Facebook - konwersja
Czytaj fragment
Pobierz fragment

Więzienie we Francyi Jana Kazimierza, polskiego i szwedzkiego królewica - ebook

Format ebooka:
EPUB
Format EPUB
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najpopularniejszych formatów e-booków na świecie. Niezwykle wygodny i przyjazny czytelnikom - w przeciwieństwie do formatu PDF umożliwia skalowanie czcionki, dzięki czemu możliwe jest dopasowanie jej wielkości do kroju i rozmiarów ekranu. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
, MOBI
Format MOBI
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najczęściej wybieranych formatów wśród czytelników e-booków. Możesz go odczytać na czytniku Kindle oraz na smartfonach i tabletach po zainstalowaniu specjalnej aplikacji. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
(2w1)
Multiformat
E-booki sprzedawane w księgarni Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu - kupujesz treść, nie format. Po dodaniu e-booka do koszyka i dokonaniu płatności, e-book pojawi się na Twoim koncie w Mojej Bibliotece we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu przy okładce. Uwaga: audiobooki nie są objęte opcją multiformatu.
czytaj
na tablecie
Aby odczytywać e-booki na swoim tablecie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. Bluefire dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na czytniku
Czytanie na e-czytniku z ekranem e-ink jest bardzo wygodne i nie męczy wzroku. Pliki przystosowane do odczytywania na czytnikach to przede wszystkim EPUB (ten format możesz odczytać m.in. na czytnikach PocketBook) i MOBI (ten fromat możesz odczytać m.in. na czytnikach Kindle).
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na smartfonie
Aby odczytywać e-booki na swoim smartfonie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. iBooks dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Rok wydania:
2011
Czytaj fragment
Pobierz fragment
0,00
Cena w punktach Virtualo:
0 pkt.

Więzienie we Francyi Jana Kazimierza, polskiego i szwedzkiego królewica - ebook

Klasyka na e-czytnik to kolekcja lektur szkolnych, klasyki literatury polskiej, europejskiej i amerykańskiej w formatach ePub i Mobi. Również miłośnicy filozofii, historii i literatury staropolskiej znajdą w niej wiele ciekawych tytułów.

Seria zawiera utwory najbardziej znanych pisarzy literatury polskiej i światowej, począwszy od Horacego, Balzaca, Dostojewskiego i Kafki, po Kiplinga, Jeffersona czy Prousta. Nie zabraknie w niej też pozycji mniej znanych, pióra pisarzy średniowiecznych oraz twórców z epoki renesansu i baroku.

Kategoria: Klasyka
Zabezpieczenie: brak
Rozmiar pliku: 395 KB

FRAGMENT KSIĄŻKI

WIĘ­ZIE­NIE WE FRAN­CYI JANA KA­ZI­MIE­RZA POL­SKIE­GO I SZWEDZ­KIE­GO KRÓ­LE­WI­CA, przez

Ewer­har­da Was­sen­ber­ga opi­sa­ne.

z ła­ciń­skie­go na ję­zyk pol­ski wy­tłu­ma­czył,

WIA­DO­MO­ŚCIĄ O ŻY­CIU I PRA­CACH AU­TO­RA, PRZY­PI­SA­MI I DO­DAT­KA­MI PO­MNO­ŻYŁ

Mi­chał Ba­liń­ski.

PE­TERS­BURG.

Na­kła­dem i dru­kiem Bo­le­sła­wa Mau­ry­ce­go Wolf­fa.

1858.

Po­zwo­lo­no dru­ko­wać, z obo­wiąz­kiem zło­że­nia w Ko­mi­te­cie Cen­zu­ry pra­wem ozna­czo­nej licz­by exem­pla­rzy.

Wil­no 28 lu­te­go 1857 roku.

Cen­zor Pa­weł Ku­kol­nik.

WSTĘP TŁU­MA­CZA

gdzie o ży­ciu i pi­smach Was­sen­ber­ga znaj­du­je się wia­do­mość.

Do rzę­du ta­kich dzieł, któ­re żywo za­ję­ły w swo­im cza­sie nasz kraj, a na­wet i w ca­łej Eu­ro­pie pew­ne współ­czu­cie obu­dzi­ły, na­le­ży ni­niej­sze opi­sa­nie uwię­zie­nia Jana Ka­zi­mie­rza we Fran­cyi, za pa­no­wa­nia Lu­dwi­ka XIII, przez Was­sen­ber­ga do­ko­na­ne, któ­re­go prze­kład z ła­ciń­skie­go te­raz ogła­sza­my *). Kró­le­wic Jan Ka­zi­mierz, brat przy­rod­ni Wła­dy­sła­wa IV, nad­zwy­czaj­nie za­mi­ło­wa­ny w po­dró­żach, tak ie u szlach­ty prze­zwi­sko pe­re­gry­nan­ta otrzy­mał, po­sta­no­wił po kil­ku­let­nich przed­tem wę­drów­kach i przy­go­dach, pu­ścić się jesz­cze na zwie­dze­nie po­łu­dnio­wych kra­in Eu­ro­py i kil­ku dwo­rów spo­krew­nio­nych z sobą mo­nar­chów. Szcze­gól­niej za­chcia­ło mu się po­znać Hisz­pa­ni­ję i bra­ta swe­go cio­tecz­ne­go

*) Se­re­nis­si­mi Jo­han­nis Ca­si­mi­ri Po­lo­nia­rum Su­ecia­eque Prin­ci­pis, Car­cer Gal­li­cus ab Ever­har­do Was­sen­ber­gio con­scrip­tis. Ge­da­ni, apud Geo­r­gium For­ste­rum, anno 1644. in 4-to str. 254 te­xtu i de­dy­ka­cyi, oraz prze­mo­wy do czy­tel­ni­ka kart nie­licz­bo­wa­nych 3, kar­ta ty­tu­ło­wa z drze­wo­ry­tem wy­staw ują­cym wi­dok twier­dzy i mia­sta Si­ste­ron.

Fi­li­pa IV na­wie­dzić. Od­daw­na już szem­ra­no w Rze­czy­po­spo­li­tej na tak czę­ste prze­jażdż­ki jego, bo Po­la­cy ów­cze­śni uwa­ża­li za nie­ja­kie ubli­że­nie do­stoj­no­ści kró­lew­skiej, ta­kie po­spo­li­to­wa­nie się ksią­żąt pol­skich mie­dzy ob­ce­mi, i na­ra­ża­nie przez to sa­mej­że Rze­czy­po­spo­li­tej na sto­sun­ki nie za­wsze jéj przy­jem­ne, a w da­nym ra­zie i na kło­po­ty nie­po­trzeb­ne. Mia­no­wi­cie dro­gę te do Hisz­pa­nii, od­ra­dza­ło mu wie­lu, jak pi­sze ksią­żę Al­brycht Sta­ni­sław Ra­dzi­wiłł, w swo­ich pa­mięt­ni­kach (T. I. sir. 579), i sani król Wła­dy­sław IV. Na­wet astro­lo­go­wie, choć wia­ra w ich ba­ła­muc­twa osła­bio­ną była w Pol­sce, trwoż­li­we­mi wróż­ba­mi po­bu­dza­li kro­le­wi­ca do za­nie­cha­nia po­dró­ży, albo przy­najm­niej do wiel­kiej ostroż­no­ści w jej od­by­wa­niu. Ale Jan Ka­zi­mierz odzie­dzi­czyw­szy po ojcu wie­le upo­ru w swo­im cha­rak­te­rze, głu­chy był na te rady i prze­stro­gi. Cho­ciaż uwi­kła­ny w tak ści­słe sto­sun­ki z ce­sa­rzem, ze nig­dy nie mógł być mi­łym dwo­ro­wi fran­cuz­kie­mu, nie przed­się­brał jed­nak żad­nych środ­ków ostroż­no­ści wzglę­dem nie­go. I owszem, zda­je się jak­by go chcąc bar­dziej ku so­bie znie­chę­cić, za­mie­rzył po za brze­ga­mi Fran­cyi że­glo­wać do Hisz­pa­nii, śmier­tel­nie nie­przy­ja­znej Lu­dwi­ko­wi XIII. Co więk­sza, nie­bacz­ność swo­ja tak da­le­ce po­su­naj, że awan­tur­ni­czym spo­so­bem od­wa­żył się prze­jeż­dżać po wy­brze­żach fran­cuz­kich, wy­stą­piw­szy z okrę­tu, i to jesz­cze w to­wa­rzy­stwie nie­pew­nych i za­le­d­wie po­zna­nych osób. Było i tu w or­sza­ku kró­le­wi­ca, prócz mło­dzie­ży, kil­ku po­waż­nych i do­świad­czo­nych mę­żów, któ­rzy za­pew­ne nie omiesz­ka­li od­wo­dzić go od tak nie­ostroż­nych po ztep­ków. Nic to jed­nak nie po­mo­gło. Jan Ka­zi­mierz sa­dząc w in­co­gni­to któ­rem się osła­niał, a w ra­zie ja­kie­go przy­pad­ku od­kry­cie swo­je­go rodu i do­sto­jeń­stwa, do­sta­tecz­ną były rę­koj­mią jego bez­pie­czeń­stwa, pu­ścił się bez wzglę­du na nic, lą­dem wzdłuż brze­gów, w oko­li­cach Mar­sy­lii. Nie było w tem bez­wąt­pie­nia żad­nych za­mia­rów nie­przy­ja­znych dla Fran­cyi, ale wy­stę­po­wał na lad je­dy­nie dla do­go­dze­nia cie­ka­wo­ści swo­jej i z nie­cier­pli­wo­ści fi­zycz­nej i mo­ral­nej nudy, ja­kiej go na­ba­wia­ła dłu­ga, bo prze­ciw­ne­mi wia­tra­mi wstrzy­my­wa­na że­glu­ga. Taki spo­sób po­dró­żo­wa­nia pod­czas wrzą­cej mie­dzy Fran­cya a Hisz­pa­ni­ja nie­zgo­dy, obu­dził czuj­ność władz miej­sco­wych fran­cuz­kich. Tym­cza­sem okręt nio­są­cy Jana Ka­zi­mie­rza, dla na­wał­ni­cy mu­siał się schro­nić do jed­ne­go z por­tów w po­bli­żu Mar­sy­lii. Wę­dru­ją­cy kró­le­wic za­trzy­ma­ny zo­stał. Wten­czas kar­dy­nał Ri­che­lieu wszech­wład­nu rzą­dzą­cy Fran­cya, któ­ry bez­wąt­pie­nia wie­dział do­kład­nie nie tyl­ko o przed­się­wzię­tej po­dró­ży przez kró­le­wi­ca, ale i o kie­run­ku jej, rad był ko­rzy­stać z po­da­ją­cej się zręcz­no­ści ze­msz­cze­nia się nad nim, za jego daw­niej oso­bi­sty udział w woj­nie ce­sa­rza z Fran­cya, a może i w ogól­no­ści nad Pol­ską, któ­rej król po­mi­mo neu­tral­no­ści swo­jej, wię­céj zda­wał się sprzy­jać Au­stryi. Od­daw­na juz ist­niał za­ród pew­nej nie­chę­ci dwo­ru fran­cuz­kie­go do Wła­dy­sła­wa IV, z po­wo­du oka­zy­wa­nych przez nie­go skłon­no­ści dla ce­sa­rza. Świad­czy o tem kor­re­spon­den­cya dy­plo­ma­tycz­na z roku 1635 hra­bie­go d'Anaux po­sła fran­cuz­kie­go to Pol­sce, ogło­szo­na z au­ten­tycz­nych ak­tów w Pa­ry­żu r. IS59. Po­le­ca w niej Lu­dwik XIII

swo­je­mu mi­ni­stro­wi skar­żyć po­li­tycz­nych mie­dzy Pol­ską a Fran­cyą, nie­mógł tego nie­czuć Jan Ka­zi­mierz, te słu­żąc w obo­zach ce­sar­skich prze­ciw Fran­cyi, mu­siał sic na­ra­zić Lu­dwi­ko­wi XIII

i być ma po­dej­rza­ny­mi

jąc w-zgię­dem niej czy­ste­go su­mie­nia, a bę­dąc za­wsze gor­li­wym stron­ni­kiem nie­ubła­ga­ne­go jej wro­ga ce­sa­rza, i co tàîek­sza wal­cząc malo co przed­tem z fran­cu­za­mi, nie mógł, a przy­najm­niej nie po­wi­nien był tak nie­bacz­nie po­stę­po­wać. Cała zaś Eu­ro­pa, a za­tem i Pol­ska, wie­dzia­ła do­sko­na­le ja­kim był Ri­che­lieu, zna­ła jego czy­ny i za­sa­dy, nie mo­gła wirc nie za­sły­szeć o tych jego strasz­nych wy­ra­zach, któ­re­śmy te­raz przy­to­czy­li.

Wszyst­ko to jed­nak nie zdol­ne jest wy­mo­wie ha­nieb­ne­go po­stęp­ku kar­dy­na­ła Ri­che­lieu z Ja­nem Ka­zi­mie­rzem. Ani temi na­sze­mi uwa­ga­mi nie my­śli­my pi­sać apo­lo­gii mi­ni­stra fran­cuz­kie­go. Mogł on mieć słusz­ną ura­zę, je­że­li nie do Pol­ski, to pro­sto do oso­by kró­le­wi­ca pol­skie­go, jako do­wód­cy huf­ców ce­sar­skich nad Re­nem, mógł na­wet utyć ze­msty, je­że­li ze­msta może być kie­dy­kol­wiek szla­chet­ną i zgod­na z do­stoj­no­ścią wład­cy kra­ju; – ale prze­cie jest mia­ra, jest gra­ni­ca w ta­kich rze­czach. Wszak mógł mu za­prze­czyć chwi­lo­we­go na­wet wstę­pu na zie­mię fran­cuz­ką „ mógł go na­wet za­trzy­mać jako bez wia­do­mo­ści i bez­i­mien­nie wcho­dzą­ce­go do ob­ce­go kra­ju, – ale wtrą­cić do wie­zie­nia jak ostat­nie­go wi­no­waj­ca jak zbrod­nia sta­nu, i upo­rczy­wie drę­czyć syna i bra­ta kró­lów, tego pań­stwa któ­re od wie­ków w związ­kach przy­jaź­ni z Fran­cya zo­sta­wa­ło; uży­wać do tego naj­do­tkliw­szych środ­ków, nie­god­nych pod­stę­pów i czer­ni­deł, bez wzglę­du na po­waż­ne wda­wa­nia się sprzy­mie­rzo­nych rzą­dów: to nie tyl­ko było nie­sław­nym po­stęp­kiem, ale na­wet błę­dem po­li­tycz­nym. Bo cóż zna­czy­ło owe za­rę­cze­nie dane przez

Jana Ka­zi­mie­rza, przy jego wy­pusz­cze­nia na wol­ność, że się oso­bą swo­ją do woj­ny prze­ciw Fran­cyi mie­szać nie bę­dzie? Wszak brat jego Wła­dy­sław IV, mógł jéj do­ku­czyć in­ne­mi spo­so­ba­mi, gdy­by nie chciał prze­wa­żyć, otwar­ta po­mo­cą swo­ją wów­czas, sza­lec dłu­giej woj­ny na stro­nę ce­sa­rza. Chy­ba moie Ri­che­lieu by­strym umy­słem swo­im, i do­kład­ne­mi ajen­tów swych do­nie­sie­nia­mi, prze­znał mała nie­ste­ty bacz­ność ów­cze­sne­go rzą­du w na­szej Pol­sce, na po­trze­bę sta­now­cze­go wpły­wu, tak wiel­kie­go mo­car­stwa, jak tam­to­wiecz­na Pol­ska, do spraw eu­ro­pej­skich? Może mało dbał o po­tocz­ne za­tar­gi bę­dąc pew­nym, że one nie po­bu­dzą Po­la­ków do czyn­ne­go dzia­ła­nia w po­wszech­nej wów­czas wal­ce eu­ro­pej­skiej. Moż­na­by się wszak­że dzi­wić kar­dy­na­ło­wi, że się od­wa­żył na taki po­stę­pek, wzglę­dem mo­nar­chy po­wi­no­wa­te­go, i mo­car­stwa to zu­peł­nym po­ko­ju z Fran­cyą bę­dą­ce­go. Ale to była jego za­sa­da zwy­czaj­na w po­li­ty­ce: dzia­łać ener­gicz­nie, a kie­dy po­trze­ba nie tyl­ko śmia­ło, ale i zu­chwa­le. Ri­che­lieu w tym sa­mym roku bar­dzo po­dob­nie po­stą­pił so­bie z hra­bią Pa­la­ty­nem Reń­skim, mło­dym Ka­ro­lem Lu­dwi­kiem. Ten chcąc po śmier­ci Ber­nar­da, ksią­żę­cia sa­sko-wej­mar­skie­go, prze­cią­gnąć woj­sko jego do swo­jej służ­by, wdał się współ­za­wod­nic­two z Fran­cya, któ­ra te­goż sa­me­go go­rą­co ży­czy­ła. Szkodź­cie tym spo­so­bem za­mia­rom Ri­che­lieu go, nie­uważ­nie chciał prze­je­chać Fran­cya pod przy­bra­nem na­zwi­skiem. Lecz po­zna­ny i uję­ty z roz­ka­zu kar­dy­na­ła w Mo­ulins, nie prę­dzej od­zy­skał wol­ność, aż póki ukła­dy ga­bi­ne­tu fran­cuz­kie­go z woj­skiem po­zo­sta­łem po księ­ciu Ber­nar­dzie do koń­ca do­pro­wa­dzo­ne­mu zo­sta­ły*). Cze­muż wice Ri­che­lieu po­dob­nie: i z in­nym ksią­że­ciem krwi kró­lew­skiej nic mógł po­stą­pić? Wresz­cie kto mat­kę wła­sne­go kró­la wy­gnał z kra­ju, kto tyłu ksią­żąt domu pa­nu­ją­ce­go nie­wo­lą i róż­ne­mi spo­so­ba­mi uci­skał, a tyłu znów na rusz­to­wa­nie po­sy­łał: miał­że­by się za­sta­na­wiać nad nie­przy­zwo­ilo­ścią za­trzy­ma­nia i wie­zie­nia ob­ce­go ksią­żę­cia we Fran­cyi? Miał­że­by za­cho­wy­wać ja­kie wzglę­dy dla­te­go, któ­ry wal­czył w sze­re­gach nie­przy­ja­znych Lu­dwi­ko­wi XIII?

Ża­ło­sny dla domu Wa­zów, a god­no­ści dwo­ru pol­skie­go ubli­ża­ją­cy po­stę­pek kar­dy­na­ła Ri­che­lieu z Ja­nem Ka­zi­mie­rzem, nie obu­dził, jak się zda­je, wiel­kie­go współ­czu­cia w na­ro­dzie. Mar­twił się tem król Wła­dy­sław IV, kło­po­ci­li się jego mi­ni­stro­wie, ale nie ma pew­nych do­wo­dów, aże­by to mie­dzy szlach­tą zbyt wiel­kie wra­że­nie zro­bi­ło. Cze­mu to przy – pi­sać? Czy obo­jęt­no­ści w na­ro­dzie na ze­wnętrz­ne sto­sun­ki kra­ju, w po­śród ro­sną­cych co­dzień za­ro­dów jego roz­prę­że­nia, lek­ce­wa­że­niu tego wszyst­kie­go co jest za do­mem? Czy naj­po­dob­niej, ma­łej sym­pa­tyi jaką wzbu­dzał w na­ro­dzie oso­bi­ście Jan Ka­zi­mierz, czę­ściej do­tąd gosz­czą­cy za gra­ni­cą niż w Pol­sce? Trud­no ozna­czyć to z pew­no­ścią **). Obok

*) Oh. Hi­sto­ire du Mi­ni­stère du Car­di­nal de Ri­che­lieu, par A. Jay. Pa­ris 1816. IL 102.

**) Obo­jęt­ność ów­cze­snej pu­blicz­no­ści co do tego wy­pad­ku, prze­bi­ja się nie­raz w pi­smach z one­go wie­ku po­zo­sta­łych. Na­tra­fia­my na­przy­kład na taką wzmian­kę w po­zo­sta­łym Dy­ary­uszu Ka­zi­mie­rza Fi­li­pa Obu­cho­wi­cza, wo­je­wo­dy Smo­leń­skie­go, tego zaś nie­ła­two ta­kie wy­tłu­ma­czyć te opie­sza­łość i po­wol­ność ze stro­ny dwo­ru pol­skie­go w ne­go­cy­acy­ach z Fran­cyą, o uwol­nie­nie kró­le­wi­ca pro­wa­dzo­nych, i ta­kie ocią­ga­nie się z wy­sła­niem po­sel­stwa do Fran­cyi, a ra­czej tak po­wol­ne i opie­sza­le wy­pra­wie­nie jego. Moie to było je­dy­nie skut­kiem or­ga­ni­za­cyi ów­cze­sne­go rzą­du, a ra­zem wpły­wa­ła też nie­mniej na to wszyst­ko trud­ność ko­mu­ni­ka­cyi w Eu­ro­pie w tam­tym wie­ku, mie­dzy kra­ja­mi zwłasz­cza nie­co od­le­głej od sie­bie po­lo­zo­ne­mi. Moie wre­ście i nie­do­sta­tek pie­nię­dzy w skarb­cu kró­lew­skim, któ­ry nig­dy tego kró­la nie od­stę­po­wał, przy­czy­nił się do zwło­ki wy­pra­wie­nia po­sel­stwa! Na­ko­niec wszak­że po dwu­let­niem we trzech miej­scach ści­słem wie­zie­nia, któ­re­go straż na­wet mu­siał wła­snym kosz­tem utrzy­my­wać *), kró­le­wic uwol­nio­ny zo­stał. Wła­dy­sław IV i Jan któ­re­go re­ko­pism mamy przed sobą: "Poj­ma­nie kró­le­wi­ca Imc. Ka­zi­mie­rza przez gu­ber­na­to­ra Mar­sy­lii. Te­goż roku (1638) do­szła no­wi­na, ze kró­le­wi­ca Imc. Ka­zi­mie­rza, ro­dzo­ne­go kró­la Imci bra­ta, gu­ber­na­tor Mar­sy­lii, kró­la fran­cuz­kie­go for­te­cy, na mo­rzu pod tym­że zam­kiem poj­mał i więź­niem osa­dził. Po­wia­da­ją, że, kró­le­wic Ka­zi­mierz ja­dąc do kró­la hisz­pań­skie­go na służ­bę, bo mu ad­mi­ral­stwo Hisz­pa­nii był kon­fe­ro­wał, pod­je­chał pod mia­no­wa­ną for­te­ce, i jako nie­przy­ja­cie­la go wzię­to, ro­zu­mie­jąc w explo­ra­to­rem albo szpie­giem z umy­słu tam za­je­chał, pod­czas nie­przy­ja­mi mię­dzy tymi pany. Nie­po­mo­gło i to, ze kró­le­wic w ce­sar­skim woj­sku re­gi­men­tów kil­ka miał prze­ciw­ko fran­cuz­kie­go kró­la, któ­ry tu li­dze bę­dąc z re­be­li­zan­ty, z ce­sa­rzem woj­nę pro­wa­dził do­tąd, o czem snadź we wszyst­kim pań­stwie fran­cuz­kim za od­kry­te­go nie­przy­ja­cie­la był ob­tco­ła­ny".

*) Ob. Pa­mięt­ni­ki do pa­no­wa­nia Zyg­mun­ta IlI, Wła­dy­sła­wa IV i Jana Ka­zi­mie­rza, wy­da­ne przez Wój­cic­kie­go. 1846 r. w War­sza­wie. I. 256.

Ka­zi­mierz, zo­bo­wią­za­li się nie mścić nig­dy nad Fran­cya za (o uwię­zie­nie. Do­trzy­mu­jąc lego świe­cie, chęt­nie jed­nak przy­ję­li książ­kę wy­sta­wu­ją­cą do­syć szcze­gó­ło­wie całe to zdar­że­nie, na­pi­sa­ną przez Was­sen­ber­ga w rok po po­wro­cie kró­le­wi­ca do kra­ju, jak to wi­dać z daty przy­wi­le­ju kró­lew­skie­go na cze­le jej umiesz­czo­ne­go. Był to jak­by ma­ni­fest przed Eu­ro­pa prze­ciw gwał­to­wi, za­da­ne­mu jed­ne­mu z człon­ków ro­dzi­ny kró­lew­skiej, z ubli­że­niem do­stoj­no­ści domu pa­nu­ją­ce­go w Pol­sce i po­wa­dze ca­łe­go jéj na­ro­du!– Cho­ciaż ce­lem au­to­ra w na­pi­sa­niu tego dzie­ła, nie zda­je się być nic, tyl­ko wy­da­nie na jaw nie­go­dzi­wo­ści po­stęp­ku mi­ni­stra Ri­che­lieu z Ja­nem Ka­zi­mie­rzem, i uspra­wie­dli­wie­nie kró­le­wi­ca, ale jesz­cze bar­dziej może przy­po­do­ba­nie się ce­sa­rzo­wi, i nie­chęć hu pro­te­stan­tom, wspie­ra­nym przez Fran­cyç ka­to­lic­ką: jed­nak­że książ­ka ta, więk­sze wra­że­nie w kra­ju zro­bi­ła, jak wprzó­dy sam wy­pa­dek. Był on istot­nie oso­bliw­szym dla Po­la­ków, nie­przy­zwy­cza­jo­nych do ta­kiej zu­chwa­ło­ści, jak dla in­nych miesz­kań­ców Eu­ro­py, gdzie czę­ste jéj przy­kła­dy, oswa­ja­ły lu­dzi z po­dob­ne­mi czy­na­mi. Szko­da tyl­ko że w tem dzie­le, sama pra­wie stro­na po­li­tycz­na owe­go zda­rze­nia jest wy­sta­wio­ną. Au­tor nie na­le­żąc do dzia­ła­czów tego dra­ma­tu, nie znał do­syć we­wnętrz­nych jego sprę­żyn, i głę­biej nie sta­rał się wnik­nąć w naj­ta­jem­nicz­niej­sze jego fak­ta. Każ­dy szcze­gół ży­cia i za­trud­nień kró­le­wi­ca pod­czas dwu­let­niej pra­wie jego nie­wo­li, był­by cie­ka­wym i po­żą­da­nym dla czy­tel­ni­ka pol­skie­go. Każ­de wes­tchnie­nie więź­nia w tej ści­słej sa­mot­no­ści do oj­czy­zny i ro­dzi­ny, ob­cho­dzi­ło­by wszyst­kich

Tego nie ma wpraw­dzie, bo an­tor ob­cym był Pol­sce, a ta­len­ta dzie­jo­pi­sar­skiej o istot­nie nie po­sia­dał. Lecz całe to zda­rze­nie tak jed­nak do­kład­nie i do­wod­nie jest przed­sta­wio­ne, ze nie trud­no jest czy­tel­ni­ko­wi po­znać ów­cze­sną prze­wrot­ność po­li­ty­ki Eu­ro­pej­skiej, mści­wość wy­szu­ka­na kar­dy­na­ła Ri­che­lieu, i usi­ło­wa­nia Wła­dy­sła­wa IV o wy­zwo­le­nie bra­ta. Wszak­że nie­kie­dy, a mia­no­wi­cie ku koń­co­wi nie­wo­li Jana Ka­zi­mie­rza, au­tor za­czy­na się oży­wiać, i nie­któ­re­mi szcze­gó­ła­mi wzbu­dzać za­ję­cie czy­tel­ni­ka. Sam przed­miot tego dzie­ła i mnó­stwo osób ma­ją­cych uczest­nic­two w tèj przy­go­dzie, czy­nią opo­wia­da­nie po­wab­niej­szem; bo co do au­to­ra, nie wie­le go moż­na w tym wzglę­dzie chwa­lić. Wszę­dzie chce się po­pi­sy­wać z re­to­ry­ką, a jed­nak ła­ci­na jego – nie­po­praw­na, pe­ry­ody dłu­gie z kil­ku osob­nych zdań skła­da­ją­ca się, i na spo­sób nie­miec­ki kro­jo­ne. Ztąd wy­ra­ża się nie­ja­sno, po­wta­rza­nia wy­ra­zów bli­sko znacz­nych w jed­nym okre­się czę­ste, styl cięż­ki i za­wi­ły; zda­je się nie­kie­dy ze go­to­wi fra­ze­sa ła­ciń­skie zle­pia bez po­trze­by, a zda­nia z Se­ne­ki co chwi­la do sy­to­ści przy­ta­cza. Tez same wady za­cho­wał da­tor i w in­nych swo­ich pra­cach któ­re na świat wy­szły, a któ­rych jest nie­ma­ło.

Ewe­rard Was­sen­berg uro­dził się roku 1610 w Em­me­rich, mia­stecz­ku oko­ło 3,300 miesz­kań­ców li­czą­cem, w księz­twie Kli­wii (Cle­ves), z ro­dzi­ców) ka­to­lic­kich. Na­uki (al­był w uni­wer­sy­te­cie Lo­wań­skim (Lo­va­nium., Lo­eren, Lo­ura­in) w dzi­siej­szej Bel­gii. Wy­da­jąc dzie­ło pod ty­tu­łem: Flo­rus Ger­ma­ni­cus, w tak po­chleb­nèm świe­tle wy­sta­wił w niem dzia­ła­nia Au­stryi, że ar­cy­ksią­że Le­opold Wil­helm, mia­no­wał go swo­im se­kre­ta­rzem, a na­stęp­nie hi­sto­ry­ogra­fem i bi­blio­te­ka­rzem. Zda­je się ze Was­sen­berg uży­tym był po­źniej do obro­ny praw domu au­stry­ac­kie­go do Bel­gii i hrab­stwa Bur­gundz­kie­go, prze­ciw rosz­cze­niom do tych­że kra­jów Lu­dwi­ka XIV, ze stop­nia żony swo­jej. Wszak­że nie­któ­rzy bi­blio­gra­fo­wie twier­dzą że uży­czył tyl­ko imie­nia swe­go ba­ro­no­ivi Li­so­la, dy­plo­ma­ty­ko­wi w służ­bie au­stry­ac­kiej bę­dą­ce­mu. Każ­de dzie­ło wy­da­ne przez Was­sen­ber­ga, na­gra­dza­ne było łań­cu­cha­mi zło­te­mi, me­da­la­mi, lub in­ne­mi do­wo­da­mi za­do­wo­le­nia ksią­żąt i pa­nu­ją­cych, któ­rym je ofia­ro­wał. Głów­niej­sze dzie­ła prze­zeń wy­da­ne, są na­stę­pu­ją­ce: 1. Hu­ma­nae vi­tae sche­ra­run, con­di­tio­nes ho­mi­num et'mo­res ad amus­sim re­pra­esen­tans. Lo­va­nii 1036. – 2. Flo­rus Ger­ma­ni­cus, sive de bel­lo in­ter in­vie­fis­si­mos im­pe­ra­to­res Fer­di­nan­dum II et III, et eorum ho­stes ge­sto, ab anno 1627–1640. Fran­co­fur­ti I610. – Ge­da­ni 1642. W dzie­le tem, pió­ro jego wy­la­ło po­to­ki jadu na pro­te­stan­tów; tłu­macz zaś nie­miec­ki wy­tknął błę­dy i fał­sze Was­sen­ber­ga w no­tach. Jed­ni przy­pi­su­ją, one hra­bie­mu Fiir­sten­berg, inni zaś hra­bi Grons­feld, pierw­sze­mu szam­be­la­no­wi elek­to­ra ba­war­skie­go, a Vogt są­dzi że róż­ni skła­da­li się na nie (ob. Ca­tal… libr. rar. 7Ż0). – 3. Trze­cie dzie­ło Was­sen­ber­ga już w Pol­sce pi­sa­ne i dru­ko­wa­ne, jest Hi­sto­rya Wła­dy­sła­wa IV: a Ge­sto­rum W la­di­slai IV, Po­lo­niae et Suc­ci­de Re­gis, pars I prin­ci­pem pa­ne­gy­ri­ce re­pre­sen­tans, pars II Re­gem pa­ne­gy­ri­ce re­pra­esen­tans, au­tho­re Eve­rar­do Was­sen­ber­gio S. U. M. Hi­sto­rio­gra­pho. Ge­da­ni ty­pis Hu­ne­feldt. An. 1643. ed… se cun­da. 4to.–Nad tem, jako nad pi­smem rze­czy pol­skie obej-mu­ja­cém, dłu­żej się za­sta­no­wie­my. Dzie­ło to istot­nie ty­tu­ło­wi swe­mu od­po­wia­da­ją­ce, dzie­li się na dwie czę­ści, z któ­rych pierw­sza wy­sta­wia Wła­dy­sła­wa jako Kró­le­wi­ca, a dru­ga jako Kró­la. Wszę­dzie na­dę­te i prze­sa­dzo­ne po­chwa­ły, wszę­dzie sam pa­ne­gi­ryk, nig­dzie kry­tycz­ne­go nie­ma po­glą­du, a tem har­dziej żad­nych wyż­szych wi­do­ków. Wy­da­nie jak na owe cza­sy wy­twor­ne, i z tego wzglę­du wiej­cèj war­te uwa­gi niż ze spo­so­bu pi­sa­nia. Cześć pierw­sza, prócz na­pu­szo­nej de­dy­ka­cyi do Kró­la, skła­da się z trzech ksiąg. W pierw­szej z nich au­tor krót­ką wzmian­kę uczy­niw­szy o mło­do­ści i wy­cho­wa­niu Wła­dy­sła­wa, wiej­cèj się za­trud­nia pierw­sze­mi jego czy­na­mi wo­jen­ne­mi. Ztąd ob­szer­niej roz­pra­wia o po­cząt­ku i przy­czy­nach woj­ny z Mo­skwa „ wcho­dzi w szcze­gó­ły sław­ne­go owe­go dra­ma­tu z Dy­mi­trem i Ma­ry­ną Mnisz­chów­na; w czem idąc, jak sam w prze­mo­wie oświad­cza, za zda­niem współ­cze­snych świad­ków i dzia­ła­czy, po­czy­tu­je go za praw­dzi­we­go syna Iwa­na, i za w. ksią­żę­cia. Szcze­gó­ły na­wet ty­czą­ce się tego wy­pad­ku, mogą za­słu­gi­wać na pew­ną uwa­gę i na­le­żeć do licz­by in­nych źró­deł hi­sto­rycz­nych. Co do sa­mej wy­pra­wy na Mo­skwę i uczest­nic­twa w niéj Kró­le­wi­ca Wła­dy­sła­wa, oraz wy­bo­ru jego na tron car­ski, krót­ko bar­dzo to wszyst­ko i dość po­wierz­chow­nie prze­bie­ga. Koń­czy te ksie­gę na­dę­tym opi­sem zna­nej w dzie­jach na­szych na­pa­ści Pie­kar­skie­go, na Zyg­mun­ta III w ko­ście­le, i o przy­kład­nym zna­le­zie­niu się w tem zda­rze­niu Kró­le­wi­ca wspo­mi­na, na­strze­pia­jąc co kar­ta opo­wia­da­nie swo­je cy­ta­cy­ami z ulu­bio­ne­go Se­ne­ki. Księ­ga dru­ga obej­mu­je w so­bie po­czą­tek woj­ny wo­ło­skiej, ka­ta­stro­fa ce­cor­ską, czy­ny prze­sław­ne­go Chod­kie­wi­cza, zwy­cięz­two cho­cim­skie i dzie­ła ry­cer­skie mło­de­go Wła­dy­sła­wa. Tu, jak sam wy­zna­je, szedł Was­sen­berg za prze­wod­nic­twem Jana In­no­cen­te­go Pe­tryc­c­go, au­to­ra opi­su woj­ny Po­la­ków z Osma­nem (Bel­li cum Osma­no ge­sti fi­ni­ti­que hi­sto­ria). Prze­wod­nic­two naj­niesz­czej­li­wi­éj wy­bra­ne, któ­re dla na­dę­te­go sty­lu i czę­sto ciem­ne­go, a jemu po­dob­ne­go, mu­sia­ło mu się przedew­szyst­kiem po­do­bać. W cią­gu tego opo­wia­da­nia, pa­ne­gi­ryk Wła­dy­sła­wa, bo­ha­te­ra swe­go, na pierw­szym ma­jąc wzglę­dzie, gdzie moie sło­wa­mi z Se­ne­ki wy­bra­ne­mi okra­sza i pod­pie­ra. Po­mi­mo lego wszak­że, zim­ne to jego opo­wia­da­nie, wi­dać że je nie pió­ro ro­da­ka kre­śli­ło, nie z go­rą­cej my­śli wy­snu­ły się ob­ra­zy tych klęsk albo tych zwy­cieztw. Wi­dać że je cu­dzo­zie­miec z obo­wiąz­ku, za chleb co­dzien­ny po­da­wał pa­mię­ci na­ro­du, do któ­re­go był przy­chod­niem. – Skoń­czył Was­sen­berg hi­sto­ryę Wła­dy­sła­wa jako ksią­żę­cia i dość szcze­gó­ło­wym opi­sem w księ­dze trze­ciej, po­dró­ży jego 17 maja 1624 przed­się­wzię­tej, a w lu­tym 1625 do­ko­na­nej, po Niem­czech, Ni­der­lan­dach i we Wło­szech. Do tèj swo­jej pra­cy, ko­rzy­stał au­tor, jak sam w prze­mo­wie wy­zna­je, z dzien­ni­ka po­dró­ży Kró­le­wi­ca, utrzy­my­wa­ne­go przez Jana Ha­ge­nau, se­kre­ta­rza księ­cia Al­ber­ta Sta­ni­sła­wa Ra­dzi­wił­ła kanc­le­rza li­tew­skie­go, któ­ry był jéj naj­wyż­szym ster­ni­kiem, uzu­peł­nia­jąc ów dzien­nik ust­ną wla­cya, rów­nież uczest­ni­ka po­dró­ży Ka­spra Na­got, kas­sy­era dwo­ru kró­le­wi­co­we­go. – Bez­wąt­pie­nia Ko­bie­rzyc­ki w podo – bnej­że Bio­gra­fii Wła­dy­sła­wa, mło­de jego i ksią­żę­ce lata opi­su­ją­cej, a w kil­ka­na­ście lat po Was­sen­ber­ga wy­da­nej, prze­wyż­szył go pod każ­dym wzglę­dem. Wszak­że i tego zu­peł­nie po­mi­mo wad jego, za nic uwa­żać nie na­le­ży. Owszem, dzie­ło Was­sen­ber­ga, choć nie jest żad­ną hi­sto­ryą god­ną tego na­zwa­nia, ale jako zbiór fak­tów ze źró­deł czer­pa­nych, może być za­wsze po­moc­nym i uży­tecz­nym ma­te­ry­ałem do dzie­jów na­szych. Dru­ga cześć tego pa­ne­gi­ry­ku, dzie­je kró­lew­skie Wła­dy­sła­wa opie­wa­ją­ca, rów­nież jest we trzech księ­gach za­war­ta. Tam prócz opi­su elek­cyi jego, znaj­dzie czy­tel­nik oswo­bo­dze­nie Smo­leń­ska, woj­nę z Mi­cha­łem Fio­do­ro­wi­czem i po­kój z nim za­war­ty w Po­la­nów­ce roku 1634; da­lej za­tar­gi ze Szwe­da­mi i ro­zejm Sztum­dor­fski. Koń­czy Was­sen­berg opo­wia­da­nie swe pa­ne­gi­rycz­nej nig­dy nie za­nie­dbu­jąc tu i ów­dzie przy­ta­czać ulu­bio­ne­go Se­ne­kę, na opi­sie ślu­bu i ko­ro­na­cyi Ce­cy­lii Re­na­ty, nad czem się ob­szer­niej za­sta­na­wia, za­my­ka­jąc całe dzie­ło epo­ką uro­dze­nia się z niej syna, w roku 1640, zwa­ne­go Zyg­mun­tem Ka­zi­mie­rzem. – Czwar­ta z po­rząd­ku pra­ca Was­sen­ber­ga dru­kiem ogło­szo­na, jest wła­śnie hi­sto­rya wie­zie­nia Jana Ka­zi­mie­rza, któ­rą­śmy prze­ło­ży­li. Pią­te dzie­ło ma ty­tuł: Em­bri­ca sive Ci­vi­ta­tis Em­bri­cen­sis de­scrip­tio li­bris III com­pre­hen­sa. Clèves 1667 in fo­lio. Was­sen­berg zo­sta­wił jesz­cze w rę­ko­pi­śmie inne dzie­ło: Ra­tis­bo­nen­sis di­ś­ce­sis il­lu­stra­ta 7 vol… in fo­lio, z któ­rych szó­sty obej­mu­je ży­wo­ty uczo­nych tej dy­ece­zyi. Re­ko­pism znaj­du­je się w klasz­to­rze za­kon­ni­ków Szkoc­kich się. Ja­kó­ba w Ra­tys­bo­nie. Au­tor żył jesz­cze w r. 1667; data zgo­nu jego nie­wia­do­ma. Wia­do­mo­ści o ży­ciu jego ze­brał pier­wiast­ko­wo Jan Fry­de­ryk Ju­gler, w dzie­le: Bi­blio­the­ca hi­sto­riae li­te­ra­riae se­lec­ta. Jena 1754–65.–3 vol., zkąd po­tem do in­nych bio­gra­fii prze­szły.– Zda­je się ze Was­sen­berg przy­był do Pol­ski z dwo­rem Ce­cy­lii Re­na­ty; przy­najm­niej opi­sy jej wjaz­du, za­ślu­bin i ko­ro­na­cyi są tak szcze­gó­ło­we, ii tyl­ko przez na­ocz­ne­go świad­ka mo­gły być skre­ślo­ne. Król Wła­dy­sław nadał mu ty­tuł Hi­sto­ry­ogra­fa swe­go. W prze­mo­wie do dzie­jów Wła­dy­sła­wa IV, uwia­da­mia czy­tel­ni­ka, ze Ka­sper i Pa­weł Dzia­łyń­scy, pierw­szy z nich bi­skup Cheł­miń­ski, dru­gi wo­je­wo­da Po­mor­ski, Je­rzy Osso­liń­ski i Ger­hard Don­hof, wiar do­mo­ści mu do­star­cza­li i radą swo­ją wspie­ra­jąc, po na­pi­sa­niu pra­ce jego prze­glą­da­li. Fak­tom więc w opi­sie jego za­war­tym wia­rę zu­peł­ną dać mo­że­my, i to war­tość jego istot­ną sta­no­wi. In­a­czej się rzecz ma co do ta­len­tu pi­sar­skie­go, któ­re­go­śmy już błę­dy wy­żej wy­tknę­li. Do­da­my tyl­ko jesz­cze, że Da­wid Braun w sa­dzie swo­im o Was­sen­ber­gu zu­peł­nie się zga­dza ze zda­niem Stru­ve'go (Bibl… hi­stor. p. 458J, któ­ry o nim mówi: Au­thor est men­dax, qui mul­ta ex odio scrip­sit con­tra Pro­te­stan­tes, et la­ti­ni­ta­te uti­tur cor­rup­ta. Wszak­że zda­nie to, mia­no­wi­cie co do pro­te­stan­tów, ścią­ga się bar­dziej do in­nych dzieł Was­sen­ber­ga, jak do ni­niej­sze­go; ale oce­nie­nie sty­lu ła­ciń­skie­go, za­sto­so­wać się może do wszyst­kie­go co tyl­ko na­pi­sał. Prze­czy­taw­szy zaś te krót­ką wia­do­mość o ży­ciu au­to­ra, i po­znaw­szy czem on był dla dwo­ru au­stry­ac­kie­go, to jest, że był pro­sto jur­gielt­ni­kiem arcy-ksia­żąt, nie­po­wi­nien się dzi­wić czy­tel­nik ani wy­ra­że­niom jego de­dy­ka­cyi do ce­sa­rza, ani wszyst­kim po­chleb­stwom dla dwo­ru au­stry­ac­kie­go, w téj książ­ce czę­sto na­po­ty­ka­nym.

God­na po­chwa­ły myśl wskrze­sze­nia pra­wie z nie­pa­mię­ci li­te­ra­tu­ry na­szej ła­ciń­sko-pol­skiej, po­wzię­ta na­przód to prze­kła­dzie sław­nych na­szych po­etów XVI i XVII wie­ku, przez Sy­ro­kom­lę, a na­stęp­nie roz­cią­gnio­na do hi­sto­ryi przez wy­daw­cę tłu­ma­czeń Dzie­jo­pi­sa­rzy Pol­skich, o któ­rych do­tąd pu­blicz­ność za­le­d­wo z ty­tu­łów wie­dzia­ła: była mi po­bud­ka do prze­kła­du ni­niej­sze­go dzie­ła. Chcąc się bo­wiem rów­nież przy­ło­żyć do tak po­ży­tecz­ne­go przed­się­wzię­cia, gdy już wie­le dzieł ro­ze­bra­nych zo­sta­ło do tłu­ma­cze­nia, przed­tem, ne­mem się do­wie­dział o za­mia­rze wy­daw­cy, przy­ją­łem na się­bie prze­kład nie­po­wab­nie za­pew­ne na­pi­sa­ne­go ale cie­ka­wo­ścią przed­mio­tu po­cią­ga­ją­ce­go opi­su Was­sen­ber­ga, któ­ry prócz tego, na­le­ży już do rzad­ko­ści bi­blio­gra­ficz­nych. Tem skwa­pli­wiej do tego się wzią­łem, że do­tąd nie­dba­le ja­koś pró­bo­wa­no wy­pa­dek ten w dzie­jach na­szych wy­ja­śnić dla pu­blicz­no­ści. Niem­ce­wicz w swo­ich Pa­mięt­ni­kach (T. III str. 258–303), po­ło­żył uryw­ko­wie i nie­wier­nie tłu­ma­czo­ne z Was­sen­ber­ga wy­jąt­ki, opusz­cza­jąc waż­niej­sze rze­czy. Bro­ni­kow­ski na­pi­sał po nie­miec­ku po­wieść, pod ty­tu­łem Wię­zie­nie Fran­cuz­kie" *) któ­rą za­pa­tru­jąc się na mi­strza swe­go Wal­ter-Scot­ta, oparł zu­peł­nie na tle hi­sto­rycz­ne­go opo­wia­da­nia Was­sen­ber­ga. Trze­ba mu było tyl­ko po­wieść swą oży­wić i zwią­zać dra­mat mi­ło­ścią, jak zwy­kle być musi. Ko­rzy­stał wiec

*) Der Gal­li­sche Ker­ker. 1827 Dres­den.

w tym celu z tra­dy­cyi bar­dzo wąt­pli­wej mnie­ma­ne­go mal­żeń­stwa, ja­kie Jan Ka­zi­mierz miał niby za­wrzeć, już po ab­dy­ka­cyi swo­jej i prze­nie­sie­niu się do Fran­cyi, z mar­szał­ko­wa. De l'Ho­pi­tal. Ta zaś była zra­zu pracz­ką i zwa­ła się Ma­rya czy tez Fran­cisz­ka Mi­gnot, a była na­przód zona pew­ne­go kon­syl­ja­rza par­la­men­tu w Gre­no­ble, po któ­re­go śmier­ci po­szła po­wtór­nie za P. De l'Ho­pi­tal. Do­mysł, w po zej­ściu tego dru­gie­go meza, oże­nił się z nia Jan Ka­zi­mierz, opie­ra się je­dy­nie na­tem tyl­ko, że były Król Pol­ski lu­bił jèj to­wa­rzy­stwo i czę­sto ją od­wie­dzał, a ra­zem też, w sama Pani De l'Ho­pi­tal mia­ła ja­ko­by się przy­znać o ta­jem­nem mał­żeń­stwie swo­jem z Kró­lem Pol­skim, nie­ja­kie­mu Ja­no­wi Gou­rvil­le, zna­czą­ce­mu czło­wie­ko­wi na dwo­rze Lu­dwi­ka XIV. Wspo­mniał o tem ksiądz Coy­er w si­vo­jéj hi­sto­ryi Jana So­bie­skie­go (T. I. str. 271. edit. 1761), ale nie po­wie­dział zkąd wziął tę wia­do­mość; bo w pa­mięt­ni­kach te­goż Gou­rvill'a, od roku 1642 do 1698 pi­sa­nych, żad­nej o tem wzmian­ki nie­ma *). Kra­jew­ski w Dzie­jach pa­no­wa­nia Jana Ka­zi­mie­rza, któ­re­śmy ogło­si­li w War­sza­wie r. 1846, po­da­je rów­nież ten mnie­ma­ny zwią­zek z Ma­rya Mi­gnot, za czcza po­gło­skę (T.II. str. 250), przy­ta­cza­jąc wszak­że źró­dła róż­ne od pierw­szych, zkąd wy­czerp­nął wia­do­mość o niej.

*) Tłu­macz dzi­da Coy­er'a wy­da­ne­go po pol­sku w Wil­nie u Glucks­ber­ga r. 1862, nie­zro­zu­miaw­szy rze­czy, za­mie­nił Gou­rvil­la na­zwi­sko na Gou­rvil na­zwa­nie miej­sca, i tem sa­mem wia­do­mo­ści o roz­gło­sze­niu mał­żeń­stwa tego z mar­szał­ko­wa de V Hôpi­tal, inny ob­rót nadał (T. I. 121).

Na téj więc za­sa­dzie, Bro­ni­kow­ski wpro­wa­dził do swèj po­wie­ści nową po­słać ko­bie­ty prze­ję­tej nie­mém uwiel­bie­niem i mi­ło­ścią dla kró­le­wi­ca, a czu­wa­ją­cej wszę­dzie nad jego bez­pie­czeń­stwem, któ­rą wszak­że na­zwał nie Ma­rya Mi­gnot, ale Kla­rą Her­bert. Was­sen­berg jed­nak o ni­czem po­dob­nem w cią­gu swo­jej hi­sto­ryi tego wie­zie­nia nie wspo­mi­na. Tłu­macz pol­ski*) po­wie­ści Bro­ni­kow­skie­go, zbo­ga­cił swój wy­bor­ny prze­kład uczo­ne­mi i ob­szer­ne­mi przy­pi­sa­mi. I my tak­że sta­ra­li­śmy się ob­ja­śnić tekst au­to­ra licz­ne­mi do­dat­ka­mi. Z tych jed­ne są kra­jo­we­go in­te­re­su, dru­gie choć obce, ale istot­nie po­trzeb­ne na­szem zda­niem, bo uła­twia­ją­ce czy­ta­nie téj książ­ki, i uwal­nia­ją czy­tel­ni­ka od cią­głych po­szu­ki­wań w ob­cych dzie­jach, albo trud­nych przy­po­mi­nań róż­nych po­stron­nych fak­tów i bio­gra­fii. Nie po­mie­ści­li­śmy tyl­ko szcze­gó­ło­wej wia­do­mo­ści o kar­dy­na­le Ri­che­lieu, bo ta wiel­ka po­stać hi­sto­rycz­na, ko­muż nie jest zna­ną, kto tyl­ko ma ja­kie­kol­wiek no­cye z dzie­jów po­wszech­nych. Ale przy­pi­sy na­sze uda­ło się nam zbo­ga­cić dwo­ma waż­ne­mi, a do­tąd nie­zna­ne­mi li­sta­mi Krzysz­to­fa Go­siew­skie­go po­sła pol­skie­go do Fran­cyi, oraz nie­ogło­szo­ne­mi jesz­cze wia­do­mo­ścia­mi o ży­ciu ar­cy­bi­sku­pa Lip­skie­go i o dru­ka­rzu war­szaw­skim Eler­cie. Żal nam tyl

*) Ad­ry­an Krzy­ża­now­ski b… pro­fes­sor uni­wer­sy­te­tu War­szaw­skie­go, au­tor waż­ne­go dzie­ła: Daw­na Pol­ska. Prze­kład ten wy­szedł w War­sza­wie r. 1828, pod ty­tu­łem: Jana Ka­zi­mie­rza Wazy wie­zie­nie we Fran­cyi, to­mów 2, z wi­do­kiem mia­sta i twier­dzy Si­stéron, nie­naj­wier­nie'j prze­ry­so­wa­nym z drze­wo­ry­tu ty­tu­ło­wej kar­ty dzie­ła Was­sen­ber­ga.

ze nig­dzie nie mo­gli­śmy zna­leść żad­nych wzmia­nek, co o tem uwię­zie­niu Jana Ka­zi­mie­rza w swo­im cza­sie pi­sa­no we Fran­cyi, bo je­że­li­śmy gdzie spo­tka­li su­chą ja­kąś wzmian­kę, jak na­przy­kład w Jo­ur­nal du duc de Ri­che­lieu, gdzie w spi­się uwię­zio­nych jest kró­ciuch­no wspo­mnia­ny Jan Ka­zi­mierz od r. 1638–1640: to słusz­nej cie­ka­wo­śei za­spo­ko­ić nie­mo­gło. Nie ma­jąc spo­sob­no­ści czy­nić po­szu­ki­wań w ar­chi­wach pa­ryz­kich, od­da­le­ni te­raz od więk­szych bi­blio­tek, mi­mo­wol­nie mu­sie­li­śmy za­prze­stać na­tem co było pod ręką.

Mi­chał Ba­liń­ski.

Pi­sa­łem w Ja­szu­nach 15 Stycz­nia 1836 r.

NIE­ZWY­CIĘ­ŻO­NE­MU, NAJ­PO­TĘŻ­NIEJ­SZE­MU,

FER­DY­NAN­DO­WI III

Im­pe­ra­to­ro­wi, Ce­sa­rzo­wi Najaj­śniej­sze­mu

NIE­MIEC, WĘ­GIER, CZECH i t… d.

KRÓ­LO­WI,

OJCU OJ­CZY­ZNY, SPRA­WIE­DLI­WE­MU, SZCZĘ­ŚLI­WE­MU

ZWY­CIĘZ­CY,

DLA DO­BRA PU­BLICZ­NE­GO URO­DZO­NE­MU. Im­pe­ra­to­rze, Ce­sa­rzu Naj­ja­śniej­szy!

Za­le­d­wo się do­peł­nił rok 1630 i 1635, kie­dy ze zwy­cięz­two, w je­sie­ni po­prze­dza­ją­cej od­nie­sio­ne­go przy Du­na­ju, nad prze­waż­nym nie­przy­ja­cie­lem, oso­bliw­szą Two­ją dziel­no­ścią, męz­twem i szczę­ściem To­bie sa­me­mu z przed­wiecz­nych wy­ro­kom zo­sta­wio­nem, Wiel­ki Ce­sa­rzu, po­tęż­ny Im­pe­ra­to­rze, zło­ży­łeś Naj­wyż­sze­mu zwy­cięz­kie tro­fea,–wie­lu prze­ni­kła ra­dość, dru­gich bo­ja­źu, a cały świat zdu­mie­nie. Gdy dzi­wią­ce się To­bie umy­sły, roz­ma­ito­ścią uczuć ro­ze­rwa­ne, na nic środ­ko­we­go, na nic po­błaż­li­we­go nie zga­dza­ły się, lecz wy­tę­żo­ne albo w mi­ło­ści, albo w nie­na­wi­ści, chwy­ta­ły się wszyst­kich osta­tecz­no­ści, ztąd, z jed­nej stro­ny Naj­ja­śniej­szych Ksią­żąt Pol­skie­go od pół­no­cy, a Wło­skich od po­łu­dnia, lat Two­im obo­zom po­cią­gnę­ły; z dru­giej prze­ciw­nie, od za­cho­du całe kró­le­stwa z no­wym ogro­mem sił od­na­wia­ją­cych się po­ru­szy­ły. A cho­ciaż w jed­no po­łą­czo­ne, prze­cież gdzie­kol­wiek Ty swo­ją obec­no­ścią i po­wa­gą ma­je­sta­tu, nad Re­nem i Mo­zel­lą, oraz bli­sko oj­czy­stej rze­ki dzia­ła­łeś, upa­dać mu­sia­ły, tem za­wzięt­szą pa­ła­jąc nie­na­wi­ścią ku To­bie i ku tym któ­rzy wspól­nie z Tobą wo­jo­wa­li. Tak zaś upo­rczy­wie wal­ki te się prze­cią­ga­ły, ze az po trzech Uciech do­pie­ro, to fran­cuz­kie wię­zie­nie Two­je­go Naj­ja­śniej­sze­go bra­ta cio­tecz­ne­go, juz w Sa­lo­nie, juz w Cy­ste­ro­nie, to na­ko­niec w Win­cen­nie prze­by­te, skła­dam z temi na­zwy i z tem wszyst­kiem co w so­bie za­wie­ra, Two­je­mu naj­wyż­sze­mu na świe­cie ma­je­sta­to­wi, do roz­wa­gi lub przy­ga­ny. Nie chciej jed­nak Wiel­ki Ce­sa­rzu, mo­jem po­śio­ię­ce­niem się w téj rze­czy po­gar­dzać, a przy­najm­niej po roz­pa­trzenm przez wy­so­ki sąd Two­jej Ce­sar­skiej mą­dro­ści prze­ba­czyć. Tyś al­bo­wiem rów­nie dziel­no­ścią two­je­go umy­słu, jak i zwy­cięz­kim orę­żem, da­rem­ne za­ma­chy nie­na­wist­nych nie­przy­ja­ciół na­sta­ją­cych na cio­tecz­ne­go bra­ta twe­go, zni­we­czył) ule­gli two­jej mocy i zna­leź­li nie­sła­wę. – Ce­sa­rzu za­wsze ubła­ga­ny, ze szczy­tu ła­ska­wo­ści i Two­je­go ma­je­sta­tu, patrz na tę wście­kłość nie­przy­ja­ciół, jak On naj­wyż­szy i nie­wzru­szo­ny lo­sów Wład­ca:

Któ­ry wład­nie na Wy­so­kiem nie­bie, Wi­dzi wszyst­ko być niż­szem od sie­bie.

A nie­przy­ja­ciół­mi ze­wsząd ob­sa­dza­ją­ce­mi na wła­sną swo­ją zgu­bę, bu­rza­mi i za­wie­ru­cha­mi od nich na­no­szo­ne­mi, po­gar­dzaj. Za­bły­śnie w prze­ciw­no­ściach Two­ja dzie­dzicz­na cno­ta pod wpły­wem owęj naj­wyż­szej i bło­go­sła­wio­nej gwiaz­dy, i w tyra bez­ła­dzie rze­czy tem bar­dziej się roz­ja­śni. Prze­nik­ną mi­mo­wol­nie Two­jej ła­ska­wej ja­sno­ści pro­mie­nie, a zda­la ra­żąc dziel­niej oczy za­zdro­snych, żeś nad­to szczę­śli­wy, tem więk­szem świa­tłem szczę­ścia ośle­pią. Nie­cliaj się­ga Twój oręż Wiel­ki Ce­sa­rzu, tam gdzie prze­szła Two­ja ła­ska­wość po zwy­cięz­twie i za­wo­jo­wa­niu nie­przy­ja­ciół; a na­ko­niec za Czar­nem mo­rzem i Eu­fra­tem niech do­ści­gnie Kau­ka­zu i Oce­anu! – Tego ży­czy
mniej..

BESTSELLERY

Kategorie: