Facebook - konwersja
Czytaj fragment
Pobierz fragment

Rozmowy ze znanymi polskimi psychiatrami - ebook

Wydawnictwo:
Data wydania:
1 stycznia 2022
Format ebooka:
EPUB
Format EPUB
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najpopularniejszych formatów e-booków na świecie. Niezwykle wygodny i przyjazny czytelnikom - w przeciwieństwie do formatu PDF umożliwia skalowanie czcionki, dzięki czemu możliwe jest dopasowanie jej wielkości do kroju i rozmiarów ekranu. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
, PDF
Format PDF
czytaj
na laptopie
czytaj
na tablecie
Format e-booków, który możesz odczytywać na tablecie oraz laptopie. Pliki PDF są odczytywane również przez czytniki i smartfony, jednakze względu na komfort czytania i brak możliwości skalowania czcionki, czytanie plików PDF na tych urządzeniach może być męczące dla oczu. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
, MOBI
Format MOBI
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najczęściej wybieranych formatów wśród czytelników e-booków. Możesz go odczytać na czytniku Kindle oraz na smartfonach i tabletach po zainstalowaniu specjalnej aplikacji. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
(3w1)
Multiformat
E-booki sprzedawane w księgarni Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu - kupujesz treść, nie format. Po dodaniu e-booka do koszyka i dokonaniu płatności, e-book pojawi się na Twoim koncie w Mojej Bibliotece we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu przy okładce. Uwaga: audiobooki nie są objęte opcją multiformatu.
czytaj
na laptopie
Pliki PDF zabezpieczone watermarkiem możesz odczytać na dowolnym laptopie po zainstalowaniu czytnika dokumentów PDF. Najpowszechniejszym programem, który umożliwi odczytanie pliku PDF na laptopie, jest Adobe Reader. W zależności od potrzeb, możesz zainstalować również inny program - e-booki PDF pod względem sposobu odczytywania nie różnią niczym od powszechnie stosowanych dokumentów PDF, które odczytujemy każdego dnia.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na tablecie
Aby odczytywać e-booki na swoim tablecie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. Bluefire dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na czytniku
Czytanie na e-czytniku z ekranem e-ink jest bardzo wygodne i nie męczy wzroku. Pliki przystosowane do odczytywania na czytnikach to przede wszystkim EPUB (ten format możesz odczytać m.in. na czytnikach PocketBook) i MOBI (ten fromat możesz odczytać m.in. na czytnikach Kindle).
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na smartfonie
Aby odczytywać e-booki na swoim smartfonie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. iBooks dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Czytaj fragment
Pobierz fragment
99,00

Rozmowy ze znanymi polskimi psychiatrami - ebook

Książka jest znakomitym zbiorem wywiadów z dziesiątką wybitnych ekspertów polskiej psychiatrii: profesorami tytularnymi, którzy są czynni zawodowo, pełnią funkcje kierownicze oraz mają w swoim dorobku dużą liczbę publikacji w bazie Pub-Med.gov. W gronie tym znaleźli się: prof. Napoleon Waszkiewicz, prof. Agnieszka Słopień, prof. Marek Krzystanek, prof. Agata Szulc, prof. Piotr Gałecki, prof. Joanna Rymaszewska, prof. Jerzy Samochowiec, prof. Jerzy Cubała, prof. Marcin Cubała oraz prof. Dominika Dudek.

Dziennikarka Ewa Pągowska, która przeprowadziła z nimi wywiady, starała się podkreślić ich indywidualność, przedstawić fascynacje, pasje i plany. Czytelnik ma okazję poznać nie tylko kamienie milowe ich drogi zawodowej oraz mentorów, ale także to, w jaki sposób spędzają czas wolny i jak dbają o swój dobrostan.

To fascynująca i inspirująca lektura, do której serdecznie zapraszamy.

Kategoria: Zdrowie i uroda
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-668-9264-4
Rozmiar pliku: 2,4 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

Wstęp

Psychiatria jest jedną z podstawowych dziedzin medycyny, gdzie aspekt kliniczny ma wyjątkowo duże znaczenie. Jednak XX i XXI wiek to okres także intensywnych badań naukowych opisujących funkcjonowanie mózgu. Dlatego w związku z 47. Krajowym Zjazdem Psychiatrów Polskich, odbywającym się pod przewodnim tytułem „Gdy nauka spotyka się z praktyką”, postanowiliśmy wraz z Ewą Pągowską przybliżyć sylwetki znanych polskich psychiatrów, którzy są zarówno naukowcami, jak i praktykami. Wielkim wyzwaniem było samo wybranie dziesiątki bohaterów spośród tylu doświadczonych i wybitnych klinicystów z tytułami naukowymi. Ostatecznie po długich dyskusjach uznaliśmy, że powinni to być profesorowie tytularni, którzy są czynni zawodowo, pełnią funkcje kierownicze oraz mają dużą liczbę publikacji w bazie PubMed.gov. Z doświadczenia wiem, jak trudno pogodzić pracę dydaktyka, naukowca i klinicysty. Zakresy związanych z tymi rolami aktywności czasem ograniczają się wzajemnie, a czasem stanowią wartość dodaną. Znalezienie odpowiedniego balansu, szczególnie obecnie, wymaga wiele samozaparcia i konsekwencji. Liczę więc na to, że z zainteresowaniem przeczytają Państwo, w jaki sposób udaje się to wszystko połączyć wybitnym postaciom współczesnej polskiej psychiatrii. Ewa Pągowska, która przeprowadziła z nimi wywiady, starała się podkreślić ich indywidualność, przedstawić fascynacje, pasje i plany. Mają Państwo okazję nie tylko poznać kamienie milowe ich drogi zawodowej oraz mentorów, ale także dowiedzieć się, w jaki sposób spędzają czas wolny i jak dbają o swój dobrostan. Mamy nadzieję, że będzie to dla Państwa równie ciekawa podróż, jak dla nas.

prof. dr hab. n. med. Piotr Gałecki– Wie pan, jaka podpowiedź się wyświetliła, gdy wpisałam w Google „Napoleon Waszkiewicz”?

– Nie.

– „Wiek”. To słowo internauci najczęściej wyszukują razem z pana imieniem i nazwiskiem.

– Żartuje pani.

– Nie. Może ich zdaniem wygląda pan zbyt młodo jak na kogoś, kto jest profesorem, kieruje Kliniką Psychiatrii Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku i ma pokaźny dorobek naukowy.

– Mam 43 lata i na to wszystko musiałem bardzo dużo pracować! Mnóstwo napisać, naczytać się. Sporo poświęciłem.

– Nie był pan cudownym dzieckiem?

– Daleko mi było do niego! Lubiłem porozrabiać. Z kolegami sami robiliśmy petardy na Sylwestra. Po zakończeniu roku szkolnego skakaliśmy na główkę z urwiska do Narwi. Biegaliśmy po rurach zawieszonych kilka metrów nad ziemią. Jezu Święty! Że ja żyję! Uczyłem się przeciętnie, to moja siostra była dzieckiem, które przynosiło czerwone paski. W liceum, kiedy już postanowiłem pójść na medycynę, przyłożyłem się do trzech przedmiotów, które się liczyły, ale nie żebym się przemęczał. Z chemii przygotowywał mnie prof. Krzysztof Zwierz. Biochemik. Fantastyczny człowiek. Teraz się z nim przyjaźnię. Pływamy razem na Mazurach. Wtedy na korki do niego chciał się dostać każdy, kto szedł na medycynę. Wszystko rozrysowywał. Odwoływał się do wyobraźni. Mówił: „Spójrz, ta firanka to wodospad. I teraz wyobraź sobie, że ładunki przelewają się niżej.”

– Skąd pomysł, żeby zdawać na medycynę?

– Z kompleksów chyba. Oczywiście ważny był też prestiż, jaki ten zawód daje, i to, że zawsze lubiłem biologię. Czułem ją. Moja mama kończyła zootechnikę. Może dlatego ta dziedzina nauki zawsze była mi bliska. Ale jednak przede wszystkim chciałem mieć w życiu dobrze. Chciałem o siebie rozsądnie zadbać.

– Co to znaczy?

– Taty przez 10 lat, z małymi przerwami, nie było w domu. Pracował w Stanach na budowach i w szkole jako złota rączka. Kiedy wrócił na dobre, kończyłem już podstawówkę. Umówmy się – gdyby sobie tutaj poradził, nie musiałby wyjeżdżać. Z jednej strony podziwiam go za odwagę i pracowitość, z drugiej mam żal, że go nie było. Wtedy nie mogłem sobie nawet wyobrazić, jak to jest mieć tatę na co dzień. On też bardzo tęsknił. Płakał, kiedy kończył rozmowę telefoniczną z nami i kiedy znów wyjeżdżał. Wzruszało mnie to bardzo. Odwoziliśmy go z siostrą do Warszawy na lotnisko. Widziałem, ile kosztowało go rozstawanie się z nami. Myślałem, że nigdy nie chciałbym zrobić tego ani sobie, ani swoim dzieciom. Potem wiele razy z nim o tym rozmawiałem. Byłem na niego wkurzony, że nie potrafił sobie tutaj poradzić. Czułem, że nie chciałbym tłumaczyć się przed dziećmi tak jak on.

– Co mówił?

– Właściwie dużo nie mówił. Przyznał kiedyś: „Nie wiedziałem, jak się rozmawia z synem”. Kiedy miał 7 lat, zmarł jego tato. Babcia została sama na gospodarstwie. Nie miał łatwego życia. Ale potrafił okazywać ciepło. Zresztą do dziś wszyscy – i rodzice, i siostra, i ja – nie mamy problemu z tym, żeby np. się do siebie przytulić. Ja niby jestem gadułą, ale do pewnego momentu miałem trudności z mówieniem o ważnych sprawach. Trochę czasu zajęło mi nauczenie się tego, żeby wejść do pokoju dziecka i gdy ono zapyta: „Co chcesz?”, odpowiedzieć: „Stęskniłem się, przyszedłem posiedzieć”. Ojciec mi tłumaczył, że jest honorowy. I na pewno jest, ale można pomylić honor z nieumiejętnością proszenia o wsparcie. Mój tata jest osobą, do której wielu ludzi miało i ma szacunek. Wielu było chętnych do pomocy. Ale on nie umiał jej przyjąć. Tak, honor był dla niego bardzo ważny. Pamiętam, jak kiedy miałem kilka lat, zatrzymała nas policja. Wracaliśmy z rodzicami z Choroszczy od babci naszą granatową ładą z orłem w koronie przylepionym na desce rozdzielczej. Policjanci kazali ojcu tego orła zedrzeć. Walnął pięścią w samochód i oświadczył, że tego nie zrobi. Odpuścili. Mama wysiadła i wróciła do domu pieszo. „Dla tych swoich ideałów potrafisz rodzinę poświęcić” – nakrzyczała na niego. A on zawsze powtarzał: „Są jakieś zasady!”.

– Jakie pan ma zasady?

– Bardzo podstawowe: nie kraść, traktować innych tak, jak sam chciałbym być traktowany, nie podejmować decyzji pod wpływem emocji itp. Nie wiem, co bym zrobił na miejscu ojca, wiedząc, że mogą mnie za tę naklejkę zamknąć. Chybabym ją jednak zerwał. To tylko naklejka.

– Dobry ma pan teraz kontakt z ojcem?

– Bardzo. Dbam o to, żebyśmy mieli swoje rytuały, spędzali czas tylko we dwóch. Na przykład jeździmy razem na grzyby. O tu, w telefonie, w folderze „Ważne”, mam zdjęcie naszych zbiorów.

– Co jeszcze pan trzyma w tym folderze?

– Moją ekipę od motorów. To Michał – leśnik, a to Maciek – pediatra neonatolog. Moi przyjaciele i ich maszyny. To moja córka Hania. Korek – piesek, którego wzięliśmy ze schroniska, syn Krzysio, żona Magda. A to motor, który kupiłem kilka lat temu.

– Wielki.

– Kobyła. Nie zależało mi na tym, żeby superszybko śmigać, tylko żeby sobie wygodnie jechać w trasę z moją ekipą, rozmawiać z kolegami przez słuchawki. Ale żona i tak była zła. Powiedziała, że mam kryzys wieku średniego.

– A ma pan?

– Nie wiem. Zastawiałem się nad tym. Bo czym on właściwie jest? I czy należy go oceniać negatywnie? Człowiek osiąga pewien status, czuje się dobrze, bezpiecznie, i zaczyna się zastanawiać, czy jest właśnie tak, jak kiedyś sobie wyobrażał, że będzie. Jeśli chce rozmawiać o tym z bliskimi, z partnerką czy partnerem, to też dowód na to, że się czuje bezpiecznie w związku. Wie, że taka rozmowa nie jest zagrażająca dla relacji. To trochę jak z dzieciakami, które się buntują. Robią to, gdy mają na to przestrzeń. Ja się nie buntowałem, bo już nie chciałem dokładać mamie zmartwień. Kryzys jest informacją, że trzeba coś zmienić, szansą, by zmienić coś na lepsze.

O, a na tych zdjęciach widać kolejną moją pasję.

– Akordeon, gitara, fortepian… Gra pan na tym wszystkim?

– Tak. Moim ulubionym instrumentem jest fortepian. Tutaj koledzy nakręcili, jak plumkam na nim podczas imprezy. Co jakiś czas robimy sobie z kolegami 7–8-godzinne jam session i wtedy gram na klawiszach. Wszystko, co pani tu widzi, znajduje się w moim pokoju, przez domowników nazywanym śmierdziuchowem. Jestem strasznym bałaganiarzem. Garaż do niedawna miałem tak zastawiony, że się żaden samochód w nim nie mieścił. Posprzątałem podczas urlopu, żebym mógł w nim zrobić podłogę.

– Sam pan ją robił?

– Tak. Uwielbiam takie prace. Mam do nich dryg. Mój domowy warsztat jest w pełni wyposażony: od spawarki po piłę ukośnicę. Na studiach co wakacje jeździłem do Stanów Zjednoczonych pracować jako kelner i remontowiec. Najlepsze były dwa ostatnie wyjazdy. Pracowałem u Jane Stephenson, szefowej The Elisabeth Foundation for the Arts w wiosce Monticello w stanie Nowy Jork. Wraz z jej synem odnawiałem należące do niej domki letniskowe. U nich się łatwo te konstrukcje ścienne stawia: pyk, pyk, potem tylko kontakty w odpowiednie miejsce, ocieplenie i gotowe. Tutaj mam zdjęcie Jane. Teraz jest koło osiemdziesiątki. Pamiętam, jak przyjeżdżała starym mercedesem zmarłego męża z arbuzami w bagażniku dla mnie. Wiedziała, że je uwielbiam. Tylko nie mogła zrozumieć, jak mogę je popijać mlekiem.

– To była pana pierwsza praca zarobkowa?

– Nie. W liceum w prawie każdy weekend wyjeżdżałem z tatą i wujkiem na Litwę na handel. Czasem wracaliśmy w poniedziałek nad ranem i prosto na lekcje goniłem.

– Dzielny pan był.

– Ale dla swoich dzieci już nie chciałbym takiej dzielności. Chciało się pobyć ze znajomymi. Może dlatego sobie to teraz odbijam. Także dzięki moim dzieciom mogę spełnić wiele dawnych marzeń, np. o podróżach. W tym roku z dnia na dzień postanowiliśmy, że lecimy do Hiszpanii. Wylądowaliśmy, pożyczyliśmy samochód i dopiero zdecydowaliśmy, w którą stronę jedziemy. Padło na Marbellę, bo żona chciała. Z Hanką – moją córką – jeżdżę na snowboardzie i monocyklu. To ona w lamborghini. Zobaczyła ten samochód na wakacjach i się zachwyciła. Na drugi dzień wychodzi z hotelu, a on stoi przed wejściem. Powiedziałem: „Nie stać nas, żeby go kupić, ale możemy go wypożyczyć. Dziś jest nasz”. Ten samochód jest przepiękny, jego linia to cudo, ale na co dzień nie chciałbym nim jeździć. Bardzo niewygodny. Uważam, że od czasu do czasu trzeba sobie pozwolić na jakiś luksus, jeśli nas stać. Mój ojciec w czasach, kiedy trudno było kupić coca-colę czy pepsi-colę, robił nam czasem wycieczkę do Zambrowa na pepsi. Jechaliśmy 60 km, żeby się jej napić. Dużo też mi dała do myślenia jedna z ostatnich rozmów z teściem. Kilka lat temu zachorował na raka trzustki. „Całe życie oszczędzałem. Prawie nic z tego nie zdążyłem wydać” – powiedział.

– A dlaczego chciał pan pójść właśnie na psychiatrię?

– Nie chciałem. Wolałem kardiologię, ale nie było miejsca na specjalizacji. Pojawiła się za to możliwość pracy w klinice psychiatrii u prof. Andrzeja Czernikiewicza.

– Tam był wolny etat, tak?

– Nie. Było miejsce na wolontariacie, ale z perspektywą zatrudnienia na rezydenturze. Jako wolontariusz pracowałem przez rok. W tym czasie dojeżdżałem do DPS-ów, żeby zarobić. Na stażu się ożeniłem. Potem pojawiło się dziecko. Z czegoś trzeba było żyć. Spiąłem pośladki i dodatkowo zacząłem pracować naukowo z myślą o tym, żeby w przyszłości dostać etat w klinice. Żeby sobie na to zasłużyć, przyjść z jakimś dorobkiem. Nie chciałem, aby ktoś mi zarzucił, że przyjęli mnie dzięki teściowi, który był cenionym neurologiem. Moja żona poszła w jego ślady. Jest bardzo inteligentną osobą. Myślę, że chciałem coś osiągnąć także po to, by jej zaimponować.

Już kiedy byłem na drugim roku studiów, prof. Zwierz radził mi rozpocząć badania naukowe, ale wtedy odpowiedziałem: „Dziękuję, panie profesorze, ale chcę się jeszcze wyszaleć z dziewczynami i kolegami”. Zaśmiał się i powiedział, że zaprasza po studiach. Miałem stypendium naukowe, ale naprawdę dużo wtedy imprezowałem.

– Zaprzeczył pan, że był cudownym dzieckiem. Rozumiem, że nie był pan „wyjątkowo grzeczny”, ale może „wyjątkowo zdolny” już tak?

– Chyba nie. Chociaż nie będę ściemniał – mam łatwość pisania artykułów, zauważania zależności, dostrzegania większej całości w słupkach statystycznych. To na pewno pomaga w byciu naukowcem. Szybko się uczę i lubię to robić.

– Ostatecznie zrobił pan jednak doktorat u prof. Zwierza?

– Tak. Temat to: „Wpływ zatrucia alkoholem etylowym na wybrane białka odporności swoistej i nieswoistej śliny”. U osób, które zatruły się alkoholem, badaliśmy enzymy lizosomalne. Zrekrutowaliśmy do tego studentów politechniki i znajomych. Pierwsze badanie przeprowadziliśmy przed sesją, drugie – dzień po imprezie, podczas której świętowali zakończenie egzaminów, trzecie – kolejnego dnia. Bardzo dobrze się przy tym bawiliśmy. Byliśmy na tej imprezie, bo trzeba było patrzeć, czy nikt nie przyjmuje innych substancji psychoaktywnych. Studenci byli znajomymi znajomych, więc czuli się przy nas bezpiecznie. To było stosunkowo łatwe do przeprowadzenia – grupę kontrolną tworzyli ci sami studenci, tyle że sprzed imprezy. Zauważyliśmy, że jednorazowe upicie się powoduje duże ubytki immunologiczne w ślinie, czyli otwiera wrota infekcjom. Odkryliśmy też, że badając ślinę, można stwierdzić, czy ktoś upił się raz, czy pije przewlekle. Wyniki opublikowałem najpierw w renomowanym czasopiśmie amerykańskim „Alcoholism: Clinical and Experimental Research”, a później w „Drug and Alcohol Dependence”.

– To znaczy, że dzięki badaniom śliny psychiatra może teraz szybciej ocenić, czy ktoś jest uzależniony, czy nie?

– Oczywiście. Po to robimy takie badania. Żeby jednak powstały ogólnodostępne testy, potrzeba jeszcze wielu badań. My zrobiliśmy tylko wstępne. Potem trzeba wszystko powtórzyć na dużej populacji. Dla mnie dalsze etapy są już mniej pasjonujące. Wolę coś odkrywać, niż systematycznie i żmudnie badać to, co już zostało odkryte.

– Kiedy przeczytałam tytuły pana prac naukowych, wyobraziłam sobie, że pisał je ktoś, komu bardzo zależy na tym, by znaleźć namacalne dowody na to, że pacjent ma taką, a nie inną chorobę psychiczną. Ktoś, kto chce przeprowadzić badania laboratoryjne, które jednoznacznie pokażą, czy pacjent choruje np. na depresję albo schizofrenię.

– Ma pani rację. Bardzo lubię patrzeć na organizm jako całość. Nie da się przecież oderwać mózgu od reszty ciała. Interna to nadal mój konik. Nie zapominajmy, że psychiatria to jednak dziedzina medycyny, chociaż dla wielu lekarzy innych specjalności bardzo tajemnicza i położona gdzieś na obrzeżach. Wszystkie stany psychiczne znajdują swoje odzwierciedlenie w biochemii i to jest temat, który mnie naprawdę fascynuje. Zajmuję się głównie szukaniem markerów, np. w ślinie czy we krwi, które mogą świadczyć o zaburzeniu.

– Szuka pan markera, którego obecność rozstrzygnie, czy pacjent ma depresję, schizofrenię albo zaburzenia lękowe?

– Nie spodziewamy się znaleźć jednego takiego markera, tylko sprawdzamy, które korelują z poszczególnymi zaburzeniami. Potem próbujemy to zebrać w całość. Przyporządkowujemy markery do zaburzeń. Wiemy już, że np. poziom interleukiny 1 jest podwyższony i w depresji, i w zaburzeniach lękowych. Sprawdzamy, które markery stresu oksydacyjnego – bo jest ich wiele – są charakterystyczne dla choroby Alzheimera, a które dla innych chorób otępiennych. Próbujemy z tego złożyć obrazek charakterystyczny dla danego problemu medycznego. Musimy przy tym wziąć pod uwagę, że w fazie ostrej chorób psychicznych, zanim jeszcze zostanie włączone leczenie, człowiek przeżywa tak silny stres, że to całkowicie zakłóca biochemię. Dopiero więc jakiś czas po wdrożeniu leczenia jest sens próbować coś z tych markerów odczytać.

– Na jakim etapie pracy nad tym jest pan teraz?

– Ostatnio znaleźliśmy potencjalne markery oksydacyjne w zaburzeniach psychotycznych i zaburzeniach nastroju. Próbuję też podsumować różne badania. Ułożyć to w całość. Niedawno przygotowałem numer specjalny „Journal of Clinical Medicine” złożony z 31 artykułów na temat biomarkerów w zaburzeniach psychicznych. Swoje prace zgłosili naukowcy z całego świata. Po analizie ich artykułów oraz wcześniejszych badań opracowałem teorię dotyczącą sezonowości zmian nastroju i występowania psychoz.

Chodzi o to, że jesienią i zimą zwiększona wilgotność powietrza ułatwia rozprzestrzenianie się patogenów. Dodatkowo w tym okresie mamy duże zanieczyszczenie powietrza. To wszystko może się przyczyniać do częstszych reakcji zapalnych, co z kolei zwiększa ryzyko wystąpienia epizodu depresyjnego. Odpowiedzią organizmu jest próba wygaszenia tego zapalenia – pojawia się reakcja przeciwzapalna. Ona z kolei może skutkować psychozą u pacjentów, którzy mają do niej tendencję, a u osób z dwubiegunowością – manią – dzieje się tak zwykle na wiosnę i latem.

– Czytałam, że stawiając diagnozę w psychiatrii, trzeba też brać pod uwagę kulturę i obyczaje kraju czy regionu, w którym żyją pacjenci. Od koleżanek pochodzących z Podlasia i rodziny ze strony mamy, która przed wojną mieszkała niedaleko Grodna, wielokrotnie słyszałam, że na wschodnich terenach ludzie zawsze byli bardziej otwarci na to, czego rozumem nie da się wytłumaczyć. Weźmy chociażby podlaskie szeptuchy – uzdrowicielki, do których wciąż zgłaszają się okoliczni mieszkańcy. Czy to ma jakikolwiek wpływ na stosunek mieszkańców do chorób psychicznych, postrzegania przez nich tego, co jest normą, a co nie?

– Może rzeczywiście tutaj więcej tych wierzeń się zachowało. Wiem, że ktoś z chorobą somatyczną po wizycie u uzdrowicielki może poczuć się lepiej. Efekt placebo to ogromna siła. Jeśli człowiek zyska poczucie, że ktoś się nim opiekuje, uwierzy w to, że zaczyna zdrowieć, to spadnie u niego poziom stresu, układ wegetatywny się wyciszy, i stan zdrowia rzeczywiście się trochę poprawi. Ale jeśli ktoś ze schizofrenią pogna do szeptuchy, to tylko dojdzie do zaostrzenia stanu. My tu rzeczywiście w okolicy mamy mnóstwo objawień i opętań, ale wszystkie się świetnie leczą neuroleptykami. Jestem człowiekiem wierzącym, jednak trochę też wątpiącym. Nie biorę wszystkiego z całym dobrodziejstwem inwentarza.

– A jak się panu współpracuje z białoruskimi psychiatrami?

– Bardzo dobrze. Uniwersytet Medyczny w Białymstoku prowadzi wiele transgranicznych projektów i mamy wspólne naukowe publikacje. Jednym z naszych najważniejszych badań było to dotyczące schizofrenii. Przyczyniło się do zmiany myślenia o tej chorobie. Wcześniej uważało się, że są podtypy schizofrenii, np. paranoidalna czy zdezorganizowana, ale z naszego badania wynikało, że dezorganizacja jest objawem, który w schizofrenii występuje zawsze, a nie jest właściwy tylko jakiemuś jej podtypowi. W ten sposób zaprzeczyliśmy istnieniu schizofrenii zdezorganizowanej. W ostatniej klasyfikacji chorób i problemów zdrowotnych (ICD-10, International Classification of Diseases) podział na podtypy już nie funkcjonuje. W 2017 r. byłem w Mińsku na miesięcznym stażu naukowym. To ogromna metropolia, zupełnie inna niż reszta Białorusi. W Mińsku widziałem zarówno ogromne supernowoczesne laboratoria, jak i stare karetki – takie „ogóreczki”, które kiedyś u nas jeździły. Białorusini w szpitalu byli bardzo gościnni i bardzo serdeczni. Chociaż nie dało się pozbyć wrażenia, że przygotowania na przyjazd lekarzy z Polski były trochę zbyt daleko idące. Tak jakby nawet poduszki na sztorc poukładano. Pamiętam lekarza, który zaprosił nas do swojego gabinetu, otworzył drzwi stojącej tam szafy, a za nimi było kolejne pomieszczenie z czekającym na nas cateringiem. Przez kilka lat zdążyliśmy się już z niektórymi lekarzami bardzo zaprzyjaźnić, poznaliśmy swoje rodziny, odwiedzaliśmy się prywatnie. Na początku pandemii to się urwało z powodów epidemiologicznych.

– A czy stosunki polityczne między Polską a Białorusią odbijają się jakoś na Państwa współpracy naukowej?

– Nie zauważyłem tego.

– Czym się różni białoruskie podejście do leczenia zaburzeń psychicznych od podejścia polskich psychiatrów?

– Najbardziej widoczna różnica to chyba popularność komór hiperbarycznych. Tam używa się ich w leczeniu wielu różnych chorób, np. zaburzeń nastroju i zespołów abstynencyjnych. U nas poza medycyną ratunkową praktycznie nie są wykorzystywane. Zauważyłem też, że Białorusini częściej odnoszą się do swoich obserwacji, a my częściej powołujemy się na badania naukowe. Od kilku lat jestem koordynatorem współpracy między naszym uniwersytetem a Uniwersytetem Medycznym w Mińsku.

– Jak to się stało, że został pan też psychoterapeutą?

– Rok temu skończyłem krakowską szkołę psychoterapii w nurcie psychodynamicznym u prof. Andrzeja Cechnickiego. Po pierwsze dlatego, że chciałem zdobyć na wszelki wypadek drugi zawód.

– Dlaczego?

– Kolegom się zdarzało, że ich prawo wykonywania zawodu zawisło na włosku, bo nie udało im się czegoś dopilnować na dyżurze. A w natłoku pracy o to nietrudno. W szpitalu w Choroszczy jest trzech dyżurujących lekarzy na 900 pacjentów i jeszcze jeden na izbie przyjęć. Niech się w dwóch miejscach coś zacznie dziać, np. dojdzie do zatrzymania krążenia u pacjentów, kryzys gotowy. A u osób z ciężkimi zaburzeniami psychicznymi ryzyko śmierci z powodów somatycznych jest większe niż u osób bez zaburzeń. Tryb życia, jaki prowadzą chorzy, i leki, które przyjmują, często pogarszają ich ogólny stan zdrowia i doprowadzają do zaostrzenia chorób somatycznych. Kryzysy psychiczne już łatwiej opanować. Gdy np. pacjent znajdzie się w stanie psychozy, dokładnie wiemy, jakie leki podać. Są konkretne zalecenia.

– A drugi powód zostania psychoterapeutą?

– Czułem, że trochę kuleję w relacjach i brakuje mi wiedzy, jak sobie lepiej w nich radzić. Miałem poczucie, że kiedy zostanę psychoterapeutą, zyskam kompetencje, które przydadzą mi się także w życiu prywatnym: w związku, podczas rozmowy z dziećmi. Chciałem też zrozumieć, co sobie tą szybką karierą rekompensuję, co za tym stoi. Oczywiście lubiłem pisać prace naukowe, ale wiedziałem, że to także ucieczka od trudności w życiu prywatnym.

– Jest pan pracoholikiem?

– Chyba byłem. Na początku kursu psychoterapii, 6 lat temu, każdy uczestnik po kolei mówił, co robi i gdzie pracuje. Ludzie zwykle wymieniali jedno miejsce pracy. Dwa–trzy to było dużo. Cztery – naprawdę wyjątkowa sytuacja, a ja wymieniłem osiem prac. Ktoś skomentował zdziwiony: „I żyjesz!”.

– Gdzie pan wtedy pracował?

– Na Uniwersytecie Medycznym w Białymstoku jako wykładowca i naukowiec. W Szpitalu Psychiatrycznym w Choroszczy byłem ordynatorem oddziału ogólnopsychiatrycznego. Dodatkowo brałem dyżury. Pracowałem w poradni leczenia uzależnień. Prowadziłem zajęcia z kryminologii na Wydziale Prawa na Uniwersytecie w Białymstoku na studiach dziennych i wieczorowych. Uczyłem w Niepaństwowej Wyższej Szkole Pedagogicznej w Białymstoku, jeździłem na wykłady z ratownictwa w Wyższej Szkole Zawodowej Ochrony Zdrowia TWP w Łomży. Przyjmowałem w prywatnym ośrodku MłynowaMed. W pewnym momencie zorientowałem się, że nie wiem już, dokąd i jakie wykłady jadę prowadzić. Nie miałem ani jednego weekendu wolnego. Stres zaczął mnie zżerać. Tak jak niektórzy szkodliwie używają alkoholu, tak ja szkodliwie używałem pracy.

– Kurs psychoterapii pomógł panu znaleźć równowagę?

– Pomogła psychoterapia własna, którą trzeba przejść, żeby zostać psychoterapeutą. Równolegle zacząłem grupową i indywidualną. To było niesamowite doświadczenie, chociaż momentami bardzo trudne. Doszedłem do wniosku, że wciągnąłem się w tę pracę tak mocno, bo chciałem, jak zresztą pewnie każdy, być zauważany, podziwiany, doceniany. Miałem na pewno jakieś deficyty z dzieciństwa. Na terapii rozmawiałem też o tym, że tato miał wobec mnie duże oczekiwania. Myślę, że sam nie do końca zdawał sobie z nich sprawę, ale na pewno je miał – nie przez przypadek wybrał dla mnie takie imię.

– Miałam nie pytać, skąd wziął się ten pomysł, bo pewnie wciąż pan słyszy to pytanie, ale jeśli sam pan poruszył ten temat…

– Tata mówił, że to dlatego, że w dniu moich urodzin – 15 sierpnia – są imieniny Napoleona. To miał być też wyraz sprzeciwu wobec tamtego ustroju. Ale wiadomo, że za tym coś jeszcze się kryło. Nadanie takiego imienia obliguje, zwraca uwagę na dziecko i je dociąża. Zdarzało mi się słyszeć pytanie, kto mi taką słabą ksywkę wymyślił. Nie dość, że psychiatra, to jeszcze Napoleon. Szaleństwo! Już to jednak przerobiłem.

– Kiedy poczuł się pan doceniony?

– Na przykład wtedy, gdy usłyszałem od przełożonych, że robimy z zespołem dobrą robotę, że potrafię zmotywować ludzi. Otrzymanie tytułu profesora też na pewno jest formą uznania. Nie będę hipokrytą i nie powiem, że mi na tym nie zależało. Przecież do tego dążyłem. Jednak z otrzymaniem profesury często wiąże się tzw. depresja szczytu. Następuje weryfikacja: czy motywacją do pracy była fascynacja nauką, czy zdobycie tytułów naukowych. Jeśli prawdziwa jest ta druga odpowiedź, człowiek często zaczyna odczuwać pustkę, brakuje celu.

– Jak było u pana?

– Depresja szczytu chyba mnie ominęła. Lubię to, co robię, a po otrzymaniu profesury mogłem się zabrać za to, na co wcześniej nie miałem czasu, czyli pisać prace poglądowe, podsumowywać badania. Nadal mam energię do działania. Myślę, że to też zasługa mojego fantastycznego zespołu. Zawsze zresztą miałem szczęście do ludzi. To z ich powodu zostałem na psychiatrii. „Fajni, ciekawi, bliżej mi do nich emocjonalnie. Po cholerę mi ta kardiologia” – myślałem. Moi przełożeni nie tworzyli dystansu. Panowały przyjacielskie stosunki.

– Jakim jest pan szefem?

– Nie wyobrażam sobie „profesorowania”. Tym bardziej że niektórzy lekarze, z którymi teraz pracuję, byli moimi wykładowcami na studiach. Pamiętam, jaki byłem przerażony, gdy zostałem kierownikiem kliniki. Bałem się, że sobie nie poradzę, stresowałem się, gorzej spałem. Dostałem to stanowisko, bo miałem dorobek naukowy, byłem wtedy w trakcie habilitacji, ale doświadczenie miałem mniejsze niż koledzy. „Ja mam ich nadzorować?! Mam dużą wiedzę, ale w wąskiej dziedzinie, którą się zajmuję naukowo” – biłem się z myślami.

– Nie spotkał się pan z oporem ze strony starszych kolegów?

– Nikt mi nie stawał na drodze, chociaż jeśli ktoś miał wątpliwości: „Czy on, mając 20 lat mniej doświadczenia niż ja, zasługuje na to, by kierować kliniką, być moim przełożonym?”, to były one uzasadnione. Sam w siebie wątpiłem. Musiałem przeczytać tonę książek, szybko uzupełniać wiedzę, bo byciem funkcyjnym autorytetu się nie zdobędzie. Starałem się na niego zasłużyć. Wciąż się uczę, także od kolegów. Często ich proszę, żeby przyjrzeli się bliżej jakiemuś przypadkowi. Za niektórymi stoi 30 lat doświadczenia klinicznego. Oni wiedzą chociażby, kiedy nie należy się śpieszyć z rozpoznaniem. Mówią wtedy: „Spokojnie, czas to zweryfikuje”.

– W psychiatrii chyba stosunkowo często czas weryfikuje diagnozę?

– Tak się zdarza. Wytłumaczę to na przykładzie. Proszę sobie wyobrazić, że ktoś wziął tzw. anielski pył, czyli fencyklidynę, inaczej PCP (phencyclidine). Kiedyś hipisi rozwijali ten skrót jako peace pill, czyli „pigułka pokoju”. To było kompletnie nietrafione, bo ten narkotyk nie uspokaja, tylko budzi w człowieku wojownika. No i powiedzmy, że ten ktoś chciał po PCP widzieć kojące obrazki, słyszeć muzyczkę, a zamiast tego zobaczył diabła, który kazał mu popełnić samobójstwo. Postanawia: „Więcej tego nie tknę!” i słowa dotrzymuje. Po kilku miesiącach idzie na siłownię, spala tkankę tłuszczową i po ćwiczeniach doświadcza flashbacku – ma wizje jak po fencyklidynie. Zgłasza się do lekarza. Ten pyta o narkotyki. Pacjent zgodnie z prawdą odpowiada, że nic nie brał. Lekarz może iść z diagnozą w kierunku zaburzeń psychicznych, w których występuje psychoza, ponieważ objawy po zażyciu fencyklidyny bardzo przypominają objawy schizofrenii. Tymczasem psychoza u tego pacjenta mogła być spowodowana wyłącznie działaniem narkotyku.

– Jak to?

– PCP kumuluje się w tkance tłuszczowej. Kiedy ta jest spalana, np. podczas ćwiczeń, fedncyklidyna zaczyna się wydzielać. Człowiek czuje się tak, jakby właśnie ją przyjął. Z drugiej strony nawet kiedy wiemy, że ktoś jest pod wpływem narkotyków, to nie możemy też wykluczyć zaburzeń psychicznych. W obu przypadkach upływ czasu może więc pomóc postawić właściwą diagnozę. My na oddziale przeprowadzamy dokładny wywiad, robimy badania neuropsychologiczne, ale nawet wtedy nie jesteśmy w stanie z całkowitą pewnością stwierdzić, że pacjent cierpi np. na schizofrenię. Zwłaszcza jeśli jest to pierwszy jej epizod. Kiedy już przeprowadzimy się do nowego centrum psychiatrii, w diagnozowaniu będziemy się wspierać badaniami poziomu niektórych interleukin, świadczących o rodzaju zapalenia i stresie oksydacyjnym.

– Czy mówi pan o długo oczekiwanym centrum, w którym znajdzie się też Centrum Psychiatrii Dzieci i Młodzieży?

– Tak.

– Czyli wreszcie podlaskie – jedyne województwo w Polsce, które nie ma całodobowego oddziału psychiatrycznego dla dzieci i młodzieży – będzie go mieć?

– W centrum będzie też klinika psychiatrii dla dorosłych. To dzięki niej uda się utrzymać oddział dla dzieci. Jeśli miałby funkcjonować sam, zawsze brakowałoby w nim personelu. Wyobraźmy sobie, że zostanie zatrudnionych trzech lekarzy i jeden zachoruje albo pójdzie na urlop. Dwóch pozostałych będzie musiało się podzielić dyżurami – wyjdzie 15 dyżurów w miesiącu na jedną osobę. Tego fizycznie nie da się wytrzymać. Może gdzieś w małym miasteczku na jakimś małym, spokojnym oddziale, ale nie w wielkim szpitalu w dużym mieście. A tak dzięki połączeniu klinik lekarze zajmujący się dorosłymi pacjentami będą mogli wesprzeć kadrę medyczną leczącą dzieci.

– Kiedy otwarcie?

– W maju 2022 r. W pewnym sensie czuję się ojcem tego centrum, bo wpadłem na pomysł połączenia klinik, pisałem wnioski, przekonywałem, zbierałem listy intencyjne i ostatecznie doprowadziłem do realizacji tego projektu. Oczywiście bez rekomendacji i poparcia kolegów po fachu z różnych miejsc w Polsce by się nie udało.

– Czy ostatecznie poradził pan sobie z pracoholizmem?

Wersja prezentująca fragment książki...

Prof. dr hab. n. med. Napoleon Waszkiewicz jest psychiatrą i psychoterapeutą. Kieruje Kliniką Psychiatrii Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku. Wykłada na Uniwersytecie Medycznym w Białymstoku. Jest prezesem Oddziału Podlaskiego Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego. Naukowo zajmuje się głównie badaniem wpływu substancji psychoaktywnych na organizm oraz poszukiwaniem biomarkerów uzależnień i zaburzeń psychicznych, a także badaniem biochemii i zmian metabolicznych w chorobach afektywnych, psychozach i uzależnieniach.Wersja prezentująca fragment książki...

Prof. dr hab. n. med. Agnieszka Słopień jest psychiatrą i psychoterapeutką dzieci i młodzieży oraz dorosłych. Kieruje Kliniką Psychiatrii Dzieci i Młodzieży na Uniwersytecie Medycznym w Poznaniu. Jest konsultantem krajowym w dziedzinie psychoterapii dzieci i młodzieży oraz prezesem Stowarzyszenia na Rzecz Wspierania Psychiatrii Dzieci i Młodzieży Vis-a-Vis w Poznaniu. Specjalizuje się m.in. w diagnostyce zaburzeń ze spektrum autyzmu. Naukowo interesuje się też ADHD i ASD, rozwojem języka, rozwojem wcześniaków, zaburzeniami odżywiania oraz podłożem genetycznym zaburzeń psychicznych.Wersja prezentująca fragment książki...

Prof. dr hab. n. med. i n. o zdr. Marek Krzystanek jest psychiatrą, seksuologiem i psychoterapeutą. Kieruje Kliniką Rehabilitacji Psychiatrycznej Katedry Psychiatrii i Psychoterapii Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach oraz oddziałami dziennymi w Górnośląskim Centrum Medycznym SUM. Jest przewodniczącym Naukowej Sekcji Telepsychiatrii Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego i autorem ponad 300 publikacji medycznych, dwóch książek z dziedziny psychiatrii i siedmiu tomików wierszy. Jest laureatem Indywidualnej Nagrody Naukowej Ministra Zdrowia. Kieruje softwarehouse’em, w którym wraz z zespołem programistów realizuje swoje pomysły telemedyczne.Wersja prezentująca fragment książki...

Prof. dr hab. n. med. Agata Szulc jest psychiatrą, kierownikiem Kliniki Psychiatrycznej Wydziału Nauk o Zdrowiu Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego i ordynatorem Oddziału Ogólnopsychiatrycznego II DE w Mazowieckim Specjalistycznym Centrum Zdrowia im. prof. Jana Mazurkiewicza w Pruszkowie. Była prezesem Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego. Zasiada w Zarządzie Głównym Europejskiego Towarzystwa Psychiatrycznego. Jest współorganizatorką konferencji „Filmowe postępy w psychiatrii”. Naukowo interesuje się głównie neuroobrazowaniem w psychiatrii, przede wszystkim w schizofrenii i chorobie afektywnej dwubiegunowej. Jest współautorką wielu książek i podręczników.Wersja prezentująca fragment książki...

Prof. dr hab. n. med. Piotr Gałecki jest psychiatrą, seksuologiem, kierownikiem Kliniki Psychiatrii Dorosłych Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, konsultantem krajowym w dziedzinie psychiatrii, wykładowcą Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury w Krakowie. Stworzył neurorozwojową teorię depresji. Wielokrotnie w plebiscycie „Pulsu Medycyny” trafiał na listę 100 najbardziej wpływowych osób w medycynie. Jest przewodniczącym Rady ds. Zdrowia Psychicznego i kierownikiem studiów podyplomowych Uniwersytetu Medycznego w Łodzi na kierunku: psychoterapia ze szczególnym uwzględnieniem aspektów klinicznych. Jest autorem i współautorem ponad 350 publikacji, w tym podręczników dla studentów medycyny.Wersja prezentująca fragment książki...

Prof. dr hab. n. med. Joanna Rymaszewska jest psychiatrą i wiceprezeską Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego. Była członkinią zarządów European Association of Consultation-Liaison Psychiatry and Psychosomatics oraz European Association of Geriatric Psychiatry, a także dziekanem Wydziału Lekarskiego Kształcenia Podyplomowego Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. Kieruje w nim Katedrą i Kliniką Psychiatrii oraz Kliniką Psychiatrii w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym. Jest autorką i współautorką ponad 350 publikacji naukowych oraz książek i podręczników, współzałożycielką Centrum Spotkań na Ciepłej dla osób z otępieniem i ich opiekunów. Pasjonuje się pozafarmakologicznymi metodami leczenia od stymulacji magnetycznej i głębokiej mózgu po wspomagające terapię oddziaływania holistyczne.Wersja prezentująca fragment książki...

Prof. dr hab. n. med. Jerzy Samochowiec jest psychiatrą i psychoterapeutą. Kieruje Katedrą i Kliniką Psychiatrii Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego w Szczecinie. Jest prezesem Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego i przewodniczącym Komitetu Sterującego Psychiatrycznymi Towarzystwami Europejskiego Towarzystwa Psychiatrycznego, a także redaktorem naczelnym „Archives of Psychiatry and Psychotherapy”. Do jego głównych zainteresowań należą: genetyka zaburzeń psychicznych, schizofrenia deficytowa, pierwsze epizody psychozy, stany wysokiego ryzyka psychozy i psychobiota. Jest autorem ponad 450 publikacji. Zasiada w Zarządzie Głównym Europejskiego Towarzystwa Psychiatrycznego.Wersja prezentująca fragment książki...

Prof. dr hab. n. med. Wiesław Jerzy Cubała jest psychiatrą oraz psychoterapeutą i superwizorem terapii poznawczo-behawioralnej. Kieruje Kliniką Psychiatrii Dorosłych Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego. Jest autorem i współautorem ponad 200 publikacji. Do obszaru jego zainteresowań należy głównie psychofarmakologia zaburzeń afektywnych i lękowych ze szczególnym uwzględnieniem stosowania ketaminy w leczeniu zaburzeń nastroju oraz stosowania klozapiny w terapii opornej na leczenie depresji w chorobie dwubiegunowej. Razem ze swoim zespołem opracowuje narzędzia do badań przesiewowych dla osób z padaczką cierpiących na zaburzenia psychiczne.Wersja prezentująca fragment książki...

Prof. dr hab. n. med. Marcin Wojnar jest psychiatrą, kierownikiem Katedry i Kliniki Psychiatrycznej Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, współzałożycielem i wieloletnim prezesem Polskiego Towarzystwa Badań nad Uzależnieniami oraz wiceprezydentem Europejskiego Towarzystwa Badań Biomedycznych nad Alkoholizmem (ESBRA, European Society for Biomedical Research on Alcoholism). Ma również stałą afiliację w Klinice Psychiatrii Uniwersytetu Michigan w Ann Arbor w USA. Jest też dyrektorem medycznym Mazowieckiego Szpitala i Centrum Diagnostycznego Allenort. Naukowo interesuje się patogenezą i przebiegiem uzależnień. Był dziekanem Wydziału Lekarskiego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.Wersja prezentująca fragment książki...

Prof. dr hab. n. med. Dominika Dudek jest psychiatrą, kieruje Katedrą Psychiatrii i Kliniką Psychiatrii Dorosłych Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego. Jest redaktor naczelną „Psychiatrii Polskiej” i prezesem Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego na lata 2022–2025. Naukowo interesuje się zaburzeniami depresyjnymi i chorobą dwubiegunową. Organizuje konferencje „Farmakoterapia, psychoterapia i rehabilitacja zaburzeń afektywnych”. Jest autorką i współautorką wielu książek, w tym popularnonaukowych i wywiadów rzek. Prowadziła cykle rozmów: „Rozmowy o człowieku” i „Rozmowy na czas pandemii”. W plebiscycie „Pulsu Medycyny” znalazła się wśród 100 najbardziej wpływowych osób w medycynie w 2021 r.
mniej..

BESTSELLERY

Kategorie: