Facebook - konwersja
Czytaj fragment
Pobierz fragment

  • Empik Go W empik go

Sweetfreak - ebook

Wydawnictwo:
Tłumacz:
Data wydania:
24 marca 2021
Format ebooka:
EPUB
Format EPUB
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najpopularniejszych formatów e-booków na świecie. Niezwykle wygodny i przyjazny czytelnikom - w przeciwieństwie do formatu PDF umożliwia skalowanie czcionki, dzięki czemu możliwe jest dopasowanie jej wielkości do kroju i rozmiarów ekranu. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
, MOBI
Format MOBI
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najczęściej wybieranych formatów wśród czytelników e-booków. Możesz go odczytać na czytniku Kindle oraz na smartfonach i tabletach po zainstalowaniu specjalnej aplikacji. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
(2w1)
Multiformat
E-booki sprzedawane w księgarni Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu - kupujesz treść, nie format. Po dodaniu e-booka do koszyka i dokonaniu płatności, e-book pojawi się na Twoim koncie w Mojej Bibliotece we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu przy okładce. Uwaga: audiobooki nie są objęte opcją multiformatu.
czytaj
na tablecie
Aby odczytywać e-booki na swoim tablecie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. Bluefire dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na czytniku
Czytanie na e-czytniku z ekranem e-ink jest bardzo wygodne i nie męczy wzroku. Pliki przystosowane do odczytywania na czytnikach to przede wszystkim EPUB (ten format możesz odczytać m.in. na czytnikach PocketBook) i MOBI (ten fromat możesz odczytać m.in. na czytnikach Kindle).
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na smartfonie
Aby odczytywać e-booki na swoim smartfonie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. iBooks dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Czytaj fragment
Pobierz fragment

Sweetfreak - ebook

Koszmar przemocy internetowej i walka o swoją godność! Carey i Amelia są nierozłącznymi BFF. Ich relacja rozpada się jednak z dnia na dzień, gdy Amelię zaczyna trollować online użytkownik o nicku Sweetfreak, a oskarżenie o bycie autorką hejterskich komentarzy pada na jej przyjaciółkę. Dotąd popularna w szkole Carey zostaje odrzucona przez znajomych. Nastolatka jest gotowa na wszystko, aby udowodnić swoją niewinność, demaskując prawdziwego autora wiadomości. Ale gdy zagrożenie przenosi się do życia poza Internetem, wydarzenia szybko wymykają się jej spod kontroli. Czy Carey zdoła odkryć, kim jest Sweetfreak, nim ona i jej bliscy znajdą się w prawdziwym niebezpieczeństwie?

Kategoria: Young Adult
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-280-8979-2
Rozmiar pliku: 2,9 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

1

Przyjaźń ma znaczenie.

Prawda?

Lojalność. Szczerość. Wsparcie. Tylko to się liczy naprawdę.

Tak przynajmniej myślałam. I dlatego byłam gotowa wymknąć się późnym wieczorem z domu, żeby się spotkać z Amelią. Moją najlepszą przyjaciółką, która znowu wpadła w kłopoty. Zresztą nie pierwszy raz.

Prawdopodobnie spodobał mi się także pomysł zrobienia mamie psikusa. Była pewna, że śpię już smacznie w swoim pokoju na piętrze. No błagam… Nie było jeszcze nawet wpół do jedenastej. Cóż, poznajcie moją mamusię. Kompletnie mnie nie rozumie. Podobnie jak reszta ludzkości, poza Amelią.

To wszystko przywodzi mi na myśl moją wieczorną tajną eskapadę…

*

Zamykam laptopa i po raz ostatni sprawdzam wiadomość od Amelii.

Musimy się zobaczyć, przyjdź zaraz pls, tam gdzie zawsze :( :( :(

Musi być naprawdę wzburzona. Wzdychając, wyłączam komórkę, na wypadek gdyby przyszły jakieś powiadomienia, i na palcach wychodzę z pokoju. Stawiam szeroko kroki, starannie unikając miejsc, w których podłoga trzeszczy. Z parteru dolatuje dźwięk telewizora, poza tym dom jest całkiem cichy. Mój młodszy brat Jamie chodzi spać o dwudziestej trzydzieści i po tej godzinie mama każe nam siedzieć cicho. Bardziej martwię się Poppy – to moja starsza siostra – która może mnie przyłapać, jak wymykam się z domu. Uwielbia pakować mnie w kłopoty. Akurat teraz jest na mnie wyjątkowo wkurzona, bo zerwał z nią jej głupawy chłopak George, a ona mnie o to oskarża. To okropnie niesprawiedliwe. Nie zrobiłam nic złego, wysłałam jedynie Amelii filmik z rodzinnych wakacji w Hiszpanii, na którym Poppy całuje się na plaży z miejscowym ciachem. Wiadomość była prywatna i podkreśliłam wyraźnie, że tamta sytuacja nie była z jej winy. Dokleiłam jej nawet anielskie skrzydła na plecach, a jemu diabelskie rogi, żeby zaznaczyć, że to ona jest jego ofiarą – uwiódł ją opalony kaloryfer o piwnych, roześmianych oczach.

Problem w tym, że George, chłopak Poppy, jest bratem mojej najlepszej przyjaciółki Amelii. A także – najwidoczniej – człowiekiem wścibskim i podejrzliwym, który celowo zajrzał do komórki siostry. Obejrzał filmik i natychmiast rzucił Poppy.

To naprawdę nie była moja wina. Ani też wina biednej Amelii. Jest mi oczywiście przykro, że Poppy rozpacza po odejściu George’a, skoro jednak ten chłopak jest aż tak nieufny i nie ma żadnych oporów, żeby węszyć w czyimś telefonie, to wydaje mi się, że mojej siostrze będzie o wiele lepiej bez niego.

Chciałabym, żeby tak na to popatrzyła.

George zerwał z nią od razu po naszym powrocie z wakacji. Było to trzy tygodnie temu, a ona nadal jest na mnie wściekła.

Przystaję pod pokojem Poppy i wstrzymuję oddech, nastawiona na to, że otworzy drzwi z impetem i zacznie wrzeszczeć. Ale słyszę jedynie szloch.

Czy moja siostra płacze? Zalewa mnie poczucie winy. Oddałabym wszystko, żeby móc ją pocieszyć. Chociaż, prawdę mówiąc, nie uważam, żeby łączyła ją z George’em prawdziwa miłość. Rozumiem, że jest wściekła, bo z nią zerwał, ale byli ze sobą prawie rok i jeśli aż tak go kochała, to nie powinna była pozwolić, żeby ten Hiszpan prawie ją udusił pocałunkami.

Przemykam do łazienki na końcu korytarza. Okno jest lekko uchylone, jak zawsze, chyba że na zewnątrz panuje duży mróz. Otwieram je szeroko i gramolę się przez nie, chwytam stopami rynnę i ostrożnie zjeżdżam na dach szopy znajdujący się jakiś metr niżej. Pode mną nasz kot Rumpel kroczy przez taras z martwym ptakiem w pysku. Biedna mama dostaje szału, kiedy kot przynosi swoje łupy do kuchni. Denerwują ją mordercze instynkty Rumpla i podobnie jak moja siostra nie znosi widoku krwi. Uznaję jego łowiecki sukces za dobry znak. Jeśli mama zajmie się sprzątaniem ptasiego truchła, nie przyjdzie jej na myśl sprawdzać, czy leżę grzecznie w łóżku.

Dzień był całkiem ciepły, zważywszy na to, że mamy już prawie koniec września, ale wieczór jest wyjątkowo chłodny. Zapinam nową bomberkę z czarnej satyny, z kwiecistym wzorem na plecach, i przełażę z dachu szopy na parkan, z niego zaś na dach kuchennej przybudówki sąsiedniego domu. Postawili ją w ubiegłym roku. Mama była cała w uśmiechach, gdy sąsiedzi przepraszali za hałas i bałagan, ale w domu nie przestawała narzekać. Uskarżałaby się jeszcze bardziej, gdyby skojarzyła, że płaski dach przybudówki daje mi świetną okazję przedostania się do muru graniczącego z ulicą na końcu naszego podjazdu. Po sekundzie jestem już przy nim i złażę w dół, na chodnik. Biegnę ulicą i po chwili skręcam w King Street.

Kilka minut później przełażę przez furtkę do parku i kieruję się na plac zabaw. Mama przyprowadzała mnie tu razem z Poppy, gdy byłyśmy małe. Potem przychodziłam tu z Jamiem, chociaż on woli ostatnio zabawę w pobliskim lasku. Rząd huśtawek klekocze na wietrze. Tam, gdzie kończy się park, widzę zarys skraju lasu, rozmyty i ciemny poza zasięgiem ulicznych latarni. Amelia jeszcze nie przyszła. Wzdychając, opieram się o sznurową sieć do wspinania i rozmyślam o tym, co mogło ją zatrzymać.

Korzystam z ciszy i spokoju i przepowiadam sobie tekst pierwszej sceny Dźwięków muzyki. W ubiegłym tygodniu, po przesłuchaniu, otrzymałam w tym musicalu główną rolę – Marii. Szczerze mówiąc, w ciągu całego roku nie przydarzyło mi się nic bardziej ekscytującego. Nie mogę tego oczywiście okazywać. Byłoby naprawdę słabo, gdybym w towarzystwie przyjaciółek szalała z radości, że wezmę udział w szkolnym przedstawieniu. Ponadto pomyślałyby, że jestem zadufana. Nie uważam się zresztą za osobę szczególnie utalentowaną. To znaczy zawsze lubiłam śpiewać i nieźle mi to wychodziło, poza tym łatwo uczę się tekstu. W siódmej klasie spędzałam codziennie mnóstwo czasu przed lustrem w swoim pokoju, śpiewając i wykonując układy taneczne z teledysków. Wyobrażałam sobie, że jestem wielką gwiazdą, słynną na całym świecie. Teraz trochę głupio mi się do tego przyznać. Dotychczas mieliśmy tylko jedną próbę Dźwięków muzyki – cała obsada ćwiczyła wspólne piosenki i było to bardzo fajne. Amelia nie bierze udziału w przedstawieniu. Twierdzi, że pomysł wydurniania się przed wszystkimi na scenie ją przeraża, ale niewykluczone, że zaangażuje się w projekt dekoracji.

Gdzie ona się podziewa?

Przypominam sobie nagle, że przed opuszczeniem domu wyłączyłam komórkę. Włączam ją z powrotem i od razu słyszę piknięcie powiadomienia. Czy to od Amelii? Sprawdzam wyświetlacz, po części przekonana, że to wiadomość od mamy, wkurzonej, że się wymknęłam, i szykującej srogą karę – co najmniej miesięczny zakaz wychodzenia. Dwa miesiące temu przyłapała mnie na tym samym, a ja przyrzekłam, że to się więcej nie powtórzy. Ale esemes pochodzi od Amelii.

Carey, j-m, a ty? ;( ;( ;( ;(

Przewracam oczami ze zniecierpliwieniem. W poprzednim esemesie napisała wyraźnie, że mamy się spotkać „tam gdzie zawsze”, czyli w parku, tak jak przez całe lato.

Poirytowana, odpisuję:

park/huśtawki, a ty? :O :O :O :O

klub :(

:( pisałaś huśtawki

Amelia nie odpisuje. Owijam się ciaśniej kurtką. Czy jest na mnie wkurzona? Jestem pewna, że dobrze zrozumiałam, gdzie mamy się spotkać. Może jest zbyt zdenerwowana, żeby jasno myśleć. Przez cały tydzień otrzymywała obrzydliwe prywatne wiadomości na NatterSnapie od kogoś o nicku SweetFreak.

Jeśli masz poniżej dziesięciu lub powyżej szesnastu lat, to pewnie nie wiesz, co to NatterSnap. To genialna apka, pozwalająca ożywiać obrazy i nimi manipulować, a potem je udostępniać. Istnieje oczywiście masa podobnych programów, ale NatterSnap jest teraz najpopularniejszy. I z pewnością pozwala osiągnąć najbardziej realistyczne efekty. W przeciwieństwie do Snapchata posty nie znikają, jeśli ich nie skasujesz. Amelia dostała post, w którym jej twarz idealnie połączono z cielskiem wielkiej świni (prawdziwej). Świnia tarza się w błocku i na koniec zwala się na budynek, który zapada się pod jej ciężarem, wysyłając komunikat zapisany literami w jaskrawych kolorach: „Amelia tu była”. To kompletny idiotyzm. Amelia nie ma nawet grama nadwagi. Wręcz odwrotnie, chociaż sama ciągle powtarza, że jest gruba.

Powiedziałam, żeby zwyczajnie olała wiadomość. Ponieważ zwlekała, zabrałam jej komórkę i sama ją skasowałam. W mediach społecznościowych ludzie jadą czasem naprawdę grubo, ale nie można pozwolić, żeby takie draństwo nas dotykało. Wiem, że brzmi to brutalnie, ale to jedyny sposób, żeby sobie z tym poradzić. Szkoda, że Amelii nie zawsze się to udaje.

Piszczy kolejny esemes, przywracając mnie do rzeczywistości. Stoję w ciemnym parku i jest mi okropnie zimno.

Idziesz? Musimy pogadać

Moja irytacja rozwiewa się bez śladu. Biedna Amelia, musi się czuć okropnie. Łatwo mi mówić „Olej wredne posty SweetFreaka”, ale to naprawdę niefajne nie wiedzieć, kto je wysyła. No bo musi to być przecież ktoś, kto zna Amelię, tak? Ale kto nienawidziłby jej aż tak bardzo, żeby zadać sobie tyle trudu?

Odpisuję:

Idę x :) <3

Z nadzieją, że ikonki wywołają u Amelii uśmiech, rzucam się biegiem przez park. Mijam pędem skraj lasu, wzdrygając się na widok nieprzeniknionej ciemności gęstwiny, potem biegnę pustymi bocznymi uliczkami. Gdy skręcam za róg obok pubu Kaczor i Smok, mija mnie para nastolatków: chłopak mniej więcej w moim wieku i dziewczyna z różowymi włosami, na oko osiemnastoletnia. Ona nosi martensy z tęczowymi sznurowadłami, a on – dwa różne sportowe buty: szary adidas i żółty nike z zielonym paskiem.

Pomykam dalej, zastanawiając się przelotnie, czy to taka oryginalna stylówa, czy też chłopaka nie stać na parę nowych butów.

Jeszcze dwie przecznice i jestem już prawie przy klubie. Stąd jest bliżej do domu Amelii, ja mieszkam niedaleko parku. Moim zdaniem park jako miejsce spotkania wygrywa w przedbiegach z klubem. Ściśle biorąc, „klub” powinien oznaczać budynek starego klubu, popularny około miliona lat temu, gdy mama była nastolatką. Mieścił się w nim wtedy tak zwany Młodzieżowy Klub Cornmouth. Nie muszę mówić, że nikt tam teraz nie chodzi, być może staruszkowie grają tam w bingo czy coś w tym rodzaju. Przed budynkiem znajduje się przystanek autobusowy, również nieużywany. Ostatni autobus kursował tam mniej więcej w tej samej epoce, kiedy mama chodziła do klubu.

Dlatego gdy Amelia lub ja proponujemy spotkanie w klubie, chodzi nam o ten przystanek.

Siedzi tam, gdy się zbliżam, z głową schyloną nad telefonem. Długie, proste blond włosy opadają jej na oczy. Nigdy ich nie związuje, ja natomiast zawsze przytrzymuję swoje bujne loki opaskami.

– Hej! – wołam z daleka.

Amelia podnosi wzrok. Jej duże błękitne oczy błyszczą w świetle latarni. Sprawia wrażenie bardzo przygnębionej. Podbiegam i mówię zdyszana:

– Myślałam, że „tam gdzie zawsze” oznacza park.

– Owszem, ale w lecie. – Amelia pociąga nosem. – W roku szkolnym spotykamy się tutaj. – Mówi to z lekkim rozdrażnieniem, jakby to było jakieś święte prawo, o którym zapomniałam. Czuję dreszcz irytacji, ale na widok łzy spływającej z jej oka przypominam sobie, dlaczego się tu znalazłam.

– Co się stało? – pytam. – Czy to znowu SweetFreak? Przysłał kolejną wiadomość?

Amelia potrząsa głową.

– Chodzi o Taylora. Nadal do mnie nie zadzwonił. Ale to jeszcze nic… – mówi, tłumiąc płacz. – Wszędzie wywalił mnie ze znajomych.

– Aha – wzdycham niezauważenie. Czyżby aż tak się tym przejęła? Nie rozumiem. Ostatecznie spotkała się z Taylorem raptem na kilku randkach. Nic poważnego, coś jak moja siostra i George, ale Amelia ma na jego punkcie wręcz obsesję. Nie cierpię, kiedy tak się zachowuje.

– Zastanawiałam się nad postami, które dostaję od… od tego SweetFreaka. – Wargi Amelii drżą. – Jak myślisz, czy możliwe, że wysyła je Taylor?

Namyślam się, marszcząc nos. Wydaje się nieprawdopodobne, żeby Taylor, który moim zdaniem stracił jakiekolwiek zainteresowanie Amelią, zaczął jej raptem wysyłać wredne wiadomości. Jestem zarazem pewna, że ona wolałaby taki rodzaj uwagi niż żadną. Skoro aż tak przeżywa obojętność tego faceta, to nie zamierzam jej jeszcze mocniej dołować.

– Nie wiem – bąkam, usiłując wymyślić odpowiedź, która nie załamie jej jeszcze bardziej. – To raczej nie w jego stylu.

Oczywiście nie jestem tego wcale pewna. Kilka razy spotkałam Taylora, ale niezbyt dobrze go znam.

Amelia wciąż pociąga nosem i próbuje się nie rozkleić. Jest mi jej strasznie żal.

– Trzymasz się? – pytam łagodnie.

– Nieszczególnie. – Po jej policzkach zaczynają płynąć łzy.

Przytulam ją i siedzimy tak na obłażącej z farby ławce na nieczynnym przystanku.

Palce Amelii błądzą przy srebrnym łańcuszku z wisiorkiem w kształcie serduszka.

– Wciąż nie mogę się z tym pogodzić. Taylor w moim towarzystwie wydawał się taki szczęśliwy – mówi, wzdychając. – Kiedy widziałam się z nim ostatni raz, zabrał mnie do Nawiedzonej Chaty na obrzeżach dzielnicy przemysłowej. Zdobył skądś klucz, taki dziwny, z namalowaną czaszką, a w środku było naprawdę upiornie. Byłam nieźle wystraszona, ale Taylor był opiekuńczy i miły, całowaliśmy się i w ogóle, i było tak romantycznie, dał mi ten wisiorek, a potem…

– …a potem przestał dzwonić, już następnego dnia – dokończyłam i również westchnęłam. Opowiadała mi to niezliczoną ilość razy. – Rozumiem cię, ale nie możesz tyle o tym myśleć. Chłopcy to chłopcy. Nie da się ich zrozumieć. To wariaci, nic na to nie poradzisz.

– Wspomniał, że poznał dziewczynę, która chce zostać modelką. – Twarz Amelii skurczyła się boleśnie. – Nic dziwnego, że nie chce się już ze mną spotykać. Jestem gruba i brzydka.

– Nieprawda.

– Prawda. Ty nigdy nie miałaś chłopaka, więc tego nie rozumiesz.

– Wcale nie, ja…

– Nie. To zupełnie jasne. Znosił moje towarzystwo, dopóki nie poznał kogoś fajniejszego.

Milczę, bo nie chcę się wdawać w sprzeczkę. Moim zdaniem doszukuje się tu stanowczo zbyt wiele. Poza tym skoro Taylor nie chce z nią być, jest najwidoczniej idiotą, więc dlaczego jest jej tak przykro?

Czemu i jej, i Poppy tak bardzo zależy na głupich związkach?

Dlaczego nie ekscytują się innymi sprawami? Nie chcę powiedzieć, że jestem jakoś szczególnie poukładana ani nic takiego, ale otrzymałam główną rolę w szkolnym przedstawieniu, dostaję niezłe stopnie i choć nie należę do najbardziej lubianych osób w moim roczniku, nie mam też z nikim spiny. I na pewno nie szaleję za chłopakiem, z którym umówiłam się kilka razy na randkę, jak to robi Amelia. Ani nie mam złamanego serca, bo narozrabiałam, jak moja siostra.

Usiadłam i pozwoliłam Amelii po raz enty opowiedzieć o jej ostatnim spotkaniu z Taylorem: jaki był przystojny w skórzanej kurtce, z burzą ciemnych, falujących włosów, i że być może gdyby lepiej się całowała lub włożyła seksowniejszą sukienkę, to nie straciłby nią zainteresowania. Korci mnie, żeby jej powiedzieć, aby dała sobie z nim spokój, że to zwykły przegryw. Z pewnością przystojny i cieszący się popularnością, niemniej jednak przegryw.

– To kretyn, skoro nie chce być z tobą – mówię.

Amelia odkasłuje z lekkim zażenowaniem.

– Tak się zastanawiałam… No bo wiem, że Jamie przyjaźni się z młodszym bratem Taylora, więc może zorganizowałabyś im wspólną zabawę, a ja poszłabym tam z tobą?

Szczęka mi opada.

– Serio chcesz iść do niego do domu pod pretekstem zabawy naszych młodszych braci? – wypalam. – Musisz czuć się naprawdę okropnie.

To mówię głośno, w duchu jednak myślę, że pytanie Amelii jest grubo nie w porządku. Nie wykorzystam Jamiego jak jakiejś kukiełki, żeby ona mogła się wprosić do domu Taylora. Mój siedmioletni brat wkurza mnie niebywale tym swoim drwiącym uśmieszkiem i nieustannym dokuczaniem, ale kocham go najmocniej na świecie. I nie zamierzam się nim posługiwać, żeby Amelia pogodziła się z chłopakiem, który nie jest wart jej czasu ani łez.

Spotykam jej udręczone, niepewne spojrzenie i moja irytacja rośnie. Jest moją najlepszą przyjaciółką i kocham ją, ale czasem zgrywa księżniczkę. Ostatnio mam wrażenie, że nie zajmujemy się niczym poza gadaniem o jej sprawach. Oczywiście nigdy jej tego nie powiem.

Usiłuję wymyślić możliwie delikatny sposób odrzucenia jej planu z Jamiem i jednocześnie się z nią nie pokłócić, gdy Amelia raptem wydaje z siebie jęk, kręcąc głową.

– Okej, dajmy temu spokój, to był głupi pomysł. Nie wiemy przecież, czy Taylor byłby w domu, chociaż gdybym się tam znalazła, to mogłabym się zakraść do jego pokoju… – Spogląda na mnie i na widok mojej miny się poprawia. – Dobra, już w porządku. Spoko. – Sprawdza komórkę. – Późno już. Muszę wracać do domu. Dzięki, że przyszłaś.

I to tyle? Ryzykuję miesięczny zakaz wychodzenia z domu tylko po to, żeby ona mogła się wygadać o Taylorze?

Oddycham głęboko, tłumiąc złość. Nie chcę, żeby to po mnie poznała. To nie byłoby w porządku. Ostatecznie jesteśmy najlepszymi przyjaciółkami. Amelia jest cudowną osobą. Zawsze mnie wspiera. Na przykład kiedy pojechałyśmy z klasą na wycieczkę do Londyńskich Lochów i dostałam mdłości, tkwiła przy mnie przez dwie godziny, podczas gdy reszta klasy wspaniale się bawiła. Jest naprawdę lojalna, więc ja też muszę się okazać dobrą przyjaciółką. Jak mama zawsze mówi? Że każdy ma prawo mieć własną rzeczywistość i koniecznie trzeba szanować punkt widzenia drugiego człowieka, nawet jeśli się z nim nie zgadzamy.

Obecnie rzeczywistość Amelii tworzą przygnębienie i rozpacz, a w dodatku musi od tygodnia znosić te wstrętne posty na NatterSnapie, więc ściskam ją na pożegnanie, nic nie mówię i pustymi ulicami biegnę do domu.

Po kwadransie wspinam się na mur u sąsiadów, a z niego – na przybudówkę. Przemykam po dachu i przeskakuję przez płot na naszą starą szopę. Podciągam się do okna w łazience, która na szczęście jest pusta.

Ostrożnie pokonuję podest na piętrze i słyszę, jak mama na dole rozmawia przez telefon. Skarży się którejś z przyjaciółek, że Rumpel znowu przywlókł martwego ptaka. Ogarnia mnie nagłe znużenie, więc udaję się prędko do siebie, unikając skrzypiących klepek parkietu. Z pokoju Poppy nie dochodzi żaden dźwięk. Zdejmuję ubranie i wślizguję się pod kołdrę. Ziewając, sprawdzam telefon. Amelia milczy, co, mam nadzieję, oznacza, że czuje się już nieco lepiej. Odkładam komórkę na stolik przy łóżku. Błękitne światło ekranu pada na otwartego laptopa.

Wpatruję się w niego z namysłem. Mogłabym przysiąc, że zamknęłam go przed wyjściem. Najwidoczniej jednak tego nie zrobiłam, poza mną przecież nie mógł go nikt dotknąć. Jamie śpi od wielu godzin. Gdyby mama tu przyszła i odkryła, że nie ma mnie w łóżku, rozpętałoby się piekło. Jeśli zaś idzie o Poppy, to jest obecnie na mnie tak wściekła, że naskarżyłaby mamie bez żadnych skrupułów.

Zasypiam w mgnieniu oka, zapominając o laptopie. Dopiero nazajutrz pod koniec dnia zrozumiem, co się właściwie stało.

I cały mój świat zawali się z hukiem.
mniej..

BESTSELLERY

Kategorie: