-
nowość
-
promocja
Amanda Black i Klątwa Nilu - ebook
Amanda Black i Klątwa Nilu - ebook
Chyba jeszcze nigdy nie byłam w gorszej sytuacji.
Albo ktoś zaraz mnie uratuje, albo to będą ostatnie chwile mojego życia…
O co chodzi? Już wyjaśniam: wrzucono mnie do Nilu, mam związane ręce i nogi… no i…tonę. A jakby tego było mało, zbliża się do mnie ogromny krokodyl…
Ciocia Paula uznała, że fajnie będzie spędzić kilka dni w Kairze. Plan był taki: obejrzeć przebudzenie Nilu, wyjątkowy rytuał, który odbywa się raz na dwieście lat. Tyle że ktoś ukradł posążek Hapiego, boga rzeki, a ten zesłał plagi egipskie. Jeśli nie odzyskam figurki na czas, los rodziny Black (i los całej ludzkości) będzie zagrożony!
Czy Amanda zdoła złagodzić gniew egipskiego boga i uratować świat przed klątwą Nilu?
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Dzieci 6-12 |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8406-514-3 |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Amanda Black: odkąd jej rodzice zginęli tuż po jej urodzeniu, mieszka ze swoją ciocią Paulą. Teraz, w wieku trzynastu lat, odkryła prawdę o swoim pochodzeniu: jest dziedziczką tajnej sekty oddającej hołd egipskiej bogini Maat. Misją sekty jest znajdowanie i kradzież magicznych (albo niezupełnie magicznych) przedmiotów, które w niepowołanych rękach mogłyby być groźne dla przetrwania ludzkości. Poza tym Amanda musi sobie radzić z typowymi dla nastolatki problemami (a jest ich niemało) i codziennie trenować, żeby moce, ujawniające się od dnia, w którym skończyła trzynaście lat, mogły się w pełni rozwinąć.
Ciocia Paula: cioteczna babcia Amandy, a także jej opiekunka i wymagająca trenerka. Nikt nie zna jej wieku, ponieważ wygląda na kogoś, kto ma między trzydzieści pięć a pięćdziesiąt pięć lat. Twierdzi, że już nie jest w formie, jednak Amanda uważa, że to niezupełnie prawda: podczas swoich codziennych treningów widziała bowiem, jak ciocia dokonuje prawdziwych wyczynów. Paula zrobiłaby dla Amandy wszystko, a jej największym zmartwieniem jest trzymanie dziewczynki z dala od wszystkich niebezpieczeństw wiążących się z jej dziedzictwem, o którym Amanda dowiedziała się w wieku trzynastu lat.
Eric: najlepszy przyjaciel Amandy. Chodzi do tej samej szkoły, a oprócz tego towarzyszy jej w każdej misji. Jest prawdziwym komputerowym geniuszem i może zhakować każdą sieć. Zanim poznał Amandę, był samotnikiem, któremu wszyscy dokuczali, a teraz zyskał pewność siebie i już nikt nie staje mu na drodze… Normalna sprawa, kiedy nieustannie trzeba sobie radzić z niebezpieczeństwami, które mogą cię kosztować życie. Najbardziej na świecie Eric kocha swoją mamę, a na drugim miejscu Amandę (choć bardzo podoba mu się Esme, ich wspólna przyjaciółka).
Benson: tajemniczy lokaj rodziny Black. Zdaje się odgadywać pragnienia i potrzeby Amandy, zanim ta zdąży otworzyć usta. Pojawia się i znika niepostrzeżenie i wygląda na to, że służy w Willi Black znacznie dłużej, niż jest to możliwe: Amanda znalazła bardzo starą fotografię, na której był Benson i… wyglądał dokładnie tak samo jak teraz! Lokaj odpowiada za cały sprzęt niezbędny do każdej misji Amandy i Erica i jest wynalazcą najbardziej wyrafinowanych gadżetów. Potrafi też prowadzić samochody oraz pilotować samoloty i helikoptery trzymane w pracowni Willi Black, uczy tego także Amandę i Erica. Dla Amandy i cioci Pauli Benson jest jak członek rodziny, o czym wielokrotnie go zapewniały.
Esme: koleżanka Erica i Amandy ze szkoły. Zna dziedzictwo Amandy i zawsze jest gotowa do pomocy, kiedy przyjaciółka tego potrzebuje. Bardzo chciałaby jej towarzyszyć w misjach i liczy na to, że któregoś dnia Amanda jej to zaproponuje. Tymczasem cieszy się, że ma takich przyjaciół jak Eric i Amanda, którzy opowiadają jej o swoich najnowszych przygodach (Eric też jej się trochę podoba).
Nora: przywódczyni mieszkańców podziemi, tajnej grupy od stuleci żyjącej w sekretnych podziemiach pod miastem, w którym mieszkają Blackowie. Po nieudanych próbach stworzenia sieci handlowej z ludźmi z góry (czyli tymi z miasta) musieli zająć się kradzieżami, chociaż swoje ofiary zawsze wybierają spośród wpływowych osób. Ludzie z podziemi mają licznych agentów rozsianych po całym świecie. Ciocia Paula stara się zjednać sobie Norę dla sprawy Blacków.Miejsca
Willa Black: dom rodziny Blacków od setek lat. Amanda otrzymała willę i całą jej zawartość jako dziedzictwo, kiedy skończyła trzynaście lat. Choć z zewnątrz dom wygląda na dobrze zachowany, to wnętrze prezentuje się zupełnie inaczej. Ciocia Paula, Benson i Amanda powoli pracują nad przywróceniem willi jej splendoru. Na razie zdołali zaadaptować niektóre pokoje do codziennego użytku, ale większość pomieszczeń wciąż jest w fatalnym stanie, niemal w ruinie. Mieszkańcy Willi Black nie chcą wykorzystywać odziedziczonej przez Amandę fortuny na przeprowadzenie remontu, ponieważ obawiają się, że wówczas ktoś mógłby odkryć trzymane wewnątrz sekrety. Willa Black skrywa bowiem zagadkowe przejścia, pokoje, które pojawiają się i znikają, oraz wiele innych tajemnic, których Amanda jeszcze nie odkryła.
Pracownia: tak nazywana jest piwnica Willi Black, gdzie przygotowywane są wszystkie misje Amandy i Erica. Kryje się tu także Galeria Tajemnic, w której przechowywane są przedmioty skradzione podczas każdej misji (i dopóki będą niebezpieczne, nie opuszczą tego miejsca). Poza tym w pracowni znajdują się mocne komputery; hangar, w którym trzymane są samoloty (także naddźwiękowe), przydatne do przemieszczania się po całym świecie w rekordowym czasie; ogromna garderoba ze wszystkimi niezbędnymi ubraniami: od strojów wspinaczkowych po stroje wieczorowe; biblioteka; strefa do nauki oraz miejsce przeznaczone do treningów, które Amanda musi odbywać codziennie (drugie takie miejsce można znaleźć w ogrodzie Willi Black, choć na razie nazywanie go „ogrodem” jest dużym eufemizmem).Prolog
Chyba jeszcze nigdy nie byłam w gorszej sytuacji… A znajdowałam się już w wielu naprawdę trudnych, jak wtedy, gdy spadałam z wysokości czterystu siedemdziesięciu siedmiu metrów albo kiedy musiałam wskoczyć do pędzącego pociągu… Przypomina mi się też tamten raz, gdy uciekałam ze świątyni, która zawalała się tuż za mną, albo kiedy wisiałam nad przepaścią – między innymi.
Było tych sytuacji całkiem sporo.
Ale tej nie można porównać do żadnej z nich.
Wrzucono mnie do Nilu, mam związane ręce i nogi… Na dokładkę jestem przywiązana do wielkieeego kamienia, żebym nie wypłynęła na powierzchnię.
Tonę.
A jakby tego było mało, ogromny krokodyl o skórze chropowatej jak kora drzewa zbliża się do mnie w niepokojąco szybkim tempie. Otwarta paszcza gada pozwala mi widzieć jego zęby – ostre, trójkątne i nieregularne. Te kły wypełniają całe moje pole widzenia… Albo zwyczajnie nie mogę oderwać od nich oczu, co też jest możliwe.
Nie rozumiem, jak mogłam się znaleźć w takiej sytuacji, zwłaszcza że ponoć przyjechaliśmy do Egiptu na imprezę… Coś tam z przebudzeniem Nilu… Ciocia Paula otrzymała zaproszenie i pomyślała, że będzie fajnie, jeśli przyjedziemy tu wszyscy i odpoczniemy kilka dni.
Odpoczywać to ja będę niedługo, kiedy już skończy mi się powietrze, które zdołałam nabrać do płuc, zanim z pluskiem zanurzyłam się w wodach jednej z najdłuższych rzek świata. Z delikatnym pluskiem, bo przy mojej posturze to maksimum, na jakie mogę liczyć.
Tak, będę odpoczywać, ale już na wieki.
Moim jedynym pocieszeniem jest to, że umrę w kraju, z którego wywodzą się moi przodkowie i w którym wszystko się zaczęło… Miejsce pochodzenia Blacków… O ile można to w ogóle uznać za pocieszenie.
Tak naprawdę wolałabym nie umierać, ale biorąc pod uwagę to, kim jestem i co robię, przedwczesna śmierć była wkalkulowana w moje życie. Taka jest cena bycia dziedziczką tajnej sekty oddającej hołd egipskiej bogini Maat, sekty, która zajmuje się wycofywaniem z obiegu przedmiotów potencjalnie niebezpiecznych dla ludzkości. A przez „wycofywanie z obiegu” mam na myśli kradzież. Jestem złodziejką. I to bardzo zdolną.
Mam to we krwi.
Moje dziedzictwo obejmuje takie moce jak supersiła, superszybkość i tym podobne, ale nie sądzę, żeby w mojej obecnej sytuacji na wiele mi się przydały. Próbowałam już rozerwać liny, które krępują mi ręce i nogi, ale są na tyle grube, żeby nie zerwał ich ktoś taki jak ja.
Czuję, że już dłużej nie utrzymam powietrza w płucach.
Z moich ust uciekają miękkie, lśniące i idealnie okrągłe bąbelki powietrza niczym bańki mydlane. Odprowadzam je wzrokiem, gdy tak wznoszą się w stronę powierzchni, w stronę tlenu, w stronę ocalenia. Bardzo chciałabym im towarzyszyć, lecz nie pozwalają mi na to więzy – i oczywiście kamień.
Albo ktoś zaraz mnie uratuje, albo to będą ostatnie chwile mojego życia.1
– Ciociu, zaczekaj na mnie! Nie idź tak prędko! – wykrzyknęłam, przyspieszając kroku.
Próbowaliśmy torować sobie drogę między tłumem ludzi, który wypełniał wąskie, zygzakowate alejki kairskiego suku*. A raczej to ja próbowałam, ponieważ reszta mojej grupy (składającej się z cioci Pauli, lorda Thomsinga, Bensona i Erica) miała nade mną sporą przewagę.
Poruszanie się tymi uliczkami było przygodą samą w sobie. Wpadałam na przechodniów, turystów i handlarzy, a mój nos zderzał się czołowo z aromatami przypraw, niekiedy słodkimi, czasami pikantnymi, które się unosiły w powietrzu. Kurz sprawiał, że łzawiły mi oczy, co prawie nie pozwalało mi podziwiać piękna budynków i łuków w stylu mameluckim (o tym powiedziała mi ciocia Paula, bo nie miałam zielonego pojęcia). A jednocześnie z powodu pośpiechu cioci, by dotrzeć do celu, nie mogłam się zatrzymać i obejrzeć towarów oferowanych przez miejscowych rzemieślników na stoiskach i w warsztatach. Targ powstał w XIV wieku i musiałam przyznać, że było tu naprawdę wspaniale. Trochę zbyt dużo ludzi, ale koniec końców wspaniale.
Zaledwie dwa dni wcześniej moja ciocia otrzymała tajemniczą kopertę. Miała ona delikatny złoty kolor, a cała krawędź, zarówno z przodu, jak i z tyłu, była obwiedziona cienką, błyszczącą czarną linią. Wszystko, co zdołałam zobaczyć, to imię i nazwisko nadawcy (niejaki Zahi Hewiss) oraz pieczęć lakową, która gwarantowała, że koperta nie była wcześniej otwierana.
Kiedy Benson przekazał cioci korespondencję, nie mogła się powstrzymać i krzyknęła podekscytowana. Uroczyście otworzyła kopertę i wyjęła z niej czarną i błyszczącą kartkę. Tekst napisano atramentem, który świecił złocistym blaskiem. Z łakomym wzrokiem ciocia przysunęła sobie kartkę do oczu, żeby ją przeczytać, i dziwny atrament oświetlił rysy jej twarzy.
Zanim się odezwałam, odczekałam chwilę, czyli około dwie sekundy, ponieważ od razu zauważyłam, że zawartość tej koperty „teleportowała” moją ciocię w jakieś nieznane mi miejsce.
– Co to jest, ciociu? – zapytałam, starając się ukryć zaciekawienie.
– To? – odpowiedziała pytaniem, wracając do teraźniejszości. Zauważyła moje zainteresowanie i zamierzała mnie torturować. – To najlepsze, co nas spotkało od bardzo dawna… To zaproszenie.
– Otrzymujemy dużo zaproszeń, co takiego wyjątkowego jest akurat w tym? – chciałam wiedzieć.
– Przysłał je mój przyjaciel. Znamy się od dziecka.
– Aha… – Wzięłam głęboki oddech. – Coś więcej?
– Jest kustoszem Muzeum Egipskiego w Kairze…
– I co napisał?! – wrzasnęłam w końcu, próbując wyrwać jej kartkę. Byłam jednak zbyt wolna, bo roześmiana ciocia zabrała ją z zasięgu mojej ręki.
– Jedziemy do Egiptu – oznajmiła, kiedy uznała, że wycierpiałam już wystarczająco dużo. – Mój przyjaciel zaprasza nas dwie wraz z osobami towarzyszącymi na uroczystość, która zdarza się raz w życiu. To wydarzenie historyczne, wyjątkowe. Przebudzenie Nilu.
– Przebudzenie Nilu? A co to znaczy? Nie jest obudzony?
Ciocia Paula znowu się roześmiała.
– Nie, nie jest. I chodzi o to, żeby do tego nie dopuścić właśnie dzięki temu rytuałowi – wytłumaczyła. – Legenda głosi, że co dwieście lat Nil się budzi i wybucha gniewem, i jeśli nie zrobi się nic, żeby do tego nie doszło, plagi pokryją Ziemię…
– Jakie plagi? – przerwałam jej.
– Sprawdźmy, czy pamiętam… – Ciocia zmrużyła oczy, próbując sobie przypomnieć. – Pierwsza jest taka, że woda zamieni się w krew, druga to inwazja żab, później wszy, następnie much, a potem pomór bydła. – Za każdym razem, gdy wymieniała jedną plagę, podnosiła palec. Podniosła już wszystkie palce lewej dłoni i zaczęła podnosić palce prawej. – Dalej wrzody… Od tego momentu robi się jeszcze bardziej nieciekawie, bo kolejne plagi to grad oraz ogień, plaga szarańczy i koników polnych, plaga ciemności i na końcu śmierć pierworodnych… Tyle. Chyba nie pominęłam żadnej.
– Rany… Faktycznie lepiej, żeby Nil się nie przebudził… – powiedziałam z westchnieniem.
– Och, kochanie, tak naprawdę to tylko impreza, którą organizuje się co dwieście lat… A także doskonała okazja, żebyśmy odwiedziły kraj, z którego wywodzą się Blackowie. Będzie wspaniale… Rytuał usypiania wód odbywa się po to, żeby bóg Nilu, zwany Hapim, się nie wściekł i żeby plagi nie opanowały Zieeeeeemiiiiii – dokończyła ponurym tonem.
Roześmiałam się. Ciocia Paula była w świetnym nastroju. Perspektywa wyjazdu do Egiptu sprawiła, że promieniała ze szczęścia.
– Ten cały Hapi chyba nie jest taki zły, skoro wystarczy zwykła impreza, żeby się zrelaksował – powiedziałam, nadal się śmiejąc.
– Zobaczysz, Amando, będzie wesoło… – przekonywała. W połowie zdania przyszło jej do głowy coś jeszcze i otworzyła szeroko oczy. Czekałam cierpliwie, aż ciocia to z siebie wyrzuci, chociaż już się domyślałam, co to będzie. – Zostaniemy tam kilka dni dłużej i zwiedzimy Egipt! Zawsze chciałam tam wrócić.
Wyobrażałam sobie, że ta cała impreza będzie strasznie drętwa. Na pewno pełna starszych i nudnych ludzi rozmawiających o nudnych rzeczach i upijających małe nudne łyki ze swoich kieliszków zawsze pełnych wina. Ale jeśli ten wyjazd obejmował także wakacje (i opuszczenie lekcji) i jeśli do tego moja ciocia była taka szczęśliwa, to nie miałam nic przeciwko.
Po „wypadku” z Nefrytowym Dzwonkiem obawiałam się, że nasza relacja nie będzie już taka sama. Powoli jednak doszłyśmy do siebie po tym wszystkim, co się wtedy wydarzyło… Poza tym mogłam zabrać osobę towarzyszącą i nie miałam wątpliwości, kto nią będzie: Eric, mój najlepszy przyjaciel. Oczywiście jeśli zechce.
A chciał.
Powiedział coś w stylu, że nie co dzień trafia się zaproszenie na historyczne wydarzenie. I to w Egipcie! Miał wielką ochotę poznać ten kraj, jego świątynie, piramidy i wielowiekowe grobowce z równie wielowiekowymi mumiami. Jedyne, co go trochę martwiło, to czy uda mu się przekonać mamę, żeby pozwoliła mu jechać. Ciocia Paula zadzwoniła więc do mamy Erica i porozmawiała z nią przez kilka minut, a kiedy się rozłączyła, jej uśmiech powiedział mi to, co chciałam wiedzieć: Eric mógł mi towarzyszyć. Z okrzykiem ekscytacji pobiegłam na piętro, żeby wybrać rzeczy, które zabiorę na pierwsze w swoim życiu wakacje. Wreszcie podróż, w trakcie której będę mogła coś zwiedzić! Żadnych misji! Żadnego ścigania się z czasem! Żadnych niebezpieczeństw! Zwyczajne wakacje!
W ciągu zaledwie paru godzin spakowałyśmy walizki, a mój przyjaciel i lord Thomsing, który dołączył do nas jako osoba towarzysząca cioci Pauli, przyjechali już do naszego domu. Ciocia i lord Thomsing dalej się spotykali i wyglądali na jeszcze bardziej zakochanych. Cieszyłam się, bo ciocia zasługiwała na to, żeby być szczęśliwa. Bardzo szczęśliwa. Zbyt długo zajmowała się tylko dbaniem o mnie i niemal zapomniała przeżywać własne życie. Tak, zasługiwała na szczęście u boku lorda Thomasa.
Niedługo potem z najlepszymi strojami starannie złożonymi w walizkach wylecieliśmy jednym z naszych samolotów w kierunku Kairu.
Oczywiście towarzyszył nam również Benson, który perspektywą odwiedzenia Egiptu był podekscytowany tak samo albo nawet bardziej niż ciocia Paula, ponieważ – jak powiedział – nie był tam od wieków. Zaproponowałam, że odstąpię mu swoje zaproszenie na rytuał usypiania wód, ale najwyraźniej nie mogłam się tak łatwo wymigać od tej nudnej imprezy pełnej nudnych ludzi, ponieważ on otrzymał własne zaproszenie. W trakcie lotu ciocia Paula opowiadała nam historie o Egipcie, o bogu Hapim i o wielu innych bogach czczonych w starożytności. Oprócz tego nauczyła nas pisać hieroglifami imię Hapi, choć zastrzegła, że można to zrobić na różne sposoby. Dzięki temu podróż minęła nam błyskawicznie i zanim się zorientowaliśmy, już lądowaliśmy w Kairze.
No i teraz byłam tutaj, w mojej najbardziej eleganckiej sukience i moich najbardziej niewygodnych butach, przyspieszając kroku w alejkach suku (po tym, jak wcześniej napiliśmy się herbaty w lokalu sprzedawcy antyków, wieloletniego przyjaciela mojej cioci i Bensona), starając się zdążyć na rozpoczęcie rytuału.
Nie wyobrażałam sobie jednak, że nie będzie to mój ostatni bieg tego wieczoru.
------------------------------------------------------------------------
1.
* Suk – bazar.