. Frank to wyjątkowy człowiek. Z zawodu jest malarzem pokojowym, a w życiu kieruje się jednym prostym hasłem: mogę.

Przypomina mu ono, żeby czuł wdzięczność za wszystko, co go spotyka.

Zamiast powiedzieć: „Muszę dziś iść do pracy”, Frank mówi sobie: „Mogę pójść do pracy”. Zamiast myśleć: „Muszę iść po zakupy”, on może po nie pójść. Zamiast narzekać: „Muszę zawieźć dzieci na trening baseballu”, on może je tam zawieźć. Ta zasada działa w każdej sytuacji.

Być może na kimś innym niż Frank ta czapka, granatowa baseballówka z owalną naszywką i przesłaniem wyszytym białymi literami, nie miałaby tak wielkiej mocy.

Ale moje życie naprawdę stało się dobre. Mimo że wypadły mi włosy, że czułam się osłabiona i straciłam brwi. Zamiast peruki wkładałam tę czapkę – to była moja odpowiedź na raka, mój prywatny billboard dla całego świata. Ludzie wprost uwielbiają gapić się na łysą kobietę. Dzięki czapce poznawali moją odpowiedź.

Z czasem wydobrzałam, włosy mi odrosły i schowałam prezent od Franka do szafy. Leżał tam, dopóki moja przyjaciółka nie zachorowała na raka i nie zapytała o tę baseballówkę, którą kiedyś nosiłam. Chciała mieć taką samą. Na początku nie chciałam rozstawać się z moją czapką. Była dla mnie jak amulet, dawała mi poczucie bezpieczeństwa. Ale musiałam przekazać ją dalej, bo inaczej mogłaby przestać przynosić szczęście. Przyjaciółka obiecała, że wyzdrowieje i przekaże ją kolejnej kobiecie. Zamiast tego oddała czapkę mnie, żebym dała ją kolejnej walczącej z rakiem.

Nazywamy ją Baseballówką na Chemię.

Trudno zliczyć, ile kobiet nosiło ją przez ostatnich jedenaście lat. Straciłam rachubę. Tak wiele przyjaciółek zachorowało na raka piersi. Arlene. Joy. Cheryl. Kaye. Sheila. Joan. Sandy. Przekazywały ją sobie nawzajem, jedna po drugiej.

Czapka wracała do mnie coraz bardziej znoszona i spracowana, za to oczy każdej z kobiet lśniły nową nadzieją. Wszystkie, które nosiły przynoszącą szczęście Baseballówkę na Chemię, wciąż żyją i mają się dobrze.

W zeszłym roku dałam ją Patrickowi, mojemu przyjacielowi i koledze z pracy. Miał 37 lat, kiedy zdiagnozowano u niego raka okrężnicy. Pożyczyłam mu czapkę, chociaż nie byłam pewna, czy poradzi sobie z każdym rodzajem raka. Patrick powiedział swojej mamie, że został ogniwem w naszym łańcuchu przetrwania, a ona odnalazła firmę Life is good, producenta czapek i innych produktów z tym mottem. Zadzwoniła tam, opowiedziała o naszej baseballówce i zamówiła całe pudło czapek.

Rozesłała je najbliższym przyjaciołom i krewnym Patricka, a oni robili sobie w nich zdjęcia. Patrick obwiesił całą lodówkę fotografiami przyjaciół ze studiów, ich dzieci, psów, a nawet figurek w przydomowych ogródkach w baseballówkach z napisem „Życie jest dobre”.

Tymczasem kierownictwo firmy Life is good poruszyła historia, którą opowiedziała im mama Patricka. Zwołali zebranie załogi i postawili przed pracownikami zadanie, żeby „w duchu wędrownej, przynoszącej szczęście Baseballówki na Chemię” przekazali swoją komuś, kto potrzebuje otuchy. Przesłali Patrickowi zdjęcie wszystkich 175 pracowników w szczęśliwych czapkach.

Patrick zakończył chemioterapię i czuje się dobrze. Miał mnóstwo szczęścia: włosy mu nie wypadły, a tylko się przerzedziły. Nie nosił czapki, lecz i tak dodała mu sił. Trzymał ją na stoliku przy schodach, tak żeby codziennie widzieć hasło.

Pomogła mu przetrwać naprawdę trudne dni, kiedy chciał przerwać chemioterapię i się poddać. Każdy chory na raka miewa takie chwile. Zresztą ci, którzy nie chorują na raka, też.

Okazuje się, że to nie czapka, a jej przesłanie dodawało i wciąż dodaje nam wszystkim sił.

Życie naprawdę jest dobre.

Podaj dalej.Lekcja 2

Jeśli nie wiesz, co dalej, po prostu zrób następny właściwy krok

Moje życie przypominało kiedyś grę w zaczarowane posągi, w którą bawiliśmy się jako dzieci. Złapany musiał zastygnąć w pozycji, w jakiej dał się schwytać. Zawsze, gdy coś się stało, zamierałam w bezruchu jak posąg, przerażona, że pójdę w złym kierunku albo podejmę niewłaściwą decyzję. Problem polega na tym, że gdy zbyt długo stoisz w miejscu, to właśnie jest twoja decyzja.

W bożonarodzeniowej kreskówce A Charlie Brown Christmas („Boże Narodzenie Charliego Browna”) jest scena, kiedy tytułowy bohater przychodzi na konsultację do Lucy, która za pięć centów udziela porad psychiatrycznych. Dziewczynka robi, co w jej mocy, żeby postawić mu diagnozę.

Pyta pacjenta, czy boi się odpowiedzialności, bo jeśli tak, to cierpi na hypengiofobię. Ale Charlie Brown nie jest przekonany, czy właśnie tego obawia się najbardziej.

Lucy szuka dalej, starając się dotrzeć do sedna sprawy. Jeżeli Charlie boi się schodów, może cierpieć na klimakofobię. Jeżeli czuje lęk przed oceanem, ma talassofobię. Być może chodzi o gefyrofobię, czyli lęk przed przekraczaniem mostów.

W końcu Lucy stawia właściwą diagnozę: pantofobia.

Kiedy pyta pacjenta, czy właśnie to stanowi jego problem, Charlie chce wiedzieć, na czym polega ta choroba. Odpowiedź Lucy zdumiewa go, a zarazem uspokaja.

Pantofobia to lęk przed wszystkim.

Bingo! Właśnie na to cierpi Charlie Brown.

I ja też.

W szkole średniej za przewodnika służył mi alkohol. Wybrałam studia tuż obok domu, bo przerażało mnie, ile musiałabym włożyć wysiłku, żeby złożyć papiery i dostać się na uniwersytet gdzieś z dala od Ravenny w stanie Ohio, a potem wyprowadzić się z domu i zamieszkać w akademiku.

Codziennie w autobusie pokonywałam sześć mil z Ravenny do Kent, nie dlatego, że Kent State University to dobra, porządna stanowa uczelnia, na którą było nas stać, chociaż to wszystko prawda. Robiłam to, bo nie mieściło mi się w głowie, że mogłabym studiować w innym mieście, jak moje trzy starsze siostry i brat, którzy kształcili się na Ohio State University, jednej z największych uczelni w kraju. W Kent mój świat pozostał mały i bezpieczny. Na stołówce jadłam lunch ze znajomymi ze szkoły średniej.

Na pierwszym czy drugim roku oblałam chemię. Zajęcia zrobiły się za trudne, więc przestałam na nie przychodzić. Trzy razy zmieniałam kierunek. A potem w wieku dwudziestu jeden lat zaszłam w ciążę i rzuciłam studia, a wraz z nimi alkohol. Pracowałam potem w wielu miejscach, które mi nie odpowiadały. Byłam urzędnikiem sądowym. Sekretarką w kancelarii prawnej. Kierownikiem biura. Przewoziłam nawet ciała zmarłych do domu pogrzebowego.

Co miałam zrobić ze swoim życiem? Przyszłość mnie przytłaczała. Aż pewnego dnia przyjaciółka z terapii poradziła mi: Po prostu zrób następny, właściwy krok.

To wszystko?

Z tym sobie poradzę.

Zwykle wiemy, jaki powinien być nasz następny krok, ale jest on tak błahy, że umyka nam z pola widzenia. Skupieni na dalekiej przyszłości, widzimy jedynie poważny i przerażający przełom zamiast prostego zadania. Dlatego czekamy. I czekamy. Czekamy, jakby plan na życie miał rozwinąć się u naszych stóp niczym czerwony dywan.

A przecież i tak nie mielibyśmy odwagi na niego wejść.

Chciałam skończyć studia i robić coś, co kocham, zamiast harować w pracy, którą z trudem znosiłam, ale nie wiedziałam tylu rzeczy: Jaki wybrać kierunek? Z czego opłacić czesne? I gdzie miałabym później pracować? Tak wiele pytań pozostawało bez odpowiedzi.

Pewnego dnia moja mama powiedziała mi, jaki może być następny, właściwy krok.

– Po prostu przejrzyj katalog zajęć uniwersyteckich – zaproponowała.

To wszystko?

Z tym sobie poradzę.

Zdobyłam więc katalog. Potem go otworzyłam. Następnie przejrzałam go od deski do deski z flamastrem w dłoni, zaznaczając te zajęcia, na które chciałam chodzić tylko dlatego, że wydawały mi się ciekawe, a nie po to, żeby zdobyć dyplom.

Siedziałam na podłodze w salonie, przewracając kolejne strony. Początkowo, jak przystało na dziecko, które w szkole najbardziej lubiło przerwy, zaznaczyłam zajęcia gimnastyczne, jazdę konną, piesze wycieczki i górskie wędrówki. Później kilka kursów psychologii i zajęć plastycznych. A potem całe mnóstwo kursów pisarskich. Czytałam opisy wszystkich zajęć na każdej stronie, aż natrafiłam na prawdziwą kopalnię skarbów. Kurs pisania tekstów informacyjnych. Kurs pisania tekstów publicystycznych. Kurs pisania do czasopism. Kurs reportażu. Wow! Przejrzałam wszystko, od antropologii aż po zoologię. Kiedy skończyłam, przekartkowałam katalog z powrotem, żeby sprawdzić, jakie zajęcia wybierałam najczęściej.

Kursy pisarskie.

Więc zapisałam się na jeden kurs pisania. Potem na kolejny. I na jeszcze jeden.

Jeśli nie wiesz, co dalej, po prostu zrób następny, właściwy krok. Zwykle to nic wielkiego. Jak powiedział E.L. Doctorow, pisanie książki przypomina jazdę samochodem nocą. „Widzisz tylko ten fragment drogi, który oświetlają twoje światła, a mimo to dojeżdżasz w ten sposób do celu”.

Ta zasada sprawdza się również w życiu. Światła mojego samochodu oświetlają jedynie 100 metrów drogi, ale to wystarczy, żeby dojechać aż do Kalifornii. Dotrę do celu, jeśli tylko mam dość światła, by ruszyć z miejsca.

Dyplom dziennikarstwa Kent State University uzyskałam jako trzydziestolatka. Dziesięć lat później otrzymałam tytuł magistra religioznawstwa na John Carroll University. Nie miałam zamiaru kończyć studiów magisterskich. Gdybym wcześniej podliczyła wydane pieniądze (tysiące dolarów), lata (pięć) i godziny spędzone w salach wykładowych, na przygotowaniach do zajęć i zbieraniu materiałów (późnymi wieczorami, w czasie lunchu, w weekendy), na pewno nie wysłałabym pierwszego czeku z czesnym.

Zapisałam się po prostu na jeden kurs, potem na kolejny i jeszcze jeden, aż pewnego dnia okazało się, że skończyłam studia.

Podobnie było z wychowywaniem mojej córki. Nawet mi się nie śniło, że będę samotną matką przez wszystkie osiemnaście lat jej dzieciństwa. Moja córka skończyła szkołę średnią w tym samym miesiącu, w którym ja zdobyłam dyplom magistra. Cieszę się, że gdy ją urodziłam w wieku dwudziestu jeden lat, nie zdawałam sobie sprawy, ile czasu, pieniędzy i poświęceń będzie mnie kosztowało doprowadzenie jej do dnia rozdania świadectw. Byłabym przerażona.

Od czasu do czasu jakiś ekspert wylicza, ile kosztuje wychowanie dziecka. Wynik sięga sześciocyfrowej kwoty. Te wydatki nie odstraszają potencjalnych rodziców, ale gdyby ktoś obliczył, ile czasu i energii pochłania wychowanie dziecka, ludzkość by wymarła.

Sekret sukcesu – rodzicielskiego i życiowego – polega na tym, żeby nie liczyć kosztów. Nie myśl o tym, jak długą drogę masz przed sobą. Nie mierz odległości między startem a metą. Takie rachuby powstrzymają cię przed zrobieniem następnego małego kroczku.

Jeśli chcesz zrzucić 20 kilogramów, zamawiasz sałatkę zamiast frytek. Jeśli chcesz być lepszym przyjacielem, odbierasz telefon, zamiast go wyciszać. Jeśli chcesz napisać powieść, siadasz i zaczynasz od jednego akapitu.

Boimy się poważnych zmian, ale zazwyczaj mamy dość odwagi, żeby zrobić następny, właściwy krok. Jeden niewielki krok, a potem kolejny. To wystarczy, żeby wychować dziecko, zdobyć dyplom, napisać książkę, spełnić swoje najśmielsze marzenia.

Jaki powinien być Twój następny, właściwy krok? Nieważne, o co chodzi – po prostu zrób to.Od autorki

Drogi Czytelniku,

dziękuję, że kupiłeś i przeczytałeś mój debiut książkowy. Mam nadzieję, że to pierwsze z naszych wielu czytelniczych spotkań.

Jeśli jesteś jedną z tysięcy osób, które rozesłały moich 50 lekcji pocztą elektroniczną do swoich przyjaciół na całym świecie, dziękuję Ci za to, że zainspirowałeś mnie do kolejnego kroku, czyli do napisania tej książki.

Mam też nadzieję, że zawarte tu rady pozostaną z Tobą jeszcze długo po tym, jak je przeczytasz. Bardzo chciałabym się dowiedzieć, czy moje refleksje pomogły Ci się odnaleźć. Z chęcią przeczytam, jak zmieniły Twoje życie. Możesz też przysłać mi własne lekcje. Na mojej stronie internetowej: www.reginabrett.com znajdziesz formularz kontaktowy, skąd można wysłać do mnie e-maila.

Znajdziesz tam również mojego bloga, felietony, podcast mojej audycji radiowej, najczęściej zadawane pytania, porady dla pisarzy, moje ulubione linki i zdjęcia oraz przeczytasz o mojej następnej książce.

Część tantiem ze sprzedaży tej książki zostanie przekazana na rzecz organizacji The Gathering Place, która oferuje darmową pomoc każdemu, kto boryka się z rakiem. Więcej o tym wspaniałym miejscu można się dowiedzieć na stronie www.touchedbycancer.org.

Mam również nadzieję, że odwiedzicie Jezuicki Dom Rekolekcyjny, www.jrhcleveland.org, miejsce, które nazywam swoim duchowym domem.

Jeszcze raz dziękuję, że poświęciłeś czas na to, żeby przeczytać moją książkę. Mam nadzieję, że te refleksje wpłyną na Twoje życie równie mocno, jak na moje, i przyniosą Ci radość.

Pozdrawiam serdecznie,

Podziękowania

Jestem dozgonnie wdzięczna…

…moim rodzicom, Tomowi i Mary, którzy poświęcili więcej, niż jestem sobie w stanie wyobrazić, żeby kochać i wychować swoich jedenaścioro dzieci. Przekazali nam swoją wiarę, nadzieję i odwagę.

Moim siostrom: Theresie, Joan, Mary, Maureen i Patricii – za ich miłość i hałaśliwą siłę. Moim braciom: Michaelowi, Tomowi, Markowi, Jimowi i Matthew – za ich miłość i cichą mądrość. Moim siostrzenicom, bratanicom, siostrzeńcom i bratankom: Rachel, Michaelowi, Leah, Luke’owi, Jaclyn, Laurze, Emily, Hudsonowi, Josiah, Anyi, Erin, Harry’emu, Jacobowi, Billowi i Brendzie, którzy kochają mnie po prostu za to, że jestem ciocią Reginą.

Moim bratowym i szwagrom: Tomowi, Chrisowi, Tish, Andrew, Tomowi, Anicie, Michelle, Randy’emu, Gary’emu i Carol, którzy wspierają mnie bardziej, niż na to zasługuję.

Panu Ricco, mojemu nauczycielowi angielskiego w dziewiątej klasie w Brown Junior High. Sam Ricco nauczył mnie kochać pisanie, akapit po akapicie.

Moim przyjaciołom, którzy tchnęli we mnie Nową Nadzieję, zwłaszcza Kathy i Billowi Perfectom, Melanie i Edowi Raffertym, Judy i Michaelowi Conwayom, Veronice Harris oraz Donowi Daviesowi. Ich bezwarunkowa miłość postawiła mnie na nogi.

Moim pierwszym mentorom, Eileen Lynch, Barb Blackwell, Zoe Walsh i Maurze McEnaney, za to, że zawlekły mnie ze sobą Drogą do Prawdziwego Szczęścia.

Licznym przyjaciołom, którzy stale dopingują mnie do działania: Thrity Umrigar, Bobowi Paynterowi, Terry’emu Pluto, Debbi Snook, Connie Schultz, Sue Klein, Karen Long, Tinie Simmons, Jennifer Buck, Suellen Saunders, Marcie Goodman, Beth Segal, Michaelowi Barronowi, Brendanowi Ringowi i całemu personelowi Nighttown. Szczególne podziękowania należą się Sheryl Harris, przyjaciółce, która najpierw wysłuchiwała moich narzekań, a potem zlikwidowała ich przyczynę, poznając mnie z mężczyzną moich marzeń.

Całej grupie z Campbellville za ich niezmienne wsparcie: Marty’emu Friedmanowi, Sandy Livingston, Michaelowi Millerowi, Beth Ray, Peterowi Collinsowi, Kris Anne Langille, Arlene i Buddyemu Krausom, Julie Steiner i Danowi Freidusowi.

Profesorom z Kent State University – Bruce’owi Larrickowi i Fredowi Endresowi za to, że namówili mnie na dziennikarstwo. Billowi O’Connorowi i Susan Ager za to, że mogłam uczyć się od nich pisania. Daleowi Allenowi, który dał mi posadę felietonistki w „Beacon Journal”. Dougowi Cliftonowi, który zlecił mi pisanie felietonów dla „Plain Dealer”. Stuartowi Warnerowi, najlepszemu nauczycielowi pisania na świecie. Zawsze zachęcał mnie do mówienia własnym głosem, nawet gdy dostawałam chrypki. Wydawcy „Plain Dealer” Terry’emu Eggerowi, redaktor Susan Goldberg, redaktor wykonawczej Debrze Adam Simmons oraz Barb Galbincei za to, że mogłam napisać najlepsze teksty w swojej karierze i podzielić się nimi w tej książce. Dave’owi Davisowi i Tedowi Diadiunowi za to, że zajmują się niekończącymi się prośbami o przedruki tych tekstów. Jean Dubail, Johnowi Krollowi i Denise Polverine za opiekę nad moimi felietonami i wpisami na blogu na stronie www.cleveland.com. Moim kolegom z „Plain Dealer”, którzy codziennie starają się okiełznać potęgę słów, żeby zmieniać świat.

Kit Jensen, Jerry’emu Warehamowi, Davidowi Molpusowi, Davidowi Kanzegowi, Bridget DeChagas, Paulowi Coxowi, Jeffowi Carltonowi oraz pozostałym członkom zespołu Ideastream.

Niezliczonym czytelnikom gazet z Cleveland, których e-maile, telefony i listy trzymają mnie przy życiu – tak mocno wierzycie w cuda, że każda drużyna sportowa chciałaby mieć takich fanów. Naprawdę dajecie czadu.

Siostrze Mary Ann Flannery, dzięki której Jezuicki Dom Rekolekcyjny tętni życiem, i wszystkim szalonym kobietom, które zawsze palą przed Rekolekcjami Siostry Ignacji.

Wspaniałym księżom, którzy poświęcili swoje życie ratowaniu dusz: Ojcu Joemu Zubricky’emu, Benno Kornely’emu, Denisowi Brunelle, Jimowi Lewisowi, Joemu Fortuno, Clemowi Metzgerowi i Kevinowi Conroyowi.

Aniołom z mojej Grupy Wsparcia: Ami Peacock, Gabrielle Brett, Sharon Sullivan, Beth Robenalt i Vicki Prussak.

Tedowi Gupowi, który podzielił się ze mną największym skarbem pisarza: podał mi nazwisko i adres e-mailowy swojego agenta. Dzięki jego szczodrości, trafiłam do David Black Literary Agency, gdzie znalazłam agentkę moich marzeń, Lindę Loewenthal. David zobaczył w mojej książce potencjał; Linda zamieniła go w rzeczywistość. Jej wiara we mnie wciąż dodaje mi sił. Ulepszyła każdą stronę tej książki, a potem znalazła dla niej idealny dom.

Osobom z Grand Central Publishing, które mocno wierzyły w tę książkę. Wydawcy Jamiemu Raabowi: jego pasja pisania odmieniła ten tekst. Mojej redaktor, Karen Murgolo, która podsuwała mi fantastyczne sugestie i wykazała się niespotykaną cierpliwością. Harvey-Jane Kowal i Christine Valentine za skrupulatną korektę. Diane Luger, która zaprojektowała najwspanialszą okładkę. Nancy Wiese, Nicole Bond, Peggy Boelke i Matthew Ballastowi, bo dzięki nim reszta świata także może przeczytać tę książkę. Philippie „Pippie” White za jej dbałość o najmniejszy szczegół.

Chirurgowi Leonardowi Brzozowskiemu, onkologowi Jimowi Sabiersowi i pielęgniarce Pam Boone za uratowanie mi życia.

Mojej babci Julii, której miłość towarzyszy mi od początku i zostanie ze mną na zawsze.

Mojemu wnukowi, Asherowi, któremu zawsze będzie towarzyszyć moja miłość.

Synom, których zyskałam dzięki małżeństwu z moim mężem – Benowi i Joemu, za ich cierpliwość i miłość w czasie, gdy tworzyliśmy nową rodzinę. Synowi, którego zyskałam dzięki małżeństwu mojej córki, Jamesowi, za to, że uzupełnił naszą rodzinę i zrobił mi zdjęcie, które znalazło się na okładce.

Mojemu życiowemu kompasowi, Bruce’owi, który naprawdę jest mi północą, południem, zachodem i wschodem. Ilekroć czuję się zagubiona, on mnie znajduje. Jego miłość nigdy nie zawodzi, nigdy nie słabnie.

Mojej córce Gabrielle, która codziennie przypomina mi, jak bardzo jestem kochana. Pojawiła się jak tajemnica i nadała sens całemu mojemu życiu. Jest dowodem na to, że nie ma nic ważniejszego od miłości.

Oraz Przyczynie tego wszystkiego, Bogu mojej radości.O Autorce

Regina Brett publikuje felietony w dzienniku „Plain Dealer” w Cleveland (Ohio). Urodziła się w 1956 roku i dorastała w dwunastotysięcznym miasteczku Ravenna w stanie Ohio. Uzyskała dyplom licencjata w zakresie dziennikarstwa oraz tytuł magistra religioznawstwa. W 1986 roku zaczęła pracować jako reporter. Felietony pisze od 1994 roku.

Jej artykuły zostały wyróżnione wieloma krajowymi, stanowymi i lokalnymi nagrodami. W latach 2008 i 2009 była finalistką Nagrody Pulitzera w dziedzinie reportażu. Zdobyła również National Headliner Award za felietony o raku piersi w 1999 i 2009 roku.

To jej pierwsza książka.

Regina Brett mieszka w Cleveland w stanie Ohio ze swoim mężem, Bruce’em.

Jej strona internetowa to: www.reginabrett.com.
mniej..

BESTSELLERY

Kategorie: