Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

(nie)daleko - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
1 stycznia 2026
18,17
1817 pkt
punktów Virtualo

(nie)daleko - ebook

Tomik “(nie)daleko” jest zbiorem niezwykłym, złożonym z wierszy pełnych rozedrganych emocji połączonych z autorefleksjami podmiotki i rozważaniami na temat współczesnego świata, natury człowieka, sensu i bezsensu istnienia. Otwiera go cykl wierszy miłosnych emanujących z jednej strony zmysłowością, a z drugiej mrokiem, niepokojem i przeświadczeniem o chwilowości szczęścia. Z utworami tymi kontrastują liryki mówiące o obcości w związku, jego pozorności, braku porozumienia i poczuciu uwięzienia.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Poezja
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8440-246-7
Rozmiar pliku: 1,1 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

Tomik Agnieszki Dyszak “(nie)daleko” jest zbiorem niezwykłym, złożonym z wierszy pełnych rozedrganych emocji połączonych z autorefleksjami i rozważaniami na temat współczesnego świata, natury człowieka, sensu i bezsensu istnienia. Otwiera go cykl wierszy miłosnych emanujących z jednej strony zmysłowością, z drugiej mrokiem, niepokojem i przeświadczeniem o chwilowości szczęścia.
Z utworami tymi kontrastują liryki mówiące o obcości w związku, jego pozorności, braku porozumienia i poczuciu uwięzienia. Kontrast ten dobrze oddaje różnorakie uwikłania człowieka, plątaninę nadziei i zwątpień, czy nawet rozpaczy. Ta ostatnia przybiera różne postacie, kryje się pod wieloma sugestywnymi obrazami — gęstego mroku, gnijących marzeń, rozpadu itp. Podmiotka jest osobą wrażliwą na doświadczenia duchowe i zmysłowe, piękno i brzydotę, czułość kryjącą się pod cynizmem, na analogie i kontrasty.
Wiersze Agnieszki dotykają najważniejszych egzystencjalnych doświadczeń, etycznych rozterek i skrajnych emocji. Nie brak w nich filozoficznych rozważań, dychotomii czy nawiązań do poezji współczesnej. W całym tomiku, pomimo jasnych akcentów, zdają się dominować rozważania o odchodzeniu, śmierci czy wręcz znikaniu, a także nieprzystawalności do świata, nieprzydatności i “utrapieniu” w nieustannym poszukiwaniu sensu. Autorka nie pozostawia jednak odbiorcy bez nadziei. Nie brak tu empatycznych dotknięć drugiego człowieka, drobnych zachwyceni czy nawet upojeń pięknem, nawet, gdy jest ono chwilowe.
Bez wątpienia warto sięgnąć po ten tom i przejrzeć się w jego wersach.

Beata Nicoś-Trenk, polonistka, poetka, laureatka konkursów poetyckich***

Inspiracja wierszem Krystyny Miłobędzkiej — Jestem

byłam zanim świat

wymyślił moje imię

zanim płuca

pierwszy raz otworzyły powietrze

byłam zanim ktokolwiek

przytulił ciało

byłam pyłem

cząstką kosmosu

jestem

świat patrzy przezroczystym okiem

zimnym sercem

a ja współtworzę drobne gwiazdy

konstelacje obecności

czuję współczuję

patrzę widzę

uśmiecham się dłonią

podpieram dźwigam

jestem

choć świat mnie nie tuli

nie szkodzi

przecież jestem wszechświatem***

tańczysz pod powiekami

wprawiasz w drżenie każdą myśl

myśli moje to ty

ty prowadzisz mnie

napędzasz każdy czyn

ty — tak bardzo nieobecny

a ja — tak bardzo nieistotna

jestem jak dym z papierosa

niepotrzebna

spadaj mała

— słyszę jak mówisz —

spadaj już się zaciągnąłem

zniknęłam jak chciałeś

żyję w bezsensie

unoszę się jak mgła

jak pióro na wietrze

wiatr niesie echo

szumem mnie wiedzie

woła do ciebie

wiem przecież gdzie jesteś

wiem przecież że nie chcesz

mogę być nawet

bez filtra dla ciebie

wiem że takie wolisz***

kreślę na twoich plecach krwawy

ślad

specjalnie spiłowanym na ostro

paznokciem

u małego palca lewej ręki

omijam znamię

zataczając koło

drugą dłonią zamykam ci dopływ powietrza

patrzę jak się stopniowo powiększa

napręża

pulsuje

tętnica —

czerwony wąż życia

i w oczy twoje zerkam spode łba

jak głodna wilczyca

czekasz

niepewny

co się wydarzy za kilka sekund

a ja wpijam się w nią

zagryzam

zlizuję kroplę potu

zrodzoną w zagłębieniu

na styku szyi

i klatki piersiowej

pod skórą tańczą ślady ognia***

mówisz że jesteś zły

bestia z lodu w żyłach

serce zatkane kamieniem

obojętnie wbijasz wzrok w siebie

śmiejesz się drwiąco

ironia tnie jak nóż

gwiżdżesz na wiatr co tnie twarz

‎‏‏‎

dym papierosa wijesz w głowie

peta gnieciesz w lodzie aż trzaska

butem miażdżysz zamarznięty asfalt

a ja wiem że to są rany pełne bólu

które chowasz pod lodem obojętności

‏‎ ‎‏‏‎ ‎‏‏‎

pod nosem krwisty uśmiech

czułość ukryta pod powiekami —

jak trucizna w skórze

‎‏‏‎‎‏‏‎ ‎‏‏‎ ‎‏‏‎ ‎‏‏‎ ‎‏‏‎ ‎‏‏‎

kopiesz w zakamarki myśli

siekasz nerwowo słowa na ślepo

szukasz zdań cytatów które uduszą drżenie dłoni

‎‏‏‎ ‎‏‏‎ ‎‏‏‎ ‎‏‏‎ ‎‏‏‎

bo jesteś tu

ale próbujesz się ukryć

‎‏‏‎ ‎‏‏‎ ‎‏‏‎

aż wreszcie przez przypadek

niechcący —

‎‏‏‎ ‎‏‏‎ ‎‏‏‎ ‎‏‏‎

zerkasz na mnie

nie obojętnie

‎ ‎‏‏‎ ‎‏‏‎ ‎‏‏‎ ‎‏‏‎

ciepło twoich oczu

rozpuszcza noc

topi śnieg

jest jak krwawa rana co pali

bo patrzysz —

w moje oczy***

bawię się myślami

żongluję

przekładam między palcami

jak perły ciszy

pojedyncze gładkie

wietrzne kulki świadomości

uśmiech błądzi po twarzy —

zdrajca emocji

oczy toną

we mgle fantazji

oddech… spokojny

lecz serce

nagłe bicie

wznosi się z cicha

w rytmie wspólnej przestrzeni

bawię się z tobą

słowami

szepczesz mi

szepczę ci

bajkę na dobranoc

co pachnie snem

co trwa tylko dla nas —

w naszej ciszy***

arytmia słów

arytmia myśli

nierówny puls

a przecież mówisz że nic nie znaczysz

jesteś pikselem

ulotnym zbiorem danych

unoszącym się gdzieś w chłodzie serwera

daleko a jednak tak blisko

myśli plączą się jak dłonie

w poszukiwaniu dotyku —

uciekaj mój błądzący duchu

nim serce znów zatańczy za szybko

ciepły oddech na szyi drży jak cień obietnicy

czuję go — jakbyś tu był naprawdę

twoje słowa miękkie jak splot wełny zimą

otulam się nimi

rozkoszuję ciszą między zdaniami

wciągam ciepło co jeszcze trwa

póki trwa póki nie rozwieje się

jak wiatr który zdmuchnął ostatni list z drzew***

byłam niewyraźna

rozmazana między dniem a snem

melancholijnie smutna

lustra nie chciały pokazać mnie –

miały naklejone twarze oczekiwań

chodziłam równo pod linijkę

jak cień wyrysowany prawidłowo

zbyt cichutko by mnie zauważyć

aż pojawiłeś się ty

zburzyłeś porządek świata

zakrzywiłeś lustra

połamałeś linijkę

rozpuściłeś we mnie granice

zapanował chaos

powszechna panika otoczenia

i moja – lęk jak spłoszony ptak

a potem zobaczyłam

jak pięknie wyglądam

w odbiciu twoich źrenic

jak tańczę w świetle

które mieni się między nami jak kurz po burzy

jak śmiech mój dźwięczy

aż po samo powietrze

chwyciłam twoją dłoń

pobiegłam za uśmiechem

za twoim niewinnym oddechem wolności

gotowa zamieszkać na łące

pod czerwonym grzybkiem

na granicy jawy i bajki

byle z tobą –

bo gdzie miałby dom

mój Piotruś Pan jeśli nie w marzeniu?

trochę mnie to smuciło

jak cień kładący się na śnie

ale przecież to on –

mój wyśniony z marzeń ulepiony pan

pobiegliśmy razem

w stronę zachodzącego słońca

obudził mnie jego wschód

i pies

który musiał wyjść na spacer***

niebezpieczne zbliżenie ciał

niebieskich

otarcia delikatne

nieprzypadkowe

lekko wytrącone z równowagi

orbit

amplituda drgań

nie pozwala się oddalić

zawiśnięte w przestrzeni

uwięzione w polu magnetycznym

tańczą coraz bliżej

wchłaniają zapachy

cząsteczek

przesiąknięte drażniącymi zmysły

pole stopniowo mięknie

drgania rosną w siłę przyciągania

coraz bliżej

ciała niebieskie wbrew prawom

głównie tym logicznym

łączą się w jedno

wszechświat paruje zdziwieniem

oszołomiony załamaniem praw fizyki

spodziewa się końca świata

ale on nie następuje

kosmos spokojnie się rozszerza***

ranek zaspany półmrokiem

na chodnikach przemykające cienie

śpieszących do życia

przytulona do poduszki rozmyślam

o wczorajszym zaskakującym

tobie

słów było tak niewiele

a jednak wystarczyło

żeby cisza zaczęła mówić

chłonęliśmy siebie

wdychaliśmy to samo powietrze

karmiliśmy pragnienia

teraz poprawiam poduszkę

kołdrę zwijam w rulon

jestem sama

uśmiecham się

myślami przytulam do ciebie***

zamknięta w domu bez okien i drzwi

na połyskującej czarnej podłodze

jak w lustrze

gdzie czasem

pod kątem

mignie fragment mnie

nietutejszej a prawdziwej

na ścianach rzędem kadry

w złotych ramach

utrwalone twarze teraźniejszości

to ja

nieoswojona

z dniem dzisiejszym

w kadrach niemojego życia

w lustrze nie rozpoznaję odbicia

ktoś uśmiecha się

za moją twarzą

tak widzi mnie świat

lecz nie ja

pragnę uśmiechu

co rodzi się w sercu

nie dla spojrzeń

po prostu

gdy gasną reflektory

milknie wrzawa dnia

w ciemności

w nocnej ciszy

drżę

już nie muszę

nikt nie patrzy

nikogo nie ranię

pozostaje szloch

tęsknota za szczęśliwym sercem

za ramionami wyprostowanymi do gwiazd

gdyby wtulić się w miłość

miękką ciepłą czułą

byłabym wreszcie sobą***

najgorsze uczucie na świecie

to wcale nie wtedy

kiedy tracisz miłość

tylko kiedy odbierasz ją

odwracasz się tyłem

do niego

tego który mówi

kocham

to najgorsze co można przeżyć

tracisz dwa serca naraz

gubisz sens życia

chęć życia

nie masz celu

nadziei

zdzierasz skórę walcząc ze ścianą

wyjesz skowyczysz z bólu

zalany rozpaczą

wsiąknięty w mrok nieprzejednany

po co to

po co cierpienie

żeby ktoś inny miał lepiej

ktoś obcy dla ciebie

albo trochę więcej

trudno ocenić gdy nic

nie ma znaczenia

zabiłeś dwa życia

dwa serca

w imię wyższego dobra

którego wzrok nie sięga twojego poświęcenia

pluje na wyrzeczenie

ale poświęcasz

kładziesz na ołtarzu jego i siebie

obracasz w proch marzenia

sens istnienia***

przypominam czasem o sobie

mówiąc „jestem” zwykłym dzień dobry

z dodanym uśmiechem

czasem napiszę słów kilka

tak po prostu żeby zaczepić

podmuchem wiatru posyłam zapach tęsknoty

ja o tobie nikomu nie mówię

skrywasz się głęboko w sercu

nigdy przed tobą nie uciekłabym

z drżeniem czekałabym w masce czarnej koronkowej

z karminem na ustach jak dama burleski

z lat czterdziestych

z podwiązką w gorsecie obcisłym

okrążyłabym cię ośmielona twoim zachwytem

który powalił cię na kolana

trzymając lufkę wysoko

z gracją podałabym stopę

chwyciłbyś ją czule z nabożnym szacunkiem

całował w łydkę kolano coraz wyżej

a jednak myślałam że to tylko nagranie

że słowa zostaną w cieniu

a tu streaming obraz żywy nie do zatrzymania

więc cóż skoro się stało

stoję przy drzwiach jeszcze bez ruchu

gotowa na to co przyniesie chwila***

pokłóciłam się ze światem

przekreśliłam wszystko

z tysiąca powodów jak cienie tańczące na ścianie

znam moje niepokoje

siedzą we mnie jak małe demony

cień co nie chce odejść

myślę że miałeś rację

ale sił brakuje do walki

jak cień bez światła

zgubiłam się

w odległej przestrzeni i czasie

niczym żagiel porwany przez ciszę

kroczę ścieżką samozniszczenia

posypaną szkłem i cierniem

stoję na pustej drodze

co sięga aż po horyzont milczącej pustyni

dlaczego chcesz ze mną iść

w tę ciemną noc

gdzie jesteśmy bladzi i ślepi

jak duchy bez domów

przecież pragniesz żyć

a jesteś tu

jak lampa na skrzyżowaniu pustych dróg

przepraszam że ratuje mnie

twój dotyk ciepły jak ogień

w zimowej ciemności***

śnię o tobie

we śnie gdzie skóra wchłania każdy dotyk

twoje dłonie odkrywcy

układają mnie bez słów

palce grają cicho

unisono na moich drżących strunach

czule

choć coraz śmielej

obejmujesz mnie sobą

zagarniając całą

aż po kres oddechu

poddaję się

chcę być tylko twoja

być przy tobie

należeć

szepty rozkoszy rozszczepiają ciszę

uśmiechasz się triumfalnie w moje rozemglone oczy

półprzytomna pozwalam ci

pić rozkosz

nie mam już władzy

nad sobą

jestem twoja
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij