40+ - ebook
Dziesięć lat temu spotkali się w niewłaściwym miejscu i w jeszcze gorszym momencie. Jeden wspólny weekend miał pozostać tylko wspomnieniem. Dziś Emilia jest po rozwodzie i rozpoczyna nowy rozdział, zmieniając miasto i pracę. Nie spodziewa się jednak, że za drzwiami gabinetu prezesa czeka Paweł – mężczyzna młodszy od niej o kilkanaście lat, którego poznała tuż przed własnym ślubem. Czy to znowu będzie "tylko" seks?
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Erotyka |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 9788398074537 |
| Rozmiar pliku: | 2,4 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Kolejny raz, odkąd spotkałam Pawła,
zastanawiałam się, czy nie lepiej
było zostać w Poznaniu.
– Pani Mirewicz, do mnie! – Paweł zajrzał do gabinetu, który dzieliłam z moją współpracownicą i zawołał mnie tonem nieznoszącym sprzeciwu.
– Boże, a tego znowu chyba jajca swędzą, że tak się irytuje – Aga, jak na Agę przystało, rzuciła niewybredny komentarz i wymownie przewróciła oczami, po czym włożyła swój płaszcz. – Trzymam kciuki – rzuciła i już jej nie było.
Ja też najchętniej bym stąd wyszła, w końcu był piątek, powinnam skończyć o szesnastej, a tymczasem wskazówka zegara zbliżała się do osiemnastej. Westchnęłam i wstałam od biurka. Nie ma mocnych, muszę tam iść, w końcu to mój szef. Wyszłam na opustoszały korytarz, po drodze poprawiając spódnicę.
Mój czterdziestodwuletni tyłek zdecydowanie nie był gotowy na ołówkowe kiecki. To samo mogłam powiedzieć o cyckach napierających na guziki, które trzymały się materiału ostatnimi resztami woli. Kolejny raz, odkąd spotkałam Pawła, zastanawiałam się, czy nie lepiej było zostać w Poznaniu.
W końcu dotarłam do gabinetu mojego przełożonego i zdecydowanie zapukałam do drzwi. Nie czekałam na odpowiedź, tylko przekroczyłam próg, stukając szpilkami o posadzkę najgłośniej, jak umiem. Chciałam już od wejścia okazać mu swoją irytację. Podeszłam bliżej.
– Paweł, ustaliliśmy już, że postaramy się zachowywać profesjo…
– Pani Mirewicz, popełniła pani błąd – mój szef siedział za swoim wypasionym biurkiem i przewiercał mnie wzrokiem na wylot. Sama nie wiedziałam, czy w tym spojrzeniu więcej było piorunów złości, czy też pożądania.
– Ja? – rzuciłam głupio.
– Oczywiście, że pani. Inaczej bym pani nie wzywał. Tak jak już ustaliliśmy, nie widujemy się niepotrzebnie.
– Oczywiście, że tak, właśnie widzę. To niemożliwe, żebym popełniła jakikolwiek błąd na gruncie zawodowym. Chyba że ma pan na myśli to, że się tu zatrudniłam, panie prezesie – nie mogłam się powstrzymać i starałam się wyprowadzić go z równowagi. Gość jeszcze nawet nie przekroczył trzydziestki i będzie mnie tu pouczał. Może być sobie moim szefem, może być nawet świętym, ale, do cholery, nie będzie czerpał satysfakcji z gnojenia mnie.
– Proszę usiąść, pani Mirewicz – mój zniechęcający ton nie zrobił na Pawle żadnego wrażenia.
Podeszłam do biurka i usiadłam na krześle naprzeciw mojego szefa. I akurat w takim momencie musiało wydarzyć się to, czego można było spodziewać się już od rana – guzik w mojej koszuli po prostu się oderwał i wystrzelił z impetem, odsłaniając pół mojego koronkowego stanika. No zajekurwabiście. Moją twarz momentalnie oblała czerwona fala wstydu. Podniosłam wzrok na Pawła i od razu zauważyłam jego lubieżno-rozbawione spojrzenie.
– Błagam cię, nie komentuj tego. Po prostu mnie opierdol i miejmy to już za sobą – powiedziałam, próbując usiąść tak, żeby jak najmniej było widać moje cycki. Moje starania oczywiście poszły na marne.
– Naturalnie, pani Mirewicz. Proszę więc spojrzeć tutaj – Paweł podsunął w moją stronę papiery. Położył je w takim miejscu, że oczywiście musiałam się pochylić. Równie dobrze mogłabym po prostu ściągnąć bluzkę, bo przecież i tak wszystko było widać. Czterdziestolatka świecąca cyckami przed swoim szefem. Cudownie. Próbowałam przesunąć papiery w swoją stronę, ale ręka Pawła skutecznie mi to uniemożliwiła.
– Będzie lepiej, jeśli oboje będziemy mogli patrzeć w… papiery oczywiście – prezes wyszczerzył się, błyskając w moją stronę bielą swoich równiutkich zębów. Jego uśmiech to chyba było to, co mnie najbardziej w nim pociągało. Poza tym, co kiedyś robił ze mną w łóżku, choć podobno wtedy dopiero się uczył i trzeba przyznać, że nie zajęło mu to dużo czasu.
– Oczywiście – starałam się wlać w swój głos jak największą dawkę jadu. Przecież to była scena jak z jakiegoś niskobudżetowego pornola. Jeszcze tylko brakuje, żeby przeleciał mnie na tym biurku. Nieskutecznie próbowałam odegnać od siebie wszystkie myśli, które zdecydowanie nie powinny mi chodzić po głowie i skupiłam się na papierach.
Przeglądałam punkt po punkcie kosztorys i umowę dla Zyneckich. To nasz kluczowy klient, a jednocześnie ogromny zysk, dlatego pamiętałam, ile razy wertowałam te papiery. Znałam je prawie na pamięć i byłam pewna, że nie popełniłam żadnego błędu.
– Przykro mi, ale nie widzę tu nic niepokojącego – powiedziałam z całą pewnością siebie.
– Naprawdę? – Paweł wstał, po czym okrążył biuro i stanął za mną. Kiedy się pochylił, do moich nozdrzy boleśnie dotarł jego obłędny zapach. Mimowolnie poczułam, że moje majtki wilgotnieją. Pięknie, kurwa.
– Proszę lepiej przeanalizować punkt siódmy, pani Mirewicz. – No co za uparty osioł. Jak ja niby miałabym skupić się na umowie w takich warunkach?
– Oczywiście, panie prezesie – zrobiłam wszystko, żeby mój głos nie drżał, ale poczułam, że Paweł pochylił się jeszcze niżej. Byłam pewna, że z tej pozycji doskonale widział nie tylko punkt siódmy, ale również moje sterczące sutki, które, mimo stanika, odciskały się na mojej koszuli. Nieważne, jeszcze tylko chwila i będę mogła stąd wyjść. Gdzie jest ten punkt siódmy?
– O mój Boże… – rzuciłam, kiedy dostrzegłam swoją pomyłkę. Wyjątkowo kosztowną pomyłkę. – Pomyliłam się o jedno zero…
– Dokładnie tak, pani Mirewicz – Paweł mówił powoli, prosto do mojego ucha. Jego głos brzmiał jednak tak, jakby komunikował mi, że zaraz mnie przeleci. – Ale wiem, co z tym zrobimy.
A potem wszystko działo się szybko. Poczułam tylko, jak Paweł podniósł mnie z krzesła i przerzucił przez biurko.
– Co ty robisz? – wykrztusiłam.
– Muszę przecież jakoś panią ukarać, pani Mirewicz.
– Paweł, przestań, zachowuj się jak cywilizowany człowiek – próbowałam się podnieść, ale mój szef skutecznie mi to uniemożliwił. Przycisnął swoje krocze do mojego tyłka, a ja poczułam, jak bardzo był podniecony. Jego ręce już wędrowały po moich udach.
– Pończochy do pracy? Oj, nieładnie – Paweł mruczał do mojego ucha, a ja starałam się opanować swój oddech. To nie mogło się tak skończyć.
– Panie prezesie, niech pan będzie rozsądny. Mimo tego błędu jestem dobrym pracownikiem, którego nie chce pan stracić. A ja nie chcę stracić tej pracy – próbowałam go powstrzymać, ale on nic sobie z tego nie robił. Zamiast tego jednym, niezwykle wprawnym ruchem podwinął moją spódnicę, a chwilę później jego dłonie przesunęły się wyżej, do guzików mojej koszuli.
– Widzisz tę kartkę na stole? – powiedział, rozpinając je. Zdjął ze mnie ubranie i zaczął gładzić moje piersi. Jęknęłam cicho. Nic mnie już nie obchodziło.
– Widzisz czy nie? – Paweł zacisnął palce na moich sutkach. Jezu, już zapomniałam, jakie to cudowne uczucie. Jeśli moje majtki przed chwilą były wilgotne, to teraz miałam w nich prawdziwy potop.
– Tak, tak, widzę – naprawdę starałam się skupić na kartce i długopisie, który leżał tuż obok.
– To teraz napiszesz na niej dziesięć razy: „Następnym razem policzę ilość zer w umowie”.
– Co? – momentalnie zesztywniałam, ponieważ dotarł do mnie absurd tej sytuacji. Wredny gnojek chciał mnie przelecieć i upokorzyć jednocześnie, a mnie się to zaczynało podobać.
– A czy my jesteśmy w szkole? – Już sięgałam po koszulę, ale Paweł mi na to nie pozwolił.
– Pani Mirewicz, niech pani mi zaufa – znajomo zamruczał do mojego ucha. Przycisnął mnie mocniej do blatu biurka. Jedną rękę położył na moim karku tak, że moja twarz znajdowała się kilka centymetrów od kartki i długopisu. Słyszałam, że drugą ręką odpiął pasek swoich spodni. Naprawdę chciałam zaprotestować, ale nie mogłam.
Nie wiedziałam, czy to kwestia tego, że przez ostatnich dziesięć lat nie uprawiałam seksu, nie licząc kilku pierwszych miesięcy małżeństwa, podczas których mogłam liczyć na szybki i nudny numerek wyłącznie w każdą środę i tylko w pozycji na misjonarza, czy też tego, że przechodziłam jakiś kryzys wieku średniego.
Paweł nie tracił czasu. Kiedy zauważył, że moja głowa nie stawiała oporu, przeniósł obie ręce na moje pośladki. Gładził je przez chwilę, po czym złapał za gumkę majtek i powoli je ściągnął. Nie miałam już zamiaru się opierać, choć pewnie tak wypadało. Kiedy moje koronkowe stringi dojechały do kostek, podniosłam jedną, a potem drugą nogę, by ułatwić mojemu szefowi zdjęcie tego skrawka materiału.
– Teraz mi nie powiesz, że nie kręci cię to, co się za chwilę stanie – Paweł rzucił majtki na biurko, a ja zauważyłam na nich mokrą plamę, którą zostawiła moja zdradliwa cipka. Naparł swoimi biodrami na moją pupę. Czułam, że od jego nabrzmiałego i gorącego fiuta dzieliły mnie już tylko bokserki. Sięgnęłam rękami do tyłu i uwolniłam męskość Pawła. O Boże, jak ja bardzo za nią tęskniłam. I chyba właśnie za to nienawidziłam go najbardziej.
– A teraz powtórzysz to, co masz napisać na kartce. Jasne?
– Co?
– Nie udawaj, że nie słyszałaś. – Paweł pochylił się nade mną. Teraz wyraźnie poczułam jego fiuta na swojej pupie. Mimowolnie zaczęłam kręcić tyłkiem, jak na napaloną czterdziestkę przystało, ale mój szef przytrzymał moje biodra.
– Powtórzysz to, co masz napisać na kartce. Pamiętasz? „Następnym razem policzę ilość zer w umowie”.
– Następnym… razem… Ej, w ogóle mi tego nie ułatwiasz – próbowałam kleić zdanie, kiedy jego ręce zaczęły błądzić w pobliżu mojej cipki, ale wcale jej nie dotykały. To mnie tak podnieciło, że sama starałam się znaleźć jego palce swoją dziurką. Niestety, nieskutecznie.
– Teraz musisz zacząć od początku. – Ten człowiek ewidentnie chciał mnie wykończyć.
– Następnym… razem… auć! – wyrwało mi się, kiedy na moim prawym pośladku wylądował siarczysty klaps.
– Kara to kara, prawda? – Paweł pogładził miejsce, w które mnie strzelił. Kiwnęłam głową, bo nie stać mnie było na nic więcej. – Niech pani kontynuuje, pani Mirewicz.
– … policzę… ilość… auć! – tym razem lewy pośladek – zer… w… ooooch! – wyrwało mi się, kiedy w końcu włożył we mnie palec.
– Gdzie? – Paweł dopytywał, choć słyszałam, że sam ledwo wytrzymywał napięcie.
– W umowie! – Mimowolnie krzyknęłam, kiedy jego palce zaczęły rytmicznie poruszać się we mnie. Wypięłam pupę i pragnęłam więcej, głębiej, bardziej.
– Świetnie, to teraz zapisz to na kartce. – Jego oddech był przyspieszony, a jego palce poruszały się coraz szybciej. Już miałam powiedzieć, że pierdolę te jego kartki, ale on nagle przestał i wyciągnął ze mnie palec – Słyszałaś, co powiedziałem?
– Oczywiście, panie prezesie – powiedziałam takim tonem, żeby zrozumiał, jak bardzo byłam niezadowolona. Nie musiałam się nawet odwracać, aby wiedzieć, że uśmiechnął się zwycięsko. Kiedy sięgnęłam po kartkę i długopis, usłyszałam, że jego marynarka wylądowała na podłodze. Odwróciłam się lekko, nadal się do niego wypinając.
– Mam nadzieję, że zdjąłeś też koszulę – chciałam na niego spojrzeć, ale on znowu złapał mnie za głowę i pochylił ją tuż nad biurkiem tak, że moje sutki dotknęły zimnego blatu. Jęknęłam z rozkoszą. Jego stanowczość podnieciła mnie jeszcze bardziej niż uległość, którą znałam z początków naszej znajomości.
– Proszę zacząć pisać, pani Mirewicz.
Posłusznie wzięłam kartkę i długopis i zaczęłam pisać. Na początku nic się nie działo, jednak w połowie drugiego zdania Paweł wszedł we mnie mocno i bez jakiegokolwiek ostrzeżenia. Przez ułamek sekundy naprawdę myślałam, że jeszcze się wycofa. Krzyknęłam z rozkoszy.
– Ciasna jak kiedyś – szepnął z uwielbieniem, a ja miałam wrażenie, że zaraz eksploduję. Zaczęłam pisać jeszcze raz to samo zdanie, ale litery były coraz bardziej krzywe. Kiedy Paweł przyspieszył, jęknęłam głośno, zachęcając go do jeszcze szybszego tempa.
– Pisz – rzucił przez zaciśnięte zęby. Posłusznie wykonałam jego polecenie, ale wiedziałam, że żadne z nas nie będzie w stanie tego odczytać.
Paweł nie zwalniał, trzymając mnie mocno za biodra, a ja próbowałam nie upuścić długopisu. Jego przyspieszony oddech nakręcał mnie coraz bardziej i bardziej. Nagle poczułam, że jego kciuk zaczął pieścić mój odbyt. Lekko się spięłam, choć jednocześnie poczułam, że zrobiłam się jeszcze bardziej mokra, o ile w ogóle to możliwe.
– Ciiiii – Paweł zwolnił, a jego głos stał się cichy i delikatny – Po prostu pisz, dobrze?
Momentalnie się rozluźniłam, a mój szef przyjął to jako ciche zaproszenie. Znowu przyspieszył, jednocześnie coraz bardziej napierając na mój odbyt. Długopis wypadł mi z rąk, mocno chwyciłam się brzegu biurka i jeszcze bardziej się do niego wygięłam. Nie musiałam nic mówić – jego palec w całości wylądował w mojej drugiej dziurce.
– Och! – Krzyknęłam głośno. Jeśli ktoś jeszcze był o tej porze w biurze, z pewnością to słyszał.
Przez chwilę mój szef pozostawał nieruchomy, ale później zaczął poruszać palcem w moim odbycie. Jęknęłam, a on westchnął z uznaniem. Byłam już bardzo blisko. I chyba właśnie to mnie przeraziło.
– Dochodzę – wyrzuciłam z siebie, a moja cipka jeszcze mocniej zacisnęła się na jego fiucie. Paweł przyspieszył i jego kciuk również.
– Ooooooooch! O, Boże! – Krzyczałam bez opamiętania, wciąż muskając sutkami zimne biurko i czując rozpierający kciuk w mojej drugiej dziurce.
– O tak, Emi, tak – słyszałam jego gardłowe jęki, kiedy opadłam bez sił i poczułam, jak rozlało się we mnie ciepło jego spermy.
No i koniec końców przeleciał mnie na tym biurku.