Facebook - konwersja
Władza na dywaniku. Jak polskie media rozliczają polityków? - Ebook (Książka EPUB) do pobrania w formacie EPUB
Pobierz fragment

Władza na dywaniku. Jak polskie media rozliczają polityków? - ebook

Format ebooka:
EPUB
Format EPUB
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najpopularniejszych formatów e-booków na świecie. Niezwykle wygodny i przyjazny czytelnikom - w przeciwieństwie do formatu PDF umożliwia skalowanie czcionki, dzięki czemu możliwe jest dopasowanie jej wielkości do kroju i rozmiarów ekranu. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
, MOBI
Format MOBI
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najczęściej wybieranych formatów wśród czytelników e-booków. Możesz go odczytać na czytniku Kindle oraz na smartfonach i tabletach po zainstalowaniu specjalnej aplikacji. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
(2w1)
Multiformat
E-booki sprzedawane w księgarni Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu - kupujesz treść, nie format. Po dodaniu e-booka do koszyka i dokonaniu płatności, e-book pojawi się na Twoim koncie w Mojej Bibliotece we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu przy okładce. Uwaga: audiobooki nie są objęte opcją multiformatu.
czytaj
na tablecie
Aby odczytywać e-booki na swoim tablecie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. Bluefire dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na czytniku
Czytanie na e-czytniku z ekranem e-ink jest bardzo wygodne i nie męczy wzroku. Pliki przystosowane do odczytywania na czytnikach to przede wszystkim EPUB (ten format możesz odczytać m.in. na czytnikach PocketBook) i MOBI (ten fromat możesz odczytać m.in. na czytnikach Kindle).
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na smartfonie
Aby odczytywać e-booki na swoim smartfonie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. iBooks dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
ISBN:
978-83-7780-824-5
Język:
Polski
Rok wydania:
2013
Rozmiar pliku:
6,7 MB
Zabezpieczenie:
Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
30,91
Cena w punktach Virtualo:
3091 pkt.

Władza na dywaniku. Jak polskie media rozliczają polityków? - opis ebooka

Podstawowym celem niniejszej pracy było udzielenie odpowiedzi na pytanie o to, czy i jak polskie media dzierżą - wspomnianą za McQuailem - władzę symboliczną oraz w jaki sposób wypełniają pokładane w nich nadzieje - czy bronią interesów obywateli, którzy, wierząc obietnicom wyborczym, wybierając określoną elitę władzy, poprzez sukcesywne rozliczanie rządzących z zadań, do jakich sami zobowiązali się przed społeczeństwem. Czy są ową legendarną „czwartą władzą”? Jeśli nie są, to jaką funkcję sprawują w procesie komunikacji politycznej? Jaki wymiar władzy można przypisać mediom?

FRAGMENT KSIĄŻKI

Wstęp

„W par­la­men­cie są re­pre­zen­to­wa­ne trzy sta­ny; ale tam w loży pra­so­wej za­sia­da czwar­ty stan, da­le­ce waż­niej­szy, ani­że­li wszyst­kie po­zo­sta­łe”¹. Te sło­wa, wy­po­wie­dzia­ne przez Ed­mun­da Bur­ke’a, człon­ka Izby Gmin, fi­lo­zo­fa, pu­bli­cy­sty, wresz­cie wpły­wo­we­go my­śli­cie­la, au­to­ra ka­san­drycz­nych, we­dług jemu współ­cze­snych, lecz jak­że prze­ni­kli­wych ², oka­za­ły się iście pro­ro­czym me­men­to dla wszyst­kich po­li­ty­ków. To hi­sto­rycz­ne zda­nie zwró­ci­ło uwa­gę ów­cze­snej eli­ty po­li­tycz­nej na nie­zwy­kle szyb­ko ro­sną­cy w siłę pod­miot ży­cia spo­łecz­ne­go – mass me­dia.

Punk­tem wyj­ścia do na­pi­sa­nia ni­niej­szej dy­ser­ta­cji było za­ło­że­nie, iż każ­de de­mo­kra­tycz­ne spo­łe­czeń­stwo po­kła­da w me­diach bar­dzo kon­kret­ne na­dzie­je zwią­za­ne z do­brym funk­cjo­no­wa­niem in­sty­tu­cji po­li­tycz­nych, dzia­ła­ją­cych na rzecz wspól­ne­go do­bra wspól­no­ty i ca­łe­go pań­stwa. To wła­śnie me­dia mają w de­mo­kra­cji szcze­gól­ną rolę do wy­peł­nie­nia. Mia­no­wi­cie, re­la­cjo­no­wać oraz re­cen­zo­wać po­czy­na­nia rzą­dzą­cych, któ­rzy zo­sta­li, gło­sa­mi spo­łe­czeń­stwa, wy­ło­nie­ni pod­czas wy­bo­rów. Me­dia sta­ją się po­nie­kąd prze­dłu­że­niem struk­tur spo­łecz­nych, gło­sem oby­wa­te­li, okiem wy­bor­ców, któ­re bacz­nie ob­ser­wu­je swo­ich re­pre­zen­tan­tów i roz­li­cza ich ze zło­żo­nych w kam­pa­nii wy­bor­czej obiet­nic. Z tej per­spek­ty­wy me­dia dzier­żą okre­ślo­ną wła­dzę opar­tą na za­ufa­niu spo­łe­czeń­stwa, wy­bor­ców, oby­wa­te­li czy wresz­cie ich od­bior­ców – czy­tel­ni­ków, słu­cha­czy czy te­le­wi­dzów. O ile rzą­dzą­cy pod­da­ją się oce­nie wy­bor­ców co kil­ka lat, tak me­dia są oce­nia­ne przez swo­ich ad­re­sa­tów każ­de­go dnia. Co­dzien­nie mi­lio­ny Po­la­ków, ko­rzy­sta­jąc z me­diów, le­gi­ty­mi­zu­je ich dzia­ła­nia.

De­nis McQu­ail wła­dzę me­diów na­zwał wła­dzą ko­mu­ni­ka­cyj­ną, czy­li sym­bo­licz­ną³. Po­le­ga ona – we­dług McQu­aila – na „wy­ko­rzy­sty­wa­niu czyn­ni­ków nie­ma­te­rial­nych (za­ufa­nia, ra­cjo­nal­no­ści, sza­cun­ku, emo­cji itd.)”⁴. Wła­dzy sym­bo­licz­nej moż­na uży­wać po­przez „in­for­mo­wa­nie, za­chę­ca­nie do dzia­ła­nia, se­lek­tyw­ne ukie­run­ko­wy­wa­nie uwa­gi, per­swa­zję czy wresz­cie de­fi­nio­wa­nie sy­tu­acji i nada­wa­nie ram »rze­czy­wi­sto­ści«”⁵. Wła­śnie to uję­cie spra­wia, iż mó­wiąc o me­diach, nie­rzad­ko my­śli­my „czwar­ta wła­dza”. Sam ter­min zaś zda­je się, że na do­bre za­go­ścił w pol­skim dys­kur­sie pu­blicz­nym i w gło­wach jego uczest­ni­ków – po­li­ty­ków, wy­bor­ców i sa­mych dzien­ni­ka­rzy⁶.

Ba­da­nia em­pi­rycz­ne ko­mu­ni­ka­cji po­li­tycz­nej, któ­re po­dej­mu­ją m.in. wą­tek owej „czwar­tej wła­dzy”, mają w Pol­sce re­la­tyw­nie krót­ką hi­sto­rię. Jak za­uwa­ża Bo­gu­sła­wa Do­bek-Ostrow­ska z Uni­wer­sy­te­tu Wro­cław­skie­go:

W la­tach 90. je­dy­nie nie­licz­ni ba­da­cze in­te­re­so­wa­li się ko­mu­ni­ko­wa­niem po­li­tycz­nym, cze­go efek­tem były pierw­sze pra­ce opi­so­we i pod­ręcz­ni­ki, przy­bli­ża­ją­ce czy­tel­ni­ko­wi wie­dzę na te­mat teo­rii ko­mu­ni­ko­wa­nia po­li­tycz­ne­go⁷.

Wśród wspo­mnia­nych na­ukow­ców klu­czo­wą rolę ode­gra­ła cy­to­wa­na wy­żej wro­cław­ska ba­dacz­ka, któ­rej syn­te­ty­zu­ją­ce i pio­nier­skie na pol­skim ryn­ku wy­daw­ni­czym pu­bli­ka­cje przy­bli­ża­ją nie­zmien­nie od kil­ku lat stu­den­tom oraz wy­kła­dow­com naj­waż­niej­sze usta­le­nia za­gra­nicz­nych ba­da­czy oraz naj­now­sze uję­cia teo­re­tycz­ne, umoż­li­wia­ją­ce ho­li­stycz­ne ogar­nię­cie zło­żo­no­ści ca­łe­go pro­ce­su ko­mu­ni­ka­cji po­li­tycz­nej⁸. In­ny­mi waż­ny­mi pu­bli­ka­cja­mi dla pol­skiej re­flek­sji nad ko­mu­ni­ko­wa­niem po­li­tycz­nym są pra­ce Sta­ni­sła­wa Mi­chal­czy­ka, w któ­rych ba­dacz z Uni­wer­sy­te­tu Ślą­skie­go w spo­sób kla­row­ny i twór­czy przy­bli­ża pol­skie­mu czy­tel­ni­ko­wi przede wszyst­kim nie­miec­ką myśl me­dio­znaw­czą⁹. W dru­giej po­ło­wie pierw­szej de­ka­dy XXI wie­ku moż­na w pol­skiej li­te­ra­tu­rze po­li­to­lo­gicz­nej i ko­mu­ni­ko­lo­gicz­nej za­ob­ser­wo­wać wy­raź­ny wzrost pu­bli­ka­cji po­świę­co­nych ko­mu­ni­ka­cji po­li­tycz­nej – w uję­ciu stra­te­gicz­nym¹⁰ czy też psy­cho­lo­gicz­nym¹¹.

Do­ro­bek pol­skich ba­da­czy ko­mu­ni­ka­cji po­li­tycz­nej z każ­dym ro­kiem pęcz­nie­je, cze­go do­wo­dem są se­rie wy­daw­ni­cze In­sty­tu­tu Dzien­ni­kar­stwa Uni­wer­sy­te­tu War­szaw­skie­go – , In­sty­tu­tu Dzien­ni­kar­stwa i Ko­mu­ni­ka­cji Spo­łecz­nej oraz In­sty­tu­tu Po­li­to­lo­gii Uni­wer­sy­te­tu Wro­cław­skie­go – , czy też Wy­daw­nic­twa Ada­ma Mar­szał­ka w se­riach – , oraz . Z tego też wzglę­du każ­dy ba­dacz, u pro­gu dru­giej de­ka­dy XXI wie­ku, po­dej­mu­ją­cy się roz­wa­żań nad pro­ble­ma­mi ko­mu­ni­ka­cji po­li­tycz­nej, nie jest w nich osa­mot­nio­ny i może wes­przeć się na usta­le­niach na­ukow­ców z róż­nych ośrod­ków aka­de­mic­kich w Pol­sce. Po­nad­to sze­ro­ki do­stęp do li­te­ra­tu­ry za­gra­nicz­nej – dzię­ki Go­ogle Bo­oks, Ama­zon.com – oraz baz cza­so­pism za­gra­nicz­nych EB­SCO – umoż­li­wia sku­tecz­ne po­głę­bie­nie i zniu­an­so­wa­nie okre­ślo­ne­go pro­ble­mu ba­daw­cze­go. Dla ni­niej­szej pra­cy szcze­gól­nie waż­ny­mi pol­ski­mi pu­bli­ka­cja­mi z per­spek­ty­wy ca­ło­ścio­we­go uję­cia pro­ce­su ko­mu­ni­ka­cji po­li­tycz­nej były po­zy­cje au­tor­stwa wspo­mnia­nych na­ukow­ców: Bo­gu­sła­wy Do­bek-Ostrow­skiej i Sta­ni­sła­wa Mi­chal­czy­ka.

Po­nad­to istot­nym punk­tem od­nie­sie­nia dla au­to­ra były pu­bli­ka­cje, dzię­ki któ­rym „czwar­ta wła­dza” szyb­ko zna­la­zła swo­je na­le­ży­te miej­sce w ty­tu­łach licz­nych prac, pró­bu­ją­cych w spo­sób eklek­tycz­ny i ca­ło­ścio­wy ogar­nąć po­ten­cjal­ność i de­fi­ni­tyw­ność wpły­wu me­diów na spo­łe­czeń­stwo oraz na po­li­ty­ków, spra­wu­ją­cych za po­mo­cą man­da­tu wy­bor­cze­go wła­dzę¹².

Pod­sta­wo­wym zaś ce­lem ni­niej­szej pra­cy było udziel­nie od­po­wie­dzi na py­ta­nie o to, czy i jak pol­skie me­dia dzier­żą – wspo­mnia­ną za McQu­ailem – wła­dzę sym­bo­licz­ną oraz w jaki spo­sób wy­peł­nia­ją po­kła­da­ne w nich na­dzie­je – czy bro­nią in­te­re­sów oby­wa­te­li, któ­rzy, wie­rząc obiet­ni­com wy­bor­czym, wy­bie­ra­ją okre­ślo­ną eli­tę wła­dzy, po­przez suk­ce­syw­ne roz­li­cza­nie rzą­dzą­cych z za­dań, do ja­kich sami zo­bo­wią­za­li się przed spo­łe­czeń­stwem. Czy są ową le­gen­dar­ną „czwar­tą wła­dzą”? Je­śli nie są, to jaką funk­cję spra­wu­ją w pro­ce­sie ko­mu­ni­ka­cji po­li­tycz­nej? Jaki wy­miar wła­dzy moż­na przy­pi­sać me­diom?

Głów­nym za­ło­że­niem pra­cy było spraw­dze­nie tego, czy i jak „Rzecz­po­spo­li­ta” i „Ga­ze­ta Wy­bor­cza”, bę­dą­ce w 2008 r. naj­bar­dziej po­czyt­ny­mi ty­tu­ła­mi pre­sti­żo­wy­mi (ang. )¹³, wy­peł­nia­ją jed­ną z naj­waż­niej­szych funk­cji me­diów w sys­te­mie de­mo­kra­tycz­nym, jaką jest funk­cja kon­tro­l­na (ang. ) ro­zu­mia­na jako „na­gła­śnia­nie wy­da­rzeń, spraw, dzia­łań in­sty­tu­cji i człon­ków elit rzą­dzą­cych, pa­trze­nie na ręce po­li­ty­kom i ob­ser­wo­wa­nie ich po­czy­nań”¹⁴. Zde­cy­do­wa­no się więc prze­śle­dzić treść oraz for­mę roz­li­cza­nia po­li­ty­ków rzą­dzą­cych z obiet­nic, któ­re ci zło­ży­li w kam­pa­nii wy­bor­czej, a tak­że na stud­niów­kę i rocz­ni­cę wła­sne­go ga­bi­ne­tu. Pod lupę wzię­to rząd Do­nal­da Tu­ska.

Pra­ca zo­sta­ła po­dzie­lo­na na dwie czę­ści – teo­re­tycz­ną i prak­tycz­ną. W pierw­szej au­tor sta­ra się na­kre­ślić per­spek­ty­wę pa­trze­nia na to, czym jest ko­mu­ni­ka­cja po­li­tycz­na, jaką wła­dzę mają me­dia oraz czy i co to ozna­cza, że są „czwar­tą wła­dzą”. Pu­en­tą tej czę­ści jest pro­po­zy­cja au­tor­skiej de­fi­ni­cji oraz mo­de­lu ko­mu­ni­ka­cji po­li­tycz­nej – mo­de­lu trans­po­zy­cyj­ne­go – któ­re sta­no­wi­ły o ra­mie teo­re­tycz­nej dla za­kro­jo­ne­go na sze­ro­ką ska­lę ba­da­nia za­pre­zen­to­wa­ne­go w dru­giej, prak­tycz­nej czę­ści pra­cy. Cho­dzi­ło o to, aby prze­te­sto­wać teo­re­tycz­ne usta­le­nia i in­stru­men­ta­rium ba­daw­cze, wy­ni­ka­ją­ce z za­ło­żeń pro­po­no­wa­ne­go mo­de­lu trans­po­zy­cyj­ne­go ko­mu­ni­ka­cji po­li­tycz­nej. Ca­łość pra­cy pod­su­mo­wu­ją roz­wa­ża­nia nad zwe­ry­fi­ko­wa­ny­mi hi­po­te­za­mi ba­daw­czy­mi oraz dys­ku­sja nad uży­tecz­no­ścią i ade­kwat­no­ścią pro­po­no­wa­ne­go uję­cia teo­re­tycz­ne­go. Po­nad­to au­tor w ostat­nim roz­dzia­le – „Wnio­ski i dys­ku­sja – w stro­nę post­po­li­ty­ki” – po­dej­mu­je dys­ku­sje z wy­ni­ka­mi prze­pro­wa­dzo­ne­go przez sie­bie ba­da­nia, pró­bu­jąc od­na­leźć jesz­cze inne, moż­li­we do wy­obra­że­nia od­po­wie­dzi na py­ta­nia po­sta­wio­ne przed pra­cą. Na­le­ży nad­mie­nić, iż wszel­kie ta­be­la, wy­kre­sy i dia­gra­my, któ­re znaj­du­ją się w ni­niej­szej pra­cy, ilu­stru­ją wy­ni­ki wła­snych ba­dań. In­te­gral­ną czę­ścią książ­ki jest aneks – Klucz ka­te­go­ry­za­cyj­ny – któ­ry sta­no­wi na­rzę­dzie ba­daw­cze ope­ra­cjo­na­li­zu­ją­ce py­ta­nia i hi­po­te­zy ba­daw­cze po­sta­wio­ne przed pra­cą. Po­nad­to, do książ­ki przy­go­to­wa­no po­zo­sta­łe anek­sy I–II za­miesz­czo­ne na wor­ta­lu me­dio­znaw­czym – www.me­dio­znaw­ca.com – w pro­fi­lu au­to­ra książ­ki – za­wie­ra­ją­ce po­zo­sta­łe wi­ze­run­ki wszyst­kich mi­ni­strów rzą­du PO–PSL ka­den­cji 2007–2011 oraz pe­łen spis ar­ty­ku­łów za­kwa­li­fi­ko­wa­nych do pi­lo­ta­żu oraz dwóch kor­pu­sów ba­daw­czych ana­li­zo­wa­nych dzien­ni­ków – „Rzecz­po­spo­li­tej” i „Ga­ze­ty Wy­bor­czej” – w obu okre­sach – na 100 dni oraz rok rzą­dów ga­bi­ne­tu Do­nal­da Tu­ska. Mo­no­gra­fia kie­ro­wa­na jest w szcze­gól­no­ści do ba­da­czy me­diów ma­so­wych – me­dio­znaw­ców, po­li­to­lo­gów i so­cjo­lo­gów, ale rów­nież kul­tu­ro­znaw­ców, et­no­gra­fów czy ba­da­czy hi­sto­rii naj­now­szej. Win­na rów­nież przy­kuć uwa­gę spe­cja­li­stów od wi­ze­run­ku, spin dok­to­rów oraz sa­mych po­li­ty­ków, o któ­rych jest ta książ­ka.

Koń­cząc, chciał­bym szcze­gól­nie po­dzię­ko­wać pro­mo­to­ro­wi mo­jej pra­cy dok­tor­skiej – prof. Ma­cie­jo­wi Mro­zow­skie­mu, któ­ry ota­czał moją oso­bę opie­ką na­uko­wą od sa­me­go po­cząt­ku mo­ich stu­diów w In­sty­tu­cie Dzien­ni­kar­stwa UW. Nie mniej­sze po­dzię­ko­wa­nia na­le­żą się za­wsze życz­li­wym pa­tro­nom mo­jej dzia­łal­no­ści na­uko­wej: prof. Ja­nu­szo­wi Ada­mow­skie­mu, Dzie­ka­no­wi Wy­dzia­łu Dzien­ni­kar­stwa i Nauk Po­li­tycz­nych UW, oraz prof. Mar­ko­wi Ja­bło­now­skie­mu, Dy­rek­to­ro­wi In­sty­tu­tu Dzien­ni­kar­stwa UW. Do­zgon­ną wdzięcz­ność za cel­ne uwa­gi chciał­bym rów­nież wy­ra­zić dr Mi­ro­sła­wie Zyg­munt, za­stęp­czy­ni re­dak­to­ra na­czel­ne­go „Stu­diów Me­dio­znaw­czych”.

Wresz­cie spe­cjal­ne po­dzię­ko­wa­nia kie­ru­ję w stro­nę tych, na któ­rych nie­za­chwia­ne wspar­cie mogę za­wsze li­czyć, moim ro­dzi­com – Ire­nie i Wie­sła­wo­wi – oraz moim uko­cha­nym ko­bie­tom – żo­nie i cór­ce – któ­rym de­dy­ku­ję tę książ­kę. Dzię­ku­ję za oka­za­ną cier­pli­wość.

War­sza­wa, li­piec 2013 r.Rozdział 1 Czy istnieje „czwarta władza”?

We­dług , wy­da­wa­nej we współ­pra­cy z PWN, wła­dza to

sto­su­nek mię­dzy dwie­ma jed­nost­ka­mi lub dwie­ma gru­pa­mi spo­łecz­ny­mi, po­le­ga­ją­cy na tym, że jed­na ze stron może w spo­sób trwa­ły i upra­wio­ny zmu­szać stro­nę dru­gą do okre­ślo­ne­go po­stę­po­wa­nia i ma środ­ki za­pew­nia­ją­ce kon­tro­lę tego po­stę­po­wa­nia (...) wła­dza może opie­rać się na do­bro­wol­nej ak­cep­ta­cji ma­ją­cej źró­dło w uzna­niu jej au­to­ry­te­tu i pra­wo­wi­to­ści (le­ga­lizm) bądź na przy­mu­sie spo­łecz­nym¹⁵.

Z po­wyż­szej de­fi­ni­cji wy­ni­ka, iż wła­dza wy­stę­pu­je wte­dy, kie­dy ist­nie­je mię­dzy dwo­ma pod­mio­ta­mi sta­ły sto­su­nek opar­ty na przy­mu­sie bądź do­bro­wol­nej ak­cep­ta­cji¹⁶, któ­ra bie­rze się z au­to­ry­te­tu i le­gi­ty­mi­za­cji (pra­wo­moc­no­ści) pod­mio­tu do­mi­nu­ją­ce­go – spra­wu­ją­ce­go wła­dzę. Czy z tej per­spek­ty­wy me­dia sta­no­wią ja­ką­kol­wiek wła­dzę? Je­śli spra­wu­ją wła­dzę, to nad kim? Czy ta wła­dza jest trwa­ła i czy jest ona upra­wio­na? Czy me­dia są w sta­nie wy­mu­sić na okre­ślo­nych pod­mio­tach po­żą­da­ne po­stę­po­wa­nia? Czy może wresz­cie wła­dza me­diów opie­ra się na jej do­bro­wol­nej ak­cep­ta­cji ze stro­ny pod­mio­tów tej re­la­cji?

1.1. Wła­dza me­diów nad spo­łe­czeń­stwem

Od­po­wiedź na po­wyż­sze py­ta­nia nie jest pro­sta. Je­śli za­ło­ży­my, iż me­dia są wła­dzą – w świe­tle po­wyż­szej de­fi­ni­cji – to mu­si­my pre­cy­zyj­nie wska­zać, kto ją spra­wu­je i nad kim. In­tu­icyj­nie moż­na by­ło­by od­po­wie­dzieć, że jest ona spra­wo­wa­na nad spo­łe­czeń­stwem, a więc od­bior­ca­mi me­diów. Je­śli tak, to ro­dzi się ko­lej­ne py­ta­nie, czym taka wła­dza róż­ni się od wła­dzy po­li­tycz­nej, któ­rą dzier­żą wy­bra­ne pod­czas de­mo­kra­tycz­nych wy­bo­rów eli­ty po­li­tycz­ne? Na tak zaś po­sta­wio­ne py­ta­nie znaj­dzie­my od­po­wiedź, wy­li­cza­jąc ar­gu­men­ty na rzecz od­róż­nie­nia wła­dzy me­dial­nej od wła­dzy po­li­tycz­nej, któ­ra ma prze­cież wy­miar bar­dzo kon­kret­ny i do­tkli­wy dla spo­łe­czeń­stwa¹⁷, np. two­rze­nie i eg­ze­ku­cja pra­wa czy też za­rzą­dza­nie sto­sun­ka­mi mię­dzy róż­ny­mi gru­pa­mi spo­łecz­ny­mi. W te re­jo­ny wła­dza me­diów zda­je się nie się­gać.

Kto z ko­lei wła­da me­dia­mi? Czy tyl­ko wła­ści­cie­le, je­śli my­śli­my o me­diach wol­nych, nie­za­leż­nych, ale pry­wat­nych? Je­śli zaś cho­dzi o me­dia pu­blicz­ne, to kto w nich spra­wu­je wła­dzę? Rzą­dzą­cy? Nie­za­leż­ni eks­per­ci? Te py­ta­nia po­ka­zu­ją, jak kru­che jest przy­pi­sy­wa­nie me­diom wprost okre­ślo­nej wła­dzy nad spo­łe­czeń­stwem, zwłasz­cza gdy nie moż­na w jed­no­znacz­ny spo­sób wska­zać ośrod­ka de­cy­zyj­ne­go władz­twa me­diów.

Na po­trze­by pro­wa­dzo­ne­go wy­wo­du war­to jed­nak za­ło­żyć, że me­dia spra­wu­ją wła­dzę nie tyle nad spo­łe­czeń­stwem, ale nad eli­tą po­li­tycz­ną, nad rzą­dzą­cy­mi, któ­rzy zo­sta­li wy­ło­nie­ni w toku de­mo­kra­tycz­nych wy­bo­rów. W tym uję­ciu me­dia ura­sta­ły­by do mia­na „nad­wła­dzy”, któ­ra – w świe­tle roz­wa­ża­nej de­fi­ni­cji en­cy­klo­pe­dycz­nej – po­sia­da środ­ki, za po­mo­cą któ­rych jest w sta­nie wy­mu­sić na rzą­dzą­cych okre­ślo­ne po­stę­po­wa­nie. Je­śli tak mia­ło­by w rze­czy­wi­sto­ści być, to war­to za­sta­no­wić się, skąd bra­ła­by się mo­ty­wa­cja rzą­dzą­cych do tego, aby ule­gać tej wła­dzy? Skąd po­cho­dził­by ich au­to­ry­tet, ich le­gi­ty­mi­za­cja? Od­po­wiedź zda­je się być pro­sta. Od spo­łe­czeń­stwa, su­we­re­na wła­dzy, któ­ry co­dzien­nie, ko­rzy­sta­jąc z me­diów, oglą­da­jąc pro­gra­my te­le­wi­zyj­ne, słu­cha­jąc au­dy­cji ra­dio­wych czy wresz­cie ku­pu­jąc pra­sę, upra­wo­moc­nia nie tyl­ko ist­nie­nie me­diów, ale rów­nież ich dzia­ła­nia. W tym spoj­rze­niu, uprasz­cza­jąc, me­dia by­ły­by prze­dłu­że­niem struk­tur spo­łecz­nych w kon­tak­tach z in­sty­tu­cja­mi po­li­tycz­ny­mi.

1.2. Wła­dza me­diów nad eli­tą rzą­dzą­cą

Oczy­wi­ście w po­wyż­szych roz­wa­ża­niach za­ło­żo­no, iż me­dia są nie­za­leż­ne i wol­ne od wpły­wów po­li­tycz­nych. Nie są upo­li­tycz­nio­ne. Jest to jed­nak za­ło­że­nie w nie­któ­rych wy­pad­kach złud­ne, zwłasz­cza je­śli wspo­mni­my choć­by cza­sy Pol­skiej Rze­czy­po­spo­li­tej Lu­do­wej. W tam­tym okre­sie Pol­ska Zjed­no­czo­na Par­tia Ro­bot­ni­cza, w myśl ide­olo­gii mark­si­stow­sko-le­ni­now­skiej, uwa­ża­ła, iż me­dia są ni­czym in­nym jak or­ga­nem pro­pa­gan­dy. Po­ma­ga­ją rzą­dzą­cym dzier­żyć wła­dzę nad spo­łe­czeń­stwem. Były ni­czym in­nym jak ema­na­cją rzą­dzą­cych, ich prze­dłu­że­niem. Wła­dza me­diów bra­ła więc swój po­czą­tek z wła­dzy po­li­tycz­nej, pro­fe­sjo­nal­ne­go nadaw­cy, ja­kim był PZPR. Jed­nak­że ów nadaw­ca mu­siał do­strze­gać w me­diach okre­ślo­ną moc, któ­rą chciał wy­ko­rzy­stać do kon­tro­lo­wa­nia spo­łe­czeń­stwa. Ta wia­ra we wpły­wo­wość me­diów na od­bior­ców spra­wia­ła, iż były one atrak­cyj­nym dla wła­dzy pod­mio­tem ży­cia spo­łecz­ne­go. Wy­ni­ka­ło­by z tego, iż me­dia w rze­czy sa­mej mia­ły ja­kąś wła­dzę, a przy­najm­niej jej po­ten­cjal­ność.

Dzi­siaj me­dia cały czas mają w so­bie ten po­nęt­ny, zwłasz­cza dla elit po­li­tycz­nych, chcą­cych jak naj­sku­tecz­niej wpły­wać na po­sta­wy i za­cho­wa­nia spo­łe­czeń­stwa, urok wła­dzy. W za­leż­no­ści od per­spek­tyw, któ­re zo­sta­ły za­pre­zen­to­wa­ne w po­wyż­szych aka­pi­tach, moż­na przy­pi­sać me­diom okre­ślo­ną, wa­run­ko­wa­ną wła­dzę nad spo­łe­czeń­stwem bądź eli­ta­mi po­li­tycz­ny­mi.

W pań­stwach de­mo­kra­tycz­nych me­dia zda­ją się być prze­dłu­że­niem spo­łe­czeń­stwa w jego re­la­cjach z in­sty­tu­cja­mi po­li­tycz­ny­mi i pań­stwo­wy­mi (są ocza­mi i usza­mi oby­wa­te­li, dla któ­rych co­dzien­ne re­la­cjo­nu­ją rze­czy­wi­stość po­li­tycz­ną). Z ko­lei w kra­jach nie­de­mo­kra­tycz­nych me­dia sto­ją po dru­giej stro­nie ba­ry­ka­dy. Są ni­czym in­nym jak prze­dłu­że­niem wła­dzy, któ­ra pra­gnie za ich po­mo­cą kon­tro­lo­wać spo­łe­czeń­stwo. W obu wy­pad­kach me­dia czer­pią swo­ją wła­dzę od klu­czo­wych pod­mio­tów prze­strze­ni pu­blicz­nej – albo od spo­łe­czeń­stwa, oby­wa­te­li, wy­bor­ców, albo od po­li­ty­ków, rzą­dzą­cych, funk­cjo­na­riu­szy i urzęd­ni­ków pań­stwa. Z tej per­spek­ty­wy me­dia czer­pią swój au­to­ry­tet z wła­dzy spo­łe­czeń­stwa, któ­re zgod­nie z ka­den­cyj­nym sys­te­mem wy­bo­ru wła­dzy po­li­tycz­nej spra­wu­je zwierzch­nią kon­tro­lę nad po­li­ty­ka­mi. W pań­stwach, ta­kich jak PRL, to eli­ta par­tyj­na, uży­cza­jąc swo­jej wła­dzy me­diom, wy­ko­rzy­sty­wa­ła po­ten­cjal­ną wpły­wo­wość me­diów w re­la­cjach z rzą­dzo­ny­mi – czy­li spo­łe­czeń­stwem. W tym uję­ciu wła­dza me­diów jest czymś wtór­nym, za­po­ży­czo­nym, do pew­ne­go mo­men­tu hi­po­te­tycz­nym. Opar­ta jest na wie­rze pod­mio­tów, dys­po­nu­ją­cych re­al­ną wła­dzą (spo­łe­czeń­stwa lub eli­ty po­li­tycz­nej), w moc me­diów. Spo­łe­czeń­stwo, ku­pu­jąc pra­sę, oglą­da­jąc te­le­wi­zję czy słu­cha­jąc ra­dia, le­gi­ty­mi­zu­je po­śred­nic­two me­diów w kon­tak­tach z rzą­dzą­cy­mi. Na­to­miast eli­ty po­li­tycz­ne, gosz­cząc na ła­mach pra­sy oraz w au­dy­cjach te­le­wi­zyj­nych czy ra­dio­wych, wie­rzą, iż me­dia po­zwa­la­ją im sku­tecz­nie ko­mu­ni­ko­wać się i od­dzia­ły­wać na spo­łe­czeń­stwo.

1.3. Su­per­wła­dza czy­li me­dio­kra­cja

War­to jed­nak w tym miej­scu za­sta­no­wić się nad tym, czy me­dia dys­po­nu­ją au­to­no­micz­ną wła­dzą? Czy ist­nie­ją prze­słan­ki, któ­re po­zwo­li­ły­by mó­wić o me­dio­kra­cji? Czym w ogó­le mia­ła­by ona być?

1 lip­ca 1993 r. Zgro­ma­dze­nie Par­la­men­tar­ne Rady Eu­ro­py uchwa­li­ło Re­zo­lu­cję 1003 w spra­wie ety­ki dzien­ni­kar­skiej, gdzie czy­ta­my:

wła­dze pań­stwo­we nie mogą uwa­żać, że są wła­ści­cie­la­mi i dys­po­nen­ta­mi in­for­ma­cji. Wła­dza po­win­na za­pew­niać plu­ra­lizm me­diów i za­gwa­ran­to­wać nie­zbęd­ne prze­słan­ki praw­ne dla re­ali­zo­wa­nia wol­no­ści wy­po­wie­dzi i pra­wa do in­for­ma­cji, a tak­że unie­moż­li­wić ist­nie­nie cen­zu­ry. (...) wol­ność pra­sy win­na być pod­po­rząd­ko­wa­na fun­da­men­tal­ne­mu pra­wu oby­wa­te­lu do in­for­ma­cji¹⁸. (...) nie moż­na twier­dzić, że me­dia za­wsze re­pre­zen­tu­ją opi­nię pu­blicz­ną i nie po­win­ny się prze­kształ­cać w or­ga­ny wła­dzy czy opo­zy­cji¹⁹.

Jest to bo­wiem bar­dzo krót­ka dro­ga do tzw. me­dio­kra­cji, a więc „nad­mier­nej wła­dzy me­diów”²⁰. Spra­wo­wa­nie wła­dzy – za W. Pi­sar­kiem – po­win­no prze­bie­gać we­dług se­kwen­cji:

pro­blem → de­cy­zja → dzia­ła­nie → skut­ki → oce­na

Tym­cza­sem me­dia, uzur­pu­jąc so­bie sta­tus wy­ra­zi­cie­la opi­nii spo­łecz­nej, wstrze­li­wu­ją się już w pro­ces sa­me­go po­dej­mo­wa­nia de­cy­zji²¹. W tym wy­pad­ku wła­dzo­twór­czym czyn­ni­kiem sta­je się sama wie­dza²².

John Stre­et, po­li­to­log z Uni­wer­sy­te­tu East w Wiel­kiej Bry­ta­nii, w jed­nej ze swo­ich ksią­żek słusz­nie za­uwa­ża:

Po­gląd, że „wie­dza” jest źró­dłem wła­dzy, me­dia zaś są nie­zwy­kle waż­ne dla tej wła­dzy, opie­ra się na dość oczy­wi­stym ro­zu­mo­wa­niu, na­wet je­że­li nie wszy­scy się z nim zga­dza­ją. Wła­dza w ta­kim ro­zu­mie­niu to zdol­ność A do skło­nie­nia B do zro­bie­nia cze­goś, cze­go by sam nie zro­bił, wie­dza zaś umoż­li­wia osią­gnię­cie tego celu. Spra­wo­wa­nie kon­tro­li nad prze­pły­wem in­for­ma­cji na te­mat po­czy­nań władz, utrzy­my­wa­nie lu­dzi w nie­wie­dzy to do­bry spo­sób, by unik­nąć pro­te­stów. Gdy­by lu­dzie wie­dzie­li, że wła­dze sys­te­ma­tycz­nie tor­tu­ru­ją dy­sy­den­tów lub, że za­tru­wa­ją rzecz­ki albo żyw­ność, mo­gło­by dojść do za­mie­szek i pod­wa­że­nia le­gal­no­ści wła­dzy²³.

Z ko­lei Mar­cin Król na­pi­sał w po­sło­wiu do pol­skie­go prze­kła­du książ­ki Joh­na Con­dry’ego i Kar­la Pop­pe­ra, o te­le­wi­zyj­nym za­gro­że­niu de­mo­kra­cji:

W dzie­dzi­nie me­diów triumf te­le­wi­zji jest być może jed­nym z naj­bar­dziej cha­rak­te­ry­stycz­nych ele­men­tów współ­cze­sno­ści. Wie­lo­mi­lio­no­we au­dy­to­ria, zdol­ność do kre­owa­nia i oba­le­niach spo­łecz­nych au­to­ry­te­tów, ogrom­ny wpływ na sze­ro­kie krę­gi spo­łe­czeń­stwa, od­dzia­ły­wa­nie na styl ży­cia mi­lio­nów jed­no­stek spra­wia­ją, że w opi­nii nie­któ­rych ba­da­czy: (...) te­le­wi­zja sta­no­wi w cza­sach de­mo­kra­cji pro­blem fun­da­men­tal­ny (...) te­le­wi­zja, tak jak wszyst­kie skład­ni­ki na­sze­go oto­cze­nia, nie­ustan­nie nas kształ­tu­je, wy­cho­wu­je, wpły­wa na na­sze po­glą­dy, za­in­te­re­so­wa­nia, na na­sze na­stro­je i na­sze po­trze­by. Te­le­wi­zja, że przy­po­mnę fakt ba­nal­ny, do­cie­ra rów­nież do lu­dzi, któ­rzy nie czy­ta­ją albo czy­ta­ją co­kol­wiek, bar­dzo rzad­ko, a za­tem sta­no­wi głów­ne źró­dło in­for­ma­cji (...)²⁴.

Na­to­miast nie­miec­ki me­dio­znaw­ca Win­fried Schulz w re­flek­sji nad uży­tecz­no­ścią me­diów w re­la­cji pi­sze:

W jaki spo­sób coś tak ulot­ne­go i nie­uchwyt­ne­go jak opi­nia pu­blicz­na może dzia­łać jako siła spo­łecz­na i kon­tro­lo­wać wła­dzę? W jaki spo­sób opi­nia pu­blicz­na może skło­nić jed­nost­kę do do­pa­so­wa­nia się i za­cho­wań kon­for­mi­stycz­nych? Je­śli pod po­ję­ciem opi­nii pu­blicz­nej ro­zu­mie się je­dy­nie sta­ty­stycz­ny agre­gat in­dy­wi­du­al­nych opi­nii, mie­rzal­ny za po­mo­cą son­da­ży, to ta­kie od­dzia­ły­wa­nia są nie do po­my­śle­nia. Opi­nia pu­blicz­na może roz­wi­nąć swo­ją po­li­tycz­ną i spo­łecz­ną sku­tecz­ność tyl­ko wte­dy, kie­dy jed­nost­ki będą ją po­strze­gać jako „spo­łecz­ną rze­czy­wi­stość” i brać za wy­znacz­nik ich in­dy­wi­du­al­ne­go po­stę­po­wa­nia²⁵.

Idąc tro­pem po­wyż­szych cy­ta­tów, na­le­ża­ło­by stwier­dzić, iż zja­wi­sko , a więc nad­mier­nej wła­dzy me­diów, rze­czy­wi­ście ist­nie­je i – jak prze­ko­nu­ją nie­któ­rzy ba­da­cze – dzie­je się na na­szych oczach. Same zaś me­dia ku­mu­lu­ją w so­bie im­po­nu­ją­ce po­kła­dy wła­dzy, któ­rej fun­da­men­tem jest in­for­ma­cja oraz wie­dza, z któ­rej naj­więk­sze kon­cer­ny me­dial­ne mogą zro­bić pio­ru­nu­ją­cy uży­tek w obu­stron­nych re­la­cjach ze spo­łe­czeń­stwem i z eli­ta­mi po­li­tycz­ny­mi. Z tej per­spek­ty­wy od­po­wiedź na wcze­śniej­sze py­ta­nia o to, czy me­dia rze­czy­wi­ście dzier­żą ja­kąś wła­dzę, czy są ową le­gen­dar­ną „czwar­tą wła­dzą” wy­da­ją się być prze­są­dzo­na. Me­dia – w kra­jach de­mo­kra­tycz­nych – spra­wu­ją wła­dzę nad spo­łe­czeń­stwem i w imie­niu spo­łe­czeń­stwa wzglę­dem elit po­li­tycz­nych. Po­wa­ga zaś zwierzch­nic­twa su­we­re­na wła­dzy, a więc oby­wa­te­li, nad rzą­dzą­cy­mi po­li­ty­ka­mi każe tym ostat­nim nie lek­ce­wa­żyć me­diów, któ­re mają peł­nić w de­mo­kra­cji okre­ślo­ną mi­sję²⁶.

1.4. Ani czwar­ta, ani pierw­sza wła­dza?

Po­wyż­szym uję­ciem „wła­dzy me­diów” wy­cho­dzi­my na­prze­ciw po­stu­la­tom nie­któ­rych ba­da­czy, któ­rzy jed­no­znacz­nie ne­gu­ją fakt na­zy­wa­nia me­diów „czwar­tą wła­dzą”²⁷. Ak­cen­tu­ją oni, iż wła­dza ma wy­miar bar­dzo kon­kret­ny i do­tkli­wy. Sta­no­wić wła­dzę to nie tyle mieć wpływ na pod­mio­ty ży­cia spo­łecz­ne­go, co okre­ślać prze­strzeń i za­kres ich dzia­ła­nia, wa­run­ko­wać ich funk­cjo­no­wa­nie roz­licz­ny­mi de­cy­zja­mi po­rząd­ku­ją­cy­mi rze­czy­wi­stość pań­stwo­wą. Wła­dza jest ści­śle zwią­za­na z pań­stwem (ustro­jem) i jest jego za­sad­ni­czą funk­cją²⁸. Z tej per­spek­ty­wy „czwar­ta wła­dza” od­no­si się ra­czej do mocy „od­dzia­ły­wa­nia” me­diów na pod­mio­ty ży­cia spo­łecz­ne­go, ze szcze­gól­nym uwzględ­nie­niem spo­łe­czeń­stwa. Owa „wła­dza” mia­ła­by być ni­czym in­nym jak po­chod­ną siły wszech­obec­ne­go i sku­mu­lo­wa­ne­go dys­kur­su²⁹, któ­ry jest wy­pad­ko­wą ak­tyw­no­ści wie­lu pod­mio­tów ży­cia pu­blicz­ne­go, nie­ustan­nie ne­go­cju­ją­cych zna­cze­nia, ja­kie na­da­ją ota­cza­ją­cej ich rze­czy­wi­sto­ści. Me­dia więc zo­sta­ją zre­du­ko­wa­ne do roli an­tycz­nej ago­ry, wspól­ne­go miej­sca wy­mia­ny in­for­ma­cji i opi­nii. Nie są ak­to­rem, lecz ra­czej bier­nym or­ga­ni­za­to­rem de­sek sce­nicz­nych, na któ­rych do­cho­dzi do wy­pra­co­wy­wa­nia kom­pro­mi­sów bądź też za­ognia­nia po­dzia­łów na­tu­ry po­li­tycz­nej, spo­łecz­nej czy eko­no­micz­nej.

Je­śli uwzględ­nić w roz­wa­ża­niach po­wyż­sze sta­no­wi­sko, to trze­ba przy­znać, iż owa „wpły­wo­wość” me­diów nie prze­są­dza w spo­sób jed­no­znacz­ny kwe­stii okre­śla­nia ich mia­nem „czwar­tej wła­dzy”. Ta opty­ka jed­nak wska­zu­je istot­ną ten­den­cję wśród wie­lu ba­da­czy, aby utoż­sa­miać „wła­dzę me­diów” z mocą ich od­dzia­ły­wa­nia. W wie­lu pol­skich pu­bli­ka­cjach pada sfor­mu­ło­wa­nie „czwar­ta wła­dza” wła­śnie w kon­tek­ście wpły­wa­nia me­diów na opi­nie i po­sta­wy oby­wa­te­li³⁰. Owa per­spek­ty­wa po­zwa­la ba­da­czom pod­jąć pró­bę eklek­tycz­ne­go i ca­ło­ścio­we­go ogar­nię­cia po­ten­cjal­no­ści i de­fi­ni­tyw­no­ści wpły­wu me­diów na spo­łe­czeń­stwo oraz na po­li­ty­ków, spra­wu­ją­cych wła­dzę. W za­leż­no­ści od po­wo­dze­nia tych prób moż­na mó­wić o więk­szej bądź mniej­szej wła­dzy me­diów nad spo­łe­czeń­stwem.

Oma­wia­ny pro­blem wy­da­je się być jesz­cze waż­niej­szy, je­śli uświa­do­mi­my so­bie, jak dłu­gą dro­gę w XX wie­ku prze­szli ba­da­cze ko­mu­ni­ko­wa­nia ma­so­we­go³¹. Wpierw wie­rzo­no we wszech­wład­ność me­diów jako ma­gicz­ne­go za­strzy­ku, któ­ry za­apli­ko­wa­ny (spo­strze­żo­ny/usły­sza­ny/prze­czy­ta­ny) pa­cjen­to­wi (od­bior­cy me­diów) wy­wo­łu­je za­mie­rzo­ne skut­ki³². Póź­niej to teo­ria ogra­ni­czo­ne­go wpły­wu me­diów, za­kła­da­ją­ca, że wy­so­kie zróż­ni­co­wa­nie spo­łe­czeń­stwa spra­wia, iż re­cep­cja prze­ka­zów me­dial­nych przez od­bior­ców jest wy­so­ce se­lek­tyw­na i róż­no­rod­na w in­ter­pre­ta­cji, co ogra­ni­cza wpływ me­diów³³, wio­dła prym. Z ko­lei w la­tach 70. i 80. po­now­nie od­kry­to siłę prze­ka­zów me­dial­nych³⁴, by po­tem dać po­słuch teo­rii ne­go­cjo­wa­ne­go wpły­wu me­diów³⁵.

Zda­je się jed­nak, iż w roz­wa­ża­niach nad „wła­dzą” w pro­ce­sie ko­mu­ni­ka­cji po­li­tycz­nej trze­ba bar­dziej po­chy­lić się nad jej samą isto­tą. Mia­no­wi­cie, co spra­wia, że me­dia mogą być po­strze­ga­ne jako swo­isty ośro­dek wła­dzy w re­la­cjach mię­dzy eli­ta­mi po­li­tycz­ny­mi a spo­łe­czeń­stwem? Otóż wy­glą­da na to, iż me­dia sta­no­wią klu­czo­wy pod­miot re­gu­lu­ją­cy wy­mia­nę za­so­bów mię­dzy rzą­dzą­cy­mi a rzą­dzo­ny­mi³⁶. W znacz­niej mie­rze na tym, wy­da­wa­ło­by się oczy­wi­stym, spo­strze­że­niu, opie­ra się le­gi­ty­mi­za­cja wła­dzy ze stro­ny spo­łe­czeń­stwa, któ­re go­dzi się na taką, a nie inną re­pre­zen­ta­cję swo­ich in­te­re­sów – za po­śred­nic­twem wy­bra­nej w de­mo­kra­tycz­nych wy­bo­rach eli­ty. Tak więc me­dia z jed­nej stro­ny aku­mu­lu­ją uwa­gę spo­łe­czeń­stwa, co wy­raź­nie in­te­re­su­je eli­ty po­li­tycz­ne, z dru­giej zaś sku­pia­ją, od­bie­ra­ją, sa­mo­dziel­nie zdo­by­wa­ją in­for­ma­cje, któ­ry­mi z ko­lei za­in­te­re­so­wa­ni są ich od­bior­cy – oby­wa­te­le, a więc spo­łe­czeń­stwo. Me­dia są więc w kom­for­to­wej sy­tu­acji dys­po­no­wa­nia uwa­gą od­bior­ców oraz eks­po­zy­cją spraw, pro­ble­mów, zda­rzeń, a tak­że in­te­re­sów eli­ty po­li­tycz­nej. Wy­mia­na tych­że za­so­bów sta­no­wi fun­da­ment le­gi­ty­mi­za­cji ca­łe­go pro­ce­su ko­mu­ni­ka­cji po­li­tycz­nej. Tak po­strze­ga­na rola me­diów – trans­mi­te­ra za­so­bów – spra­wia, iż w rę­kach dzien­ni­ka­rzy sku­pia się re­al­na wła­dza w ra­mach za­ry­so­wa­ne­go sys­te­mu oraz pro­ce­su ko­mu­ni­ka­cji po­li­tycz­nej. Nie na­le­ży też jed­nak za­po­mi­nać, iż me­dia po­sia­da­ją rów­nież swo­je in­te­re­sy, któ­re pod­czas za­cho­dzą­cej wy­mia­ny za­so­bów tak­że od­gry­wa­ją istot­ną rolę. Tu­taj więc na­le­ża­ło­by upa­try­wać uprzy­wi­le­jo­wa­nej po­zy­cji me­diów. War­to też nad­mie­nić, iż oma­wia­ny układ wy­mia­ny za­so­bów ma za­sto­so­wa­nie nie tyl­ko w ko­mu­ni­ka­cji po­li­tycz­nej, ale w ogó­le w ko­mu­ni­ka­cji spo­łecz­nej. Po jed­nej stro­nie me­diów za­wsze znaj­du­ją się od­bior­cy, oby­wa­te­le, kon­su­men­ci – spo­łe­czeń­stwo, po dru­giej zaś kla­sa po­li­tycz­na, ale rów­nież re­kla­mo­daw­cy czy też or­ga­ni­za­cje po­za­rzą­do­we.

Re­ka­pi­tu­lu­jąc róż­ne opi­nie i sta­no­wi­ska, au­tor przy­chy­la się jed­nak do sta­no­wi­ska, iż me­dia rze­czy­wi­ście dzier­żą okre­ślo­ną wła­dzę, zgo­ła róż­ną niż eli­ty rzą­dzą­ce, jed­nak wca­le nie tak upo­śle­dzo­ną – uży­wa­jąc Ary­sto­te­le­sow­skiej ter­mi­no­lo­gii – jak mo­gło­by się wy­da­wać. Cho­dzi o to, że wła­dza me­diów w nie­któ­rych wy­pad­kach (co zo­sta­nie uka­za­ne na dal­szych stro­nach ni­niej­szej pra­cy) może być wca­le do­tkli­wa i rze­czy­wi­sta, ni­czym usta­na­wia­ne i eg­ze­kwo­wa­ne przez rzą­dzą­cych pra­wo. Zwłasz­cza je­śli w peł­ni do­strze­że się po­tę­gę in­for­ma­cji oraz wie­dzy, któ­rej – z per­spek­ty­wy oby­wa­te­li – nie­jed­no­krot­nie je­dy­nym dys­po­zy­ta­riu­szem i tłu­ma­czem są wła­śnie me­dia. To za­ło­że­nie ośmie­la do pod­ję­cia pró­by sty­po­lo­gi­zo­wa­nia wła­dzy me­diów. Zde­fi­nio­wa­nia róż­nych aspek­tów władz­twa me­dial­ne­go.
mniej..

BESTSELLERY