Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Anioł, który zapomniał, jak się lata - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
1 lutego 2026
41,03
4103 pkt
punktów Virtualo

Anioł, który zapomniał, jak się lata - ebook

Alina Bielikowa ma talent, marzenia i wrażliwość, która w niewłaściwym domu staje się przekleństwem. Przyjazd do Warszawy, mający być chwilową zmianą, przeradza się w walkę o przetrwanie i własny głos. Gdy staje na granicy ostatecznej decyzji, jedno wspomnienie sprawia, że wybiera życie. Rozpoczyna się jej najtrudniejsza droga — droga do samej siebie, ku wolności, miłości i odwadze, by powiedzieć „dość”. Bo nie każdy, kto upada, chce zniknąć. Niektórzy upadają, by nauczyć się latać.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Proza
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8440-671-7
Rozmiar pliku: 1,5 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

Prolog

Stała tam, trzymając się balustrady rękoma. Z bólem, który zawładnął jej duszą, podszywając się pod prawdę absolutną. Letni wiatr rozwiewał jej długie włosy, a światło księżyca oświetlało jej twarz — tam, gdzie łzy zdążyły już wyschnąć. W oczach miała spokój, którego tutaj jej zabrakło. W białej sukience, stanęła na zewnętrznej stronie balustrady. Wyglądała jak anioł, ten który pragnął jednego: wrócić do domu. Spojrzała w pełnię księżyca i na gwiazdy towarzyszące jej na niebie.

Noc była piękna. W dodatku zawsze ją lubiła, bo jako jedyna chroniła jej łzy przed światłem dziennym. Bo w świetle dziennym znajdywała jedynie pogardę, osądy, presję i kontrolę. Chowała się w cieniu, ale nawet tam ją dopadało. Robiło to w bolesny sposób, zwłaszcza przy innych. Przy tych, którzy dali jej do zrozumienia, że jest nikim. Że jest gorsza od pewnej osoby. I to od tej, która sama wbiła jej nóż w plecy.

Nie zamierzała już jednak do tego wracać. Wmawiała sobie, że zaraz będzie już po wszystkim. Że za chwilę przestanie cierpieć. Że wróci do domu, jak każda zmęczona dusza powinna.

— To do was zawsze należałam… — szepnęła z żalem i ulgą jednocześnie.

Zamknęła oczy, gotowa wrócić do nieba i do gwiazd, gdy nagle pewne wspomnienie wróciło. Przypomniała sobie o drodze, na której była, ale z której ją wyrwali. O ścieżce, która tak naprawdę nigdy jej nie opuściła — i teraz ją wołała. W tym momencie, poczuła coś, co wydawało się być już martwe: nadzieja.

Nadzieja wezwała ją ponownie, otulając ją bardziej niż wieczorny wiatr. Przybrała postać jednego zdania — takiego, które nie bolało, i które dopiero teraz naprawdę zrozumiała. Przemawiało ono do jej duszy. A jej dusza, jak samo powiedziało, była zawsze pełna historii. Dlatego wtedy, choć sama nie wiedziała już czy dostanie jeszcze jakąkolwiek szansę, tym razem to ona, postanowiła dać szansę… samej sobie. Wróciła na wewnętrzną część balustrady, ale odwróciła się jeszcze raz, by spojrzeć w gwiazdy.

— Jeśli należę do was, jeśli dom ma jeszcze poczekać, to dlatego, że muszę dokończyć moją historię. I nim to nadejdzie… niech ta droga… zaprowadzi mnie tam — powiedziała cicho, ale z nowym blaskiem w głosie.

Po tym weszła do środka i zaczęła stawiać pierwsze kroki ku tej drodze. Bo wiedziała już, że anioł nie może wrócić do domu, gdy zapomniał, jak się lata. I obiecała sobie, ten ostatni raz, że przypomni sobie o tym. Na drodze, z której nikt jej już nie odciągnie.

Po powrocie do środka wzięła telefon, który wcześniej wibrował przez kilka minut. Wiedziała doskonale dlaczego. Wbrew pozorom, nie była sama na tym świecie. Ani dosłownie, ani w przenośni. I w tej chwili zrozumiała to jeszcze lepiej.

— Wybrałam życie.

Były to pierwsze i jedyne dwa słowa, które wypowiedziała, trzymając telefon przy uchu. Jej dłoń lekko drżała. Jednak było to drżenie spowodowane nie strachem, tylko płomieniem, który właśnie odkryła w sobie.

Ten płomień pozwolił jej wybrać życie — nie to ofiarowane z cudzej łaski, lecz to, które wreszcie należało do niej.Rozdział 1

Kilka miesięcy wcześniej…

Światło poranka wpadało przez okno, zapowiadając piękny, słoneczny dzień. Dla Aliny oznaczało to nowy początek — nowe plany, w którym jej marzenia nareszcie staną się rzeczywistością. W Warszawie była dopiero od dwóch dni. Przyjechała tu z mamą z powodu jej delegacji. Jej mama była adwokatem, która w Krakowie miała fantastyczną opinię. Miała reprezentować pewnego milionera przed sądem. Znała go dobrze, gdyż w przeszłości pracowała już dla niego. Nie była to jej pierwsza delegacja. Była doświadczonym prawnikiem, wygrała wiele spraw, nawet te bardziej skomplikowane. Wiedziała, że ta sprawa zajmie co najmniej kilka miesięcy, dlatego wzięła Alinę ze sobą z Krakowa do Warszawy.

Mieszkały chwilowo u Teresy, cioci Aliny, która sama zaproponowała im gościnę. Alina cieszyła się jednak z pobytu u bliskiej rodziny, do której jeździła od dziecka. Miała kuzynkę, która zawsze była dla niej jak siostra. Choć widywały się tylko raz czy dwa razy w roku, swój pobyt u niej zawsze uważała za szczęśliwy i beztroski.

Teraz obie już były dorosłe. Każda poszła w swoją stronę, budując własne życie, lecz dalej były blisko, a przynajmniej w to chciała wierzyć. Zawsze zależało jej na Mai, która w tym roku miała ostatni rok studiów licencjackich i Alina starała się być dla niej dużym wsparciem. W końcu zawsze wiedziała, że dodawanie skrzydeł jest niezmiernie ważne dla każdego człowieka.

Mimo iż w zamian nie otrzymała niczego podobnego, wierzyła, że to się zmieni. W końcu nikomu jeszcze nie powiedziała o swoich marzeniach, o swoich planach na przyszłość. Nie wiedzieli jeszcze, co rozgrzewa jej serce ani co sprawia, że widzi światło, gdy wokół panuje mrok. Nie znali jej głębi — tej, którą zawsze się wyróżniała.

Bo w świecie, który już dawno się zgubił, ona nigdy tego nie zrobiła. Nigdy nie przestawała marzyć, wierzyć i dawać serce, które, choć już tyle razy poranione, zawsze biło dla innych. Choć sama miała uszkodzone skrzydła, choć wiele razy upadła, nie chciała, by ktokolwiek cierpiał tak jak ona już wycierpiała. Wiedziała, co to ból i cierpienie, a swojego nikomu by nie życzyła.

Leżała jeszcze chwilę, po czym, odganiając od siebie myśli przeszłości, wstała z łóżka i poszła do toalety. Łazienka była elegancka, przytulna, dokładnie taka, jaką ją zapamiętała. Gdy była młodsza, zamykała się tu, gdzie nikt nie widział jej łez. Gdzie wiedziała, że nikt jej nie osądzi. Od tej pory wierzyła, że już nie będzie musiała tego robić, że ten okres już pozostanie za nią.

Stając przed małym lustrem, rozczesała swoje długie jasnobrązowe włosy. Umyła twarz, czując przyjemny chłód zimnej wody na twarzy. Zimna woda zawsze zdawała się ochładzać nie tylko jej skórę, ale i duszę, gdy w środku niej płonął płomień, którego łzy nie były w stanie uspokoić. Wycierając twarz chusteczką, spojrzała jeszcze chwilę w lustro. Jej duże, jasnobłękitne oczy nareszcie nie były czerwone od łez, jak do niedawna. Pamiętała dobrze to ukłucie w sercu. Pamiętała każdy ból, ale chciała wierzyć, że już niebawem pójdzie on w niepamięć.

Po wyszykowaniu się, starała się odprężyć w tej ciszy wiosennego dnia. Jak co dzień była sama w domu, więc miała całą przestrzeń dla siebie. Przestrzeń, by robić to, co zawsze kochała: pisać. Zawsze kochała literaturę, a wyobraźnię miała większą niż świat. Pamiętała, jak będąc dzieckiem, nie spała do wczesnego ranka, mając w głowie pomysły, które aż prosiły się, by zostać przelane na kartkę.

Kochała tworzyć światy, do których mogła uciekać myślami, zanurzając się w nich jak w morzu. Światy, które zawsze były jej ucieczką od rzeczywistości — miejscem, gdzie dusza i serce mogły odpocząć, z dala od koszmarów codzienności.

Nigdy jednak nie wierzyła wystarczająco w siebie i w swój talent. Zawsze myślała, że nie pisze wystarczająco dobrze, by zostać pisarką. Niestety te głosy były donośniejsze niż głos jej twórczego serca i na wiele lat porzuciła ten piękny plan na dorosłe życie. Próbowała różnych dróg, z różnych dziedzin, ale w końcu zrozumiała, że w żadnej nie zdołałaby wyrazić siebie. Nie byłaby w stanie stworzyć coś niezwykłego, sprawić by jej serce zabiło mocniej, a dusza wypełniła się tym nieznanym jeszcze ciepłem satysfakcji.

Teraz, mając dwadzieścia jeden lat, zaczęła się coraz bardziej zastanawiać, czy nie wrócić do tego marzenia, i czy ono nadal powinno pozostać tylko marzeniem. Wiedziała, że czas już dorosnąć i podjąć decyzję. Jej nadzieja wielokrotnie była wystawiana na próbę, często odlatywała od niej niczym wolny ptak — tym, którym w głębi duszy sama zawsze była.

Gdy jednak do niej wracała, starała się ją zachować już na zawsze. Nie pozwolić jej więcej odejść. Wiedziała, że nadzieja powinna umrzeć jako ostatnia, i do tej pory udało jej się ją utrzymać, mimo wszystko. Wszystko dzięki jej pasji i ucieczek do światów, które stworzyła w wyobraźni i w sercu.

Delektowała się jeszcze trochę tą ciszą, która zawsze była towarzyszem jej bólu. W końcu, biorąc laptop, zaczęła pisać, kontynuując tam, gdzie skończyła.

— Przynajmniej tutaj, mogę być tym, kim moja dusza zawsze pragnęła być. Gdzie odwaga nie jest przyćmiona mrokiem — pomyślała, zatracając się w swojej wyobraźni.

Pozwoliła, by jej serce płonęło, gdy robiła to, co kochała najbardziej. To był płomień, który ból nie zdołał ugasić.

I chciała wierzyć, że tak pozostanie.Rozdział 2

Minęło kilka dni i ostatni czas spędzony z rodziną uważała za udany. Nie zabrakło śmiechów, żartów i luźnej atmosfery. Wiedziała jednak, że takie momenty są bezcenne, bo wszyscy bywali zmienni. Próbowała jednak to zrozumieć — każdy miał swoje przyzwyczajenia, swoje problemy, swoją burzę w sercu, podczas której obecność drugiej osoby w domu nie zawsze pomagała.

Jej mama, Daria, ostatnio nie miała dla niej dużo czasu. Była bardzo zapracowana. Alina to rozumiała. Rozumiała, że jej mama ma dużą odpowiedzialność. Że kariera była dla niej priorytetem, i sama chciała w końcu stworzyć własną, lecz na swoich zasadach.

Zawsze była wolną duszą — artystką, która w głębi serca zawsze czuła, że nie urodziła się, by wpisywać się w schematy społeczeństwa. Nie zależało jej na „posadzie” czy na papierkach. Nie chciała iść na studia, bo wiedziała, że w jej przypadku byłoby to jedynie stratą czasu. Nie pragnęła „dobrej pracy”. Pragnęła przede wszystkim sposobu na wyrażenie siebie — twórczości oraz drogi, gdzie jej wolność i niezależność nie będą ograniczane dla stabilności. Bo za nic w świecie nie sprzedałaby swojej pasji, nawet dla świętego spokoju.

— Alinko, idę się przejść, chcesz iść ze mną? — z myśli wyrwał ją głos jej mamy.

Daria właśnie weszła do pokoju, biorąc lekki sweterek. Dziś była niedziela, jedna z jej wolnych. Pogoda była dziś wyjątkowo słoneczna, a dni stawały się coraz cieplejsze. Lubiła chodzić z mamą na spacery. Pozwalało jej to trochę odprężyć się i nazbierać myśli, bo przez ostatni rok miała ich zdecydowanie za dużo. W dodatku wiedziała też, że powinna zaczerpnąć trochę świeżego powietrza.

— Jasne, już idę.

Chwilę później wstała, ubierając buty — swoje nowe, ulubione. Jak tylko wyszła z budynku, poczuła jak przyjemny wiatr maja otulił jej ramiona, muskając lekko jej włosy, które w słońcu wyglądały jak mleczna czekolada. Na drzewach wokół niej już dawno wyrosły piękne, zielone liście. Ptaszki śpiewały, tworząc klimat idealny do spaceru i do refleksji serca.

Maj był dla niej zawsze pięknym miesiącem — szczególnie w tej dzielnicy miasta. Było tu pełno zieleni i wody, co zawsze ją nie tylko uspokajało, ale przede wszystkim inspirowało. Pamiętała, jak w piękne wiosenne dni zyskiwała często nowe plany, nową nadzieję, nowe światło na ciemnej drodze.

Dziś postanowiły się przejść do miejsca, które niedawno same odkryły. Było to piękne jezioro łabędzi i kaczek, które czasami tam przepływały, w lesie. Uwielbiała to miejsce, gdzie ona i Daria nie tylko miały czas dla siebie, ale i przestrzeń do szczerych rozmów na łonie natury.

Siedząc na ławce, cieszyła się świeżym powietrzem i lekkim wiatrem. Pamiętała, jak niedawno, to właśnie tu jej marzenia stały się dla niej jasne jak słońce. Choć dobrze wiedziała, że marzenia należy chronić, by nie posypały się jak zamek z piasku.

W dodatku chciała za kilka lat zamieszkać w Madrycie, gdzie kontynuowałaby swoją karierę pisarki, pisząc i tłumacząc swoje książki. Znała już sześć języków, w tym hiszpański. Nauczyła się ich wiele lat temu, chodząc na zajęcia pozaszkolne do szkoły językowej w mieście.

Rozmowa z mamą przebiegła dobrze, choć tak właściwie więcej słuchała niż mówiła. W głowie miała masę myśli, masę planów, które chciała czym prędzej zrealizować i powiedzieć najbliższym. Poza tym, zawsze wolała słuchać, bo była w tym bardzo dobra. Dyskrecja oraz empatia zawsze były jej mocną stroną. Miała dar nie tylko do słuchania, ale także do rozumienia innych. Być może dlatego, że sama wiedziała jak to jest być niesłuchaną i nierozumianą.

Jej relacja z mamą była burzliwa. W niektóre dni okazywała jej miłość i ciepło, a w inne krzywdziła ją słowami, nie rozumiejąc jej sposobu spędzania wolnego czasu. Nie wiedziała, że przecież jej córka, w tym swoim małym świecie, tworzyła arcydzieła — zamieniała ból w piękno, dając życie pokoleniom.

Mimo iż często było jej ciężko, mimo iż bolał ją brak wyrozumiałości ze strony mamy, to starała się już nie załamywać. Wiedziała, że jeśli to zrobi, to straci wszystko, a na to nie mogła sobie pozwolić. Bo można było stracić skrzydła, ale nie można było stracić duszy.

Tego wieczoru, leżąc w łóżku, słuchała jeszcze swoich ulubionych piosenek. Uwielbiała szczególnie rosyjskie piosenki, które przypominały jej o korzeniach. Jej dziadek był Rosjaninem, który wyemigrował do Krakowa pod koniec lat 50. Był on lekarzem rodzinnym, a z powodu powojennego zapotrzebowania na lekarzy specjalistów w Polsce, otrzymał wtedy propozycję w Krakowie. Później postanowił zostać tam już na stałe.

Jej babcię poznał wiele lat później, w 1970 roku, kiedy ta miała zaledwie osiemnaście lat. On wówczas miał już trzydzieści siedem lat i był wdowcem. Daria urodziła się pięć lat po ich znajomości i kilkanaście miesięcy po ślubie. Więcej dzieci nie mieli. Alina bardzo kochała swoich dziadków i w pierwszych latach życia była z nimi szczególnie związana. Jej mama zostawiła ją pod ich opieką, zajęta studiami i aplikacją adwokacką.

Urodziła ją mając dwadzieścia trzy lata, a swojego ojca Alina nigdy nie poznała. Zginął on w wypadku zanim Daria dowiedziała się o ciąży. Starała się jak najbardziej, by Alina nie odczuwała jego braku, i w pewnym sensie jej się to udało. Choć ta nieraz zastanawiała się, co by było, gdyby…

Wspominając jeszcze trochę czasy dzieciństwa, w końcu wyłączyła muzykę. Poszła spać z głową pełną pomysłów i inspiracji na dalsze historie do napisania w przyszłości.

— Kiedyś napiszę waszą historię… i nie tylko — powiedziała w myślach.

W końcu powoli odpłynęła w świat snu, który zawsze był jej ukojeniem od tego rzeczywistego.

Bo ten rzeczywisty miał przynieść jej jeszcze wszystko, tylko nie ukojenie.Rozdział 3

Tego wieczoru Maja przygotowywała się do egzaminu. Jutro miała mieć część pisemną, a ustną dopiero w przyszłym miesiącu. Alina starała się jej doradzić jak najlepiej, w co mogłaby ubrać się na to ważne wydarzenie. Jej kuzynka zawsze była osobą niezdecydowaną, rozpieszczaną przez swoją matkę, więc trudno było ją zadowolić. Mimo wszystko, starała się ją zrozumieć, w końcu taki dzień nie zdarza się codziennie.

Maja studiowała administrację, a instytut badawczy, w którym miała praktyki, zafundował jej już pracę od lipca jako sekretarka. Jej rodzina była z niej bardzo dumna. Otrzymywała wiele pochwał. W końcu znalazła sobie dobrą, stabilną posadę, co dla społeczeństwa zawsze było sukcesem absolutnym.

Alina również cieszyła się z jej osiągnięć, i choć sama nie wiedziała co to wsparcie, to starała się ją wspierać jak najlepiej. Próbowała dać jej to, co sama chciałaby otrzymywać, mimo iż nigdy nie było jej to dane.

— Może spróbuj tą — pokazała Mai czarną, elegancką sukienkę ze świecącymi oczkami wokół dekoltu, pasującą do czerni jej włosów.

— Nie… trochę za świecąca.

Ton miała znudzony, mówiła z tą swoją charakterystyczną wybrednością. Nie lubiła błyskotek, wolała proste, klasyczne ciuchy, w przeciwieństwie do Aliny.

— No to może tą? — wyciągnęła krótką, czarną sukienkę ze złotymi guzikami, którą Maja kupiła ostatnio w galerii.

— Tą ubiorę na ustny.

Maja odrzucała praktycznie wszystkie rady, która kuzynka jej dawała. Alinie zaczęły kończyć się pomysły. Nie znała dobrze gustu swojej kuzynki, bo co kilka lat się on zmieniał. W dodatku wiedziała, że mając dużą szafę pełną ciuchów, wybór nie będzie łatwy. Ostatecznie, po dłuższym czasie, Maja sama coś wybrała.

To były drobnostki, ale dla niej były frustrujące. Nie dlatego, że kuzynka nie przyjmowała jej rad, tylko dlatego, że uświadamiały jej, jaką osobą jest Maja. Już nie była tą dziewczynką, z którą dni były przepełnione śmiechem i zabawą. Stała się arogancką, rozwydrzoną i pustą materialistką, która nie wiedziała co to dusza, głębia, wrażliwość oraz bezinteresowna pomoc.

Widziała, że dziś ona i jej niegdyś ulubiona kuzynka są jak głębia oceanu i brzeg morza. Ona umiała pływać we wzburzonym oceanie, bo życie ją do tego zmusiło już dawno temu. Natomiast Maja denerwowała się od najmniejszej fali zbyt blisko jej dobrze ułożonego ręcznika. Nie wiedziała, co to znaczy cierpieć naprawdę, dotknąć dna, którego większość ludzi nie chciało sobie nawet wyobrazić. Nie znała smaku walki, której Alina musiała toczyć każdego dnia, płacąc za to ciepłymi łzami i ukłuciem w sercu. Bo w przeciwieństwie do niej, ta dziewczyna zawsze miała wszystko, czego chciała. Alinie z kolei, do tej pory, nie udało się spełnić ani jednego marzenia.

Mimo wszystko starała się wierzyć, że będzie lepiej. Że któregoś dnia, to cierpienie się nareszcie skończy, a w zamian zostanie już tylko szczęście i spokój. Słyszała wiele historii, w których marzyciele płacili wysoką cenę, zanim nadszedł ich czas. Dlatego bardzo chciała, któregoś dnia, stać się jedną z nich.

Później siedziała, jak duch, z rodziną w salonie. Maja pokazywała się i chwaliła stylizacją, którą ostatecznie wybrała na jutrzejszy egzamin. Była to biała bluzka na krótki rękaw, trochę krótsza niż jej pozostałe. Do tego miała czarne, eleganckie, szerokie spodnie oraz nowe, niskie obcasy. Alina patrzyła, jak jej wyniosła kuzynka dostaje pochwały praktycznie za nic. Bo choć ta była przekonana, że wygląda jak królowa, to tak naprawdę wyglądała zupełnie zwyczajnie. Wiedziała, że stylizacje, które ona jej wcześniej proponowała, pasowałyby jej o wiele bardziej. Ale wiedziała też, że nie może powiedzieć ani słowa, bo wywołałaby burzę.

— Jejku, jak ładnie wyglądasz, te buty do tych spodni ci naprawdę pasują. Ślicznie, skarbie! — Teresa komentowała córkę z tym przesłodzonym zachwytem.

— Nieprawdaż? — odpowiedziała Maja, a jej ton był jak zwykle żałośnie i teatralnie wyniosły.

Choć Alina uśmiechała się i starała się patrzeć na kuzynkę tak jak inni — również z dumą — to w środku czuła pewien rodzaju ból. Z jakiegoś powodu nie mogła się go pozbyć. Było to znajome ukłucie w sercu, które pojawiało się niczym niechciany i nieproszony gość. Nigdy nie próbowała zazdrościć innym, choć życie zawsze próbowało podsunąć jej do tego pretekst. Zawsze była typem altruistki — cieszyła się ze szczęścia i powodzeń innych, nawet gdy sama cierpiała. Ale nawet jej dobre i wrażliwe serce nie mogło zaprzeczyć niesprawiedliwości, w której była zmuszona żyć.

Widok kogoś, kto nigdy nie musiał się o nic starać, a miał zawsze wszystko, i kogoś, kto z kolei musiał zawsze walczyć, przegrywając tyle bitew, wywoływał u niej poczucie bezradności i frustracji. Wielokrotnie zastanawiała się, co mają inni, czego ona nie ma. Nie pragnęła wcale atencji czy oklasków — pragnęła jedynie choć trochę uznania i zrozumienia. Pragnęła innego życia niż tego w cieniu pielęgnowanej gwiazdy. Ale zrozumiała też, że jedni po prostu już się rodzą uprzywilejowani, a drudzy wręcz przeciwnie. Zrozumiała, że ona niestety zaliczała się do tej drugiej grupy. Próbowała to zaakceptować, ale zawsze pojawiało się w jej sercu pewne światełko, które można było nazwać wiarą lub złudzeniem. Wiara, że któregoś dnia to się nareszcie zmieni, lub złudzenie, że w ogóle miała prawo o tym marzyć.

Z cięższym sercem, wstała i opuściła rozjaśniony od blasku jej kuzynki salon. Czuła, że usuwa swój cień, na który i tak nikt nie zwracał uwagi. Gdy później stała pod prysznicem, chcąc zmyć z siebie ten wcześniejszy żal, którego tak nie lubiła, do jej oczu mimowolnie napłynęły łzy. Nie miała siły ich powstrzymywać, mimo iż naprawdę chciała. Nie chciała cierpieć z tego powodu, który i tak byłby dla każdego tylko drobnostką bez znaczenia. Czuła się okropnie z tym, że bolało ją to, że jej kuzynka ma wszystko, czego ona nie mogła mieć. Uświadomiła sobie jednak już dawno temu, że jej uczucia nie mają znaczenia. Że nikt nigdy nie zobaczy jej cierpienia.

Wychodząc spod prysznica, osuszyła się ręcznikiem i ubrała w piżamę. Myjąc twarz zimną wodą, pozwoliła ostatnim łzom spłynąć i zniknąć w chłodnych strumieniach wody. Zawsze pomagało jej to się oczyścić i uspokoić, gdy emocje przejmowały górę.

Siedząc później w łóżku, do pokoju weszła Maja, gdyż dzieliły go wspólnie. Alina usunęła już ślady swojej wcześniejszej rozpaczy i znów powróciła do swojej wspierającej roli.

— Jestem z ciebie dumna, Maju, powodzenia jutro na egzaminie. Jestem pewna, że poradzisz sobie świetnie.

Starała się jej dodać otuch, bo wiedziała, że się stresowała jutrzejszym dniem.

— Dziękuję — rzuciła tylko jej kuzynka.

Maja była dość chłodna, tak właściwie nie zwracała na nią większej uwagi. Dla Aliny jej zachowanie nie było niczym nowym, choć trochę zabolało ją to ignorowanie z jej strony. Miała jednak nadzieję, że jak ten etap się skończy, gdy ta już nie będzie tak zajęta nauką. I że gdy ona w końcu opowie rodzinie o swoich ambicjach i marzeniach, to ucieszą się i obdarzą wsparciem także ją.

Nie wiedziała jednak, że się myliła.Rozdział 4

Poranek był cichy i wyjątkowo gorący jak na ten miesiąc. Słońce wpadało przez okno, rozświetlając pokój i tworząc aurę, którą lubiła najbardziej. Późna wiosna była zawsze dla niej najpiękniejszym momentem w roku, w którym wyobraźnia kończyła swoje granice.

Gdy się obudziła, była sama — Mai już nie było. Wiedziała, że dziś jej nie będzie, bo po egzaminie miała iść z klasą na imprezę. Wywołało to u niej pewne wspomnienia, które jednak były rozmyte jak mgła. Pamiętała mianowicie, jak w kwietniu, gdy Maja obchodziła urodziny, poszły z jej przyjaciółmi do lokalu. Dla Aliny był to pierwszy raz, nigdy wcześniej nie wypiła tyle alkoholu, i choć później nic nie pamiętała, to i tak uważała ten wieczór za jeden z najszczęśliwszych w jej życiu. Czuła, że tamta noc pomogła jej zapomnieć o bólu, zamieniając go w śmiechy i beztroskę. Bardzo chciała go powtórzyć w któryś weekend, kiedy jej kuzynce już przejdzie urojenie, że jest od niej lepsza.

Tego ranka wzięła się ponownie za dalsze pisanie. W końcu piękna pogoda zawsze ją inspirowała. Zanurzyła się w swoim świecie, czując, że w tej chwili jest naprawdę sobą, robiąc to, co jej dusza kocha najbardziej. Dzięki odmiennej edukacji zawsze miała na to dużo czasu. Była kształcona w domu, a jej edukacją zajmowała się guwernantka. W pierwszych latach swojego życia bardzo chorowała — łapała różne niebezpieczne wirusy, przez co Daria zdecydowała się edukować ją poza murami szkoły. Tym bardziej, że finansowo mogła sobie na to śmiało pozwolić. W dodatku chciała ją także ochronić przed okrucieństwami i toksycznością, które w szkołach niestety często bywają na porządku dziennym.

Alina wspominała jednak bardzo dobrze swoje lata edukacyjne. Bardzo lubiła panią Sokołowską — jedną z nielicznych osób w jej życiu, która ją naprawdę wspierała i wierzyła w jej talent, nawet gdy ona sama w siebie nie wierzyła. Zawdzięczała jej wiele, w końcu to także dzięki niej tak bardzo pokochała sztukę już jako kilkuletnia dziewczynka.

Wbrew pozorom nie spędzała jednak całe dnie w domu. Przeciwnie, pani Sokołowska często zabierała ją do miasta lub przebywała z nią na łonie natury, ucząc ją także w praktyczny sposób. Pamiętała, jak zabierała ją do Muzeum Narodowego, ucząc ją sztuki, lub jak opowiadała jej o historii Polski w zamku królewskim na Wawelu. Sama uważała, że dzięki temu wyniosła więcej z edukacji, niż jej rówieśnicy w szkołach. Oprócz tego, chodziła przez wiele lat na zajęcia językowe. Nauczyła się tam języka angielskiego, francuskiego, włoskiego oraz hiszpańskiego. Od dziecka lubiła także rysować i malować. Chodziła przez kilka lat na zajęcia artystyczne. To właśnie tam poznała Kamilę, swoją najlepszą przyjaciółkę, którą kochała jak siostrę.

Kamila wyjechała trzy lata wcześniej do Madrytu, by studiować sztukę. Miała w planach już tam zostać, tworząc swoją karierę artystyczną. Alina była ją odwiedzić dwa lata temu i tamten miesiąc był dla nich niezapomniany.

Będąc tam, wspominały dawne czasy, gdy były dziećmi i spędzały noc w ogrodzie. Budowały tam często namiot i obserwowały nocne niebo, w nadziei, że uda im się zobaczyć spadającą gwiazdę. Obie miały już wtedy marzenia, które w dorosłym życiu pragnęły spełnić.

— _Jeśli zgasną wszystkie gwiazdy, to co będzie dalej?_ — zadała jej pytanie, które wtedy wypłynęło prosto z jej marzycielskiego serca.

— _To wtedy my będziemy gwiazdą, dla siebie nawzajem, prawda? _— odpowiedziała Kamila, z tą swoją typową błyskotliwością i optymizmem.

Alina wiedziała, że jej najlepsza przyjaciółka jest teraz szczęśliwa w Hiszpanii. Pamiętała, jak płakała ze szczęścia razem z nią, gdy udało jej się dostać do tamtej prestiżowej akademii. Czuła się wtedy, jakby to osiągnięcie było także jej własnym, bo z Kamilą zawsze dzieliły wszystko. Ich rozstanie trzy lata temu nie było łatwe — nie zabrakło łez, w końcu były ze sobą, odkąd miały 8 lat. Wychowywały się praktycznie razem. Obiecały sobie jednak, że nigdy się nie stracą, nie mogłyby. Starały się mieć regularny kontakt ze sobą, i wiedziała, że za kilka lat znów będą miały siebie na co dzień.

W południe, po wyszykowaniu się, pojechała z Teresą do galerii. Nie miała nic przeciwko, lubiła to miejsce, które przypominało jej, jak moda potrafi inspirować. Choć nigdy nie miała zbyt wielu ciuchów, bo zawsze uważała, że ważniejsza jest jakość ubrań niż ich ilość, wiedziała, że przyda jej się kilka nowych rzeczy.

Teresa była zawsze kobietą elegancką i zadbaną. Mimo iż nie lubiła świecących ciuchów tak jak Alina czy Daria, to zawsze ceniła dobry wygląd i styl. Jej gust był wyrafinowany, choć klasyczny.

Będąc w jednym ze sklepów, Alina dostrzegła pewną śliczną, długą sukienkę w kwiatki, której błękit pasował idealnie do jej oczu. Chciała jakąś sukienkę na nadchodzące lato, a ta od razu skradła jej serce. Styl cottagecore zawsze jej się podobał, chyba najbardziej ze wszystkich. To w nim czuła się dziewczęco, romantycznie, jakby jej dusza na moment zamieniała się w ubiór. Bez chwili namysłu postanowiła ją wziąć, widząc na oko, że będzie ona pasować do jej filigranowego ciała.

Później w perfumerii znalazła także swoje ulubione perfumy — La vie est belle od Lancôme. Ich nazwa była równie piękna co ich zapach, które uwielbiała. Chciała pewnego dnia móc utożsamić się z tym francuskim powiedzeniem, które często słyszała — szczególnie będąc z mamą w Paryżu dwa lata temu.

Jakiś czas później spotkały się z Dominikiem, kuzynem Aliny. Nie było to czymś niezwykłym, nieraz się spotykali w ten sposób w galerii. Dominik był starszy od Aliny i Mai o siedem lat. Był pierwszym dzieckiem Teresy, która urodziła go, będąc jeszcze w liceum. Mimo dużej różnicy wieku, zawsze mieli ze sobą dobre relacje.

— Niedawno dzwoniła do mnie Maja. Mówiła, że egzamin był banalny. Jest raczej pewna, że go zdała bez problemu — powiedział po drodze.

Alinę bardzo to ucieszyło, czuła momentalnie, jak jej serce wypełnia się ulgą. Od rana była z nią myślami, choć nie miała wątpliwości, że jej kuzynce się uda. Zawsze w nią wierzyła, zwłaszcza gdy ta zapomniała, jak to jest wierzyć w swoje możliwości.

Mimo iż nie było łatwo, mimo iż jej wiara wielokrotnie była wystawiana na próbę, to zawsze znajdywała sposób, by dawać ją innym. Nawet tym, którzy nie dali jej niczego podobnego w zamian. Zawsze była jednak bezinteresowna — nie dawała ludziom ciepła, tylko po to, by je otrzymać w zamian. Nigdy nie czerpała korzyści z innych.

Kilka dni później, gdy skończyła pisanie kolejnego rozdziału swojej książki, siedziała z rodziną w salonie. Rozmowa toczyła się o życiu i przyszłości. Maja przedstawiała swoje dylematy, czy iść jeszcze na studia magisterskie, czy zostać w pracy tam gdzie była. Inni mówili jej, że po dalszej edukacji zarabiałaby jeszcze lepiej, i w pewnym sensie była to prawda. Jednak Alina wiedziała, że wysokie zarobki i sukces w przyszłości nie zawsze mierzy się wykształceniem wyższym. Bo do pewnych ścieżek studia nie są potrzebne, i jej wymarzona ścieżka była na to idealnym przykładem.

— Alino, a ty co chcesz robić w przyszłości? Nie chciałabyś również iść na studia? — z myśli wyrwał ją głos Teresy.

Choć nie była do końca przygotowana na to pytanie, to czuła, że ma teraz idealną okazję, by wyznać im prawdę. Nie wahała się już dłużej.

— Nie. Nie chcę iść na studia, ciociu. Chcę zostać pisarką.

Jej wyznanie sprawiło, że wszyscy w salonie popatrzyli na nią, przerywając swoje czynności.

— Chcę zostać pisarką, bo zawsze kochałam literaturę. Chcę pisać książki i samodzielnie je tłumaczyć na języki, które znam. Jeśli widzicie mnie codziennie piszącą na laptopie, to właśnie dlatego. Bo piszę książkę. Książkę, która będzie początkiem mojej przyszłości — dodała.

Po wypowiedzeniu tych słów, poczuła, jakby jej dusza wyzwoliła się z łańcuchów, w których czuła się zamknięta przez tyle czasu. Chciała móc nareszcie pozwolić swoim skrzydłom wznowić lot, i otrzymać do tego słowa od bliskich, które byłyby wiatrem pod jej skrzydłami.

Nie była jednak przygotowana na to, co miało się stać po tym wyznaniu.Rozdział 5

Gdy wypowiedziała te słowa, w pomieszczeniu zapadła cisza. Zdawała sobie sprawę, że jej odpowiedź mogła ich zaskoczyć. W końcu to niecodzienna ścieżka życia — zdecydowanie inna od schematów społeczeństwa. Jednak ich reakcja nie była taka, na jaką liczyła. Jej mama spuściła lekko wzrok. Jej ciocia odwróciła głowę, a Dominik z Mają popatrzyli na siebie. Choć wtedy nie chciała przyjąć tego do wiadomości, to w ich oczach nie było ani trochę ciepła czy wsparcia. Był wręcz chłód, a ich drobne uśmiechy wskazywały na nutę kpiny. Z szybciej bijącym sercem, czekała na ich reakcję i odpowiedź.

— Pisarką, powiadasz? — Teresa odezwała się jako pierwsza. — To piękne hobby, ale czy da się na tym zyskać stabilność i dobry zarobek?

Jej ton był sceptyczny, chłodny, zupełnie inny niż ten, którego potrzebowała.

— Może, ale to nie jest pewne — wtrąciła się Maja, mówiąc tonem wyższości.

Alina momentalnie na nią popatrzyła, a w jej oczach pojawił się ból i rozczarowanie.

Zamiast ciepłego słowa, jakie ona zawsze miała dla kuzynki, od niej otrzymała właśnie przeciwieństwo wsparcia. Zabolało ją to, że jej kuzynka, którą zawsze wspierała, gdy ta tego potrzebowała, teraz zraniła ją w ten sposób. W tej chwili zastanowiła się, gdzie jest jej serce i jej empatia. Bo to, co usłyszała, było czymś dalekim od tego.

— Ja w to nie wierzę — rzuciła jeszcze Teresa.

Było to zdanie, które zadało jej kolejny cios prosto w serce na zakończenie.

Nagle zmienili temat, ucinając niczym ostrze ten o jej marzeniach. Chciała coś powiedzieć, ale jej mama spojrzała na nią w znajomy sposób — zawsze tak na nią patrzyła, gdy chciała ją uciszyć. W tej chwili nie miała nikogo, kto byłby po jej stronie, i to zabolało. Nie chciała jednak poddać się bólu, bo powiedziała sobie jakiś czas temu, że już tego nie zrobi. Dlatego nie pozostało jej nic innego, jak udawać, że wszystko jest w porządku i nie rozmawiać już dłużej o tym.

Łudziła się, że to był po prostu zły moment, że zapewne mieli gorszy dzień. Zawsze lubiła się łudzić — to był jej sposób na ochronę tego naiwnego i kruchego serca. Starała się wmówić sobie, że gdy opowie o tym następnym razem, przekona ich w końcu do siebie. Wierzyła, że okażą jej choć trochę wsparcia, tak jak okazywali go jej kuzynce. Bo w przeciwieństwie do tego, co myśleli, dla niej pisanie nie było tylko „pięknym hobby”. Pisanie było oddechem jej duszy. Marzeniem, za które byłaby w stanie poświęcić wszystko.

Serce mówiło jej, że nie potrzebowałaby w ogóle aprobaty innych. Natomiast rozum chciał ciągle wierzyć, że to było tylko małe nieporozumienie. Mimo wszystko, słowa Mai zadały jej mały cios w serce, którego niekoniecznie się spodziewała. Wiedziała, że jej kuzynka nigdy nie była szczególnie empatyczna i wspierająca, bo zawsze wolała skupiać się tylko na sobie. Liczyła chociaż, że zrozumie ją już bardziej niż inni, lecz ta zdawała się nie zrozumieć jej w ogóle.

Później postanowiła się przejść, by pozbierać myśli i uspokoić emocje. Spacery zawsze jej pomagały — miała wtedy czas i możliwość na refleksję, której nikt jej nie zakłócał. Gdy wyszła z mieszkania, poczuła jak promienie słoneczne momentalnie oświetlają jej twarz i oczy. Cieszyła się, że nikogo nie ma w pobliżu, bo łzy w jej oczach były teraz szczególnie widoczne.

Idąc przez zieloną okolice, czuła, że z każdym krokiem i oddechem ciężar jej serca zaczyna się powoli rozpływać w powietrzu. W tej dzielnicy Warszawy można było z łatwością odpocząć od głośnego tłumu miasta. Nieopodal był las, w którym jako dziecko często lubiła się zatrzymywać, by żyć w swoim świecie — tam gdzie nic nie było trudne.

Wyciągając telefon z tylnej kieszeni spodni, postanowiła zadzwonić do Kamili, która jako jedyna umiała ją zawsze podnieść na duchu.

— Cześć kochana, co tam? Wszystko w porządku? — odebrała Kamila.

W głosie miała tę iskierkę, którą znała od tylu lat, i której naprawdę jej brakowało.

— Jasne, wszystko dobrze… a u ciebie? — starała się zabrzmieć przekonująco, ale drżenie głosu niestety ją zdradziło.

— Jesteś pewna? Ali, znam ten ton… coś się stało, prawda?

Momentalnie zrozumiała, że nie ma już czego ukrywać. Z westchnieniem opowiedziała przyjaciółce o tym, co się stało — jak znalazła w końcu okazję i odwagę, by wyznać rodzinie swoje plany i marzenia, i jak spotkała się za to z ich zimnym murem. Zawsze zwierzała się Kamili, szczególnie gdy coś ją zabolało, tak jak teraz. Wiedziała, że ją wesprze, i podpowie jej, co robić dalej.

— Wiesz, może po prostu nie zrozumieli jeszcze, co to dla mnie znaczy. Może powinnam podejść do tego jeszcze raz, w inny sposób…

— Serio w to wierzysz? Ali, gdyby naprawdę byli tymi, którzy cię wspierają, zrobiliby to od razu. Nawet jeśli twoja ścieżka rożni się od ich ścieżki.

Kamila nie była głupia, przeciwnie, mimo swojego dużego poczucia humoru i optymizmu, zawsze była inteligentną dziewczyną. Od razu odczuwała prawdziwe zamiary innych. Wiedziała jednak, że serce Aliny jest czyste i naiwne. Że ta nie uwierzy w to, dopóki sama się nie przekona, jak naprawdę potrafi wyglądać rzeczywistość.

— Sama nie wiem, wiem tylko, że nie czuję się najlepiej…

— Ali, naprawdę? Twój ogień zgasł tylko dlatego, że kilka pustych ludzi go nie zrozumiało? Myślisz, że twoja wartość zależy od ich słów i ograniczeń?

— Nie chodzi tylko o to, Kami. Ostatnimi czasami w ogóle nie czuję się tu dobrze. Czuję się, jakbym była jedynie cieniem, na który nikt nie zwraca uwagi. Chyba że zacznie przeszkadzać miejscom sztucznie rozświetlonymi wiadomo przez kogo…

Wyrzuciła w końcu z siebie trochę tego ciężaru. Bo czuła, że zaczynał ją boleć coraz bardziej, gdy tylko przypominała sobie, kto nie musiał robić nic, by dostać wszystko, czego chce.

Wtedy Kamila zaproponowała jej coś, od czego momentalnie zrobiło się jej cieplej na sercu.

— To przyleć do mnie — odpowiedziała bez zastanowienia. — Musisz się zrelaksować i odpocząć od tej trucizny. Trochę czasu w Madrycie ci nie zaszkodzi, wręcz przeciwnie. A poza tym, nudno mi tu teraz jest.

Kamila żyła w mieszkaniu należącym do jej ciotki, która od wielu lat mieszkała ze swoim nowym mężem w Paryżu. Zostawiła je siostrzenicy na czas studiów i dalsze życie w Madrycie. Tydzień temu skończyła trzeci rok szkolny. Do Krakowa, do rodziny, miała polecieć dopiero w lipcu. Alinie wydawało się to pomysłem świetnym — tym bardziej, że ostatnio widziały się prawie dwa lata temu.

— Wiesz, w sumie… może masz rację…

— Na pewno mam rację, Mówię ci, to ci dobrze zrobi. Przyleć do mnie i zostań do lipca.

Alina tęskniła zarówno za nią, jak i za Madrytem. Kochała to miasto, gdzie mogła oddychać pełną piersią, z dala od ludzi, którzy nie rozumieli jej głębi i byli jedynie oprawcami w białych rękawiczkach. Nie mogła się nie zgodzić z przyjaciółką, że ten wyjazd dobrze by jej zrobił. Wiedziała, że ludzie w tym mieszkaniu już nie są tymi, kim byli. A może tak naprawdę nigdy nie byli tymi, za których ich miała. W tej chwili nie miało to dla niej już większego znaczenia, liczyło się tylko to, że już niedługo nareszcie zobaczy się z Kamilą. I że to właśnie z nią spędzi swoje dwudzieste pierwsze urodziny.

Tego wieczoru zaczęła szukać najbliżej dostępnych lotów do Madrytu. Wybrała ten w przyszły piątek. Poczuła momentalnie, jak jej serce bije szybciej — z ekscytacją, której nie czuła już dawno. Była wdzięczna Kamili, że dała jej to, czego potrzebowała, zanim zdążyła w ogóle zrozumieć, że tego potrzebowała.

— To za sześć dni lecisz do Hiszpanii, do tej twojej przyjaciółki? — Teresa weszła do pokoju, niespodziewanie, jak zwykle.

— Tak. Kupiłam bilet na następny piątek. Spędzę trochę czasu z Kamilą. Z osobą, która wie jak mnie wspierać — Alina zaakcentowała trochę ostatnie słowa.

Teresa nie zareagowała jednak zbytnio na to. Prawdopodobnie nie zrozumiała nawet, że Alina odnosi się do niej i tamtej wcześniejszej sytuacji. Alinę to nie dziwiło. Wiedziała, że jej ciocia nie grzeszy inteligencją, i że i tak nie przyznałaby się do błędu. Nie chciała już jednak myśleć o tym, co się stało, mimo iż zostawiło to w niej ślad. Wmawiała sobie, że jeszcze to naprawi. Mimo wszystko, wyjazd do Kamili był teraz dla niej priorytetem, bo był jedyną ulgą w tym emocjonalnym chaosie. Zwłaszcza, że wywołali go ci, którzy nigdy nie powinni byli tego zrobić.

W głowie już sobie planowała, jak spędzą razem ten wspólny czas, pierwszy po tak długim czasie. Bo z Kamilą znikało wszystko, co złe. Była pewna jednego: tych sześć dni będzie odliczać z niecierpliwością.Rozdział 6

Lotnisko było tłoczne, a kolejki do nadania bagażu długie. Nie było w tym jednak nic dziwnego, w końcu sezon wakacyjny zawsze taki był. Przyjechała na lotnisko trzy godziny wcześniej, nadając go jako jedna z pierwszych. Jej lot miał być na szesnastą i trwać prawie cztery godziny. Przez ten czas miała zamiar przeczytać pewną hiszpańską książkę — tę, którą kupiła sobie kilka lat wcześniej podczas wakacji na Majorce.

Później, czekając na wejście na pokład, wyjęła z torebki wachlarz, by ochłodzić się choć trochę. Było bardzo gorąco, i wiedziała, że w Madrycie będzie jeszcze gorzej.

Miała na sobie jedynie lekki, letni kombinezon na cienkich ramiączkach i krótkich spodenkach. Włosy miała upięte w niskiego, luźnego koka, a na nogach miała jedynie wygodne sandałki. Nie malowała oczu, tym bardziej, że i tak miała ciemne okulary przeciwsłoneczne. Zresztą, mocny makijaż roztopiłby się jak lód na patyku w taki upał.

Będąc już w samolocie, wyjrzała przez okno, oglądając chmury, nad którymi leciała. Przypomniało jej się, jak leciała samolotem pierwszy raz mając pięć lat i wierząc w najbardziej niezwykłe rzeczy.

— _Mamo, czy chmury są łóżkami aniołów, a niebo jest ich domem?_ — zapytała wtedy, pełna dziecięcej wiary i niewinności.

— _Tak właśnie jest, Alinko._

— _To będziemy mogły zobaczyć zaraz anioła na którejś z chmur?_

— _Nie, kochanie, aniołki nie przebywają na chmurach, gdy leci samolot_ — Daria uśmiechnęła się i pokręciła wtedy głową pobłażliwie.

Choć wtedy ją to zawiodło, jej wiara w anioły nigdy nie zniknęła. Zawsze fascynowały ją te istoty. W dzieciństwie marzyła, by móc kiedyś latać tak jak one — wolna od wszystkiego, co na ziemi ją skrzywdziło. Bo wolność w życiu i w duszy było jedynym, o co tak naprawdę zawsze prosiła.

Podróż minęła dość szybko dzięki myślom i książce. Czuła, jak ląduje w Hiszpanii z sercem lżejszym i duszą wolniejszą. Później na lotnisku odebrała bagaż i skierowała się w stronę wyjścia. Gdy wychodziła, momentalnie zauważyła ją — swoją ukochaną przyjaciółkę, z oczami wzruszonymi i uśmiechem najbardziej szczerym, jaki ostatnio ktokolwiek skierował w jej stronę. Momentalnie pobiegła do niej, rzucając jej się w ramiona. Walizka prawie się przewróciła pod prędkością jej biegu, ale nie obchodziło ją to.

W ramionach Kamili czuła, że może w końcu wyzwolić swoje emocje. Obie zaczęły płakać ze wzruszenia. Dopiero teraz zrozumiały, jak bardzo za sobą tęskniły. Pierwszy raz od dawna była naprawdę szczęśliwa. Kamila była dokładnie taka, jaką ją zawsze pamiętała — piękna brunetka o czekoladowych oczach, trochę wyższa od niej, z ciepłem większym niż iberyjskie słońce. Włosy miała spięte w wysoki kucyk, tak jak najbardziej lubiła podczas upalnych dni.

— Nie wiesz jak mi ciebie brakowało… — wyznała wzruszona Alina, tuląc się do niej.

— Mi też, kochana, nareszcie już jesteś!

To nie było tylko pojednanie dwóch przyjaciółek, ale przede wszystkim pojednanie bratnich dusz, które przecież sercem nigdy nie były daleko od siebie. Bo żadna przeszkoda, żadna odległość, żadna wspólna codzienność odebrana nie są w stanie złamać więzi tych, co czują najsilniej i najgłębiej. Alina z Kamilą były duszami wrażliwymi, które świat nie był w stanie zrozumieć. Nie tak jak one rozumiały siebie nawzajem.

W końcu pojechały do mieszkania Kamili, które znajdowało się godzinę drogi dwoma autobusami od lotniska. Całą drogę praktycznie rozmawiały i żartowały. Miały sobie tyle do powiedzenia, szczególnie Kamila. Opowiadała Alinie o przedostatnim roku w Real Academia de Bellas Artes de San Fernando. Natomiast Alina opowiadała jej o swoich planach pisarskich, bo z poruszeniem tematu jej rodziny wolała poczekać, aż w końcu będą w mieszkaniu.

— Naprawdę dwadzieścia godzin malowałaś to cudo? — zapytała, gdy Kamila pokazała jej na telefonie zdjęcie obrazu, które wykonała na egzamin praktyczny.

— Udało mi się w trzy dni. Ciągle byłam niezdecydowana, co zrobić, aż w końcu wpadłam na ten pomysł.

— Kami, jest przepiękny…

Obraz przedstawiał dziewczynę w długiej sukni. Siedziała w ogrodzie pełnym róż i zieleni, na białej ławce zdobionej z lekkiego bluszczu. Emanowała spokojem, jakiego trudno było znaleźć w tym świecie. Spokojem, o którym Alina zawsze marzyła, i dzieło jej przyjaciółki przedstawiło to w piękny sposób. Kamila zawsze miała wielki talent, którym Alina nigdy nie mogła się wystarczająco zachwycić. Nie miała wątpliwości, że jej przyjaciółka pewnego dnia zostanie wielką artystką. W końcu było to jej największym marzeniem, które zaczynała powoli spełniać.

Gdy dojechały do mieszkania, było już po dwudziestej pierwszej. Słońce zaczynało powoli zachodzić. Mieszkanie było eleganckie — od jej ostatniego pobytu w nim nie zmieniło się praktycznie nic. Ściany w kolorze pudrowego różu, złote zdobienia, obrazy Kamili oraz ich wspólne zdjęcia w jej pokoju sprawiały, że od razu czuła się jak w domu. Bardziej niż kiedykolwiek czuła się tam, u rodziny.

W sypialni Kamila pomogła jej się rozpakować. Nie miała ze sobą dużo ciuchów — jedynie kilka sukienek, topów, spodenek, kolejną parę sandałek, a także bikini. Choć w Madrycie nie było plaży, był za to świetny basen, na który poszły dwa lata wcześniej, gdy odwiedziła ją po raz pierwszy.

Ten wieczór spędziły na wspólnych wspomnieniach, żartach i wyznaniach. Kamila miała dobre hiszpańskie wino — ich ulubione — którego się napiły. Alina czuła w końcu, że może się zwierzyć komuś, kto jej nie oceni ani nie zrozumie źle.

— Po prostu nie rozumiem, dlaczego to, co chcę robić w życiu, zostało odebrane w taki sposób. Przecież tylu pisarzy odniosło sukces dzięki własnym książkom… a to jest czymś, czego zwykle hobby nie przyniesie. Więc jak one mogły mi powiedzieć coś takiego? Dlaczego to zrobiły? Czy ja naprawdę wyraziłam się aż tak źle?

Kamila natychmiast zareagowała, nie mogła pozwolić, by jej przyjaciółka naprawdę uwierzyła, że to ona zawiniła.

— Nie, kochanie, absolutnie nie. Nie myśl nawet, że źle się wyraziłaś, czy że to twoja wina.

Kamila chwyciła jej dłoń, patrząc na nią z tym ciepłem i troską, której Alinie tak brakowało.

— To dlaczego tak zareagowali, oni wszyscy?

— Bo ich umysły są zamknięte jak drzwi na kłódkę, do których wchodzi tylko ten, kto wpasowuje się w ich nudne schematy i oczekiwania. Dlatego.

Lekko ją zamurowało, nie była przyzwyczajona, że ktoś jest po jej stronie i walczy przeciwko jej poczuciu winy. Zawsze czuła się winna wszystkiemu, co jej się przytrafia. Może dlatego, że jej mama miała zawsze tendencje do obwiniania jej, nawet gdy to ona była ofiarą.

— Oni wychwalają ciągle Maję, bo ona gra według schematów i tabelek. Podąża ich utartą ścieżką, podczas gdy ty zawsze miałaś odwagę iść własną — dodała Kamila, z ogniem w sercu, który zawsze miała dla Aliny, gdy ta zaczynała tracić swój.

— Kami, ja…

— Mówisz, że czujesz się gorsza od niej, ale czy ta pusta i rozwydrzona dziewucha ma tą iskrę, tą pasję, ten talent i te marzenia większe od ścian urzędu, które masz ty?

To pytanie wypłynęło prosto z jej serca, by przebić się do serca przyjaciółki. Alinę skłoniło to do refleksji. Nigdy wcześniej nie patrzyła na to w ten sposób, ale Kamila pokazała jej nową perspektywę — tą, z której to nie ona jest cieniem, tylko oni sztucznym światłem zamkniętym w ścianach.

— Nie… — odpowiedziała, po chwili namysłu.

— No właśnie… Ali, ona może mieć papierek. Może mieć posadę, ale nie ma i nigdy nie będzie miała tego co masz ty. Bo ty masz duszę, pasję, głębię i wrażliwość, a tego nie da się nauczyć na żadnych studiach.

Były to słowa, które potrzebowała bardziej niż cokolwiek innego. Wiedziała, że jej przyjaciółka mówi je z doświadczenia, bo sama płaciła cenę za bycie wolną artystką. W Krakowie wiele ludzi z otoczenia ją osądzało, ale zrozumiała, że to oni byli ograniczeni i bali się jej blasku. Doskonale rozumiały się nawzajem, bo obie przechodziły przez to samo. Żyły w kosmosie, podczas gdy inni żyli w kratkach. Bo ludzie nigdy nie rozumieli, że sukces w sztuce i w literaturze jest inny. Jest wolny, ryzykowny, ale autentyczny i potężny.

Nie wiedziała, jak dziękować Kamili. Dzięki niej, odzyskała chwilową siłę i wiarę w siebie, bo od kilku dni wisiała ona na włosku. A nikt tak jak Kamila, nie umiał opatrywać ran jej skrzydeł, bo ci wokół niej umieli je tylko zadawać.

Następnego dnia wstały około południa. Wczorajszej nocy siedziały do trzeciej nad ranem. Było to u nich normalne — już od dziecka miały w zwyczaju rozmawiać pół nocy, gdy nocowały u siebie. Stojąc w kuchni, przygotowywały razem śniadanie, wspominając czasy dzieciństwa.

— Pamiętasz, jak miałyśmy dziesięć lat i piekłyśmy razem ciasto, ale zapomniałyśmy o nim w piekarniku? — spytała Alina śmiejąc się.

— Całe szczęście, że jedynie góra trochę się spaliła, bo niewiele brakowało temu cieście, by wyglądał jak z horroru! — obie wybuchły śmiechem.

Później spędziły dalsze chwile w domu, gdyż temperatura na zewnątrz wręcz odradzała wyjścia na dwór. Nie było to niczym nadzwyczajnym — latem w Hiszpanii życie zaczynało się dopiero po zachodzie słońca.

Później wyszły zjeść kolację na mieście w ich ulubionej knajpie, niedaleko mieszkania. Była ona przytulna i klimatyczna, a jedzenie było wyśmienite. Alina uwielbiała hiszpańską kuchnię, jak i również ten cudowny, madrycki styl życia. Tutaj nikt by jej nie poganiał. Nikt nie wyśmiewał, i nikt by jej nie mówił, co ma robić. Tutaj mogła być sobą — wolną, niezależną artystką, blisko osoby, którą kochała najbardziej.

— Zastanawiasz się, jak często będziemy tu przychodzić, gdy już tu zamieszkasz, moja pisarko? — z myśli wyrwał ją ciepły i żartobliwy głos Kamili.

Momentalnie uśmiechnęła się i zaśmiała lekko. Kamila powiedziała to z taką pewnością, jakby to był jedyny możliwy scenariusz jej przyszłości.

— Nad tym to akurat nie muszę się zastanawiać.

— To jak, za przyszłość? — Kamila uniosła lekko kieliszek, by wznieść toast.

Przyszłość, która w chwilach takich jak ta, wydawała się pewna i szczęśliwa. Bo przecież jak tu widzieć cienie, gdy ma się przy sobie tak jasne światło?

— Za przyszłość.

Po tych słowach stuknęły się kieliszkiem, biorąc łyk tego musującego, różowego wina — ich ulubionego.

Jednak do tej przyszłości musiała jeszcze przejść przez przeszkody, których w tej chwili sobie nawet nie wyobrażała.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij