Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Alibi na kłamstwo - ebook

Format:
EPUB
Data wydania:
10 kwietnia 2026
29,90
2990 pkt
punktów Virtualo

Alibi na kłamstwo - ebook

Poruszająca, pełna emocji opowieść o stracie, nadziei i sile kobiety, która musi nauczyć się walczyć o własne szczęście. Michalina ma wszystko: kochającego narzeczonego, pierwszą wymarzoną pracę w biurze architektonicznym i piękne plany na przyszłość. Sprawy zaczynają się komplikować, gdy Maciej wyjeżdża na praktyki do Wiednia. Wkrótce potem dziewczyna orientuje się, że jest w ciąży, ale radość trwa krótko. Wizyta ukochanego tuż przed świętami Bożego Narodzenia przynosi wielkie rozczarowanie, gdy mężczyzna nagle oznajmia, że żeni się z inną. Zdradzona i porzucona Michalina balansuje na granicy rozpaczy. Wtedy z pomocą przychodzi wieloletni przyjaciel i składa jej propozycję nie do odrzucenia. Dziewczyna – kierowana strachem przed samotnym macierzyństwem – decyduje się na przyjęcie oferty. Nie wie tylko, że Kamil skrywa jednak pewien sekret… Czy jego intencje są szczere?

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Obyczajowe
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 9788397190535
Rozmiar pliku: 1,3 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

ROZDZIAŁ 1

Dni stawały się coraz krótsze i zimniejsze. Było to zauważalne zwłaszcza wczesnym rankiem, gdy wschodzące nieśmiało słońce nie zdążyło jeszcze ogrzać powietrza. Wtedy wyraźnie dawało się odczuć, że jesień już w pełni pokazywała swoje oblicze.

Tłum ludzi na peronie Dworca Głównego w Poznaniu zagęszczał się stopniowo. Z megafonu popłynął głos spikera zapowiadającego odjazd jakiegoś pociągu, ale zagłuszył go huk wjeżdżającej po torach żelaznej maszyny, która powoli zwalniała, by za chwilę się zatrzymać. Jedni podróżni z ulgą wysiadali z pociągu, taszcząc przepastne walizki, inni wciskali się do środka, by zająć wyznaczone miejsce i rozpocząć swoją drogę.

Gdzieś na końcu peronu dwoje młodych ludzi przytulało się do siebie w pożegnalnym uścisku. Szczupła, ciemnowłosa dziewczyna w dżinsach i krótkiej puchowej kurteczce ukradkiem ocierała łzy płynące z jej dużych czarnych oczu. Chłopak przytulał ją czule i uspokajająco gładził po długich włosach.

– Wszystko będzie dobrze – szeptał jej wprost do ucha, starając się, aby łoskot i świst zatrzymującej się obok lokomotywy nie zagłuszyły tych słów. – Kochanie, to tylko pół roku. Raptem kilka miesięcy, które szybko miną, a w międzyczasie na pewno uda mi się przyjechać na Boże Narodzenie. To już niedługo. Damy radę. – Przycisnął ją jeszcze mocniej do siebie i delikatnie pocałował w policzek. Podzielał jej smutek, ale wiedział, że nie ma już odwrotu i musi wyjechać. Michalina w milczeniu przełykała słone łzy. Chciała, żeby ta chwila trwała jak najdłużej, żeby to, co musiało nastąpić, jakimś cudem nigdy nie nadeszło. Ale moment pożegnania, który tak bardzo pragnęła odwlec, zbliżał się nieuchronnie, bo pociąg już czekał i bezdusznie oznajmiał gotowość do drogi. Wiedziała, że za kilka minut Maciej wsiądzie do niego i odjedzie, a ona zostanie tu sama ze swoim smutkiem i tęsknotą. Pół roku brzmiało dla niej jak wieczność. Nawet jeśli uda im się spotkać za kilka tygodni, to i tak ten czas wydawał jej się bardzo odległy. Z tego powodu od paru dni czuła w żołądku niemiły ucisk, który ani na sekundę nie odpuszczał.

Przez głowę Michaliny szybko przelatywały obrazy tych pięknych chwil spędzonych nad morzem. Wspomnienia tak żywe, jakby to wszystko wydarzyło się zaledwie wczoraj. Była wtedy taka szczęśliwa, że starała się nie zaprzątać sobie myśli zbliżającą się przymusową rozłąką. Cieszyła się tylko oświadczynami Macieja. Teraz wiedziała, że powracanie pamięcią do tych chwil musi jej wystarczyć na następnych kilka miesięcy, gdy go przy niej nie będzie.

– Muszę już iść, bo pociąg odjedzie beze mnie – powiedział. Ujął dziewczynę pod brodę i uśmiechnął się czule.

Patrzyła w jego szare oczy i odpowiedziała mu słabym uśmiechem.

– Nie miałabym nic przeciwko temu – szepnęła z rozpaczą w głosie.

– Lepiej nie, bo lata studiów poszłyby na marne – zażartował, choć i jemu nie było wesoło. Objął ją ostatni raz i westchnął ze smutkiem.

– Wiem – odparła, po czym ostrożnie wyswobodziła się z uścisku. – Idź już! – Odepchnęła go delikatnie.

– Dbaj o siebie. – Uniósł zimną dłoń Michaliny, żeby złożyć na niej ciepły pocałunek.

– Ty też. Pozdrów ode mnie tatę, gdy się z nim spotkasz – przypomniała mu. Wiedziała, że Maciej celowo wybrał lot do Wiednia ze startem z Okęcia. Chciał się pożegnać z ojcem tuż przed wyjazdem z Polski.

– Dziękuję, przekażę.

– Powodzenia.

– Zadzwonię z lotniska przed wylotem – obiecał. Jeszcze raz pocałował ją szybko, choć namiętnie, a potem odwrócił się na pięcie i dziarskim krokiem pomaszerował w stronę pociągu. Wysoki, wysportowany, z jasną czupryną gęstych włosów, wyglądał imponująco. Lekko wspiął się po stopniach wagonu i po chwili zniknął jej z oczu. Michalina zobaczyła jego szarą kurtkę pojawiającą się w prześwitach przedziałów, gdy szukał swojego miejsca. Nagle jedno z okien uchyliło się i ujrzała w nim Macieja wyciągającego do niej rękę. Podbiegła i dotknęła jego palców. Łzy spływały jej po policzkach i nie mogła już tego ukryć.

– Kocham cię! – zawołał, gdy rozległ się konduktorski gwizdek oznajmiający, że pociąg jest gotowy do odjazdu.

Odsunęła się pośpiesznie od torów. Maszyna ruszyła ospale, a za nią kolejne wagony. Wydawało się, że ten ciężar przerasta jej możliwości, ale stopniowo zaczęła nabierać szybkości.

*

Michalina jeszcze przez kilka chwil stała nieruchomo na peronie z rozdartym sercem i obserwowała oddalający się skład, a łzy spływały jedna za drugą, zostawiając na policzkach ciemne smugi po tuszu do rzęs. Energicznie pociągnęła nosem. Pomyślała, że głupotą byłoby tu tkwić i gapić się na pociąg, który za chwilę zniknie z pola widzenia. Przecież oczywiste, że już nie zawróci. Wygrzebała z torebki chusteczkę, ostrożnie osuszyła policzki, po czym wydmuchała nos. Westchnęła smutno i powoli, wlokąc się noga za nogą, wyszła z dworca. Gdy czekała na tramwaj, wyjęła komórkę i zadzwoniła do starszej siostry. Musiała z kimś pogadać o tym, co czuła i jak bardzo było jej źle z powodu wyjazdu Macieja. Po kilku sygnałach usłyszała znajomy głos i wtedy rozpłakała się jeszcze bardziej.

– Miśka, przestań buczeć, bo mi telefon zamoczysz! Przecież nie wyjechał na zawsze. – Agnieszka od razu zaczęła ją pocieszać.

– Oj! No wiem, ale nic na to nie poradzę, że chce mi się ryczeć – chlipnęła, a wielka łza skapnęła na wyświetlacz.

– Tylko nie leć za nim, bo wywołasz sensację na torach, a i tak go nie dogonisz – zażartowała siostra. – Ty nie osiągasz takiej prędkości jak Pendolino.

– No tak, i jeszcze musiałabym uważać na semafory – zachichotała Michalina. Poczucie humoru Agnieszki jak zwykle rozładowało napięcie.

– Dopiero ludziska zaczną się zastanawiać, co to za dziwna drezyna.

– No, no! Tylko nie drezyna – oburzyła się żartem, ale natychmiast spoważniała. – Aga…

– Co?

– Nie wiem czemu, ale ja się po prostu boję.

– Ale czego ty się boisz, że nie wróci? Przecież powiedział, że cię kocha, i poprosił o rękę. To dobrze o nim świadczy, no nie? W tej sytuacji chyba nic więcej nie mógł zrobić. Maciej to bardzo odpowiedzialny facet i… – przerwała, ale po chwili znów się odezwała: – Przepraszam, siostra, ale pracownica mi przeszkodziła. Klientka chce się umówić na strzyżenie i musiałam ją zapisać.

– Jesteś zajęta, a ja zawracam ci głowę.

– Nie, już wszystko w porządku. Wiesz, uważam, że trochę za bardzo się przejmujesz. Rozumiem, że tęsknisz, ale da się to wytrzymać. Zobaczysz, te kilka miesięcy szybko minie i ani się obejrzysz, znów będziecie razem. W końcu pojechał, żeby zdobyć doświadczenie i mieć lepszy start w przyszłość, no nie? Dzięki temu będzie wam potem łatwiej – perorowała Agnieszka. – Dobra praca to nie tylko prestiż i ambicje, to również w dalszej perspektywie wysoka pensja. Wprawdzie według obiegowej opinii pieniądze szczęścia nie dają, ale za to jestem absolutnie przekonana, że bardzo ułatwiają życie. Znam to z autopsji, bo wciąż brakuje mi kasy i nieraz rozważam napad na jakiś bank – zachichotała. – Zresztą sama wiesz, jak jest.

– Tak, tak, wiem. Nie musisz mi przypominać, przecież nie urwałam się z choinki. – Michalina głośno westchnęła. Łzy przestały kapać, a wilgotne policzki zaczęły szczypać od zimna. Wytarła je wierzchem dłoni.

Zdawała sobie sprawę, że studia w Wyższej Szkole Bankowej, które skończył Maciej, nie zapewniają jeszcze dobrego startu, jeśli nie jest on poparty pozytywnie zaliczonymi praktykami, najlepiej zagranicznymi. W czasie studiów udało mu się wyjechać w ramach programu Erasmus do Florencji, a potem do Niemiec. Dzięki temu zyskał CV pozwalające ubiegać się o miejsce w głównej siedzibie międzynarodowego koncernu w Austrii. Wystarczy pół roku pracy próbnej, jak przekonywał Michalinę, by dostać transfer do Polski od razu na kierownicze stanowisko. Dlatego nie miał wyjścia i musiał teraz odrobić tę „pańszczyznę”, która była jego biletem do lepszej przyszłości.

– No i dobrze. Weź się w garść i nie strzelaj smutasa.

– A co to jest „smutas”? – Michalina się roześmiała. – Co to za słownictwo?

– O! Od razu lepiej, gdy się śmiejesz – skonstatowała Agnieszka, zadowolona, że w końcu udało jej się rozweselić siostrę.

– Bo ta twoja skłonność do słowotwórstwa mnie rozbraja.

– Ale lubisz to?

– Ciebie lubię – przyznała szczerze.

– A jak ci idzie w nowej pracy? – Agnieszka nagle zmieniła temat, jakby chciała zająć jej myśli czymś innym.

– Jest całkiem dobrze, tylko nie mogę się doczekać stałej umowy. – Michalina skrzywiła się lekko. Spojrzała w bok i w oddali dostrzegła zbliżający się tramwaj.

– A kiedy ci się kończy ten próbny okres?

– Na początku grudnia, ale na razie nikt mi nic nie mówi, co dalej. Ta cisza mnie niepokoi. – Odruchowo wygięła usta w podkówkę.

– Będzie dobrze. Na pewno docenią twoje zalety – zapewniła ją Agnieszka. Wierzyła w swoją mądrą siostrę. Musiała uczciwie przyznać, że Michalina zawsze była od niej zdolniejsza i miała więcej talentów. Nawet się nie zdziwiła, kiedy dziewczyna poszła na studia, podczas gdy ona sama skończyła tylko technikum fryzjerskie i zaraz po szkole podjęła pracę. Ale wiedziała też, że czasem wykształcenie nie wystarcza i o powodzeniu decyduje łut szczęścia.

– A mówiłam ci, że Kamil pracuje ze mną? – spytała Michalina. – Niezły traf, prawda? Nagle spotkaliśmy się w tej samej firmie, co za przypadek.

– Który to Kamil?

– Nie pamiętasz? Ten z roku, który był z nami w pubie na moich imieninach.

– Aaa! To ten, z którym chodziłaś na początku studiów i kiedyś po pijaku wyznawał ci miłość? – Agnieszka ucieszyła się, że jednak pamięć jej nie zawodzi.

– Oj, tam! Chodziłam z nim zaledwie parę miesięcy, przelotnie. Zawsze traktowałam go bardziej jak przyjaciela, a nie kandydata na przyszłego męża. To nie było na poważnie. – Michalina machnęła ręką, jakby chciała odpędzić natrętną muchę. – Ale tak, to ten. Pracujemy teraz w jednym biurze. Miło mieć kogoś znajomego w pracy.

– Tylko nie zdradzaj Maciusia. – Agnieszka zachichotała w słuchawkę.

– No ty chyba zwariowałaś! – Michalina udała, że jest oburzona. – Lubię Kamila, to dobry facet. Tyle że nigdy nie czułam do niego tego, co czuję do Maćka. To nie to samo.

– Wiem, wiem, jesteś jak ta sarenka z Disneya, kompletnie zaświergolona, i poza Maćkiem świata nie widzisz.

– Aga, muszę kończyć, bo właśnie podjechał mój tramwaj. Śpieszę się do pracy – powiedziała i wsiadła do pierwszego wagonu. – Wpadniesz do nas wieczorem? Mama się ucieszy.

Michalina mieszkała tylko z matką. Agnieszka niespełna rok po ślubie – a było to dziewięć lat temu – wyprowadziła się z rodzinnego domu. Krótko potem ich ojciec miał zawał. Ta śmierć była wielkim ciosem dla nich wszystkich. Wcześniej tata nie skarżył się na żadne dolegliwości i nigdy nie korzystał z pomocy medycznej, poza stomatologiczną. Sprawiał wrażenie zdrowego, silnego mężczyzny, który miał żyć wiecznie. Pewnego dnia wrócił z pracy i oznajmił, że musi się położyć, bo źle się czuje. Dla mamy to było ogromne zaskoczenie, więc od razu zaczęła się martwić. Niestety nie zdołała namówić męża, żeby udał się na wizytę do lekarza. Jak zwykle zbagatelizował sprawę, twierdząc, że nic wielkiego się nie dzieje i samo przejdzie, gdy się wyśpi. Rano, chociaż nadal czuł się osłabiony, wstał i zaczął szykować się do pracy, ale w łazience stracił przytomność. Zmarł w karetce, w drodze do szpitala. Wszystko stało się tak szybko… Jeszcze długo nie mogły pogodzić się z myślą, że już go nie ma. Na szczęście Agnieszka z mężem Darkiem i córką Anulką mieszkali zaledwie kilka bloków dalej, dzięki czemu widywali się dość często i wspólnie z Michaliną troszczyli o matkę. To był dla nich trudny rok, ale życie toczyło się dalej.

– Dziś nie dam rady, bo Darek idzie na jakieś zebranie, które może się przeciągnąć do wieczora, więc muszę zostać z córką – odparła Agnieszka ze smutkiem. – Ale jutro na pewno was odwiedzę.

– Przecież możesz przyjść z Anulką.

– Nie ma mowy, mała ma na jutro zrobić coś w rodzaju makiety. Muszę jej pomóc.

– No dobrze, powiem mamie i oczywiście jak zwykle ucałuję ją od ciebie. Pa, siostrzyczko! – Michalina się rozłączyła i niedbale wrzuciła telefon do torby.ROZDZIAŁ 2

Jeszcze tylko tydzień, myślała Michalina, gapiąc się w monitor swojego służbowego laptopa. Miała już przygotowany prezent pod choinkę dla Macieja. Przez kilka dni chodziła od sklepu do sklepu w poszukiwaniu czegoś specjalnego i długo nie mogła się zdecydować. W końcu kupiła śliczny organizer oprawiony w miękką czarną skórę. Był drogi, ale bardzo jej zależało na wyjątkowo eleganckim upominku.

Od czasu wyjazdu Macieja codziennie wysyłali sobie esemesowe wiadomości, a nawet kilkanaście razy rozmawiali za pośrednictwem WhatsAppa. Przez pierwsze dni te internetowe spotkania były częste, ale potem on był bardzo zajęty pracą, więc rozmowy stały się rzadsze i krótsze. Ostatni raz kontaktowali się prawie półtora tygodnia temu. Wtedy odniosła wrażenie, że mężczyzna jest trochę smutny, jakby przybity. Zaczęła zastanawiać się, czy przypadkiem nie jest chory, ale gdy go o to zapytała, stanowczo zaprzeczył. Miała nadzieję, że to tylko kwestia zmęczenia. W końcu pracował jak szalony, żeby zasłużyć na bardzo dobrą opinię w firmie. Liczył na atrakcyjne oferty w przyszłości, a ona rozumiała, że od tego zależy jego dalsza kariera. Mimo że brakowało jej tych rozmów, postanowiła mu nie przeszkadzać i przestała do niego dzwonić.

Podniosła głowę i spojrzała w okno. Szara pogoda i brak słońca nie nastrajały jej pozytywnie. Bez przerwy ponuro i mokro, a do tego ciągły, nieprzyjemny wiatr i przenikający chłód. Pomyślała, że ta pogoda idealnie odzwierciedla jej dzisiejszy humor i samopoczucie. Zresztą ostatnio prawie na okrągło była senna i nie w humorze. Czuła, że mogłaby spać przynajmniej dwadzieścia godzin na dobę, a te pozostałe cztery wykorzystywać na jedzenie oraz kąpiel w bąbelkach i pachnącej pianie. Była notorycznie zmęczona i niewyspana. Właściwie od wyjazdu Macieja czuła się kiepsko. Początkowo myślała, że to skutek tęsknoty, ale potem dotarło do niej, że to niemożliwe. Coś jej nie pasowało, a objawy nie były takie oczywiste. Po krótkiej analizie doszła do wniosku, że prawdopodobnie jest w ciąży. Dziwne symptomy nie mijały, więc w końcu kupiła test, a wynik potwierdził jej przypuszczenia. Potem dla pewności poszła jeszcze do lekarza i tam dostała wiarygodną odpowiedź: tak, jest w ciąży. W pierwszej chwili trochę się załamała, bo oboje z Maciejem chcieli najpierw wziąć ślub i popracować, żeby jakoś się urządzić. Dzieci miały przyjść na świat dopiero za kilka lat. Zaplanowali sobie przyszłość niemal w najdrobniejszych szczegółach i wiedziała, że ta ciąża wszystko pokrzyżuje. Jednak szybko doszła do wniosku, że przecież to nie jest żadna tragedia i na pewno razem jakoś dadzą sobie radę. Kolejność nie ma większego znaczenia, gdy wytrwale i konsekwentnie dąży się do wytyczonych celów.

Po wyjściu od lekarza miała ochotę natychmiast skontaktować się z narzeczonym, żeby mu o tym powiedzieć, ale potem pomyślała, że to nie jest temat na rozmowę przez internet czy telefon. Wyszłoby mało romantycznie. Z trudem utrzymywała tajemnicę przed nim i bliskimi. Postanowiła, że Maciej dowie się o tym pierwszy i gdy przyjedzie na Boże Narodzenie, zrobi mu niespodziankę. Cały czas wierzyła, że uda mu się dostać trochę wolnego i nie dopuszczała do siebie innej możliwości. Na szczęście kilka dni temu dał znać, że otrzymał urlop. Teraz nie mogła się już doczekać, kiedy dojdzie do spotkania i wreszcie będzie mogła mu obwieścić nowinę. Bardzo chciała zobaczyć jego uradowaną minę. Oczami wyobraźni widziała ten moment, który, tego była pewna, będzie cudowny.

Gapiła się w okno i uśmiechała do swoich myśli. Trzeba będzie przyspieszyć ślub, bo jak tu iść do ołtarza z wielkim brzuchem, pomyślała. A może lepiej będzie pobrać się już po porodzie? Musi to przedyskutować z Maćkiem.

– Cześć, Miśka! – Kamil, który właśnie wszedł do biura i strzepywał z siebie krople deszczu, wyrwał ją z zadumy. – Jak samopoczucie?

Oderwała rozmarzony wzrok od smug spływającej po szybie wody i spojrzała na zadowolonego z siebie kolegę.

– Cześć! – odparła i uśmiechnęła się do niego. – Zważywszy na pogodę, czuję się całkiem nieźle. A ty coś taki radosny niczym skowronek na wiosnę?

Kamil zachichotał.

– Rzeczywiście parszywa pogoda. Tęsknię za śniegiem.

– Westchnął. Odwiesił kurtkę na wieszak i usiadł za swoim biurkiem, które stało vis-à-vis biurka Michaliny. – Jestem radosny, mój promyczku, bo na twój widok robi mi się cieplej na duszy, a serce skacze pod sufit – dodał, jednocześnie puszczając do niej oko.

Michalina odwróciła wzrok i ponownie zerknęła w okno, by skonstatować z rezygnacją, że marna szarobura aura zupełnie nie przypomina świątecznego klimatu.

Fakt, już lepszy śnieg niż ta chlapa – zgodziła się, pomijając milczeniem ostatnią część jego wypowiedzi. – Poza tym co to za Boże Narodzenie bez śniegu? – Wzruszyła ramionami i otworzyła ostatni plik z projektem.

– À propos świąt, Maciej przyjeżdża?

– Tak, w końcu udało mu się uprosić szefów o cztery dni wolnego – odparła i znów się uśmiechnęła, tym razem na myśl o narzeczonym. – Jak dla mnie, to za krótko, ale lepszy rydz niż nic – dodała i zrobiła minę niczym zawiedzione dziecko, które nie dostało lizaka.

Brwi Kamila uniosły się wysoko w geście wyrażającym zdumienie.

– No, to miał chłopak szczęście, że pozwolą mu wyjechać po tak krótkim czasie. Oni tam się nie szczypią i praktykantów cisną jak cytrynę.

– Nie było łatwo, jednak w końcu, ze względu na wyjątkowe okoliczności, zgodzili się. Wiesz, tam też obchodzą Boże Narodzenie. A ty, gdzie spędzisz święta? – zapytała szybko, aby odwrócić jego uwagę od siebie i Macieja.

– Chyba pojadę do Szczecina odwiedzić rodziców. Dawno ich nie widziałem, więc wykorzystam okazję. – Uciekł wzrokiem w kierunku klawiatury i włączył komputer.

– To miłe. Na pewno się ucieszą.

– Być może – stwierdził i zajął się przeglądaniem swojej poczty.

Michalina ukradkiem zerknęła na niego. Zawsze zastanawiała się, dlaczego Kamil tak mało mówi o swojej rodzinie. Z tego, co zauważyła, bardzo rzadko jeździł do Szczecina i prawie nie utrzymywał kontaktu z bliskimi. Ilekroć o to pytała, stawał się zdystansowany i zachowywał się, jakby chował się w jakąś skorupę. Odpowiadał zdawkowo i szybko zmieniał temat. Nigdy nie wyjaśnił jej, jakie są jego relacje z rodzicami, ale ona czuła, że coś było nie tak. No cóż, ostatecznie nie zamierzała go naciskać i wchodzić z butami w jego życie. Już dawno zdecydowała, że jeśli będzie miał taką potrzebę, to sam zacznie mówić. Jednak niewątpliwie był bardzo tajemniczy i to ją zastanawiało.

Skupiła się na projekcie, ale po kilku minutach, gdy podniosła wzrok, zauważyła, że Kamil przygląda jej się z uwagą. Już nie pierwszy raz przyłapała go na tym.

– O co chodzi? – spytała zaczepnie. – Mam kołtuna na głowie?

– O nic, tak się zamyśliłem. Przepraszam. – Uśmiechnął się do niej niewinnie.

– Pamiętasz, że do końca tygodnia musimy skończyć ten projekt? – przypomniała.

– Spokojnie, pamiętam. – Zmieszany jej uwagą umilkł i zajął się pracą.

Czy to możliwe, żeby Kamil nadal był w niej zakochany? Tyle lat minęło od czasu, gdy ze sobą chodzili, a jemu jeszcze nie przeszło?

Poznali się na początku studiów i od razu polubili. Niemal natychmiast zostali kumplami. Potem, po kilku miesiącach, zaczęli niby ze sobą chodzić i wszyscy myśleli, że zostaną parą na zawsze. Jednak trwało to dość krótko, do czasu, gdy pewnego wakacyjnego dnia w kawiarni na Starym Rynku, gdzie Michalina spotkała się z koleżanką, poznała Macieja. Zakochała się w nim od pierwszego wejrzenia i całkowicie straciła dla niego głowę. Szczęściem – tak jej się wtedy wydawało – związek z Kamilem był dość luźny i zerwanie nie sprawiło im obojgu większych trudności. Obeszło się bez scen, żalu i wyrzutów. Jedna szczera rozmowa załatwiła wszystko. Dzięki temu ich przyjaźń nadal trwała, chociaż czasem odnosiła wrażenie, że tylko ona nie miała z tym problemu.

Bo czy to nie dziwne, że nigdy nie słyszała, aby Kamil znalazł sobie jakąś dziewczynę? Może przed nią z kimś się spotykał, tego nie była pewna, ale potem chyba już nie. Przecież gdyby miał jakąś partnerkę, to na pewno ktoś z ich wspólnych znajomych coś by zauważył i się wygadał. A tu nic, żadnej plotki, nawet najmniejszej ploteczki na ten temat. Pomyślała, że to wielka szkoda, bo Kamil był bardzo fajnym, inteligentnym facetem i zapewne mógłby uszczęśliwić jakąś kobietę. Jak na mężczyznę, nie był zbyt wysoki, ale miał całkiem miłą aparycję. Był raczej średniego wzrostu, ale za to dobrze zbudowany i schludny. Jego krótko przystrzyżone, gęste ciemne włosy zawsze pachniały szamponem. Michalina lubiła też jego poczucie humoru i ujmujący sposób bycia, a przede wszystkim jego życzliwość. Taki chłopak z pewnością nie miałby problemu ze znalezieniem żony. Kto wie, gdyby nie Maciej, może tą żoną byłaby właśnie ona? Westchnęła i znów zaczęła wstawiać nudne kratki wentylacyjne w projekcie budynku wielorodzinnego, który przygotowywali dla dewelopera.

*

Maciej miał przylecieć do Polski późnym wieczorem dwudziestego drugiego grudnia. Po lądowaniu na Okęciu musiał jeszcze pociągiem dotrzeć do Poznania. Dlatego umówili się na spotkanie następnego dnia po południu, dokładnie dzień przed Wigilią. Michalina bardzo chciała przywitać go już na dworcu i gdyby mogła, pofrunęłaby na spotkanie niczym biały gołąbek, a raczej gołębica pokoju w czasie igrzysk, jednak mimo jej usilnych nalegań Maciej nie zgodził się na takie rozwiązanie. Kategorycznie zabronił jej nocnych eskapad po mieście.

– Nie ma mowy – upierał się podczas ostatniej rozmowy telefonicznej. – Nie będziesz jeździła sama tramwajem w środku nocy.

– To przyjadę taksówką – próbowała go przekonać.

– Na dworcu też nie brakuje różnych podejrzanych typów, a samotna kobieta jest szczególnie narażona na zaczepki. Nie chcę, żeby coś ci się stało.

– No dobrze, już dobrze – odpuściła ostatecznie, czując, że i tak nie ma wyboru. Obiektywnie musiała przyznać, że dorosła kobieta też może się natknąć na jakiegoś żula, który akurat poczuł się niedopity i postanowił wyłudzić trochę grosza na wódkę od przypadkowego przechodnia. Westchnęła głośno w słuchawkę, aż zatrzeszczało w telefonie. – Obiecuję, że grzecznie poczekam, aż zjawisz się u mnie w domu.

W końcu przyszedł dzień spotkania. Nad ranem Maciej przysłał esemesa, że dotarł do Poznania, ale jest tak zmęczony, że natychmiast musi się przespać. Jednak zgodnie z planem zobaczą się po południu, gdy Michalina wróci z pracy. Z radości chciało jej się śpiewać i tańczyć. Od spotkania z nim dzieliły ją już tylko godziny.

Dwa dni wcześniej spadł pierwszy śnieg i chociaż było go jeszcze jak na lekarstwo, to i tak zrobiło się bardziej zimowo. Przymrozek sprawił, że ostatnią błotnistą chlapę zastąpiły białe śnieżne połacie, które już nie stopniały. Nastrój świąt i podniecenie wynikające z przyjazdu Macieja spowodowały, że mimo nieprzespanej nocy Michalinę rozpierała energia. Ledwie mogła wysiedzieć za biurkiem i przez cały czas musiała się kontrolować, bo zamiast skupiać się na barierkach, kratkach i schodach, wciąż zerkała na zegarek i myślała o swoim narzeczonym. Tak naprawdę tego dnia prawie nic sensownego nie zrobiła, oprócz Macieja wszystko inne stało się dla niej nieważne. Bez przerwy odliczała godziny, kwadranse, minuty, a nawet sekundy dzielące ją od końca roboczego dnia.

Kiedy zbliżała się szesnasta, ona była już gotowa do wyjścia i czekała w napięciu na sygnał niczym koń w bloku startowym na Służewcu. Aż ją ściskało w dołku. W końcu pośpiesznie złożyła życzenia Kamilowi i pozostałym pracownikom biura, po czym wybiegła z firmy i ruszyła naprzód niczym tornado. Za zakrętem wskoczyła do wcześniej zamówionej taksówki i pojechała prosto do domu, popędzając po drodze taksówkarza, żeby jechał szybciej i omijał korki w mieście.

Dwie godziny później, po kąpieli, ze świeżym makijażem, ubrana w nowy sweter i dżinsy kupione specjalnie na tę okazję, Michalina biegała od okna w kuchni do okna w pokoju i wypatrywała Macieja. Na zewnątrz zrobiło się już ciemno. Tylko osiedlowe latarnie tu i ówdzie jasno oświetlały chodniki i przechodniów. W wielu oknach widać było świąteczne dekoracje i ubrane bożonarodzeniowe drzewka, które czekały na wigilijny wieczór. Z balkonów zwisały zielone girlandy, przystrojone bombkami oraz żarówkami, i mrugały wesoło kolorowymi refleksami. Znów zaczął prószyć drobny śnieg. W żółtym świetle lamp białe płatki wirowały, podrywane chwilowymi podmuchami lekkiego wiatru. W prześwitach między blokami widziała ludzi śpieszących do sklepów lub wracających do domu z ostatnimi przedświątecznymi zakupami. Jednak Macieja wciąż nie było widać. W przerwach między wyglądaniem przez jedno okno i drugie, Michalina niespokojnie krążyła po mieszkaniu. Nie mogła znaleźć sobie miejsca. Denerwowała tym matkę, która rozparta wygodnie w fotelu, mieszała powoli herbatę i przeglądała miesięcznik dla pań. W końcu kobieta nie wytrzymała:

– Miśka, usiądź wreszcie. Zacznij robić na drutach albo zajmij się czymkolwiek, bo kiedy tak krążysz w kółko, to czuję się jak na karuzeli, aż mi się w głowie kręci – upominała ją zniecierpliwiona pani Basia, śmiejąc się w duchu z podekscytowania córki.

– Przepraszam, mamo. Jakoś nosi mnie od samego rana. Nie mogę się na niczym skupić.

– Rozumiem. Jednak może spróbujesz być trochę bardziej powściągliwa. Opanuj emocje. – Mama spojrzała surowo znad okularów, ale Michalina po jej oczach poznała, że kobieta żartuje.

– Już zapomniałaś, jak to jest?

– Nie odwracaj kota ogonem – skarciła ją pani Basia i uśmiechnęła się do córki. – Jeszcze nie jestem taka stara, żeby mi skleroza doskwierała. Ale nie myśl, że jak będziesz szybciej chodzić w kółko, to czas też przyspieszy. No, chyba że zaczniesz chodzić zgodnie z kierunkiem wskazówek zegara – zachichotała.

Dziewczyna roześmiała się, rozbawiona tą uwagą.

– Wiem, ale to silniejsze ode mnie…

Nagły dzwonek wreszcie oznajmił przybycie oczekiwanej osoby. Pani Basi wypadła z ręki łyżeczka do herbaty, a Michalina aż podskoczyła z wrażenia. Z motylkami w brzuchu i wypiekami na policzkach pobiegła do korytarza.

– Gość w dom, Bóg w dom! – powiedziała mama i poszła do kuchni wstawić czajnik z wodą na kawę.

Michalina z impetem otworzyła drzwi, za którymi ujrzała tak bardzo wyczekiwanego chłopaka. Jego widok był wszystkim, czego potrzebowała w te święta. Rzuciła się Maciejowi na szyję i zamknęła go w mocnym uścisku szczupłych ramion.

– Nareszcie – szeptała mu do ucha. – Już nie mogłam się doczekać.

– Witaj, kochanie – odpowiedział, a potem mocno ją do siebie przytulił i pocałował w szyję.

– Zamknijcie chociaż drzwi, bo zimno leci! – zawołała pani Basia z kuchni.

*

Przy kawie Maciej z zadowoleniem i dumą chętnie opowiadał o fantastycznej pracy i świetlanej przyszłości, jaka się przed nim rysowała. Nie obeszło się też bez wspomnień pani Basi z tygodniowej wycieczki do Wiednia, jaką odbyła jakiś czas temu z mężem z okazji rocznicy ślubu. W pewnym momencie przypomniała sobie, że właściwie miało to miejsce zaledwie kilka miesięcy przed jego śmiercią i w kąciku lewego oka pojawiła się duża łza, którą szybko otarła kciukiem, zanim ktokolwiek zdążył zauważyć.

Tymczasem Michalina była tak szczęśliwa i zakochana, że nie mogła oderwać maślanych oczu od narzeczonego. Chciała nasycić się jego widokiem na zapas. Wpatrywała się w niego jak w piękny obrazek i nie potrafiła się skupić na tym, co mówi. Jednak coś nie dawało jej spokoju. Chwilami, kiedy Maciej zerkał na nią, widziała w jego spojrzeniu jakąś niepewność, jakby obawę. Nie rozumiała tego, ale czuła, że w środku budzi się w niej dziwny niepokój. W końcu pani Basia, zauważywszy zniecierpliwienie i ukradkowe spojrzenia córki, uśmiechnęła się przepraszająco.

– Wybaczcie, ale muszę zająć się przygotowaniami do świąt. A wy na pewno macie sobie dużo do opowiedzenia – oznajmiła i wyszła do kuchni.

Michalina odetchnęła z ulgą i szybko zaciągnęła gościa do swojego pokoiku. Włączyła niewielką lampkę stojącą na biurku, usiadła na kanapie i dała znak ręką, żeby Maciej zajął miejsce obok.

– Ślicznie wyglądasz – powiedział, gdy po kilku gorących pocałunkach złapał oddech i mocno przytulił ją do siebie. – Tęskniłem za tobą. Bardzo.

– Mam dla ciebie niespodziankę – szepnęła

Nagle delikatnie chwycił ją za ramiona i odsunął od siebie. Przez chwilę z powagą przyglądał się jej twarzy. Michalina zobaczyła w jego oczach smutek i gdzieś w okolicach serca znów poczuła znajomy ucisk.

– Muszę ci coś ważnego powiedzieć – zaczął.

– Ja też – odparła radośnie. Mimo wszystko nie zraziła się jego poważną miną.

– No to zaczynaj.

– Nie. Ty pierwszy – zaprotestowała, chcąc jak najszybciej pozbyć się tego drażniącego niepokoju, który miała nadzieję, że był bezpodstawny. Zdecydowała, że im prędzej Maciej powie, co się stało, tym lepiej.

– No dobrze – ustąpił, po czym spuścił głowę i zamilkł na chwilę.

W pokoju panowała cisza, jakby ściany również wstrzymały oddech.

Na widok jego zakłopotania Michalina zesztywniała. Nagle – nie wiedzieć czemu – przypomniała sobie niemal paniczny strach, który towarzyszył jej na dworcu tamtego dnia, gdy wyjeżdżał. Maciej zerknął na nią i już wiedziała, że to nie jest jakaś błaha sprawa. To coś, co sprawi jej wielki ból.

– No, o co chodzi? – ponagliła go, czując, jak ogarnia ją fala gorąca.

Maciej westchnął ciężko i zaczął nerwowo pocierać dłonie. Drżącymi palcami przeczesał włosy i nadal unikając jej spojrzenia, powiedział:

– To trudne. Nie wiem, jak ci to wyjaśnić, ale mam nadzieję, że mnie zrozumiesz. Liczę też, że mi wybaczysz… – Wstał i zaczął chodzić nerwowo po pokoju. – To, co się stało, świadczy o mojej głupocie i mimo że stało się w chwili mojej… – nabrał powietrza – nazwijmy to niepoczytalności, nie zwalnia mnie od poniesienia konsekwencji. Chcę, żebyś wiedziała, że nie zrobiłem tego z premedytacją, lecz jest to wynik braku wyobraźni i przewidywania, jakie zagrożenie niesie niefrasobliwe zachowanie. Nie ma to też nic wspólnego z nami… Ściślej mówiąc, z uczuciem, jakim ciebie darzę. Nadal cię kocham i nic tego nie zmieni.

– Maciek, przestań kluczyć i gadać jakieś frazesy. Co jest grane? Przejdź do rzeczy! – przerwała mu, okazując wyraźne zniecierpliwienie.

– Nie wiem, jak ci to wyjaśnić – powtórzył. – Nie chcę cię zdenerwować i zranić, ale musisz wiedzieć, jak bardzo mi przykro.

– Słuchaj, odnoszę wrażenie, że zaczynasz od końca.

Mów wreszcie, bo oszaleję! – krzyknęła.

Znów westchnął. Zatrzymał się przy biurku i spojrzał w okno. Widziała, jak nerwowo rozciera spocone dłonie. Był zdenerwowany. Nigdy wcześniej nie widziała go w takim stanie.

– Żenię się – oznajmił, nie odwracając wzroku od okna.

– Tak, ze mną, oświadczyłeś mi się. Pamiętasz? – powiedziała, ale on tylko westchnął. – W czym problem, boisz się? Przecież się kochamy – mówiła coraz szybciej, usilnie starając się nie dopuszczać do siebie tego, co naprawdę oznaczały jego słowa.

– Nie mam na myśli nas. – Nadal patrzył w okno.

– Jak to?!

– Chyba muszę się ożenić. – Odwrócił się gwałtownie, a ona dostrzegła jego łzy.

Michalina trwała w bezruchu z wytrzeszczonymi oczami i otwartymi ustami. Jakby świat stanął w miejscu, a ona razem z nim. Jakby ogarnął ją całkowity paraliż. Jakby ją nagły szlag trafił. Nie mogła wydobyć z siebie głosu ani się ruszyć. Zero reakcji. Trwała niczym słup soli i tylko serce waliło jej jak młot kowalski. Słyszała je w każdym zakamarku swojego ciała.

– Uwierz mi, nie chciałem tego… Głupio wyszło – dodał, a jego głos się załamał.

W końcu zamrugała, powoli zamknęła usta i poczuła, że pierwszy szok zaczął ustępować. Odblokowane myśli powoli zaczęły krążyć w głowie, chociaż nadal w sporym chaosie. Spróbowała jakoś je ogarnąć i poukładać, ale jeszcze nie umiała. Nie w tym momencie.

– Michalino, ja nie chciałem… – szepnął z zażenowaniem.

– J… jak to się żenisz? Z kim? – przerwała mu, nie zważając na to, co mówi. – Przecież jesteśmy zaręczeni. Nic nie rozumiem… – wydukała z trudem i zerknęła na swoją dłoń, na której błyszczał pierścionek zaręczynowy. Jakby chciała się przekonać, że nadal tam jest.

– Poznałem dziewczynę i teraz muszę się z nią ożenić.

– Zaraz, zaraz. – Powstrzymała go nerwowym ruchem, wyciągając przed siebie dłonie, jakby chciała się od niego odgrodzić. – Opowiedz mi wszystko od początku, żebym mogła cię lepiej zrozumieć.

Maciej znów zaczął chodzić po niewielkim pokoju, trzy kroki w jedną stronę i trzy kroki z powrotem, aż w końcu znów zatrzymał się przy biurku i wbił wzrok w leżący na podłodze niebieski dywan.

– Gdy dotarłem do Wiednia, trafiłem na stancję z kilkoma chłopakami, którzy tak jak ja przyjechali na staż w tej samej firmie. Pewnego dnia stwierdzili, że trzeba zrobić w pubie wieczorek zapoznawczy. Zaprosili dwie stażystki, jedną z Polski i jedną miejscową. Dałem się namówić i poszedłem z nimi. Chyba zupełnie mi odbiło, bo przestałem się kontrolować i za dużo wypiłem. Nie pamiętam nawet, kiedy i jak wróciłem na stancję. Kompletnie urwał mi się film. Następnego dnia rano obudziłem się w swoim łóżku z jedną z tych dziewczyn. Szczerze mówiąc, wtedy nie pamiętałem nawet, jak ma na imię… – Przerwał na chwilę, ale Michalina milczała; patrzyła tylko na niego pytającym wzrokiem. – W ogóle nic nie pamiętałem, ale…

– To z nią chcesz brać ślub? – przerwała mu szybko.

– Tak.

– Ale… – Pokręciła bezradnie głową. – Przecież znacie się raptem półtora miesiąca… Czy to jakaś pieprzona miłość od pierwszego wejrzenia i do grobowej deski? Trafił cię grom z jasnego nieba? Doznałeś jakiegoś olśnienia na jej widok czy co? – dodała z nieukrywanym sarkazmem. – A może była tak świetna w łóżku, że nie potrafisz sobie odmówić następnych z nią igraszek?

– Przestań. Prawdę mówiąc, wcale jej nie kocham. Co więcej, nawet jej dobrze nie znam – odparł zmieszany.

– Ja chyba śnię. To po co chcesz się z nią żenić?! – zawołała zirytowana.

– Bo jest w ciąży.

Michalina poczuła się zdruzgotana. Jej serce utraciło zwyczajny rytm i zaczęło wyczyniać jakieś dziwne harce.

A ja? Ja też jestem w ciąży, pomyślała. I co teraz??? Czy mam mu powiedzieć, że wkrótce będzie miał nie jedno, lecz dwoje dzieci, a każde z inną kobietą? Będzie musiał wybrać między mną a tamtą i jakkolwiek wybierze, zawsze któraś będzie nieszczęśliwa… A może obie będziemy nieszczęśliwe, bo wybierze jedną kosztem drugiej? Czy powinnam go zatrzymać? Czy w przyszłości będę mogła mu zaufać??? A może już zawsze będę żyć z lękiem, że mnie zdradza, gdy tylko znika mi z oczu? Pomijając wszystko inne, to że zdradził, nie podlega dyskusji. To jest fakt, rozważała w pośpiechu, a myśli przelatywały z szybkością błyskawicy, co wywoływało w jej głowie niemały chaos.

– Jak mogłeś mi to zrobić? – szepnęła twardo po chwili namysłu i poczuła wzbierającą złość.

Nagle Maciej padł na kolana, chwycił jej dłonie i zaczął całować. Ten gwałtowny ruch zaskoczył ją tak bardzo, że podskoczyła, ale nie zdążyła się cofnąć.

– Misiaczku, ja nadal cię kocham – zapewniał żarliwie z rozpaczą w głosie. – Nie potrafię powiedzieć, jak strasznie mi przykro. Niestety byłbym draniem, gdybym w tej sytuacji nie zaopiekował się tą dziewczyną. Na początku myślałem, że ją zostawię i… będę tylko płacił alimenty, jednak potem dotarło do mnie, że to nie tylko o nią chodzi, ale również o dziecko, które niedługo przyjdzie na świat. Nie mogę odciąć się od własnego dziecka, a co za tym idzie, od niej. Jestem im to winien. Prawdę mówiąc, jestem całkiem skołowany – jęknął żałośnie.

– Ja też – bąknęła i zamknęła oczy.

– Nawet nie jestem pewien, czy dobrze robię, ale gdybym postąpił inaczej, to do końca życia miałbym wyrzuty sumienia – ciągnął, znów czule przytulając jej dłonie do swojego policzka. – Wiem, że cię ranię. Ja też cierpię. Nawet nie wiesz, jak mi trudno. Długo myślałem, co zrobić, i w końcu podjąłem decyzję, że muszę zatroszczyć się o to dziecko… Nie chcę zachować się jak kiedyś mój ojciec, gdy zostawił mnie i matkę, rujnując nam życie i pozostawiając po sobie poczucie pustki, żalu i odrzucenia. Nigdy mu tego nie wybaczyłem. Wiem, jak to bardzo boli. Zrozum, to dziecko nie jest niczemu winne.

– A my? Co ze mną? Czy to, co nas łączy, nie ma dla ciebie żadnego znaczenia? – Znów spojrzała na niego z wyrzutem, a jej oczy wyrażały ogromne rozczarowanie.

– Ma znaczenie, dlatego było mi bardzo trudno podjąć taką decyzję. Wahałem się do ostatniej chwili.

– Ale podjąłeś ją, zanim ze mną porozmawiałeś. Uznałeś, że moje zdanie się nie liczy – odparła z goryczą.

– To nie tak. Po prostu ta ciąża jest faktem i żadne z nas nie ma już na to wpływu. Michalina, pomyśl, jak ty byś się czuła na jej miejscu, gdyby jakiś facet zostawił cię w takim stanie, bez pomocy i wsparcia.

Właśnie to robisz, padalcu, pomyślała i znów zamknęła oczy, żeby choć przez chwilę nie widzieć jego twarzy. Cały czas była otumaniona i nie mogła uwierzyć w to, co się dzieje. Miała nadzieję, że to tylko sen, a gdy się obudzi, wszystko będzie w najlepszym porządku, tak jak powinno być.

– Poza tym… muszę tam wrócić i przepracować jeszcze kilka miesięcy. Gdyby w firmie rozniosło się, że zostawiłem dziewczynę w ciąży, miałbym poważne kłopoty i zmarnowaną karierę. Wyszedłbym na nieodpowiedzialnego dupka. Ona mieszka u swoich krewnych w Wiedniu i z pewnością nie uda się zachować tego w tajemnicy. – Pochylił głowę i z czułością pocałował jej rękę. – Błagam, wybacz mi.

Nagle dotarł do niej sens jego słów, które w tej chwili zraniły ją najbardziej. Tego nie mogła i nie chciała zrozumieć. Otworzyła powieki i spojrzała na niego, a jej oczy przybrały kolor ciemnego granatu.

– Co takiego? Zmarnowaną karierę? W tej sytuacji martwisz się o swoją karierę? – wysyczała. – Ty egoisto! Ty kanalio! A co z moim życiem?!

– To nie tak. Wiem, że cię zawiodłem i nasze plany właśnie się rozpadają, ale tu chodzi głównie o moje dziecko. Zrozum, nie mogę się go wyprzeć. – Znów wrócił do poprzedniego tłumaczenia.

Michalina pomyślała o swoim dziecku i zrobiło jej się jeszcze bardziej przykro. Poczuła łzy napływające do oczu i już wiedziała, że nie wytrzyma i za chwilę wybuchnie płaczem. Nagle ogarnęła ją wściekłość, jakiej nigdy dotąd nie doświadczyła. Ta złość na sytuację, na los, na niego, na całą niesprawiedliwość tego świata musiała natychmiast eksplodować.

– Ty pierdolony gnojku!! Ty idioto!! – Zerwała się z kanapy z wrzaskiem, jednocześnie z całych sił odepchnęła chłopaka, aż ten wylądował na podłodze. – Jesteś podłym draniem! – wyrzucała z siebie słowa, coraz trudniej łapiąc oddech. – Ja też jestem… z tobą… – Chciała wykrzyczeć o swojej ciąży, gdy nagle świat zakołysał się niebezpiecznie i stracił ostrość, a parkiet zaczął odjeżdżać spod jej stóp. Nogi ugięły się w kolanach i bezwładne ciało osunęło się na podłogę. Nastąpiła ciemność.

– Co tu się dzieje?! Co to za awantura?! – Pani Basia wpadła z impetem do pokoju i na widok leżącej dziewczyny rzuciła się na kolana.

– Misiu! Córeczko, obudź się! – wołała zdenerwowana, klepiąc córkę po policzkach.

Michalina z wysiłkiem uniosła powieki i spojrzała na matkę.

Mama! Przecież ona nie wie, że jestem w ciąży, uzmysłowiła sobie. Nie może się dowiedzieć o tym w taki sposób. Jej wysokie ciśnienie tego nie wytrzyma.

Nie miała siły teraz wszystkiego tłumaczyć, nie w takich okolicznościach. Będzie musiała to zrobić na spokojnie. Odwróciła wzrok i dostrzegła przerażoną twarz klęczącego obok Macieja. Zapragnęła, żeby natychmiast zniknął jej z oczu. Nie mogła już na niego patrzeć. Nienawidziła go teraz, nienawidziła z całych sił. Miała go dość! Z wysiłkiem zwróciła się do chłopaka:

– Nie mamy sobie nic więcej do powiedzenia! – Z pomocą matki pozbierała się z podłogi i znów usiadła na kanapie. Maciej próbował pomóc, ale gwałtownie odtrąciła jego dłoń. – Nie dotykaj mnie, padalcu. Wyjdź stąd. Wyjdź natychmiast! Nie chcę cię więcej widzieć! Nigdy! – Ponownie uniosła głos, co spowodowało jeszcze większe zdziwienie matki.

– Michalina… – zaczął Maciej, zdezorientowany.

– Wynoś się! – warknęła, wskazując palcem drzwi, i znów poczuła, że słabnie. – Wynoś się i nigdy nie wracaj – dodała odrobinę spokojniej.

Chłopak, zaskoczony jej gwałtowną reakcją, przez chwilę patrzył zdumiony. Nigdy nie widział u niej takiej złości i stanowczości. Otworzył i zamknął usta, jakby chciał jeszcze coś powiedzieć, ale ostatecznie zrezygnował, po czym powoli, bez słowa, ruszył do wyjścia. Przy drzwiach odwrócił się po raz ostatni.

– Nie ma wytłumaczenia dla mojego postępku, zachowałem się jak gnojek, mimo że nie planowałem tego. Popełniłem wielki błąd, za który teraz muszę zapłacić i być może konsekwencje tego będę ponosił do końca życia. Ale wiedz, że nigdy nie przestanę cię kochać, i mam tylko nadzieję, że kiedyś mi wybaczysz. Jest mi bardzo przykro, że cię zawiodłem. Przepraszam.

– Spadaj! – wycedziła ostro.

Maciej zdjął z wieszaka kurtkę i wyszedł, zamykając za sobą drzwi. Michalinie serce waliło tak, jakby zaraz miało wyskoczyć, w gardle dusiła ją wielka klucha, aż ją momentami zatykało, a w głowie huczało jak w kominie. Jeszcze gdzieś na klatce schodowej słyszała jego oddalające się kroki, a potem zapanowała nieznośna cisza. Miała ochotę krzyczeć z bólu, żalu, rozpaczy, miłości i ze strachu. Po chwili emocje opadły, ustąpiły miejsca poczuciu bezsilności i krzywdy.

– Co się stało?! Dziecko moje!

Nomen omen, pomyślała Michalina, jakby w odpowiedzi na słowa matki, i niespodziewanie wybuchnęła głośnym płaczem, by dać upust wezbranym uczuciom, które rozsadzały ją od środka. Ukryła twarz w dłoniach. Zdezorientowana pani Basia przytuliła ją czule do siebie.

– O co się tak pokłóciliście? – zapytała i delikatnie pogładziła jej plecy.

Dziewczyna nie mogła się uspokoić. Przez dłuższy czas trwała tak wtulona w matkę, a jej ciałem wstrząsały dreszcze połączone z łkaniem. Nie wiedziała jeszcze, od czego zacząć. Dlatego teraz chciała po prostu wypłakać się w jej bezpiecznych ramionach. Jak mała dziewczynka, którą kiedyś była. Musiała wylać te gorzkie łzy i poczekać, aż ten straszny szum w głowie minie, a myśli znów staną się przejrzyste.

Trwały tak obie kilkanaście minut, zanim zaczęły rozmawiać. Dopiero wtedy córka wyjawiła przed matką tajemnicę, która miała być radosną nowiną, a stała się ciężarem. Nie było łatwo. Tak jak nie było łatwo znaleźć jakieś cudowne rozwiązanie w tej beznadziejnej sytuacji.

Wieczorem, gdy leżała już w łóżku, Michalina znów szlochała. Nie tak wyobrażała sobie dzisiejsze spotkanie z Maciejem. Miało być radośnie, cudownie. Mieli cieszyć się tym, że niedługo będą szczęśliwymi rodzicami, a niespodziewanie, w jednej chwili, wszystko się posypało. O północy pomyślała, że to nie może się tak skończyć. Zaczęła rozważać, czy zadzwonić do Macieja i z nim jeszcze porozmawiać? Nie mogła pogodzić się z myślą, że klamka zapadła i nie ma już odwrotu. Mimo wszystko powinna powiedzieć mu o ciąży. Chciała to zrobić wcześniej, gdy wściekła krzyczała na Macieja, ale zemdlała, a potem przeszkodziła jej mama, wpadając niespodziewanie do pokoju. Na końcu poniosły ją emocje i przestała racjonalnie myśleć.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij