Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość
Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
29 maja 2026
48,90
4890 pkt
punktów Virtualo

4U Gratis - ebook

Radek Ulianowicz znika tuż przed swoim wyczekiwanym przyjęciem urodzinowym. Zostawia liścik: Cokolwiek się stanie to twoja wina!!!!! To przez ciebie!!!! Do kogo adresowane są te słowa? Cztery osoby czują się winne. Muszą znaleźć Radka, zanim wydarzy się coś złego… Kilka lat temu dwaj bliźniacy, Hubert i Dawid, poślubili dwie bliźniaczki: Anitę i Edytę. Zamieszkali w jednym domu. Wspólnie stworzyli 4U – instagramowy profil przyciągający tysiące followersów. Dziś stanowią najsłynniejszą polską rodzinę social mediów i dzielą się fragmentami swojej wspaniałej codzienności. Pozornie otwarci dla wszystkich, w rzeczywistości pozostają niedostępni. W tej rodzinie jest jeszcze Radek, siostrzeniec Huberta i Dawida, dyskretny i zaangażowany pomocnik. Wkrótce coś zagrozi istnieniu 4U. Czy Radek zdoła uratować przed katastrofą uwielbiane internetowe uniwersum? Michał Paweł Urbaniak powraca z porywającym thrillerem psychologicznym o wielkich ambicjach, cenie sukcesu, a także o pozorach – nie tylko stwarzanych na użytek social mediów. Czy z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciach? Zależy, czy mają trafić na Instagram!

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Sensacja
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8290-971-5
Rozmiar pliku: 976 KB

FRAGMENT KSIĄŻKI

„Fred, oparty o stół obiema rękami, przyglądał się ślicznemu zamkowi i tańczącym figurkom, a potem rzekł:

– Ojcze chrzestny, pozwól mi także wejść do zamku!

Ale sędzia odpowiedział mu, że to jest niemożliwe.

I miał rację”.

E.T.A. Hoffman, Dziadek do Orzechów

„A wtedy Hak go ugryzł.

Nie tyle ból, ile niesprawiedliwość tego czynu wprawiła Piotrusia w osłupienie. Sprawiła, że stał się zupełnie bezsilny. Przerażony, mógł tylko przyglądać się temu, co się dzieje. Tak jest z każdym dzieckiem, kiedy po raz pierwszy spotka je niesprawiedliwość. Kiedy pojawia się w naszym życiu dziecko, jest przekonane, że ma prawo co najmniej do jednego: do sprawiedliwości. Gdy zachowamy się wobec niego niesprawiedliwie, będzie nadal nas kochało, ale nigdy już nie będzie tym samym dzieckiem. Nikt nie potrafi poradzić sobie z pierwszą niesprawiedliwością”.

James Matthew Barrie, Piotruś Pan i WendyLUTY – urodziny

Cokolwiek się stanie to twoja wina!!!!! To przez ciebie!!!!

Anita znała to pismo. Radek czasem zostawiał im takie liściki – zazwyczaj nic ważnego, kilka słów, jakiś żart. Dotąd nie było na nich wykrzykników, raczej uśmieszki z nawiasów i dwukropków. No i jeśli pojawiały się zaimki, to pisane wielką literą. Gdy po powrocie z pracy znajdowała te wiadomości – staroświeckie w czasach WhatsAppa – poprawiały jej dzień, zanim lądowały w koszu.

Ten liścik również napisał do niej.

Przyniosła do domku gościnnego tort osłonięty plastikową pokrywą. Zdjęła ją, a następnie wbiła siedemnaście świeczek, ledwie naruszając lukrową masę. Tort nic nie stracił ze swojego apetycznego piękna. Cukiernia, z którą współpracowali, tworzyła małe dzieła sztuki.

Rozejrzała się kontrolnie wokół. Domek wywietrzono i doprowadzono do porządku – musieli ściągnąć dziewczyny z firmy sprzątającej. W oknach wisiały podniszczone moskitiery, niepotrzebne o tej porze roku. W kominku płonął ogień. Stół został nakryty: szklanki, beżowe talerzyki z ulubionego serwisu Radka, wielka drewniana miska z Ikei pełna chipsów, których sztuczny cebulowy aromat drażnił nozdrza, nachosy zrobione z pieczywa chrupkiego, dipy i szklanki ze słonymi paluszkami. Same kalorie. Zapewnili nawet butelkę szampana – w końcu Radek był prawie dorosły. Twierdził, że siedemnaście lat to właściwie jak osiemnaście, nie ma wielkiej różnicy.

Pomyślała niechętnie, że o wiele łatwiej byłoby zarezerwować stolik w restauracji. Tyle razy mu to obiecali. Jakoś się nie złożyło.

Radek sam zaplanował swoją imprezę urodzinową, wcielając się w klienta Happy Birthday. Udawał dorosłego, co wychodziło jak parodia. Zażyczył sobie, żeby impreza odbyła się w domku gościnnym, i to wieczorem, a nie po południu, bo popołudniowe imprezy są dobre dla dzieci. Nie chciał auch „sztywniackiej kolacji dla klakierów”. Wstyd się przyznać – i Anita by się nie przyznała – to dzięki niemu niedawno poznała znaczenie tego słowa, dotychczas zarezerwowanego dla kota ze Smerfów. Zaproponował rodzinny turniej scrabble na pieniądze. Może żartował – z nim nigdy nie wiadomo. Miał zwyciężyć. Zresztą trudno było z nim wygrać. Pudełko ze scrabblami, poklejone żółtą taśmą na rogach, czekało na gerydonie w rogu.

Tak, wszystko było gotowe.

I wtedy dostrzegła ten liścik – śmieć zawieruszony na jednym z talerzyków. Przeczytała słowa zwieńczone histerycznymi wykrzyknikami. Choć była ubrana w płaszcz, a w kominku płonął ogień, zrobiło jej się zimno. Chłód i tak ciągnął od podmurówki. Z tego domku korzystali głównie latem. Dziś otworzyli go tylko dla Radka. Żeby miał swoje wymarzone urodziny.

Kiedyś już uciekł, niedaleko, bo do przydomowego lasu. Hubert jej o tym opowiadał, wciąż pełen poczucia winy, jakby go wówczas nie odnalazł, a Radek pozostał między zaginionymi. Nie przejęła się i jemu też kazała się nie przejmować. Zwykle jej słuchał, a tym razem nie wyglądał na przekonanego.

– Daj spokój! To było tyle lat temu, a Radek jest cały i zdrowy.

– Kiedy go zobaczyłem… Co to była za ulga! Zaniosłem go na rękach do domu. Nie był ciężki. Miał dopiero pięć lat.

– Dziwię się, że raczej nie przetrzepałeś mu skóry.

Naprawdę lubiła Radka. Był niegłupi, wrażliwy i bardzo potrzebował cudzej akceptacji. Starała się zaspokoić tę wzruszającą potrzebę. No i przede wszystkim mu współczuła – i braku ojca, i takiej matki jak Teresa. Niestety, Radek bywał także irytujący, jak to dzieciaki. Nadskakiwał jej z tym swoim „królowo, do usług” czy „najjaśniejsza pani”, nie rozróżniając galanterii od osaczającego natręctwa. Popisywał się używaniem niemieckich słów. Jego żarty były męczące i najczęściej śmieszne wyłącznie dla niego. Ucieczka przed laty pewnie również była jedynie głupim żartem, makabryczną grą w chowanego, w którą Radek wciągnął swoich wujków. Biedny Hubert płacił za tamtą zabawę do teraz. Nie uznawał porażek – a zwłaszcza jako opiekun.

Anita w wieku Radka sama uciekała, lecz nigdy dla zabawy. Zostawiała patetyczne listy albo – jeżeli ucieczka była impulsem – nabazgrane pospiesznie wiadomości. Snuła się między ponurymi blokami osiedla, a w chwilach odwagi jechała na dworzec i czekała na ten właściwy pociąg, który nie nadjeżdżał. Plecak ciążył za bardzo, wyłączona komórka irytowała SMS-ami, których nie dało się odczytać, głód i chłód doskwierały. Wracała wieczorem na osiedle, bo gdzie indziej miała wrócić? Czekały tam na nią kanapki na kolację, już zeschnięte i niedobre, i kubek herbaty, który podgrzewała sobie w mikrofalówce. Jadła kolację jak za karę. Ostatni posiłek skazańca. Potem do późnej nocy odrabiała lekcje, a rano w szkole była nieprzytomna.

Może ten liścik był tylko żartem. Wstępem do zabawy w podchody? Chyba Radek nie myślał, że ona będzie za nim ganiać? Kogo próbowała oszukać?

Ucieczka Radka to nie była głupia urodzinowa zgrywa. Anita poczuła się tak, jakby sama wepchnęła mu długopis do ręki. Ale przecież ona by nie… Spojrzała na telefon. Wystarczyło zadzwonić i sprowadzić go tu z powrotem. Traktował jej słowa jak rozkaz. Nie wybrała numeru, coraz bardziej wściekła i wystraszona. Najchętniej rozwaliłaby tort, przebierając w nim palcami, a później je oblizała. Miewała ostatnio takie kaloryczno-makabryczne zachcianki. Nie! Radek zaraz wróci. Ona też zawsze wracała. Gdzie miała iść? Dom to dom, a o wiele łatwiej wrócić do takiego domu.

Jako nastolatka czytała Opowiadania z Doliny Muminków na górze piętrowego łóżka, przy oknie z widokiem na szare, smutne osiedle.

Najbardziej lubiła opowiadanie o Filifionce, która wyczekiwała katastrofy – wracała do niego z fascynacją podszytą lękiem.

„– Ten spokój jest nienaturalny. Oznacza, że stanie się coś okropnego. Wierz mi, kochana, jesteśmy bardzo małe i nic nie znaczymy razem z naszymi ciasteczkami do herbaty i naszymi chodnikami i wszystkim tym, co jest ważne, lecz zawsze zagrożone przez to nieubłagane…

– O – powiedziała Gapsa z zażenowaniem.

– Tak, tak, przez to nieubłagane – mówiła Filifionka szybko. – To, czego nie można uprosić, z czym nie można dyskutować, czego nie można zrozumieć i o czym się nic nie wie. To, co się czai w ciemnym pokoju i przychodzi skądś z dala i czego nigdy nie widać, aż już jest za późno”1.

Wysłużony egzemplarz Opowiadań z Doliny Muminków zabrała ze sobą na nową drogę życia. Podświadomie bała się, że w samym środku jej poukładanego świata coś wybuchnie. Wypatrywała katastrofy, typowała podejrzanych. Teresa z tą swoją wieczną zapiekłością wydawała jej się nieszkodliwa jak rozszczekany, ale niegroźny ratlerek – taki to najwyżej może stanąć dobermanowi w gardle, jak w tym głupim kawale, który ubawił Radka. To prędzej Edyta miała w sobie iskierkę buntu. A Anita najbardziej bała się, że pewnego dnia to ona sama… Czasami, gdy wieczorami zmywała makijaż, zerkała na siebie w lustrze, pełna wątpliwości.

Spojrzała na liścik, zwykły świstek papieru upstrzony wykrzyknikami. Dała się podejść. Nie spodziewała się, że to akurat Radek sprowadzi na nich katastrofę.

------------------------------------------------------------------------

1.

1 Tove Jansson, Opowiadania z Doliny Muminków, tłum. Irena Szuch-Wyszomirska, Wydawnictwo Nasza Księgarnia, Warszawa 1997.BACKSTAGE

– Hej, hej! Tu Radek! Tak jak wy kocham 4U, ale wiem to, czego nie wiecie! Na przykład, że Dawid jako dziecko uwielbiał Leonarda DiCaprio i na jego cześć kazał do siebie mówić „Caprio”. Czemu nie „Leon” na przykład? Zagadka, chcecie, to zapytam, dajcie znać w komentarzach. Albo nie wiecie, że Hubert w przedszkolu dostał Oscara za rolę Jasia w Jasiu i Małgosi. Dawid był jego dublerem, najbardziej dopasowanym dublerem na świecie, ale dostał sracz-pip-pip-pip-ki przed spektaklem! Właściwie nikt nie wie, co robi Edyta, coś z bazami danych. A Anita nienawidzi chłodników, a kiedy przyszła na pierwszy obiad, moja babcia podała… o kur…! chłodnik. Anita mówiła, że pyszne, a potem do łazienki i chlust, he, he! Kłamstwo nie popłaca! A jeszcze coś o mnie! Prowadzę psi profil 4U, lubię niemiecki, bo jest taki eindrucksvoll, ja, das stimmt! Oglądam z Edytą Trudne sprawy dla jaj. Subujcie, zostawcie kciuczki w górę! Podoba wam się taki backstage? Wujek Radek zabierze was za kulisy!
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij