-
nowość
Analityka pożądania: Tom I: Świeży start - ebook
Analityka pożądania: Tom I: Świeży start - ebook
W świecie wielkich finansów i chłodnych analiz najtrudniejszą zagadką do rozwikłania okazuje się ludzkie pożądanie. Anela miała jeden cel: zostawić za sobą bolesną przeszłość i odnaleźć spokój w sielankowym Cotswolds. Praca jako analityk danych w potężnym Vertex Finance miała być tylko bezpieczną przystanią, a surowi profesjonaliści – Liam i Mark – jedynie współpracownikami w biurowym labiryncie Bristolu. Wszystko zmienia się jednej nocy w Blackwood Manor. Gdy oficjalne maski opadają, a biurowe hierarchie przestają istnieć, Anela odkrywa, że za fasadą chłodnego profesjonalizmu kryje się żar, którego nie da się ująć w żadne ramy. Liam i Mark oferują jej coś więcej niż tylko pomoc w pracy – oferują jej bezpieczeństwo, pasję i relację, która wymyka się wszelkim znanym schematom. Czy świat, który wspólnie zbudowali, przetrwa powrót do rzeczywistości? Czy domowe zacisze w Tetbury stanie się ich nowym sanktuarium, czy może cena za przekroczenie zawodowych granic okaże się zbyt wysoka?
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Romans |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| Rozmiar pliku: | 1,3 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
Świeży start w deszczowym Cotswolds
Przeprowadzka do małego, drewnianego domku na obrzeżach sennego miasteczka Tetbury w hrabstwie Gloucestershire miała być dla Aneli rozpoczęciem nowego rozdziału i szansą na odzyskanie równowagi. Zostawiła za sobą wielkie miasto, echo bolesnych kłótni i wspomnienie zdrady, która sprawiła, że zaufanie do drugiego człowieka stało się dla niej abstrakcyjnym pojęciem. Liczyła na to, że powolny rytm życia na prowincji ukoi jej nerwy i pomoże zapomnieć o tym co się wydarzyło.
Kiedy pierwszy raz przekręciła klucz w zamku swojego nowego lokum, powitał ją zapach starego drewna i specyficzny, nieco piwniczny aromat wilgoci. Dla kogoś innego mógłby być drażniący, ale dla niej był obietnicą trwałości. Mały ogród, choć zarośnięty i wymagający pracy, był teraz wyłącznie jej kawałkiem świata. Nawet kredyt, który zaciągnęła na tę wolność, nie odbierał jej poczucia ulgi. Czuła, że w końcu jest u siebie.
Wraz z nowym adresem przyszedł czas na nowe wyzwania zawodowe. Objęcie stanowiska analityka danych w Vertex Finance było krokiem milowym – ogromny biurowiec firmy w samym sercu Bristolu stał się jej drugim domem, choć to luksus pracy hybrydowej doceniała najbardziej. Gdy pracowała zdalnie, mogła celebrować spokój Tetbury, gubiąc się z filiżanką kawy wśród cichych, miodowych uliczek.
— Nie szukam nikogo. Naprawdę — powtarzała sobie każdego ranka, obserwując przez okno budzącą się do życia prowincję. — Tylko ja, praca i święty spokój.
Jednak korporacyjna rzeczywistość, wbrew jej wcześniejszym doświadczeniom, okazała się zaskakująco przyjazna. Szybko złapała wspólny język z Mary Anne – kobietą, która była jej lustrzanym odbiciem w kwestii profesjonalizmu, ale miała w sobie iskrę szaleństwa, której Aneli wciąż brakowało. To właśnie Mary Anne, pewnego deszczowego wtorku przy ekspresie do kawy, postanowiła przedstawić ją legendarnym „chłopakom z IT”.
Mark i Liam.
Z początku byli po prostu pomocnymi kolegami, którzy wyciągali ją z opresji, gdy system odmawiał posłuszeństwa. Mark, z wiecznie rozczochranymi ciemnymi włosami i inteligentnym, nieco kpiącym spojrzeniem, wydawał się widzieć błędy w kodzie, zanim one w ogóle powstały. Liam natomiast, nieco starszy i o postawie sportowca, którą nieskutecznie próbował maskować luźnymi, flanelowymi koszulami, zawsze wiedział, jak rozładować biurowe napięcie jednym trafnym żartem.
Kiedy wyszło na jaw, że cała trójka dzieli spokój tego samego miasteczka, ich relacja błyskawicznie przeniosła się z okna firmowego komunikatora do gwarnego, lokalnego pubu w Tetbury.
— Nie wierzę, że kupiłaś ten stary dom przy młynie! — śmiał się Liam podczas ich pierwszego wspólnego wyjścia, odstawiając na blat pusty kufel. — Przejeżdżam obok niego codziennie rowerem. Mógłbym przysiąc, że jest nawiedzony.
Anela przyglądała się, jak szeroko gestykuluje ramionami, niebezpiecznie blisko jej własnej przestrzeni. Poczuła nagłe, dziwne ukłucie w podbrzuszu, które natychmiast zepchnęła w najdalszy kąt świadomości. Przecież obiecała sobie: żadnych facetów. Szczególnie takich, którzy wydawali się zbyt atrakcyjni i zbyt pewni siebie, by mogli być bezpieczni dla jej poobijanego serca.
Nie miała jednak pojęcia, że Tetbury, które w świetle dnia wyglądało jak wycięte z pocztówki, po zmroku zaczynało pulsować rytmem, o którym nie pisano w turystycznych przewodnikach. Nie wiedziała też, że Mark i Liam, choć na pozór zajęci wyłącznie swoimi sprawami, od ich pierwszej wspólnej kawy zaczęli wymieniać między sobą krótkie, wymowne spojrzenia.
Anela była inna – nie pasowała ani do głośnych dziewczyn z Bristolu, ani do mieszkanek sennego miasteczka, które znali od lat. Była dla nich zagadką, którą obaj, niemal jednocześnie, zapragnęli powoli zacząć rozwiązywać.Rozdział 2
Podszewka nocy
W świetle dnia Tetbury było uosobieniem brytyjskiego spokoju. Starsze panie w kaloszach wyprowadzały teriery, a zapach świeżo pieczonych scones leniwie unosił się nad rynkiem. Jednak w piątkowe wieczory, gdy słońce chowało się za zielonymi wzgórzami Gloucestershire, atmosfera gęstniała. Anela szybko zauważyła, że pociągi z Bristolu i Londynu wypluwają tłumy ludzi, którzy nie wyglądali na turystów szukających zabytków. Byli zbyt eleganccy, zbyt pewni siebie, a w ich oczach czaił się ten sam rodzaj głodu, który ona – ku własnemu przerażeniu – zaczynała budzić w sobie.
Wszystko zaczęło się od niewinnego wieczoru w czwórkę. Mary Anne, ze swoim zaraźliwym śmiechem, Mark i Liam pojawili się u niej z butelką rzemieślniczego ginu i zestawem toników.
— Anelo, umrzesz z nudów w tym swoim ogrodzie, jeśli nie zobaczysz, co tu się dzieje po północy — stwierdził Liam, rozsiadając się na jej drewnianym tarasie z tą swoją naturalną, niemal zwierzęcą swobodą.
Anela, ubrana w luźny sweter, który uparcie zsuwał się z jej lewego ramienia, czuła na sobie jego ciężki wzrok. Liam nie próbował już maskować faktu, że jej sylwetka go intryguje. Z kolei Mark, oparty o framugę drzwi, przyglądał jej się z dystansu, powoli obracając w palcach szklankę z lodem. Było w nim coś chłodno analitycznego, co jako koleżankę z pracy jednocześnie ją fascynowało i przerażało. Zastanawiała się, czy on też wychwytuje te drobne błędy w jej systemie – jak choćby drżenie dłoni, gdy w biurowej kuchni ich ramiona przypadkiem się zetknęły.
Pierwszy krok za kurtynę
Kilka godzin później znaleźli się w samym centrum wydarzeń. Klub „The Velvet Key” nie posiadał szyldu; prowadziły do niego jedynie dyskretne, czarne drzwi ukryte w bocznej uliczce. Po ich przekroczeniu uderzył w nich bas – nie był to chaos typowej dyskoteki, lecz głęboki, zmysłowy rytm, który wibrował prosto w klatce piersiowej, wyznaczając tempo przyspieszonego tętna.
Anela zaniemówiła. W przyćmionym świetle podesty zajmowały postacie o niemal zwierzęcych ruchach. Kelnerzy, odziani jedynie w czarne skórzane szelki i obcisłe spodnie, poruszali się z gracją, która sprawiała, że każdy ich gest wydawał się starannie wyreżyserowanym przedstawieniem.