Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość
  • promocja

Antysystem - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
7 sierpnia 2026
3405 pkt
punktów Virtualo

Antysystem - ebook

O wszystkim bez kompromisów.

„Polska sama się wykańcza… Mamy dwa zwalczające się plemiona. To trochę jak w walce kogutów. Walki kogutów są w Europie chyba ściśle zakazane, ale kiedyś nakręciłem na ten temat odcinek „Boso przez świat”. Nie ma tak, żeby koguty mogły się pogodzić, one muszą się zadziobać, jeden zawsze próbuje dopaść drugiego. Teraz kogut Nawrocki stoi naprzeciwko koguta Tuska i muszą się dziobać.” Wojciech Cejrowski i Paweł Lisicki - dwóch niepokornych dziennikarzy - stworzyli Antysystem, gdzie nie żongluje się prawdą i gdzie niewygodne tematy nie istnieją. Potwierdzane są za to tezy, które jeszcze jakiś czas temu były niepopularne i stawiane są nowe, które zapewne za chwilę się uzasadnią. Bo zmieniają się czasy i zmieniają się ludzie, którzy do utrzymania władzy i bogactwa muszą zmienić narrację. Nasi Autorzy potrafią tę zmianę uchwycić.

Kategoria: Politologia
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-8375-308-9
Rozmiar pliku: 1,6 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

Strategia Trumpa wobec Europy

Grudzień 2025

Paweł Lisicki: Przyjechał Pan do Polski, a tu spora awantura: Stany Zjednoczone przyjęły nową strategię bezpieczeństwa i wielu ludzi twierdzi, że to koniec. Ameryka stawia na izolacjonizm, porzuca Europę i Polskę, następuje koniec dobrych relacji. Pewnie się Pan z tym zetknął?

Wojciech Cejrowski: Tak, słyszę takie głosy. Ambasadorowie z różnych krajów w Europie albo wypowiadają się płaczliwie, albo milczą, bo nie wiedzą, co powiedzieć. To jest świadectwem braku jakiejkolwiek koncepcji. Za każdym razem, kiedy Donald Trump przedstawi coś konkretnego, to ci ludzie nie mają żadnej kontry. Nie byli przygotowani na żadne idee, na żadne pomysły, które przychodzą z Ameryki. Tymczasem dyplomacja powinna polegać także na tym, że coś się przewiduje. W tym celu wysyłamy przecież ambasadorów, żeby na miejscu orientowali się, co tam słychać i co się będzie działo. Dzięki temu jeszcze przed wybuchem wojny w Sudanie wiemy, że się pokłócą i Sudan pęknie na dwie połowy. Możemy się na to przygotować, bo na miejscu już czuć tę sytuację. Tymczasem w przypadku Trumpa ambasadorowie są zawsze zaskoczeni. Czego by nie powiedział, tylko się oburzają: że nie wysyłał im wcześniej sygnałów, że to nie jest tak, jak oni by chcieli… To nieprawda. W Ameryce narasta określona sytuacja, Unia Europejska powinna się jakoś wobec tego faktu ustawić. Tak bywa, że na świecie zdarzają się rzeczy negatywne. Na przykład: idzie zima, a Panu zepsuł się piec. To jest zdarzenie negatywne, więc musi Pan jakoś zareagować. Kupuje Pan nowy piec albo naprawia stary. Coś Pan robi! Politycy europejscy postępują inaczej. Są oburzeni, że Trump ma pomysł na Amerykę, bo to jest inny pomysł niż ich własny. Ich zdaniem Ameryka powinna wysyłać pieniądze do NATO, płacić składki za Francję i za Niemcy. Powinna kupować broń za pieniądze amerykańskiego podatnika, a potem przekazywać ją różnym krajom w Europie. Tak zresztą było do pierwszej kadencji Trumpa. Kiedy Trump dokonuje zmiany, co zresztą zapowiadał, to oni są zaskoczeni i oburzeni…

P.L.: Gdy pierwszy raz usłyszałem o nowej strategii bezpieczeństwa, to pomyślałem, że mamy powód do niepokoju. Z przekazów medialnych, polskich i zagranicznych, wynika, że Stany Zjednoczone porzucają Europę, a kwestia bezpieczeństwa na naszym kontynencie przestaje być dla Waszyngtonu jakkolwiek istotna. Sięgnąłem jednak później do oryginalnego tekstu strategii i doszedłem do wniosku, że istnieje wielka niespójność pomiędzy przekazem medialnym a faktami. Moim zdaniem amerykańska strategia stanowi po prostu pochwałę realizmu politycznego – i to realizmu głęboko osadzonego w interesie narodowym kraju. Amerykańska strategia przedstawia oczywiście interes amerykański, ale ten dokument stwarza zarazem szansę dla wszystkich innych państw, które chciałyby działać w podobny sposób. Tekst stawia trzy pytania. Po pierwsze, czego chcą Stany Zjednoczone? Po drugie, jakimi środkami dysponują, żeby to osiągnąć? Po trzecie, jak połączyć cele i środki we wspólnej strategii? Mówię o tym, żeby pokazać, jak spójny i realistycznie napisany jest to dokument. Podam jeden konkretny przykład, który dotyczy Unii Europejskiej. Na podstawie tekstu strategii Trumpa różni komentatorzy uznali, że mamy do czynienia z izolacjonizmem i działaniem antyeuropejskim. Tymczasem prawda jest zupełnie inna. W strategii czytamy, że kontynentalna Europa utraciła udział w światowym PKB z 25 procent w 1990 roku do 14 procent dziś, częściowo z powodu krajowych i ponadnarodowych regulacji, które podważają kreatywność i pracowitość. To jest absolutnie oczywiste…

W.C.: To jest po prostu fakt – rzetelny opis rzeczywistości.

P.L.: Dokładnie. Co więcej, dane odnoszą się do Unii Europejskiej z roku 1990, która była przecież blokiem o wiele mniejszym niż obecnie, bez państw Europy Środkowej – nie było w niej Polski, Węgier, Czech, Słowacji, państw bałtyckich, Rumunii, Bułgarii… Teoretycznie więc kiedy wszystkie te kraje dołączyły do Unii w roku 2004, to procentowy udział w światowym PKB powinien skokowo wzrosnąć i w roku publikacji strategii, czyli 2025, wynosić 30 czy nawet 35 procent. Tymczasem zamiast wzrosnąć, spadł do 14 procent. To jest po prostu stan chorobowy – paraliż, w którym organizm poszerza się, ale ma coraz mniej sił życiowych. Czy można mieć pretensje do Donalda Trumpa o to, że to stwierdza? Moim zdaniem strategia nie daje żadnej realnej podstawy do tego, by uznać ją za „atak na Europę”.

W.C.: Donald Trump stawia sobie pewne cele i ogarnia wzrokiem środki, które pozwalają mu do nich dojść. Sprawdza, czym dysponuje. Przypatruje się również swoim partnerom w zakresie bezpieczeństwa światowego, czyli krajom europejskim, które są członkami NATO. Amerykanie widzą, że kiedyś Unia Europejska była silna i liczyła się na świecie, bo jej gospodarka stanowiła 25 procent gospodarki światowej. Unia rozszerzyła się terytorialnie, ale jej moc po prostu się skurczyła. Ona się nadyma, pochłania kolejne kraje, których bogactwo i produkcja powinny wzrastać – ale tak się nie dzieje. Oczywiście w Unii Europejskiej będą tłumaczyć, że to tak wcale nie jest: świat po prostu rozwija się dużo szybciej, więc chociaż unijna gospodarka kolosalnie wzrosła, to nie może nadgonić… Tyle że to jest właśnie najgorsze: świat rozwija się szybciej od nas, a my, pomimo rozszerzania się, cały czas się kurczymy. To oznacza, że gospodarcza konstrukcja Unii Europejskiej jest wadliwa, bo kraje Trzeciego Świata, które nie mają tej konstrukcji, rozwijają się bardziej dynamicznie. Unijni urzędnicy i politycy dziwią się, że Trump im to wytknął. Przecież był w ONZ i wygłosił przemówienie. Wszystko tam powiedział. Europejscy przywódcy też tam byli, ale najwyraźniej pozatykali uszy i nie zrobili notatek. Ja przypomnę, co powiedział Trump. Stwierdził wtedy, że Europa popełnia samobójstwo gospodarcze. Upiera się przy regulacjach klimatycznych, twierdzi, że europejskie kominy mają wpływ na klimat. Kiedy zaczyna wprowadzać te wszystkie ograniczenia, to zaczyna dławić gospodarkę. Zdławiona gospodarka oznacza zmniejszenie siły militarnej, bo Europy nie stać już na to, żeby kupić różne rzeczy do strzelania. Trump powiedział też, że Europa osłabia się polityką migracyjną. Jak nie wierzycie, mówił, spójrzcie na Amerykę: zamknąłem granice, sytuacja gospodarcza się poprawiła. Zlikwidowałem przymus wiatraków, paneli słonecznych i inne głupoty, zacząłem wydobywać ropę – wzrost gospodarczy jest kolosalny. Wszystko to Trump ogłosił otwartym tekstem. Nie było tam europejskich ambasadorów? Nie słyszeli tego, co mówił, i są nagle zdziwieni, kiedy zobaczyli strategię bezpieczeństwa?

P.L.: To, co napisano w strategii USA na temat Unii Europejskiej, to tylko drobna część całości – zaledwie podrozdział. Więcej miejsca poświęca się kwestiom istotniejszym z perspektywy USA. W tekście krytykuje się też głęboki kryzys kulturowy. Strategia wskazuje, że gospodarczy upadek Europy blednie w obliczu kryzysu cywilizacyjnego, który grozi wręcz „wymazaniem” Europy. To bardzo mocne słowa, ale ponownie – oparte na faktach; przecież wszyscy widzimy, co się dzieje w państwach europejskich w związku z masową migracją oraz demontażem kultury w kluczu lewicowej ideologii. Następnie strategia mówi o instytucjach ponadnarodowych, które podważają wolność polityczną i suwerenność, a także o polityce migracyjnej, która przekształca kontynent. Dokument krytykuje również europejską cenzurę, tłumienie opozycji politycznej, dramatyczny spadek dzietności czy wyzbywanie się tożsamości narodowej i poczucia własnej wartości. Amerykanie trafili w samo sedno. Przecież to właśnie te sprawy stanowią clou problemu Europy.

W.C.: To ja to przetłumaczę jeszcze na polski. Przychodzi chłop do baby, czyli Trump do Europy, i mówi: „Kochanie, przestajesz być wiarygodnym partnerem w tym transatlantyckim małżeństwie. Nie ćwiczysz. Nie masz pieniędzy. Popełniasz samobójstwo gospodarcze. Jak mam dalej ci ufać? W dodatku u nas w domu, w Ameryce, szanujemy wolność słowa, mamy ją wpisaną do konstytucji – a ty wprowadzasz na swoim terenie zamordyzm. To nie jest tak, że wyrzucam cię nagle z domu. Nie; mówię ci, że przestajemy się rozumieć. Kiedyś istniały sprawy cenne dla nas obojga. To reszta świata stosowała cenzurę. Tak robił Związek Sowiecki, zresztą w Rosji nadal tak postępują. To źli ludzie; ale teraz ty robisz to samo. Jak to możliwe? Przestajesz być partnerem Ameryki”. Mówiąc krótko, Trump nikogo nie opuścił: stwierdził tylko fakty. Europa przestaje być partnerem militarnym, bo się nie zbroi; przestaje być partnerem handlowym, bo podupada gospodarczo. Dla Ameryki wniosek jest jasny: czas robić interesy z kimś innym. Europa przestaje być nawet partnerem muzealno-intelektualno-kulturowym, bo stosuje cenzurę i o pewnych rzeczach mówić w Europie nie wolno. Partnerstwo na takich zasadach jest niemożliwe.

P.L.: W strategii jeszcze jeden element jest ważny. Wiele miejsca poświęca się zalewowi migrantów, który niszczy poszczególne państwa. To bardzo istotne także dla Polski, bo nieco wcześniej przez nasz kraj przetoczyła się duża debata na temat tak zwanych uchodźców. Chodziło o to, czy Polska jest zwolniona z ich przyjmowania, czy nie. Donald Tusk ogłosił, że jest zwolniona, ale w dokumencie, który Polska podpisała, napisano coś innego, znacznie bardziej ograniczonego: jedynie tyle, że może ubiegać się o zwolnienie.

W.C.: Jeżeli będzie się ubiegać, to mogą tę naszą petycję rozpatrzyć pozytywnie – albo negatywnie. Jeżeli rozpatrzą pozytywnie, to być może tylko tymczasowo. Czyli na chwilę się zgodzą, a później i tak przyślą nam wszystkie kolory tęczy.

P.L.: A jeżeli ich nie przyjmiemy, to będziemy musieli płacić… Mnie najbardziej uderzyło, że w debacie o migracji nikt nie zadał podstawowego pytania: do czego w ogóle potrzebny jest Unii Europejskiej traktat dotyczący przyjmowania imigrantów? Przecież psim obowiązkiem każdego państwa jest pilnowanie własnych granic. Skoro Unia Europejska już istnieje, powinna zajmować się tym, jak pomóc w obronie granic państw członkowskich, a nie tym, kto ilu przyjmie imigrantów lub jaką karę zapłaci, jeżeli ich nie przyjmie.

W.C.: „Powinna”? Pan chyba nie zrozumiał koncepcji Unii Europejskiej.

P.L.: Zrozumiałem, chcę tylko pokazać absurd tej sytuacji.

W.C.: Unia Europejska od samego początku zajmowała się likwidacją granic. Nigdy nikt nie mówił o ich strzeżeniu! Obronę granic i bezpieczeństwo spychano zawsze na NATO – Ameryka jest silna, więc niech nas broni, nikt nas wtedy nie zaatakuje. Tak myślano we Francji, Niemczech czy Holandii jeszcze przed włączeniem Polski do Unii. Politycy w tych krajach nie przejmowali się zbrojeniami ani ćwiczeniem swoich wojsk, bo byli przekonani, że Ameryka jest na posterunku – w końcu przez całą zimną wojnę pilnowała w Europie swoich interesów. Zresztą rzeczywiście tak było, bo Amerykanom mocno na tym zależało: gdyby Rosja pochłonęła kolejne połacie Europy i łyknęła gospodarkę zachodnich Niemiec albo i Francji, to stałaby się zbyt silna i mogłaby próbować konfrontacji z Ameryką. Stany Zjednoczone nie chciały dopuścić do tego, by Związek Sowiecki cokolwiek jeszcze chapnął. Dlatego w wyraźnym interesie USA leżało stacjonowanie w Europie wojsk. To wszystko się skończyło, bo Francja i Niemcy nie są już wiarygodnymi partnerami, ani w gospodarce, ani w obronie. W dodatku Ameryka skupiła się bardziej na własnych finansach i bezpieczeństwie. Amerykanie doszli do wniosku, że mogą zabezpieczyć swoje interesy w inny sposób, bez Europy, skoro nie ma z niej żadnych korzyści. Europa się zwija, więc handel z nią i tak jest coraz mniej korzystny; w sprawie bezpieczeństwa postawiono na doktrynę Monroe, czyli okopanie się wokół własnego kontynentu. Waszyngton chce mieć pod kontrolą Amerykę Południową i szczególnie Centralną, tak żeby nie wchodzili tam Chińczycy i Ruscy; chce też kontrolować Kanał Panamski. Dodatkowo Amerykanie zaczęli patrzeć na północ, ku Grenlandii, tak żeby rządzić na wodach w tym regionie. Amerykanie będą się bronić na swoim terenie.

P.L.: Dokładnie tak mówi strategia. Dosłowny cytat: „ nie jest wcale oczywiste, czy niektóre państwa europejskie będą dysponować gospodarkami i siłami zbrojnymi wystarczająco silnymi, by pozostać wiarygodnymi sojusznikami”. Czysta prawda, bo jeżeli zwija się gospodarka, gwałtownie spada dzietność, a migranci rozsadzają państwa od środka, to kraje unijne po prostu nie są w stanie zapewnić swojej pozycji jako stabilni partnerzy. Amerykanie nie chcą jednak Europy porzucać, wskazują raczej na możliwość uzdrowienia. Piszą, że ich intencją jest, by Europa pozostała europejska, odzyskała cywilizacyjną pewność siebie i porzuciła swoją błędną koncentrację na dławieniu gospodarki i nadmiernych regulacjach. Dlatego właśnie strategia bezpieczeństwa USA to szansa dla tych wszystkich, którzy chcą skończyć z dławieniem europejskiej gospodarki i szaleństwem ideologii, a rozpocząć obronę granic i przywracanie normalności.

W.C.: Trump powiedział: „Kochanie, jeżeli doprowadzisz się do porządku, to ja chcę żyć z tobą dalej pod jednym dachem. Zerwiesz z cenzurą, zakończysz zielone szaleństwa, weźmiesz się za normalną produkcję, zaczniesz się znowu rozmnażać, przywrócisz kontrolę granic – kiedy ponownie staniesz się normalną Europą, możemy znowu gadać”. Teza, że Trump porzucił Europę, jest nieprawdziwa z jeszcze jednego powodu. W strategii napisano, że Ameryka nie ma o czym gadać z Unią Europejską, ale może rozmawiać z poszczególnymi krajami – z każdym inaczej. Czy dany kraj jest członkiem Unii, czy nie, to jego sprawa. Jeżeli będzie mieć jakieś karty, które dla Amerykanów są wartościowe, to porozumienie będzie możliwe jakby obok Unii Europejskiej. Donald Trump nie chce rozwalać Unii Europejskiej. Unia w ogóle go nie obchodzi. On chce ją zignorować. Nie będzie rozmawiać z Brukselą, będzie rozmawiać z Bukaresztem. Jeżeli Bukareszt powie: „Nie, musisz najpierw zadzwonić do Brukseli”, no to koniec interesów. Dla Ameryki sens ma rozmowa na poziomie narodowym. To najbardziej podoba mi się w tej koncepcji, bo to bardzo pozytywne podejście. Możemy usiąść w Warszawie i porozmawiać o współpracy Ameryki z Polską, a jeżeli Polska ma jakieś ograniczenia ze względu na Unię Europejską – to już Polski problem, Trumpa to nie interesuje.

P.L.: Przeczytam Panu jeszcze coś. Strategia ogłasza, że Europa pozostaje dla Stanów Zjednoczonych „kluczowa” – zarówno strategicznie, jak i kulturowo. Nie wiem, jak można takie słowa odczytać jako deklarację porzucenia Europy. To tylko odrzucenie idiotycznej propagandy unijnej, a nie Europy jako takiej. Być może panikarskie reakcje na tę strategię bezpieczeństwa wynikają z faktu, że w dokumencie nie prezentuje się Rosji jako zagrożenia. Nie ma ani słowa o tym, że Moskwa jest straszna i trzeba z nią walczyć. Federacja Rosyjska występuje tam raczej jako potencjalny sojusznik i partner USA; mówi się o przywróceniu warunków stabilności strategicznej w relacjach między Ameryką a Rosją. Tak czy inaczej, stawiam tezę, że znaczna część komentatorów w ogóle nie czytała tego dokumentu. Po prostu wytworzyli sobie w głowach kompletnie fałszywy obraz, bo uważają, że Trump powinien myśleć dokładnie tak jak oni – a jeżeli ma jakąkolwiek własną ideę i podkreśla amerykański interes, to oni od razu widzą w tym zdradę.

W.C.: Oni nie dopuszczają myśli, że ktokolwiek może mieć wizję inną niż oni. Stąd bierze się też cenzura. Powiem Panu coś na temat Rosji. Z perspektywy Europy Rosja jest straszna, tak się to postrzega. Dokument o tym nie mówi, bo dla Ameryki Rosja wcale nie jest straszna – a strategia jest pisana z amerykańskiego punktu widzenia. Ameryka nie boi się Rosji – ani gospodarczo, ani militarnie. Donald Trump ocenił siły swoje i Putina, a następnie doszedł do wniosku: jesteśmy silniejsi. Rosja byłaby dla Ameryki straszna tylko wtedy, gdyby zdecydowała się na konflikt nuklearny. Stany Zjednoczone uznały jednak, że to jest nieprawdopodobne, bo taki konflikt po prostu się Rosji nie opłaca. W związku z tym Rosja nie stwarza dla Ameryki realnego zagrożenia. Może być obrzydliwa albo może być nęcąca, obojętnie, to zupełnie inny porządek. Amerykanie nie boją się, że Rosjanie ich zaatakują albo pokonają gospodarczo. Strategia jest odzwierciedleniem tego przekonania.

P.L.: Mówiąc o tym, że Rosja jest straszna, powtórzyłem po prostu ogólnie przyjęty w Polsce i Europie pogląd.

W.C.: Bo dla Polski Rosja jest straszna. Gdyby postanowiła zająć Polskę, to byłaby straszna – to byłaby okupacja.

P.L.: To jest oczywiście osobne pytanie, czy miałaby powód, żeby tak robić. Tak czy inaczej…

W.C.: Proszę Pana, kraj, który nie będzie się bronił, można połknąć za darmo. Donald Tusk już się całował czy tam przytulał z Putinem w Smoleńsku.

P.L.: No i spacerował z nim za rączkę po molo w Sopocie.

W.C.: Kochają się.

P.L.: W strategii czytamy też, że według Amerykanów zdecydowana większość Europejczyków chce pokoju, tyle że to pragnienie nie przekłada się na politykę, w dużej mierze z powodu omijania procesów demokratycznych przez rządy. Kolejny raz Amerykanie trafiają w sedno. Mówią wprost to, czego nie chcą powiedzieć politycy europejscy. Jedynym przywódcą konsekwentnie głoszącym potrzebę pokoju w kontekście Ukrainy jest premier Węgier, Viktor Orbán. Cała reszta nie chce o tym słyszeć.

W.C.: Dla Ameryki sprawa Ukrainy to nie jest numer jeden. Owszem, to problem istotny, ale nie najważniejszy. Jeżeli Ameryce uda się Ukrainę pochłonąć gospodarczo, to może i zrobi się z nimi jakiś interes, ale nic na siłę.

P.L.: W strategii zapisano też, że Stany Zjednoczone chcą wspierać opór wobec obecnego kursu Europy wewnątrz poszczególnych państw europejskich. To akurat uważam za naiwne, bo takiego oporu po prostu nie ma, przynajmniej nie na większą skalę. Jest jednak także coś pozytywnego z polskiej perspektywy. Amerykanie chcą wzmacniać „zdrowsze państwa Europy Środkowej, Wschodniej i Południowej poprzez więzi handlowe, sprzedaż uzbrojenia, współpracę polityczną oraz wymianę kulturalną i edukacyjną”. Stany Zjednoczone pokazują w ten sposób, gdzie w Europie dostrzegają jakąś perspektywę. Jest w tym również Polska.

W.C.: Powiedział Pan, że Amerykanie chcą wspierać opór, tyle że oporu nie ma. Otóż ja myślę, że w sytuacji Europy wystarczy jeden kraj, który przyjmie z radością propozycję Trumpa. Dogadujemy się na poziomie państw narodowych, pomijamy Brukselę. Jeden odważny kraj – to wystarczy, bo inni będą patrzeć. Jeżeli się okaże, że to działa i temu krajowi poprawiła się sytuacja gospodarcza i zaczyna kwitnąć pod każdym względem, to wtedy rozpocznie się zmiana. Niechby na propozycję Trumpa przystały Węgry. Nagle zrobi im się łatwiej również w relacjach z Unią Europejską, bo Trump będzie ich wspierać, kiedy w Brukseli będą łapać za telefon. Jeżeli to się uda, opór pojawi się również w innych państwach. Ktoś powie na Słowacji: „Popatrzcie na Węgry, my chcemy tak samo”. Dalej już pójdzie.

P.L.: Zgadzam się. Problem polega na tym, że chociaż jakaś zmiana może zajść na Węgrzech albo na Słowacji, to mnie zależy na tym, by zaszła w Polsce. Chciałbym, żeby tu pojawił się jakiś ruch, który byłby gotów skorzystać z tej szansy. Niestety, kiedy przyjrzymy się naszym politycznym przywódcom, to niczego takiego nie ma. Oni w ogóle nie są w stanie myśleć w takich kategoriach. Sądzę w każdym razie, że jedną rzecz udało się tu udowodnić: ci, którzy krytykują strategię bezpieczeństwa USA, twierdząc, że to jest zerwanie z Europą, albo w ogóle jej nie czytali, albo celowo zrobili z niej karykaturę. Nie wykluczam, że chodzi o to drugie. W końcu wszyscy ci eurokraci są na garnuszku Brukseli. Po prostu udają, że nie słyszą tego, co mówi do nich Trump, bo sprzedali się zupełnie innej sile.

W.C.: Trump zresztą wcale do nich nie mówił. W tej strategii pisze o Europie, ale kieruje swoje przesłanie do obywateli USA. Do Europy mówił na forum ONZ. Strategia bezpieczeństwa to dokument dla Stanów Zjednoczonych, określający ich cele na najbliższe lata. Nie jest tajny, dlatego możemy go czytać, ale to tekst wewnętrzny: od Amerykanów dla Amerykanów. Nikt nie zwraca się tam wprost do Europy; pisze się tylko, że w przyszłości Ameryka będzie starała się utrzymać kontakty z Europejczykami na tej zasadzie, że zadzwoni się do przywódcy konkretnego państwa, żeby zrobić jakiś interes, na przykład do Orbána.

P.L.: To swoją drogą symptomatyczne, że kiedy myślimy o jakimś europejskim polityku, który mógłby nawiązać sensowną współpracę z Trumpem, to jest to właśnie Orbán. Nie Emmanuel Macron, nie Friedrich Merz, nawet nie Keir Starmer – tylko premier niewielkiego państwa, ale zarazem człowiek, który chyba jako jedyny myśli w kategoriach suwerenistycznych.

W.C.: Ameryka będzie jeszcze rozmawiać z Turcją, czyli z dyktatorem Erdoğanem. To są normalne stosunki międzynarodowe: na świecie jest cała masa dyktatorów, z którymi można się bić, jeżeli są za blisko; ignorować ich, jeżeli są daleko; albo się z nimi dogadać, bo to wychodzi taniej. Wszystkiego na świecie nie da się naprawić i załatwić; to zresztą nie jest sprawa Ameryki. Potrzebują lotnisk dla amerykańskich samolotów w Turcji, to dogadują się z tureckim dyktatorem. Turcja jest poza tym w NATO, gospodarczo też się porozumieją, bo silny facet w Ankarze gwarantuje, że sytuacja będzie pod kontrolą. Dzięki temu Stany Zjednoczone wiedzą, że jeżeli zawrą z Turcją umowę, to ona będzie stabilna. Rozmowa z takim Donaldem Tuskiem jest dla odmiany bez sensu, bo to nie jest stabilny facet. Dziś mówi co innego niż wczoraj, a jutro powie jeszcze coś innego. Z takim gościem nie warto podpisywać traktatów. Polska w ogóle jest niestabilna, bo nie wiemy, kto będzie za chwilę rządził, a każdy następny kwestionuje wszystko, co podpisali poprzednicy, nawet jeżeli było to mądre. Dlatego Ameryka nie będzie robić z Polską dużych interesów. Może załatwi coś doraźnie, bo musi uważać: za chwilę będzie zmiana władzy i poprzednia umowa pójdzie do kosza.

P.L.: Przyszła mi do głowy jeszcze jedna myśl w związku z tym, co można wyczytać o strategii USA w polskich mediach. Mówię: polskich, ale problem właśnie w tym, że one często wcale nie są polskie. Niech się Pan teraz postawi w roli szefa jakiegoś koncernu medialnego z centralą w Berlinie, Düsseldorfie czy Monachium. Czyta Pan amerykańską strategię bezpieczeństwa, a tam czarno na białym napisano, że państwa Europy Środkowej, Wschodniej i Południowej są „zdrowsze”. Człowieka po prostu szał ogarnia: przecież to jest „niemiecka” Europa Środkowa, to oni ją zbudowali, to oni ją uczyli i pokazywali, czym jest europejskość; a tu nagle takie słowa…

W.C.: Trumpa w ogóle nie interesuje europejskość, tylko to, czy coś się opłaca Ameryce.

P.L.: Tak, ale nie o to mi chodzi. Niech się Pan po prostu wczuje w rolę takiego Niemca…

W.C.: W rolę Niemca z Monachium mam się wczuć?

P.L.: Tylko po to, żeby zrozumieć wściekłość i urażoną ambicję, która przejawia się później w próbie przeinaczenia dokumentu USA w mediach. Przecież Niemcy są przekonani, że to oni powinni wszystkich pouczać i być wzorem dla całej Europy Środkowej.

W.C.: No dobrze, z tym że Niemcy nie budowali, ale też rozwalali – wywołali dwie wojny światowe. To były duże „przedsięwzięcia” militarne i gospodarcze, które przyniosły masę trupów. To jest niemieckie dzieło.

P.L.: Wszystko to, oczywiście, prawda. Moja konkluzja ze strategii bezpieczeństwa USA jest taka, że dawno już nie było tak korzystnej sytuacji, którą Polska mogłaby wykorzystać. To część pozytywna. Negatywna jest taka, że nie widzę siły, która mogłaby się na to zdobyć.

W.C.: Tylko czy Polska ma jakiś lewar? Czy są jakieś karty? Ja tego nie widzę. Może są jakieś blotki, tylko wszystkie opatrzone słowem „jeżeli”. „Jeżeli” Amerykanom zależy na bazie wojskowej na naszym terenie, to my możemy to załatwić… To jest jednak niepewne, bo jak Amerykanom nie będzie zależało na trzymaniu wojska w Polsce, to my nie mamy karty, żeby je mimo wszystko przytrzymać. Dlatego, powtarzam, wszystko jest oparte na „jeżeli”. Myślę sobie jednak tak: kiedy Węgry zaczną zawierać umowy bilateralne z Ameryką, z pominięciem Brukseli, dobrze na tym wychodząc – to zobaczy to także ktoś u nas, nawet jakiś polityczny cynik. Dojdzie do wniosku, że to się po prostu opłaca, bo może coś na tym ugrać. Na przykład powie w Brukseli, że on, oczywiście, bardzo kocha Unię Europejską, ale my tu teraz w Polsce rozmawiamy z panem Trumpem, a on nie chce mieć z wami do czynienia. Trump im powie to samo – i to zwiększy naszą siłę oddziaływania wobec eurokratów. Trump może w tym pomóc, bo powie mu się: „Proszę pana, możemy zawrzeć ten interes, tylko Bruksela stawia opór. Ma pan na nich jakąś pałkę?”. Wtedy Trump wyciągnie jakąś pałkę, kolejne cło albo inne rzeczy.

P.L.: Kończymy zatem pozytywnym przesłaniem, że jest konkretna szansa. Szukamy tylko kogoś, kto potrafiłby z niej skorzystać.

1 Cyt. za: https://www.bbc.com/polska/articles/czxg0dwrdrko.

2 Cyt. za: https://defence24.pl/geopolityka/miejsce-europy-w-nowej-strategii-bezpieczenstwa-narodowego-usa.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij