Facebook - konwersja
Czytaj fragment
Pobierz fragment

  • Empik Go W empik go

Historia pewnego narzeczeństwa - ebook

Wydawnictwo:
Data wydania:
24 października 2014
Format ebooka:
EPUB
Format EPUB
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najpopularniejszych formatów e-booków na świecie. Niezwykle wygodny i przyjazny czytelnikom - w przeciwieństwie do formatu PDF umożliwia skalowanie czcionki, dzięki czemu możliwe jest dopasowanie jej wielkości do kroju i rozmiarów ekranu. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
, MOBI
Format MOBI
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najczęściej wybieranych formatów wśród czytelników e-booków. Możesz go odczytać na czytniku Kindle oraz na smartfonach i tabletach po zainstalowaniu specjalnej aplikacji. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
(2w1)
Multiformat
E-booki sprzedawane w księgarni Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu - kupujesz treść, nie format. Po dodaniu e-booka do koszyka i dokonaniu płatności, e-book pojawi się na Twoim koncie w Mojej Bibliotece we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu przy okładce. Uwaga: audiobooki nie są objęte opcją multiformatu.
czytaj
na tablecie
Aby odczytywać e-booki na swoim tablecie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. Bluefire dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na czytniku
Czytanie na e-czytniku z ekranem e-ink jest bardzo wygodne i nie męczy wzroku. Pliki przystosowane do odczytywania na czytnikach to przede wszystkim EPUB (ten format możesz odczytać m.in. na czytnikach PocketBook) i MOBI (ten fromat możesz odczytać m.in. na czytnikach Kindle).
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na smartfonie
Aby odczytywać e-booki na swoim smartfonie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. iBooks dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Czytaj fragment
Pobierz fragment

Historia pewnego narzeczeństwa - ebook

Krzysztof Orłowski, syn Renaty i Roberta, wchodzi w dorosłość. Jest podobny do ojca - przystojny i inteligentny. W klasie maturalnej zakochuje się w nieodpowiedniej zdaniem rodziców dziewczynie, przez co zaniedbuje naukę, staje się krnąbrny i opryskliwy. Ponieważ rozmowy z nim nie przynoszą oczekiwanych efektów, Robert postanawia wdrożyć inne metody działania. Razem z Renatą uknuwają misterną intrygę... Tymczasem z Australii powraca teściowa Renaty. Jest wylewna i uczuciowa, pragnie naprawić dawne szkody. Jej intencje wydają się czyste, szybko zdobywa sympatię członków rodziny. Renata jednak nie potrafi jej zaufać. Czy obawy okażą się słuszne?

Wcześniejsze losy Renaty i Roberta znajdziecie w książce „Historia pewnego związku” oraz "Historia pewnej niewierności"

Kategoria: Romans
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-63742-15-7
Rozmiar pliku: 855 KB

FRAGMENT KSIĄŻKI

PRO­LOG

Zima 2014

Kościół pękał w szwach. Oczy wszyst­kich utkwio­ne były w syl­wet­ki państwa młodych. Krzy­siek Orłowski, ubra­ny w czar­ny smo­king, pre­zen­to­wał się wyjątko­wo do­brze. Wy­so­ki, o zgrab­nej po­stu­rze i twa­rzy aman­ta fil­mo­we­go był ucie­leśnie­niem sen­nych ma­rzeń każdej ro­man­tycz­nej dziew­czy­ny. Piękna na­rze­czo­na w ślub­nej suk­ni pre­zen­to­wała się równie olśnie­wająco.

W pierw­szej ławce sie­działa naj­bliższa ro­dzi­na pana młode­go. Re­na­ta z roz­rzew­nie­niem pa­trzyła na syna. Jak to się stało, że z małego, roz­wrzesz­cza­ne­go bo­ba­ska wyrósł taki piękny mężczy­zna, pomyślała z no­stal­gią. Wy­da­wało się, że było to wczo­raj, gdy pielęgniar­ka po­ka­zała jej Krzy­sia za­wi­niętego w be­cik, a prze­cież od tego cza­su minęły już dwa­dzieścia czte­ry lata.

Po le­wej stro­nie Ro­ber­ta nie­spo­koj­nie kręciła się nie­spełna trzy­na­sto­let­nia Iza. Rozglądała się z za­cie­ka­wie­niem po koście­le, ob­ser­wując ze­bra­nych gości.

– Iza, nie wierć się – Re­na­ta Orłowska zwróciła córce uwagę.

– Tat­ku, kie­dy się za­cznie? Na co cze­ka­my?

– Na czci­god­ne­go księdza pro­bosz­cza – od­parł Ro­bert. – Wy­trzy­maj córecz­ko, weź ze mnie przykład. Ja też nie mogę się do­cze­kać, aż usiądzie­my za stołem, żeby się wresz­cie napić we­sel­nej oko­wi­ty, ale je­stem grzecz­ny i nie kręcę się na ławce tak jak ty.

– Ci­szej – syknęła Re­na­ta.

– Po­uczam naszą córkę, że war­to być cier­pli­wym. Iza, ma­gik jest nie­sa­mo­wi­ty. Wi­działem jego nu­mer z kar­ta­mi, mówię ci: eks­tra. Wy­trzy­maj­my jesz­cze go­dzinkę tych kościel­nych tor­tur, a będzie­my na­gro­dze­ni… – Za­milkł, widząc groźną minę żony.

Za­wsze się nu­dził w koście­le. Nie po­tra­fił sku­pić się ani pod­czas ka­za­nia, ani w cza­sie tego całego kościel­ne­go obrządku. Nie­kie­dy przy­cho­dził oka­zjo­nal­nie na mszę, żeby zro­bić przy­jem­ność żonie. Te­raz również chcąc zabić czas ocze­ki­wa­nia, rozglądał się po świątyni. Jego oczy przez chwilę za­trzy­mały się na po­sta­ci młodej blon­dyn­ki w oku­la­rach, klęczącej przy bocz­nym ołta­rzu. Było w niej coś zna­jo­me­go. Wytężył pamięć, sta­rając się przy­po­mnieć, skąd może ją znać. Za­raz prze­stał jed­nak roz­myślać o dziew­czy­nie, bo nad­szedł ksiądz.

Roz­poczęła się uro­czy­stość.

Ro­bert, patrząc na Krzyśka, wes­tchnął głośno. Jak ten czas szyb­ko leci. Niedługo zo­sta­nie dziad­kiem, a prze­cież nie­daw­no Krzy­siek był mały. Do­sko­na­le pamięta dzień, kie­dy pierw­szy raz uj­rzał syna. Wte­dy jesz­cze nie wie­dział, że jest jego oj­cem. Cofnął się myślami kil­ka lat. Zaczął wspo­mi­nać lata szkol­ne syna i jego wczesną młodość…

Re­na­ta usiłowała słuchać słów księdza, ale również nie mogła się sku­pić. Jej myśli biegły do pew­ne­go sierp­nio­we­go dnia, od którego to wszyst­ko się zaczęło… do dnia, kie­dy Krzyś przy­pro­wa­dził swoją dziew­czynę.Re­na­ta. Lato 2008

Kończyły się wa­ka­cje, był ostat­ni ty­dzień sierp­nia. Obo­je, ja i Ro­bert, od­po­czy­wa­liśmy. Zmęcze­ni… ale za­spo­ko­je­ni. Sie­dzie­liśmy na świeżo ku­pio­nym narożniku, przy­tu­le­ni do sie­bie. Ro­bert bawił się mo­imi włosa­mi, a ja z twarzą wtu­loną w nie­go wdy­chałam za­pach jego skóry, dez­odo­ran­tu i wody kolońskiej. Uwiel­białam tę mie­szankę aro­matów, działała na mnie jak naj­lep­szy afro­dy­zjak.

Narożnik zo­stał ku­pio­ny nie do na­szej sy­pial­ni, tyl­ko do kuch­ni. Ro­bert po­sta­no­wił go „ochrzcić”. Ostat­nio mój mąż lubił się ko­chać nie w sy­pial­ni, ale w różnych in­nych miej­scach, na przykład ta­kich, jak ka­na­pa w sa­lo­nie, biur­ko w jego ga­bi­ne­cie czy ku­chen­ny stół… Na­wet za­mon­to­wał za­suwkę w drzwiach wejścio­wych, żeby ktoś z do­mow­ników nie na­krył nas in fla­gran­ti. Nie sprze­ci­wiałam się jego ero­tycz­nym za­chcian­kom – za­wsze to lep­sze niż via­gra. Jeśli miał ochotę na małe uroz­ma­ice­nia, chętnie na nie przy­sta­wałam, po­nie­waż nie ma nic gor­sze­go dla małżeństwa niż przy­zwy­cza­je­nie i nuda w pożyciu sek­su­al­nym. Wy­cho­dziłam z założenia, że najlep­sze efek­ty w ste­ro­wa­niu mężem ko­bie­ta od­no­si za po­mocą, hm, jego pe­ni­sa – to taki joy­stick w dam­sko-męskiej roz­gryw­ce. Już Ba­sia Wołody­jow­ska o tym wie­działa, i wszyst­kie trud­ne spra­wy wy­ma­gające zgo­dy pana Mi­chała załatwiała w al­ko­wie, a nie w izbie bie­siad­nej. Może ta za­sa­da nie do­ty­czy wszyst­kich mężczyzn, ale mo­je­go na pew­no.

– Kto po­je­dzie po Izę? – za­py­tałam Ro­ber­ta.

– Krzy­siek. Dzwo­nił, że od­bie­rze ją z McDo­nal­da. Uro­dzi­ny Pa­try­ka miały skończyć się o osiem­na­stej. – Spoj­rzał na mnie. – Dzwo­nił Woźniak. Wpro­sił się na jacht, też chce z nami pożeglo­wać w so­botę. O rej­sie do­wie­dział się od Ada­ma. Co ty na to?

– Woźniak mi nie prze­szka­dza. No i pożyczył mi prze­cież pie­niądze. Mam na­dzieję, że nie przy­pro­wa­dzi Anki. – Za­chmu­rzyłam się. Wspo­mnie­nie o byłej stażyst­ce mo­je­go męża nie należało do przy­jem­nych.

– Przy­je­dzie sam. – Ro­bert szyb­ko zo­sta­wił te­mat Anki. – Szko­da, że kończy się lato. To chy­ba ostat­ni rejs w tym se­zo­nie.

– Może wrze­sień będzie ładny? – Na­gle przy­po­mniała mi się szkoła. – Mu­si­my kupić jesz­cze bra­kujące książki dla Izy i Krzy­sia.

Na myśl o synu wes­tchnęłam. W tym roku szkol­nym cze­kała go ma­tu­ra. Przez ostat­nie mie­siące Krzyś zmie­nił się bar­dzo, już nie był tym ideałem co rok wcześniej. Na świa­dec­twie nie było już sa­mych szóstek, tra­fiły się na­wet dwie dwóje: z re­li­gii i z geo­gra­fii – kie­dyś nie do pomyśle­nia.

Ale nie tyl­ko to mnie mar­twiło. Głównym pro­ble­mem mo­je­go nie­po­ko­ju były dziew­czy­ny. Zmie­niały się szyb­ciej niż no­to­wa­nia złotówki na giełdzie. Wszyst­kie były star­sze od nie­go o kil­ka lat i żad­nej z nich nie miałam przy­jem­ności po­znać, mimo że spały w na­szym domu. Przy­pro­wa­dzał je w nocy po dys­ko­te­ce i wy­pro­wa­dzał rano, gdy jesz­cze spa­liśmy. Ro­bert nie­zbyt kwa­pił się do mo­ra­li­za­tor­skiej po­ga­dan­ki z na­szym sy­nem, bo uważał, że byłoby to z jego stro­ny hi­po­kryzją, po­nie­waż on w jego wie­ku wca­le nie był lep­szy. Kie­dy jed­nak, będąc ubra­nym tyl­ko w gat­ki, zde­rzył się w środ­ku nocy z jedną z jego pa­nie­nek, wziął go na stronę, żeby się z nim rozmówić. Po­skut­ko­wało to tym, że Krzy­siek nie przy­pro­wa­dzał te­raz dziew­czyn na noc, ale sam również nie wra­cał do domu. Nie chcąc nas nie­po­koić, za­wsze wysyłał mi SMS, że wróci rano (czy­li o go­dzi­nie trzy­na­stej). W kwe­stii jego po­wrotów byłam bez­sil­na, a Ro­bert zno­wu umy­wał ręce, by nie być hi­po­krytą.

Te­raz moim naj­większym ma­rze­niem było, żeby Krzy­siek zna­lazł so­bie jakąś dziew­czynę. Nie miałam dużych wy­ma­gań: mogłaby być na­wet star­sza od nie­go, by­le­by tyl­ko zagościła trochę dłużej przy jego boku… Cho­ciaż na tyle długo, żeby war­to było za­pa­miętać jej imię.

– Muszę zro­bić ko­lację. Dziś mój dyżur. – Prze­stałam po­dzi­wiać tors męża i wstałam z ka­na­py.

– W ta­kim ra­zie idę dokończyć ar­ty­kuł do „Lan­ce­tu”. Zno­wu dzwo­ni­li z wy­daw­nic­twa, do­po­mi­nając się o go­to­wy ma­te­riał.

Chwilę później pod dom pod­je­chał sa­mochód Krzyśka. Ro­bert kupił mu na osiem­na­ste uro­dzi­ny no­we­go opla corsę. Na pa­li­wo jed­nak Krzy­siek mu­siał za­pra­co­wać sam. Mój mąż nie chciał, żeby nasz syn stał się po­dob­nym do roz­piesz­czo­nych sy­nalków jego zamożnych ko­legów, roz­bi­jających się dro­gi­mi sa­mochodami i wy­su­wającymi co­raz to większe rosz­cze­nia w sto­sun­ku do ro­dziców. Bar­dzo cenił u Ame­ry­kanów sza­cu­nek do pra­cy. Tam normą było, że młody człowiek do­ra­biał do kie­szon­ko­we­go. Je­den mie­siąc wa­ka­cji pra­co­wał na zmy­wa­ku, żeby móc spędzić dru­gi mie­siąc na obo­zie let­ni­sko­wym. Dla­te­go Ro­bert, wzo­rem Ame­ry­kanów, dał sy­no­wi możliwość pra­cy. Naj­pierw Krzy­siek był „sa­lową” w kli­ni­ce ojca, a te­raz „po­mocą den­ty­styczną”. Od kil­ku mie­sięcy, oprócz li­ceum ogólno­kształcącego, uczęszczał również za­ocz­nie do li­ceum pielęgniar­skie­go – oj­ciec chciał przy­go­to­wać go do pra­cy le­ka­rza od pod­staw.

Z sa­mo­cho­du wy­szedł Krzy­siek, Iza i ktoś jesz­cze. Zdzi­wiłam się – tym kimś była dziew­czy­na!

Po chwi­li usłyszałam dzwo­nek u drzwi.

– Cho­le­ra! Ro­bert nie otwo­rzyłeś za­suw­ki w drzwiach – zawołałam.

Mój małżonek skrzy­wił się i po­szedł do wia­trołapu.

– Tato, czy nie możecie robić tego w sy­pial­ni? – usłyszałam słowa syna. – Po­znaj moją dziew­czynę. Mam na­dzieję, że mi jej nie od­bi­jesz.

– Za­sta­no­wię się. Jak będziesz grzecz­ny i umy­jesz mi sa­mochód, to zo­ba­czy­my – od­parł. – Ro­bert Orłowski. Za­pra­szam da­lej.

Po to­nie głosu męża wy­wnio­sko­wałam, że jest lek­ko roz­drażnio­ny słowa­mi Krzyśka. Mnie również nie spodo­bało się za­cho­wa­nie syna.

Po chwi­li uj­rzałam na­sze­go gościa. Dziew­czy­na była nie­wy­so­kie­go wzro­stu, szczupła, o ja­snych kędzie­rza­wych włosach, długich do ra­mion. Miała ładną, drobną twarz i lek­ko za­dar­ty no­sek. Ubra­na była w kusą, odsłaniającą pępek blu­zeczkę i w długą do ko­stek, wzo­rzystą spódnicę. Czoło prze­wiązane miała cienką, złotą opaską. Praw­do­po­dob­nie nie miała kom­pleksów tak jak ja, bo mimo ni­skie­go wzro­stu na sto­py założyła ba­le­rin­ki na płaskiej po­de­szwie. Od razu domyśliłam się, że to dziewczę ma coś wspólne­go ze sztuką i świat­kiem ar­ty­stycz­nym. Po­zo­wała na młodą hi­piskę. Widać było, że wyglądem chce wy­ra­zić swoją ory­gi­nal­ność. Świad­czyły też o tym kol­czy­ki. Była nimi ude­ko­ro­wa­na jak tort uro­dzi­no­wy. Kol­czy­ki miała wszędzie: w uszach czte­ry sztu­ki, w no­sie je­den, w brwi trzy. Pępek również jej się mie­nił cyr­ko­nia­mi. Ręce mi opadły, gdy za­uważyłam, że na­wet na języku coś jej zabłysz­czało. Nie miałam dużych wy­ma­gań co do dziew­czy­ny swo­je­go syna, ale do­szedł je­den punkt: chciałabym, żeby jej ciało nie świe­ciło się jak cho­in­ka w Wi­gi­lię!

O dzi­wo, wbrew ocze­ki­wa­niom, miała tyl­ko je­den ta­tuaż – małego ko­lo­ro­we­go mo­tyl­ka nad lewą pier­sią. Właści­ciel­ka mo­tyl­ka i fa­bry­ki cyr­ko­nii uśmiechnęła się do mnie słodko i mi­lut­kim głosem przed­sta­wiła się:

– Mam na imię Halsz­ka. Miło mi panią po­znać. – Wca­le się nie zdzi­wiłam, wszyst­ko mu­siała mieć ory­gi­nal­ne, na­wet imię.

Zje­dliśmy ko­lację, usłysze­liśmy jej życio­rys i mały wykład na te­mat twórczości To­ulo­use-Lau­tre­ca. Nie myliłam się – była stu­dentką Aka­de­mii Sztuk Pięknych. Czwar­te­go roku! Pod ko­niec ko­lacji nasz syn za­ko­mu­ni­ko­wał nam no­winę:

– W so­botę Halsz­ka też popłynie z nami jach­tem.

Po chwi­li wsta­li od stołu i po­szli do jego po­ko­ju. Nie wiem, co tam ro­bi­li, w każdym ra­zie drzwi były za­mknięte na klucz, co się bar­dzo nie spodo­bało na­szej córce. Przyszła do nas obu­rzo­na, że nie chcą jej wpuścić do po­ko­ju. Żeby udo­bru­chać Izę, wzięliśmy ją na lody. Wróciliśmy dosyć późno, bo przed dzie­siątą. Krzy­siek był sam w po­ko­ju, „dzie­cię kwiatów” gdzieś zniknęło.

Ro­bert zajął się Izą, a ja poszłam rozmówić się z sy­nem. Krzy­siek sie­dział w fo­te­lu i oglądał jakiś film na Di­sco­ve­ry. Obok stała roz­memłana ka­na­pa, cor­pus de­lic­ti tego, co się tu­taj nie­daw­no działo. Chwy­ciłam za pi­lo­ta i bez słowa wyłączyłam te­le­wi­zor.

– Mamo, co ro­bisz?! To mnie in­te­re­su­je! – obu­rzył się.

– Mnie nie in­te­re­su­je, co cię in­te­re­su­je, tyl­ko dla­cze­go zro­bił się z cie­bie tak bez­czel­ny smar­kacz, bez gra­ma tak­tu i do­brych ma­nier! – oznaj­miłam ostro.

– Nie wiem, o co ci cho­dzi, mamo.

– Po pierw­sze: wy­ma­gam od cie­bie, żebyś oka­zy­wał ojcu więcej sza­cun­ku. Nie masz pra­wa zwra­cać się do nie­go w taki sposób, jak to zro­biłeś nie­daw­no w przed­po­ko­ju. To, że twój oj­ciec trak­tu­je cię jak part­ne­ra, wca­le nie ozna­cza, że nim je­steś. Gdy osiągniesz w swo­im życiu tyle co on, wte­dy do­pie­ro będziesz mógł się z nim zrównać. Na ra­zie je­steś tyl­ko za­ro­zu­miałym szcze­nia­kiem, nie­po­tra­fiącym do­ce­nić tego, co otrzy­mał od życia. Po dru­gie: nie życzę so­bie, żebyś sta­wiał nas w niezręcznej sy­tu­acji. Za­bra­niam ci osten­ta­cyj­nie upra­wiać seks, kie­dy obok za ścianą są twoi ro­dzi­ce i sio­stra. Po trze­cie: nie mam naj­mniej­szej ocho­ty na to­wa­rzy­stwo two­je i two­jej dziew­czy­ny pod­czas sobotnie­go rej­su. Ta­kie rze­czy trze­ba usta­lać z nami wcześniej, a nie przy­pro­wa­dzać obcą osobę bez na­sze­go za­pro­sze­nia – skończyłam ty­radę. – I radzę ci prze­pro­sić ojca.

Wyszłam z jego po­ko­ju i zeszłam do kuch­ni. Na­sta­wiłam wodę, żeby zro­bić so­bie her­batkę z me­li­sy. Ro­bert był w swo­im ga­bi­ne­cie. Po ja­kiejś chwi­li usłyszałam słowa Krzyśka:

– Tato, obej­rzy­my ra­zem film o no­wej teo­rii po­wsta­wa­nia wszechświa­ta? Na­grałem na DVD.

– Nie mam cza­su – su­cho od­parł Ro­bert.

– Tato… prze­pra­szam za swo­je dzi­siej­sze za­cho­wa­nie – ci­cho po­wie­dział.

– Jak ci się po­do­ba kan­dy­dat­ka na sy­nową? – za­py­tałam męża, gdy zna­leźliśmy się w na­szej sy­pial­ni.

– A jak myślisz? Znasz prze­cież mój gust.

– Hm. Jest blon­dynką i ma duży biust. To chy­ba twój typ.

– No wiesz co?! – obu­rzył się. – Ona świe­ci tymi cyr­ko­nia­mi bar­dziej niż gwiaz­dy na nie­bie! Patrząc na nią, człowiek się de­kon­cen­tru­je, myśli tyl­ko o tych kol­czy­kach.

Ja również nie po­wstrzy­małam się od ko­men­ta­rza na te­mat dziew­czy­ny:

– Mogę zro­zu­mieć, że uważa kol­czy­ki za ozdobę, ale nie ro­zu­miem, dla­cze­go ma ćwie­ka w języku. Prze­cież go nie widać?! – zdzi­wiłam się.

Mój mąż uśmiechnął się pod no­sem.

– Nie za­uważyłem. Ale to tłuma­czy, dla­cze­go Krzy­siek się nią za­in­te­re­so­wał.

– Dla­cze­go? – Po chwi­li do­pie­ro za­sko­czyłam. – Na­prawdę?! W życiu bym tego sama nie wymyśliła! A swoją drogą skąd wiesz, że są wte­dy lep­sze do­zna­nia? Two­je pa­nien­ki też miały ćwie­ki na języku?

Nie od­po­wie­dział, tyl­ko zmie­nił te­mat:

– Te­raz już wie­my, dla­cze­go Krzy­siek ostat­nio czy­tał „Mo­ulin Ro­uge”.

– Jeśli nam przed­sta­wił tę dziew­czynę, to zna­czy, że mu na niej zależy. Może wresz­cie prze­sta­nie się włóczyć po dys­ko­te­kach i za­cznie się uczyć. Prze­cież niedługo ma ma­turę. – Po chwi­li dodałam: – Gdy­by nie te kol­czy­ki, to byłaby całkiem ładna. Jest też dosyć in­te­li­gent­na.

– W każdym ra­zie czy­tała: „Mo­ulin Ro­uge”. Cała jej wie­dza o To­ulo­use-Lau­tre­cu wy­wo­dzi się z tej po­wieści. O tym, że „Pracz­ka” poszła na au­kcji za pra­wie dwa­dzieścia dwa i pół mi­lio­na do­larów, już nie wie­działa. A po­win­na wie­dzieć, jeśli tak bar­dzo in­te­re­su­je się jego ob­ra­za­mi… Oprócz tego praw­do­po­dob­nie ma krzy­we nogi, bo założyła spódnicę do ko­stek – po­wie­dział na ko­niec.

Mój mąż się mylił, oka­zało się, że nogi Halsz­ki wca­le nie są krzy­we. Prze­ko­na­liśmy się o tym w so­botę. Oczy­wiście Krzy­siek i jego dziew­czy­na, wbrew temu, co wcześniej mówiłam, po­je­cha­li z nami na wy­cieczkę. Tym ra­zem Halsz­ka założyła króciut­ki to­pik, krótkie spoden­ki i… gla­ny. O dzi­wo, w brwiach nic już jej nie błysz­czało. Trze­ba przy­znać, że mimo nie­wy­so­kie­go wzro­stu była wyjątko­wo zgrab­na. Tego sa­me­go zda­nia był miłośnik ko­bie­ce­go ciała, Jan Woźniak.

– Faj­ne, świeżutkie mięsko – pod­su­mo­wał dziew­czynę. – Tyl­ko po co założyła te bu­cio­ry?

Ra­zem z nami na jach­cie byli zna­jo­mi: Adam (kar­dio­log) i jego żona Bożena (oku­list­ka), Lid­ka (der­ma­to­log) z mężem Wald­kiem nie-le­ka­rzem i Jan Woźniak – kie­dyś le­karz, a ostat­nio far­ma­ceu­tycz­ny biz­nes­men. Ja­nek był star­szy od nas, już po pięćdzie­siątce. Jakiś czas temu roz­wiódł się, by pro­wa­dzić bar­dziej hu­lasz­cze i roz­wiązłe życie. Uwiel­biał moc­ne trun­ki na sto­le i młode dziew­czy­ny w łóżku. Te­raz ob­ser­wo­wał opa­lającą się na ru­fie Halszkę. Obok niej przy­cupnęła Iza. My sie­dzie­liśmy trochę da­lej, Halsz­ka nie mogła więc słyszeć na­szej roz­mo­wy.

– Krzy­siek, wziąłbyś mnie kie­dyś ze sobą na dys­ko­tekę – po­wie­dział Jan.

– Nie ma spra­wy, pa­nie Ja­nie, ale po­trze­buję pańskie­go zdjęcia, żeby spre­pa­ro­wać panu inny dowód oso­bi­sty. Na te dys­ko­te­ki, na które ja chodzę, nie wpusz­czają mężczyzn w wie­ku ma­tu­za­le­mo­wym.

– Nie martw się, swo­je zdjęcie przysłonię wi­ze­run­kiem króla Ja­giełły, i od razu mnie wpuszczą. Nie zda­jesz so­bie spra­wy, co mogą zdziałać bank­no­ty. Po­tra­fią spo­wo­do­wać, że fa­cet wy­da­je się młod­szy i piękniej­szy niż jest w rze­czy­wi­stości. Wy­stający brzuch sta­je się nie­wi­docz­ny, łysa czasz­ka przesta­je razić. Na­wet mały, bo­ga­ty pe­nis bar­dziej się po­do­ba niż duży, ale bied­ny. Bank­no­ty mają cu­downą moc. Spy­taj swoją dziew­czynę.

– Nie muszę pytać, wiem o tym. Dla­te­go już te­raz co mie­siąc ze swo­je­go kie­szon­ko­we­go odkładam pewną sumkę na sta­rość, żebym, jak będę w pana wie­ku, też mógł so­bie kupić jakąś młodą dziew­czynę.

Przesłałam Krzyśkowi ostrze­gaw­cze spoj­rze­nie. Po ta­kim tekście na­wet Woźniak miał pra­wo się ob­ra­zić. Ja­nek jed­nak nie ob­ra­ził się, tyl­ko się roześmiał.

– Ależ ten wasz syn py­ska­ty! Słuchaj, Krzy­siek, patrzę na tę twoją dziew­czynę i cały czas się za­sta­na­wiam, czy to są wszyst­kie kol­czy­ki, ja­kie ona ma na so­bie. Oglądałem por­no­sy z pa­nien­ka­mi, które mają kol­czy­ki na­wet na war­gach sro­mo­wych. Czy ta Halsz­ka pod majt­ka­mi nie ma tam ja­kiegoś ukry­te­go kol­czy­ka? – Ja­nek był zna­ny ze swych mało sub­tel­nych wy­po­wie­dzi.

– Nie wiem, pa­nie Ja­nie. Ksiądz na re­li­gii za­bra­nia nam przed ślu­bem in­te­re­so­wać się dam­ski­mi majt­ka­mi. A tak na mar­gi­ne­sie: mój oj­ciec oprócz pa­cior­ka na­uczył mnie również, że dżen­tel­me­ni nie roz­ma­wiają między sobą o ta­kich spra­wach.

– Hm, a czy twój oj­ciec nie uczył cię sza­cun­ku dla si­wych skro­ni?

– Ale pan nie ma si­wych skro­ni, tyl­ko szpa­ko­wa­te.

– Pod­daję się, nie wy­gram z tobą na po­tycz­ki słowne. – Woźniak do­bro­dusz­nie się uśmiechnął. – Wiesz, Ro­bert, z two­je­go chłopa­ka zro­bił się strasz­ny mądra­la! – Po czym zno­wu wrócił do te­ma­tu Halsz­ki. – Ale ten mo­ty­lek nad jej cy­cusz­kiem bar­dzo mi się po­do­ba. Re­na­ta, ty też po­win­naś so­bie zro­bić jakiś faj­ny ta­tuaż.

– Po co? Już mam. Wy­star­czy mi je­den – od­po­wie­działam.

– Nie wierzę! Nie po­zwo­liłby ci na to Ro­bert, jest wro­giem ta­tuaży.

– Zro­biłam go pod­czas jego nie­obec­ności… Wte­dy gdy za­ba­wiał się z An­gelą w Bo­sto­nie. – Wy­pi­te piwo roz­luźniły moje to­wa­rzy­skie ha­mul­ce. – Za­py­taj Ro­ber­ta.

– Ro­bert, czy to praw­da, co mówi two­ja żona? Na­prawdę ma ta­tuaż? – Zi­gno­ro­wał moją wzmiankę o An­ge­li. Ro­mans mo­je­go męża był dla na­szych zna­jo­mych ta­jem­nicą po­li­szy­ne­la.

– Praw­da.

– Jaki? – Woźniak da­lej drążył te­mat. – Gdzie go masz?

– Mam wy­ta­tu­owaną gałązkę róży. Ale tę różę może wąchać tyl­ko mój mąż.

– To gdzie ją masz? Na „małej”?

– Ta­tuażem za­ma­sko­wała bliznę po ce­sar­ce – Ro­bert uchy­lił rąbek ta­jem­ni­cy. – Kto jesz­cze chce piwa?

Pa­no­wie pili, roz­pra­wia­li o po­li­ty­kach i o wątpli­wych suk­ce­sach na­szych piłka­rzy. Po­tem ze­szli na te­mat kli­ni­ki Ro­ber­ta. Jan zno­wu po­ru­szył kwe­stię swo­jej współpra­cy z Ro­ber­tem. Mój mąż nadal nie kwa­pił się do ro­bie­nia z nim in­te­resów. Za­czy­nało być ner­wo­wo. Żeby rozłado­wać sy­tu­ację, Wal­dek skie­ro­wał roz­mowę na inne tory. Ale zro­bił to nie­zbyt for­tun­nie.

– Ja­nek, co słychać u tej ślicz­nej blon­dyn­ki, z którą wi­działem cię rok temu na Okęciu? Miała na imię Anka. Da­lej z nią je­steś? – za­py­tał.

Na mo­ment za­padła ci­sza. At­mos­fe­ra zgęstniała. Cóż, Wal­dek nie wie­dział, że w tym to­wa­rzy­stwie tego imie­nia się nie wy­po­wia­dało – Anka była te­ma­tem tabu. Za­uważyłam, że Bożena nie­spo­koj­nie się po­ru­szyła. Adam zbladł, Ja­nek uda­wał, że nie usłyszał py­ta­nia, Krzy­siek moc­no za­cisnął szczęki, a Ro­bert zmarsz­czył brwi. Wszyst­kich tych panów różniło wie­le: wiek, apa­ry­cja, stan kon­ta ban­ko­we­go… Łączyło ich na­to­miast jed­no – Anka! Eks­stażyst­ka mo­je­go męża za­warła z nimi wszyst­ki­mi bliską zna­jo­mość… Hm, na­wet bar­dzo bliską zna­jo­mość. Ale Wal­dek o tym nie wie­dział. Owszem, słyszał, że Adam miał ro­mans i na jakiś czas wy­pro­wa­dził się z domu, że ja i Ro­bert byliśmy w se­pa­ra­cji, a Krzy­siek był moc­no skon­flik­to­wa­ny z oj­cem. Nie domyślał się jed­nak, co było przy­czyną tych wszyst­kich pro­blemów. Przy­czy­na miała blond włosy, ładną buzię, su­per fi­gurę i imię Anka.

Go­rycz­ka w wy­pi­tym pi­wie pod­rażniła nie tyl­ko moje kub­ki sma­ko­we, ale również moje ego.

– Czy wiesz, Wald­ku, że obec­ni tu pa­no­wie założyli małe sto­wa­rzy­sze­nie? – Uśmiechnęłam się lek­ko. – Cho­dzi kon­kret­nie o Kółko Miłośników Gorącej Anki. Ten klub ma sporą liczbę członków i ciągle się powiększa, a więc radzę ci, Li­dziu, miej oko na swo­je­go męża – po­wie­działam ze słod­kim uśmie­chem na ustach.

– Re­na­ta, prze­stań! – Głos Ro­ber­ta za­brzmiał ostro. Mój mąż szyb­ko zmie­nił te­mat roz­mo­wy: – Lid­ka, jak wam się po­do­bało na Kry­mie?

– Było fan­ta­stycz­nie. W dro­dze po­wrot­nej za­trzy­ma­liśmy się we Lwo­wie. Wal­dek na­le­gał, był cie­kaw, jak te­raz wygląda to mia­sto. – Lid­ka ręcznie pod­chwy­ciła te­mat.

Wie­czo­rem, po po­wro­cie z rej­su, w na­szej sy­pial­ni wy­buchła awan­tu­ra.

– Do cho­le­ry, mie­liśmy nie wra­cać do te­ma­tu Anki! Obie­całaś! – pod­nie­sio­nym głosem zawołał mój mąż. – Do­brze wiesz, ja­kie to bo­le­sne dla Bożeny. Przez cie­bie czuła się upo­ko­rzo­na!

– Mar­twisz się upo­ko­rze­niem Bożeny?! A moim nie? Kto tu kogo upo­ko­rzył?! – Aku­rat z upo­ko­rze­niem pomógł Bożenie upo­rać się mój ko­le­ga Rafał, młod­szy od niej o dzie­więć lat.

– Do­brze wiesz, że za­sta­wio­no na mnie pułapkę. Nie czuję się win­ny. Tym bar­dziej że ma­czał w tym pal­ce twój eks­na­rze­czo­ny. Wspa­niały An­drze­jek! Poseł na sejm!

– Wca­le nie An­drzej, tyl­ko Vick Jur­gen!

– Ale zro­bił to dla two­je­go An­drzej­ka!

Na wspo­mnie­nie tam­tych wy­da­rzeń zno­wu po­czułam ścisk w żołądku. Je­sie­nią ubiegłego roku, w dniu imie­nin, do­stałam nie­co­dzien­ny pre­zent; pięknie opa­ko­wa­ny, prze­wiązany czer­woną wstążeczką, kom­plet zdjęć por­no mo­je­go męża i Anki. Sesję fo­to­gra­ficzną zro­bio­no ukrytą ka­merą w po­ko­ju ho­te­lo­wym w mo­te­lu „Vick”. Wszyst­ko to zor­ga­ni­zo­wał szkol­ny ko­le­ga Ro­ber­ta, Wik­tor Szew­czyk alias Vick Jur­gen, obec­nie właści­ciel sie­ci mo­te­li i przy­ja­ciel An­drze­ja, mo­je­go byłego na­rze­czo­ne­go. Pod­puścił Ankę, zakładając się z nią o bu­telkę szam­pa­na, że nie uda się jej zaciągnąć pan­to­fla­rza Ro­ber­ta do łóżka. Am­bit­na dziew­czy­na wzięła so­bie zakład moc­no do ser­ca (cho­ciaż nie znała praw­dzi­wych mo­tywów Vic­ka) i wy­grała. Niedługo później uwiodła również na­sze­go syna. Krzy­siek za­ko­chał się w niej, była jego pierwszą dziew­czyną. Kie­dy do­wie­dział się, że jego uko­cha­na ofia­ro­wała swo­je ciało nie tyl­ko jemu, ale również jego ojcu, znie­na­wi­dził Ro­ber­ta. O mało co nie skończyło się to na­szym roz­wo­dem. Już mie­liśmy z Krzyśkiem wy­pro­wa­dzić się z domu, już miałam wpaść w ra­mio­na mo­je­go eks­in­struk­to­ra jaz­dy, Tom­ka… Jed­nak nie doszło do tego… Za to mój mąż mu­siał przez pół roku spo­ty­kać się z pew­nym sym­pa­tycz­nym psy­cho­te­ra­peutą.

Czułam nie­na­wiść do Anki nie tyl­ko dla­te­go, że prze­spała się z moim mężem, ale przede wszyst­kim znie­na­widziłam ją za mo­je­go syna. To przez nią Krzy­siek się zmie­nił. Wcześniej był do­brym, wrażli­wym chłopcem, jed­nak zawód miłosny, który mu za­fun­do­wała, zro­bił z nie­go twar­dzie­la za­har­to­wa­ne­go na miłosne odu­rze­nie, cy­ni­ka nie­liczącego się z uczu­cia­mi dziew­czyn. Bar­dzo mi się nie po­do­bało nowe ob­li­cze mo­je­go syna. Bałam się, że to zo­sta­nie mu już na za­wsze. Dla­te­go się ucie­szyłam, że zna­lazł wresz­cie dziew­czynę, na której mu zależało.

Skończył się wrze­sień, ale nie skończyły się na­sze pro­ble­my z Krzyśkiem. Li­czyłam na to, że Halsz­ka nakłoni go do większe­go za­in­te­re­so­wa­nia nauką. Wie­działam z doświad­cze­nia, że am­bit­na, mądra dziew­czy­na może mieć po­zy­tyw­ny wpływ na swo­je­go chłopa­ka. Tak było z Wiką. Wika nie była dziew­czyną Krzyśka, tyl­ko koleżanką z kla­sy. Kie­dy nasz syn się z nią przy­jaźnił, uczył się ce­lująco i był naj­lep­szym uczniem w szko­le. Ale od pew­ne­go cza­su ich zna­jo­mość się roz­luźniła. Chłopak wolał to­wa­rzy­stwo ład­niej­szych dziewcząt od Wiki. Te­raz jed­nak nic nie wska­zy­wało na to, że Krzy­siek zno­wu będzie pry­mu­sem. Mimo swych wyjątko­wych zdol­ności (jego IQ wy­no­siło 160) zdążył już do­stać je­dynkę za brak za­da­nia i dwa razy nie po­szedł do szkoły, bo Halsz­ka wyciągnęła go do War­sza­wy. Jego za­cho­wa­nie wska­zy­wało na to, że co­raz bar­dziej po­do­bała mu się ta dziew­czy­na. Na­to­miast nam – co­raz mniej.

Ro­bert pierw­szy zaczął mieć obiek­cje co do Halsz­ki. Od­krył, że dziewczę bar­dzo lubi fan­ta­zjo­wać (czy­taj: kłamać).

Zaczęło się od jej ro­dziców. Po­wie­działa nam, że miesz­kają w Boch­ni, że mat­ka pra­cu­je w li­ceum jako na­uczy­ciel­ka, a oj­ciec ma firmę trans­por­tową. Dosyć szyb­ko wyszło na jaw (dzięki ciot­ce jed­nej z pielęgnia­rek Ro­ber­ta), że są pew­ne nieścisłości w tym, co mówi Halsz­ka. Ro­dzi­ce nie miesz­ka­li w Boch­ni, tyl­ko 10 ki­lo­metrów pod Boch­nią. Mat­ka pra­co­wała nie w li­ceum, tyl­ko w pod­stawówce, i nie jako na­uczy­ciel­ka, ale woźna. Oj­ciec, owszem, miał coś wspólne­go z trans­por­tem, ale nie był właści­cie­lem przed­siębior­stwa, tyl­ko kie­rowcą.

– Nie znoszę kłamców i oszustów. Przy jej ba­jecz­kach na­wet An­der­sen wymięka – oznaj­mił iro­nicz­nie mój mąż.

– Czy nig­dy ci się nie zda­rzyło kłamać ani oszu­ki­wać? Czy nie oszu­ki­wałeś mnie, ro­man­sując z An­gelą? O Ance też mi nie po­wie­działeś praw­dy.

– Co za porówna­nie?! Który fa­cet przy­zna się żonie, że ją zdra­dził? Do­brze wiesz, że nie kłamię. Brzydzę się kłam­stwem.

– Ja również w młodości mówiłam wszyst­kim, że miesz­kam w Ol­ku­szu, a nie pod Ol­ku­szem – bro­niłam Halsz­ki.

– I również wsty­dziłaś się własnych ro­dziców? Jakoś nie pamiętam, żebyś to robiła. Na pierw­szej rand­ce już wie­działem, że two­ja mat­ka jest skle­pową, a oj­ciec suw­ni­co­wym w hu­cie.

– Dziew­czy­na ma kom­plek­sy, nie można jej potępiać, że chce dodać trochę splen­do­ru swo­im ro­dzi­com.

Wkrótce wyszło na jaw następne kłam­stwo Halsz­ki. Oka­zało się, że nie jest stu­dentką ASP, tyl­ko wy­działu Wie­dzy o Sztu­ce na Uni­wer­sy­te­cie Pe­da­go­gicz­nym. Pew­ne­go dnia od­wie­dziła nas koleżanka Ro­ber­ta, która wykładała na ASP. W cza­sie roz­mo­wy wydało się, że Halsz­ka nie miała pojęcia na te­mat tam­tej­szych zajęć ani wykładowców.

– Ta dzie­wu­cha kłamie na każdym kro­ku. Nie mogę zro­zu­mieć dla­cze­go? – Ro­bert kręcił głową z dez­apro­batą.

– Jest nie tyle kłam­czuchą, ile mi­to­manką. Woli być ar­tystką niż na­uczy­cielką od ry­sunków. Dziew­czy­na ma kom­plek­sy – mruknęłam bez prze­ko­na­nia.

– Ja­kie kom­plek­sy?! – prychnął Ro­bert. – Jest kłam­liwą, wy­ra­cho­waną i prze­biegłą suczką! Chce się do­brze usta­wić, łapiąc bo­ga­te­go fra­je­ra. Wca­le bym się nie zdzi­wił, gdy­by za kil­ka mie­sięcy zaszła w ciążę.

Prze­ra­ziły mnie słowa Ro­ber­ta. Prawdę mówiąc, mnie również coś ta­kie­go zaświtało w głowie. Krzy­siek był do­pie­ro w kla­sie ma­tu­ral­nej, nie chciałam, żeby nie­spo­dzie­wa­na ciąża zmie­niła jego pla­ny życio­we. Moja koleżanka, Iwo­na, miała właśnie tego ro­dza­ju pro­ble­my z córką. Dziew­czy­na zaszła w ciążę w trze­ciej kla­sie gim­na­zjum. Iwo­na nie po­zwo­liła jed­nak córce na ślub, bo na­rze­czo­ny nie nada­wał się w żad­nym wy­pad­ku ani na męża, ani na ojca. Miał szes­naście lat i mózg przy­po­mi­nający wiel­kością włoskie­go orze­cha. Nie miał ocho­ty się uczyć, ale za to uwiel­biał trawkę i al­ko­hol. Te­raz Iwo­na sama mu­siała wy­cho­wy­wać wnu­ka, bo jego mamu­sia cho­dziła do szkoły.

Oczy­wiście Krzy­siek nie pod­pa­dał pod ten przy­pa­dek. Był trochę star­szy, dużo rozsądniej­szy, miał skon­kre­ty­zo­wa­ne pla­ny na życie… no i nie pod­pa­lał traw­ki ani nie pił al­ko­ho­lu. W każdym ra­zie tak mi się wy­da­wało. Rok temu był ideałem! Gdy­by nie Anka, może da­lej by nim był…

– Mu­si­my zna­leźć Krzyśkowi od­po­wied­nią dziew­czynę – usłyszałam słowa mo­je­go męża.

– Co ta­kie­go?! Jak to so­bie wy­obrażasz? Dasz ogłosze­nie w ga­ze­cie, że szu­kasz na­rze­czo­nej dla syna?

– Znam się na ko­bie­tach. So­bie do­brze wy­brałem żonę, więc jemu też znajdę od­po­wied­nią dziew­czynę.

– Gdy­byś na­wet zna­lazł od­po­wied­nią dziew­czynę, to myślisz, że to wy­star­czy? Przy­pro­wa­dzisz ją i każesz mu się w niej za­ko­chać?!

– Oczy­wiście. Zro­bię tak, żeby się w niej za­ko­chał. Prze­cież wiesz, że mam dar prze­ko­ny­wa­nia – po­wie­dział, lek­ko się uśmie­chając.

– Wiem o tym. Ty byś na­wet prze­ko­nał ty­gry­sa, żeby prze­szedł na we­ge­ta­ria­nizm – mruknęłam. – Ale wątpię, czy spo­wo­du­jesz, żeby nasz syn za­ko­chał się w wy­bra­nej przez cie­bie dziew­czy­nie.Wika

Wika całe swo­je życie pragnęła, żeby być taką, jak jej mama. He­le­na Wiśnie­wska była dla niej ideałem ko­bie­ty, nie­dościgłym wzor­cem, który sta­rała się we wszyst­kim naśla­do­wać. Chciała być tak mądra jak ona, postępować tak jak ona i wyglądać tak jak ona. Mat­ka im­po­no­wała jej swoją wiedzą, cha­rak­te­rem, swo­imi osiągnięcia­mi za­wo­do­wy­mi i tym, że po­do­bała się mężczy­znom, cho­ciaż wca­le o to nie za­bie­gała. Nie stroiła się, nie pa­cy­ko­wała i mimo to im się po­do­bała. I co ważniej­sze: li­czy­li się z jej zda­niem i ją sza­no­wa­li. Naj­bar­dziej jed­nak mat­ka zaim­po­no­wała jej pod­czas roz­wo­du. Nie wal­czyła z oj­cem o po­dział majątku – zo­sta­wiła mu miesz­ka­nie i sa­mochód, i na­wet chwi­lo­wo zre­zy­gno­wała z przysługujących jej ali­mentów. Czy zna­lazłaby się w Kra­ko­wie taka dru­ga ko­bie­ta?!

Wika pamiętała dokład­nie dzień, kie­dy oj­ciec po­wie­dział ma­mie o swo­im ro­man­sie i ciąży ko­chan­ki. Słyszała całą ich roz­mowę po­mi­mo za­mkniętych drzwi. Oj­ciec prze­pra­szał, kajał się, pro­sił o wy­ba­cze­nie. Po­tem płakał. Nie spodo­bało się to Wice. Bar­dzo. Wte­dy nie tyl­ko nie­na­wi­dziła ojca za to, co im zro­bił, ale również nim gar­dziła. Uważała, że jeśli już znisz­czył ro­man­sem swo­je małżeństwo, to cho­ciaż po­wi­nien za­cho­wy­wać się jak mężczy­zna, a nie ry­czeć jak baba!

W ich ro­dzi­nie stroną de­cy­zyjną za­wsze była mama. Zna­jo­mi i krew­ni mówili za ple­ca­mi, że to He­le­na nosi spodnie w ich domu, a nie jej mąż. Z bie­giem cza­su wszy­scy się do tego przy­zwy­cza­ili i ni­ko­go to nie raziło. Ona więcej za­ra­biała, dzięki niej mie­li ład­nie urządzo­ne miesz­ka­nie i do­bry sa­mochód, dla­te­go to ona po­dej­mo­wała wszyst­kie de­cy­zje. Oj­ciec, na­uczy­ciel geo­gra­fii w pod­stawówce, w prze­ci­wieństwie do swo­jej żony nie miał możliwości za­ro­bić do­dat­ko­wych pie­niędzy. Dla­te­go on go­to­wał obia­dy, gdy jego żona w tym cza­sie pro­wa­dziła nad­pro­gra­mo­we zajęcia z za­ocz­ny­mi stu­den­ta­mi. On sprzątał, prał i pra­so­wał, a ona pra­co­wała nad no­wym pro­jek­tem na­uko­wym.

He­le­na przyjęła z god­nością wia­do­mość o ro­man­sie męża. Nie wy­zy­wała go od łaj­daków i dziw­ka­rzy, tyl­ko spo­koj­nie wysłuchała, co ma do po­wie­dze­nia, a po­tem oznaj­miła, że nie­wier­ny mąż musi wypić piwo, które naważył: musi ożenić się z ko­chanką, która nosi w so­bie jego dziec­ko. Wte­dy oj­ciec wpadł w prze­rażenie i zaczął płakać… Bał się praw­do­po­dob­nie, że nie da so­bie rady w życiu bez za­rad­nej He­le­ny. Ale żona wspa­niałomyślnie zo­sta­wiła mu wszyst­ko… za­brała tyl­ko dzie­ci. Trzy mie­siące miesz­ka­li u bab­ci, mat­ki He­le­ny, a w czwar­tym mie­siącu mie­li już swo­je lo­kum. Miesz­ka­nie było dużo mniej­sze od po­przed­nie­go, bo tyl­ko dwa po­ko­je z kuch­nią, ale He­le­na za­dbała o to, żeby każdy miał swój kąt. Mniej­szy pokój prze­zna­czyła dla córki, z kuch­ni zro­biła po­ko­ik dla syna, prze­nosząc za­bu­dowę ku­chenną do dużego po­ko­ju. Później sama ma­lo­wała i ta­pe­to­wała, żeby było im przy­jem­nie miesz­kać. Gdy tyl­ko po­pra­wiła się jej sy­tu­acja fi­nan­so­wa, zro­biła następny re­mont. Sama założyła pa­ne­le podłogo­we, na­kleiła nowe fli­zy w łazien­ce i po­dzie­liła duży pokój prze­suw­ny­mi drzwia­mi na część sy­pial­nianą, bo ona również chciała mieć swój kąt.

Wika weszła do miesz­ka­nia. Mama, ubra­na w pod­ko­szu­lek i w sta­re dżinsy, wier­ciła dziu­ry pod ob­raz­ki. Wszyst­ko było już pra­wie go­to­we. Dzięki zmie­nio­nym fron­tom sza­fek ku­chen­nych zro­biło się w po­miesz­cze­niu dużo jaśniej. Pod oknem stał nowo za­ku­pio­ny narożnik, a przy nim stół. Lu­strza­ne drzwi prze­suw­ne, wmon­to­wa­ne w ścian­ki gip­so­wo-kar­to­no­we, te­raz były roz­su­nięte, dla­te­go nie czuć było klau­stro­fo­bicz­nej cia­sno­ty, cze­go mama tak bar­dzo się oba­wiała. Po­mi­mo małego me­trażu całe miesz­ka­nie urządzo­ne było no­wo­cześnie, wy­god­nie i gu­stow­ne.

– No, na­resz­cie je­steś. Zo­bacz, jaki ładny narożnik! Będzie nam te­raz wy­god­niej oglądać te­le­wizję, siedząc na nim, a nie na stołkach – po­wie­działa Wiśnie­wska, uśmie­chając się do córki. – Po­do­ba ci się? Człowiek od prze­wo­zu po­wie­dział, że taki sam narożnik kupił so­bie Orłowski.

– Ładny. Widzę mamo, że już dokończyłaś ta­pe­to­wa­nie, a prze­cież miałyśmy robić to ra­zem.

– Pomógł mi Paweł. – Paweł Góral­czyk był ad­iunk­tem He­le­ny Wiśnie­wskiej. – Nie spo­tkałaś go po dro­dze? Przed chwilą wy­szedł.
mniej..

BESTSELLERY

Kategorie: