Facebook - konwersja
Czytaj fragment
Pobierz fragment

Ogon królewskiego konia - ebook

Format ebooka:
EPUB
Format EPUB
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najpopularniejszych formatów e-booków na świecie. Niezwykle wygodny i przyjazny czytelnikom - w przeciwieństwie do formatu PDF umożliwia skalowanie czcionki, dzięki czemu możliwe jest dopasowanie jej wielkości do kroju i rozmiarów ekranu. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
, MOBI
Format MOBI
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najczęściej wybieranych formatów wśród czytelników e-booków. Możesz go odczytać na czytniku Kindle oraz na smartfonach i tabletach po zainstalowaniu specjalnej aplikacji. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
(2w1)
Multiformat
E-booki sprzedawane w księgarni Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu - kupujesz treść, nie format. Po dodaniu e-booka do koszyka i dokonaniu płatności, e-book pojawi się na Twoim koncie w Mojej Bibliotece we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu przy okładce. Uwaga: audiobooki nie są objęte opcją multiformatu.
czytaj
na tablecie
Aby odczytywać e-booki na swoim tablecie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. Bluefire dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na czytniku
Czytanie na e-czytniku z ekranem e-ink jest bardzo wygodne i nie męczy wzroku. Pliki przystosowane do odczytywania na czytnikach to przede wszystkim EPUB (ten format możesz odczytać m.in. na czytnikach PocketBook) i MOBI (ten fromat możesz odczytać m.in. na czytnikach Kindle).
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na smartfonie
Aby odczytywać e-booki na swoim smartfonie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. iBooks dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Rok wydania:
2011
Czytaj fragment
Pobierz fragment
0,00
Cena w punktach Virtualo:
0 pkt.

Ogon królewskiego konia - ebook

Klasyka na e-czytnik to kolekcja lektur szkolnych, klasyki literatury polskiej, europejskiej i amerykańskiej w formatach ePub i Mobi. Również miłośnicy filozofii, historii i literatury staropolskiej znajdą w niej wiele ciekawych tytułów.

Seria zawiera utwory najbardziej znanych pisarzy literatury polskiej i światowej, począwszy od Horacego, Balzaca, Dostojewskiego i Kafki, po Kiplinga, Jeffersona czy Prousta. Nie zabraknie w niej też pozycji mniej znanych, pióra pisarzy średniowiecznych oraz twórców z epoki renesansu i baroku.

Kategoria: Klasyka
Zabezpieczenie: brak
Rozmiar pliku: 250 KB

FRAGMENT KSIĄŻKI

I.

Na pla­cu ka­te­dral­nym w Me­djo­la­nie, na­prze­ciw­ko tego wie­ko­pom­ne­go ar­cy­dzie­ła ar­chi­tek­tu­ry stoi ol­brzy­mi po­mnik Wik­to­ra Ema­nu­ela II. Twór­ca po­mni­ka, zna­ko­mi­ty E. Rosa umie­ścił kró­la na bar­dzo wy­so­kim pie­de­sta­le, na wspa­nia­łym ru­ma­ku z po­tęż­nym, roz­wia­nym, ogo­nem.

Z boku po­mni­ka sta­ło dwóch męż­czyzn, zbli­ża­ją­cych się do czter­dziest­ki. Obaj in­ży­nie­ro­wie ko­le­dzy, spo­tka­li się rano w przed­sion­ku Me­tro­po­le. Je­den Sta­ni­sław Grot – Gro­tow­ski, wra­ca­ją­cy z Rzy­mu, dru­gi Jan Raj­czak, ja­dą­cy do Tu­ry­nu. Przy­pad­ko­we spo­tka­nie wiel­ce ich ucie­szy­ło, wy­szli ra­zem na mia­sto, któ­re Jan miał opu­ścić oko­ło trze­ciej po po­łu­dniu. Za­trzy­ma­li się i w mil­cze­niu przy­pa­try­wa­li im­po­nu­ją­ce­mu po­mni­ko­wi. Na­raz Sta­ni­sław usły­szał pol­ską mowę dziec­ka i spo­strzegł, pra­wie obok, wiel­kiej uro­dy mło­dą damę z chłop­czy­kiem może sied­mio­let­nim.

Na­tych­miast wy­rzekł gło­śno:

– Gio­va­ni! O, che gran­do ogo­no de ca­val­lol

Ma­lec usły­szaw­szy ten wy­krzyk­nik, zwró­ci! się do damy:

– Ma­mu­siu! Po wło­sku ogon na­zy­wa się ogo­no!

W tej chwi­li Sta­ni­sław zbli­ży! się, uchy­lił ka­pe­lu­sza i wy­cią­gnął rękę do chłop­czy­ka, mó­wiąc:

– Bon­gior­no si­gnio­re pic­co­lo Po­la­co! Come sta? Wszyst­ko to było na­gle po­my­śla­nym ma­new­rem, ce­lem po­zna­nia pięk­nej damy. Chłop­czy­na się za­wsty­dził i nie wie­dział co ro­bić. Dama wi­dząc wy­twor­ne­go gen­tel­ma­na prze­mó­wi­ła:

– Po­daj Zbysz­ku panu rącz­kę, – zwró­ci­ła się do Sta­ni­sła­wa po fra­cu­sku: – pro­szę wy­ba­czyć, my nie mó­wi­my po wło­sku.

Zbysz­ko po­dał rącz­kę Sta­ni­sła­wo­wi, ten zdjął ka­pe­lusz mó­wiąc;

– My je­ste­śmy Po­la­cy, sły­sząc pol­ską mowę na­umyśl­nie po­wie­dzia­łem "ogo­no" bę­dąc pew­nym, że Zbysz­ka za­in­te­re­su­ję, i to mi się uda­ło.

Przed­sta­wił się, jak rów­nież i ko­le­gę.

Jan zdjął ka­pe­lusz, dama uprzej­mie schy­li­ła gło­wę, ale swe­go na­zwi­ska nie po­wie­dzia­ła.

Sta­ni­sław za­czął roz­mo­wę o po­mni­ku, Zbysz­ka za­py­tał, czy się nie boi ko­ni­ka i czy je lubi.

– Ja w le­cie jeź­dzi­łem na osioł­ku i nic nie ba­łem się, od­po­wie­dział śmia­ło ma­lec.

Jan i Sta­ni­sław jako do­brze wy­cho­wa­ni lu­dzie, bar­dzo oględ­nie ale umie­jęt­nie pro­wa­dzi­li roz­mo­wę, zwłasz­cza, że dama była po­waż­ną i po­wścią­gli­wą. Zdo­ła­li jed­nak do­wie­dzieć się, że prze­pę­dza­jąc je­sień nad Le­ma­nem wy­je­cha­ła z dru­gą damą na wy­ciecz­kę: zwie­dzi­ły Lago Ma­gio­rę i wy­spy Bo­re­me­usza, a ko­rzy­sta­jąc z bli­sko­ści za­je­cha­ły do Me­djo­la­nu, gdzie ba­wią od oneg­daj. Ka­te­drę zwie­dzi­ły szcze­gó­ło­wo i są wiel­ce za­do­wo­lo­ne.

– A czy pa­nie wi­dzia­ły… prze­pra­szam, mó­wię w licz­bie mno­giej, cho­ciaż to­wa­rzysz­ka jest nie­obec­na…

– Wła­śnie na­de­szła – ode­zwał się głos z tyłu i zbli­ży­ła się rów­nież mło­da, ele­ganc­ka dama.

Bru­net­ka, ciem­niej­sza od to­wa­rzysz­ki, o wy­ra­zi­stych czar­nych oczach i pięk­nej ce­rze. Ostry, zgrab­ny no­sek i umie­jęt­ne, a umiar­ko­wa­ne pod­bar­wie­nie brwi, oczu i warg, wy­twa­rza­ły po­nęt­ną ca­łość. Na­stą­pi­ło przed­sta­wie­nie pa­nów, a Zbysz­ko pa­plał:

– Pro­szę pani, ten pan – wska­zał pal­cem Sta­ni­sła­wa – po­wie­dział, że ogon ko­nia – znów wska­zał na po­mnik–na­zy­wa się po wło­sku „ogo­no”!

– Zbysz­ku, tyle razy ci już mó­wi­łam, że nie moż­na wska­zy­wać pa­lusz­kiem, to nie ład­nie i nie grzecz­nie – stro­fo­wa­ła mat­ka.

– A czem mam po­ka­zy­wać pro­szę ma­mu­si? Za­py­ta­nie to roz­śmie­szy­ło wszy­skich i roz­we­se­li­ło; było do pew­ne­go stop­nia prze­ła­ma­niem lo­dów.

Sta­ni­sław prze­mó­wił nie­co we­sel­szym to­nem:

– Do­koń­czę za­czę­te­go w chwi­li na­dej­ścia pani za­py­ta­nia:

– Otóż czy pa­nie wi­dzia­ły już „Wie­cze­rzę Pań­ską” fresk Le­onar­do da Vin­ci?

– A praw­da, zu­peł­nie za­po­mia­łam, że on tu się znaj­du­je, – od­po­wie­dzia­ła no­wo­przy­by­ła.

– Je­śli pa­nie po­zwo­lą, mo­że­my ra­zem po­je­chać. Mam spe­cjal­ny list z Rzy­mu, żeby po­zwo­lo­no go obej­rzeć, po­nie­waż wó­gó­le już nie jest do oglą­da­nia.

– A to z po­wo­du?–za­py­ta­ła mat­ka Zbysz­ka.

– Jest bar­dzo uszko­dzo­ny, miej­sca­mi far­ba ob­sy­pu­je się.

– Pani Ja­dwi­go, czy pani chce po­je­chać? – spy­ta­ła to­wa­rzysz­ka.

– A czy to da­le­ko?

– Po­je­dzie­my z tego pla­cu tram­wa­jem i za dwa­dzie­ścia mi­nut bę­dzie­my w S. Mar­ja del­la Gra­zie, gdzie w re­fek­ta­rzu znaj­du­je się fresk.

Pa­nie zgo­dzi­ły się, wte­dy Jan rzekł:

– Siądź­cie pań­stwo do czwór­ki i za­je­dzie­cie na samo miej­sce.

– Ależ ty, wi­dzę, znasz Me­djo­lan, jak Hru­bie­szów, gdzieś uj­rzał świa­tło dzien­ne – rzekł Sta­ni­sław.

– Ja pa­nie po­że­gnam; ża­łu­ję moc­no, że nie mogę do­trzy­mać to­wa­rzy­stwa, mam bo­wiem za­ła­twić spra­wun­ki, a przed czwar­tą wy­jeż­dżam.

Sta­ni­sław na­ma­wiał ko­le­gę, żeby zo­stał do ju­tra, ale nic nie wskó­rał. Po­że­gna­li się, wsie­dli do tram­wa­ju i Jan po­le­cił ich kon­duk­to­ro­wi. W dro­dze Sta­ni­sław przy­pa­try­wał się dys­kret­nie to­wa­rzysz­kom, obie były bar­dzo przy­stoj­ne i szy­kow­ne. Ja­dwi­ga mia­ła słod­ki, nie­co smęt­ny wy­raz twa­rzy i miły, me­lo­dyj­ny głos; dru­ga ener­gicz­ny, nie­co czu­pur­ny i we­so­ły wy­gląd, ale głos niedź­więcz­ny, zma­to­wa­ny – i ro­bi­ła wra­że­nie bar­dzo pew­nej sie­bie…

– Więc pa­nie są na wy­ciecz­ce, i tak bez to­wa­rzy­sza?

– Bar­dzo je­stem wdzięcz­na pani Ry­cie – od­po­wie­dzia­ła Ja­dwi­ga, – że była ini­cja­tor­ką; zwie­dzi­ły­śmy Lago Mag­gio­re, nad­brzeż­ne miej­sco­wo­ści i wy­spy Bo­re­me­usza, prze­cud­ne, uro­cze!

– A co do to­wa­rzy­sza – wtrą­ci­ła Ryta – to mia­ły­śmy ka­wa­le­ra, Zbysz­ka, i ten wy­star­cza.

– O ile po­zna­łem Zbysz­ka, to on sam po­trze­bu­je opie­ki, a w wy­ciecz­kach za­wsze jest po­trzeb­ny na­le­ży­ty, od­po­wied­ni opie­kun – od­parł z uśmie­chem Sta­ni­sław.

– To też w gó­rach naj­mu­je się prze­wod­ni­ków spe­cjal­nych, ale tu, na rów­ni­nach, je­zio­rach i wy­sep­kach, same ze Zbysz­kiem da­ły­śmy so­bie do­sko­na­le radę i nie mia­ły­śmy ba­la­stu… prze­waż­nie umi­zga­ją­ce­go się… – od­po­wie­dzia­ła Ryta.

– Wi­dzę, że pani jest wro­go uspo­so­bio­na do do­ro­słych męż­czyzn.

– By­najm­niej, ale uwa­żam, że pan jest tru­bar­du­ro­wo śre­dnio­wiecz­nym dżen­tel­me­nem, dla któ­re­go ko­bie­ta, to sła­by twór i po­trze­bu­je bez­u­stan­nej ry­cer­skiej opie­ki, to do­wo­dzi, że pan jest praw­dzi­wym Po­la­kiem!

– Czy to ma być sy­no­ni­mem za­co­fań­ca, wstecz­ni­ka?

– Ależ dla­cze­go tak krań­co­wo?

– Pani Ryta – wtrą­ci­ła Ja­dwi­ga, – nie­zmier­nie lubi sprze­czać się z pa­na­mi,

– To pysz­nie się skła­da: bo i ja nad­zwy­czaj lu­bię sprze­czać się z da­ma­mi, je­śli nota-benę od­po­wia­da­ją trzem wa­run­kom.

– Aż trzem?

– Tyl­ko trzem!

– Wol­no za­py­tać ja­kim?

– Po pierw­sze: mu­szą być in­te­li­gent­ne, po­wtó­re – mło­de, po trze­cie – pięk­ne!

– Czy­li, że my mo­że­my być spo­koj­ne, że z nami nie bę­dzie żad­nych spo­rów – po­wie­dzia­ła Ryta.

– Prze­pra­szam, czy pani je­stro­do­wi­tą Po­lką?

– Co za py­ta­nie – naj­ro­do­wit­szą!

– Nig­dy­bym nie przy­pusz­czał!

– Dla­cze­go?

– Bo pani taka nie­szcze­ra.

– Jak to do­brze, że ju­tro rano opusz­cza­my Me­djo­lan, bo wi­dzę, że nie­tyl­ko sprze­cza­li­by­śmy się, ale i po­gnie­wa­li…

– To bar­dzo przy­jem­na za­ba­wa.

– Za­ba­wa, dla­cze­go? – za­py­ta­ła Ja­dwi­ga.

– Bo… bo… po­tem na­stę­pu­ją prze­pro­si­ny, co bywa nie­raz wiel­ce przy­jem­ne.

Kon­duk­tor prze­rwał roz­mo­wę, da­jąc znać, że za­raz na­le­ży wy­siąść.

Oglę­dzi­ny "Wie­cze­rzy", a i wo­gó­le ko­ścio­ła trwa­ły z go­dzi­nę, po­tem zwie­dza­no sław­ny cmen­tarz "Ci­me­tie­ro mo­nu­men­ta­le", to mu­zeum nie­po­spo­li­tych dzieł współ­cze­snych rzeź­bia­rzy me­dio­lań­skich. Kre­ma­tor­jum pa­nie obej­rza­ły tyl­ko ze­wnętrz­nie, nie chcia­ły po­psuć so­bie wra­że­nia i do­bre­go na­stro­ju, jak się wy­ra­zi­ły.

Na­stęp­nie uda­no się na obiad. Sta­ni­sław po­pro­sił, aby pa­nie ze­zwo­li­ły przy­jąć mu w nim udział, co za­ak­cep­to­wa­no i po­szli do Sa­vi­ni w Pa­sa­żu Wik­to­ra Ema­nu­ela. Obiad i Chian­ti, acz­kol­wiek kwa­śne, oży­wi­ło roz­mo­wę. Zbysz­ko prze­mó­wił:

– Ma­mu­siu, ten pan, tu na­prze­ciw­ko przy sto­li­ku – sy­nek nie po­ka­zu­je pa­lusz­kiem, – je wi­no­gro­na z buł­ką i ja tak sro­bu­ję!

– Wie­lu bar­dzo wło­chów, a zwłasz­cza wło­szek, urzą­dza­ją so­bie taki de­ser – mó­wił Sta­ni­sław, – spró­buj Zbysz­ku!

– I ja spró­bu­ję – rze­kła Ryta i za­czę­ła jeść wi­no­gro­na z bia­łym chle­bem.

Zbysz­ko spró­bo­wał, ale wo­lał bez chle­ba, co i pani Ryta w re­zul­ta­cie uczy­ni­ła.

Po obie­dzie Sta­ni­sław że­gnał pa­nie, mó­wiąc.

– Po­nie­waż i ja ju­tro wy­jeż­dżam, a chciał­bym wra­cać przez nowy tu­nel Sym­ploń­ski, mógł­bym, o ile otrzy­mam po­zwo­le­nie, je­chać ra­zem aż do miej­sca, gdzie pa­nie w Szwaj­car­ji wy­sią­dą

– My miesz­ka­my w Ouchy!

– Czy­li, że roz­sta­nie­my się w Lo­zan­nie

– To pan tak do­kład­nie zna Szwaj­ca­rię?

– W szcze­gól­no­ści je­zio­ro ge­new­skie, a więc czy pa­nie po­zwa­la­ją?

– Co do mnie, pro­szę – od­rze­kła uprzej­mie Ja­dwi­ga.

– W ta­kim ra­zie i ja – do­da­ła Ryta.

– Prze­pra­szam, a dla­cze­go w ta­kim ra­zie?

– Wła­ści­wie, nie­wiem do­praw­dy dla­cze­go tak po­wie­dzia­łam.

– Ale ja wiem.

– Pan wie? Więc pró­szę po­wie­dzieć!

– Bo pani ma­jąc wiel­ką ocho­tę, abym ra­zem po­je­chał, chcę to za­ma­sko­wać i zgo­dzi­ła się niby dla tego tyl­ko, że jej to­wa­rzysz­ka przy­sta­ła.

Ryta zro­bi­ła ob­ra­żo­ną minę i za­py­ta­ła:

– Czy to za­ro­zu­mia­łość?

– Nie, to na­iw­ność!

Sta­ni­sław po­że­gnał się. Wie­czór, po­nie­waż ope­ra je­sze nie była otwar­ta, spę­dził w ka­ba­re­cie. Po po­wro­cie do ho­te­lu, my­ślał o po­zna­nych da­mach. Ja­dwi­ga bar­dzo mu się po­do­ba­ła i po­sta­no­wił po­znać ją bli­żej, w tym celu zo­stać przez pe­wien czas w Ouchy, nie uprze­dza­jąc o tym. Pa­nie tym­cza­sem roz­ma­wia­ły o nim, zna­la­zły go sym­pa­tycz­nym i in­te­re­su­ją­cym. Na­wet Zbysz­ko wspo­mniał pana "ogo­no", któ­ry bar­dzo mu się po­do­bał. Na­za­jutrz ran­nym eks­pre­sem wy­ru­szy­li w jed­nym prze­dzia­le. Oprócz nich sie­dział jesz­cze ia­kiś nie­sym­pa­tycz­ny szwab, niby za­ja­dle za­to­pio­ny w Ba­ede­ke­rze, a usta­wicz­nie zer­ka­ją­cy z pod oku­la­rów na obie damy. Po­go­da była bar­dzo pięk­na, przej­rzy­stość po­wie­trza nad­zwy­czaj­na, roz­mo­wa to­czy­ła się o pięk­nych wi­do­kach, gó­rach i przy­jem­no­ściach Szwaj­car­ji. Pani Ryta "blu­zga­ła" swo­ją eru­dy­cją i en­cy­klo­pe­dycz­ne­mi wia­do­mo­ścia­mi; istot­nie po­sia­da­ła ich dużo, ale nie­zbyt grun­tow­nie. Wpa­dli na te­mat Egip­tu, pani Ja­dwi­ga była bo­wiem w Ka­irze, roz­mo­wa o Sfink­sie, pi­ra­mi­dach i fa­ra­onach dała po­czą­tek wej­ściu na te­mat sta­ro­żyt­no­ści.

W koń­cu pani Ryta za­czę­ła na­pa­dać na ród mę­ski, któ­ry od za­mierz­chłych cza­sów, za­wsze przy­własz­czał so­bie przo­du­ją­ce pra­wa i mal­tre­to­wał ko­bie­tę, zdra­dzał ją i okła­my­wał.

Sta­ni­sław przy­cza­ił się i bar­dzo sła­bo bro­nił swo­ją płeć, co wpra­wia­ło Ryte w co­raz więk­szy za­pał. Wte­dy prze­mó­wił:

– Nig­dy nie przy­pusz­cza­łem, aby tak mło­da dama mia­ła już tyle do­świad­cze­nia ży­cio­we­go, wia­do­mo­ści spo­so­bów umo­ral­nia­nia i praw na­tu­ry. Są­dzę, że wy­świad­czy­ła­by pani ko­lo­sal­ną przy­słu­gę ludz­ko­ści, zwłasz­cza ucy­wi­li­zo­wa­nej, gdy­by uło­ży­ła, czy wy­da­ła pod­ręcz­nik lub bre­wiarz, pod ty­tu­łem: „Na­uka mo­ral­ne­go i bo­go­boj­ne­go ży­cia spe­cjal­nie dla męż­czyzn”.

– Uwa­żam to za zu­peł­nie zby­tecz­ne, naj­lep­szym wskaź­ni­kiem dla was jest na­tu­ra–rze­kła z prze­ką­sem Ryta.

– Na­tu­ra? Ależ ona ma tyle wy­bry­ków i ano­mal­ji!

– Weź pan za przy­kład go­łąb­ka i jego ży­cie – rze­kła, ro­biąc min­kę.

– Go­łąb­ka? a dla­cze­go nie ko­gu­ta, któ­ry jest ta­kim sa­mym do­brym stwo­rze­niem jak i pierw­szy – od­parł Sta­ni­sław – a zresz­tą wi­dzę, że acz­kol­wiek pani po­sia­da bar­dzo wie­le wia­do­mo­ści, jed­nak­że dzie­dzi­nę or­ni­to­lo­gicz­no-sek­su­al­no-mo­ral­no­ścio­wą nie­do­sta­tecz­nie prze­stu­djo­wa­ła. Otóż go­łąb, ów pta­szek bez żół­ci, po­dług pani sym­bol mo­ral­no­ści i wia­ry mał­żeń­skiej, jest fur­fant, ty­ran, czę­sto wpro­wa­dza do go­łęb­ni­ka kon­ku­bi­nę i tam pro­wa­dzi "do­uble ména­ge".

Zbysz­ko, któ­ry uważ­nie przy­słu­chi­wał się szer­mier­ce ję­zy­ko­wej, za­py­tał;

– Ma­mu­siu, co to jest kol­ku­bi­na?

– To inny ga­tu­nek go­łąb­ki, pręd­ko od­po­wie­dział Sta­ni­sław,–po­dob­ny do faj­frów, do­rzu­cił.

– Za­czy­na­my mieć wy­ni­ki wa­szych sprze­czek, za­śmia­ła się pani Ja­dwi­ga.

– Otóż wra­ca­jąc do go­łąb­ka – mó­wił da­lej Sta­ni­sław – wiel­ce mnie pani za­cie­ka­wia i mu­szę do­sko­na­le ją prze­stu­djo­wać: z jed­nej stro­ny wi­dzę oso­bę po­stę­po­wą, trzeź­wo pa­trzą­cą na ży­cie, ro­zu­mie­ją­cą je – i jego prze­ja­wy, z dru­giej stro­ny jest pani ma­mo­ta­tycz­ną!

– Jaką?–za­py­ta­ła Ryta.

– Ma­mo­ta­tycz­ną, wy­znaw­czy­nią ma­mo­ta­ty­zmu, pani nie zna tej na­zwy?

– Przy­znam się że nie. W obec­nych cza­sach po­wsta­ła taka masa no­wych nazw, któ­re są nie­zro­zu­mia­łe, zwłasz­cza te grec­kie­go po­cho­dze­nia.

– Prze­pra­szam, – prze­rwał Sta­ni­sław, tu nie­ma nic grec­kie­go, to czy­sto pol­ski wy­raz, ma­mo­ta­tyzm po­cho­dzi od tego co mama robi z tatą, to jest naj­zwy­czaj­niej­sze za­co­fa­nie.

– Ma­mu­siu – prze­rwał Zbysz­ko, – a co inne mamy ro­bią z ta­tu­sia­mi?

– Cho­dzą do te­atru, na spa­cer, do ki­ne­ma­to­gra­fu, do cyr­ku, od­po­wie­dział, Sta­ni­sław – to ty nie wiesz?

– Nie­wiem, bo ja nie­mam ta­tu­sia.

– Czy nie zmie­ni­li­by­ście te­ma­tu roz­mo­wy – za­pro­po­no­wa­ła Ja­dwi­ga.

– Już – od­rzekł Sta­ni­sław – bo oto ten Ze­fir za­pra­sza do wa­go­nu re­stau­ra­cyj­ne­go.

– Skąd pan wie – py­tał Zbysz­ko, że ten kon­duk­tor ma na imię Ze­fir?

– Bo……ja go trzy­ma­łem do chrztu–

od­po­wie­dział Sta­ni­sław.

– A u cio­ci Te­re­sy, to pie­sek na­zy­wa się Ze­fir – do­dał chłop­czyk

To­wa­rzy­stwo prze­szło na lunch do rzę­si­ście oświe­tlo­ne­go wa­go­nu, po­ciąg bo­wiem wje­chał do Sym­ploń­skie­go tu­ne­lu. Sta­ni­sław za­jął miej­sce mię­dzy da­ma­mi i szep­nął Ry­cie:
mniej..

BESTSELLERY

Kategorie: