Facebook - konwersja
Czytaj fragment
Pobierz fragment

Czternasta od końca. Opowieści o współczesnej Ukrainie - ebook

Format ebooka:
EPUB
Format EPUB
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najpopularniejszych formatów e-booków na świecie. Niezwykle wygodny i przyjazny czytelnikom - w przeciwieństwie do formatu PDF umożliwia skalowanie czcionki, dzięki czemu możliwe jest dopasowanie jej wielkości do kroju i rozmiarów ekranu. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
, MOBI
Format MOBI
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najczęściej wybieranych formatów wśród czytelników e-booków. Możesz go odczytać na czytniku Kindle oraz na smartfonach i tabletach po zainstalowaniu specjalnej aplikacji. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
(2w1)
Multiformat
E-booki sprzedawane w księgarni Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu - kupujesz treść, nie format. Po dodaniu e-booka do koszyka i dokonaniu płatności, e-book pojawi się na Twoim koncie w Mojej Bibliotece we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu przy okładce. Uwaga: audiobooki nie są objęte opcją multiformatu.
czytaj
na tablecie
Aby odczytywać e-booki na swoim tablecie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. Bluefire dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na czytniku
Czytanie na e-czytniku z ekranem e-ink jest bardzo wygodne i nie męczy wzroku. Pliki przystosowane do odczytywania na czytnikach to przede wszystkim EPUB (ten format możesz odczytać m.in. na czytnikach PocketBook) i MOBI (ten fromat możesz odczytać m.in. na czytnikach Kindle).
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na smartfonie
Aby odczytywać e-booki na swoim smartfonie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. iBooks dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Czytaj fragment
Pobierz fragment
35,99

Czternasta od końca. Opowieści o współczesnej Ukrainie - ebook

Książka, którą kupiło już ponad 10 tys. Ukraińców, nagradzana i dodrukowywana w trakcie wojny. Wzmacnia ducha wolności i wiarę, że mimo wszystko uda się zwyciężyć

Mykoła Riabczuk pokazuje, dlaczego wybuchła wojna w Ukrainie. Porównuje swoich rodaków do czarnych mieszkańców USA, którzy po latach dyskryminacji zdobywają się na emancypację. To trudny proces, w którym trzeba zerwać z wyobrażeniem o sobie jako kimś gorszym, „kuzynie ze wsi”, wymagającym potężnego opiekuna ze Wschodu.

Ukraina ma przed sobą wielką szansę. Od wspólnej mobilizacji zależy, czy stanie się trwałą częścią demokratycznej wspólnoty, czy też pozostanie czternasta od końca i znajdzie się za nową „żelazną kurtyną”.

„Mykoła Riabczuk napisał więcej niż przewodnik - tak bardzo nam dziś potrzebny - po ukraińskiej historii, tożsamości, wyzwaniach. To intensywna podróż pozwalająca nam zrozumieć sprawy najważniejsze.”

Agnieszka Holland

„Lubię pana Riabczuka. Mało kto punktuje ukraińskie problemy tak celnie jak on, mało kto tak nowatorsko jak on pisze o tamtejszej specyfice i mało kto tak przyjemnie dla odbiorcy posługuje się językiem. Mykoła Riabczuk jest nieco obsesyjnym, ale przez to fascynującym intelektualistą. Mogę go czytać bez końca.”

Ziemowit Szczerek

Mykoła Riabczuk – jeden z najważniejszych współczesnych ukraińskich pisarzy. Urodzony w Łucku na Wołyniu, skończył studia z dyplomem inżyniera mechanika na Politechnice Lwowskiej (1977) i zaocznie Instytut Literacki M. Gorkiego w Moskwie (1988). Z powodu opozycyjnego zaangażowania musiał podejmować się różnych prac fizycznych . był oświetleniowcem w teatrze i pracownikiem działu technicznego w szpitalu. Obecnie pracownik Ukraińskiej Akademii Nauk i wykładowca na Princeton University. Przewodniczący jury Literackiej Nagrody Europy Środkowej „Angelus” i honorowy prezes ukraińskiego PEN Clubu. Za tę książkę otrzymał w 2022 roku Narodową Nagrodę im. Tarasa Szewczenki.

Powyższy opis pochodzi od wydawcy

Kategoria: Literatura faktu
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-240-6599-8
Rozmiar pliku: 836 KB

FRAGMENT KSIĄŻKI

Tak naprawdę powinienem napisać inną książkę.

O ukraińskich żołnierzach, którzy bronią mojego kraju, jak też całej Europy, zwłaszcza jej wschodniej, najbardziej zagrożonej części, przed okrutnym i perfidnym wrogiem.

O wolontariuszach, którzy dostarczają żołnierzom leki i wyżywienie, kamizelki kuloodporne i kamery termowizyjne, wyprowadzają cywilów z bombardowanych miasteczek i rozbierają ruiny szkół, szpitali oraz budynków mieszkaniowych. I czasem giną od min, pocisków i kul snajperskich.

O setkach dzieci zabitych już w ramach głoszonej przez Moskwę „denazyfikacji” Ukrainy i o tysiącach deportowanych do Rosji, a nawet adoptowanych – wbrew woli ich ukraińskich rodziców lub opiekunów.

O znajomych, którzy zginęli na froncie i w głębi kraju od rakiet rosyjskich, i o nieznajomych, których dotknięte torturami ciała, ze związanymi rękami, trafiają nadal do masowych grobów na czasowo okupowanych terenach.

Nie mam na to na razie słów. Theodor Adorno, głosząc „_Nach Auschwitz ein Gedicht zu schreiben, ist barbarisch_” (pisanie wierszy po Auschwitz jest barbarzyństwem), miał w pewnym sensie rację. Nie dlatego, że po katastrofach o takiej skali poezja jest już niemożliwa, tylko dlatego, że ani poezja, ani sztuka w ogóle nie mają wtedy odpowiednich środków do oddania tych katastrof. Sztuka potrzebuje zderzenia różnych, czasem przeciwnych, ale równouprawnionych prawd, bo od tego zależą dramaturgia, napięcie i wreszcie osiągnięte (lub nie) _katharsis_.

W czasie wojny, a zwłaszcza takiej, millenarnej, nie ma miejsca dla „różnych” prawd, dla ambiwalencji, dla licznych barw i odcieni. Jest tylko dobro i zło, swoi i obcy, prawda i kłamstwo. Każda wojna po jakimś czasie może stać się materiałem dla sztuki, i to nawet dobrej. Ale do aktualnej, gorącej, krwawiącej wojny sztuka się nie nadaje. Tutaj muszą przemawiać fakty, fotografie, dokumenty. Autentyczne głosy naocznych świadków, dzienniki, reportaże.

Ta książka, którą przygotowało do druku wydawnictwo Znak, jest nieco zmienioną wersją ukraińskiego zbioru esejów _Leksykon nacjonalisty_, opublikowanego w ubiegłym roku we Lwowie przez Wydawnictwo Starego Lwa (WSL). Tytuł brzmiał ironicznie – jak to można dostrzec chociażby po lekturze kluczowego eseju pod taką też nazwą. Chodziło o dekonstrukcję tego pojęcia w różnych kontekstach i, szerzej, o płynny, ambiwalentny, sytuacyjny charakter tożsamości tak osobistej, jak narodowej.

W edycji polskiej postanowiliśmy zmienić tę nazwę – częściowo dlatego, że termin „nacjonalizm” w tradycji polskiej ma wyraźnie negatywne konotacje, a w połączeniu z nazwiskiem mniej znanego w Polsce autora ukraińskiego może natychmiast obudzić najgorsze emocje i stereotypy. Częściowo zdecydowaliśmy się na ten ruch też dlatego, że również w ukraińskim kontekście ironiczna ambiwalencja tego terminu ustąpiła w warunkach wojennych miejsca interpretacji jednoznacznej, raczej pozytywnej lub wręcz bohaterskiej, a stało się tak przez putinowskie oskarżenia każdego patrioty ukraińskiego o „nacjonalizm”.

Tymczasem ta książka dotyczy nie tylko samookreślenia narodowego w sensie etnicznym czy etno-kulturowym, ale też kształtowania się świadomości obywatelskiej i odpowiednich zasad, opisywanych czasem jako „kapitał społeczny”; chodzi też o uzasadnienie pewnych orientacji geopolitycznych, dokładniej prozachodnich, zdeterminowanych systemem preferowanych wartości; szczególną rolę odgrywają tutaj powiazania z Polską – tak historyczne, jak i współczesne – które próbuję przedstawić zarówno przez pryzmat doświadczeń osobistych, jak również w refleksji o najnowszych badaniach naukowych.

Esej ma tę zaletę, że pozwala o rzeczach poważnych i dość złożonych mówić łatwo i prosto, stosując przykłady z życia codziennego, kultury masowej lub anegdot historycznych. Nie zastępuje wiedzy akademickiej, ale umożliwia jej weryfikację w sposób ludyczny, wręcz rozrywkowy. Zadaje kolejne pytania i nie oczekuje odpowiedzi ostatecznej i wyczerpującej. Bo każda odpowiedź jest powodem do kolejnych pytań; każde „tak” rodzi kolejne „ale” – nie jako zaprzeczenie, tylko jako kwestionowanie, doprecyzowanie i uzupełnienie.

Mam nadzieję, że ta książka pomoże zrozumieć, czym jest Ukraina, z czym się utożsamiamy i jakich wartości bronimy. Pozwoli zrozumieć też, dlaczego ten kraj, ponoć fatalnie podzielony na „wschód” i „zachód”, na ludność „rosyjskojęzyczną” i „ukraińskojęzyczną” – o czym pisało już tysiące mędrców – beznadziejnie skorumpowany, dysfunkcjonalny i już prawie upadły nie rozpadł się jednak pod naciskiem „drugiej najlepszej armii na świecie”, a trzyma się dzielnie, broni swojej wolności i godności i wierzy uparcie, że mimo wszystko zwycięży.

Okazało się raptem, że te wszystkie podziały wewnętrzne w momencie krytycznym mają nie większe znaczenie niż podziały między, powiedzmy, kibicami Cracovii i Wisły czy zwolennikami PO i PiS-u. Okazało się, że polityczny naród ukraiński już od dawna istnieje, a w pewnych warunkach może być bardzo skonsolidowany. Patriotyzm lokalny, który zawsze był obecny na ukraińskich terenach, powodował ruchy separatystyczne od XVII wieku, był przyczyną powstania Ukraińskiej Republiki Narodowej w roku 1917, partyzantki antysowieckiej po II wojnie światowej, najliczniejszego w ZSRR ruchu dysydenckiego i wreszcie doprowadził do oddania 90% głosów za niepodległością w referendum w 1991 roku. To, że w badaniach opinii publicznej ponad 90% ukraińskojęzycznych obywateli uznaje siebie za patriotów i „tylko” 70% rosyjskojęzycznych deklaruje to samo wskazuje na istotną różnicę miedzy tymi bardzo abstrakcyjnymi grupami, ale nie na żaden istotny rozłam czy podział. Bo w każdej grupie zdecydowana większość jest po tej samej, ukraińskiej stronie.

Dlatego w lutym 2022 roku stało się oczywiste, że Moskwa nie ma już sojuszników w Ukrainie. Nawet Ukraiński Kościół Prawosławny Patriarchatu Moskiewskiego, uważany za ostoję wpływów kremlowskich, potępił agresję. Nawet główna partia polityczna, uważana za prorosyjską – Blok Opozycyjny – zdystansowała się od Moskwy, a jej przedstawiciele, tradycyjnie dominujący w południowo-wschodnich obwodach, stali na czele lokalnego sprzeciwu wobec rosyjskiej inwazji.

Może te wydarzenia nie będą się wydawać aż tak nieoczekiwane po przeczytaniu niniejszej książki. Ta publikacja nie ma celów propagandowych, nie próbuje ulepszyć wizerunku państwa ani zbagatelizować jego rzeczywistych problemów. Po prostu pokazuje Ukrainę jako kraj żywy, walczący, pokonujący trudności i poszukujący odpowiedzi na trudne pytania. Ta Ukraina istniała od dawna, ale dopiero teraz, po kilku miesiącach wojny, stała się widoczna, uznana i doceniona. I to nie tylko jako kraj bohaterskiego wojska i zjednoczonych obywateli, ale też jako kraj znakomitej sztuki i bogatej literatury, wybitnych artystów oraz utalentowanych naukowców. Nigdy wcześniej nie było w prasie zachodniej tylu publikacji o kulturze ukraińskiej, jak w ciągu ostatnich miesięcy. Jest gorzka ironia w tym, że Ukraina musiała zapłacić tak ogromną cenę, by zostać dostrzeżoną i zaakceptowaną. Ale jest w tym też pewne przesłanie optymistyczne: żadna walka nie jest beznadziejna, wysiłki są opłacalne, _God helps those who help themselves_, czyli najpierw – tej baśniowej żabce, która nie tonie w mleku, tylko próbuje zbić bryłkę masła.

A więc i ostatni mogą stać się pierwszymi, choćby nawet – jak Ukraina – byli dotąd na czternastym miejscu od końca.Moje pierwsze podróże na Zachód pod koniec lat 80. (w miarę postępów pierestrojki Gorbaczowa) niezmiennie zawierały łyżkę dziegciu w dużej beczce kuszącego euroatlantyckiego miodu. Problem pojawiał się za każdym razem, gdy cudzoziemcy zadawali mi standardowe i niewinne ich zdaniem pytanie: „Skąd jesteś?”. Niewielu z nich zadowalała moja krótka odpowiedź: „_Ukraine_”. „Przepraszam” – grzecznie reagowali niektórzy z nich, pytając – „_Bahrain_?”

Inni nieco mniej grzecznie krzyczeli: „Ukraina? A co to?”.

Państwo w samym sercu Europy (w sensie geograficznym) z pięćdziesięcioma milionami ludności sprawiało wrażenie niewidocznego, praktycznie nieobecnego. Sytuacja zaczęła się powoli zmieniać od 1991 roku, kiedy rozpadł się ogromny Związek Radziecki, powszechnie nazywany „Rosją”, a na jego gruzach powstało wiele nowych niepodległych państw, nazwy których były trudne do wymówienia. Najbardziej zagadkową rzeczą dla większości cudzoziemców okazało się wyodrębnienie jednej Rosji z drugiej: Rosji Jelcyna z Rosji Gorbaczowa. Pojawienia się niepodległej Ukrainy nie uważano za najważniejsze wydarzenie. Społeczność międzynarodowa była bardziej zainteresowana redystrybucją sowieckiego dziedzictwa przez byłe republiki, losem stacjonującej na ich terytoriach niebezpiecznej broni jądrowej, różnorodnymi konfliktami etnicznymi i sporami granicznymi oraz różnymi konsekwencjami oligarchicznej prywatyzacji.

Ukraińcy w ówczesnych mediach pojawiali się głównie jako wichrzyciele postsowieckiego spokoju, odpowiedzialni za nikomu niepotrzebne problemy w normalnej, zrozumiałej dla obcokrajowców moskwocentrycznej przestrzeni. W cieszących się autorytetem zachodnich publikacjach określano ich jako „naród znikąd” („_nowhere nation_”), a granice Ukrainy uznawano za „sztuczne” (tak jakby zdecydowana większość granic nie miała takiego charakteru). Pojawiały się w nich stwierdzenia, że kraj jest podzielony na „nacjonalistyczny Zachód i prorosyjski Wschód” (tak jakby „prorosyjskość” niejako z automatu uwalniała od grzechu „nacjonalizmu”), że język ukraiński rzekomo powstał w wyniku „rozgałęzienia się języka rosyjskiego w XVI wieku”, a Ukraińcy mają czelność domagać się niby odwiecznie rosyjskiego Półwyspu Krymskiego (tak jakby nie zamieszkiwała na nim ludność autochtoniczna posiadająca swoje państwo aż do jego podboju przez Rosjan pod koniec XVIII wieku). Ale najgorsze było to, że Ukraińcy nie chcieli oddać Rosjanom ot tak, za darmo odziedziczonej po ZSRR broni jądrowej. Artykuł w cenionej amerykańskiej gazecie nazwał ją „wstrętna Ukrainą” („_nasty Ukraine_”), a inny uznawany tytuł opisywał ten kraj jako „niechcianą pasierbicę sowieckiej pierestrojki”, produkt „dziwacznego mezaliansu komunistycznej nomenklatury z nacjonalistami”, którzy mieli narzucić łatwowiernej ludności niepodległość, choć ta ostatnia wcale jej nie potrzebowała.

Jednak do końca 1994 roku udało się rozwiązać kwestię rozbrojenia nuklearnego Ukrainy. Podczas konferencji OBWE w Budapeszcie uparci ukraińscy „nacjonaliści” zgodzili się przekazać setki pocisków i ciężkich bombowców Rosji, którą Zachód uważał wówczas za „przyjazną” i „demokratyczną”. W zamian Ukraińcy otrzymali gwarancje bezpieczeństwa od trzech największych mocarstw atomowych – USA, Wielkiej Brytanii i – tylko proszę nie śmiać się – Rosji. Cała trójka uroczyście zobowiązała się do „poszanowania niezależności i suwerenności istniejących granic Ukrainy”, „powstrzymania się od stosowania groźby lub użycia siły przeciwko Ukrainie” oraz do niewywierania presji ekonomicznej w celu zmiany jej polityki. Wszyscy sygnatariusze zadeklarowali, że „będą się konsultowali w przypadku powstania sytuacji, w której pojawiłyby się wątpliwości dotyczące powyższych zobowiązań”.

Później nazwa Ukraina zniknęła ze sceny międzynarodowej, by ponownie się na niej pojawić w latach 2000–2001 w związku ze skandalem kasetowym i prawdopodobnym zaangażowaniem ukraińskiego prezydenta w sprawę zabójstwa dziennikarza Heorhija Gongadze. Kryzys trwał do 2004 roku i zakończył się masowymi protestami (tzw. pomarańczową rewolucją), które były reakcją na próbę sfałszowania przez władze wyborów prezydenckich. Właśnie wtedy po raz pierwszy wydarzenia z Ukrainy zostały ukazane przez zagraniczne media w korzystnym świetle. Wiele tytułów brzmiało entuzjastycznie i jednocześnie dwuznacznie: „Kształtowanie się narodu” („The Wall Street Journal”), „Narodziny narodu („The Financial Times”), „Przebudzenie narodu” („The Times”), „My, naród” („The Independent”) czy „Ukraińcy: naród nieoczekiwany” (tytuł książki A. Wilsona). Dwuznaczność tych pozornie przyjaznych, ale w istocie „orientalizujących” haseł polegała na tym, że Ukraińcy nie uważali się za „nowonarodzonych”, „przebudzonych” czy „nieoczekiwanych”. A na pewno nie bardziej niż mieszkańcy pewnych egzotycznych terytoriów, rzekomo „odkrytych” przez Kolumba czy Cooka.

Dziedzictwo Rusi Kijowskiej

Ukraińska narracja historyczna, uznana za kanoniczną w niepodległej Ukrainie, opiera się na fundamentalnej dziesięciotomowej _Historii Ukrainy-Rusi_ Mychajła Hruszewskiego, wybitnego naukowca i pierwszego przywódcy istniejącej krótko i zniszczonej przez bolszewików Ukraińskiej Republiki Ludowej (1917–1920). Tytuł jego śmiałej pracy podkreślał bezpośrednią sukcesję współczesnej mu Ukrainy po średniowiecznym państwie (i cywilizacji) – Rusi Kijowskiej. Ten zmieniający się konglomerat księstw wschodniosłowiańskich powstałych w IX wieku na ziemiach wchodzących w skład dzisiejszej Ukrainy, Białorusi, wschodniej Polski i zachodniej Rosji przeżywał rozkwit w XI i XII wieku, by rozpaść się w wyniku najazdu tatarsko-mongolskiego w 1240 roku. Wraz z narodzinami ukraińskiego i rosyjskiego nacjonalizmu w XIX wieku _quasi_-imperialne dziedzictwo Rusi Kijowskiej stało się kością niezgody w stosunkach ukraińsko-rosyjskich.

Główne spory dotyczyły mitu „Rusi Kijowskiej”, który powstał na początku XVIII wieku, kiedy Carstwo Moskiewskie przekształciło się w Imperium Rosyjskie, włączając do swego terytorium ziemie wschodnioukraińskie („lewobrzeżne”), a także, co szczególnie ważne, fonetycznie i symbolicznie odwołało się do średniowiecznego państwa Rusi (Kijowskiej). Związek między tymi dwoma państwami był mniej więcej tak bliski, jak między starożytnym Rzymem a nowożytną Rumunią, ale ta niepozorna sztuczka semantyczna – utożsamienie Rusi z Rosją – umożliwiła eurazjatyckiej Moskowii przywłaszczenie kilku stuleci historii Rusi Kijowskiej, legitymizację swoich roszczeń do większej części jej ziem, tzn. ziem ukraińskich i białoruskich, które należały wówczas do Rzeczypospolitej Obojga Narodów, oraz – co najważniejsze – delegitymizację samego istnienia na tych ziemiach Ukraińców i Białorusinów, którzy tym samym zostali sprowadzeni do rosyjskich regionalnych grup subetnicznych.

„Wynajdywanie tradycji” jest zjawiskiem typowym w historii wielu narodów, jednak ten konkretny wynalazek – przemianowanie Moskowii na mityczną „Rosję” i tym samym utożsamienie z Rusią – okazał się wyjątkowo toksyczny i śmiertelnie szkodliwy dla podległych jej grup etnicznych, ale też dla samego etnosu panującego. Przez trzy stulecia spowalniał on rozwój zarówno ukraińsko-białoruskiej, jak i rosyjskiej tożsamości narodowej (w pierwszym przypadku – od lokalnej przednarodowej, w drugim – od imperialnej ponadnarodowej), jednakowoż w obu przypadkach blokował modernizację wszystkich trzech narodów. Praktycznie całą historię stosunków rosyjsko-ukraińskich od tego czasu można opisać z jednej strony jako historię kolonizacji, ucisku i podporządkowywania, a z drugiej – historię oporu lub też kolaboracji.

Toksyczny urok „wiedzy imperialnej”

Obsesyjne negowanie przez Władimira Putina istnienia Ukrainy i ludobójcze próby eksterminacji Ukraińców jako narodu wyrastają, paradoksalnie, z tych samych pseudointelektualnych korzeni, z tej samej „wiedzy imperialnej”, którą kształtuje zachodnia orientalistyczna wizja Ukrainy jako „narodu niedoszłego”, „dewiacji historycznej”, „sąsiada” Europy, rosyjskiego „podwórka”, pozbawionego własnej tożsamości politycznej, a zatem „naturalnie” należącego do strefy wpływów Rosji. Ewa Thompson (podobnie jak wcześniej Edward Said) trafnie opisała tę „imperialną wiedzę” jako system narracji mających na celu przemilczenie, zniewolenie i sprowincjonalizowanie podległych narodów. Monopolizując prawo do mówienia i działania w ich imieniu, imperium czyni je milczącymi i prawie niewidocznymi dla reszty świata.

„Wiedza imperialna”, wytwarzana i rozpowszechniana od wieków przez potężne instytucje imperialne, wywarła silny wpływ na zachodnie media, środowisko akademickie, kulturę popularną i opinię publiczną. Nie tylko została zaakceptowana, ale stała się normą; społeczność międzynarodowa jest przyzwyczajona nie do słuchania marginalnego głosu narodów podporządkowanych, tych z drugiego szeregu, lecz przesłania imperialnych narodów panujących, „nadrzędnych” – które bezwarunkowo uznaje się za ważne i _a_ _priori_ zakłada się, że powinny one cieszyć się autorytetem. W praktyce oznacza to, że bez względu na to, jakie kłamstwa będą opowiadali Putin i Siergiej Ławrow, media międzynarodowe automatycznie upowszechniają je na całym świecie, zachęcając wszystkich do poważnego ich potraktowania i poważnej dyskusji, zamiast od razu nazywać hucpę hucpą, a kłamców kłamcami. Ilość generuje pewną jakość, siła głosu, nawet jeśli nie jest w stanie przekonać do kłamstwa, sprawia, że prawda staje się niesłyszalna, zmarginalizowana. Niezależnie od tego, co mówiliby ukraińscy politycy i eksperci, ich głosy fizycznie znikają na tle emanującej z Moskwy potężnej „wiedzy imperialnej”. W najlepszym razie ich słowa są dołączane do dominującego przekazu jako swego rodzaju „alternatywny punkt widzenia”, który nie obala kłamstwa, a jedynie je równoważy, sugerując, że prawda jest gdzieś pośrodku.

Innym problemem, który komplikuje dekonstruowanie „wiedzy imperialnej”, jest powszechnie występująca na Zachodzie ignorancja wobec „Wschodu”, w tym wobec Ukrainy, jej charakterystyk językowych, etniczno-kulturowych i innych. Zazwyczaj opis kraju sprowadza się do utartego schematu, który głosi, że: każde państwo, zwłaszcza nowe, stara się „unarodowić” swoich podwładnych, a w szczególności zasymilować mniejszości, narzucić im dominujący język i kulturę (za które _a_ _priori_ uznaje się język i kulturę większości tytularnej), uciskając je przy tym i marginalizując na wszelkie możliwe sposoby. W tym przypadku całkowicie ignoruje się fakt, że Ukraina jest krajem postkolonialnym, w którym językiem „dominującym” i kulturą „dominującą” był (i do pewnego stopnia pozostaje nadal) język i kultura mniejszości imperialnej, podczas gdy tytularna większość była (i częściowo nadal pozostaje) zmarginalizowana społecznie i kulturowo. Jeszcze silniej ignoruje się prawdę o znaczeniu fundamentalnym, że niepodległa Ukraina powstała nie w wyniku walki narodowowyzwoleńczej i radykalnego przewrotu politycznego, ale w rezultacie swego rodzaju mezaliansu między starą, całkowicie zrusyfikowaną elitą komunistyczną a nowo narodzonym społeczeństwem obywatelskim, na czele którego stanęła ukraińska inteligencja narodowo-demokratyczna.

Konsekwencją tej umowy był kompromisowy tranzyt, bardzo powolny, zagmatwany, ale stosunkowo płynny. Z jednej strony stary reżim w dużej mierze zachował władzę polityczną i gospodarczą, z drugiej poczynił istotne ustępstwa na rzecz młodszych partnerów w ramach tej nieformalnej koalicji w sferze swobód politycznych i obywatelskich oraz kultury i edukacji, umożliwiając ich miękką „ukrainizację”. Jednak trzydzieści lat po odzyskaniu niepodległości ukrainofoni (cokolwiek ten termin oznacza w państwie, które jest w znacznym stopniu dwujęzyczne) pozostają w dużej mierze niedostatecznie reprezentowani na wyższych szczeblach władzy, wśród najwyższych rangą wojskowych i w policji, w najwyższych organach sądownictwa i praktycznie nieobecni w wielkim biznesie. Wystarczy wspomnieć, że żaden z „oligarchów” nie posługuje się ukraińskim jako językiem podstawowym (jeśli w ogóle kiedykolwiek go wykorzystuje). Spośród sześciu ukraińskich prezydentów (1991–2022) tylko Wiktor Juszczenko mówił po ukraińsku w sferze prywatnej (i, jak twierdzą złośliwi, został do tego zmuszony, ponieważ jego druga żona, Amerykanka pochodzenia ukraińskiego, nie znała rosyjskiego). To samo można powiedzieć o zdecydowanej większości ukraińskiej postsowieckiej elity, w przeważającej masie rosyjskojęzycznej. Można się tylko zastanawiać, kogo i przed kim Putin zamierzał „wyzwalać” i „bronić” w państwie założonym i kierowanym od początku przez rosyjskojęzyczne elity, w którym mityczni „naziści” i „banderowcy” niekiedy lepiej i częściej posługują się językiem rosyjskim niż ukraińskim, zwłaszcza jeśli chodzi o odziedziczoną po Sowietach terminologię wojskową oraz silnie zakorzenione, przejęte od imperium, rosyjskie przekleństwa.

Ukraina jest w znacznym stopniu państwem dwujęzycznym, w którym większość mieszkańców biegle posługuje się zarówno językiem ukraińskim, jak i rosyjskim, często przechodząc z jednego języka na drugi, zależnie od sytuacji. Rosyjscy stratedzy nie biorą pod uwagę (lub celowo ignorują) fakt, że zdecydowana większość rosyjskojęzycznych Ukraińców i zdecydowana większość etnicznych Rosjan w Ukrainie to patrioci swojego kraju, a nie Rosji, analogicznie jak Irlandczycy lub anglojęzyczni Amerykanie to patrioci swoich państw, a nie Anglii. Obywatele Ukrainy mogą się ze sobą nie zgadzać albo nawet kłócić o różne kwestie, ale są to nieporozumienia _stricte_ rodzinne, do których cudzoziemcy nie mają prawa się wtrącać. A kiedy ta zagraniczna intruzja staje się nadmierna, Ukraińcy chwytają za broń w obronie swojego państwa – swojego narodu politycznego. Bo o przynależności do narodu politycznego nie decyduje dla nich język czy pochodzenie etniczne, nie wspólna historia czy religia (która faktycznie może ich różnić), ale wspólne wartości i wspólna przyszłość, którą postrzegają jako „europejską”.

Wbrew kremlowskiej nowomowie

Wydaje się, że Putin i jego sojusznicy padli ofiarą własnej propagandy. Od wielu lat promują ideę Ukrainy jako „sztucznego” państwa, mocno podzielonego i na skraju upadku. Przez długi czas prali mózgi swoim obywatelom i łatwowiernym obcokrajowcom, wypowiadając histeryczne inwektywy pod adresem kijowskiej „faszystowskiej junty”, która rzekomo prześladuje etnicznych Rosjan i zakazuje języka rosyjskiego. Do lutego 2022 roku, po ośmiu latach faktycznej wojny, ich podstawowe wyobrażenia o Ukrainie pozostawały takie same jak w roku 2014. W gruncie rzeczy niewiele zmieniły się one od XIX wieku: Ukraińcy w tym systemie światopoglądowym to Rosjanie (w terminologii Putina – „jeden naród”), którzy dążą do zjednoczenia się ze swoimi moskiewskimi braćmi, ale nacjonaliści (neonaziści, znani również jako „banderowcy”) utrzymują ich jako zakładników, uniemożliwiając wyśniony powrót do „rosyjskiego świata”.

_Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej_NOTA OD WYDAWCY

Książka ukazała się w języku ukraińskim w 2021 roku pod tytułem _Лексикон націоналіста та інші есеї_ (Leksykon nacjonalisty i inne eseje). W porozumieniu z autorem w tym wydaniu zrezygnowaliśmy z niektórych artykułów. W zamian uzupełniliśmy całość o trzy teksty powstałe w 2021 i 2022 roku oraz wstęp napisany specjalnie dla polskiego czytelnika.

Część esejów już wcześniej była publikowana w języku polskim:

_Pojąć Ukrainę,_ tłum. A. Jekaterynczuk, portal „Kultura Enter”.

_Majdan 2.0_, tłum. M. Zalewski, „Kultura Enter”, 2014/01, nr 57.

_Czternasty od końca_, tłum. M. Petryk, w: _Zwrotnik Ukraina_, red. J. Andruchowycz, Wołowiec 2014, s. 175–187.

_Bez Dzikich Pól_, tłum. K. Kotyńska, „Instytut Idei”, lato 2013, nr 3.

_Aktualność Miłosza_, tłum. K. Kotyńska, „Kultura Enter”, 2012/03, nr 42.

_Z_ _Kulturą_ _i_ _bez_, tłum. O. Szelążyk-Komenda, portal „Kresy.pl”.

_Ukraiński Piętaszek_ _i_ _jego dwaj Robinsonowie_, tłum. J. Cieplińska, „Bliza, Kwartalnik Artystyczny”, 2013/2, nr 15.

_Leksykon nacjonalisty_, tłum. K. Kotyńska, „Obieg”, nr 3/2017.

_Wyobrażone mury, wirtualne mosty_, tłum. A. Saweneć, „Kultura Enter”, 2019/02, nr 88.

_Incydent, czyli co nieco_ _o_ _codziennych możliwościach osiągnięcia niemożliwego_, tłum. A. Saweneć, „Kultura Enter”, 2020/02, nr 93–94.

_Majdan_ _i_ _okolice_, tłum. M.S. Zadura, „Kultura Enter”, 2021/02, nr 100.
mniej..

BESTSELLERY

Kategorie: