Facebook - konwersja
Czytaj fragment
Pobierz fragment

  • nowość
  • promocja

Zagadka Cicero - ebook

Wydawnictwo:
Data wydania:
12 marca 2025
Format ebooka:
EPUB
Format EPUB
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najpopularniejszych formatów e-booków na świecie. Niezwykle wygodny i przyjazny czytelnikom - w przeciwieństwie do formatu PDF umożliwia skalowanie czcionki, dzięki czemu możliwe jest dopasowanie jej wielkości do kroju i rozmiarów ekranu. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
, MOBI
Format MOBI
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najczęściej wybieranych formatów wśród czytelników e-booków. Możesz go odczytać na czytniku Kindle oraz na smartfonach i tabletach po zainstalowaniu specjalnej aplikacji. Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu. Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
(2w1)
Multiformat
E-booki sprzedawane w księgarni Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu - kupujesz treść, nie format. Po dodaniu e-booka do koszyka i dokonaniu płatności, e-book pojawi się na Twoim koncie w Mojej Bibliotece we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu przy okładce. Uwaga: audiobooki nie są objęte opcją multiformatu.
czytaj
na tablecie
Aby odczytywać e-booki na swoim tablecie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. Bluefire dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na czytniku
Czytanie na e-czytniku z ekranem e-ink jest bardzo wygodne i nie męczy wzroku. Pliki przystosowane do odczytywania na czytnikach to przede wszystkim EPUB (ten format możesz odczytać m.in. na czytnikach PocketBook) i MOBI (ten fromat możesz odczytać m.in. na czytnikach Kindle).
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
czytaj
na smartfonie
Aby odczytywać e-booki na swoim smartfonie musisz zainstalować specjalną aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego, który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. iBooks dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale Pomoc.
Czytaj fragment
Pobierz fragment

Zagadka Cicero - ebook

Czy rzeczywiście największe nawet sukcesy wywiadowcze mogą decydować o wyniku wojny? Praca wywiadu jest oczywiście bardzo ważna. Lecz praca ta przebiega w pewnych konkretnych warunkach i nie jest oderwana od wszystkich czynników wpływających na losy wojny. I trudno byłoby wymagać od wywiadu jakiegokolwiek państwa, aby uratował je od klęski, gdy splot wszystkich czynników tę klęskę już przygotował. Trudno byłoby wymagać, aby w sytuacji, w której przegrana Niemiec była już zadecydowana, mógł wygrać swą wojnę niemiecki wywiad. Sprawa „Cicero” najwymowniej tego dowodzi.

Ten kolejny tomik z reaktywowanego legendarnego cyklu wydawniczego wydawnictwa Bellona przybliża czytelnikowi dramatyczne wydarzenia największych zmagań wojennych w historii; przełomowe, nieznane momenty walk; czujnie strzeżone tajemnice pól bitewnych, dyplomatycznych gabinetów, głównych sztabów i central wywiadu.

Kategoria: Historia
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-11-17738-3
Rozmiar pliku: 1,1 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

DYPLOMACI I SZPIEDZY

Maj 1943 roku.

Na fron­tach Europy i Azji toczą się cięż­kie walki.

Ankara jest sto­licą Tur­cji, pań­stwa neu­tral­nego, ale i w jej mury zawi­tała wojna. Co prawda nie sły­chać tu huku wystrza­łów i nie wybu­chają bomby lot­ni­cze, lecz poprzez mia­sto, nawet wtedy, gdy okrywa je nie­prze­nik­niona czerń ana­to­lij­skiej nocy, prze­bie­gają nie­wi­dzialne fronty, na któ­rych zma­gają się nie­ustan­nie całe oddziały ludzi-cieni, szpie­gów. Tak więc i tutaj toczy się walka, tyle tylko, że jest to walka cicha i szcze­gól­nie pod­stępna.

Sir Hughe Knatch­bull-Huges­sen, amba­sa­dor Wiel­kiej Bry­ta­nii w Tur­cji, wiele mógłby na ten temat powie­dzieć. Sir Huges­sen znany był jako jeden z fila­rów bry­tyj­skiej dyplo­ma­cji, zaj­mo­wał wysoki szcze­bel w jej dra­bi­nie, był oso­bi­stym przy­ja­cie­lem pre­miera Chur­chilla i dla­tego wła­śnie zna­lazł się w sto­licy Tur­cji. Kraj ten cie­szył się z wielu wzglę­dów szcze­gól­nym zain­te­re­so­wa­niem rządu Jego Kró­lew­skiej Mości.

Amba­sa­dor Knatch­bull-Huges­sen miał na swym sta­no­wi­sku wiele pracy i kło­po­tów, tym bar­dziej więc nie mógł nachwa­lić się swego nowego kamer­dy­nera, który wła­śnie w maju przy­jął u niego pracę. Czło­wiek ten pra­co­wał uprzed­nio u pierw­szego sekre­ta­rza amba­sady bry­tyj­skiej, Mr Douglasa Buska. Powścią­gliwy z natury Busk nie sła­wił zdol­no­ści słu­żą­cego, ale i go nie ganił, co można było trak­to­wać jako swego rodzaju wyraz uzna­nia. Oczy­wi­ście, obaj dyplo­maci poczy­nili, co nale­żało, aby spraw­dzić prze­szłość nowego w ich domo­stwach czło­wieka, nie zgło­szono im jed­nakże żad­nych w tym wzglę­dzie zastrze­żeń.

Kamer­dy­ner zawsze był na swym miej­scu, zawsze znaj­do­wał czas na usługi, zawsze o wszyst­kim pamię­tał. Można powie­dzieć, że zdjął on z sza­now­nej głowy amba­sa­dora wszel­kie tro­ski o drobne sprawy codzien­no­ści, drobne na pozór, czę­sto wszakże kosz­tu­jące wiele ner­wów. I dla­tego po krót­kim już cza­sie Ely­eza Bazna, bo tak się zwał nowy lokaj sir Huges­sena, uzy­skał peł­nię łask i zaufa­nie swego pana. Sir Huges­sen mógł się teraz oddać cał­ko­wi­cie dyplo­ma­cji, czyli przede wszyst­kim nakła­nia­niu rządu turec­kiego do przej­ścia z pozy­cji pro­nie­miec­kich na pozy­cje pro­bry­tyj­skie.

Dużym kro­kiem w tym wła­śnie kie­runku była wizyta Chur­chilla w Ada­nie w stycz­niu 1943 roku. Pre­mier doka­zał wiele, ale reszta pozo­sta­wała w rękach amba­sa­dora. On wła­śnie miał uwień­czyć roz­po­częte dzieło.

Baron Franz von Papen, amba­sa­dor Rze­szy Nie­miec­kiej w Anka­rze, sta­rał się oczy­wi­ście o to, aby wszel­kie wysiłki Angli­ków, w pierw­szym zaś rzę­dzie sir Huges­sena, speł­zły na niczym. Tur­cja zawarła 18 czerwca 1941 roku trak­tat o nie­agre­sji z III Rze­szą, a wcze­śniej 25 marca taki trak­tat z ZSRR. Zacho­wu­jąc neu­tral­ność, pro­wa­dziła jed­nak poli­tykę balan­so­wa­nia pomię­dzy alian­tami a pań­stwami Osi. Ostat­nio Niemcy odno­sili w Rosji suk­cesy i w rzą­dzie turec­kim nasi­lały się sym­pa­tie pro­nie­miec­kie.

Baron von Papen zacie­rał ręce.

Ten wytrawny gracz poli­tyczny znany był ze swej „dyplo­ma­tycz­nej” dzia­łal­no­ści jesz­cze z lat pierw­szej wojny świa­to­wej, kiedy jako attaché nie­miecki w USA orga­ni­zo­wał tam akcje sabo­ta­żowo-szpie­gow­skie. Poza tym z tego też okresu Papen dosko­nale znał… Tur­cję. Nie kto inny, a on wła­śnie był wtedy głów­nym pomoc­ni­kiem gene­rała Otto Limana von San­dersa, szefa nie­mieckiej misji woj­sko­wej w Tur­cji, fak­tycz­nego głów­no­do­wo­dzą­cego armii turec­kiej.

Już te tylko epi­zody kariery von Papena wystar­cza­jąco pre­de­sty­no­wały go na sta­no­wi­sko nie­miec­kiego amba­sa­dora w Tur­cji. Nie zapo­mi­najmy rów­nież, że nie kto inny, a Franz von Papen był tym kanc­le­rzem Rze­szy, który umoż­li­wił Hitle­rowi doj­ście do wła­dzy, póź­niej zaś, jako spe­cjalny wysłan­nik Hitlera, zmu­sił rząd austriacki do kapi­tu­la­cji przy przy­mu­so­wym wcie­la­niu Austrii do Rze­szy.

Do kie­ro­wa­nia więc amba­sadą nie­miecką w Anka­rze wyzna­czył Hitler takiego czło­wieka, który mógł gwa­ran­to­wać przy­stą­pie­nie Tur­cji do Osi, aby zaś jego wysiłki nie usta­wały, przy­dzie­lił mu do pomocy w cha­rak­te­rze pierw­szego sekre­ta­rza amba­sady amba­sa­dora Alberta Jen­kego, szwa­gra nie­miec­kiego mini­stra spraw zagra­nicz­nych Rib­ben­tropa.

Papen zacie­rał ręce, póki nie nad­szedł Sta­lin­grad. Nie­ba­wem Wehr­macht musiał także wyco­fać się z Kau­kazu. Tureccy poli­tycy i woj­skowi zaczęli z wolna tra­cić wojenny ani­musz i coraz czę­ściej gło­sili nie­ty­kal­ność zasad neu­tral­no­ści. Sytu­acja sta­wała się kry­tyczna. Papen wytę­żał siły coraz bar­dziej rów­nież na nie­dy­plo­ma­tycz­nej niwie. Wspo­ma­gał go w tym dziele nie­miecki wywiad, zaka­mu­flo­wany w Tur­cji pod róż­nymi posta­ciami, zgru­po­wany wokół rezy­den­tur w Stam­bule i Anka­rze.

Ludwig C. Moy­zisch zaj­mo­wał ofi­cjal­nie sta­no­wi­sko attaché han­dlo­wego amba­sady nie­miec­kiej w Anka­rze, w rze­czy­wi­sto­ści jed­nak zali­czał się do tych szcze­gól­nych pra­cow­ni­ków dyplo­ma­cji, któ­rzy zaj­mo­wali się dzia­łal­no­ścią, powiedzmy, bar­dzo dys­kretną. Moy­zisch był ongiś wie­deń­skim dzien­ni­ka­rzem, dawno już jed­nak zerwał kon­takt z prasą. Teraz zaś był ni mniej, ni wię­cej tylko… rezy­den­tem wywiadu zagra­nicz­nego SS. Z racji owej funk­cji miał sto­pień sturmbannführera, choć jego wygląd zewnętrzny w niczym nie przy­po­mi­nał obo­wią­zu­ją­cego rze­komo w SS typu nor­dyc­kiego. Pocho­dził z Austrii, a jego twarz dowo­dziła nader wymow­nie meza­liansu, jaki któ­ryś z jego ger­mań­skich przod­ków popeł­nił z osobą o cechach wybit­nie orien­tal­nych. Być może z tego wła­śnie powodu Ludwig C. Moy­zisch zna­lazł się w Anka­rze, gdzie w potrze­bie mógł rów­nie dobrze uda­wać Turka, jak Egip­cja­nina.

For­mal­nie Moy­zisch znaj­do­wał się na liście pra­cow­ni­ków amba­sady i pod­le­gał poprzez Papena nie­miec­kiemu Mini­ster­stwu Spraw Zagra­nicz­nych, ale w rze­czy­wi­sto­ści kie­ro­wał jego poczy­na­niami spe­cjalny wydział Głów­nego Urzędu Bez­pie­czeń­stwa Rze­szy o nazwie „Ausland” („Zagra­nica”), na któ­rego czele stał gruppenführer SS Wal­ter Schel­len­berg.

Moy­zisch nie miał lek­kiego życia, a w maju 1943 roku zasta­na­wiał się szcze­gól­nie inten­syw­nie nad reali­za­cją swych zadań. Przy­by­wało ich z dnia na dzień, bowiem naci­skał i Papen i Schel­len­berg, przy czym ten drugi zle­cał już nie tylko pene­tra­cję wro­gich ośrod­ków dyplo­ma­tycz­nych i szpie­gow­skich, ale rów­nież coraz bar­dziej ener­giczną inwi­gi­la­cję osób zatrud­nio­nych w nie­miec­kich pla­ców­kach dyplo­ma­tycz­nych oraz w dzia­ła­ją­cym nader ruchli­wie w Tur­cji, głów­nie w Stam­bule, apa­ra­cie Abwehry, która stwo­rzyła tu swe ogni­sko pro­mie­niu­jące na cały Bli­ski Wschód. Choć Moy­zisch współ­dzia­łał na ogół z rezy­den­tem Abwehry, Pau­lem Lewerkühnem, musiał go też pil­nie obser­wo­wać.

W miarę nie­miec­kich klęsk mili­tar­nych pogar­szała się – nie­stety – sytu­acja także na fron­cie cichym. Dotych­cza­sowe kon­takty rwały się, nowych bra­ko­wało. Ogól­nie bio­rąc, pracy Moy­zi­schowi przy­było ogrom­nie, więc pew­nego majo­wego wie­czoru 1943 roku pomy­ślał o przy­ję­ciu nowej sekre­tarki.

Geo­rge H. Earle był takim samym attaché mor­skim Sta­nów Zjed­no­czo­nych w Tur­cji jak Moy­zisch attaché han­dlo­wym. Podob­nie też jak on mało się przej­mo­wał swymi rze­ko­mymi obo­wiąz­kami dyplo­ma­tycz­nymi. Krótko mówiąc, był… rezy­den­tem wywiadu ame­ry­kań­skiego w Tur­cji.

Geo­rge Earle był szpie­giem wyso­kiego lotu, znacz­nie wyż­szego niż sturmbannführer Moy­zisch, który repre­zen­to­wał co prawda ini­cja­tywę, pomy­sło­wość i doświad­cze­nie, lecz w grun­cie rze­czy jego rola ogra­ni­czała się zawsze do roli wyko­nawcy. Earle zaś był także współ­twórcą bar­dzo dale­ko­sięż­nych pla­nów, w któ­rych nawet Tur­cja odgry­wała dru­go­rzędną rolę, choć zna­cze­nie tego pań­stwa dla poli­tyki Sta­nów Zjed­no­czo­nych wzra­stało wprost pro­por­cjo­nal­nie do nie­miec­kich klęsk w Związku Radziec­kim.

Sama bio­gra­fia Mr Earle’a jest dość wymowna. On – przy­ja­ciel pre­zy­denta Roose­velta – pia­sto­wał sta­no­wi­sko guber­na­tora stanu Pen­syl­wa­nia, potem został amba­sa­do­rem w Austrii i Buł­ga­rii, uznano go nawet za znawcę spraw bał­kań­skich. Bar­dziej jed­nak niż sytu­acja na Bał­ka­nach inte­re­so­wała Mr Earle’a kwe­stia zawar­cia odręb­nego pokoju z Niem­cami i to wła­śnie spro­wa­dziło go do Tur­cji. Nie trzeba chyba doda­wać, że attaché mor­ski amba­sady USA w Anka­rze zde­cy­do­wał się na obję­cie tego sta­no­wi­ska po dłu­giej roz­mo­wie z samym Alla­nem Dul­le­sem, sze­fem ame­ry­kań­skiego wywiadu (OSS) w Euro­pie. W trak­cie tej kon­fe­ren­cji uzgod­niono wiele kon­kret­nych, szcze­gó­ło­wych spraw, zaś na zasad­ni­cze wytyczne dzia­łal­no­ści Mr Earle’a w Anka­rze czasu stra­cono nie­wiele; zarówno szef, jak i pod­władny od dawna już kie­ro­wali się poglą­dem, że nie nie­miec­kie Niemcy powinny być dla Sta­nów Zjed­no­czo­nych wro­giem numer jeden.

Jedną z pierw­szych spraw, w któ­rych maczał palce nasz nowo mia­no­wany attaché mor­ski, była wizyta nowo­jor­skiego arcy­bi­skupa Spel­l­mana w Tur­cji wio­sną 1943 roku. Earle posta­rał się o to, aby do Papena doszły wie­ści, że świą­to­bliwy tury­sta pra­gnie go ujrzeć. Papen zapy­tał Ber­lin, lecz stam­tąd otrzy­mał zakaz spo­tka­nia. Ale Mr Earle nie tra­cił ducha. Zde­cy­do­waw­szy się na umiesz­cze­nie w amba­sa­dzie nie­miec­kiej swego czło­wieka, któ­rego zamie­rzał wyko­rzy­sty­wać wszech­stron­nie, przy­stą­pił w maju 1943 roku do dzia­ła­nia.

Eli­za­beth Kapp, córka gene­ral­nego kon­sula nie­miec­kiego w Sofii, pra­co­wała dzięki ojcow­skiej pro­tek­cji w tam­tej­szej amba­sa­dzie Rze­szy. Była sekre­tarką pomniej­szego kali­bru i z pracy była na ogół zado­wo­lona, lecz któ­re­goś dnia – było to bodaj wła­śnie w maju 1943 roku – popro­siła ojca o pomoc w prze­nie­sie­niu jej do pla­cówki nie­miec­kiej w jakimś zupeł­nie neu­tral­nym, spo­koj­niej­szym niż Buł­ga­ria kraju. Ojciec zgo­dził się z jej sta­no­wi­skiem. Istot­nie, w Buł­ga­rii gro­ziły anglo-ame­ry­kań­skie naloty, a poza tym, w miarę odwrotu Wehr­machtu z rosyj­skich ziem, zbli­żał się front. Eli­za­beth była młodą, dwu­dzie­sto­let­nią panną i nale­żało jej się, zda­niem papy, coś wię­cej z życia niż cią­gły strach. Papa Kapp począł się tedy sta­rać o wyjazd córki z Sofii, roz­py­ty­wać tu i tam, czy w jakimś neu­tral­nym, spo­koj­nym kraju nie zna­la­złaby się dla niej posada.

Eli­za­beth nie ukry­wała, że naj­chęt­niej wyje­cha­łaby do Sta­nów Zjed­no­czo­nych, gdzie jej ojciec pra­co­wał kie­dyś jako dyplo­mata. Nie­stety, nie wcho­dziło to w grę, póki mię­dzy Sta­nami a Niem­cami trwał stan wojny. Trzeba było pogo­dzić się z losem i korzy­stać z tego, co on przy­nie­sie.

Pozna­li­śmy dotąd pierw­szo­pla­nowe posta­cie naszej opo­wie­ści. Warto by jed­nak dodać do nich jesz­cze jedną. Choć wystę­po­wała ona z dala od wła­ści­wego miej­sca akcji i nie wią­zała się bez­po­śred­nio z tak zwaną sprawą „Cicero”, jej wpływ na prze­bieg akcji był znaczny, a w każ­dym razie decy­du­jący o zaska­ku­ją­cej poin­cie całej histo­rii.

Hauptsturmführer SS Bern­hard Krüger, szef działu VI-F4 w Głów­nym Urzę­dzie Bez­pie­czeń­stwa Rze­szy, komórki zaj­mu­ją­cej się głów­nie fał­szo­wa­niem prze­róż­nych doku­men­tów, kie­ro­wał z racji swych obo­wiąz­ków super­tajną akcją nazwaną od jego imie­nia „akcją Bern­hard”. Krüger nie był twórcą całego przed­się­wzię­cia, odzie­dzi­czył je wła­ści­wie po swym poprzed­niku, sturmbannführerze Alfre­dzie Naujock­sie. Nie­mniej młody Krüger zdo­łał uzy­skać sze­reg świet­nych osią­gnięć, jak choćby wyko­na­nie pasz­por­tów wszyst­kich kra­jów świata w taki spo­sób, że nie wzbu­dzały one ni­gdzie zastrze­żeń. Jed­nakże teraz, w maju 1943 roku, Krüger osią­gnął szczyt swego fał­szer­skiego powo­dze­nia.

Pew­nego dnia Krüger, ode­braw­szy jakiś tele­fon, bez chwili zwłoki opu­ścił swe biuro przy Bey­me­strasse w Ber­li­nie i jak bomba wpadł do samo­chodu, który na peł­nym gazie ruszył wprost do obozu kon­cen­tra­cyj­nego w Sach­sen­hau­sen.

Tam w odizo­lo­wa­nym szczel­nie bloku nr 19 cze­kano już na niego. Krüger pochy­lił się nad retu­szer­skim sto­łem, gdzie leżał przy­go­to­wany dlań mate­riał.

Jak stwier­dził, wyko­na­nie było dosko­nałe.

„Macie dziś święto” – zawo­łał ura­do­wany do sto­ją­cych przy nim więź­niów. Dziwni to byli ludzie. Kru­ger po ścią­gał ich tu spe­cjal­nie z całej nie­mal Europy, pene­tro­wał w pogoni za nimi wię­zie­nia, obozy i getta. Oka­zali się warci jego wysiłku: mieli doprawdy nad­zwy­czajne uzdol­nie­nia…

Znamy więc już wszyst­kich boha­te­rów naj­bar­dziej chyba sen­sa­cyj­nej afery szpie­gow­skiej II wojny świa­to­wej. Naj­mniej, co prawda, mówi­li­śmy dotąd o głów­nym boha­te­rze, ale jego poznaje się naj­le­piej w toku akcji.ANKARA – PAŹDZIERNIK 1943

Hauptsturmführer Krüger odwie­dzał czę­sto blok nr 19 w Sach­sen­hau­sen. Zda­rzało się to wtedy zwłasz­cza, gdy tele­fo­no­wała do niego sekre­tarka szefa wywiadu gruppenführera Schel­len­berga i lako­nicz­nie zama­wiała mate­riał.

„_Herr_ Krüger? Potrze­bu­jemy sto, pierw­szy gatu­nek.” Albo innym razem: „_Herr_ Krüger, potrze­bu­jemy dwa­dzie­ścia, może być druga klasa w drob­niej­szych”. Mowa była cza­sami rów­nież o kla­sie trze­ciej.

Po takim tele­fo­nie Krüger natych­miast wsia­dał w samo­chód, zawsze sam, jechał do Sach­sen­hau­sen, a potem co rychlej powra­cał do Ber­lina, wprost na Ber­ka­estrasse, gdzie mie­ścił się oddział finan­sów wywiadu zagra­nicz­nego.

28 paź­dzier­nika 1943 roku w gabi­ne­cie Krügera zadzwo­nił tele­fon.

– _Herr_ Krüger? Potrze­bu­jemy natych­miast dwa­dzie­ścia, pierw­sza klasa. Natych­miast…

Szef „akcji Bern­hard” ruszył do Sach­sen­hau­sen.

W tym samym mniej wię­cej cza­sie kon­sul Kapp otrzy­mał wia­do­mość od zna­jo­mego z Ber­lina, że prze­nie­sie­nie jego córki zostało przez cen­tralę zała­twione pozy­tyw­nie. Eli­za­beth mogła już pako­wać walizki i szy­ko­wać się do podróży. Oczy­wi­ście, tak jak pro­sił Kapp, w grę wcho­dziła amba­sada nie­miecka w sto­licy Tur­cji. Kapp dowie­dział się przy­pad­kowo od radcy Seilera z amba­sady ankar­skiej, że potrze­bują tam sekre­tarki dla któ­re­goś z wyż­szych urzęd­ni­ków. Ankara bar­dzo kon­sulowi odpo­wia­dała, tak więc pokie­ro­wał sprawę, by jak naj­wcze­śniej zała­twiono ją w Ber­li­nie. Jeśli wszystko prze­dłu­żyło się nieco, to tylko z tego powodu, że osobą panny Kapp zajął się kontr­wy­wiad, spraw­dza­jąc, czy można mieć do niej pełne zaufa­nie, bowiem sta­no­wi­sko, które miała objąć, bar­dzo tego wyma­gało. Zastrze­żeń nie było żad­nych, bo i skąd: córka wie­lo­let­niego nie­miec­kiego dyplo­maty, sio­stra dwóch ofi­ce­rów fron­to­wych, człon­kini Bund der Deut­schen Mädel¹, młoda zresztą kobieta, któ­rej cha­rak­teru życie nie zdą­żyło zepsuć, dziew­czę bez żad­nej jesz­cze prze­szło­ści.

Znany nam już Mr Geo­rge Earle pod koniec paź­dzier­nika bawił w Stam­bule i ocze­ki­wał pew­nej wia­do­mo­ści z Berna. Tym szwaj­car­skim mia­stem Earle mało by się inte­re­so­wał, gdyby nie fakt, iż tam wła­śnie, przy wil­lo­wej ulicy Her­ren­gasse, umiej­sco­wiło się kie­row­nic­two wywiadu ame­ry­kań­skiego w Euro­pie.

Zarówno Earle, jak i Dul­les w niczym nie zmie­nili swych zapa­try­wań na kwe­stię moż­li­wo­ści zawar­cia odręb­nego pokoju z nie­miec­kimi Niem­cami, co umoż­li­wi­łoby Niem­com dal­sze pro­wa­dze­nie wojny na jed­nym tylko fron­cie… wschod­nim. W miarę radziec­kich suk­ce­sów ener­gia obu tych mężów wzma­gała się do tego stop­nia, iż zanie­po­ko­iło to pre­zy­denta Roose­velta.

Allan Dul­les roz­po­czął już w lutym 1943 roku per­trak­ta­cje z przed­sta­wi­cie­lami tych kół nie­miec­kich, które były pozy­tyw­nie usto­sun­ko­wane do państw zachod­nich, szcze­gól­nie do USA. Do Berna zawi­tał wów­czas nie­jaki „_Herr_ Paul”, w rze­czy­wi­sto­ści książę Mak­sy­mi­lian Egon Hohen­lohe, by odbyć z Dul­le­sem wystę­pu­ją­cym pod pseu­do­ni­mem „Mister Buli” bar­dzo ser­deczną roz­mowę. Dul­les nie prze­ciw­sta­wił się by­naj­mniej idei naro­do­wego socja­li­zmu, kwe­stio­no­wał tylko osobę Hitlera jako zbyt skom­pro­mi­to­waną, aby Zachód mógł z nią per­trak­to­wać. Drugą osobą, z którą Dul­les roz­ma­wiał w spra­wie zawar­cia odręb­nego pokoju z Niem­cami, był nie­jaki dok­tor Schu­de­kopf, trze­cią wresz­cie wice­kon­sul nie­miecki w Zury­chu – dr Brandt Gise­vius. Kon­fe­ren­cje „Mister Bulla” z Niem­cami miały bar­dzo inte­re­su­jący prze­bieg, naj­cie­kaw­sze było jed­nak to, że wszy­scy trzej byli agen­tami wywiadu. Pierw­szych dwóch dele­go­wał do Berna Schel­len­berg, Gise­viusem zaś kie­ro­wał Cana­ris.

Dul­les miał więc dobre kon­takty z Niem­cami. A Earle? Jego zada­nie pole­gało na tym, aby do Niem­ców dotrzeć także poprzez amba­sa­dora barona von Papena.

Earle ocze­ki­wał wia­do­mo­ści z Berna i otrzy­mał ją. Był bar­dzo zado­wo­lony. Nie mógł prze­cież wie­dzieć, jak nie­ocze­ki­wane wyniki przy­nie­sie osta­teczne zała­twie­nie tej sprawy, która weszła wła­śnie w sta­dium reali­za­cji.

Geo­rge Earle znaj­do­wał się w Stam­bule, w Anka­rze zaś 29 paź­dzier­nika odbyło się uro­czy­ste przy­ję­cie z oka­zji święta naro­do­wego Tur­cji. Zna­leźli się na nim i amba­sa­dor von Papen, i amba­sa­dor Hughe Knatch­bull Huges­sen. Pierw­szy uśmiech­nął się pod siwym wąsem, myśląc o Angliku. Czy ten choćby przez minutę mógł przy­pusz­czać, co dzieje się w jego wła­snej sie­dzi­bie?… A może?… Papen wzdry­gnął się i ner­wowo się­gnął po kie­li­szek wina. A może?…

Sir Hughe Knatch­bull Huges­sen czuł się na przy­ję­ciu bar­dzo dobrze, po powro­cie zaś do domu pierw­szą osobą, którą ujrzał, był jego nie­oce­niony kamer­dy­ner, Ely­eza Bazna. Słu­żący otwo­rzył drzwi, wyra­ża­jąc już samą swą postawą goto­wość do usług.

Amba­sa­dor nie omiesz­kał wyra­zić gło­śno swego zado­wo­le­nia, co ze strony Bazny skwi­to­wane zostało peł­nym sza­cunku ukło­nem.

Sir Huges­sen udał się wnet na spo­czy­nek. Kamer­dy­ner, jak było to już zwy­cza­jem, podał mu tabletki nasenne i szklankę wody.

– Dzię­kuję. – Amba­sa­dor prze­łknął tabletki i wodę. – Pamię­tasz dosłow­nie o wszyst­kim.

Bazna skło­nił się znów z usza­no­wa­niem, po czym opu­ścił sypial­nię, bez­sze­lest­nie zamy­ka­jąc drzwi.

Sir Knatch­bull Huges­sen zasy­piał spo­koj­nie, w bło­gim poczu­ciu dobrze speł­nio­nego obo­wiązku.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
mniej..

BESTSELLERY

Kategorie: