Życie to chwila jawy. Świat oczami dziennikarza BBC - ebook
Życie to chwila jawy. Świat oczami dziennikarza BBC - ebook
Misja: reporter
KS. ADAM BONIECKI: Niezależnie od tego, czy Tadeusz Jagodziński pisał o tym, o czym chcieli przeczytać jego wydawcy, czy o tym, co sam uznał za ważne, zawsze pisał z pozycji tego, kto odkrywa, obserwuje, wciąż umie się dziwić i chce – a właściwie musi – opowiedzieć.
PIOTR MUCHARSKI: Tadeusz uważał, ze jakkolwiek jesteśmy związani ze swoim partykularnym punktem widzenia, to media są po to, żeby uczynić cały świat widzialnym i słyszalnym. Czy raczej: udzielić mu głosu.
WOJCIECH JAGIELSKI: Ci, co go znali, mówią, że był idealistą. W Azji szukał czegoś, czego mu boleśnie brakowało w zachodnim świecie i życiu. Czegoś niewinnego, prawdziwego, szlachetnego, wzniosłego, doskonałego.
DARIUSZ ROSIAK: „Życie to chwila jawy między dwoma snami”. Cytat z ulubionej sztuki Tadeusza, „Burzy” Szekspira, znalazł się na odwrocie jego zdjęcia rozdawanego podczas pogrzebu w 2013 roku. Ten wybór tekstów jest szczątkowym świadectwem chwili jawy. Tego, co najważniejsze, i tak nie da się wyrazić.
TADEUSZ JAGODZIŃSKI (24 maja 1962 – 5 lipca 2013), dziennikarz, publicysta, tłumacz, działacz opozycji demokratycznej w PRL. Od 1985 roku mieszkał w Londynie.
W latach 1987–2005 redaktor Sekcji Polskiej BBC. Stały współpracownik „Tygodnika Powszechnego” i „Znaku”; publikował też między innymi w „Gazecie Wyborczej” (jako jej londyński korespondent), „Rzeczpospolitej”, „Polityce” i miesięczniku „Encounter”. Absolwent London School of Economics and Political Science.
Od 2008 roku do śmierci pracował w Ambasadzie RP w Londynie. Wiele podróżował, zwłaszcza do Azji – interesowała go szczególnie Birma, gdzie udzielał wsparcia tamtejszej opozycji. Na wniosek ministra spraw zagranicznych został pośmiertnie odznaczony Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski „za wybitne osiągnięcia w pracy dziennikarskiej i rozwijanie współpracy polsko-brytyjskiej”.
Spis treści
Dariusz Rosiak. Świat Tadeusza Jagodzińskiego
1. Przekleństwo inforozrywki, czyli media w naszym świecie
Piotr Mucharski Dać głos skazanym na milczenie
Legendarny głos Davida Attenborough. Film dokumentalny: jak to się robi w Wielkiej Brytanii?
Spóźnione wiadomości Z Tadeuszem Jagodzińskim rozmawiają Krystyna Strączek i Marcin Żyła
2. Mucha na twarzy giganta. Eseje o kulturze i życiu, i śmierci
Ks. Adam Bonieckiteksty, które się nie starzeją
Lato w „Atenach Północy”. Notatki z festiwalu w Edynburgu
„Wszystko, co znam, jest w Biblii”. WilLiam Blake
Wypełniona snami północ. O „Angielskim pacjencie”
Strugi deszczu, kubły pomyj. O „Prochach Angeli”
Powrót do Konina. O książce Theo Richmonda „Uporczywe echo. Sztetl Konin. Poszukiwanie”
Listy pośmiertne do Lady Łazarz. O „Listach urodzinowych” Teda Hughesa
Salman Rushdie. Rock’n’rollowy Orfeusz
Booker, czyli literacka loteria
Nawroty „angielskiej choroby”. Futbol i jego kibole
Mucha na twarzy giganta. Spotkanie z podróżnikiem Ranulphem Fiennesem
Wojciech Jagielski. Odkrywanie samego siebie
O naturze azjatyckiej „obietnicy”
Kategoria: | Antologia |
Zabezpieczenie: | brak |
ISBN: | 978-83-65610-09-6 |
Rozmiar pliku: | 4,5 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Byli duchami, zgodnie z zapowiedzią,
I rozpłynęli się w zwiewnym powietrzu.
A jak ulotna materia tych wizji,
Jak nasze bezcielesne widowisko,
Tak i pałace świetne, wieże w chmurach,
Wzniosłe świątynie, ba, cały ten glob
Ze wszystkim, co ma na swojej powierzchni,
Kiedyś rozwieje się, nie zostawiając
Strzępu mgły nawet. Jesteśmy surowcem,
Z którego sny się wyrabia, a życie
To chwila jawy między dwoma snami.
William Szekspir „Burza”, akt IV, scena I
tłum. Stanisław Barańczak1. PRZEKLEŃSTWO INFOROZRYWKI, CZYLI MEDIA W NASZYM ŚWIECIE
■■■
PIOTR MUCHARSKI
DAĆ GŁOS SKAZANYM NA MILCZENIE
Tadeusz Jagodziński był powściągliwy w sądach, nawet jeśli dotyczyły one jego największych fascynacji. Nie przeszkadzało nam to, choć wiele z tych fascynacji dzieliliśmy wraz z nim. Może tylko czasem czuliśmy jakiś niedosyt, jeśli chodzi o wsparcie dla naszych entuzjazmów.
Bo kiedy już zaraził nas muzyką z „Buena Vista Social Club”, którą puścił w swojej radiowej audycji, a potem okazało się, że na punkcie Kubańczyków oszaleliśmy nie tylko my, ale i cała Polska, to trudno nam było później słuchać „na żywo” jego sceptycznych i trzeźwych uwag o pomysłodawcach owego projektu.
Jeszcze gorzej było w przypadku, który najbardziej nas zajmował, bo przecież łączyła nas z Tadeuszem profesja.
Tak bardzo chcieliśmy usłyszeć, jak idealne i bez skazy jest BBC. To był dla nas ostateczny argument w dyskusjach, że możliwe są wolne – niezależne od nacisków politycznych i biznesowych –publiczne media. Tak je tu sobie wyobrażaliśmy: z bezwzględnie przestrzeganym kodeksem etycznym, informacjami pochodzącymi z „przynajmniej dwóch niezależnych źródeł” i ekspertami po trzech fakultetach na Cambridge. No i każdy z nas chciał mówić po angielsku tak właśnie jak oni – to był jeszcze jeden podprogowy element mozaiki, dopełniający potęgę mitu instytucji, w której pracował Tadeusz.
Wiedział, że jeśli chodzi o media, nie mógł trafić lepiej. Ale dobrze też wiedział, jak ostudzić nasze emocje. Po prostu rozumiał, co nadchodzi. My jeszcze nie.
Infotainment sprzed czasów globalnej sieci był dla niego zarazą, ale przecież malutką w porównaniu z tym, co przyniosły nam dzisiejsze czasy fake newsów i postprawdy (cokolwiek ona znaczy). Dlatego jego sądy o mediach, zawarte w tej książce, czyta się jak zapis ostatniego momentu, w którym czwartą władzę sprawowały jeszcze instytucje obdarzone kulturowym autorytetem.
Brał się on z prostej przyczyny – instytucje te same dbały o to, by przede wszystkim nie kłamać. Dlatego im ufano, po prostu. Pole, które Tadeusz tu zakreśla, odróżniając media od pseudomediów, jest – mimo dystansu czasowego – wciąż aktualne, choć dramatycznie zawężone, by nie powiedzieć: zmarginalizowane w morzu samoreprodukujących się treści o niewiadomym pochodzeniu.
Dla Tadeusza było to (i byłoby dzisiaj) bolesne, ponieważ uważał, że jakkolwiek jesteśmy związani ze swoim partykularnym punktem widzenia, swoją kulturą, krajem, tradycją, to media są po to, żeby uczynić cały świat widzialnym i słyszalnym. Czy raczej: udzielić mu głosu. Niezależnie od bezwzględnej miary medialnych „trupokilometrów”, mówiącej, że jedna ofiara, która zginęła w zasięgu stu kilometrów od nas, znaczy dla medialnej publiczności tyle, co tysiąc ofiar w miejscu odległym o kilka tysięcy kilometrów. Z tym nie mógł – nie chciał! – się pogodzić. Choć jednocześnie wiedział, że nigdy nie zepniemy naszej partykularnej wrażliwości z całym globalnym bezmiarem cierpienia.
Jego ostatnie marzenie, którym się z nami dzielił, jakoś się z tym wiązało.
Już nie pracował w BBC. Jeździł do Azji, bo też pewnie przeczuwał, jak wielu, że tam właśnie przesuwa się pępek świata. Mało, coraz mniej europejskich redakcji stać na korespondentów stamtąd, muszą więc czerpać wiedzę z niepewnych źródeł. Marzyło mu się zatem zbudowanie agencji, złożonej pewnie z korespondentów o podobnym statusie co on. Nie „specjalistów od Azji”, tylko specjalistów od każdego z niezliczonej ilości azjatyckich światów. Dla siebie zapewne wybrałby Birmę. Nie wiem, do jakiego stadium doprowadził swój pomysł. Nie wiem nawet, czy zaczął go realizować.
Tym pewnie chciał być: kimś, kto daje głos skazanym na milczenie.■
PRZEKLEŃSTWO INFOROZRYWKI