Facebook - konwersja
Kot. Opowieść o Konstantym A. Jeleńskim - Ebook (Książka EPUB) do pobrania w formacie EPUB
Pobierz fragment

Kot. Opowieść o Konstantym A. Jeleńskim - ebook

Format ebooka:
EPUB
Format EPUB
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najpopularniejszych formatów e-booków na świecie. Niezwykle wygodny i przyjazny czytelnikom - w przeciwieństwie do formatu PDF umożliwia skalowanie czcionki, dzięki czemu możliwe jest dopasowanie jej wielkości do kroju i rozmiarów ekranu. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
, MOBI
Format MOBI
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najczęściej wybieranych formatów wśród czytelników e-booków. Możesz go odczytać na czytniku Kindle oraz na smartfonach i tabletach po zainstalowaniu specjalnej aplikacji. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
(2w1)
Multiformat
E-booki sprzedawane w księgarni Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu - kupujesz treść, nie format. Po dodaniu e-booka do koszyka i dokonaniu płatności, e-book pojawi się na Twoim koncie w Mojej Bibliotece we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu przy okładce. Uwaga: audiobooki nie są objęte opcją multiformatu.
czytaj
na tablecie
Aby odczytywać e-booki na swoim tablecie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. Bluefire dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na czytniku
Czytanie na e-czytniku z ekranem e-ink jest bardzo wygodne i nie męczy wzroku. Pliki przystosowane do odczytywania na czytnikach to przede wszystkim EPUB (ten format możesz odczytać m.in. na czytnikach PocketBook) i MOBI (ten fromat możesz odczytać m.in. na czytnikach Kindle).
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na smartfonie
Aby odczytywać e-booki na swoim smartfonie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. iBooks dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Wydawnictwo:
ISBN:
978-83-244-1071-2
Język:
Polski
Data wydania:
25 maja 2020
Rozmiar pliku:
4,4 MB
Zabezpieczenie:
Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
51,14
Cena w punktach Virtualo:
5114 pkt.

Kot. Opowieść o Konstantym A. Jeleńskim - opis ebooka

Żołnierz, intelektualista, przyjaciel Gombrowicza, Miłosza i Czapskiego, krnąbrny niekiedy współpracownik paryskiej „Kultury”, człowiek światowy i błyskotliwy, ukrywający swoje życie prywatne przed wzrokiem emigracyjnych plotkarzy. Anna Arno przedstawia Konstantego A. Jeleńskiego, oddając znakomicie jego „proteusową postać”.

„Kot Jeleński, żołnierz, intelektualista, przyjaciel Gombrowicza, Miłosza i Czapskiego, krnąbrny niekiedy współpracownik paryskiej „Kultury”, człowiek światowy, wyłamuje się ze wszystkich znanych nam szablonów polskiej emigracji. Trudno go sobie wyobrazić na pomniku. Błyskotliwy, zmienny – ale bezkompromisowy w sprawach zasadniczych – ukrywający swoje życie prywatne przed wzrokiem emigracyjnych plotkarzy; nawet ci, którzy go długo znali, nie mogą być pewni, że go naprawdę poznali. Biografia Anny Arno świetnie uchwyciła tę proteuszową postać w stu migawkach, ze stu punktów widzenia” – Adam Zagajewski

„Konstanty Jeleński był jednym z najciekawszych, najbardziej błyskotliwych, wielkodusznych i utalentowanych ludzi, jakich spotkałam w życiu. I najbardziej tajemniczym. Książka Anny Arno jest najlepszym możliwym kluczem do tej tajemnicy. Intelektualista, wielki Polak, wielki Europejczyk, rozdawał swoje dary szczodrze i bez ostentacji. Warto je pozbierać” – Agnieszka Holland

Spis treści

SPIS RZECZY:
Kosmopolita i Polak
Wielkimi literami napisane „Rena”
Jak żołnierz w okopach
Słodycz włoska
Leonor
Sieć wpływowych przyjaźni
Najwybitniejszy krytyk na emigracji
Drugie ja
Twoje książki mam w trzech egzemplarzach
Powinowactwo z wyboru
Żebyś nie był kunsztowną maszyną akustyczną
Pudło daktyli
Niezapominajki
Przypisy
Podziękowania
Indeks osób

FRAGMENT KSIĄŻKI

Kosmopolita i Polak

„Kot był pięknym mężczyzną” – podkreślają przyjaciele, jakby obraz Konstantego Jeleńskiego natychmiast wyświetlał się na ekranie ich pamięci, jakby to była zasadnicza cecha, bez której nie sposób przeniknąć do jego wnętrza. Dopytuję o szczegóły, ale rozumiem, że chodzi o coś nieuchwytnego. Padają określenia: „wdzięk”, „maniery”, „esprit”, ale to już przecież cechy duchowe, a nie fizyczna uroda. Przeglądam fotografie, rysunki, obrazy. Na szczęście Jeleński przyjaźnił się z artystami. Największe wrażenie robią na mnie dwa albumy przechowywane w paryskim archiwum Leonor Fini. Malarka przygotowała je po śmierci Kota, to była jej praca żałoby.

Wybieram ulubione ujęcia: Nonza, rok 1956. Jeleński siedzi na tarasie, za plecami morze. Unosi filiżankę, mruży oczy w ostrym słońcu. Przed sobą ma doskonale ułożoną martwą naturę: stół przykryty obrusem z widokiem Wenecji. Na nim bułka, dwa jajka i koszyk winogron. Chyba jest szczęśliwy, właśnie tak – prosto i zmysłowo pragnął żyć. Trzy lata wcześniej, w pałacu w Urbino pochyla się przed Biczowaniem Piera della Francesca. Jest pochłonięty obrazem, jakby po liniach klasycznej perspektywy usiłował wejść do środka. Portret Jeleńskiego najlepiej namalowałby właśnie Piero: solidny, rzeźbiarski profil. Ze względu na mały podbródek w takim ujęciu prezentował się lepiej niż en face. Z profilu narysował go także Józef Czapski – „Renusi ten «pyszczek»” – zadedykował Teresie Jeleńskiej portret syna w 1953 roku. Kot wygląda na nim dorośle – w marynarce i pod krawatem, z papierosem w dłoni, przy stole (może zabiera się do pisania albo słucha wystąpienia na konferencji). Na początku lat sześćdziesiątych wyraźnie^() zaczął łysieć. Matka nie mogła się z tym pogodzić, utyskiwała, że o siebie nie dba. Na zdjęciach z lat siedemdziesiątych Jeleński jest zmęczony, przedwcześnie postarzały, z nieobecnym spojrzeniem. Pod koniec życia jego rysy nabrały patyny: szlachetna twarz intelektualisty, żywe spojrzenie zza okularów. Na kilku zdjęciach udało się uchwycić promienny, nieco szelmowski uśmiech i kurze łapki przy oczach.

Na wspólnej fotografii z tyczkowatym Józefem Czapskim stary malarz lekko pochyla głowę, Jeleński szepcze mu coś do ucha. Skoro sięgał tak wysoko, musiał mieć dobrze ponad metr osiemdziesiąt. „Pięknie, atletycznie zbudowany – opowiada Rita Gombrowicz – trochę przypominał Jeana Marais. Ale o dziwo, miał głowę, która nie pasowała do ciała”^(). „Jego twarz wyróżniała się w tłumie, emanowała z niej inteligencja” – wspomina Renata Gorczyńska. Na rysunku Bernarda Perlina z 1949 roku wielkie, jakby głodne, intensywne oczy Kota błyszczą na drobnej, delikatnej twarzy. W późniejszym o parę lat portrecie Leonor Fini twardo wymodelowała jego rysy. Smukły nos, łukowate brwi, wąskie usta. To jeszcze nie mężczyzna, chociaż na wysokim czole widać już zakola. Młodzieńczą sylwetkę Jeleński zachował do końca, nawet kiedy gwałtownie się postarzał. Nie był barczysty, raczej smukły. Leonor lubiła fotografować go nago, a on umiał cieszyć się ciałem. Na jednym ze zdjęć siedzi na korsykańskiej skale – gdyby nie wyprostowane plecy, przypominałby słynny akt Hippolyte’a Flandrina. Kolejne ujęcie najwyraźniej zrobione tego samego letniego dnia: rolę tła spełnia murek ze strzałką i napisem „Roma”. Kot leży na kamieniach – rozleniwiony, niczym wygrzewająca się w słońcu jaszczurka. Czarno-biała fotografia podkreśla wystające łopatki, a cienie uwydatniają rowek kręgosłupa. Pięknie uformowane ciało, dumne, bezczynne, stworzone do rozkoszy. Szczupłe nogi, zgrabne pośladki. Raczej akt nastoletniego chłopca niż wizerunek dojrzałego, muskularnego bohatera. Jego nagość jest bezbronna – chciałoby się go okryć. Tak pokazała go Fini na obrazie W wieży – w czerwonej draperii na ramionach. Przy dominującej postaci Leonor, czarodziejki w czarnej sukni, Kot wydaje się kruchy. Leonor palcem wskazuje drzwi, prowadzi go w stronę światła. W 1957 roku na Korsyce sfotografowała jego tors, poprzecinany pasami słońca. Chłopięce ciało – Małgorzata Dziewulska zapamiętała, że było w nim coś androgenicznego^(). Ale Rita Gombrowicz nie widziała w nim cienia kobiecości. Miał niski, chropowaty głos człowieka związanego z ziemią. „Nie pasował do jego wyglądu. O tak, mogłabym się w Kocie zakochać – opowiada ze śmiechem – gdyby nie to, że nie pozwalałam sobie na flirty z przyjaciółmi Witolda”^(). „Nie było w nim nic gejowskiego. Przeciwnie, aura silnej męskości – wspomina Adam Zagajewski – przecież służył w wojsku, miał rys oficera w mundurze. Wojskowy miał też sposób mówienia, wchodzenia w rozmowę, ostry, jednym cięciem”^(). Inaczej zapamiętał Jeleńskiego marszand i przyjaciel Leonor Fini, Neil Zukerman: „Był drobny i wymuskany”^().

Na Korsyce przyjaciele Leonor często aranżowali zbiorowe portrety: Jeleński leży w hamaku, otoczony czeredą kotów. Kiedy indziej Fini uwieczniła wszystkich swoich aktualnych mężczyzn. W ruinach klasztoru stoją malarze Roland Bouvier i Stanislao Lepri, są owinięci w ręczniki, obok przykucnął nagi Kot. Często bawili się też w przebieranki: Jeleński raz wygląda jak renesansowy dworzanin, kiedy indziej ma na sobie hawajską koszulę w kwiaty lub pozuje w płóciennej piżamie pod japońską parasolką. Jak nosił się w zwykłe, paryskie dni? Jarosław Iwaszkiewicz uważał, że miał więcej szyku niż „przystojności”: „Nie widzę jego urody, którą niektórzy tak się zachwycają”^().

Co do ubrań Kota nie ma wśród przyjaciół zgody. Renata Gorczyńska wspomina tweedowe marynarki i sztruksowe spodnie. Twierdzi, że były kiepskiej jakości. Wojciech Karpiński uważa, że to niemożliwe – Jeleński zaopatrywał się w spodnie raz do roku, na wyprzedaży u Yves’a Saint Laurenta. „Nosił rzeczy najwyższej jakości, jego marynarki podziwiała moja żona – zauważa Ludwik Stomma. – Kot zawsze sprawiał wrażenie, jakby szedł prosto od fryzjera, w chmurze perfum”^(). Gorczyńska dodaje, że Jeleński drwił z Miłosza, kiedy po Noblu w salonie Church’s sprawił sobie klasyczne półbuty. Nie przywiązywał wagi do błahostek mody? A może zawsze nosił dobre obuwie. Jako osiemnastoletni żołnierz martwił się, że jeszcze „nie wyfasował munduru”^(). I prosił matkę o pomoc. Był to bodaj ostatni raz, kiedy otrzymał finansowe wsparcie z domu.

^(*) ^(*) ^(*)

Na wspólnych zdjęciach z Leonor Fini różnica wieku nie rzuca się w oczy. Ona ma pełne jędrne ciało, rodzaj ponadczasowej urody, a upływ czasu umie sprytnie tuszować. Coraz bujniejsze kształty ukrywa pod obszernymi sukniami, a zmarszczki maskuje warstwami podkładu. Na zdjęciu z Korsyki, przytulona do ramienia Kota, patrzy na niego hipnotycznym wzrokiem. Opalony, w rozpiętej koszuli i słomkowym kapeluszu Kot wydaje się pogodny i wypoczęty. W oku ma ogniki. Ale jakby pominął stadium męskości: to raczej chłopiec, który gwałtownie się postarzał. Koło sześćdziesiątki zaczął nosić brodę, która dodawała mu powagi. Fotografie nie oddają urody, którą zapamiętali przyjaciele. To musiało być coś więcej niż regularne rysy: dystynkcja, godność, szlachetność zapisane w ruchach, w spojrzeniu, rytmie mowy, przechyleniu głowy. Gorczyńska próbowała opisać jedno popołudnie przy rue de la Vrillière. Wystrojona w kimono posągowa Leonor spoczywa na kanapie, jakby obawiała się zmienić pozycję. Przy niej tym bardziej rzuca się w oczy ruchliwość, napięcie Kota: „Ma rozhuśtane ręce. Mówi szybko, zachłystując się słowami, by nagle zatrzymać się i szukać brakującego wyrazu. Znalazł, teraz smakuje go i cmoka. Oczy ma bodaj szare, ale bardziej pamiętam jego wzrok z kierunków zmiennych. Spojrzenie ma ironiczne, zaciekawione, pochwalne, ale niekiedy i martwe, przechodzące przez obiekt na wylot. Po chwili życie wraca i Kot zaciera ręce, śmiejąc się «i-i-i»”^(). Sposób mówienia Jeleńskiego jako wyjątkowy zapamiętał również Wojciech Karpiński: mówił „żywo, ale czasami przepływał w jego oczach obłok melancholii. I słychać było w jego głosie czułość”^().

Jeleński mówił prędko. Zwykle się spieszył, zajęty kilkoma sprawami naraz. „Skrajnie sceptyczny, z nieomal nihilistycznym poczuciem humoru” – wspominał redaktor Olivier de Magny^(). A przecież żył aktywnie, odważnie. „Po raz pierwszy spotkałam człowieka naprawdę wolnego” – opowiada Agnieszka Holland^(). To wrażenie nie wynikało tylko z tego, że Jeleński od dawna żył na Zachodzie, uczył się w Oksfordzie i swobodnie władał językami, które znajomi emigranci niemiłosiernie kaleczyli. Dopowiada Karpiński: „Spotkałem Polaka, który był politycznie otwarty i niezniewolony czy nieomotany takimi ograniczającymi, narzuconymi kostiumami, wynikającymi z ówczesnej «małej stabilizacji», z kolejnych etapów tej rzeczywistości polskoludowej”^(). Jeleński nie był też zamknięty w ciasnych ramach „choroby na Polskę”. Karpiński podkreśla: „Absolutnie za pierwszym razem byłem przekonany, że mam przed sobą najinteligentniejszego Polaka, jakiego dane mi było spotkać kiedykolwiek . Aleksander Wat nazywał go mózgiem elektronowym, bo wtedy używało się jeszcze takiego określenia”^(). Ale błyskotliwość nie była popisem, nie wynikała tylko z erudycji: Jeleński miał eseistyczną swobodę skojarzeń, a przy tym pasję i zaangażowanie. Karpiński dodaje: „Odczułem natychmiast, że sprawy, o których mówi, są dla niego sprawami żywymi. Żywymi, to znaczy potrafi nadać im błysk. To nie są preparaty intelektu”^().

Na fotografii wyraźne są tylko rysy twarzy: zastygłe, upozowane albo uchwycone w przelocie. Nie widać niespokojnych dłoni, uśmiechu w kącikach ust. Nawet kamera nie jest w stanie przekazać magii czyjejś obecności. Próbuję sobie wyobrazić, jakim był rozmówcą. Po polsku, francusku, włosku i angielsku mówił bez akcentu. Głos miał niski, męski, wypowiadał się starannie, mocno akcentowanymi frazami. W filmie Agnieszki Holland i Andrzeja Wolskiego o paryskiej „Kulturze” głowę trzyma wysoko, lekko ją przechyla, kiedy słucha; do kamery ustawia się półprofilem^(). Ma ładnie uformowaną głowę: szerokie czoło, wyraziste kości policzkowe. Film z 1985 roku: w wieku sześćdziesięciu trzech lat Jeleński wygląda poważnie, ma mnóstwo zmarszczek. Tylko spojrzenie błyszczące, zawsze czujne. Reaguje żywo, uśmiecha się głównie oczami.

Miał w sobie rys arystokratyczny – powtarzają nieomal wszyscy znajomi. Wyróżniało go przywiązanie do form, staranny sposób mówienia, dystyngowana poza... Wszystkie te cechy wykorzystał w swojej bodaj jedynej roli filmowej. Zagrał wuja we francuskim filmie telewizyjnym na podstawie Ameryki Franza Kafki. Wyprostowany, mówi z tonem wyższości – trudno uchwytnym, zaznaczającym się jednak w samej melodii zdania. Także w życiu codziennym wydawał się elegancki, przedwojenny: „Tak, jakby miał melonik i laseczkę” – próbuje opisać to wrażenie Anna Bikont^(). Mary McCarthy zauważyła, że było coś szczególnie eleganckiego w jego postawie, w sposobie, w jaki trzymał łokcie przy ciele^().

„Miał w sobie lekkość, nielicującą z polskim charakterem, o ile jest coś takiego jak polski charakter” – opowiadała Julia Hartwig^(). Lekkość nawiązywania kontaktów, wchodzenia w relacje z nowymi ludźmi. Ale może jego największym atutem była umiejętność słuchania, która zjednywała ludzi. Rozmówca czuł się doceniony, uszanowany. We wspomnieniach o Jeleńskim pisarze przytaczali jego opinie o ich własnej twórczości. Ale to nie wynikało tylko z ich egotyzmu. „Przeglądali się w nim jak w lustrze” – mówi Renata Gorczyńska^(). „Był szeroko oczytany, uważnie słuchał o moim doktoracie i miał celne uwagi, chociaż to nie był jego temat” – opowiada Bikont^(). Potrafił sprawić wrażenie, że naprawdę podzielał fascynacje rozmówcy. Tomasz Wierzejski spotkał go tylko raz, jako mąż spokrewnionej z Jeleńskim przez matkę Agnieszki Zarańskiej. Zapamiętał tę rozmowę: „Studiowałem fotografię naukową, to go pasjonowało, nieomal całe spotkanie wypytywał o to, jak pracujemy, czym się zajmujemy na uczelni”^(). „Miał dar uwagi” – podkreśla Adam Zagajewski. Niezwykły talent do życia, bycia tu i teraz, a przy tym przenikliwa inteligencja, zdolność natychmiastowej reakcji. Nie pouczał, przyjaciół przyjmował takimi, jacy są. Blask jego obecności udzielał się otoczeniu: „Być może tę cechę ludzie projektowali na jego osobę – zastanawia się Zagajewski – w jej świetle Jeleński wydawał się piękny, mądry i dystyngowany” ^().

Richard Overstreet nazywał to darem intelektualnego i emocjonalnego mimetyzmu. Jeleński błyskawicznie wychwytywał to, co wyróżniało daną osobę, jakiś szczegół wychowania, zainteresowań. „Jakby zrozumiał mnie jako malarza i Amerykanina, ale tak było ze wszystkimi”^(). Oblegany, nie odgradzał się, nie odrzucał ludzi, był przystępny, umiał przełamać cudze onieśmielenie: „Kiedy źle się czuł, to tak troszeczkę sztywniał – wspominała Zofia Romanowiczowa – czasu miał niewiele, do ostatniej chwili pracował, byłby rozmieniał się na drobne, gdyby chciał z każdym, natychmiast nawiązać kontakt”^().

Jeleński był świadomy swojej magii, potrafił się nią posługiwać. „Promieniował czarem” – notuje Héctor Bianciotti, który opisując Jeleńskiego w swojej powieści, nazywa go Markiem. Przy nim ludzie bardziej lubili samych siebie. „Był tego świadomy, dla zabawy przypochlebiał się tym, którzy się z nim nie zgadzali, do tego stopnia, że powoli podbici, jego adwersarze bili mu brawo i wydawało im się, że w sporze wspinają się na szczyty inteligencji”^(). Jeleński nie znał uczucia odrzucenia, nie musiał zabiegać o niczyje względy. Jak wyjaśniał swojemu pierwszemu partnerowi, „nigdy nie kocham ludzi, którzy mnie nie kochają”^(). Urok otaczał go jak powłoka, zdarzało się, że brakowało mu empatii. „Bywał złośliwy, czasami uprzejmy, ale uprzejmością na dystans” – wspomina Renata Gorczyńska^(). Nie spodobała mu się okładka przygotowanego przez nią tomu rozmów z Czesławem Miłoszem – namiętnie z niej szydził, doprowadzając autorkę do łez. W prywatnych listach wytykał cudze niedostatki: kobietom nie wybaczał braku urody...

^(*) ^(*) ^(*)

W oczach polskiej emigracji Jeleński był wcieleniem Zachodu – jakby człowiekiem wyższej jakości. W środowisku „Kultury” był najbardziej otwarty, światowy. Kazimierz Romanowicz wspominał, że kiedy zakładali Galerię Lambert, to właśnie Kot go przekonał, że galeria poświęcona wyłącznie polskim artystom będzie kolejnym gettem i radził otworzyć się na malarstwo międzynarodowe^(). Swój szkic o Sienie Zbigniew Herbert poświęcił Jeleńskiemu, „Aleksandryjczykowi”. Dziękując za dedykację, Kot podpisał się „Aleksander Jeleński. Konstantynopolitańczyk”^(). Zachodnią Europę Jeleński znał od dziecka. Chodził do prywatnego przedszkola w Wiedniu, gdzie w piaskownicy poznawał dzieci austriackiej arystokracji – małych Schwarzenbergów, Liechtensteinów, Kinskich. Dwa lata spędził w szwajcarskiej szkole z internatem. Później, już jako uczeń polskiego gimnazjum i liceum, w ferie odwiedzał rodziców na zagranicznych placówkach. Z Anglią, Francją i Włochami – trzema krajami, w których przyszło mu mieszkać, czuł się solidarny i związany, ale głębsze emocje – wzruszenia, obrzydzenia czy nienawiści – zdarzały mu się tylko w odniesieniu do Polski.

Do końca życia zachował papiery uchodźcy. Nie był to jednak świadomy wybór. W 1951 roku bezskutecznie starał się o paszport brytyjski, ale konsulat w Neapolu odmówił: ówczesne zatrudnienie Jeleńskiego w International Refugee Organization nie było podstawą, aby ubiegać się o obywatelstwo^(). Niedługo później miał nadzieję, że dzięki wstawiennictwu biologicznego ojca, Carla Sforzy, otrzyma paszport włoski. Jak pisał do matki, włoskiej krwi ma nie mniej niż przyrodni brat Sforzino (urodzony ze związku z belgijską arystokratką)^(). W rozmowie ze Stanisławem Rośkiem twierdził, że o francuskie obywatelstwo nie występował, bo dokumenty uchodźcy w żaden sposób nie utrudniają praktycznego życia^(). Najwyraźniej wolał utrzymywać, że status uchodźcy zachował z rozmysłem. Tymczasem w 1960 roku, w liście do Marii Dąbrowskiej i Anny Kowalskiej, pisał, że zintensyfikował starania o naturalizację, a z francuskim paszportem ma nadzieję przyjechać do Polski^(). Nigdy do tego nie doszło. Być może z biegiem lat myśl o powrocie do kraju, coraz mniej realna, budziła więcej obaw niż nadziei. Obawiał się konfrontacji ze wspomnieniami. Mówił, że jego Polski już nie ma: „No, nie ma choćby żydowskich miasteczek. Dla mnie sztetl był częścią obrazu Polski”^().

W napisanej po angielsku radiowej pogadance Polska i Europa Jeleński stwierdzał, że jego silny związek z Polską nie jest wśród emigracji zjawiskiem dziwnym ani odosobnionym – wynika z historii kraju, którego kultura od ponad stulecia intensywnie rozwija się na emigracji. Jak celnie zauważał, przymiotnik „zachodni” to w Polsce pochwała, natomiast „nieeuropejski” oznacza również barbarzyński, brutalny i niecywilizowany. „Skoro Polacy tak często powtarzają i podkreślają swoją «zachodniość», zapewne swoją własną kulturę uważają za nieco prowincjonalną. Drugi sens słowa «Zachód» ma historyczny i polityczny kontekst. Oznacza wolność i liberalizm, jest jak daleki przyjaciel, ku któremu raz po raz kierowały się wszystkie nadzieje Polaków i który wciąż nie był w stanie pomóc”^(). „Kosmopolak” – tak żartobliwie nazywali Jeleńskiego przyjaciele, którym imponowała jego wielojęzyczność i obycie w świecie. Ale można by powiedzieć o nim to, co on sam napisał o Jerzym Stempowskim: „W stosunku do kilku krajów Europy myślę, że nie istnieje dla Pana problem «obcości» i to nie w tym sensie, w którym nie istniał on (jak pisze Pan w «Kulturze») dla Voltaire’a i Machiavellego. W dodatku nie jest już Pan «kosmopolitą», ale (tak to przynajmniej odczuwam) organicznym Europejczykiem avant la lettre”^().

O ile Zachód był dla Jeleńskiego środowiskiem naturalnym, a nie mitycznym rajem, to Polska, jako kraj urodzenia, mogła spełniać rolę lekko podkolorowanej Arkadii. Wojciech Karpiński zapamiętał, z jaką namiętnością Jeleński opowiadał o swoich ziemiańskich przodkach, przedwojennych znajomych rodziców^(). Entuzjastycznie recenzował tom wspomnień spowinowaconej z Jeleńskimi Janiny Żółtowskiej, a w nostalgicznym opisie obyczajów kresowej szlachty znalazł przyczynek do genealogii polskiej inteligencji. Stamtąd wywodził swoje korzenie: „Nie jest to «arystokracja», która, jak wiadomo, w Polsce obejmowała tradycyjnie zaledwie kilkanaście magnackich rodów i do której nawet tytuły spoza ich ścisłego kręgu nie dawały przynależności”^(). W parterowych dworach z białymi kolumnami mieszkali przedsiębiorcy pionierzy: „To oni kontrolowali Bank Rolny, Towarzystwo Ziemskie Kredytowe, kandydowali do Dumy i do Rady Państwa, zakładali gorzelnie, cukrownie, cegielnie i tartaki. W kraju bez niezawisłości państwowej i bez uprzemysłowienia byli namiastką elity politycznej i kapitalizmu”^(). Pomimo sentymentu Jeleński ani na chwilę nie zapomina, że w tym środowisku „główną bodaj cechą było tanie patriotyczne zakłamanie”^(). Tymczasem jego więź z Polską ukształtowała się poniekąd z niezgody na przedwojenny polski nacjonalizm. Giedroyc nieraz mu zarzucał polityczną obojętność, brak zaangażowania. Jeleński uważał, że Polacy mają wolność na ustach, „ale czy zastanowiliśmy się dostatecznie nad tym, że najważniejsza jest wolność wewnętrzna człowieka, która chroni go przed uleganiem atmosferze stada? I że nawyk konformizmu jest kamieniem węgielnym wszystkich dyktatur?”^().

Polszczyzna była dla Jeleńskiego językiem tworzenia i przeżywania, najpełniejszej lektury. Regularnie publikował po francusku i angielsku, jego językiem domowym był włoski, niemiecki rozumiał od dzieciństwa, a dzięki zdolnościom poligloty radził sobie z lekturą po hiszpańsku i flamandzku. Twierdził jednak, że literacko odnajduje się tylko w polszczyźnie: „Jedyna literatura, która mnie naprawdę interesuje, w swych przejawach bieżących, poza klasykami, to literatura polska . Mimo oddalenia od Polski, mimo ubóstwa mego języka, mimo przykrych i częstych wątpliwości gramatycznych, składniowych, uważam się za pisarza (krytyka? eseistę?) polskiego”^().

^(*) ^(*) ^(*)

Jeleński funkcjonował w wielu światach równolegle. Te światy się nie stykały, miał przyjaciół, którzy nie znali się nawzajem, a nawet nie wiedzieli o swoim istnieniu. Egzotyczny był wszędzie: to, co było w nim nieuchwytne, niezrozumiałe, zarówno polscy, jak i włoscy, francuscy czy angielscy znajomi przypisywali wpływom obcego, nieprzetłumaczalnego żywiołu. Ale jak zauważał Czesław Miłosz, „wobec Polaków był więcej niż jednym Jeleńskim, nie tylko z powodu swojego «wynurzania się» spośród cudzoziemców, także dlatego, że należał równocześnie do kilku warstw polskiego myślenia i obyczaju”^(). „Miał dar imitacji – zauważa Wojciech Karpiński – mówił wówczas jak pretensjonalny urzędnik przedwojennego MSZ albo kapral z polskiego wojska we Francji, albo jak paryski intelektualista, albo jak któryś z przyjaciół”^(). Choć żył w kilku światach równolegle, w każdym z nich był obecny w pełni, nie zdradzał pozostałych.

Jeleński umiał dostosować się do sytuacji, wnikał w nowe środowisko. „Niektórzy przyjaciele widzieli w tym instynkt ucieczki – wspominała przyjaciółka Diane de Margerie – dzięki swoim zdolnościom «kameleona» zawsze pozostawał sobą i był niedostępny, przebywał gdzie indziej, pewnie w Polsce. To była jego broń, którą znalazł dosyć wcześnie, aby pozostać blisko swoich korzeni”^(). Francuscy przyjaciele przypuszczali, że idealizował krainę dzieciństwa i że tam właśnie kryło się źródło jego zranienia: „Z czasem zacząłem się domyślać, że jego urok, ciepło i błyskotliwa inteligencja skrywały ukryte jądro rozpaczy”^(). Z tą tajemniczą polskością łączyli wszystko, co było w nim niedostępne, zakryte. Mógł żartować w czterech językach, ale nigdzie w pełni nie należał. „Wychowany przedwcześnie w świecie dorosłych, rozdarty pomiędzy różnymi kulturami: nic dziwnego, że wszystko był gotów podważać i wyśmiewać, na pół śmiesznie, a na poły z rozpaczą”. Tłumaczka, Geneviève Serreau, zapamiętała literacką biesiadę, podczas której lekko podchmielony Jeleński wstał, uderzył pięścią w stół i zawołał: „Tak, jestem Polakiem i jestem z tego dumny!”^().

Proteuszowe talenty Kota podziwiał Aleksander Smolar: „Nie znałem nikogo, kto miałby w życiu tak wiele różnych, nieprzenikających się sfer”^(). Wielu polskich przyjaciół w Paryżu regularnie widywało Jeleńskiego, ale jego towarzyszkę życia, Leonor Fini, znali raczej z legendy: Kot wolał się umawiać na mieście, a u siebie przyjmował głównie pod jej nieobecność (zwykle wyjeżdżała do letniego domu nad Loarą).

Jego homoseksualizm był tajemnicą poliszynela. Wszyscy o nim wiedzieli, ale w gronie polskich przyjaciół nie mówił na ten temat. Był skryty, miał sfery życia, do których nie dopuszczał nikogo. Wojciech Karpiński wspomina, że nawet po latach wyczuwał w ich relacji dystans^(). Sam Jeleński postrzegał swoje życie jako podzielone na osobne plany, pomiędzy którymi swobodnie przeskakiwał: „To, co robiłem i myślałem, nie miało właściwie nigdy głębokiego realnego związku. Byłem może (w przypadkowym porządku): liberałem, synem, humanistą, czytelnikiem, sumiennym urzędnikiem, Polakiem, przyjacielem, kochankiem, pederastą itd.” – pisał do Józefa Czapskiego. – „«Kot Jeleński» – postać nieco proteuszowska, zależnie od tego, przez kogo odzwierciedlana”^().

^(*) ^(*) ^(*)

Mówiono, że Jeleński zna wszystkich, bywa na salonach. Ale jakie salony funkcjonowały w drugiej połowie XX wieku? Owszem, już w 1946 roku spotkał Marie-Laure de Noailles, potomkinię markiza de Sade i najgłośniejszą gospodynię w literackim Paryżu. Była mecenaską Buñuela i Cocteau, w którym kochała się jako siedemnastolatka. Z Kotem łączyła ich „żartobliwie beznadziejna” wizja świata; raz nawet, po pijanemu wskoczyli do łóżka. Opowiadał to jak historyjkę rodem z Rabelais’go, było w tym tyleż seksu, ile śmiechu. Kot poznał jeszcze salony prawie jak z Prousta: elitarne, gdzie dostać się było wyróżnieniem. Słynne nazwiska nie robiły na nim wrażenia, chociaż bawiły go genealogiczne dywagacje. Z przymrużeniem oka w liście do Marii i Kazimierza Brandysów przepisywał fragment wywiadu z autorem Lolity: „Wynika z niego jasno, że jesteście nie tylko spowinowaceni z Nabokovem, ale że Marysia pochodzi od książąt Werony i śląskich Piastów...”^(). Przyjaciel, pisarz Bernard Minoret, twierdził, że o ile Jeleński miał jakiś snobizm, to ograniczał się do „największych nazwisk arystokracji europejskiej, przede wszystkim polskiej. Lecz były to u niego raczej igraszki umysłu i nie czynił sobie bynajmniej złudzeń na temat Almanachu Gotajskiego, o którym lubił rozprawiać, nie znosząc tam bywać. Gdybyśmy się posunęli trochę dalej, można by powiedzieć, że snobizm Kota był czysto intelektualny”^(). „Wiem, że znał Ionesco, Ciorana – mówi Adam Zagajewski – to były najwyższe salony”.

Znajomości Jeleńskiego to rzeczywiście skarbiec ludzi kultury z różnych krajów i warstw życia. Świat włoski: Elsa Morante i Alberto Moravia, Michelangelo Antonioni. Pisarze związani z Kongresem Wolności Kultury: Ignazio Silone i Nicola Chiaromonte. Rodzina filozofa Benedetto Croce, przyjaciele domu i Mario Praz, miłośnik dziwności, z którym Croce polemizował. Artystyczne kręgi Leonor Fini: Max Ernst i Dorothea Tanning, Meret Oppenheim. Hans Bellmer i Balthus, o których pisał. Przyjaźnił się z Mary McCarthy, dzięki której w Nowym Jorku spotkał Hannah Arendt. Podczas wizyty w Stanach był na kolacji u Roberta Lowella. W Paryżu poznał historyka sztuki Michaiła Ałpatowa: „To człowiek sześćdziesięcioparoletni, o naprawdę wielkiej kulturze, uroku – i szalonej odwadze” – pisał do Leonor Fini^(). Nie lubił się jednak chwalić znajomościami. Jak wyjaśniał Piotrowi Kłoczowskiemu, był to jeden z powodów, który go powstrzymywał przed szkicowaniem autobiografii, bo jak uważał, tylko „przypadkiem”, przez „zbieg okoliczności” jego życie pełne było znajomości czy przyjaźni ze „słynnymi ludźmi”^(). W jednym z listów tłumaczył Fini, że nie należy potępiać cudzych snobizmów, lgnięcia do ludzi znanych czy wysoko postawionych^(). Sam jednak czuł się wolny od tej słabości – od dziecka spotykał pisarzy i artystów, nie postrzegał ich jako półbogów, a kontakty z nimi wydawały mu się naturalne.

Sławomir Mrożek wspominał, że gdy po raz pierwszy przyjechał do Paryża, Jeleński wydawał mu się „uosobieniem sfery najwyższej, poprzedzonym legendą”^(), stosunki z nim były miłe, ale powierzchowne. Jak uważał autor Tanga, Kot po prostu przyjmował takie założenie – dzięki temu mógł utrzymywać tak liczne i lekkie znajomości. Również francuscy czy włoscy znajomi postrzegali go nieraz jako bywalca – wizerunek, którego zupełnie nie akceptował. Polskie oblicze Kota było dla nich jak ciemna strona księżyca, nie rozumieli wagi jego działalności na tym polu. Nawet François Bondy, który podzielał jego zachwyt Gombrowiczem, twierdził, że Kot „się marnuje”, tyle czasu poświęcając peryferyjnej, emigracyjnej „Kulturze”^().

^(*) ^(*) ^(*)

Przyjaciele często nie pamiętają, jak poznali Jeleńskiego: ktoś ich do niego skierował, to był pierwszy, oczywisty adres, po przyjeździe do Paryża. „Był odźwiernym – opowiada Mirosław Chojecki – otwierał drzwi, łączył ludzi i odsuwał się w cień”^().

^(*) ^(*) ^(*)

„Artysta bez damoklesowego miecza ambicji” – mówił o nim Wojciech Karpiński^(). Wielokrotnie go o to dopytywał, martwił się, że Kot zakopuje swoje talenty: skromność może graniczyć z prostracją, przerodzić się w zaniedbanie. „Przecież jego domeną jest jasność myśli, nalegałem; musi rozumieć, kim jest, jakie jest społeczne znaczenie jego pisarstwa”^(). Ale usuwanie się w cień nie wynikało z zawodowych frustracji czy niespełnienia. „Jeśli już mówić o moich przywarach, z pewnością więcej we mnie próżności niż ambicji” – pisał do Leonor Fini^(). Jeleńskiego nie męczyła gorączka twórczej produkcji, strach przed brakiem inspiracji ani też konieczność regularnych publikacji. „Pytasz o moje pisanie – pisał do Czapskiego – mam duże zahamowania (do których powrócę). Ale nie jestem z tego powodu wcale nieszczęśliwy. Wiesz, że w przeciwieństwie do Ciebie nie mam poczucia «obowiązku» pracy «twórczej» czy «intelektualnej»”^(). Giedroyc i Czapski zarzucali mu, że nie dość poważnie traktuje swoje zajęcia, nie zależy mu na sukcesach. Raz po raz tłumaczył, że mają różne priorytety. Nie czuł się, jak Czapski, zobowiązany wobec swojego dzieła, ani też nie był, jak Giedroyc, bojownikiem za sprawę. Praca nie była źródłem „sensu”, a jedynie utrzymania, to, co fascynujące, pozostawało poza nią. W ankiecie dla Radia Wolna Europa w 1961 roku tłumaczył, że z pisania się utrzymuje, dlatego jego teksty, w trzech językach, są raczej krótkie i fragmentaryczne^().

Jak tłumaczył Czapskiemu, związek z Leonor Fini „to jest może jedyna rzecz, którą w życiu osiągnąłem, jedyna, która mi zostawia jakieś otwarte drzwi, które czuję. Przyszłość (w sensie przyszłości psychicznej) związana jest dla mnie tylko z Leonor, dlatego, że ją kocham”^(). U Fini Jeleński podziwiał też dyscyplinę, determinację, z jaką poświęcała się swojej sztuce. Cenił nawet jej egoizm, bezwzględność, konieczne, aby uwierzyć we własny, twórczy głos. On sam potrafi żonglować koncepcjami, pracować abstrakcyjnie i delegować zadania. Ma tendencję do odkładania na później, zdarza mu się bałaganić i zapominać. Chętnie napisałby coś głębszego, ale „praca dla siebie” przychodzi mu z ogromnym trudem. Blokadą, która go powstrzymywała, były nie tylko zmysłowe pokusy, apetyt na życie chwytane w biegu i na wielu polach, ale również biurowa rutyna. Miał kilka większych pomysłów: „Gdybym miał na to czas i możność, chciałbym coraz bardziej zabrać się do tego, co mnie naprawdę pociąga, o czym Ci mówiłem – do książki o źródłach «nowego człowieka»” – zapowiadał Czapskiemu^(). Jeleński nigdy jednak nie napisał własnej książki od początku do końca; jego wydane za życia tomy szkiców przygotowali młodsi przyjaciele, Wojciech Karpiński i Piotr Kłoczowski.

^(*) ^(*) ^(*)

„Brak ambicji” zapewne nie był dla Jeleńskiego oczywisty od samego początku. Nie marzył o literackiej sławie, ale miał ochotę zebrać myśli, ułożyć spójną, artystyczną wypowiedź. Jeszcze w 1958 roku pisał matce, że ma nadzieję wrócić do swojej książki: „Nie wiem, jak mi pójdzie – mam prawdziwy kompleks teraz na tym punkcie”^(). Jak wyjaśniał matce, przeszkodę stanowi perfekcjonizm: chciałby „powiedzieć wszystko” i przedstawić wyrazistą koncepcję: „Wszystko, co nie jest myślą, analizą, wydaje mi się nudne i zbyteczne, a przecież książka musi być informacyjna”^(). O ile można się domyślać komentarza Teresy Jeleńskiej, której przesłał pierwszy rozdział, musiała to być pisana na zamówienie Kongresu książka z intelektualnej historii Polski. Dwa lata później ma trzydzieści osiem lat; rozumie, że to za późno, żeby się dobrze zapowiadać. „Nie mogę nadal «obiecywać». Owszem – być może, że dojdę siłą rzeczy do całkowitej rezygnacji – że będę do śmierci pisywał artykuliki, notatki i zadowolę się reputacją «inteligentnego człowieka»”^(). Ale tymczasem jeszcze się nie poddał i ma wrażenie, że „tylko wyrażenie się całkowite i znalezienie jakiejś transpozycji może mi zapewnić (to jest tylko nadzieja) jakąś równowagę”^(). Zapewne jednak potrzeba wyrazu nie była paląca: „Owszem, Jeleński miał literacką ambicję, ale nigdy nie realizował jej kosztem życia” – opowiada Claude Arnaud. – „Kiedy ma się ambicję, nigdy nie wiadomo, w jakim stopniu odbierze nam życie. On chciał żyć i myśleć jednocześnie, szukać równowagi. Nie miał przymusu tworzenia książek”^().

Przypisy

WYKAZ SKRÓTÓW

AET – Archiwum Emigracji w Toruniu

ALF – archiwum Leonor Fini

AMJC – archiwum Marii i Józefa Czapskich

APK – archiwum Piotra Kłoczowskiego

AWK – archiwum Wojciecha Karpińskiego

AZL – archiwum „Zeszytów Literackich”

BL – Beinecke Rare Book and Manuscript Library

BN – Biblioteka Narodowa

IACF – International Association for Cultural Freedom

IBC – Instytut Benedetto Croce

IL – Instytut Literacki

IMEC – Institut Mémoires de l’édition contamporaine

MLAM – Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza

OSA – Open Society Archives

ZNO – Zakład Narodowy im. Ossolińskich

Kosmopolita i Polak

Jeśli nie zaznaczono inaczej, przekłady źródeł obcojęzycznych podaję w przekładzie własnym. A.A.

Rozmowa z Renatą Gorczyńską, Gdynia, 11 XI 2016.

Rozmowa z Małgorzatą Dziewulską, Warszawa, 11 X 2017.

Rozmowa z Ritą Gombrowicz, Paryż, 25 XI 2016.

Rozmowa z Adamem Zagajewskim, Kraków, 25 X 2016.

Neil Zukerman, Leonor i Kot. Tłum. Magdalena Iwińska. Katalog wystawy „Leonor Fini i Konstanty A. Jeleński. Portret podwójny”, Warszawa 2011, s. 85.

Jarosław Iwaszkiewicz, Dzienniki 1964–1980. Oprac. Agnieszka i Robert Papiescy, Radosław Romaniuk, Warszawa 2011, s. 262.

Rozmowa z Ludwikiem Stommą, La Fertésous-Jouarre, 17 I 2017.

Konstanty Aleksander Jeleński, list do Teresy Jeleńskiej, 10 I 1941, MLAM.

Renata Gorczyńska, Traf (Rzecz o Kocie Jeleńskim), „Puls” 1993, nr 4, s. 41.

Renata Gorczyńska, Portrety paryskie, Kraków 1999, s. 289.

Olivier de Magny, list do Piotra Kłoczowskiego, 2 VII 1999, APK.

Rozmowa z Agnieszką Holland, Kraków, 5 III 2017.

Renata Gorczyńska, Portrety paryskie, dz. cyt., s. 282.

Tamże.

Tamże.

Film Kultura. Reż. Agnieszka Holland i Andrzej Wolski, 1985.

Rozmowa z Anną Bikont, Warszawa, 11 X 2016.

Mary McCarthy, Constantin Jelenski, l’ami Kot, „Libération” 6 V 1987.

Julia Hartwig, nagranie dla portalu Web of Stories, Warszawa, czerwiec 2010, https://www.webofstories.com/play/julia.hartwig/82

Rozmowa z Renatą Gorczyńską, Gdynia, 11 XI 2016.

Rozmowa z Anną Bikont, Warszawa, 11 X 2016.

Rozmowa z Tomaszem Wierzejskiem, Stawisko, 8 X 2017.

Rozmowa z Adamem Zagajewskim, Kraków, 25 X 2016.

Rozmowa z Richardem Overstreetem, Paryż, 27 XI 2016.

Marek Zaborowski, Rozmowa z Zofią Romanowiczową, „Obecność” 1988, nr 21, s. 41–42.

Héctor Bianciotti, Le pas si lent de l’amour, Paris 1995, s. 287.

Konstanty Aleksander Jeleński, list do Bernarda Minoreta, ok. 1949, IMEC.

Rozmowa z Renatą Gorczyńską, Gdynia, 11 XI 2016.

, Toutes les femmes sont polonaises, z Kazimierzem Romanowiczem rozmawiała Małgorzata Smorąg. W: Mirosław Adam Supruniuk, Libella, Galerie Lambert. Szkice i wspomnienia, Toruń 1998, s. 194.

, list do Zbigniewa Herberta, 31 V 1961, BN.

Pismo z Konsulatu Wielkiej Brytanii w Neapolu, 21 III 1951, korespondencja Konstantego Aleksandra Jeleńskiego, MLAM.

, list do Teresy Jeleńskiej, przed 23 XI 1952, MLAM. Carlo Sforza był żonaty z Valentine Errembault de Dudzeele et d’Orroir (1875–1969), z którą miał dwoje dzieci, córkę Fiammettę (1914–2002) oraz syna Sforzę Galeazzo („Sforzino”) (1916–1977).

, „Nigdy nie emigrowałem z Polski...”. Rozmowę przeprowadził i oprac. Stanisław Rosiek, „Zeszyty Literackie” 1988, nr 21, s. 136.

, list do Marii Dąbrowskiej, 7 VII 1960, kopia APK.

, Dziennik pisany nocą: 1993–1996, Warszawa 1998, s. 138.

, „Poland and Europe”, niedatowany maszynopis, Konstanty Jeleński Papers, General Collection, BL.

, list do Jerzego Stempowskiego, 22 VII 1960, kopia APK.

Wojciech Karpiński, Spotkanie z Kotem Jeleńskim. W: Wojciech Karpiński, Herb wygnania, Warszawa 1998, s. 126.

Konstanty Aleksander Jeleński, Sielskie, anielskie? W: Konstanty Aleksander Jeleński, Chwile oderwane. Oprac. Piotr Kłoczowski, Gdańsk 2008, s. 62.

Tamże, s. 63.

Tamże, s. 64.

Konstanty Aleksander Jeleński, Notatki o żałobie. W: Konstanty Aleksander Jeleński, Zbiegi okoliczności, Paryż 1982, s. 325.

Konstanty Aleksander Jeleński, Czwórjęzyczne kłopoty. W: K.A. Jeleński, Chwile oderwane, dz. cyt., s. 388.

Czesław Miłosz, Konstanty: polskie tło. W: K.A. Jeleński, Chwile oderwane, dz. cyt., s. 482.

Wojciech Karpiński, Spotkanie z Kotem Jeleńskim, dz. cyt., s. 125.

Diane de Margerie, niepublikowane wspomnienie Portrait-souvenir de K.A. Jeleński, APK.

Olivier de Magny, list do Piotra Kłoczowskiego, 21 VII 1999, APK.

Tamże.

Rozmowa z Ireną i Aleksandrem Smolarami, Paryż, 13 X 2016.

Renata Gorczyńska, Portrety paryskie, dz. cyt., s. 281.

Konstanty Aleksander Jeleński, list do Józefa Czapskiego, 22 VII 1952. W: Konstanty Aleksander Jeleński, Listy z Korsyki do Józefa Czapskiego. Oprac. Wojciech Karpiński, Warszawa 2003, s. 10–11.

Konstanty Aleksander Jeleński, list do Marii i Kazimierza Brandysów, 19 IX 1986, BN.

Bernard Minoret, list do Piotra Kłoczowskiego, 22 XI 1993, APK. Zob. fragmenty tej korespondencji, Z listów do Piotra Kłoczowskiego. Tłum. J. Lisowski, „Zeszyty Literackie” 1998, nr 61, s. 43.

Konstanty Aleksander Jeleński, list do Teresy Jeleńskiej, 12 V 1960.

Konstanty Aleksander Jeleński, list do Piotra Kłoczowskiego, 25 I 1986, APK.

Konstanty Aleksander Jeleński, list do Leonor Fini, niedatowany, ALF. Listy Konstantego Aleksandra Jeleńskiego do Leonor Fini zwykle nie są datowane. Kiedy się rozstawali, korespondowali nieomal codziennie, dlatego listy oznaczali jedynie dniami tygodnia.

Sławomir Mrożek, Wojciech Skalmowski, Listy 1970–2003. Wstęp Andrzej Borowski, Kraków 2007, s. 733.

Rozmowa z Anną Bikont, Warszawa, 11 X 2016.

Rozmowa z Mirosławem Chojeckim, Warszawa, 18 X 2017.

Wojciech Karpiński, Spotkanie z Kotem Jeleńskim, dz. cyt., s. 131.

Tamże.

Konstanty Aleksander Jeleński, list do Leonor Fini, ALF.

Konstanty Aleksander Jeleński, list do Józefa Czapskiego, 29 VII 1971. W: K.A. Jeleński, Listy z Korsyki do Józefa Czapskiego, dz. cyt., s. 42.

W pracowniach intelektualistów polskich na Zachodzie – (cz. II), audycja Radia Wolna Europa, 16 IV 1961, https://www.polskieradio.pl/68/2461/Audio/291927

Konstanty Aleksander Jeleński, list do Józefa Czapskiego, ok. 1953, APK.

Konstanty Aleksander Jeleński, list do Józefa Czapskiego, 26 VIII 1952. W: K.A. Jeleński, Listy z Korsyki do Józefa Czapskiego, dz. cyt., s. 12.

Konstanty Aleksander Jeleński, list do Teresy Jeleńskiej, 15 V 1958, MLAM.

Konstanty Aleksander Jeleński, list do Teresy Jeleńskiej, 17 VII 1958, MLAM.

Konstanty Aleksander Jeleński, list do Teresy Jeleńskiej ok. 1960, MLAM

Konstanty Aleksander Jeleński, list do Teresy Jeleńskiej ok. 1960, MLAM

Rozmowa z Claudem Arnaud, Paryż, 24 XI 2016.
mniej..

BESTSELLERY