Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Agata Szajba. Tajemniczy klucz - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
29 kwietnia 2026
35,90
3590 pkt
punktów Virtualo

Agata Szajba. Tajemniczy klucz - ebook

Agata jest detektywką, odkąd pamięta – czekała tylko na swoją pierwszą ważną sprawę. I taka właśnie jej się trafia. Bo nic nie jest ważniejsze niż uratowanie Londynu przed dziwnym czerwonym szlamem, który za chwilę zaleje miasto.

Agata – ambitna, sprytna 13-latka, uczy się w elitarnej szkole St Regis i interesuje rozwiązywaniem zagadek, ale robi to bez gadżetów, siłą własnego rozumu i… z pomocą wiernego przyjaciela, Liama, komputerowego geniusza. Nie jest jak jej rówieśnicy – nie interesuje się plotkami, nie ma modnych ani drogich ubrań, przez co wszyscy w szkole traktują ją jak dziwadło i nazywają Szajbą.

Pewnego dnia w drodze do szkoły Agata jest świadkiem wypadku. Gdy próbuje pomóc starszej pani potrąconej przez motocyklistę, na jej nadgarstku dostrzega tajemniczy tatuaż z kluczem. Sprawa prowadzi ją do ukrytej części Londynu, pełnej mrocznych korytarzy i pilnie strzeżonych sekretów.

Co symbolizuje tatuaż z kluczem? Kto tak naprawdę rządzi Londynem? I czy Szajba zdąży rozwikłać zagadkę, zanim wszystko wymknie się spod kontroli?

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Dzieci 6-12
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-68382-68-6
Rozmiar pliku: 3,3 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

1
LEKCJA CHEMII

– To dwunasty raz… – Dyrektor podnosi wzrok znad swoich notatek. – Nie, przepraszam, trzynasty raz w tym semestrze, kiedy wpadłaś w tarapaty, Agato.

Siedzimy w jego gabinecie, powietrze jest lepko-gęste, i to nie tylko przez przechodzącą przez Londyn falę upałów.

Wbijam wzrok w ziemię. To prawda, i nie wiem, co powiedzieć.

Doktor Hargrave (Ronald Hargrave, Oficer Orderu Imperium Brytyjskiego, licencjat filozofii, magister pedagogiki) lubi wypełniać ciszę. Jest w tym bardzo dobry i najlepiej poczekać, aż skończy. Nie jest to doktor w takim sensie, w jakim my to rozumiemy, lubi jednak, aby tak go nazywać. Ma na czole pięć plam wątrobowych w kształcie gwiazdozbioru Kasjopeja i stalowe spojrzenie, które – według wiszącej w moim pokoju skali kolorów tęczówek – oceniam jako 4B.

Odczytuje z listy:

– Jeden: nakryto cię, jak się chowasz w pawlaczu w laboratorium chemicznym, ponieważ byłaś przekonana, że pan Stamp kradnie kwas siarkowy, aby sprzedawać go na eBayu.

No bo tak było, tyle że z braku dowodów musiałam porzucić swoje śledztwo. Poza tym tata dał mi szlaban.

– Dwa: próbowałaś urwać się z lekcji, przekonując konserwatora zieleni, że szkolisz się na chirurżkę drzew i musisz wspiąć się na drzewo przy ogrodzeniu… po to tylko, abyś mogła opuścić teren szkoły…

Wyłączam się. Nigdy nie miałam z tym problemu – to jak zmiana kanałów w telewizji. Jeśli chcę obejrzeć coś bardziej interesującego, po prostu to sobie wyobrażam. Nazywam to Zmianą Kanału.

Biurko dyrektora jest bardzo błyszczące – gdy patrzę w dół, w drewnie o barwie karmelu widzę swoje odbicie. Na głowie mam beret, więc czeka mnie jeszcze wykład na temat naruszania zasad szkolnego stroju. Twarz otaczają mi obcięte na pazia włosy, brwi zaś mam ściągnięte, jakbym skupiała się na tyradzie doktora Hargrave’a. I nagle moje odbicie faluje, zamazuje się i staje się kimś innym. Spogląda na mnie niewysoki mężczyzna w kapeluszu i muszce. Wygładza wąs, po czym zeskakuje z blatu na podłogę i staje za dyrektorem.

– Ile według ciebie _le docteur_ Hargrave będzie się tym razem produkował? – pyta z miękkim francuskim akcentem.

Wracam do rzeczywistości, aby się zorientować, o czym w tej chwili mówi dyrektor.

– Cztery: w pokoju nauczycielskim umieściłaś podsłuch…

I zerkam na Herkulesa Poirota, słynnego detektywa, który spogląda właśnie na zegarek.

– Twój dyrektor przemawia już dwadzieścia dwie minuty. – Poirot unosi brew, jakby mnie prowokował. – Niewykluczone, że pobije dotychczasowy rekord dwudziestu siedmiu minut.

A ja uważam, że dyrektor już prawie kończy – właśnie zaburczało mu w brzuchu, a od lunchu minęło sporo czasu. Przebiegam spojrzeniem po gabinecie, a szczegóły podświetlają się w mojej głowie niczym na ekranie flipera.

– Dwadzieścia cztery – mówię na głos.

– Słucham? – Dyrektor podnosi wzrok znad zapisków.

– Nic. – Odchrząkuję.

Poirot kiwa głową – właśnie zebrałam wszystkie poszlaki.

– Słuchasz mnie, Agato?

– Oczywiście, panie dyrektorze. Mówił pan właśnie, że udawanie inspektora sanitarnego jest przestępstwem.

– W rzeczy samej. Czy ty traktujesz to poważnie, Agato?

Kiwam poważnie głową.

– Traktuję, panie dyrektorze. Zaczynałam się po prostu niepokoić.

– Niepokoić? Ale czym? – Dyrektor ściąga brwi.

– Że spóźni się pan na lunch z żoną.

Zmiana tematu sprawia, że na jego twarzy pojawia się konsternacja.

– Z… żoną?

– Tak. Ma pan dziś na sobie wyjątkowo ładną koszulę. I użył wody toaletowej. No i rzuca mi się w oczy leżące na biurku pudełko czekoladek, idealne na prezent dla… – Uśmiecham się, zadowolona ze swoich zdolności detektywistycznych.

– No… tak – wykrztusza. – Dla mojej żony. – Spogląda na wiszący na ścianie zegar. Słowa unoszą się w powietrzu jak świetliki. – Tak jak mówiłaś, spóźnię się na lunch… z żoną.

– Za nic bym nie chciała, aby przeze mnie się pan spóźnił.

Doktor Hargrave wstaje i strzepuje z garnituru niewidoczne okruszki.

– Tak. Lepiej już pójdę. – Rozgląda się, jakby szukał wyjścia. – A jeśli chodzi o ciebie, Agato, radziłbym ci przemyśleć… um… wszystko, co powiedziałem.

– Tak zrobię, panie dyrektorze.

Mam wrażenie, że doktor Hargrave się poci, kiedy odprowadza mnie do drzwi, gdzie stoi Poirot, zerkający z uśmiechem aprobaty na swój zegarek kieszonkowy.

– Dwadzieścia cztery minuty, miałaś rację, _mon amie_.

Uśmiecham się, kiedy doktor Hargrave otwiera mi drzwi.

– _Bien sûr_ – mówię.

– A co to miało być?

– Życzyłam udanego lunchu, panie dyrektorze.

Ma taką minę, jakby gryzł się w język.

– Bądź ostrożna, Agato Sheibley – mamrocze. – Bądź bardzo ostrożna.

Kiedy wychodzę z gabinetu, korytarz przemierza mój najlepszy przyjaciel, Liam Lau. Odwraca się w moją stronę, a twarz ma ściągniętą z niepokoju. Dopiero po chwili przypominam sobie dlaczego. No tak – Liam wiedział, że wpadłam w tarapaty, i uważa, że zostanę wydalona z St Regis. Spodziewa się tego od dnia, w którym się poznaliśmy – tyle że tym razem jest przekonany, że ta przygoda naprawdę będzie moją ostatnią. Pragnę nieco przeciągnąć napięcie, robię więc smutną minę.

Liam zakrywa dłońmi twarz.

– Co ja ci mówiłem? – jęczy. – Z kim będę teraz jadł lunch?

To prawda, Liam i ja praktycznie codziennie jemy razem lunch przy Wyspie Zesłańców – stole w refektarzu, gdzie siedzą wszystkie dziwaczne dzieci.

– Liam… – zaczynam.

– Wiem, że nie powinienem jęczeć – jęczy.

– Liam…

– Wydalona… – wydaje kolejny jęk. – Och, Aggie, może uda się go nakłonić do zmiany decyzji? Może gdyby twój tata napisał list…

– Liam! – Potrząsam nim za ramiona, a on w końcu milknie. – Nie wylatuję.

Nieruchomieje.

– Ty…

– Nie w-y-l-a-t-u-j-ę – literuję, przyglądając się swoim obgryzionym paznokciom pomalowanym na ciemną zieleń.

Twarz Liama rozpromienia szeroki uśmiech. Chwyta mnie i mocno ściska.

– Co powiedział doktor Hargrave?

Spoglądam na niego spod pasma włosów, które opadło mi na oko.

– Wszystko ci opowiem. Chodź, inaczej spóźnimy się na chemię.

– To nie jest żadna supermoc.

– Mówię tylko, że nie móc wylecieć ze szkoły to byłaby całkiem użyteczna supermoc.

– Ale supermoce to rzeczy typu niewidzialność albo lewitacja. Niewylatywanie ze szkoły to coś normalnego.

Lekcje dobiegły końca, a Liam i ja ponownie spotykamy się w klasie, gdzie mamy godzinę wychowawczą.

– Normalni ludzie nie bawią się tak dobrze jak ja.

Naśladując szkolną bibliotekarkę, Liam posyła mi znad okularów pełne dezaprobaty spojrzenie, na co ja reaguję uśmiechem. On zawsze potrafi mnie rozbawić. Nigdy nie robi mi przytyków z powodu Zmiany Kanału ani rozmawiania z nieistniejącymi ludźmi.

– To co, znalazłaś jakieś konkretne dowody przeciwko woźnemu? – pyta.

Wzruszam ramionami. To właśnie dlatego trafiłam do gabinetu dyrektora – przebrałam się za inspektora sanitarnego, aby sprawdzić woźnego, który od kilku tygodni zachowuje się podejrzanie. Od najmłodszych lat chciałam być detektywką i uwielbiam się przebierać. Mama zawsze mnie do tego zachęcała. Lubiła wymyślać dla mnie zagadki i tropy do śledzenia. Ale, jak wiecie, po wielu, ekhem, incydentach, dyrektor oficjalnie zabronił mi „szpiegowania niewinnych ludzi”. Liam nie ma aż takiej zajawki na bycie detektywem jak ja, ale uwielbia rozwiązywać łamigłówki i łamać szyfry. Dlatego właśnie założyliśmy Agencję Szajba (nie chcieliśmy drażnić dyrektora, więc w nazwie nie ma nic detektywistycznego).

– To co, Aggie, zaczynamy?

– Okej. Ale nie mam dużo czasu, bo muszę kupić rzeczy na kolację.

– _Haute cuisine? Cordon bleu?_

Liam wypowiada te słowa z przesadnym francuskim akcentem, tak jak to zdarza się robić mnie, kiedy obok jest Poirot.

– _Oui_. Taki jest w każdym razie plan.

Kiwa z powagą głową i otwiera nowiutki rejestr dochodzeń. Moje nazwisko bywa tak często przedmiotem drwin (Szajba, Szajbi, Szajbix), że uczyniłam je częścią swojego motta – „Żadna sprawa nie jest zbyt szajbnięta”). Niestety Agencji Szajba nikt nie zlecił jeszcze żadnej sprawy. W każdym razie nie jest to powód, aby nie prowadzić należytych zapisków.

– A więc punkt pierwszy – zaczynam. – Musimy zaprojektować emblemat, który będzie widnieć na oficjalnej korespondencji, wizytówkach oraz pieczątkach. Jakieś pomysły?

Liam przez chwilę się zastanawia.

– To może lew… trzymający lupę!

Serio? Nie brzmi to dla mnie zbyt oryginalnie. Postanawiam zmienić temat.

– Może kwestią papeterii zajmiemy się później? A teraz poćwiczymy sporządzanie notatek identyfikacyjnych?

– Jasne. Ale najpierw musisz mi powiedzieć, co to takiego. – Liam posyła mi szeroki uśmiech.

Spoglądam na niego i również się uśmiecham.

– Notatki identyfikacyjne to ważne fakty o różnych osobach. Robię je na temat każdego, kto może być istotny w dochodzeniu. – Wzruszam ramionami. – Pomagają mi zapamiętać, jak wyglądała ta osoba, jak była ubrana, jakich używała perfum… tego rodzaju rzeczy.

– No dobra, mogę zrobić coś takiego – zgadza się Liam. – Zacznijmy od sporządzenia takiej notatki o sobie nawzajem.

– Okej, napisz w takim razie trzy identyfikujące mnie cechy. Takie, które są wyjątkowe i sprawiają, że się wyróżniam. Ja zrobię to samo o tobie.

Spuszczamy głowy i przez kilka minut piszemy, po czym wymieniamy się zeszytami.

Moje notatki identyfikacyjne o Liamie Lau:

1. Liam był wcześniej o ładnych kilka centymetrów niższy ode mnie, ale niedawno sporo urósł i teraz jesteśmy tego samego wzrostu.

2. Ma okulary w czarnych oprawkach i ciemne włosy, zawsze starannie uczesane. Jego styl określiłabym jako „modny kujon”.

3. On i Agata Sheibley są nierozłączni.

Notatki identyfikacyjne Liama o mnie:

1.Agata ma trzynaście lat, metr pięćdziesiąt pięć (?) wzrostu i kasztanowe, obcięte na pazia włosy.

2.Lubi nosić ubrania w stylu vintage — sukienki w kwiaty, trencze, Martensy. Ma naprawdę wiele trenczy. Często notuje coś w zeszycie.

3.Trzyma się z Liamem Lau.

Właśnie mam powiedzieć, że moje włosy są ciemnobrązowe, a nie kasztanowe, kiedy ktoś wpada z impetem do klasy.

– Możemy skorzystać z tej sali, są tu tylko Szajba i Cudowne Dziecko.

Nie muszę się odwracać, aby od razu wiedzieć, do kogo należy ten głos – do Sary Rathbone, jednej z trzech KK, której towarzyszy pozostała dwójka – Ruth Masters i Brianna Pike. Twierdzą, że KK to skrót od Królowych Korytarzy, ale cała reszta uważa, że od Kopii Ksero. Z identycznymi włosami w kolorze blond, perfekcyjnym manicure’em i idealnie wystylizowanym wizerunkiem, uosabiają wszystko, czym jest St Regis. W tej szkole aż się roi od bogatych i pięknych, takich jak one, a sprawianie, aby reszta z nas czuła się totalnie niewidzialna, to ich specjalność.

Notatki identyfikacyjne w celu odróżnienia od siebie KK:

1. Sara Rathbone — jeśli pozostałe dwie to kopie, Sara jest oryginałem. Nosi biżuterię z prawdziwymi diamentami, które są małe i gustowne.

2. Ruth Masters — prawa ręka Sary, jeszcze bardziej od niej niemiła, co mówi samo za siebie. Jej tata pracuje w PR-ze, a Ruth, tak jak on, potrafi dbać o wizerunek. To ona decyduje, z kim KK się zadają, a kogo traktują jak powietrze.

3. Brianna Pike — druga sługuska Sary. Dużo się bawi swoimi włosami i cały dzień spędza na wrzucaniu do mediów społecznościowych zdjęć, na których wydyma usta.

Odwracam się do Sary i patrzę jej prosto w oczy.

– Przykro mi, ale to my korzystamy teraz z tej sali – mówię.

– A niby w jakim celu? – pyta drwiąco Sara. – Do robienia detektywistycznych notatek z tym twoim psiapsi?

Podchodzi do mnie Brianna. Prostuje się i przerzuca przez ramię swoje jasne włosy, zupełnie jakby były bronią.

– Jazda stąd.

– Ale my jesteśmy w trakcie czegoś – protestuję.

– Jesteśmy w trakcie czegoś _–_ przedrzeźnia mnie śpiewnie Ruth. – No to zmieńcie to coś na NIC. – Nachyla się tak blisko, że aż odskakuję. Chwyta z ławki książkę, którą czytam: _Trujące rośliny Wysp Brytyjskich_, i mi ją wciska.

– Koniec żartów – dołącza do niej Brianna. – Idź stąd, Agato. Ale już. – I popycha moje ramię.

Otrzepuję marynarkę, jakby osiadł na niej jakiś brud.

– Chodź, Liam – mówię, zbierając swoje rzeczy. – Mają przewagę liczebną. – I dodaję półgębkiem: – Ale nie mentalną.

Nim KK zdążą się zorientować, że zostały obrażone, my jesteśmy już na korytarzu. Drzwi zamykają się za nami z trzaskiem. Wzdycham z frustracją.

– Wszystko w porządku, Aggie?

– Tak… dzięki, Liam.

Wzruszam ramionami. Czasami nienawidzę St Regis jak żadnego innego miejsca na świecie. Moja pierwsza szkoła, Meadowfield Primary, była zupełnie inna. Budynki może i prezentowały się nędznie i nigdy nie wystarczało funduszy na nowe książki, ale panowała tam wesoła i przyjazna atmosfera, a nauczyciele zachęcali nas wszystkich do integracji. Miałam tam ksywkę. Mózgownica. Może idiotyczna, ale mi się podobała. W Meadowfield mądrość była spoko. Kiedy nikt inny nie znał odpowiedzi na jakieś pytanie, zwracano się do mnie. Potem pojawiła się kwestia stypendium St Regis, do którego zgłosiła mnie nauczycielka. Prawie nie powiedziałam o tym tacie. Kiedy zobaczył pismo, oświadczył, że głupio by było nie napisać chociaż testu. Miał rację, no nie? Nie miałam nic do stracenia. Nawet gdyby zaproponowano mi tam miejsce, i tak mogłam odmówić, prawda? Zresztą byłam niemal pewna, że wcale mi go nie zaproponują.

Podeszłam do testu.

Wygrałam stypendium.

Tata wysłał pismo, w którym oświadczył, że je przyjmuję. Miałam zacząć naukę od września.

Początkowo byłam podekscytowana perspektywą uczęszczania do prestiżowej szkoły. Moja nowa placówka miała środki, o których Meadowfield mogło tylko pomarzyć. Nowe komputery, nowe klasy, idealnie czyste ściany i wykładziny. Ale w tym błyszczącym miejscu to ja wyglądałam na byle jaką. Nikogo nie obchodziło to, czy jestem mądra. Ani miła czy zabawna. Nic, co składało się na moją osobę, nie miało tu znaczenia. Nie pasowałam do tego miejsca, dopóki nie poznałam Liama…

Siedziałam wtedy w stołówce (albo w refektarzu, jak tutaj wolą nazywać to miejsce) i jadłam lunch. W pewnym momencie z teczki wyjęłam „Sunday Timesa” i postanowiłam zmierzyć się z krzyżówką hetmańską.

_13 poziomo: Karo i pik – zamieszanie na budowie._

– Być może „zamieszanie” oznacza „wymieszanie” – odezwał się ktoś siedzący naprzeciwko mnie, a ja aż podskoczyłam.

Nie miałam pojęcia, że głośno myślę. Podniosłam wzrok i ujrzałam chłopca w moim wieku, którego znałam z zajęć. Nazywał się Liam Lau. Chyba ani razu nie słyszałam, aby coś powiedział, no chyba że liczyć „jestem” podczas sprawdzania listy obecności.

– Sorki, przestraszyłem cię?

– Nie, ja… nie zdawałam sobie sprawy z tego, że mówię do siebie.

Uśmiechnął się.

– Często to robisz?

– Może. Czasami.

– Ja też. – Jego uśmiech stał się jeszcze szerszy. – Podobno to pierwsza oznaka szaleństwa.

– Hmm… Może i masz rację – powiedziałam. – Och, a jeśli „wymieszanie” oznacza anagram?

– Tak, to dobry trop… Hmm, a może chodzi o anagram słów „karo” i „pik”? – zasugerował Liam.

Przez długą chwilę wpatrywaliśmy się w litery. A potem razem wykrzyknęliśmy:

– Koparki!

Z szerokim uśmiechem wpisałam do krzyżówki odgadnięte hasło.

– Agata…

Ze wspomnień wyrywa mnie głos Liama. No i oto jesteśmy, prawie rok później. Ja nadal jestem społecznym wyrzutkiem, ale mam Liama jako przyjaciela. Spoglądam na niego.

– Tak?

– Obiecasz mi coś?

– Co? – pytam.

– Że postarasz się nie wylecieć jutro ze szkoły.

Przewracam oczami.

– Obiecuję.

Szczerzy zęby w uśmiechu.

– No to chodźmy. Możesz mnie odprowadzić na przystanek.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij