Facebook - konwersja

Zwierciadło doskonałości chrześcijańskiej dla sług i gospodarzy każdego stanu. Tom 1 - ebook

Format ebooka:
EPUB
Format EPUB
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najpopularniejszych formatów e-booków na świecie. Niezwykle wygodny i przyjazny czytelnikom - w przeciwieństwie do formatu PDF umożliwia skalowanie czcionki, dzięki czemu możliwe jest dopasowanie jej wielkości do kroju i rozmiarów ekranu. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
, MOBI
Format MOBI
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najczęściej wybieranych formatów wśród czytelników e-booków. Możesz go odczytać na czytniku Kindle oraz na smartfonach i tabletach po zainstalowaniu specjalnej aplikacji. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
(2w1)
Multiformat
E-booki sprzedawane w księgarni Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu - kupujesz treść, nie format. Po dodaniu e-booka do koszyka i dokonaniu płatności, e-book pojawi się na Twoim koncie w Mojej Bibliotece we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu przy okładce. Uwaga: audiobooki nie są objęte opcją multiformatu.
czytaj
na tablecie
Aby odczytywać e-booki na swoim tablecie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. Bluefire dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na czytniku
Czytanie na e-czytniku z ekranem e-ink jest bardzo wygodne i nie męczy wzroku. Pliki przystosowane do odczytywania na czytnikach to przede wszystkim EPUB (ten format możesz odczytać m.in. na czytnikach PocketBook) i MOBI (ten fromat możesz odczytać m.in. na czytnikach Kindle).
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na smartfonie
Aby odczytywać e-booki na swoim smartfonie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. iBooks dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Rok wydania:
2011
0,00
Cena w punktach Virtualo:
0 pkt.
Pobierz fragment

Klasyka na e-czytnik to kolekcja lektur szkolnych, klasyki literatury polskiej, europejskiej i amerykańskiej w formatach ePub i Mobi. Również miłośnicy filozofii, historii i literatury staropolskiej znajdą w niej wiele ciekawych tytułów.

Seria zawiera utwory najbardziej znanych pisarzy literatury polskiej i światowej, począwszy od Horacego, Balzaca, Dostojewskiego i Kafki, po Kiplinga, Jeffersona czy Prousta. Nie zabraknie w niej też pozycji mniej znanych, pióra pisarzy średniowiecznych oraz twórców z epoki renesansu i baroku.

Kategoria: Klasyka
Zabezpieczenie: brak
Rozmiar pliku: 353 KB

FRAGMENT KSIĄŻKI

PRZED­MO­WA.

Ni­niej­sze pi­sem­ko zo­sta­ło w r. 1848. ukoń­czo­ne i w tym­że cza­sie uzy­ska­ło po­zwo­le­nie od Kon­sy­sto­rza Ar­cy­bi­sku­pie­go je­ne­ral­ne­go po­znań­skie­go wyj­ścia na wi­dok pu­blicz­ny. Oko­licz­no­ści nie­przy­ja­zne były po­wo­dem, że mi je w rę­ko­pi­śmie ode­sła­no na­po­wrót; za­chę­co­ny przez nie­któ­rych ziom­ków, prze­sy­łam na nowo prze­ro­bio­ne po­wtór­nie na ro­dzin­ną zie­mię.

Na­zwa­łem to dzieł­ko: ZWIER­CIA­DŁEM DO­SKO­NA­ŁO­ŚCI CHRZE­ŚCI­JAŃ­SKIEJ dla sług i go­spo­da­rzy każ­de­go sta­nu, dla da­nia czy­ta­ją­cym spo­sob­no­ści przy­pa­trze­nia się jed­nej i dru­giej stro­nie w mia­rę pra­wi­deł ob­ja­wio­nych przez Chry­stu­sa Pana.

Stó­su­nek sług do go­spo­da­rzy zwy­kło się li­czyć do naj­niż­szych lub naj­po­śled­niej­szych w rze­czach do­mo­wych; myl­nie wsze­la­koż, po­nie­waż i on się grun­tu­je, jak każ­dy in­szy, na mi­ło­ści i wza­jem­nym sza­cun­ku. Tę praw­dę w myśl chrze­ściań­stwa roz­ja­śnić i roz­pro­wa­dzić jest tego pi­sem­ka szcze­gól­nem za­da­niem.

Ile mi wia­do­mo, nikt się od daw­na nie zaj­mo­wał u nas roz­bio­rem tego przed­mio­tu, ni zwra­cał po­wszech­nej uwa­gi na one­goż istot­ne zna­cze­nie. – Być może, iż się tą ro­bo­tą za­jąw­szy, do­go­dzę ziom­kom i po­trze­bie ich ser­ca od­po­wiem!

Na do­bre­go wy­pra­co­wać się słu­gę lub go­spo­da­rza i w każ­dem przed­się­wzię­ciu umieć się do za­sad chrze­ści­jań­stwa stó­so­wać, jest rze­czą wiel­kiej wagi; – zwłasz­cza w kra­ju rol­ni­czym, któ­re­go wszyst­ka lud­ność roz­kła­da się na słu­gi i go­spo­da­rzy, roz­pa­trze­nie się w tym stó­sun­ku, ze sta­no­wi­ska chrze­ści­jań­skie­go zda­je się ko­niecz­ne. Za po­pra­wą spół­ecz­ną bo­le­śnie wzdy­cha­my; jest więc pora, tam za­cząć, w czem się naj­wię­cej po­psu­ło. Wy­cho­dze­nie go­spo­da­rzy ze słu­ga­mi i od­wrot­nie opie­ra się na ja­ko­wejs me­cha­nicz­nej prak­ty­ce, – zwy­cza­ja­mi uświę­co­nej, by­najm­niej na prze­pi­sach chrze­ści­jań­stwa. Za­miast tam dzia­łać żywa mi­łość, zo­bo­pól­na uf­ność i życz­li­wość za­gnieź­dzi­ło się z jed­nej stro­ny sro­gie i nie­ludz­kie po­ni­ża­nie i lek­ce­wa­że­nie słu­gi; a z dru­giej brzyd­ka nie­na­wiść i ze­msta na­prze­ciw panu lub go­spo­da­rzo­wi.

Obie­dwie stro­ny cięż­ko błą­dzą, po­nie­waż obie­dwie ze­szły z pro­stej dro­gi, wy­ty­ka­nej przez ko­ściół Chry­stu­sów. Spo­strze­że­nie się na błę­dzie i zna­le­zie­nie dro­gi od­bie­żo­nej jest rze­czą na­glą­cą, je­że­li nam we­wnętrz­ne od­ro­dze­nie leży na ser­cu.

Osno­wa tego dzieł­ka za­my­ka hi­sto­ryą do­świad­czo­ne­go słu­gi i do­ty­ka roz­licz­nych ga­łę­zi po­ży­cia do­mo­we­go. W roz­pro­wa­dza­niu tej­że osno­wy po­słu­gi­wa­łem się ob­ra­za­mi, bra­ne­mi żyw­cem z kra­ju na­sze­go, a zaś za­sa­dy czer­pa­łem, – jak wy­zna­ję – z du­cha chrze­ści­jań­stwa. – Te za­sa­dy pły­ną przez całe to dzieł­ko gdy­by zdrój czy­stej wody; gdy zaś po­ży­cie u nas w tym punk­cie wy­ja­wia się na­der brud­no i nie­czy­sto, lubo nie bez wy­jąt­ku.

Pod­czas opo­wia­da­nia tej hi­sto­ryi nie mia­łem za­mia­ru żad­ne­go do­tknąć sta­nu; gdyż każ­dy jest waż­ny, – prze­zna­czo­ny do pra­cy w win­ni­cy pań­skiej i spraw spół­ecz­nych. – Każ­dy nie­sie osob­ne brze­mię obo­wiąz­ków i praw, aby jed­nych do­peł­nia­jąc, a uży­wa­jąc dru­gich, od­no­sił owo­ce ztąd ze­bra­ne do ży­cia ogól­ne­go, i nie­mi za­si­lał do­bro po­wszech­ne. Za­mi­ło­waw­szy każ­dy stan, od­sła­nia­łem co w jed­nym lub dru­gim zdroż­ne­go, a co przy­kład­ne­go. Nie uprze­dzam czy­tel­ni­ka są­dem moim; po prze­czy­ta­niu niech sam wy­po­wie: w czem prze­sa­da – a w czem praw­da. Mam na­dzie­ję, że wie­lu rzek­ną ze mną: zbie­gli­śmy z dro­gi pro­stej, po­błą­dzi­li­śmy, i do domu po­ko­ju, zgo­dy i jed­no­ści prę­dzej nie tra­fi­my, aż wes­tchni­my w nie­bo, w pier­si się ude­rze­my i Zba­wi­cie­la wraz z Jego Ko­ścio­łem za prze­wod­ni­ka we­zwie­my! Oby to pi­sem­ko do tego po­sta­no­wie­nia sta­ło się po­bud­ką!

Pi­sa­łem w Fre­ibur­gu Ba­deń­skim w mie­sią­cu Stycz­niu 1852.

"Wy Słu­gi i Go­spo­da­rze ko­chaj­cie się na­wza­jem z ca­łe­go ser­ca; bądź­cie so­bie bra­cią; po­ma­gaj­cie so­bie wza­jem – nie, bo tak Pan Je­zus przy­ka­zał i Ko­ścioł na­ucza. "

Kie­dy u nas po wsiach ro­bo­ty po­usta­wa­ją, zwy­kle nie wie­dzą, co po­cząć; zwłasz­cza w świę­ta i dłu­gie zi­mo­we wie­czo­ry. Gdy się w tym cza­sie co no­we­go zja­wi do wsi, – ruch wiel­ki, ra­dość wiel­ka! Choć się tyl­ko żyd idą­cy za kup­nem lub za­rob­kiem po­ka­że w ja­kiej wio­sce, psy pierw­sze wy­bie­ga­ją prze­ciw nie­mu; za nie­mi bie­gną dzie­ci, – a mat­ki, oj­co­wie i kto moie wy­cho­dzi, – pa­trzy – co się dzie­je. Taka to wiel­ka cie­ka­wość za no­wi­ną! Cóż do­pie­ro, gdy się jaka ko­la­sa zbli­ża ku dwo­ro­wi: mamo! – papo! – go­ście jadą! – (krzy­czą ura­do­wa­ne dzie­ci, – a ro­dzi­ce, cio­tu­nia, pan­ny, – wszyst­ko, co żyje, – wy­glą­da, z któ­rej to stro­ny, i zga­du­je jed­no nad dru­gie – kto je­dzie; – i cie­szy się, że się prze­cie ro­ze­rwie, – nudy za­bi­je!….

Zką­dże ta wiel­ka ra­dość, – ten wiel­ki ruch? Ła­twa od­po­wiedź! Du­sza żąda po­krze­pia­nia. – Wszak­że pod­czas wio­sny, lata i je­sie­ni ręce pra­ru­ją, cia­ło wy­tę­ża siły na ka­wa­łek chle­ba, a du­sza przez ten czas spo­czy­wa. Praw­da, – że ją ma po­krze­piać na­bo­żeń­stwo co­dzien­ne, nie­dziel­ne i świą­tecz­ne; ale ja­kież to po­krze­pie­nie? Kie­dy pa­cierz od­ma­wia się albo usta­mi tyl­ko, – że ani du­sza o nim nie wie, – albo się go wca­le nie od­ma­wia. Na Mszy św. lub ka­za­niu bywa się ra­czej cia­łem niż du­szą; – pa­trzy się na xię­dza od­pra­wia­ją­ce­go o na­bo­żeń­stwo, – a nie roz­my­śla się, ni poj­mu­je, co z am­bo­ny gło­si, – co przy oł­ta­rzu robi, i cze­go przy spo­wie­dzi na­ucza. Przyj­dzie się z Ko­ścio­ła, to zno­wu do go­spo­dar­stwa, – a du­sza jak spa­ła, – tak śpi.

Owoż gdy kto obcy zaj­rzy do wsi, – du­sza się bu­dzi, – trzeź­wi i żąda na po­karm to no­win, to za­baw, – to na­uki. Gdy­by to mia­no po do­mach na­ucza­ją­ce i bu­du­ją­ce książ­ki, a oso­bli­wie chęć do czy­ta­nia; ob­sia­dło­by się stół, – jed­no czy­ta­ło­by gło­śno, – a dru­dzy słu­cha­li i na­ucza­li się po­ży­tecz­nych rze­czy. Był­by to dla du­szy po­karm po­żyw­ny i po­krze­pia­ją­cy; du­sza do­staw­szy za­sił­ku, nie nu­dzi­ła­by się i oświe­ca­ła. Nie je­den grosz zo­stał­by w kie­sze­ni, któ­ry go­spo­darz i pa­ro­bek wy­nie­sie w ta­kich cza­sach do go­ścin­ca; a ko­bie­ty i dzie­wu­chy nie mia­ły­by cza­su do plot­ków, – próż­nych i gor­szą­cych ga­węd. Po dwo­rach zaś nie spi­ja­ło­by się bu­te­lek i nie gra­no w kar­ty. Na­czy­taw­szy się, po­roz­ma­wia­ło­by się ze sobą o tem i owem, i by­ła­by to roz­ryw­ka wzmac­nia­ją­ca du­szę. W książ­kach re­li­gij­nych i oby­cza­jo­wych znaj­du­ją się rze­czy bar­dzo dla du­szy po­żyw­ne; bo ją albo wpro­wa­dza­ją w za­dzi­wie­nie, albo ją smu­cą, ba­wią, albo ją na­resz­cie na­peł­nia­ją mi­ło­ścią ku Panu Bogu i bliź­nie­mu. Otóż książ­ki ta­kie wpra­wia­ją du­szę w stan roz­ma­ity i przez to ją ćwi­czą i utrzy­mu­ją w czyn­no­ści. O ta­kie książ­ki sta­raj­cie się, oso­bli­wie wy chat miesz­kań­cy; pro­ście o nie X. Pro­bosz­cza lub Pań­stwo, jeź­li samo re­li­gij­ne i bo­go­boj­ne, ob­sia­daj­cie sto­ły i czy­taj­cie. Roz­po­wia­daj­cie, co­ście czy­ta­li, – a zo­ba­czy­cie, co to wa­sza du­sza na­bie­rze świa­tła; i jak to wam bę­dzie miło na ser­cu, ie się też in­szy­mi po­czu­je­cie ludź­mi.

Nie dziw za­tem, ie zja­wie­nie się uczci­we­go Grześ­ka, wpra­wi­ło całą wieś Sę­dzi­wój w ruch wiel­ki, – ra­dość wiel­ką. Był Grześ­ko ma­łym chłop­cem, gdy go ro­dzi­ce od­umar­li; a byli to bied­ni ko­mor­ni­cy, nie­mo­gą­cy mu wie­le ani dru­gie­mu bra­tu i sio­strze w pu­ściź­nie zo­sta­wić, – kro­wę po­dob­no, – sta­rą odzież i tro­chę sprzę­tów do­mo­wych. Za to dali im bło­go­sła­wień­stwo ro­dzi­ciel­skie, – na­uczy­li wszyst­ko troj­ga przy­kład­ne­go od­ma­wia­nia pa­cie­rza w domu i w Ko­ście­le. Grześ­ko po­szedł w służ­bę, któ­rej nie opu­ścił aż do póź­ne­go wie­ku. Chłop­cem był, gdy ze wsi wy­szedł, a star­cem gdy do niej wró­cił. Prze­szło sześć­dzie­siąt lat słu­żył po róż­nych miej­scach, nie­mal u każ­de­go sta­nu osób; – a gdy utra­cił ostat­nie­go pana i siły mu też usta­ły, po­sta­no­wił wró­cić pod strze­chę ro­dzin­ną.

W tym celu tak so­bie mó­wił: jeź­li za­sta­nę kogo ze swo­ich przy ży­ciu, – przy­ci­snę się do nie­go, – po­dzie­lę z nim grosz uciu­ła­ny, – a przy­tem będę Pana Boga chwa­lił i w po­ko­ju ocze­ki­wał szczę­śli­wej śmier­ci! Ta­kie miał Grześ­ko za­mia­ry, – przy­szedł­szy do Sę­dzi­wo­ja.

Grześ­ko (boć go tak brat, sio­stra i insi krew­ni na­zy­wa­li, cho­ciaż wy­glą­dał wspa­nia­le gdy­by pan) miał wie­le do po­wie­dze­nia, bo też to przez owe sześć­dzie­siąt lat bar­dzo wie­le wi­dział i sły­szał. Oso­bli­wie miał co nie­mia­ra do opo­wia­da­nia o go­spo­da­rzach, pań­stwie i o słu­gach. A było ku zi­mie, gdy do wsi ro­dzin­nej wró­cił; otoż czę­ścią z wła­snej ocho­ty, czę­ścią na żą­da­nie krew­nych i są­sia­dów, po­sta­no­wił w cza­sie wol­nym opo­wia­dać, co mu sięo tem wszyst­kiem oso­bli­we­go wi­dzia­ło.

Z tego opo­wia­da­nia Grześ­ko­we­go po­ka­zu­je się, co to za waż­ny za­cho­dzi sto­su­nek mię­dzy go­spo­dar­stwem a słu­ga­mi, i jak to ten sto­su­nek na­uka Pana Je­zu­sa pięk­nie wy­świe­ca. Co ra­zem ze­braw­szy, tę książ­kę skła­da, któ­rą niech czy­ta­ją słu­gi i go­spo­dar­stwo w każ­dym pol­skim domu. Niech to ro­bią w celu roz­pę­dze­nia nu­dów i po­krze­pie­nia du­szy; – a co więk­sza w celu za­cho­wy­wa­nia i usta­la­nia ta­kie­go mię­dzy sobą chrze­ściań­skie­go związ­ku, do ja­kie­go to całe opo­wia­da­nie zmie­rza.

Grześ­ko co przy­obie­cał, tego i do­trzy­mał, roz­po­czął w pew­ną nie­dzie­lę po po­łu­dniu opo­wia­dać przy­go­dy swo­je­go ży­cia, i to pa­smo opo­wia­da­nia cią­gnął w każ­dym cza­sie wol­nym. A na­szło się do izby jego sio­stry, przy któ­rej się za­wie­sił, mnó­stwo osób ze wsi. Dwor­skich na­wet wzię­ła cie­ka­wość. Gdy w izbie uci­chło, Grześ­ko w te się ode­zwał sło­wa:

W Imię Pana Boga opo­wiem wam, moi bra­cia, co mi się w prze­cią­gu lat upły­nio­nych przy­da­rzy­ło, cze­gom się na­uczył i do­świad­czył. Wiedz­cie, ie mi się w ży­ciu na­strę­cza­ły licz­ne dro­gi, któ­re­mi mógł­bym był cho­dzić; alem ja ob­rał jed­nę tyl­ko dro­gę, a tą dro­gą jest Pan Je­zus. Nam pro­stacz­kom ta dro­ga naj­le­piej przy­stoi, dla tego że jest pro­sta i otwar­ta; i z nas każ­dy może po niej tem pew­niej cho­dzić, że ją nam wszyst­kim wy­ty­ka i po­ka­zu­je nasz Ko­ściół świę­ty. Kto po niej po­stę­pu­je, ten wi­dzi, że wszyst­kie in­sze dro­gi, co so­bie lu­dzie bez Pana Je­zu­sa po­ro­bi­li, są to ma­now­ce, nie pro­wa­dzą­ce do zba­wie­nia – ale po­tę­pie­nia.

Nie bez ma­łe­go za­wsty­dze­nia mu­szę wam jed­nak wy­znać, że i ja mimo naj­szczer­szej chę­ci zba­cza­łem z tej dro­gi i nie­kie­dy po ma­now­cach błą­dzi­łem. Przy po­mo­cy bo­skiej po­miar­ko­wa­łem się wsze­la­koż, złe przed­się­wzię­cia ob­ża­ło­wa­łem i zno­wu się na ową pro­stą wy­do­sta­łem dro­gę. Przy­czy­ną mo­jej nie­sta­tecz­no­ści mo­gło być i to, że nas troj­ga za­wcze­śnie ro­dzi­ce od­umar­li; i ja już w dzie­sią­tym roku w służ­bę pójść mu­sia­łem, gdzie mnie od tej pro­stej dro­gi czę­sto od­wo­dzo­no. Nie­boszcz­ka mat­ka, Pa­nie świeć nad jej du­szą, nie była w sta­nie wię­cej mnie na­uczyć jak pa­cie­rza i mi­ło­ści ku Ko­ścio­ło­wi. Od­ma­wia­łem też pa­cierz z uwa­gą i na­bo­żeń­stwem i do Ko­ścio­ła cho­dzi­łem z ocho­tą i tam się za­cho­wy­wa­łem skrom­nie, – klę­cząc mo­dli­łem się, ka­za­nia słu­cha­łem, i nie jed­no za­cho­wa­łem, co mi wpa­dło do gło­wy. Pierw­sza spo­wiedź i ko­mu­nia wy­war­ła na mnie wpływ na­der sku­tecz­ny, bo do tych błę­dów, któ­rem wy­znał na spo­wie­dzi i któ­re mi X. Pro­boszcz zga­nił, wiel­ką uczu­łem od­ra­zę, i do więk­szych nig­dym się nie­wra­cał. Praw­da, że się z zwra­sta­ją­cym wie­kiem róż­ne do człe­ka przy­wią­zy­wa­ły na­ro­wy, lecz i te przez co­dzien­ne od­ma­wia­nie pa­cie­rza, – czę­ste cho­dze­nie do Ko­ścio­ła, na na­bo­żeń­stwo, spo­wia­da­nie się i ko­mu­ni­ko­wa­nie, od­pę­dza­łem od sie­bie.

Nie­boszcz­ka mat­ka, niech jej Pan Bóg da nie­bo, za­sia­ła tedy do­bre na­sie­nie w ser­cu i ro­zu­mie moim, i ja jej za to wdzięcz­niej­szy je­stem, ani­że­li gdy­by mi co nie­mia­ra zo­sta­wi­ła pie­nię­dzy. Bo z tego na­sie­nia wy­rósł owoc, któ­ry mi wszel­kie przy­kro­ści osła­dzał, tu­dzież prze­ciw po­ku­som mocy i od­wa­gi do­da­wał; gdy zaś pie­nią­dze bez tego na­sie­nia sta­wa­ją się za­wsze po­bud­ką do złe­go.

Mó­wię wam bra­cia, że przez pa­cierz i mi­łość ku Ko­ścio­ło­wi za­ło­ży­ła we mnie nie­boszcz­ka mat­ka fun­da­ment do Re­li­gii. Na­uczy­ła mię przez to znać i ko­chać Pana Boga i bliź­nie­go, i z każ­dą się rze­czą do­brze ob­cho­dzić. Re­li­gia jest to wę­zeł łą­czą­cy na­sze ser­ca i umy­sły z Pa­nem Bo­giem, oraz jed­no­czą­cy czło­wie­ka z czło­wie­kiem, gdy­by bra­ta z bra­tem. Taką to Re­li­gią jest na­sza ś. Re­li­gia. Tej to Re­li­gii na­uczył nas Pan Je­zus i do niej je­dy­nym klu­czem jest pa­cierz i mi­łość ku Ko­ścio­ło­wi. –

Ile razy przy­cho­dzi mi mó­wić o tej ś. Re­li­gii, nie mogę tego uczy­nić bez głę­bo­kie­go wzru­sze­nia! Roz­waż­my, co za zba­wien­ne skut­ki wy­da­ło po­śród lu­dzi sło­wo ś. Ewa­nie­li, ro­zu­mie się tam, gdzie w nie uwie­rzo­no i za dro­gę ży­cia ob­ra­no. Gdzie ono swą moc roz­wi­nę­ło, tam zni­kło bał­wo­chwal­stwo, a na­sta­ła wia­ra i mi­łość w ży­we­go i oso­bi­ste­go Boga! Ksią­żę­ta i rządz­cy świa­ta za­miast chło­stą pod­da­nych, byli ich oj­ca­mi, prze­wod­ni­ka­mi na dro­dze pro­wa­dzą­cej do cza­so­we­go i wiecz­ne­go uszczę­śli­wie­nia; i z tego wzglę­du zo­wią się do dziś na­miest­ni­ka­mi bo­ski­mi. Nie­wo­la usta­ła i czło­wiek nie­ja­ko by­dlę, ale jak brat po­ko­chał bra­ta. W sto­sun­kach ro­dzin­nych po­wstał i roz­mna­żał się po­kój boży; a mi­łość wza­jem­na opa­sy­wa­ła wszyst­kich człon­ków ro­dzi­ny (od cze­go i sług nie wyj­mu­jąc) gdy­by wstę­ga przy­mie­rza!

W rze­czy sa­mej – w któ­rym domu lub go­spo­dar­stwie za­mi­ło­wa­no tę świę­tą Re­li­gią, tam nie­wąt­pli­wie peł­nią su­mien­nie po­win­no­ści; tam pa­nu­je wza­jem­na wier­ność i mi­łość mię­dzy mał­żeń­stwem, ro­dzi­ca­mi, a dzieć­mi cze­la­dzią a go­spo­da­rza­mi: sło­wem tam nie zby­wa na kar­no­ści i spra­wie­dli­wo­ści. Taki dom ozna­cza się przez to samo pra­co­wi­to­ścią, umiar­ko­wa­niem, trzeź­wo­ścią i po­rząd­kiem; każ­dy z człon­ków ta­kie­go domu po­spie­sza w po­moc ubo­gie­mu, cho­re­mu, wspar­cia lub usłu­gi po­trze­bu­ją­ce­mu. Nikt z osób ta­kich nie­odma­wia po­słu­szeń­stwa zwierzch­no­ści du­chow­nej i świec­kiej; bo go też zwierzch­ność chrze­ściań­ska nig­dy nie wie­dzie do złe­go i ni­cze­go nad siły nie wy­ma­ga. Taki ży­wot pę­dząc, z ja­kąż­że spo­koj­no­ścią ocze­ku­je się śmier­ci, tego mi­łe­go przej­ścia od cza­so­wej do wiecz­nej Oj­czy­zny? Z ja­kiem­że upra­gnie­niem ocze­ku­je się przy schył­ku ży­cia na Pa­tia Je­zu­sa, któ­ry po­szedł na­przód, aby pil­nu­ją­cym ście­żek swo­ich miesz­ka­nie zgo­to­wał u Ojca nie­bie­skie­go i weń ich wpro­wa­dził?

Ach bo­ska Re­li­gio, ileż mocy i świa­tła w so­bie za­my­kasz!

Nie dziw­cie się, że z taką ży­wo­ścią mó­wię o Re­li­gii; bo byli tacy, jak się do­wie­cie, któ­rzy mi ją głę­bo­ko wpo­ili, i ona tak się szczel­nie zro­sła z ży­ciem mo­jem, z każ­dą my­ślą i sło­wem, iż ni­cze­go nie mogę bez niej my­śleć, mó­wie, a cóż… do­pie­ro dzia­łać. Niech was ani to nie dzi­wi, że mam o niej wie­le do mó­wie­nia, po­nie­waż przy­cho­dzę do was z plo­nem tych owo­ców, któ­rem przez dłu­gie pa­smo dni mo­ich zbie­rał.

Nie by­łem w prze­cią­gu mo­je­go ży­cia czem in­szem tyl­ko słu­gą, i nie­obra­ca­łem się tyl­ko mię­dzy go­spo­dar­stwem róż­ne­go sta­nu i za­trud­nie­nia, za­tem i ta hi­stor­ja nie moie się do cze­go in­sze­go ścią­gać, je­dy­nie do sto­sun­ków za­cho­dzą­cych mię­dzy służ­bą a go­spo­dar­stwem. Nie usły­szy­cie też in­szej rze­czy, jeno oso­bli­wo­ści, do­ty­czą­ce się te­goż przed­mio­tu.: ci

Po po­grze­bie nie­boszcz­ki mat­ki. Pa­nie świeć nad jej du­szą, po­szli­śmy wszy­scy tro­je we­dle zwy­cza­ju do go­ściń­ca z krew­ny­mi i przy­ja­ciół­mi, i pła­ka­li­śmy rzew­nie. Pa­weł Szy­deł­ko, mój chrzest­ny, wziąw­szy mię za rękę i do ser­ca przy­tu­liw­szy rzekł: nie płacz chłop­cze; we­zmę cię do sie­bie, – prze­no­cu­jesz… – a ju­tro za­pro­wa­dzę cię do Bar­tło­mie­jo­wej sio­stry do Ry­chło­wa; nie ma dzie­ci ani dziew­ki, – sama się jeno po domu ko­la­ce, to cię przyj­mie. Praw­dę mó­wiąc, jest to gdy­ra­ła: ale on do­bry czło­wiek. Cyt, Grześ­ku, cyt! – To po­wie­dziaw­szy, dał mi w rękę ka­wał chle­ba, ze swo­jej szklan­ki tro­chę po­pić, mio­du i po­cie­szał, jako mógł. Ztam­tąd po­sze­dłem do nie­go, – a na­za­jutrz ze świ­ta­niem pu­ści­li­śmy się w dro­gę. Oko­ło po­łu­dnia sta­nę­li­śmy w miej­scu.

Bar­tło­mie­jo­wie przy­ję­li Paw­ła po ludz­ku; po­sta­wi­li do je­dze­nia, co naj­lep­sze­go mie­li; co tam ze sobą wzglę­dem mnie roz­ma­wia­li nie wiem. Go­spo­dy­ni ob­ró­ciw­szy się rze­kła: że mogę u nich zo­stać; – da­dzą mi przy­odzie­wek i jeść, – za co będę pa­sał gęsi i ro­bił, co roz­ka­żą. Jam na to nic nie od­po­wie­dział, – a Pa­weł przy­dał: abym był do ro­bo­ty rą­czy i usłu­cha­ny, a włos mi z gło­wy nie spad­nie i bę­dzie mi do­brze. Nie ba­wiw­szy po­że­gnał się i po­szedł, a mnie w oczach łzy sta­nę­ły, wi­dząc go od­cho­dzą­ce­go; bo mi się żal zro­bi­ło za nie­boszcz­ką mat­ką i za wami moja sio­stro i ty bra­cie.

Bar­tło­miej był cha­łup­ni­kiem; małe po­sia­dał go­spo­dar­stwo, – parę koni, dwie kro­wy, kil­ka świń, gęsi i owiec; cho­wał pa­rob­ka dla od­ra­bia­nia pań­skie­go. On był to czło­wiek ci­chy i do­bre­go ser­ca; ale ona ko­bie­ta gwał­tow­na, zja­dli­wa i pręd­ka; lada rzecz wpra­wia­ła ją w złość, – cze­go w so­bie za­ta­ić nie mo­gąc, co chwi­la wy­bu­cha­ła z krzy­kiem i obe­lży­we­mi sło­wy. Pierw­sze­go za­raz wie­czo­ra nie usze­dłem jej gnie­wu; ka­za­ła mi przy­nieść ga­łę­zi z po­dwór­ka i na ko­min­ku roz­nie­cić. Ga­łę­zie były mo­kre, nie­chcia­ły się pa­lić; dmu­cha­łem, żem le­d­wo du­szy nie wy­dmu­chał, – nic nie po­ra­dzi­ło; – pod­kła­da­łem to sło­my, to łu­czy­wa, – lecz i to na próż­no. Ona była u doju; – po­wró­ciw­szy i nie wi­dząc ognia, – nuż na mnie: ma­zga­ju, – ognia roz­pa­lić nie umiesz, – a zryć to umiesz! Ode­pchnę­ła mię od ko­min­ka, – i sama się za­ję­ła roz­pa­le­niem; ale i onej szło trud­no; – więc się zno­wu zło­ścić! Na to wszedł mąż; – a ona na nie­go, – że się o drwa nie sta­ra, – że samą jej mo­krzy­znę zwo­zi; – i cią­gle ta­kie krzy­ki i ha­ła­sy! – Tego ca­łe­go wie­czo­ra nie mo­gła się uspo­ko­ić; – wciąż mi wy­da­wa­ła roz­ka­zy, – a com wziął w rękę, – to było złe, – to nowe prze­zwi­ska od­bie­ra­łam.
mniej..

BESTSELLERY

Kategorie: