- nowość
- promocja
Zagadka Cicero - ebook
Zagadka Cicero - ebook
Czy rzeczywiście największe nawet sukcesy wywiadowcze mogą decydować o wyniku wojny? Praca wywiadu jest oczywiście bardzo ważna. Lecz praca ta przebiega w pewnych konkretnych warunkach i nie jest oderwana od wszystkich czynników wpływających na losy wojny. I trudno byłoby wymagać od wywiadu jakiegokolwiek państwa, aby uratował je od klęski, gdy splot wszystkich czynników tę klęskę już przygotował. Trudno byłoby wymagać, aby w sytuacji, w której przegrana Niemiec była już zadecydowana, mógł wygrać swą wojnę niemiecki wywiad. Sprawa „Cicero” najwymowniej tego dowodzi.
Ten kolejny tomik z reaktywowanego legendarnego cyklu wydawniczego wydawnictwa Bellona przybliża czytelnikowi dramatyczne wydarzenia największych zmagań wojennych w historii; przełomowe, nieznane momenty walk; czujnie strzeżone tajemnice pól bitewnych, dyplomatycznych gabinetów, głównych sztabów i central wywiadu.
Kategoria: | Historia |
Zabezpieczenie: |
Watermark
|
ISBN: | 978-83-11-17738-3 |
Rozmiar pliku: | 1,1 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Maj 1943 roku.
Na frontach Europy i Azji toczą się ciężkie walki.
Ankara jest stolicą Turcji, państwa neutralnego, ale i w jej mury zawitała wojna. Co prawda nie słychać tu huku wystrzałów i nie wybuchają bomby lotnicze, lecz poprzez miasto, nawet wtedy, gdy okrywa je nieprzenikniona czerń anatolijskiej nocy, przebiegają niewidzialne fronty, na których zmagają się nieustannie całe oddziały ludzi-cieni, szpiegów. Tak więc i tutaj toczy się walka, tyle tylko, że jest to walka cicha i szczególnie podstępna.
Sir Hughe Knatchbull-Hugessen, ambasador Wielkiej Brytanii w Turcji, wiele mógłby na ten temat powiedzieć. Sir Hugessen znany był jako jeden z filarów brytyjskiej dyplomacji, zajmował wysoki szczebel w jej drabinie, był osobistym przyjacielem premiera Churchilla i dlatego właśnie znalazł się w stolicy Turcji. Kraj ten cieszył się z wielu względów szczególnym zainteresowaniem rządu Jego Królewskiej Mości.
Ambasador Knatchbull-Hugessen miał na swym stanowisku wiele pracy i kłopotów, tym bardziej więc nie mógł nachwalić się swego nowego kamerdynera, który właśnie w maju przyjął u niego pracę. Człowiek ten pracował uprzednio u pierwszego sekretarza ambasady brytyjskiej, Mr Douglasa Buska. Powściągliwy z natury Busk nie sławił zdolności służącego, ale i go nie ganił, co można było traktować jako swego rodzaju wyraz uznania. Oczywiście, obaj dyplomaci poczynili, co należało, aby sprawdzić przeszłość nowego w ich domostwach człowieka, nie zgłoszono im jednakże żadnych w tym względzie zastrzeżeń.
Kamerdyner zawsze był na swym miejscu, zawsze znajdował czas na usługi, zawsze o wszystkim pamiętał. Można powiedzieć, że zdjął on z szanownej głowy ambasadora wszelkie troski o drobne sprawy codzienności, drobne na pozór, często wszakże kosztujące wiele nerwów. I dlatego po krótkim już czasie Elyeza Bazna, bo tak się zwał nowy lokaj sir Hugessena, uzyskał pełnię łask i zaufanie swego pana. Sir Hugessen mógł się teraz oddać całkowicie dyplomacji, czyli przede wszystkim nakłanianiu rządu tureckiego do przejścia z pozycji proniemieckich na pozycje probrytyjskie.
Dużym krokiem w tym właśnie kierunku była wizyta Churchilla w Adanie w styczniu 1943 roku. Premier dokazał wiele, ale reszta pozostawała w rękach ambasadora. On właśnie miał uwieńczyć rozpoczęte dzieło.
Baron Franz von Papen, ambasador Rzeszy Niemieckiej w Ankarze, starał się oczywiście o to, aby wszelkie wysiłki Anglików, w pierwszym zaś rzędzie sir Hugessena, spełzły na niczym. Turcja zawarła 18 czerwca 1941 roku traktat o nieagresji z III Rzeszą, a wcześniej 25 marca taki traktat z ZSRR. Zachowując neutralność, prowadziła jednak politykę balansowania pomiędzy aliantami a państwami Osi. Ostatnio Niemcy odnosili w Rosji sukcesy i w rządzie tureckim nasilały się sympatie proniemieckie.
Baron von Papen zacierał ręce.
Ten wytrawny gracz polityczny znany był ze swej „dyplomatycznej” działalności jeszcze z lat pierwszej wojny światowej, kiedy jako attaché niemiecki w USA organizował tam akcje sabotażowo-szpiegowskie. Poza tym z tego też okresu Papen doskonale znał… Turcję. Nie kto inny, a on właśnie był wtedy głównym pomocnikiem generała Otto Limana von Sandersa, szefa niemieckiej misji wojskowej w Turcji, faktycznego głównodowodzącego armii tureckiej.
Już te tylko epizody kariery von Papena wystarczająco predestynowały go na stanowisko niemieckiego ambasadora w Turcji. Nie zapominajmy również, że nie kto inny, a Franz von Papen był tym kanclerzem Rzeszy, który umożliwił Hitlerowi dojście do władzy, później zaś, jako specjalny wysłannik Hitlera, zmusił rząd austriacki do kapitulacji przy przymusowym wcielaniu Austrii do Rzeszy.
Do kierowania więc ambasadą niemiecką w Ankarze wyznaczył Hitler takiego człowieka, który mógł gwarantować przystąpienie Turcji do Osi, aby zaś jego wysiłki nie ustawały, przydzielił mu do pomocy w charakterze pierwszego sekretarza ambasady ambasadora Alberta Jenkego, szwagra niemieckiego ministra spraw zagranicznych Ribbentropa.
Papen zacierał ręce, póki nie nadszedł Stalingrad. Niebawem Wehrmacht musiał także wycofać się z Kaukazu. Tureccy politycy i wojskowi zaczęli z wolna tracić wojenny animusz i coraz częściej głosili nietykalność zasad neutralności. Sytuacja stawała się krytyczna. Papen wytężał siły coraz bardziej również na niedyplomatycznej niwie. Wspomagał go w tym dziele niemiecki wywiad, zakamuflowany w Turcji pod różnymi postaciami, zgrupowany wokół rezydentur w Stambule i Ankarze.
Ludwig C. Moyzisch zajmował oficjalnie stanowisko attaché handlowego ambasady niemieckiej w Ankarze, w rzeczywistości jednak zaliczał się do tych szczególnych pracowników dyplomacji, którzy zajmowali się działalnością, powiedzmy, bardzo dyskretną. Moyzisch był ongiś wiedeńskim dziennikarzem, dawno już jednak zerwał kontakt z prasą. Teraz zaś był ni mniej, ni więcej tylko… rezydentem wywiadu zagranicznego SS. Z racji owej funkcji miał stopień sturmbannführera, choć jego wygląd zewnętrzny w niczym nie przypominał obowiązującego rzekomo w SS typu nordyckiego. Pochodził z Austrii, a jego twarz dowodziła nader wymownie mezaliansu, jaki któryś z jego germańskich przodków popełnił z osobą o cechach wybitnie orientalnych. Być może z tego właśnie powodu Ludwig C. Moyzisch znalazł się w Ankarze, gdzie w potrzebie mógł równie dobrze udawać Turka, jak Egipcjanina.
Formalnie Moyzisch znajdował się na liście pracowników ambasady i podlegał poprzez Papena niemieckiemu Ministerstwu Spraw Zagranicznych, ale w rzeczywistości kierował jego poczynaniami specjalny wydział Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy o nazwie „Ausland” („Zagranica”), na którego czele stał gruppenführer SS Walter Schellenberg.
Moyzisch nie miał lekkiego życia, a w maju 1943 roku zastanawiał się szczególnie intensywnie nad realizacją swych zadań. Przybywało ich z dnia na dzień, bowiem naciskał i Papen i Schellenberg, przy czym ten drugi zlecał już nie tylko penetrację wrogich ośrodków dyplomatycznych i szpiegowskich, ale również coraz bardziej energiczną inwigilację osób zatrudnionych w niemieckich placówkach dyplomatycznych oraz w działającym nader ruchliwie w Turcji, głównie w Stambule, aparacie Abwehry, która stworzyła tu swe ognisko promieniujące na cały Bliski Wschód. Choć Moyzisch współdziałał na ogół z rezydentem Abwehry, Paulem Lewerkühnem, musiał go też pilnie obserwować.
W miarę niemieckich klęsk militarnych pogarszała się – niestety – sytuacja także na froncie cichym. Dotychczasowe kontakty rwały się, nowych brakowało. Ogólnie biorąc, pracy Moyzischowi przybyło ogromnie, więc pewnego majowego wieczoru 1943 roku pomyślał o przyjęciu nowej sekretarki.
George H. Earle był takim samym attaché morskim Stanów Zjednoczonych w Turcji jak Moyzisch attaché handlowym. Podobnie też jak on mało się przejmował swymi rzekomymi obowiązkami dyplomatycznymi. Krótko mówiąc, był… rezydentem wywiadu amerykańskiego w Turcji.
George Earle był szpiegiem wysokiego lotu, znacznie wyższego niż sturmbannführer Moyzisch, który reprezentował co prawda inicjatywę, pomysłowość i doświadczenie, lecz w gruncie rzeczy jego rola ograniczała się zawsze do roli wykonawcy. Earle zaś był także współtwórcą bardzo dalekosiężnych planów, w których nawet Turcja odgrywała drugorzędną rolę, choć znaczenie tego państwa dla polityki Stanów Zjednoczonych wzrastało wprost proporcjonalnie do niemieckich klęsk w Związku Radzieckim.
Sama biografia Mr Earle’a jest dość wymowna. On – przyjaciel prezydenta Roosevelta – piastował stanowisko gubernatora stanu Pensylwania, potem został ambasadorem w Austrii i Bułgarii, uznano go nawet za znawcę spraw bałkańskich. Bardziej jednak niż sytuacja na Bałkanach interesowała Mr Earle’a kwestia zawarcia odrębnego pokoju z Niemcami i to właśnie sprowadziło go do Turcji. Nie trzeba chyba dodawać, że attaché morski ambasady USA w Ankarze zdecydował się na objęcie tego stanowiska po długiej rozmowie z samym Allanem Dullesem, szefem amerykańskiego wywiadu (OSS) w Europie. W trakcie tej konferencji uzgodniono wiele konkretnych, szczegółowych spraw, zaś na zasadnicze wytyczne działalności Mr Earle’a w Ankarze czasu stracono niewiele; zarówno szef, jak i podwładny od dawna już kierowali się poglądem, że nie niemieckie Niemcy powinny być dla Stanów Zjednoczonych wrogiem numer jeden.
Jedną z pierwszych spraw, w których maczał palce nasz nowo mianowany attaché morski, była wizyta nowojorskiego arcybiskupa Spellmana w Turcji wiosną 1943 roku. Earle postarał się o to, aby do Papena doszły wieści, że świątobliwy turysta pragnie go ujrzeć. Papen zapytał Berlin, lecz stamtąd otrzymał zakaz spotkania. Ale Mr Earle nie tracił ducha. Zdecydowawszy się na umieszczenie w ambasadzie niemieckiej swego człowieka, którego zamierzał wykorzystywać wszechstronnie, przystąpił w maju 1943 roku do działania.
Elizabeth Kapp, córka generalnego konsula niemieckiego w Sofii, pracowała dzięki ojcowskiej protekcji w tamtejszej ambasadzie Rzeszy. Była sekretarką pomniejszego kalibru i z pracy była na ogół zadowolona, lecz któregoś dnia – było to bodaj właśnie w maju 1943 roku – poprosiła ojca o pomoc w przeniesieniu jej do placówki niemieckiej w jakimś zupełnie neutralnym, spokojniejszym niż Bułgaria kraju. Ojciec zgodził się z jej stanowiskiem. Istotnie, w Bułgarii groziły anglo-amerykańskie naloty, a poza tym, w miarę odwrotu Wehrmachtu z rosyjskich ziem, zbliżał się front. Elizabeth była młodą, dwudziestoletnią panną i należało jej się, zdaniem papy, coś więcej z życia niż ciągły strach. Papa Kapp począł się tedy starać o wyjazd córki z Sofii, rozpytywać tu i tam, czy w jakimś neutralnym, spokojnym kraju nie znalazłaby się dla niej posada.
Elizabeth nie ukrywała, że najchętniej wyjechałaby do Stanów Zjednoczonych, gdzie jej ojciec pracował kiedyś jako dyplomata. Niestety, nie wchodziło to w grę, póki między Stanami a Niemcami trwał stan wojny. Trzeba było pogodzić się z losem i korzystać z tego, co on przyniesie.
Poznaliśmy dotąd pierwszoplanowe postacie naszej opowieści. Warto by jednak dodać do nich jeszcze jedną. Choć występowała ona z dala od właściwego miejsca akcji i nie wiązała się bezpośrednio z tak zwaną sprawą „Cicero”, jej wpływ na przebieg akcji był znaczny, a w każdym razie decydujący o zaskakującej poincie całej historii.
Hauptsturmführer SS Bernhard Krüger, szef działu VI-F4 w Głównym Urzędzie Bezpieczeństwa Rzeszy, komórki zajmującej się głównie fałszowaniem przeróżnych dokumentów, kierował z racji swych obowiązków supertajną akcją nazwaną od jego imienia „akcją Bernhard”. Krüger nie był twórcą całego przedsięwzięcia, odziedziczył je właściwie po swym poprzedniku, sturmbannführerze Alfredzie Naujocksie. Niemniej młody Krüger zdołał uzyskać szereg świetnych osiągnięć, jak choćby wykonanie paszportów wszystkich krajów świata w taki sposób, że nie wzbudzały one nigdzie zastrzeżeń. Jednakże teraz, w maju 1943 roku, Krüger osiągnął szczyt swego fałszerskiego powodzenia.
Pewnego dnia Krüger, odebrawszy jakiś telefon, bez chwili zwłoki opuścił swe biuro przy Beymestrasse w Berlinie i jak bomba wpadł do samochodu, który na pełnym gazie ruszył wprost do obozu koncentracyjnego w Sachsenhausen.
Tam w odizolowanym szczelnie bloku nr 19 czekano już na niego. Krüger pochylił się nad retuszerskim stołem, gdzie leżał przygotowany dlań materiał.
Jak stwierdził, wykonanie było doskonałe.
„Macie dziś święto” – zawołał uradowany do stojących przy nim więźniów. Dziwni to byli ludzie. Kruger po ściągał ich tu specjalnie z całej niemal Europy, penetrował w pogoni za nimi więzienia, obozy i getta. Okazali się warci jego wysiłku: mieli doprawdy nadzwyczajne uzdolnienia…
Znamy więc już wszystkich bohaterów najbardziej chyba sensacyjnej afery szpiegowskiej II wojny światowej. Najmniej, co prawda, mówiliśmy dotąd o głównym bohaterze, ale jego poznaje się najlepiej w toku akcji.ANKARA – PAŹDZIERNIK 1943
Hauptsturmführer Krüger odwiedzał często blok nr 19 w Sachsenhausen. Zdarzało się to wtedy zwłaszcza, gdy telefonowała do niego sekretarka szefa wywiadu gruppenführera Schellenberga i lakonicznie zamawiała materiał.
„_Herr_ Krüger? Potrzebujemy sto, pierwszy gatunek.” Albo innym razem: „_Herr_ Krüger, potrzebujemy dwadzieścia, może być druga klasa w drobniejszych”. Mowa była czasami również o klasie trzeciej.
Po takim telefonie Krüger natychmiast wsiadał w samochód, zawsze sam, jechał do Sachsenhausen, a potem co rychlej powracał do Berlina, wprost na Berkaestrasse, gdzie mieścił się oddział finansów wywiadu zagranicznego.
28 października 1943 roku w gabinecie Krügera zadzwonił telefon.
– _Herr_ Krüger? Potrzebujemy natychmiast dwadzieścia, pierwsza klasa. Natychmiast…
Szef „akcji Bernhard” ruszył do Sachsenhausen.
W tym samym mniej więcej czasie konsul Kapp otrzymał wiadomość od znajomego z Berlina, że przeniesienie jego córki zostało przez centralę załatwione pozytywnie. Elizabeth mogła już pakować walizki i szykować się do podróży. Oczywiście, tak jak prosił Kapp, w grę wchodziła ambasada niemiecka w stolicy Turcji. Kapp dowiedział się przypadkowo od radcy Seilera z ambasady ankarskiej, że potrzebują tam sekretarki dla któregoś z wyższych urzędników. Ankara bardzo konsulowi odpowiadała, tak więc pokierował sprawę, by jak najwcześniej załatwiono ją w Berlinie. Jeśli wszystko przedłużyło się nieco, to tylko z tego powodu, że osobą panny Kapp zajął się kontrwywiad, sprawdzając, czy można mieć do niej pełne zaufanie, bowiem stanowisko, które miała objąć, bardzo tego wymagało. Zastrzeżeń nie było żadnych, bo i skąd: córka wieloletniego niemieckiego dyplomaty, siostra dwóch oficerów frontowych, członkini Bund der Deutschen Mädel¹, młoda zresztą kobieta, której charakteru życie nie zdążyło zepsuć, dziewczę bez żadnej jeszcze przeszłości.
Znany nam już Mr George Earle pod koniec października bawił w Stambule i oczekiwał pewnej wiadomości z Berna. Tym szwajcarskim miastem Earle mało by się interesował, gdyby nie fakt, iż tam właśnie, przy willowej ulicy Herrengasse, umiejscowiło się kierownictwo wywiadu amerykańskiego w Europie.
Zarówno Earle, jak i Dulles w niczym nie zmienili swych zapatrywań na kwestię możliwości zawarcia odrębnego pokoju z niemieckimi Niemcami, co umożliwiłoby Niemcom dalsze prowadzenie wojny na jednym tylko froncie… wschodnim. W miarę radzieckich sukcesów energia obu tych mężów wzmagała się do tego stopnia, iż zaniepokoiło to prezydenta Roosevelta.
Allan Dulles rozpoczął już w lutym 1943 roku pertraktacje z przedstawicielami tych kół niemieckich, które były pozytywnie ustosunkowane do państw zachodnich, szczególnie do USA. Do Berna zawitał wówczas niejaki „_Herr_ Paul”, w rzeczywistości książę Maksymilian Egon Hohenlohe, by odbyć z Dullesem występującym pod pseudonimem „Mister Buli” bardzo serdeczną rozmowę. Dulles nie przeciwstawił się bynajmniej idei narodowego socjalizmu, kwestionował tylko osobę Hitlera jako zbyt skompromitowaną, aby Zachód mógł z nią pertraktować. Drugą osobą, z którą Dulles rozmawiał w sprawie zawarcia odrębnego pokoju z Niemcami, był niejaki doktor Schudekopf, trzecią wreszcie wicekonsul niemiecki w Zurychu – dr Brandt Gisevius. Konferencje „Mister Bulla” z Niemcami miały bardzo interesujący przebieg, najciekawsze było jednak to, że wszyscy trzej byli agentami wywiadu. Pierwszych dwóch delegował do Berna Schellenberg, Giseviusem zaś kierował Canaris.
Dulles miał więc dobre kontakty z Niemcami. A Earle? Jego zadanie polegało na tym, aby do Niemców dotrzeć także poprzez ambasadora barona von Papena.
Earle oczekiwał wiadomości z Berna i otrzymał ją. Był bardzo zadowolony. Nie mógł przecież wiedzieć, jak nieoczekiwane wyniki przyniesie ostateczne załatwienie tej sprawy, która weszła właśnie w stadium realizacji.
George Earle znajdował się w Stambule, w Ankarze zaś 29 października odbyło się uroczyste przyjęcie z okazji święta narodowego Turcji. Znaleźli się na nim i ambasador von Papen, i ambasador Hughe Knatchbull Hugessen. Pierwszy uśmiechnął się pod siwym wąsem, myśląc o Angliku. Czy ten choćby przez minutę mógł przypuszczać, co dzieje się w jego własnej siedzibie?… A może?… Papen wzdrygnął się i nerwowo sięgnął po kieliszek wina. A może?…
Sir Hughe Knatchbull Hugessen czuł się na przyjęciu bardzo dobrze, po powrocie zaś do domu pierwszą osobą, którą ujrzał, był jego nieoceniony kamerdyner, Elyeza Bazna. Służący otworzył drzwi, wyrażając już samą swą postawą gotowość do usług.
Ambasador nie omieszkał wyrazić głośno swego zadowolenia, co ze strony Bazny skwitowane zostało pełnym szacunku ukłonem.
Sir Hugessen udał się wnet na spoczynek. Kamerdyner, jak było to już zwyczajem, podał mu tabletki nasenne i szklankę wody.
– Dziękuję. – Ambasador przełknął tabletki i wodę. – Pamiętasz dosłownie o wszystkim.
Bazna skłonił się znów z uszanowaniem, po czym opuścił sypialnię, bezszelestnie zamykając drzwi.
Sir Knatchbull Hugessen zasypiał spokojnie, w błogim poczuciu dobrze spełnionego obowiązku.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
BESTSELLERY
- 69,90 zł
- Wydawnictwo: Napoleon VFormat: EPUB MOBIZabezpieczenie: Watermark VirtualoKategoria: HistoriaNadejście Trzeciej Rzeszy Richarda J. Evansa jest fantastyczną syntezą zawierającą masę wiedzy i wiarygodną i żywą. Evans pokazuje jak gromadzono składniki nazistowskiego triumfu i czego było potrzeba, by ze sobą współgrały...
29,90 zł 44,99
Rekomendowana przez wydawcę cena sprzedaży detalicznej.
- 49,00 zł
- EBOOK
29,90 zł 44,99
Rekomendowana przez wydawcę cena sprzedaży detalicznej.
- Wydawnictwo: Napoleon VFormat: EPUB MOBIZabezpieczenie: Watermark VirtualoKategoria: HistoriaOstatni tom oklaskiwanej trylogii Richarda J. Evansa o narodzinach, rozkwicie i upadku nazistowskiego państwa. Wojna Trzeciej Rzeszy opisuje jak Niemcy ruszyły z impetem ku własnej zagładzie, niszcząc po drodze cały kontynent.EBOOK
29,90 zł 44,99
Rekomendowana przez wydawcę cena sprzedaży detalicznej.