Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Amerykańska polityka zagraniczna 1776–2025 - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
25 maja 2026
5391 pkt
punktów Virtualo

Amerykańska polityka zagraniczna 1776–2025 - ebook

Stany Zjednoczone liczą jako państwo 250 lat, ale na arenie międzynarodowej zaistniały jako mocarstwo dopiero w XX wieku. Przeszły długą drogę od swoistej separacji i pilnowania swych interesów na półkuli zachodniej do światowej dominacji. Zgodnie z amerykańską Konstytucją formułowanie założeń i realizacja polityki zagranicznej stanowią prerogatywę prezydenta (któremu pomaga sekretarz stanu), pewne uprawnienia w tej dziedzinie ma też Kongres. Począwszy od Franklina D. Roosevelta, który był lokatorem Białego Domu w latach 1932–1945, kolejni prezydenci tworzyli własne modele działania wobec sojuszników i wrogów w różnych częściach świata. Rządy i opozycje w wielu krajach oczekiwały pomocy ze strony Stanów Zjednoczonych. Mimo to po jej udzieleniu niejednokrotnie krytykowano Amerykę za ingerowanie w wewnętrzne kwestie innych państw.

Profesor Zbigniew Lewicki, znawca historii i polityki Stanów Zjednoczonych, w sposób syntetyczny i przystępny ukazuje amerykańską politykę zagraniczną oraz jej głównych kreatorów od chwili uzyskania niezależności w 1776 roku aż do czasów współczesnych, do początku drugiej prezydentury Donalda Trumpa.

Kategoria: Politologia
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-11-18908-9
Rozmiar pliku: 11 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

WSTĘP

Książka sta­nowi mery­to­ryczną, choć nie for­malną, kon­ty­nu­ację _Histo­rii Sta­nów Zjed­no­czo­nych Ame­ryki_, wyda­nej przez wydaw­nic­two Bel­lona w 2024 r. Kwe­stie poli­tyki zagra­nicz­nej były wpraw­dzie w niej uwzględ­nione, ale z koniecz­no­ści bez szcze­gó­ło­wego ich oma­wia­nia, stąd potrzeba odręb­nej publi­ka­cji.

Stany Zjed­no­czone liczą jako pań­stwo 250 lat, ale na are­nie mię­dzy­na­ro­do­wej zaist­niały w isto­cie dopiero w XX w. Do czasu II wojny świa­to­wej kolejni pre­zy­denci, z nie­wiel­kimi tylko wyjąt­kami, nie widzieli potrzeby poświę­ca­nia uwagi kwe­stiom wykra­cza­ją­cym poza obszar pań­stwa. To spra­wia, że w niniej­szym opra­co­wa­niu, podob­nie jak w wielu innych, ich poglądy są przed­sta­wiane zbior­czo. Dopiero od Fran­klina D. Roose­velta każdy z kolej­nych loka­to­rów Bia­łego Domu two­rzył wła­sny model postę­po­wa­nia w sto­sunku do sojusz­ni­ków i opo­nen­tów w róż­nych czę­ściach świata i ich poli­tyka zagra­niczna pre­zen­to­wana jest w odręb­nych roz­dzia­łach.

Wszyst­kie nie­mal decy­zje podej­mo­wane w poli­tyce zagra­nicz­nej są uwa­run­ko­wane kwe­stiami wewnętrz­nymi, nie­mniej dla jasno­ści wywodu ten aspekt jest w nie­wiel­kim tylko stop­niu uwzględ­niany w niniej­szej publi­ka­cji. Istotną kwe­stią jest nato­miast odbiór przez inne pań­stwa anga­żo­wa­nia się Waszyng­tonu w wyda­rze­nia spoza jego for­mal­nej jurys­dyk­cji. Rządy i opo­zy­cja w wielu kra­jach ocze­ki­wały pomocy ze strony Sta­nów Zjed­no­czo­nych, by po jej udzie­le­niu kry­ty­ko­wać Ame­rykę za inge­ro­wa­nie w wewnętrzne kwe­stie innych państw.

Opra­co­wa­nie niniej­sze sta­nowi moż­li­wie bez­stronną syn­tezę decy­zji podej­mo­wa­nych przez Waszyng­ton w zakre­sie poli­tyki zagra­nicz­nej, nie zaś ich szcze­gó­łową ana­lizę. Oma­wia­nie argu­men­tów for­mu­ło­wa­nych przez poszcze­gól­nych poli­ty­ków ame­ry­kań­skich mogłoby być nie­czy­telne i nużące dla nie­ame­ry­kań­skiego odbiorcy. Sta­no­wi­ska takie nie są jed­nak pomi­jane tam, gdzie przy­czy­niały się w istot­nej mie­rze do wypra­co­wa­nia osta­tecz­nych decy­zji.

Zgod­nie z Kon­sty­tu­cją Sta­nów Zjed­no­czo­nych for­mu­ło­wa­nie i reali­za­cja ame­ry­kań­skiej poli­tyki zagra­nicz­nej sta­nowi pre­ro­ga­tywę pre­zy­denta. Kon­sty­tu­cja daje jed­nak pewne upraw­nie­nia w tym zakre­sie Kon­gre­sowi, co ten czę­sto inter­pre­tuje roz­sze­rza­jąco. Spory tych gałęzi wła­dzy poja­wiły się już za kaden­cji Geo­rge’a Washing­tona w końcu XVIII w. i trwają ze zmien­nym natę­że­niem po dziś dzień. Także i one uka­zy­wane są w niniej­szym opra­co­wa­niu w syn­te­tycz­nej for­mie i zasad­ni­czo tylko na tyle, na ile w istotny spo­sób wpły­nęły na osta­teczny kształt decy­zji ame­ry­kań­skich.

Ame­ryka prze­cho­dzi obec­nie okres sil­nej pola­ry­za­cji poli­tycz­nej, a jeden z zasad­ni­czych spo­rów doty­czy kwe­stii języ­ko­wych. Trudno z per­spek­tywy innej kul­tury oce­niać rze­czy­wi­stą kono­ta­cję róż­nych ter­mi­nów okre­śla­ją­cych współ­cze­snych potom­ków nie­gdy­siej­szych nie­wol­ni­ków, odrębną kwe­stią jest jed­nak mecha­niczne trans­po­no­wa­nie tych okre­śleń do wła­snego języka. Kalka, jaką sta­nowi okre­śle­nie „Afro­ame­ry­ka­nin”, nie tylko brzmi nie­na­tu­ral­nie w pol­sz­czyź­nie, lecz także fał­szy­wie suge­ruje podział oby­wa­teli Sta­nów Zjed­no­czo­nych na Ame­rykanów i „Afro­ame­ry­ka­nów”. Co wię­cej, rodzi pokusę two­rze­nia kolej­nych neo­lo­gi­zmów, takich jak cho­ciażby „Pola­me­ry­ka­nin” w odnie­sie­niu do pol­skich imi­gran­tów i ich potom­ków. W niniej­szym opra­co­wa­niu poja­wiają się ter­miny „czarny”, sto­so­wany zarówno rze­czow­ni­kowo, jak i przy­miot­ni­kowo, oraz rzadko „Murzyn” i „murzyń­ski”, które to okre­śle­nia nie mają w opra­co­wa­niu zabar­wie­nia pejo­ra­tyw­nego.

W niniej­szym opra­co­wa­niu, podob­nie jak w poprzed­nich, uwzględ­nia się potrzebę korekty błęd­nych ter­mi­nów przy­ję­tych w pol­skiej histo­rio­gra­fii. Przy­jęte w języku pol­skim słow­nic­two w wielu przy­pad­kach nasuwa istotne wąt­pli­wo­ści. Naj­bar­dziej ude­rza­ją­cym tego przy­kła­dem jest słowo _nation_, nie­mal zawsze odda­wane jako „naród”, a w isto­cie ozna­cza­jące przede wszyst­kim „pań­stwo”. W rezul­ta­cie _Uni­ted Nations Orga­ni­za­tion_ to w języku pol­skim „Orga­ni­za­cja Naro­dów Zjed­no­czo­nych”, choć prze­cież w skład tej insty­tu­cji wcho­dzą nie narody, lecz pań­stwa.

Kolejny błąd doty­czy tłu­ma­cze­nia ter­minu _amend­ment_ jako „poprawka” (kon­sty­tu­cyjna). Zgod­nie z obo­wią­zu­ją­cymi w Pol­sce zasa­dami tech­niki pra­wo­daw­czej poprawki wnosi się do pro­jektu aktu praw­nego, nato­miast już ist­nie­ją­cego doku­mentu nie popra­wia się, lecz nowe­li­zuje. Dla­tego w niniej­szym opra­co­wa­niu używa się kon­se­kwent­nie wła­ści­wego ter­minu „nowela”.

Kolejny pro­blem mery­to­ryczny doty­czy pojęć _Dec­la­ra­tion of Inde­pen­dence_ oraz _War of Inde­pen­dence_. Miesz­kańcy bry­tyj­skich kolo­nii w Ame­ryce byli pod­da­nymi Korony, a nie sko­lo­ni­zo­wa­nymi tubyl­cami i wal­czyli nie o „nie­pod­le­głość”, lecz o „nie­za­leż­ność”, z naci­skiem na samo­dziel­ność gospo­dar­czą. Błędne tłu­ma­cze­nia oby­dwu ter­mi­nów utrwa­liły się w pol­skiej histo­rio­gra­fii, nie­mniej w niniej­szym opra­co­wa­niu przy­wraca się wła­ściwe pol­skie słow­nic­two.

Dla unik­nię­cia nie­po­ro­zu­mień nazwy insty­tu­cji i doku­men­tów fede­ral­nych podaje się wielką literą (Kon­sty­tu­cja, Sąd Naj­wyż­szy), nato­miast ich sta­no­wych odpo­wied­ni­ków małą (kon­sty­tu­cja, sąd naj­wyż­szy).

Pewną trud­ność nasuwa nie­mal zawsze inter­pre­ta­cja kwot poda­wa­nych w doku­men­tach z epoki. Nie ma jed­no­li­tego prze­licz­nika dolara sprzed lat na jego dzi­siej­szą war­tość. W niniej­szym opra­co­wa­niu wyko­rzy­stuje się dane doty­czące siły nabyw­czej pie­nią­dza wyli­czone na stro­nie www.measu­rin­gworth.com. Poda­wane są one w nawia­sach kwa­dra­to­wych tam, gdzie ma to zna­cze­nie dla wywodu.

* * *

W tek­ście poja­wiać się mogą poje­dyn­cze sfor­mu­ło­wa­nia użyte i we wcze­śniej­szych książ­kach mojego autor­stwa, co jest nie do unik­nię­cia przy publi­ka­cjach doty­czą­cych pokrew­nej tema­tyki. Ich łączna obję­tość nie prze­kra­cza 1% tek­stu, co nie naru­sza przy­ję­tych norm.

Wszyst­kie odwo­ła­nia do źró­deł inter­ne­to­wych zostały spraw­dzone 10 stycz­nia 2026 r., co eli­mi­nuje potrzebę poda­wa­nia w każ­dym przy­padku daty odczy­ta­nia strony WWW.I. CZAS TWORZENIA

Jeżeli zaak­cep­to­wać tra­dy­cyjny pogląd, że poli­tyka zagra­niczna odnosi się do decy­zji pań­stwa, które mają bez­po­średni wpływ na inny kraj, to histo­ria ame­ry­kań­skiej poli­tyki zagra­nicz­nej roz­po­czyna się wraz z utwo­rze­niem Sta­nów Zjed­no­czo­nych w lipcu 1776 r. W rze­czy­wi­sto­ści jed­nak jej pierw­sze ele­menty poja­wiły się już wcze­śniej. Dwu­dzie­stego dzie­wią­tego listo­pada 1775 r. Kon­gres Kon­ty­nen­talny powo­łał do życia Komi­tet Taj­nej Współ­pracy (_Com­mit­tee of Secret Com­mu­ni­ca­tion_) „w celu utrzy­my­wa­nia kon­tak­tów z naszymi przy­ja­ciółmi w Wiel­kiej Bry­ta­nii, Irlan­dii i innych czę­ściach świata”¹. W skład tego ciała wcho­dziło pię­ciu pro­mi­nent­nych poli­ty­ków, z któ­rych jeden, Ben­ja­min Fran­klin, miał szcze­gól­nie liczne kon­takty w Euro­pie. Jed­nym z pierw­szych pod­ję­tych przez niego dzia­łań był udział w pod­ję­tej zimą na prze­ło­mie 1775/1776 r. pró­bie anek­sji Kanady.

Przez pierw­sze mie­siące swego ist­nie­nia Komi­tet nie mógł jed­nak liczyć na poważne trak­to­wa­nie za gra­nicą, czego przy­czynę naj­zwięź­lej wyra­ził Richard Henry Lee: „Żadne pań­stwo w Euro­pie nie będzie ani pak­to­wać, ani han­dlo­wać z nami tak długo, jak długo będziemy uwa­żać się za pod­da­nych Wiel­kiej Bry­ta­nii”². Tym samym Lee jed­no­znacz­nie wska­zy­wał na nie­zbęd­ność zade­kla­ro­wa­nia nie­za­leż­no­ści kolo­nii: „Zatem to nie wybór, ale koniecz­ność wymaga Nie­za­leż­no­ści jako jedy­nego spo­sobu zawar­cia soju­szów”³. Na koniecz­ność pod­ję­cia takiej decy­zji wska­zy­wał także Tho­mas Paine, autor bro­szury _Com­mon Sense_, jed­nego z naj­sku­tecz­niej­szych tek­stów pro­pa­gandy poli­tycz­nej w histo­rii. Osta­tecz­nie 2 lipca 1776 r. przed­sta­wi­ciele kolo­nii zde­cy­do­wali o „roz­wią­za­niu wię­zów poli­tycz­nych” łączą­cych je z Wielką Bry­ta­nią.

Nato­miast nawią­zy­wa­nie i utrzy­my­wa­nie kon­tak­tów z fran­cu­skimi sym­pa­ty­kami było o tyle uła­twione, że Fran­cja pra­gnęła rewanżu za klę­skę, jaką ponio­sła na kon­ty­nen­cie ame­ry­kań­skim pod­czas wojny sied­mio­let­niej. 3 marca 1776 r. Komi­tet wysłał do Fran­cji Silasa Deane’a (który oka­zał się póź­niej agen­tem bry­tyj­skim), a 26 wrze­śnia usta­no­wił ofi­cjalną dele­ga­cję w Paryżu, w skład któ­rej poza Deanem weszli też Ben­ja­min Fran­klin i Arthur Lee. Sta­no­wi­sko Fran­cji miało klu­czowe zna­cze­nie dla prze­biegu i powo­dze­nia Rewo­lu­cji Ame­ry­kań­skiej, a w dzia­ła­niach na rzecz zbun­to­wa­nych kolo­ni­stów ważną rolę ode­grał ze strony fran­cu­skiej Pierre Beau­mar­chais. Nie­mniej John Adams dostrze­gał nie­bez­pie­czeń­stwo zwią­zane z zawie­ra­niem sta­łego poro­zu­mie­nia z Fran­cją: „Nie powin­ni­śmy zawie­rać z nią soju­szu, który mógłby nas uwi­kłać w przy­szłe wojny w Euro­pie; zacho­wa­nie cał­ko­wi­tej neu­tral­no­ści powinno sta­no­wić pierw­szą zasadę i mak­symę, o któ­rej nie należy ni­gdy zapo­mi­nać pod­czas wszyst­kich przy­szłych wojen euro­pej­skich”⁴.

Dele­ga­cja ame­ry­kań­ska z powszech­nie podzi­wia­nym Ben­ja­mi­nem Fran­kli­nem przy­była do Paryża w grud­niu 1776 r., jed­nak przez ponad rok nie uda­wało się prze­ko­nać Ludwika XVI do zawar­cia trak­tatu ze Sta­nami Zjed­no­czo­nymi. Wyra­ził on jedy­nie zgodę na udzie­le­nie Unii pożyczki oraz prze­sy­ła­nie za ocean broni i amu­ni­cji. Ani on sam, ani nikt pra­wie nie wie­rzył, że słabo zor­ga­ni­zo­wane i uzbro­jone siły rebe­lian­tów są warte anga­żo­wa­nia się po ich stro­nie.

Nato­miast Kon­gres dzia­łał i 18 lipca 1776 r. zatwier­dził przed­ło­żony przez Johna Adamsa tzw. Plan z 1776 r., który był mode­lo­wym tek­stem trak­tatu mię­dzy­na­ro­do­wego. Zawie­rał on mię­dzy innymi zasadę, że poza kon­tra­bandą, czyli bro­nią i amu­ni­cją, towary jed­nego z uczest­ni­ków kon­fliktu zbroj­nego prze­wo­żone na stat­kach neu­tral­nych nie pod­le­gają kon­fli­ska­cie przez drugą z woju­jącch stron. Jed­nostki mor­skie strony wal­czą­cej mia­łyby jedy­nie prawo do kon­fi­skaty kon­tra­bandy prze­zna­czo­nej dla prze­ciw­nika. Stany Zjed­no­czone korzy­stały z tego modelu, zawie­ra­jąc umowy z Holan­dią (w 1782 r.), Szwe­cją (w 1783 r.), Pru­sami (w 1785 r.) i Maro­kiem (w 1786 r.).

Nato­miast sta­no­wi­sko Fran­cji ule­gło zmia­nie w wyniku klę­ski gene­rała Johna Bur­goyne’a pod Sara­togą w paź­dzier­niku 1777 r. 6 lutego 1778 r. Fran­cja pod­pi­sała ze Sta­nami Zjed­no­czo­nymi trak­tat han­dlowy, a przede wszyst­kim zawarła sojusz woj­skowy, który miał obo­wią­zy­wać po ewen­tu­al­nym wypo­wie­dze­niu przez Wielką Bry­ta­nię wojny Fran­cji. Paryż zde­cy­do­wał się na zawar­cie trak­tatów głów­nie z tego powodu, że po bitwie pod Sara­togą Lon­dyn wyra­żał zain­te­re­so­wa­nie pogo­dze­niem się ze Sta­nami Zjed­no­czo­nymi. Nie doszło do tego tylko dla­tego, że król fran­cu­ski chciał pod­pi­sać umowy z każdą z byłych kolo­nii osobno, na co te nie wyra­żały zgody.

Pomoc Fran­cji na­dal jed­nak ogra­ni­czała się do dostaw broni i pro­chu strzel­ni­czego. Nie było to bez zna­cze­nia, ale nie mogło pro­wa­dzić do poko­na­nia Bry­tyj­czy­ków. Jedyna próba współ­dzia­ła­nia wojsk Armii Kon­ty­nen­tal­nej z fran­cu­skimi oddzia­łami i mary­narką wojenną w bitwie o Rhode Island 29 sierp­nia 1778 r. zakoń­czyła się nie­po­wo­dze­niem, podob­nie jak walka o odzy­ska­nie utra­co­nego wcze­śniej mia­sta i portu Savan­nah w Geo­r­gii, toczona mię­dzy 16 wrze­śnia a 18 paź­dzier­nika 1779 r. W trak­cie jed­nego ze starć śmierć poniósł wów­czas Kazi­mierz Puła­ski.

W lipcu 1780 r. do Ame­ryki przy­było 7 tys. żoł­nie­rzy fran­cu­skich pod dowódz­twem Jean-Bap­ti­ste’a Rocham­beau. Jed­nak siły te przez rok bier­nie sta­cjo­no­wały w New­port w sta­nie Rhode Island, zanim wspól­nie z woj­skiem Geo­rge’a Washing­tona przy­stą­piły do oble­ga­nia York­town w Wir­gi­nii. Prze­by­wa­jące tam oddziały bry­tyj­skie oraz najem­nicy hescy pod dowódz­twem gene­rała Char­lesa Corn­wal­lisa zostały zmu­szone 19 paź­dzier­nika 1781 r. do kapi­tu­la­cji, co prak­tycz­nie zakoń­czyło Wojnę o Nie­za­leż­ność.

Na tere­nie Ame­ryki Pół­noc­nej na­dal jed­nak pozo­sta­wały znaczne siły bry­tyj­skie, które kon­tro­lo­wały mię­dzy innymi klu­czowe porty w Nowym Jorku, Savan­nah i Char­les Town. W Lon­dy­nie nasi­lało się jed­nak prze­ko­na­nie, że Korona stra­ciła już za dużo żoł­nie­rzy oraz pie­nię­dzy. 27 lutego 1782 r. Izba Gmin zde­cy­do­wała, że Wielka Bry­ta­nia powinna skon­cen­tro­wać się na kon­flik­tach z Fran­cją oraz Hisz­pa­nią, co dało asumpt do roz­po­czę­cia nego­cja­cji poko­jo­wych w Paryżu. Stany Zjed­no­czone dążyły w nich przede wszyst­kim do for­mal­nego uzna­nia przez Lon­dyn ich suwe­ren­no­ści, ale także do uzy­ska­nia praw poło­wo­wych u atlan­tyc­kich wybrzeży bry­tyj­skiej Kanady oraz do prze­ka­za­nia im czę­ści, a nawet cało­ści, Kanady. Wielka Bry­ta­nia odrzu­cała te rosz­cze­nia, mając nadzieję nie dopu­ścić do bli­skich związ­ków nowej Unii z Fran­cją.

Rewo­lu­cję Ame­ry­kań­ską zakoń­czyło pod­pi­sa­nie 3 wrze­śnia 1783 r. Trak­tatu Pary­skiego. Prze­wi­dy­wano w nim mię­dzy innymi opusz­cze­nie przez Bry­tyj­czy­ków wszyst­kich sied­miu for­tów na gra­nicy Sta­nów Zjed­no­czo­nych z bry­tyj­ską Kanadą, a z dru­giej strony wypłatę odszko­do­wań dla zwo­len­ni­ków Korony za majątki utra­cone przez nich wsku­tek wymu­szo­nej emi­gra­cji oraz ure­gu­lo­wa­nie zadłu­że­nia zacią­gnię­tego wobec wie­rzy­cieli bry­tyj­skich przed wybu­chem Rewo­lu­cji. Nego­cja­to­rzy ame­ry­kań­scy sta­rali się zale­cić Kon­gre­sowi, by ten naka­zał sta­nom speł­nie­nie żądań bry­tyj­skich, choć nie miał on upraw­nień do takich dzia­łań. Zakres kom­pe­ten­cji orga­nów Unii okre­ślały bowiem przy­jęte w 1781 r. Arty­kuły Kon­fe­de­ra­cji, nader nie­udany doku­ment kon­sty­tu­cyjny, któ­rego pod­sta­wo­wym man­ka­men­tem było uza­leż­nia­nie każ­dej istot­nej decy­zji od zgody wszyst­kich sta­nów. Trak­tat Pary­ski zawie­rał też posta­no­wie­nie, zgod­nie z któ­rym „Żegluga po rzece Mis­si­sipi, od jej źró­deł do oce­anu, pozo­sta­nie na zawsze wolna i otwarta dla pod­da­nych Wiel­kiej Bry­ta­nii i oby­wa­teli Sta­nów Zjed­no­czo­nych”⁵. Z kolei edykt kró­lew­ski z 1788 r. pre­cy­zo­wał, że Ame­ry­ka­nie mają prawo spła­wiać towary po Mis­si­sipi pod warun­kiem wpła­ca­nia 15% podatku. Mogli też skła­do­wać je w por­cie w ocze­ki­wa­niu na statki oce­aniczne po uisz­cze­niu 6% podatku eks­por­to­wego.

Rów­no­le­gle z tymi wyda­rze­niami ule­gał zmia­nie sta­tus kon­gre­so­wego Komi­tetu Taj­nej Współ­pracy. 17 kwiet­nia 1777 r. jego nazwę zmie­niono na Komi­tet Spraw Zagra­nicz­nych, 20 paź­dzier­nika 1781 r. prze­kształ­ca­jąc go w Depar­ta­ment Spraw Zagra­nicz­nych. Sto­jący na jego czele sekre­tarz mógł uczest­ni­czyć w obra­dach Kon­gresu, gdzie nie miał jed­nak prawa głosu. Jako pierw­szy funk­cję tę peł­nił Robert S. Living­ston, a gdy w 1783 r. zre­zy­gno­wał z niej, rok trwało poszu­ki­wa­nie następcy. W grud­niu 1784 r. został nim John Jay, wspo­ma­gany przez czte­rech urzęd­ni­ków, wspól­nie z nim ulo­ko­wa­nych w dwóch izbach tawerny.

Pro­wa­dze­nie sku­tecz­nej poli­tyki zagra­nicz­nej unie­moż­li­wiała jed­nak Kon­gre­sowi kon­struk­cja Arty­ku­łów Kon­fe­de­ra­cji, która, co wię­cej, sta­no­wiła zagro­że­nie dla suwe­ren­no­ści pań­stwa nie­mo­gą­cego się bro­nić przed ata­kiem ani z połu­dnia i połu­dnio­wego zachodu, ani z pół­nocy i pół­noc­nego zachodu. Zda­niem wybit­nego bada­cza histo­rii Sta­nów Zjed­no­czo­nych „Nic nie przy­czy­niło się bar­dziej bez­po­śred­nio do uchwa­le­nia Kon­sty­tu­cji z 1787 r. niż nara­sta­jące prze­ko­na­nie, że zgod­nie z Arty­ku­łami Kon­fe­de­ra­cji Kon­gres nie mógł sku­tecz­nie i bez­piecz­nie pro­wa­dzić poli­tyki zagra­nicz­nej”⁶.

Pierw­sze zagro­że­nie doty­czyło Hisz­pa­nii, która w trak­cie Wojny o Nie­za­leż­ność była sojusz­ni­kiem Fran­cji. Nie była nato­miast sojusz­ni­kiem Sta­nów Zjed­no­czo­nych, głów­nie dla­tego, że wspie­ra­nie kolo­nii mogło zostać źle odczy­tane przez miesz­kań­ców jej wła­snych posia­dło­ści. Gdy Kon­gres wysłał do Madrytu Johna Jaya jako ofi­cjal­nego przed­sta­wi­ciela Sta­nów Zjed­no­czo­nych, przez dwu­ipół­letni czas swego pobytu nie został on ani razu przy­jęty na dwo­rze. Co waż­niej­sze, pod­pi­sany 3 wrze­śnia 1783 r. trak­tat bry­tyj­sko-hisz­pań­ski nie zawie­rał zobo­wią­za­nia do utrzy­ma­nia swo­bod­nej żeglugi na Mis­si­sipi i w 1784 r. Hisz­pa­nia zamknęła dla Ame­ry­ka­nów port w Nowym Orle­anie, co nie­mal spa­ra­li­żo­wało gospo­darkę zachod­nich obsza­rów ówcze­snych Sta­nów Zjed­no­czo­nych.

Nato­miast na gra­nicy z Kanadą Stany Zjed­no­czone nie były w sta­nie wymu­sić na Wiel­kiej Bry­ta­nii opusz­cze­nia for­tów, w tym Detroit czy Mac­ki­nac, które unie­moż­li­wiały stat­kom ame­ry­kań­skim swo­bodną żeglugę na Wiel­kich Jezio­rach. Co wię­cej, Bry­tyj­czycy umiej­sco­wili sie­dzibę rządu pro­win­cji Upper Canada, czyli póź­niej­szego Onta­rio, w znaj­du­ją­cym się na tery­to­rium Sta­nów Zjed­no­czo­nych For­cie Nia­gara.

Sytu­acja poli­tyczna nowego pań­stwa zaczęła ule­gać zmia­nie dopiero po wej­ściu w życie Kon­sty­tu­cji, raty­fi­ko­wa­nej do czerwca 1788 r. przez wyma­ganą liczbę sta­nów. Roz­po­częło to pro­ces okre­ślany obec­nie ter­mi­nem _nation buil­ding_, czyli two­rze­nia pań­stwa. W jego ramach twórcy Kon­sty­tu­cji poświę­cili wiele czasu i uwagi na stwo­rze­nie mecha­ni­zmów wzmac­nia­ją­cych obszar poli­tyki zagra­nicz­nej. Od samego początku swo­jej pań­stwo­wo­ści Ame­ry­ka­nie prze­ja­wiali przy tym prze­ko­na­nie, że ich prze­zna­cze­niem jest sze­rze­nie na świe­cie takich war­to­ści jak wol­ność i spra­wie­dli­wość: „Stany Zjed­no­czone mają sta­no­wić przy­kład wysoce moral­nego wzorca postę­po­wa­nia w sto­sun­kach mię­dzy­na­ro­do­wych”⁷.

Na początku wrze­śnia 1789 r. Depar­ta­ment Spraw Zagra­nicz­nych prze­kształ­cono w Depar­ta­ment Stanu, wobec nie­do­statku obo­wiąz­ków zagra­nicz­nych powie­rza­jąc mu jed­no­cze­śnie sze­reg kwe­stii wewnętrz­nych, jak nad­zór nad Wielką Pie­czę­cią czy prze­pro­wa­dza­nie spi­sów lud­no­ści. Utwo­rze­nie Depar­ta­mentu Stanu ozna­czało zara­zem pod­po­rząd­ko­wa­nie poli­tyki zagra­nicz­nej wła­dzy wyko­naw­czej, a nie Kon­gre­sowi, nie­mniej pozo­sta­wiało bez roz­strzy­gnię­cia kwe­stię zakresu kom­pe­ten­cji poszcze­gól­nych gałęzi wła­dzy:

Kon­sty­tu­cja przy­znaje jedy­nie pre­zy­den­towi, _i nic wię­cej_, pewne upraw­nie­nia wpły­wa­jące na nasze sto­sunki zagra­niczne oraz pewne inne upraw­nie­nia o tym samym ogól­nym cha­rak­te­rze Sena­towi, a także jesz­cze inne takie upraw­nie­nia Kon­gre­sowi; ale pozo­sta­wia do roz­strzy­gnię­cia przez wyda­rze­nia, który z tych orga­nów będzie miał decy­du­jący i osta­teczny głos w usta­la­niu postę­po­wa­nia pań­stwa ame­ry­kań­skiego⁸.

Przy­kła­dowo, Kon­sty­tu­cja okre­śla w art. 1 sek­cja 8, że to Kon­gres ma prawo wypo­wia­dać wojnę, a także wysta­wiać i utrzy­my­wać siły lądowe oraz mary­narkę wojenną. W prak­tyce jed­nak pre­zy­dent roz­po­czy­nał i pro­wa­dził dzia­ła­nia zbrojne bez for­mal­nego wypo­wie­dze­nia wojny. Stany Zjed­no­czone wypo­wie­działy wojnę jede­na­ście razy w swo­jej histo­rii, ale po raz ostatni miało to miej­sce 4 czerwca 1942 r. Póź­niej­sze kon­flikty w Korei, Wiet­na­mie, Afga­ni­sta­nie czy Iraku nie były woj­nami wypo­wie­dzia­nymi przez Kon­gres. Legi­sla­tura pró­bo­wała ogra­ni­czyć to upraw­nie­nie pre­zy­denta, ale kwe­stia kon­sty­tu­cyj­no­ści przy­ję­tego w 1973 r. _War Powers Act_ pozo­staje nie­roz­strzy­gnięta.

Inny pro­blem kom­pe­ten­cyjny doty­czył upraw­nie­nia Senatu do udzie­la­nia „rady i zgody” na zawie­ra­nie trak­ta­tów przez Stany Zjed­no­czone. Gdy 22 sierp­nia 1789 r. pre­zy­dent Geo­rge Washing­ton przy­był do Senatu celem zasię­gnię­cia rady Izby przed pod­pi­sa­niem jed­nego z trak­ta­tów z India­nami. docho­dzący przez okna hałas był tak wielki, że pre­zy­dent musiał dwa razy odczy­tać tekst, po czym sena­to­ro­wie zapro­po­no­wali prze­ka­za­nie sprawy do komi­sji. Osta­tecz­nie zaapro­bo­wali brzmie­nie trak­tatu, ale ziry­to­wany Washing­ton ni­gdy już nie zwra­cał się z taką ini­cja­tywą do Senatu i od tej pory Izba akcep­tuje już tylko, albo odrzuca, tekst para­fo­wany uprzed­nio przez pre­zy­denta. Przed­sta­wiany Sena­towi trak­tat musi uzy­skać popar­cie dwóch trze­cich człon­ków Senatu obec­nych na posie­dze­niu. Celem tego ure­gu­lo­wa­nia było uzy­ska­nie apro­baty moż­li­wie sze­ro­kiego grona pra­wo­daw­ców, co od początku XIX w. ozna­czało zara­zem popar­cie przez poli­ty­ków obu par­tii, a nie tylko przez człon­ków Izby z par­tii pre­zy­denc­kiej.

Zde­cy­do­wana więk­szość przed­sta­wia­nych Sena­towi trak­ta­tów była prze­zeń apro­bo­wana, choć nie­które wraz z inter­pre­ta­cjami (wią­żą­cymi tylko Stany Zjed­no­czone), a nawet z popraw­kami, co wyma­gało zgody dru­giej strony. Trudno nato­miast oce­nić, ile poro­zu­mień nie zostało w ogóle przed­ło­żo­nych Izbie wobec braku szans na ich zatwier­dze­nie. W każ­dym razie od 1789 do 1815 r. Senat roz­pa­trzył tylko trzy­na­ście trak­ta­tów, nato­miast poczy­na­jąc od umowy pocz­to­wej z Kanadą z 1792 r., admi­ni­stra­cja pod­pi­sy­wała nie trak­taty, lecz poro­zu­mie­nia wła­dzy wyko­naw­czej, nie­wy­ma­ga­jące zgody Senatu. Obec­nie ponad 90% poro­zu­mień mię­dzy­na­ro­do­wych zawie­ra­nych jest przez Stany Zjed­no­czone w tym try­bie.

Na raty­fi­ka­cję trak­ta­tów kil­ka­krot­nie sta­rała się też wpły­nąć Izba Repre­zen­tan­tów, która decy­duje o przy­zna­niu środ­ków na dzia­ła­nia wła­dzy wyko­naw­czej. Prze­ja­wiło się to po raz pierw­szy w odnie­sie­niu do Trak­tatu Jaya z 1796 r., gdy Izba zażą­dała udo­stęp­nie­nia jej peł­nej doku­men­ta­cji pro­cesu nego­cja­cyj­nego. Pre­zy­dent Washing­ton odmó­wił speł­nie­nia tego żąda­nia, usta­na­wia­jąc tym samym pre­ce­dens przy­wi­leju wła­dzy wyko­naw­czej, czyli upraw­nie­nia pre­zy­denta do zacho­wa­nia w tajem­nicy okre­ślo­nych doku­men­tów w oba­wie przed nara­że­niem na szwank inte­re­sów pań­stwa i jego bez­pie­czeń­stwa.

Pre­zy­dent Geo­rge Washing­ton musiał też roz­strzy­gnąć kwe­stię zagra­nicz­nej repre­zen­ta­cji pań­stwa. Ini­cja­ty­wom takim jed­no­znacz­nie prze­ciw­sta­wiał się Kon­gres, a i sto­lice euro­pej­skie nie wyglą­dały dyplo­ma­tów ame­ry­kań­skich i do 1791 r. usta­no­wiono tylko czte­rech mini­strów peł­no­moc­nych w Euro­pie. Gdy na przy­kład John Adams przy­był do Lon­dynu jako mini­ster nad­zwy­czajny i peł­no­mocny, musiał przez całą kaden­cję zno­sić osten­ta­cyjne lek­ce­wa­że­nie go przez dwór.

Stany Zjed­no­czone były młodą, geo­po­li­tycz­nie wraż­liwą repu­bliką, któ­rej bez­pie­czeń­stwo mogło zostać poważ­nie zagro­żone oko­licz­no­ściami, na które prak­tycz­nie nie miała wpływu. Mimo to pod koniec XVIII w. wykształ­ciła się pierw­sza z czte­rech zasad­ni­czych szkół myśle­nia o ame­ry­kań­skiej kon­cep­cji poli­tyki zagra­nicz­nej, okre­ślo­nych przez Wal­tera Rus­sella Meada mia­nem hamil­to­ni­zmu. Według Ale­xan­dra Hamil­tona, ojca gospo­darki ame­ry­kań­skiej, poli­tyka zagra­niczna winna być pod­po­rząd­ko­wana inte­re­som eko­no­micz­nym pań­stwa⁹. Jego opo­nen­tem pod każ­dym nie­mal wzglę­dem był Tho­mas Jef­fer­son, który w ślad za Geo­r­gem Washing­to­nem i Joh­nem Adam­sem akcen­to­wał przede wszyst­kim wymóg nie­wią­za­nia pań­stwa jaki­mi­kol­wiek sta­łymi zobo­wią­za­niami zagra­nicz­nymi. Choć w jego cza­sach nie uży­wano takiej ter­mi­no­lo­gii, myśl i prak­tyka poli­tyczna Jef­fer­sona bywają okre­ślane mia­nem jed­no­stron­no­ści, uni­la­te­ra­li­zmu. Jest to „dok­try­nalne prze­ko­na­nie, że wyko­rzy­sta­nie ame­ry­kań­skiej potęgi za gra­nicą cał­ko­wi­cie się samo­uspra­wie­dli­wia, nie wymaga odwo­ły­wa­nia się do poglą­dów lub inte­re­sów innych stron i nie dopusz­cza żad­nych zewnętrz­nych ogra­ni­czeń w sto­sunku do okre­śla­nych przez sie­bie celów”¹⁰. Poli­tyka taka zakła­dała, że Stany Zjed­no­czone pozo­staną zasad­ni­czo z dala od spraw poli­tycz­nych i woj­sko­wych reszty świata, ale będą anga­żo­wać się w koniecz­nym zakre­sie tam, gdzie w grę wcho­dzi ame­ry­kań­ski inte­res naro­dowy. Z poję­ciem tym wiąże się też kon­cep­cja ame­ry­kań­skiej wyjąt­ko­wo­ści, _Ame­ri­can excep­tio­na­lism_. Było to prze­ko­na­nie, że nowy kraj ma do ode­gra­nia spe­cjalną rolę w świe­cie jako biblijne „mia­sto na wzgó­rzu”, co sta­no­wiło uza­sad­nie­nie dla wielu decy­zji podej­mo­wa­nych w sfe­rze poli­tyki zagra­nicz­nej.

Kolejna kon­cep­cja poli­tyki zagra­nicz­nej naro­dziła się w poło­wie XIX w. i wywo­dziła się z poglą­dów pre­zy­denta Andrew Jack­sona, który pro­mo­wał eks­pan­sjo­nizm i wojow­ni­czość pań­stwową. Prze­ciw takim war­to­ściom wystą­pił nato­miast na początku XX w. Woodrow Wil­son, twórca kom­plek­so­wej teo­rii ame­ry­kań­skich sto­sun­ków mię­dzy­na­ro­do­wych. Był prze­świad­czony o natu­ral­nej wyż­szo­ści Sta­nów Zjed­no­czo­nych, odrzu­cał uni­la­te­ra­lizm i prze­ko­ny­wał, że Stany Zjed­no­czone mają moralny obo­wią­zek wspo­ma­gać mniej szczę­śliwe narody i pro­pa­go­wać ame­ry­kań­ski styl życia.

Pod koniec XVIII w. Stany Zjed­no­czone napo­tkały pierw­szy poważny dyle­mat z zakresu poli­tyki zagra­nicz­nej. 1 lutego 1793 r. Fran­cja wypo­wie­działa wojnę Wiel­kiej Bry­ta­nii i poli­tycy ame­ry­kań­scy sta­nęli wobec koniecz­no­ści opo­wie­dze­nia się po jed­nej ze stron. Jef­fer­son i Madi­son uwa­żali, że kraj ma zarówno moralny obo­wią­zek poprzeć Fran­cję, która wspo­mo­gła swego czasu Rewo­lu­cję Ame­ry­kań­ską, jak i prawne zobo­wią­za­nie do takiego postę­po­wa­nia, wyni­ka­jące z zawar­tego w 1778 r. soju­szu. Pogląd Jef­fer­sona o cią­gło­ści przyj­mo­wa­nych przez pań­stwo zobo­wią­zań sta­nowi obec­nie jedną z zasad prawa mię­dzy­na­ro­do­wego.

Nato­miast Hamil­ton argu­men­to­wał, że trak­tat został zawarty ze stra­co­nym wła­śnie kró­lem Fran­cji, a jego posta­no­wień nie można prze­nieść na Repu­blikę zarzą­dzaną przez Dyrek­to­riat. Co wię­cej, zasad­ni­cze inte­resy Wiel­kiej Bry­ta­nii i Sta­nów Zjed­no­czo­nych uzu­peł­niały się, gdyż trzy czwarte ame­ry­kań­skiej dzia­łal­no­ści gospo­dar­czej doty­czyło bry­tyj­skiego part­nera. Stany Zjed­no­czone mogły znacz­nie wię­cej zyskać na han­dlu z Wielką Bry­ta­nią niż z Fran­cją, a zdo­by­wane tą drogą fun­du­sze były klu­czowe dla powo­dze­nia hamil­to­now­skich reform gospo­dar­czych.

Spory poli­ty­ków roz­strzy­gnął, jak zwy­kle w takich przy­pad­kach, pre­zy­dent, który 22 kwiet­nia 1793 r. ogło­sił pro­kla­ma­cję neu­tral­no­ści, choć powstrzy­mał się od uży­cia w swo­jej dekla­ra­cji tego ter­minu. Takie roz­wią­za­nie było szcze­gól­nie korzystne dla far­me­rów i arma­to­rów ame­ry­kań­skich, któ­rzy czer­pali wiel­kie zyski z han­dlu z obiema stro­nami kon­fliktu. Decy­zja Washing­tona usta­na­wia­jąca pre­ce­dens pozo­sta­wa­nia na ubo­czu kon­flik­tów euro­pej­skich sta­no­wiła pierw­szą for­malną dekla­ra­cję takiego trybu postę­po­wa­nia. Zara­zem było to postę­po­wa­nie kon­tro­wer­syjne, gdyż Kon­sty­tu­cja nie dawała pre­zy­dentowi upraw­nie­nia do podej­mo­wa­nia takich decy­zji. Zda­jąc sobie z tego sprawę, Washing­ton zadał człon­kom swego gabi­netu, czyli nie­for­mal­nego rządu, sze­reg pytań, z któ­rych pod­sta­wowe doty­czyło wła­śnie tej kwe­stii. Zda­niem Hamil­tona pre­zy­dent posia­dał nie­zbędne upraw­nie­nia, według Jef­fer­sona nato­miast takie dzia­ła­nie pozo­sta­wało w zakre­sie kom­pe­ten­cji Kon­gresu. Nato­miast w czerwcu 1794 r. Kon­gres uchwa­lił _Neu­tra­lity Act_, który zaka­zy­wał dzia­łal­no­ści skie­ro­wa­nej prze­ciw pań­stwu utrzy­mu­ją­cemu poko­jowe rela­cje ze Sta­nami Zjed­no­czo­nymi.

Na rzecz nie­wspie­ra­nia Fran­cji prze­ma­wiał dodat­kowo fakt, że trak­tat z 1778 r. sta­no­wił o udzie­le­niu pomocy w przy­padku ataku z zewnątrz, a w tym wypadku wojnę wypo­wie­działa sama Fran­cja, nato­miast brak popar­cia dla Wiel­kiej Bry­ta­nii zaognił i tak napięte rela­cje Sta­nów Zjed­no­czo­nych z tym pań­stwem. Skła­dały się na to zarówno pro­blemy wyni­ka­jące z upo­rczy­wego pozo­sta­wa­nia Bry­tyj­czy­ków w for­tach gra­nicz­nych, skąd wspie­rali ata­ku­ją­cych osad­ni­ków Indian, jak i nowe kon­tro­wer­sje, w tym przede wszyst­kim pro­ce­dura _impres­sment_. Ozna­czała ona zdej­mo­wa­nie z pokła­dów stat­ków ame­ry­kań­skich mary­na­rzy uzna­wa­nych za oby­wa­teli bry­tyj­skich i siłowe wcie­la­nie ich do kró­lew­skiej mary­narki wojen­nej. Nie chcąc, by kon­tro­wer­sje te dopro­wa­dziły do kon­fliktu zbroj­nego, pre­zy­dent w maju 1784 r. wysłał do Lon­dynu doświad­czo­nego praw­nika i dyplo­matę Johna Jaya z zada­niem wyne­go­cjo­wa­nia kom­pro­mi­so­wego roz­wią­za­nia.

Jay nie miał wiele do zaofe­ro­wa­nia Lon­dy­nowi poza ure­gu­lo­wa­niem kwe­stii odszko­do­wa­nia za majątki pozo­sta­wione w Ame­ryce przez loja­li­stów. Bio­rąc pod uwagę asy­me­trycz­ność moż­li­wo­ści, jego misja zakoń­czyła się suk­ce­sem przede wszyst­kim dzięki temu, że w sytu­acji kon­fliktu na kon­ty­nen­cie euro­pej­skim Wielka Bry­ta­nia nie chciała otwie­rać nowego frontu. W pod­pi­sa­nym 19 listo­pada 1794 r. Trak­ta­cie Jaya Bry­tyj­czycy zobo­wią­zali się do opusz­cze­nia for­tów gra­nicz­nych do końca maja 1796 r., a także potwier­dzili prawo utrzy­my­wa­nia przez Ame­ry­ka­nów han­dlu z wyspami Indii Zachod­nich. Strony zgo­dziły się zara­zem oddać pozo­stałe sporne kwe­stie do arbi­trażu mię­dzy­na­ro­do­wego, co znacz­nie pod­nio­sło zna­cze­nie tej insty­tu­cji. Jay przy­stał jed­nak na odstą­pie­nie od naj­waż­niej­szej dla arma­to­rów ame­ry­kań­skich zasady _free ships make free goods_, czyli „towary na pokła­dach wol­nych stat­ków są wolne”. Sta­no­wiła ona, że towary znaj­du­jące się na pokła­dzie statku nale­żą­cego do kraju neu­tral­nego nie pod­le­gają zatrzy­ma­niu bez względu na to, do kogo należą. Lon­dyn zgo­dził się jedy­nie wno­sić rekom­pen­satę finan­sową za kon­fi­skatę towa­rów ame­ry­kań­skich prze­zna­czo­nych dla odbior­ców fran­cu­skich.

Wyne­go­cjo­wane przez Jaya poro­zu­mie­nie napo­tkało naj­szer­szy bodaj sprze­ciw w histo­rii pań­stwa i mało kto zda­wał sobie sprawę z faktu, że sta­no­wiło jedyny spo­sób unik­nię­cia kon­fliktu zbroj­nego z Wielką Bry­ta­nią. Osta­tecz­nie sena­to­ro­wie ule­gli naci­skom Washing­tona i sto­sun­kiem gło­sów 20 do 10 wyra­zili zgodę na raty­fi­ka­cję umowy, co nastą­piło 25 czerwca 1795 r. Nato­miast Izba Repre­zen­tan­tów musiała zaapro­bo­wać wnio­sek pre­zy­denta o przy­zna­nie fun­du­szy na postę­po­wa­nie arbi­tra­żowe, choć w zamian usi­ło­wała uzy­skać istotne ustęp­stwa pro­ce­du­ralne. Osta­tecz­nie 30 kwiet­nia 1796 r. zgo­dziła się wyasy­gno­wać nie­zbędną kwotę.

W tym samym cza­sie inny wysłan­nik ame­ry­kań­ski, Tho­mas Pinck­ney, nego­cjo­wał w Madry­cie odrębne poro­zu­mie­nie. W grę wcho­dziło ure­gu­lo­wa­nie gra­nic Sta­nów Zjed­no­czo­nych z północnoame­ry­kań­skimi posia­dło­ściami Hisz­pa­nii, a przede wszyst­kim uzy­ska­nie zgody Madrytu na korzy­sta­nie przez Ame­ry­ka­nów z rzeki Mis­si­sipi na całej jej dłu­go­ści oraz na skła­do­wa­nie towa­rów w Nowym Orle­anie przed ich zała­dun­kiem na statki oce­aniczne. Także i w tym przy­padku Ame­ry­ka­nie nie mieli sil­nej pozy­cji nego­cja­cyj­nej, ale Hisz­pa­nie oba­wiali się, że Trak­tat Jaya zawiera tajną klau­zulę współ­pracy woj­sko­wej na wypa­dek kon­fliktu z Madry­tem i przy­stali na żąda­nia ame­ry­kań­skie. 27 paź­dzier­nika 1795 r. pod­pi­sano korzystny dla Sta­nów Zjed­no­czo­nych Trak­tat z San Lorenzo, nazy­wany także Trak­tatem Pinck­neya, który zobo­wią­zy­wał Hisz­pa­nię do opusz­cze­nia insta­la­cji woj­sko­wych na wschod­nim brzegu Mis­si­sipi. Senat nie wniósł uwag do umowy i 3 marca 1796 r. jed­no­gło­śnie ją zatwier­dził.

W ten spo­sób nowej Unii udało się wyjść obronną ręką z kon­fron­ta­cji z dwoma ówcze­snymi mocar­stwami. Nieco ina­czej przed­sta­wiała się nato­miast kwe­stia rela­cji z Fran­cją. Wpraw­dzie nie wno­siła ona pre­ten­sji o brak wspar­cia ze strony Sta­nów Zjed­no­czo­nych w kon­flik­cie z Wielką Bry­ta­nią, nie­mniej w miarę roz­woju we Fran­cji sytu­acji rewo­lu­cyj­nej nara­stało napię­cie w rela­cjach wza­jem­nych. W istot­nej mie­rze przy­czy­nił się do tego fran­cu­ski mini­ster peł­no­mocny Edmond-Char­les Genet, skie­ro­wany w 1793 r. za ocean przez żyron­dy­stów. Zszedł na ląd w Char­leston 8 kwiet­nia 1793 r., po czym udał się do Fila­del­fii. Podróż ta powinna była zająć trzy dni, ale zajęła ich dwa­dzie­ścia osiem, gdyż Genet przez cały czas wer­bo­wał ochot­ni­ków na pły­wa­jące w służ­bie Fran­cji statki kaper­skie oraz two­rzył „Fran­cu­ską armię Mis­si­sipi”.

Postę­po­wa­nie Geneta bywa kry­ty­ko­wane przez histo­ry­ków, choć odpo­wiedni zakaz został wpro­wa­dzony do prawa ame­ry­kań­skiego dopiero w 1948 r., a fran­cu­ski mini­ster oparł się na swo­bod­nej, ale dopusz­czal­nej inter­pre­ta­cji trak­tatu sojusz­ni­czego zawar­tego mię­dzy Fran­cją a Sta­nami Zjed­no­czo­nymi. W arty­ku­łach 21. i 22. tego poro­zu­mie­nia zaka­zy­wano oby­wa­te­lom ame­ry­kań­skim podej­mo­wa­nia służby na bry­tyj­skich stat­kach kor­sar­skich, ale ogra­ni­cze­nie to nie obej­mo­wało stat­ków fran­cu­skich. Genet kie­ro­wał się też kon­cep­cją życz­li­wej neu­tral­no­ści, zgod­nie z którą kraj neu­tralny może fawo­ry­zo­wać jedną ze stron kon­fliktu. Kwe­stią nie do obrony było nato­miast upo­rczywe obra­ża­nie przez niego Washing­tona oraz innych władz ame­ry­kań­skich. Osta­tecz­nie kry­zys udało się zaże­gnać, a sam dyplo­mata, któ­remu po doj­ściu do wła­dzy jako­bi­nów zagra­żała gilo­tyna, oże­nił się z córką guber­na­tora Nowego Jorku, został uchodźcą poli­tycz­nym i piewcą Sta­nów Zjed­no­czo­nych.

Nie­mniej napię­cie w sto­sun­kach dwu­stron­nych trwało na­dal, choć od 1797 r. funk­cję pre­zy­denta spra­wo­wał John Adams, który dążył do ich poprawy, a przede wszyst­kim do unik­nię­cia wojny. Gdy w marcu 1797 r. Dyrek­to­riat Rewo­lu­cji Fran­cu­skiej zde­cy­do­wał o nie­uzna­wa­niu klu­czo­wej dla Sta­nów Zjed­no­czo­nych zasady _free ships make free goods_, Adams wysłał do Paryża trzy­oso­bową dele­ga­cję z zada­niem prze­pro­wa­dze­nia roz­mów łago­dzą­cych wza­jemne rela­cje. Dele­gaci przy­byli do Paryża w paź­dzier­niku 1797 r., nie zostali jed­nak przy­jęci przez mini­stra spraw zagra­nicz­nych Char­les’a-Mau­rice’a de Tal­ley­randa. Odwie­dzili ich nato­miast trzej wysłan­nicy, dzia­ła­jący jakoby z jego upo­waż­nie­nia. Zażą­dali oni jako warunku roz­po­czę­cia nego­cja­cji znacz­nej łapówki dla mini­stra oraz udzie­le­nia Fran­cji pożyczki w roz­mia­rach prze­kra­cza­ją­cych moż­li­wo­ści rządu ame­ry­kań­skiego. Opła­ca­nie poli­ty­ków mie­ściło się w ówcze­snej prak­tyce dyplo­ma­tycz­nej Fran­cji, ale wysu­wa­nie takich rosz­czeń jako warunku przy­stą­pie­nia do nego­cja­cji prak­ty­ko­wano jedy­nie w odnie­sie­niu do państw wasal­skich. Wysłan­nicy Adamsa uznali, że osią­gnię­cie poro­zu­mie­nia nie jest moż­liwe i opu­ścili Paryż. Wcze­śniej jed­nak powia­do­mili pre­zy­denta o postę­po­wa­niu Fran­cu­zów, a wymu­szone przez opo­zy­cję ujaw­nie­nie afery wywo­łało w Sta­nach Zjed­no­czo­nych powszechne obu­rze­nie. Została ona nazwana „aferą XYZ”, gdyż nazwi­ska wysłan­ni­ków Tal­ley­randa pozo­stały utaj­nione. Okre­śle­nie to stało się sym­bo­lem euro­pej­skiego zepsu­cia prze­ciw­sta­wia­nego czy­sto­ści inten­cji ame­ry­kań­skich.

Osta­tecz­nie 7 lipca 1798 r. Kon­gres zade­kla­ro­wał wyga­śnię­cie z winy Fran­cji oby­dwu trak­ta­tów zawar­tych dwa­dzie­ścia lat wcze­śniej „po wsze czasy”, jed­nak ani Ame­ry­ka­nie, ani Fran­cuzi nie chcieli wziąć odpo­wie­dzial­no­ści na wypo­wie­dze­nie wojny. Szcze­gól­nie nie­chętny jej był Adams, słusz­nie prze­ko­nany o wiel­kiej prze­wa­dze mili­tar­nej Fran­cji i do 1800 r. toczył się nie­wy­po­wie­dziany kon­flikt, znany jako „quasi-wojna”. Wszyst­kie zwią­zane z nią dzia­ła­nia miały miej­sce na Morzu Kara­ib­skim i spro­wa­dzały się do prze­chwy­ty­wa­nia stat­ków prze­ciw­nika i przej­mo­wa­nia znaj­du­ją­cych się na nich towa­rów. Fran­cja toczyła jed­nak w Euro­pie trudne boje, a zdo­by­wa­jący coraz sil­niej­szą pozy­cję Napo­leon Bona­parte nie widział potrzeby trwo­nie­nia sił i środ­ków na kon­flikt ze Sta­nami Zjed­no­czo­nymi. 30 wrze­śnia 1800 r. pod­pi­sano trak­tat (zwany w histo­rio­gra­fii fran­cu­skiej Kon­wen­cją z Mor­te­fon­ta­ine), w któ­rym oby­dwie strony zgo­dziły się zakoń­czyć dzia­ła­nia wojenne i for­mal­nie odstą­pić od trak­ta­tów z 1778 r. Po wyra­że­niu 18 grud­nia 1801 r. przez Senat zgody na jego raty­fi­ka­cję, pierw­szy i jedyny do 1949 r. sojusz woj­skowy Sta­nów Zjed­no­czo­nych prze­stał obo­wią­zy­wać.

Warta wspo­mnie­nia jest zara­zem ini­cja­tywa pacy­fi­stycz­nego kwa­kra Geo­rge’a Logana, który w 1798 r. z wła­snej ini­cja­tywy udał się z listem pole­ca­ją­cym od wice­pre­zy­denta Jef­fer­sona do Paryża, by tam pod­jąć nie­au­to­ry­zo­wane roz­mowy poko­jowe. Niczego nie osią­gnął, mógł jed­nak nie­ko­rzyst­nie wpły­nąć na tok nego­cja­cji rzą­do­wych. W kon­se­kwen­cji Kon­gres przy­jął w stycz­niu 1799 r. _Logan Act_, zgod­nie z któ­rym nie­au­to­ry­zo­wane ini­cja­tywy mię­dzy­na­ro­dowe oby­wa­teli ame­ry­kań­skich są uwa­żane za prze­stęp­stwo, a ich reali­za­to­rzy pod­le­gają karze wię­zie­nia oraz wyso­kiej grzywny. Do ure­gu­lo­wa­nia tego odwo­ły­wano się na przy­kład pod­czas wojny wiet­nam­skiej, szcze­gól­nie w odnie­sie­niu do dzia­łań aktorki Jane Fondy, nikt jed­nak nie został ni­gdy ska­zany na jego pod­sta­wie.

* * *

Stany Zjed­no­czone wkro­czyły w wiek XIX, mając ure­gu­lo­wane rela­cje ze wszyst­kimi wiel­kimi mocar­stwami ówcze­snej epoki. Co wię­cej, pań­stwo nakre­śliło zasad­ni­cze ramy kon­cep­cji, które ode­grały pierw­szo­pla­nową rolę w ame­ry­kań­skiej poli­tyce zagra­nicz­nej: neu­tral­no­ści, inter­na­cjo­na­li­zmu i uni­la­te­ra­li­zmu.

Poję­cie neu­tral­no­ści miało począt­kowo dla Sta­nów Zjed­no­czo­nych wymiar nie­mal wyłącz­nie komer­cyjny. Pań­stwo było zbyt słabe, by przy­łą­czyć się do któ­re­go­kol­wiek z ówcze­snych kon­flik­tów euro­pej­skich, a sta­tus kraju neu­tral­nego był mu potrzebny dla pro­wa­dze­nia zyskow­nego han­dlu ze wszyst­kimi stro­nami kon­fliktu. Poja­wiały się wpraw­dzie kon­tro­wer­sje doty­czące zakresu ochrony towa­rów prze­wo­żo­nych na stat­kach Sta­nów Zjed­no­czo­nych jako pań­stwa neu­tral­nego, ogól­nie jed­nak zga­dzano się, że takie trans­ak­cje i ich reali­za­cja są chro­nione, o ile nie doty­czą kon­tra­bandy.

Neu­tral­ność sta­wała się coraz wyraź­niej normą poli­tyczną, choć jej zde­fi­nio­wa­nie nasu­wało istotne pro­blemy. Na ogół ogra­ni­czano się do prze­ko­na­nia, że pań­stwo neu­tralne musi zara­zem być bez­stronne, a tau­to­lo­gię tę każdy kraj neu­tralny inter­pre­to­wał zgod­nie z wła­snym inte­re­sem. W przy­padku Sta­nów Zjed­no­czo­nych ozna­czało to odno­sze­nie się do kon­kret­nych sytu­acji, jak na przy­kład miało to miej­sce jesz­cze w 1776 r., kiedy to John Adams stwier­dził, że „powin­ni­śmy usta­no­wić jako pierw­szą zasadę i mak­symę, o któ­rej ni­gdy nie należy zapo­mi­nać, zacho­wa­nie cał­ko­wi­tej neu­tral­no­ści we wszyst­kich przy­szłych woj­nach euro­pej­skich”¹¹.

Ina­czej rzecz się miała z ame­ry­kań­skim rozu­mie­niem poję­cia uni­la­te­ra­li­zmu. Za jego pra­źró­dło uważa się kano­niczne „Wystą­pie­nie poże­gnalne” Washing­tona, opu­bli­ko­wane 17 wrze­śnia 1796 r. i sta­no­wiące jego testa­ment poli­tyczny. Ustę­pu­jący pre­zy­dent stwier­dził w nim mię­dzy innymi:

Naszą praw­dziwą poli­tyką jest uni­ka­nie trwa­łych soju­szy z jaką­kol­wiek czę­ścią świata… czego nie należy rozu­mieć jako nie­wier­ność wobec ist­nie­ją­cych zobo­wią­zań… tych należy prze­strze­gać w ich ory­gi­nal­nym sen­sie. Ale moim zda­niem prze­dłu­ża­nie ich byłoby nie­po­trzebne i nie­roz­sądne¹².

Dalej Washing­ton dodaje jed­nak, że „możemy bez­piecz­nie ufać cza­so­wym soju­szom zawie­ra­nym w nad­zwy­czaj­nych sytu­acjach”, co wyraź­nie wska­zuje na akcep­to­wa­nie prze­zeń ele­mentu inter­na­cjo­na­li­stycz­nego. Stany Zjed­no­czone w żad­nym nie­mal momen­cie swo­jej histo­rii nie były nato­miast pań­stwem hoł­du­ją­cym izo­la­cjo­ni­zmowi jako posta­wie poli­tycz­nej. Wier­ność zasa­dzie nie­in­ge­ro­wa­nia w kon­flikty euro­pej­skie, błęd­nie inter­pre­to­wa­nej jako izo­la­cjo­nizm, sta­no­wiła przy­naj­mniej do końca XIX w. kon­se­kwen­cję sła­bo­ści mili­tar­nej Sta­nów Zjed­no­czo­nych w porów­na­niu z ówcze­snymi potę­gami. W tej sytu­acji najbez­piecz­niejszym postę­po­wa­niem było wie­lo­krotne wyra­ża­nie _désintéressement_ wobec kon­flik­tów euro­pej­skich w nadziei na podobne sta­no­wi­sko mocarstw w odnie­sie­niu do pół­kuli zachod­niej.

Za jedyny wyją­tek od tej reguły można uznać tylko poli­tykę Sta­nów Zjed­nocz­nych w okre­sie mię­dzy I a II wojną świa­tową. W tym cza­sie Waszyn­gn­ton świa­do­mie pozo­sta­wał na ubo­czu pro­cesu rodze­nia się faszy­zmu w Euro­pie. Nie sta­rał się też powstrzy­mać eks­pan­cjo­ni­stycz­nej poli­tyki Japo­nii, co jed­nak wyni­kało z jej wyraż­nej prze­wagi mili­tar­nej nad Sta­nami Zjed­no­czo­nymi. W obu tych przy­pad­kach poli­tyka ame­ry­kań­ska ule­gła zmia­nie, gdy tylko wyko­rzy­stały swą siłę gospo­dar­czą dla stwo­rze­nia nie­zbęd­nej potęgi woj­sko­wej.Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

1. https://history.state.gov/depart­men­thi­story/buil­dings/section1.

2. _The Let­ters of Richard Henry Lee_, vol. I, The Mac­mil­lan Com­pany, New York 1911, s. 178.

3. https://leefa­mi­ly­ar­chive.org/history-papers-let­ters-trans­cripts-gw-dele­ga­tes-div0294/.

4. https://www.mas­shist.org/publi­ca­tions/adams-papers/index.php/view/DJA03p328, s. 329.

5. https://ava­lon.law.yale.edu/18th_century/paris.asp.

6. Wal­ter LaFe­ber, _The Con­sti­tu­tion and Uni­ted Sta­tes Fore­ign Policy_, „The Jour­nal of Ame­ri­can History”, t. 74, nr 3, s. 697.

7. John Spa­nier, Ste­ven W. Hook, _Ame­ri­can Fore­ign Policy Since World War II_, CQ Press, Washing­ton 1998, s. 10.

8. Edward S. Cor­win, _The Pre­si­dent, Office and Powers, 1787–1957_, New York Uni­ver­sity Press, New York 1957, s. 171.

9. Zob. Wal­ter Rus­sell Mead, _Spe­cial Pro­vi­dence_, Routledge, New York 2009, s. 99–131.

10. John Gerard Rug­gie, „Doctri­nal Uni­la­te­ra­lism and Its Limits”, David P. For­sy­the et al., eds., _Ame­ri­can Fore­ign Policy in a Glo­ba­li­zed World_, Routledge, New York 2006, s. 31.

11. Za: Edwin Bor­chard, Wil­liam Pot­ter Lage, _Neu­tra­lity for the Uni­ted Sta­tes_, Yale Uni­ver­sity Press, New Haven 1940, s. 21.

12. https://ava­lon.law.yale.edu/18th_century/washing.asp.

13. Nazwa Biały Dom weszła do użytku dopiero na prze­ło­mie XIX i XX w.

14. https://ava­lon.law.yale.edu/19th_century/jefinau1.asp.

15. Zob. Richard W. van Alstyne, _Ame­ri­can Diplo­macy in Action_, Peter Smith, Glo­uce­ster 1968, s. 497.

16. Za: W. Edwin Hem­phill, _The Jef­fer­so­nian Back­gro­und of the Louisiana Pur­chase_, „The Mis­sis­sippi Val­ley Histo­ri­cal Review”, t. 22, nr 2, s. 189.

17. Ter­min „tery­to­rium” odno­sił się do obszaru znaj­du­ją­cego się we wła­da­niu Sta­nów Zjed­no­czo­nych, ale pozba­wio­nego jesz­cze struk­tury admi­ni­stra­cyj­nej.

18. Alfred Thayer Mahan, _Sea Power and the War of 1812_, Fire­ship Press, Tuc­son 2010, t. II, s. 249.

19. Za: C. P. Sta­cey, _An Ame­ri­can Plan for a Cana­dian Cam­pa­ign_, „The Ame­ri­can Histo­ri­cal Review”, t. 46, nr 2, s. 356.

20. https://pene­lope.uchi­cago.edu/Thayer/E/Gazet­teer/Pla­ces/Ame­rica/United_States/_Topics/history/_Texts/BEI1812/28*.html.

21. Donald R. Hic­key, _Ame­ri­can Trade Restric­tions during the War of 1812_, „The Jour­nal of Ame­ri­can History”, t. 68, nr 3, s. 537.

22. Henry Adams, _History of the Uni­ted Sta­tes_, C. Scrib­ner’s Sons, New York 1891, t. 9, s. 220.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij