(Nie)doskonali. 10 rzeczy, które każdy rodzic chciałby wiedzieć - ebook
(Nie)doskonali. 10 rzeczy, które każdy rodzic chciałby wiedzieć - ebook
Autor odwołuje się do psychologii pozytywnej i proponuje 10 prostych i skutecznych strategii rozwiązywania problemów, z którymi zmagają się na co dzień opiekunowie dzieci w wieku od 2 do 12 lat. Dzieli się swoją wiedzą dotyczącą komunikacji i zrozumienia. Pokazuje, jak skutecznie wyznaczać granice oraz w jaki sposób radzić sobie z drażliwymi kwestiami, takimi jak konflikty między rodzeństwem, obowiązki domowe, szkoła czy korzystanie z mediów. To wszystko przy jednoczesnym docenianiu zwyczajnego bycia ze sobą i wspólnej rodzinnej zabawy.
| Kategoria: | Zdrowie i uroda |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-7906-905-7 |
| Rozmiar pliku: | 1,4 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Dzisiaj, w naszym napędzanym konsumpcją, szybko zmieniającym się, cyfrowym świecie rodzicielstwo jest naznaczone stresem i zamętem. Jako autorka książek o rodzicielstwie i edukator mam świadomość tego, co martwi rodziców – od opanowywania napadów złości u maluchów po odpowiedzi na pytania: „jak sprawić, by moje dzieci zasnęły?” oraz „czy to normalne?”.
W pewnym sensie jest zbyt wiele informacji (często po prostu wystarczy kliknąć myszką), co oznacza, że rodzice mogą poczuć się jeszcze bardziej zdezorientowani, gdy szukają wskazówek odnośnie do tego, jak poradzić sobie z powszechnymi rodzicielskimi dylematami. Mamy też do czynienia z ogromnym oddziaływaniem mediów społecznościowych, w których pełno jest obrazów „doskonałych” chwil spędzanych z rodziną. W rzeczywistości nie ma czegoś takiego jak „doskonałość”, a wystarczająco dobrzy, niedoskonali rodzice wciąż są w stanie wychować dzieci na zdolnych do współczucia, wartościowych dorosłych, prowadzących pełne sensu życie. Jestem dumną (i często niedoskonałą) mamą czterech dorosłych synów, którzy świetnie sobie radzą, wchodząc teraz w role troskliwych mężów i oddanych ojców.
W swojej książce _(Nie)doskonali. 10 rzeczy, które każdy rodzic chciałby wiedzieć,_ dr Justin Coulson omawia zagadnienia powszechnie trapiące wszystkich rodziców. Robi to we właściwy sobie, wyjątkowy i dodający otuchy sposób, przyznając się do własnych (bynajmniej nie doskonałych) doświadczeń rodzicielskich oraz analizując, jakie rozwiązania mogą nam podsuwać badania naukowe.
Justin znakomicie oddaje, na czym polega rodzicielstwo: od katastrofalnych momentów, kiedy czujemy się jak nienadający się do niczego nieudacznicy, po chwile największego zachwytu, kiedy nasze serca nieomal wybuchają pod wpływem pulsującej w nich miłości.
W pewnym sensie każdy rodzic obmyśla swoje działania na bieżąco, mając nadzieję, że nie zaszkodzi przy tym swoim dzieciom. Zdarzają się takie okresy, w których szukamy dodatkowej wiedzy, gdyż czujemy, że stać nas na więcej. Wspaniale, jeśli natrafiamy na dobrze poinformowanych edukatorów z zakresu rodzicielstwa, którzy potrafią nam doradzić, jednocześnie nie sprawiając, że poczujemy się gorzej. Justin jest jednym z takich pełnych pasji edukatorów.
Niniejsza książka pomoże rodzicom nabrać pewności siebie przy podejmowaniu w swoich domach decyzji każdego dnia czy tygodnia, a zarazem odkryć, co najbardziej liczy się w życiu dzieci. Justina i mnie łączy pasja pomagania rodzicom w czerpaniu większej przyjemności z tej nieprzewidywalnej podróży poprzez koncentrowanie się na żarliwym i bezwarunkowym kochaniu swoich dzieci. Wiąże się to ze świadomym tworzeniem liczących się wspomnień oraz aktywnym poszukiwaniem okazji do radości i śmiechu – gdyż domy, w których te rzeczy są priorytetem, są bezpieczniejsze i szczęśliwsze dla każdego.
Maggie Dent
Autorka oraz specjalistka z zakresu rodzicielstwa i odporności na stresWPROWADZENIE
Przyznam się: mam problemy jako rodzic.
W dniu, w którym musiałem powiedzieć jednemu z moich dzieci, by wyjęło nogi z jedzenia, zrozumiałem, że wszystko to będzie trudniejsze, niż sobie wyobrażałem.
Ponieważ jestem „specjalistą od rodzicielstwa”, prawdopodobnie oczekiwalibyście ode mnie zapewnienia, że moje dzieci są doskonałe. Nie, nie są. To dzieci, a nie roboty.
Mam też świadomość, że prawdopodobnie liczyliście, iż wszystko mam ogarnięte. Wolicie, żebym wiedział, o czym mówię. Cóż… wiem, ale i tak trudno jest zawsze odpowiednio postępować. Niekiedy problemem jest w ogóle dostrzec, co jest odpowiednie. Jeśli jesteście rodzicami, to wiecie, co mam na myśli.
Zanim mieliśmy z Kylie dzieci, sądziłem, że ich posiadanie będzie dość proste. Trzeba wyrażać się jasno. Trzeba być konsekwentnym. Trzeba być „porządnym rodzicem”. Co mogło być w tym trudnego? Nieraz widziałem rodziców mających problemy z dziećmi i sugerowałem, co mogliby zrobić lepiej. Moje dobre rady spotykały się czasem z reakcjami, które można by określić mianem nieżyczliwych, a nawet wrogich. Ludzie ci nigdy faktycznie mnie nie uderzyli, kiedy dzieliłem się swoimi pomysłami na temat tego, jak mogliby być lepszymi rodzicami, ale… Gdyby wzrok mógł zabijać! Jestem pewien, że bywały momenty, gdy przemoc była bardzo blisko!
Potem zaś przyszedł ten dzień. Wraz z Kylie zdecydowaliśmy, że nie chcemy już sypiać do późna, znikać na weekend, kiedy tylko mieliśmy na to ochotę, czy spędzać spokojnych wieczorów w kawiarniach lub restauracjach. Nie chcieliśmy dłużej żyć w czystym domu. Zmęczyliśmy się tym, że po prostu mogliśmy wsiąść do samochodu i spontanicznie dokądś pojechać dla samej przyjemności. Zapragnęliśmy dzieci! Chcieliśmy, by potrzeba było czterdziestu pięciu minut na zapakowanie wszystkich do auta tylko po to, by zatrzymać się po trzech minutach podróży, bo akurat ktoś chciał do toalety. Chcieliśmy dzielić łóżko z małym akrobatą przekonanym, że ogromny materac wystarcza tylko dla jednej osoby w wieku dwóch lat (z kawałkiem). Chcieliśmy, by ktoś chciał nas tak bardzo, że setki razy wykrzykiwałby nam w uszy nasze imiona jeszcze przed siódmą rano.
Kiedy nasza pierworodna miała trzy lata, odkryłem, że rodzicielstwo przypomina jedzenie pałeczkami: wydaje się całkiem proste, dopóki się go nie spróbuje, lecz jeśli nie jest się uważnym, łatwo wszystko poplątać i zrobić straszny bałagan – zwłaszcza jako ktoś początkujący.
Było naprawdę trudno. Właśnie dlatego, że nie potrafiłem poradzić sobie z tym, iż moja pierworodna zachowuje się jak „trzyletnia nastolatka”, zrezygnowałem z pomyślnie rozwijającej się kariery prezentera radiowego i spędziłem nieomal dekadę na uniwersytecie, chcąc się nauczyć, jak być lepszym tatą. Magisterium i doktorat z psychologii oraz szereg lat jako uczelniany wykładowca i badacz poświadczały moje kwalifikacje. Posiadanie szóstki własnych dzieci pozwoliło mi uzyskać doświadczenie. Sprawdzało się to, przynajmniej przez jakiś czas. Jednak mimo znajomości rozmaitych dobrych zasad odnośnie do rodzicielstwa wciąż możemy się czuć, jakbyśmy utknęli w miejscu. Jak już powiedziałem, dzieci nie są robotami (nie są nimi też rodzice). A sama konsekwencja nie jest rozwiązaniem.
Rodzicielstwo jest trudne. Łatwo można popełnić błąd. Przypomniałem sobie o tym, gdy doszło do konfliktu między jedną z moich córek i mną. Kylie stwierdziła, że w reakcji na wyzywające postępowanie córki sam zachowałem się jak dziecko – nie jak dorosły (a już zwłaszcza nie jak specjalista do spraw rodzicielstwa).
Jak wielu rodziców byłem nadmiernie napięty, przepracowany i przemęczony. Dziecko mnie rozdrażniło. Nieadekwatnie zareagowałem na występek córki, a czyniąc tak, postąpiłem, jakbym zapomniał większość rzeczy, którymi każdego dnia dzielę się z tysiącami ludzi. Kylie miała rację. Zachowałem się jak dziecko. I to źle wychowane.
Przez kilka dni zwieszałem głowę ze wstydu. Szczerze mówiąc, który rodzic tego nie doświadczył? Wszyscy czasem zawalamy. Wszyscy mówimy nieodpowiednie rzeczy, wpadamy w złość lub frustrację czy też pozwalamy, by nasze niepokoje i lęki o dzieci wybuchły w niezbyt pomocny sposób. Łatwo zapomnieć, że nasze dzieci również są ludźmi. Muszą dokonywać wyborów, uczyć się i wzrastać. Jeszcze łatwiej zapomnieć, że decyzje podejmowane przez dzieci mogą sprzyjać także naszemu wzrostowi (więcej na ten temat później…).
Jednak pod wpływem tamtego incydentu zrodziło się we mnie przekonanie, że muszę napisać tę książkę. Skoro „specjaliście” jest trudno, to jak czują się wszyscy pozostali? Gdzieś głęboko wiedziałem, że muszę napisać tę książkę właśnie ze względu na tego typu incydenty. Takie – i niestety jeszcze gorsze – rzeczy zdarzają się w domach zawsze i wszędzie.
Tak więc… wszyscy zawalamy (w rozmaitym stopniu). Ja zawalam. Wy zawalacie. Na tym polega bycie rodzicem.
Niemniej coś udało mi się zauważyć. Każdy rodzic, z którym rozmawiam, chce lepiej sobie radzić. Chcemy doświadczać mniej okropnych momentów. Wiemy, że moglibyśmy reagować z większą cierpliwością, wykazywać się większym współczuciem i słuchać z większą uważnością. Robimy sobie samym wyrzuty, kiedy nie dorastamy do tego, czego od siebie oczekujemy. Jak ta matka, która napisała do mnie:
Cześć, Justin,
jestem uosobieniem wszystkiego, co nie podoba Ci się u rodziców. Daję klapsy. Krzyczę. Wysyłam do kąta. Nie mam cierpliwości – zwłaszcza do mojego syna. Nienawidzę tego. Nienawidzę samej siebie jako matki. Wiem, że zawodzę swoje dzieci i po prostu nie umiem tego zmienić. Tracę panowanie nad sobą, a co gorsza, muszę walczyć z chęcią wymierzenia tak silnego klapsa, by faktycznie zraniło to mojego syna. Tak by dać mu nauczkę. Wiem, że Ty masz rację, a ja jestem w błędzie. Potrzebuję pomocy. Czytałam Twoje artykuły i to, co piszesz, bardzo do mnie trafia. Chcę się zmienić. Chcę być lepszą mamą.
Czy kiedykolwiek mówiliście coś takiego sobie samym?
Nienawidzę tego, kim teraz jestem. Nienawidzę tego, jak traktuję swoje dzieci. Nienawidzę tego, że nie daję rady. Moje dzieci zasługują na kogoś lepszego. Chcę się poprawić. Moje dzieci potrzebują, abym był kimś lepszym!
Ja tak sobie mówiłem. Wiem, jak to jest. Rodzi to w sercu okropny ból.
Jeśli wsłuchacie się w to, co kryje się głęboko w was, być może usłyszycie takie samo wezwanie. Chcemy jak najbardziej starać się dla naszych dzieci. Nie znosimy, gdy nie dorastamy do własnych ideałów.
Kiedy coś nam nie pójdzie, łatwo zrzucić winę na dzieci. „To ich wina, że tak się zachowuję. Gdyby tylko robiły to, o co je proszę”.
Jeśli jednak będziemy w tej kwestii dojrzali i dobrze się zastanowimy, uświadomimy sobie, że w byciu znakomitym rodzicem tak naprawdę nie chodzi o dzieci. W o wiele większym stopniu chodzi o nas samych. Chodzi o to, jak my radzimy sobie z problemami w pozytywny i konstruktywny sposób. Mówimy, że dzieci doprowadzają nas do szaleństwa – i czasami rzeczywiście tak jest. Ale często tym, co nas denerwuje, jest tylko po części ich zachowanie. Tym, co naprawdę nas głęboko rozdrażnia, jest sposób, w jaki my postępujemy wobec nich!
Desperacja, jaką cechowała się wspomniana przed chwilą matka, jest czymś kluczowym. Może wy również odczuwaliście kiedyś coś podobnego. Między odczuwaniem desperacji a odczuwaniem zniechęcenia istnieje ważna różnica. Wskutek zniechęcenia czujemy się podle. Doświadczamy beznadziei i bezradności. Wtedy traktujemy źle swoje dzieci, co przypomina nam o tym, jak beznadziejni jesteśmy – i tak popadamy w coraz głębsze zniechęcenie.
Odczuwać desperację i przyznawać się do tego – cóż, to pomaga nam zrozumieć, że sami nie damy sobie rady, a zatem zaczynamy sięgać do źródeł, które mogłyby nam pomóc. Wtedy właśnie zaczynamy wzrastać i się uczyć. Uświadomiona desperacja jest pewnym znakiem, że sukces nie jest daleko! Pokazuje ona, że choć nic się nie układa, jesteśmy gotowi nadal próbować. Mamy nadzieję i pragnienia. Musimy tylko znaleźć ścieżkę, którą moglibyśmy podążać. Albo trafić na instrukcję obsługi.
Dzieci nie rodzą się z instrukcją obsługi
W świecie rodzicielstwa jest to najbardziej nadużywany banał, ale odzwierciedla kluczową prawdę. Nikt z nas nie jest tak naprawdę przygotowany na stojące przed nami zadanie. Nikt nas nie nauczy, jak być rodzicem. Standardem jest metoda prób i błędów. Nasze dzieci nie rodzą się z instrukcją obsługi. To one są tą instrukcją. Jednak dla wielu spośród nas odczytywanie języka dzieci jest czymś bardzo wymagającym. Zamiast tego uczymy się rodzicielstwa od naszych własnych rodziców oraz ludzi wokół nas. Obserwujemy, osądzamy, oceniamy, wypróbowujemy różne pomysły i na bieżąco znajdujemy rozwiązania.
Lecz w miarę, jak nasze dzieci dojrzewają, sytuacja wciąż się zmienia. Dzieci ciągle się rozwijają. To zaś, co działało lub było dopuszczane w latach osiemdziesiątych lub dziewięćdziesiątych, dziś może zawodzić. Obecnie mamy do czynienia z nowymi wyzwaniami, nowymi obawami i nowymi szansami. W tej książce opisuję dziesięć kluczowych warunków udanego, radosnego rodzicielstwa – zasad, które pomogą nam poprowadzić nasze dzieci ku pomyślnemu życiu. Posunąłbym się aż do stwierdzenia, że jest to dziesięć rzeczy, które każdy rodzic musi wiedzieć, aby w pozytywny sposób wychowywać swoje dzieci. Jest to dziesięć rzeczy, które mogą uczynić wasze życie łatwiejszym – abyście nie musieli wciąż na bieżąco wymyślać dróg wyjścia.
Te dziesięć rzeczy może być wam już znane bądź nie. Jednak znajdziecie tutaj propozycje pozytywnych rozwiązań, które dodatkowo potwierdzą to, co według waszej wiedzy działa, i które podsuną wam może nowe, świetne idee, pozwalające poprawić wasze rodzicielstwo i wzmocnić rodziny. Książka ta powstała, aby pomóc wam czuć się lepiej w swoim rodzicielstwie i lepiej sobie z nim radzić. Jestem przekonany, że w miarę jak ten proces będzie się toczyć, uczynicie swoje rodziny szczęśliwszymi.
Mawia się, że żaden sukces nie jest w stanie zrekompensować porażek w domu.
Praca, którą wykonujemy jako rodzice, jest naszym najważniejszym przedsięwzięciem. Prawdopodobnie wywrze ona na świat wpływ większy niż cokolwiek innego, czym się zajmujemy. Wpłynie też ona w nieunikniony sposób na życie naszych dzieci, wnuków i prawnuków. To, jak wychowujemy nasze dzieci, wpływa na całą resztę naszego – i ich – życia.
Jeszcze jedna uwaga, zanim przejdziemy dalej. Napisałem tę książkę, abyście sami stali się w swoich rodzinach specjalistami z zakresu rodzicielstwa. Prawdę mówiąc, choć wiem o wielu przydatnych rzeczach, które każdy rodzic powinien rozumieć, myślę, że prawdopodobnie już znacie większość z nich, nawet jeśli nie potraficie jeszcze ubrać ich w słowa. Będę więc zadawał wam pytania, rzucał wyzwania i zmuszał do zastanowienia się nad tym, jak możecie korzystać z waszej wiedzy i doświadczeń zebranych w domu. Będę czynił pewne sugestie i podsuwał różne pomysły. Bądźcie jednak gotowi na to, że wiele razy w tej książce poproszę was o rozważenie i przeanalizowanie sytuacji, gdy postąpiliście dokładnie tak, jak należy. Wasze pozytywne doświadczenia dostarczą wam najbardziej przekonujących i konstruktywnych wskazówek.
Wychowanie dzieci może – i powinno – być jednym z najbardziej cudownych, satysfakcjonujących i radosnych aspektów naszego życia. Niniejsza książka pomoże wam doświadczać rodzicielstwa w taki właśnie sposób.PRZYPISY
1 Jeśli to stwierdzenie w tym momencie się do was nie odnosi, na końcu książki znajduje się spis lektur, które mogą pomóc.
2 Gottman opiera te szacunki na badaniach, które przeprowadził wśród par żyjących w Stanach Zjednoczonych. Ich wyniki omawia prosto i jasno w swej książce: _Siedem zasad udanego małżeństwa_, przeł. D. Olejnik, Kraków 2014.
3 Więcej na temat nawyków można przeczytać w: C. Duhigg, _Siła nawyku. Dlaczego robimy to, co robimy i jak można to zmienić w życiu i biznesie_, przeł. M. Guzowska, Warszawa 2013; R.F. Baumeister, _Siła woli. Odkryjmy na nowo to, co w człowieku najpotężniejsze_, przeł. P. Budkiewicz, Poznań 2013.
4 Zob. J. Gottman, _Siedem zasad_…
5 Zob. _Mindfulness, Acceptance, and Positive Psychology_, red. T. Kashdan, J. Ciarrochi, Oakland 2013. Zob. też R. Baumeister, _Meanings of Life_, New York–London 1991.
6 Podane w tej książce pomysły ćwiczeń opierają się w pierwszym rzędzie na fundamentalnych założeniach podejścia doceniającego (_appreciative inquiry_). Główną postacią w badaniach nad tym podejściem jest David Cooperrider i choć wiele jego prac dotyczy warunków panujących w korporacjach, ich ustalenia można ogólnie zastosować również w innych kontekstach, w tym w rodzinnym.