- W empik go
365 powodów, aby zostać - ebook
Wydawnictwo:
Data wydania:
4 października 2022
Format ebooka:
EPUB
Format
EPUB
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najpopularniejszych formatów e-booków na świecie.
Niezwykle wygodny i przyjazny czytelnikom - w przeciwieństwie do formatu
PDF umożliwia skalowanie czcionki, dzięki czemu możliwe jest dopasowanie
jej wielkości do kroju i rozmiarów ekranu. Więcej informacji znajdziesz
w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu.
Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu.
Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
Format
MOBI
czytaj
na czytniku
czytaj
na tablecie
czytaj
na smartfonie
Jeden z najczęściej wybieranych formatów wśród czytelników
e-booków. Możesz go odczytać na czytniku Kindle oraz na smartfonach i
tabletach po zainstalowaniu specjalnej aplikacji. Więcej informacji
znajdziesz w dziale Pomoc.
Multiformat
E-booki w Virtualo.pl dostępne są w opcji multiformatu.
Oznacza to, że po dokonaniu zakupu, e-book pojawi się na Twoim koncie we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego tytułu.
Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na karcie produktu.
Multiformat
E-booki sprzedawane w księgarni Virtualo.pl dostępne są w opcji
multiformatu - kupujesz treść, nie format. Po dodaniu e-booka do koszyka
i dokonaniu płatności, e-book pojawi się na Twoim koncie w Mojej
Bibliotece we wszystkich formatach dostępnych aktualnie dla danego
tytułu. Informacja o dostępności poszczególnych formatów znajduje się na
karcie produktu przy okładce. Uwaga: audiobooki nie są objęte opcją
multiformatu.
czytaj
na tablecie
Aby odczytywać e-booki na swoim tablecie musisz zainstalować specjalną
aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego,
który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. Bluefire
dla EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu
w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale
Pomoc.
czytaj
na czytniku
Czytanie na e-czytniku z ekranem e-ink jest bardzo wygodne i nie męczy
wzroku. Pliki przystosowane do odczytywania na czytnikach to przede
wszystkim EPUB (ten format możesz odczytać m.in. na czytnikach
PocketBook) i MOBI (ten fromat możesz odczytać m.in. na czytnikach Kindle).
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu
w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale
Pomoc.
czytaj
na smartfonie
Aby odczytywać e-booki na swoim smartfonie musisz zainstalować specjalną
aplikację. W zależności od formatu e-booka oraz systemu operacyjnego,
który jest zainstalowany na Twoim urządzeniu może to być np. iBooks dla
EPUBa lub aplikacja Kindle dla formatu MOBI.
Informacje na temat zabezpieczenia e-booka znajdziesz na karcie produktu
w "Szczegółach na temat e-booka". Więcej informacji znajdziesz w dziale
Pomoc.
Czytaj fragment
Pobierz fragment
Pobierz fragment w jednym z dostępnych formatów
365 powodów, aby zostać - ebook
365 pragnień, 365 uniesień, a przede wszystkim 365 powodów, aby pomimo wszystko być razem. Dokądkolwiek miłość zaprowadzi.
Kategoria: | Romans |
Zabezpieczenie: |
Watermark
|
ISBN: | 978-83-8324-291-0 |
Rozmiar pliku: | 4,5 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Dzień 1
Po cichu do moich myśli się wkradasz
I bez zapowiedzi w nich się rozsiadasz
Proszę bardzo rozgość się
I jeśli zechcesz
Zostań w nich na dłużej
Czuję się o wiele lepiej
Odkąd każdą myśl kieruję do ciebie
— Dzień dobry. Nazywam się Szymon Zdanowski. Wiem, że wyglądam młodo, jednak niech was nie zmylą pozory.
Jestem bardzo wymagający, zarówno wobec siebie jak i wobec studentów. Spędzimy razem trzy miesiące podczas zajęć i zapewniam was, że będą to miesiące ciężkiej i mam nadzieję równie owocnej pracy.
A żeby was lepiej poznać chciałbym wysłuchać próbkę waszej poetyckiej twórczości. Może to być fraszka, limeryk, lub choćby druga oda do radości. Nie ważne byle było wasze.
Zatem słucham, aby nikogo nie wyciągać na siłę, najlepiej od początku.
Zbliżała się chwila, gdy sama miałam wyrecytować swój wiersz. I z każdą minutą coraz bardziej się stresowałam, by dobrze wypaść.
— Teraz pani w ostatnim rzędzie. Nawiasem mówiąc, nieźle się Pani zakamuflowała. Prosimy Pani Kingo.
Zdziwiłam się, że wiedział jak mam na imię, chociaż byłam ostatnia,
nie musiał zwrócić na to uwagi. Odetchnęlam głęboko, by dodać sobie nieco odwagi i zaczęłam wypowiadać w miarę płynnie,
pomimo zdenerwowania, kolejne słowa swego wiersza.
Kocham skrycie
Kocham skrycie, twe w lustrze odbicie.
I twe zdjęcie, które spoczywa przy mnie co noc.
I choć przyznać do tego się wstydzę.
Myślę o Tobie częściej, niż raz na rok.
A zapomnieć miałam już dawno i rzucić twe zdjęcie gdzieś w kąt.
Lecz zapomnieć sercu nie jest tak łatwo, chociaż dobrze wie, że to błąd.
Zapadła długa cisza i nie wiedziałam czego się spodziewać, po chwili jednak wykładowca przemówił
— Bardzo dobrze. Dziękuję Pani, pani Kingo i wam wszystkim.
A na następne zajęcia proszę was o wybranie jednego z wierszy,
któregoś z starożytnych poetów. Do zobaczenia.
— Do zobaczenia powiedzieliśmy chórem, jednocześnie wychodząc,
a ja miałam niezbite wrażenie, że ktoś bardzo intensywnie mi się przygląda._JUŻ NIE JESTEM SAMOTNA WE WSZECHŚWIECIE_
_ODKĄD MAM CIEBIE_
_DBASZ O MNIE JAK MAŁY KSIĄŻĘ O SWOJĄ RÓŻĘ_
_CHOĆ WĄTPIŁAM_
_OKAZAŁO SIĘ, ŻE WCIĄŻ POTRAFIĘ ZAKOCHAĆ SIĘ_
— Dzień dobry Pani Kingo. Jak się Pani dzisiaj czuję? — zapytał mnie nagle Pan Szymon, mijając mnie na schodach uczelni, prowadzących na drugie piętro.
— Dobrze. Dziękuję. — odpowiedziałam grzecznie, zastanawiając się, czy nie zbladłam, lub się nie ubrudzilam, musiał być jakiś powód, że tak nagle pytał mnie o zdrowie, nie rozumiałam tylko jaki. Na wszelki wypadek gdybym jednak była brudna przetarłam kąciki ust. — A pan — zapytałam, ponownie przypominając sobie o dobrych manierach.
— Mamy dzisiaj razem zajęcia — stwierdził, jakoś dziwnie podkreślając słowo razem, a może jestem tylko przewrażliwiona?
— Owszem. Mamy dzisiaj wspólne zajęcia. Na pewno na nich będę.
— Ja również.
— Nie wątpię. W końcu je Pan prowadzi.
— No tak. Zatem do zobaczenia Pani Kingo.
— Do zobaczenia. Panie magistrze Zdanowski.Dzień 3
Nadeszła pora fuksówki, która miała na celu zintegrować studentów twórczego pisania. Już znałam parę osób, dlatego odważyłam się wybrać, pomimo choroby, wciąż byłam bardzo towarzyska.
Na moją decyzję wpłynęło też miejsce, w którym miała się odbyć fuksówka, czyli Instytut Kulturoznawstwa.
Weszłam do środka, rozglądając się w koło. Sama nie rozumiejąc dlaczego, szukałam wzrokiem magistra Szymona, jednak nigdzie nie mogłam go znaleźć.
Żałowałam jednocześnie, że nikt nie zapyta mnie o zdrowie.
Z jakiegoś powodu polubiłam jego standardowe, codzienne pytanie.
— Dobry wieczór pani Kingo.
Usłyszałam zza pleców.
Wzdrygnęłam się zaskoczona niespodziewanym przywitaniem, wyrwana z swych myśli.
Chociaż szukałam go wzrokiem, a fuksówka była przeznaczona dla wszystkich,
w tym także dla wykładowców, zdziwiłam się, że Go spotykam akurat w tym momencie, gdy o Nim pomyślałam.
— Dobry wieczór Panie magistrze. Nie spodziewałam się, że Pana tu zastanę.
— Niby dlaczego? Bardzo lubię imprezy. I przyznam się w tajemnicy, że nie najgorzej tańczę. — powiedział żartobliwie, stając naprzeciwko.
— Z chęcią zobaczę. — powiedziałam, dziwiąc się swojemu nagłemu przypływowi odwagi, na co pan Szymon odpowiedział ukradkowym uśmiechem.
Wtem ktoś pociągnął mnie za rękę, przerywając miłe i w moim mniemaniu romantyczne chwile.
— Dobry wieczór panu. — przywitała się Bogna.
— Chodź Kinga tańczyć. Noc taka młoda jeszcze zdążysz się nagadać.
— Ale…
Broniłam się jak mogłam, by zostać. Jednak Bogna była bardzo silna, jak na kobietę jej postury, nie należała do największych. Widać pozory mylą.
— No chodź, nie każ się ciągnąć.
— Dobra już idę.
— To też właściwie pójdę, z chęcią się przekonam, jak Panie tańczą.
— O i to mi się podoba. Zapraszamy Pana do kółeczka. — stwierdziła rozentuzjazmowana Bogna, tym pewniejsza, że miała już lekko w czubie. No cóż nie samą poezją człowiek żyje.
Tańczyłam z dziewczynami, próbując nie mylić kroków. Co jakiś czas cichaczem, spoglądając na pana magistra, który akurat rozmawiał z innym nieco starszym od siebie wykładowcą.
Chciałam kontynuować naszą wcześniejszą rozmowę, jednakże obecnie nie było to możliwe, pozostało mi jedynie cieszyć się tym, że mogę spoglądać na niego,
nieco dłużej, niż podczas zajęć.
— Czyżbym zakochiwała się w wykładowcy. Nie to niemożliwe. Nie dla mnie?.
A może jednak. Pytałam samą siebie, w odpowiedzi, czując jedynie nagłe poczucie ciepła w sercu, gdy tylko mój wykładowca się do Mnie uśmiechał.Dzień 4
Siedziałem akurat przy biurku, mozolnie sprawdzając prace pisemne studentów drugiego roku, gdy usłyszałem pukanie do drzwi.
— Proszę. — odpowiedziałem automatycznie i z wdzięcznością, że będę miał możliwość odpocząć, choć przez chwilę.
Nie wiedziałem jeszcze wówczas, kto też postanowił mnie odwiedzić.
— Dzień dobry. Panie magistrze. — usłyszałem w korytarzu znajomą formułkę, na co od razu uśmiechnąłem się do siebie pod nosem.
— Dzień dobry Pani Kingo. Proszę wchodzić śmiało i nie czaić się tak w tym przejściu. Już jadłem, więc nie ugryzę. Chyba. — zażartowałem, sam nie rozumiejąc, dlaczego czuję się przy niej tak swobodnie. W końcu znaliśmy się od niedawna i była moją studentką. A traktowałem ją jak dobrą przyjaciółkę, a może nawet kogoś więcej. — Nie chcę przeszkadzać. Ja właściwie tylko na chwilę. — wyrzuciła z siebie z prędkością karabinu maszynowego, uroczo się przy tym rumieniąc i krocząc w miejscu, tak jakby miała zamiar wywiercić dziurę w podłodze, lub uciec w popłochu. Czy naprawdę byłem, aż tak straszny. Nikt nigdy wcześniej się tak przy mnie nie tremował.
— Przyniosłam Panu swój tomik poezji. Pierwszy i mam nadzieję nie jedyny. — powiedziała nieco wolniej, wręczając mi swą książkę, ukrywaną dotychczas za plecami.
— Udało się Pani? — zapytałem z zaskoczeniem, patrząc z nieukrywanym zachwytem na wręczony mi podarunek.
— Nam się udało. — stwierdziła już całkiem swobodnie, zatem i dla mnie znalazła zasługi w całym przedsięwzięciu, chociaż i tak nie zrobiłem nic nadzwyczajnego.
Co najwyżej ją lekko popchnąłem.
— To dzięki panu odważyłam się przesłać wiersze. Dziękuję. — wypowiedziała, patrząc na mnie z takim zachwytem, że aż sam się zarumieniłem.
— Zawsze do usług pani Kingo. Gdybym mógł jeszcze jakoś pomóc. Proszę tylko powiedzieć. — udało mi się wydukać, po chwili.
— Wiem, że zawsze mogę na Panu polegać i bardzo to doceniam. Jeszcze raz dziękuję, A teraz zmykam, żeby zdążyć na zajęcia. Do zobaczenia później. — powiedziała uprzejmie, szybko wybiegając.
— Do zobaczenia Pani Kingo. — odpowiedziałem równie serdecznie. — Dziękuję. — dodałem jeszcze na koniec, choć nawet nie byłem pewien, czy mnie słyszy, po czym przesunąłem dłonią po otrzymanym tomiku.
— Historia jednego uczucia. — odczytałem na głos tytuł.
— Jakaż to będzie historia naszego uczucia, Pani Kingo — zapytałem sam siebie i otworzyłem tomik na wybranej stronie, czytając pierwszy wiersz.Dzień 5
Zbiegłem szybko po schodach. Okazało się, że mam szczęście i jeszcze udało mi się ją złapać na korytarzu. Patrzyła akurat na tablice przy sekretariacie, wpatrując się w plan i notując go w zeszycie.
— Gratuluję 5 z egzaminu z profesorem Majkowskim. — zacząłem, przerywając jej przepisywanie planu, nie wyglądała jednak na zdezorientowaną,
czy też zaskoczoną mym nagłym pojawieniem się u jej boku.
— Już Pan wie?
— Wieści szybko się roznoszą.
— W takim razie dziękuję. W zasadzie, to byłam ciekawa, jak się Pan miewa Panie magistrze?
— Dobrze dziękuję. — odpowiedziałem, sam nieco zdezorientowany niespodziewanym pytaniem. A pani.? — dodałem ze swej strony.
— Też dobrze. Słyszałam, że wyjeżdża Pan na grant badawczy do Barcelony.
— Faktycznie wieści szybko się rozchodzą. — stwierdziłem ze śmiechem. — Ale to tylko trzy miesiące. — dodałem, dostrzegając nagle na jej twarzy, jakiś niespotykany wcześniej wyraz smutku. Nawet zniknęły uniesione do góry dołeczki, w kącikach jej ust.
— Wystarczy, by studenci zdążyli za Panem zatęsknić.
— Pani również? — zapytałem z nadzieją, której nie mogłem ukryć.
— Właśnie siebie przede wszystkim miałam na mysli.Dzień 6
Zmierzałem akurat do uczelni, gdy dostrzegłem z oddali, idącą w moją stronę Kingę, widząc ją natychmiast przyspieszyłem kroku.
— Dzień dobry, Pani Kingo.
— Dzień dobry, Panie magistrze.
— Cieszę się, że Panią widzę.
— A ja cieszę się, że widzę Pana. Już pan wrócił?
— Przyjechałem tylko na dwa dni, by zobaczyć tych za którymi tęskniłem.
— W takim razie miło mi, że postanowił Pan, też zawitać na uczelnie.
— Nie wyobrażałem sobie, by mogłoby być inaczej.
Po cichu do moich myśli się wkradasz
I bez zapowiedzi w nich się rozsiadasz
Proszę bardzo rozgość się
I jeśli zechcesz
Zostań w nich na dłużej
Czuję się o wiele lepiej
Odkąd każdą myśl kieruję do ciebie
— Dzień dobry. Nazywam się Szymon Zdanowski. Wiem, że wyglądam młodo, jednak niech was nie zmylą pozory.
Jestem bardzo wymagający, zarówno wobec siebie jak i wobec studentów. Spędzimy razem trzy miesiące podczas zajęć i zapewniam was, że będą to miesiące ciężkiej i mam nadzieję równie owocnej pracy.
A żeby was lepiej poznać chciałbym wysłuchać próbkę waszej poetyckiej twórczości. Może to być fraszka, limeryk, lub choćby druga oda do radości. Nie ważne byle było wasze.
Zatem słucham, aby nikogo nie wyciągać na siłę, najlepiej od początku.
Zbliżała się chwila, gdy sama miałam wyrecytować swój wiersz. I z każdą minutą coraz bardziej się stresowałam, by dobrze wypaść.
— Teraz pani w ostatnim rzędzie. Nawiasem mówiąc, nieźle się Pani zakamuflowała. Prosimy Pani Kingo.
Zdziwiłam się, że wiedział jak mam na imię, chociaż byłam ostatnia,
nie musiał zwrócić na to uwagi. Odetchnęlam głęboko, by dodać sobie nieco odwagi i zaczęłam wypowiadać w miarę płynnie,
pomimo zdenerwowania, kolejne słowa swego wiersza.
Kocham skrycie
Kocham skrycie, twe w lustrze odbicie.
I twe zdjęcie, które spoczywa przy mnie co noc.
I choć przyznać do tego się wstydzę.
Myślę o Tobie częściej, niż raz na rok.
A zapomnieć miałam już dawno i rzucić twe zdjęcie gdzieś w kąt.
Lecz zapomnieć sercu nie jest tak łatwo, chociaż dobrze wie, że to błąd.
Zapadła długa cisza i nie wiedziałam czego się spodziewać, po chwili jednak wykładowca przemówił
— Bardzo dobrze. Dziękuję Pani, pani Kingo i wam wszystkim.
A na następne zajęcia proszę was o wybranie jednego z wierszy,
któregoś z starożytnych poetów. Do zobaczenia.
— Do zobaczenia powiedzieliśmy chórem, jednocześnie wychodząc,
a ja miałam niezbite wrażenie, że ktoś bardzo intensywnie mi się przygląda._JUŻ NIE JESTEM SAMOTNA WE WSZECHŚWIECIE_
_ODKĄD MAM CIEBIE_
_DBASZ O MNIE JAK MAŁY KSIĄŻĘ O SWOJĄ RÓŻĘ_
_CHOĆ WĄTPIŁAM_
_OKAZAŁO SIĘ, ŻE WCIĄŻ POTRAFIĘ ZAKOCHAĆ SIĘ_
— Dzień dobry Pani Kingo. Jak się Pani dzisiaj czuję? — zapytał mnie nagle Pan Szymon, mijając mnie na schodach uczelni, prowadzących na drugie piętro.
— Dobrze. Dziękuję. — odpowiedziałam grzecznie, zastanawiając się, czy nie zbladłam, lub się nie ubrudzilam, musiał być jakiś powód, że tak nagle pytał mnie o zdrowie, nie rozumiałam tylko jaki. Na wszelki wypadek gdybym jednak była brudna przetarłam kąciki ust. — A pan — zapytałam, ponownie przypominając sobie o dobrych manierach.
— Mamy dzisiaj razem zajęcia — stwierdził, jakoś dziwnie podkreślając słowo razem, a może jestem tylko przewrażliwiona?
— Owszem. Mamy dzisiaj wspólne zajęcia. Na pewno na nich będę.
— Ja również.
— Nie wątpię. W końcu je Pan prowadzi.
— No tak. Zatem do zobaczenia Pani Kingo.
— Do zobaczenia. Panie magistrze Zdanowski.Dzień 3
Nadeszła pora fuksówki, która miała na celu zintegrować studentów twórczego pisania. Już znałam parę osób, dlatego odważyłam się wybrać, pomimo choroby, wciąż byłam bardzo towarzyska.
Na moją decyzję wpłynęło też miejsce, w którym miała się odbyć fuksówka, czyli Instytut Kulturoznawstwa.
Weszłam do środka, rozglądając się w koło. Sama nie rozumiejąc dlaczego, szukałam wzrokiem magistra Szymona, jednak nigdzie nie mogłam go znaleźć.
Żałowałam jednocześnie, że nikt nie zapyta mnie o zdrowie.
Z jakiegoś powodu polubiłam jego standardowe, codzienne pytanie.
— Dobry wieczór pani Kingo.
Usłyszałam zza pleców.
Wzdrygnęłam się zaskoczona niespodziewanym przywitaniem, wyrwana z swych myśli.
Chociaż szukałam go wzrokiem, a fuksówka była przeznaczona dla wszystkich,
w tym także dla wykładowców, zdziwiłam się, że Go spotykam akurat w tym momencie, gdy o Nim pomyślałam.
— Dobry wieczór Panie magistrze. Nie spodziewałam się, że Pana tu zastanę.
— Niby dlaczego? Bardzo lubię imprezy. I przyznam się w tajemnicy, że nie najgorzej tańczę. — powiedział żartobliwie, stając naprzeciwko.
— Z chęcią zobaczę. — powiedziałam, dziwiąc się swojemu nagłemu przypływowi odwagi, na co pan Szymon odpowiedział ukradkowym uśmiechem.
Wtem ktoś pociągnął mnie za rękę, przerywając miłe i w moim mniemaniu romantyczne chwile.
— Dobry wieczór panu. — przywitała się Bogna.
— Chodź Kinga tańczyć. Noc taka młoda jeszcze zdążysz się nagadać.
— Ale…
Broniłam się jak mogłam, by zostać. Jednak Bogna była bardzo silna, jak na kobietę jej postury, nie należała do największych. Widać pozory mylą.
— No chodź, nie każ się ciągnąć.
— Dobra już idę.
— To też właściwie pójdę, z chęcią się przekonam, jak Panie tańczą.
— O i to mi się podoba. Zapraszamy Pana do kółeczka. — stwierdziła rozentuzjazmowana Bogna, tym pewniejsza, że miała już lekko w czubie. No cóż nie samą poezją człowiek żyje.
Tańczyłam z dziewczynami, próbując nie mylić kroków. Co jakiś czas cichaczem, spoglądając na pana magistra, który akurat rozmawiał z innym nieco starszym od siebie wykładowcą.
Chciałam kontynuować naszą wcześniejszą rozmowę, jednakże obecnie nie było to możliwe, pozostało mi jedynie cieszyć się tym, że mogę spoglądać na niego,
nieco dłużej, niż podczas zajęć.
— Czyżbym zakochiwała się w wykładowcy. Nie to niemożliwe. Nie dla mnie?.
A może jednak. Pytałam samą siebie, w odpowiedzi, czując jedynie nagłe poczucie ciepła w sercu, gdy tylko mój wykładowca się do Mnie uśmiechał.Dzień 4
Siedziałem akurat przy biurku, mozolnie sprawdzając prace pisemne studentów drugiego roku, gdy usłyszałem pukanie do drzwi.
— Proszę. — odpowiedziałem automatycznie i z wdzięcznością, że będę miał możliwość odpocząć, choć przez chwilę.
Nie wiedziałem jeszcze wówczas, kto też postanowił mnie odwiedzić.
— Dzień dobry. Panie magistrze. — usłyszałem w korytarzu znajomą formułkę, na co od razu uśmiechnąłem się do siebie pod nosem.
— Dzień dobry Pani Kingo. Proszę wchodzić śmiało i nie czaić się tak w tym przejściu. Już jadłem, więc nie ugryzę. Chyba. — zażartowałem, sam nie rozumiejąc, dlaczego czuję się przy niej tak swobodnie. W końcu znaliśmy się od niedawna i była moją studentką. A traktowałem ją jak dobrą przyjaciółkę, a może nawet kogoś więcej. — Nie chcę przeszkadzać. Ja właściwie tylko na chwilę. — wyrzuciła z siebie z prędkością karabinu maszynowego, uroczo się przy tym rumieniąc i krocząc w miejscu, tak jakby miała zamiar wywiercić dziurę w podłodze, lub uciec w popłochu. Czy naprawdę byłem, aż tak straszny. Nikt nigdy wcześniej się tak przy mnie nie tremował.
— Przyniosłam Panu swój tomik poezji. Pierwszy i mam nadzieję nie jedyny. — powiedziała nieco wolniej, wręczając mi swą książkę, ukrywaną dotychczas za plecami.
— Udało się Pani? — zapytałem z zaskoczeniem, patrząc z nieukrywanym zachwytem na wręczony mi podarunek.
— Nam się udało. — stwierdziła już całkiem swobodnie, zatem i dla mnie znalazła zasługi w całym przedsięwzięciu, chociaż i tak nie zrobiłem nic nadzwyczajnego.
Co najwyżej ją lekko popchnąłem.
— To dzięki panu odważyłam się przesłać wiersze. Dziękuję. — wypowiedziała, patrząc na mnie z takim zachwytem, że aż sam się zarumieniłem.
— Zawsze do usług pani Kingo. Gdybym mógł jeszcze jakoś pomóc. Proszę tylko powiedzieć. — udało mi się wydukać, po chwili.
— Wiem, że zawsze mogę na Panu polegać i bardzo to doceniam. Jeszcze raz dziękuję, A teraz zmykam, żeby zdążyć na zajęcia. Do zobaczenia później. — powiedziała uprzejmie, szybko wybiegając.
— Do zobaczenia Pani Kingo. — odpowiedziałem równie serdecznie. — Dziękuję. — dodałem jeszcze na koniec, choć nawet nie byłem pewien, czy mnie słyszy, po czym przesunąłem dłonią po otrzymanym tomiku.
— Historia jednego uczucia. — odczytałem na głos tytuł.
— Jakaż to będzie historia naszego uczucia, Pani Kingo — zapytałem sam siebie i otworzyłem tomik na wybranej stronie, czytając pierwszy wiersz.Dzień 5
Zbiegłem szybko po schodach. Okazało się, że mam szczęście i jeszcze udało mi się ją złapać na korytarzu. Patrzyła akurat na tablice przy sekretariacie, wpatrując się w plan i notując go w zeszycie.
— Gratuluję 5 z egzaminu z profesorem Majkowskim. — zacząłem, przerywając jej przepisywanie planu, nie wyglądała jednak na zdezorientowaną,
czy też zaskoczoną mym nagłym pojawieniem się u jej boku.
— Już Pan wie?
— Wieści szybko się roznoszą.
— W takim razie dziękuję. W zasadzie, to byłam ciekawa, jak się Pan miewa Panie magistrze?
— Dobrze dziękuję. — odpowiedziałem, sam nieco zdezorientowany niespodziewanym pytaniem. A pani.? — dodałem ze swej strony.
— Też dobrze. Słyszałam, że wyjeżdża Pan na grant badawczy do Barcelony.
— Faktycznie wieści szybko się rozchodzą. — stwierdziłem ze śmiechem. — Ale to tylko trzy miesiące. — dodałem, dostrzegając nagle na jej twarzy, jakiś niespotykany wcześniej wyraz smutku. Nawet zniknęły uniesione do góry dołeczki, w kącikach jej ust.
— Wystarczy, by studenci zdążyli za Panem zatęsknić.
— Pani również? — zapytałem z nadzieją, której nie mogłem ukryć.
— Właśnie siebie przede wszystkim miałam na mysli.Dzień 6
Zmierzałem akurat do uczelni, gdy dostrzegłem z oddali, idącą w moją stronę Kingę, widząc ją natychmiast przyspieszyłem kroku.
— Dzień dobry, Pani Kingo.
— Dzień dobry, Panie magistrze.
— Cieszę się, że Panią widzę.
— A ja cieszę się, że widzę Pana. Już pan wrócił?
— Przyjechałem tylko na dwa dni, by zobaczyć tych za którymi tęskniłem.
— W takim razie miło mi, że postanowił Pan, też zawitać na uczelnie.
— Nie wyobrażałem sobie, by mogłoby być inaczej.
więcej..