Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Apetyt na miłość - ebook

Wydawnictwo:
Tłumacz:
Format:
EPUB
Data wydania:
24 marca 2026
11,99
1199 pkt
punktów Virtualo

Apetyt na miłość - ebook

Szefowa kuchni Jessie Burton jest zakochana we włoskim milionerze Lorenzie Camaro. Po balu kostiumowym w Paryżu spędza z nim namiętną noc, lecz potem Lorenzo zrywa wszelki kontakt. Cztery lata później, gdy już prawie udało jej się o nim zapomnieć, Lorenzo ulega poważnemu wypadkowi. Wpada w depresję i izoluje się od świata. Przyjaciele proszą Jessie o pomoc. Uważają, że tylko ona będzie potrafiła obudzić w nim ponownie chęć do życia…

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Romans
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-291-1304-5
Rozmiar pliku: 1,1 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

ROZDZIAŁ PIERWSZY

_Wtedy…_

_Jessie_

Moje nowe szpilki wbiły się w czerwony dywan rozłożony na marmurowych schodach osiemnastowiecznego Palais Theatre. Nad Paryżem zapadał wieczór, powietrze pachniało późnym latem, a ja po raz pierwszy poczułam się jak księżniczka. Kopciuszek przy mnie wymiękał.

Sięgnęłam do kopertówki, by wyciągnąć zaproszenie, od którego uwolniłam moją kuzynkę, Belle, po czym pokazałam je odźwiernemu.

Serce podeszło mi do gardła, ale osiłek zamiast nazwać mnie oszustką i wywalić z marmurowego przedsionka, oddał mi z uśmiechem złoty kartonik. Póki co wszystko szło niesamowicie. Byle tak dalej.

Wzięłam niepewny wdech i wraz z resztą błyszczącego tłumu weszłam do holu, a z niego do ogromnej sali balowej oświetlonej kryształowymi żyrandolami. Chłonęłam wzrokiem otaczający mnie splendor. Marmurowe kolumny i złote posągi otaczające pokój, a do tego flotę obsługi w eleganckiej czerni schodzącą po schodach z tacami szampana i kanapek z cordon bleu.

Dwa tygodnie temu zostawiłam Belle i jej syna, Caia, w Nicei, a sama wyruszyłam spontanicznie do Paryża. Wiedziałam, że Belle potrzebowała chwili dla siebie, by uporać się z ojcem chłopca, Alexim Galantim, ale w ciągu ostatnich dwóch tygodni zorientowałam się, że właściciel drużyny wyścigowej wracał do jej życia, więc to dobry moment, żebym zaplanowała w końcu własne.

Belle i ja byłyśmy nierozłączne od kiedy cztery lata wcześniej pojawiła się u moich drzwi w Londynie samotna i w ciąży. Kiedy Cai się urodził, stałyśmy się rodziną – pierwszą, jaką kiedykolwiek miałam. Matka zniknęła z mojego życia, kiedy byłam nastolatką. Teraz miałam już dwadzieścia lat i choć uwielbiałam być szefem kuchni, długie dni pracy i brak życia towarzyskiego sprawiały, że coraz bardziej się izolowałam. A teraz Belle i Cai na stałe wyprowadzili się do Nicei i nie mogłam dłużej liczyć na ich ciągłe towarzystwo. Zawsze mieli pozostać moją rodziną, ale nie mogłam żyć ich życiem.

Dlatego gdy zauważyłam zaproszenie na doroczną paryską maskaradę od byłego szefa Belle, Renza Camaro, rzucone od niechcenia na stole, bez zastanowienia wsadziłam je do plecaka z myślą, że to właśnie mój plan na rozpoczęcie nowego życia.

Wiedziałam, że Belle nie miałaby nic przeciwko. Powiedziała mi wcześniej, że nie ma czasu ani ochoty wybierać się na luksusowe wydarzenie, by celebrować początek sezonu wyścigowego Superligi, z kolei mi mogłoby się przydać wyjście z bańki i zbudowanie paru ciekawych znajomości w elitarnym środowisku, którego częścią była Belle jako część zespołu do spraw rozwoju i badań w Superlidze.

Często dywagowałyśmy nad tym, że mogłabym zacząć swój biznes cateringowy, ale do tej pory nie byłam na tyle pewna siebie, żeby naprawdę myśleć o własnej działalności.

Teraz, stojąc w tłumie pięknych, dumnych ludzi, nie byłam nawet pewna, co tu wyprawiam. Jasne, miałam na sobie stylową satynową suknię w kolorze czerwonego wina, którą udało mi się wygrzebać w lumpeksie, ale to nie zmieniało faktu, że nie pasowałam tu. Byłam kucharką i choć chciałabym zbudować sobie karierę, gotując dla ludzi takich jak oni, nie bez powodu zostałam na peryferiach błyskotliwej kariery Belle. Byłam szarą myszką, która wolała zostać w domu i zająć się dzieckiem, gdy Belle wychodziła na wydarzenia takie jak to.

Nie byłam księżniczką. Ani nawet bizneswomen. Byłam oszustką.

Orkiestra zaczęła grać serenadę Mozarta, by powitać gości, a do tego na sali rozbrzmiało dzwonienie stukających o siebie kieliszków szampana i drogiej zastawy. Szmer rozmów. Te dźwięki nie zdołały jednak przyćmić mojego walącego serca.

Poprawiłam koronkową maskę na oczach i przebiegłam wzrokiem po tłumie, szukając kogoś, kogo bym rozpoznała i kto sprawiłby, że przestanę się tu czuć nie na miejscu. Gdy się jednak rozejrzałam, zrozumiałam, że się przeliczyłam, i to srogo. To nie było miejsce, w którym ludzie budowali znajomości biznesowe. Tutaj atmosfera była dużo bardziej tajemnicza, głośna. Upajająca.

Znalazłam wzrokiem Renza Camaro – gospodarza. Poznaliśmy się, ale on nigdy nie zwrócił na mnie uwagi, gdy byłam w towarzystwie mojej pięknej kuzynki. Na samo wspomnienie poczucie, że tu nie pasuję, rozrosło się w mojej piersi.

Stał na balkonie, wyglądając jak król w drogim garniturze. Ciemne włosy połyskiwały w drobinkach światła rozpraszanych przez żyrandole. Lorenzo Camaro. Nazywali go Szczurem Sukcesu, od kiedy dziesięć lat temu pojawił się znikąd ze swoją drużyną Destiny Team i zgarnął zwycięstwo w Superlidze. Miał zaledwie trzydzieści lat, a jednak jego drużyna podbijała rankingi, co poskutkowało ostrą rywalizacją z drużyną Alexiego Galantiego o tytuł czempiona.

Patrzył na tłum z dziwnym zgorzknieniem, choć po obu jego bokach stały piękne kobiety i flirtowały z nim, jakby jutra nie było…

Camaro jako jedyny nie miał na sobie maski. Nie usiłował też ukrywać enigmatycznej blizny na lewym policzku – stanowiła ona część legendy, którą wokół siebie stworzył, a wedle której był czarującym, choć niebezpiecznym chłopcem na torze wyścigowym. Jego okryte tajemnicą pochodzenie z włoskich slumsów od lat było na ustach całego środowiska. Czarny garnitur podkreślał jego wzrost i szlachetną umięśnioną sylwetkę, ale to męska perfekcja jego twarzy podkreślona skazą przyciągała całą moją uwagę.

Poczułam do niego dziwny pociąg, a poczucie niższości znów uderzyło ze zdwojoną siłą. Camaro był tak daleko poza moją ligą, że praktycznie stał właśnie gdzieś na Marsie. A zresztą, gdzie tam Mars, był na Saturnie, najdalej jak się da od planety Jessie. Nigdy dotąd tak na mnie nie działał, ale pewnie to dlatego, że dotąd wtapiałam się w meble, kiedy tylko był w pobliżu.

Zresztą, nie szukałam romansu. Byłam tu, by rozkręcić biznes, na który w końcu się odważyłam, ale cichy głosik w mojej głowie nie przestawał szeptać – kwestionując powody, dla których tu przyszłam.

Czy naprawdę byłam tu w sprawach zawodowych, czy podświadomie chciałam się zabawić w przebieranki? Pozwolić, by Renzo Camaro w końcu mnie zauważył…?

Może powinnam wrócić do wynajętego pokoju?

Wtedy złapał moje spojrzenie i… zatrzymał się.

Moje serce stanęło, potem podeszło do gardła, ale nie zdołałam oderwać od niego wzroku. Czułam w żyłach czystą adrenalinę i gorąc na skórze, gdy w końcu dotarło do mnie, że mnie zauważył. I to było coś – choć nie wiedziałam jeszcze co.

Może Jessie Burton była równie złakniona uwagi jak jej matka…

Zanim zdążyłam zwariować, modelka towarzysząca Camaro przerwała zaklęcie, ściągając na siebie jego uwagę. Uśmiechnął się i coś powiedział, potem uniósł jej twarz palcem i złączył jej usta ze swoimi w aroganckim pokazie władczości.

Widocznie zdążył o mnie zapomnieć. To tyle z naszej nici połączenia – która istniała zresztą tylko w mojej głowie. Oderwałam od niego wzrok, bo obserwując, jak pożera wciąż modelkę, czułam się jak najgorsza podglądaczka. Dookoła tłum klaskał, zachwycony porno pokazem na balkonie, a mnie zalała fala wstydu i… podniecenia.

Co to w ogóle miało być?

Może i Camaro był najgorętszym facetem po tej stronie Saturna, ale był też playboyem i dupkiem. A ja nie byłam moją matką. Dlaczego więc chciałabym, żeby zauważył mnie ktoś taki jak on?

Przez tłum przeszedł kelner z kieliszkami szampana na tacy. Zgarnęłam jeden i wzięłam łyka na trzeźwość umysłu. Bąbelki parzyły w język, skutecznie odciągając myśli od otaczającej mnie kakofonii i Camara z najnowszą zdobyczą.

Co ciekawe, ostatnia rzecz, jaką powiedziała mi matka, zanim zniknęła z mojego życia, gdy miałam piętnaście lat, przyszła mi do głowy właśnie teraz: „Nigdy nie ufaj przystojnemu mężczyźnie, szczególnie, jeśli ma pieniądze, kochana, bo nie zatrzymasz na sobie długo jego uwagi”.

Od zawsze uważałam tę uszczypliwą uwagę za głupotę, bo wiedziałam, że miała tu na myśli mojego nieobecnego ojca, którego zawsze chciałam poznać, choć ponoć nie było warto. A jednak gdy dopijałam szampana, uznałam, że być może była to jedyna szczera rzecz, jaką kiedykolwiek mi powiedziała.

Nie żebym planowała ściągać na siebie uwagę podrywacza takiego jak Camaro. Skąd.

Światła przygasły, a muzyka zmieniła się na basowy rap. Zespół rozpoczynał koncert w innej sali. Tłum ruszył w stronę dźwięku, a mi nie umknęło, że Camaro i jego modelka zniknęli. Pewnie poszli dokończyć to, co zaczęli, w jego penthousie. Dobrze dla nich.

Wypity szampan szybko nabuzował mi krew – a do tego rozczarowanie. Ojcem, Camaro i mężczyznami, którzy mnie nie dostrzegali. Rozczarowanie zaś szybko przeszło w obrzydzenie – zarówno samą sobą, jak i nimi.

Drżącymi rękami odłożyłam niemal pusty kieliszek na tacę.

Nie byłam tu, żeby zwabić faceta. Byłam tu, żeby rozkręcić biznes cateringowy – przypominałam sobie. Może i nie udało mi się rozdać wizytówek, ale przynajmniej zobaczyłam z bliska, co się składało na takie wydarzenie. Można było podciągnąć to pod rozszerzanie horyzontów. Kiedy koncertowe dudnienie zabrzmiało mocniej, spróbowałam jednej z kanapek – delikatnej roladki ze szpinakiem i wędzonym pstrągiem, która rozpływała się w ustach – i wtedy poczułam przypływ euforii.

Czemu miałabym się nie zabawić? Czemu dla odmiany nie popławić się w luksusie? Niby kiedy znów będę miała okazję pojawić się na podobnym wydarzeniu?

Prezerwatywy, które trzymałam od czasów studiów, a których nigdy nie miałam odwagi użyć, aż wypalały dziurę w mojej kopertówce. Nie byłam nawet pewna, dlaczego je spakowałam, poza tym, że zawsze wpajano mi, że nie można zdawać się na szczęście. Po tym, co poczułam na widok Camara z modelką, musiałam jednak zmierzyć się z myślą – co, jeśli mogę dziś zacząć coś jeszcze poza potencjalną karierą?

Belle miała wspaniałego dzieciaka, karierę, boskiego miliardera, który był już w połowie drogi, by zakochać się w niej po uszy… Pewnie uprawiała teraz seks życia. A ja nigdy nie miałam nawet chłopaka.

To wyjaśniałoby, czemu tak łatwo traciłam głowę na widok bożyszcza takiego jak Camaro, kiedy tylko na mnie zerknął.

Sama byłam sobie winna. Za bardzo bałam się ryzyka.

Przyjechałam do Paryża sama i wkradłam się tu, by zbudować sobie nową ścieżkę kariery, ale może zamiast tego powinnam po prostu przestać chować się przed życiem. Nerwy wzburzyły mi krew jak wcześniej szampan. Jeśli nawet nie zdołam dziś stracić dziewictwa, to może przynajmniej uda mi się wykorzystać sukienkę Diora, żeby na szybko nauczyć się podstaw flirtu.

Ja jeszcze pokażę Renzowi Camaro. I całej reszcie też. A najlepszym sposobem będzie sprawienie, by ta noc była warta zapamiętania.

Nikt tutaj nie wiedział, kim jestem, a to oznaczało, że jeśli moje świeżo wydrukowane wizytówki pozostaną w torebce, mogę być dzisiaj, kim tylko zechcę.

Nie musiałam być chłopczycą-dziewicą, która wychowała się w domu dziecka i w wieku szesnastu lat zaczęła pracę w cateringu. Szarą myszką chowającą się w cieniu kuzynki, ekspertki Superligi, która była tu, żeby przymilać się na rzecz swojego biznesu. Mogłam stać się tajemniczą femme fatale w czerwonej satynie.

Kopciuszek nawet się do mnie nie umywał.

_Renzo_

Kim jest dziewczyna w czerwonej sukni?

I czemu przez cały wieczór nie mogłem przestać o niej myśleć? Nieznajoma mieszanka zazdrości i podniecenia buzowała w moich trzewiach za każdym razem, gdy dostrzegłem ją tańczącą z coraz bardziej nieodpowiednimi partnerami, i doprowadzało mnie to do szału.

Coś w niej przypominało mi moją byłą ekspertkę, Belle Simpson – przynajmniej gdy po raz pierwszy na nią spojrzałem, witając gości. Ale to nie tłumaczyło, czemu tak na mnie działała i czemu postanowiłem pocałować na oczach wszystkich Edinę tylko dlatego, że wiedziałem, że patrzyła.

Minęło już dużo czasu, od kiedy czułem potrzebę wzbudzenia zazdrości u kobiety, a na pewno nigdy nie musiałem się starać o niczyje względy. Wystarczyło spytać Edinę – kobiety zwykle same do mnie przychodziły.

To, że kojarzyła mi się z Belle, też powinno mnie raczej zniechęcać. Belle zawsze miała wypisane na twarzy „niedostępna”, a ja nie byłem typem człowieka, który lubił angażować się w znajomości z kobietami, które miały swój bagaż. To za dużo pracy.

– Renzo, może wymkniemy się do twojego pokoju. Wiesz, że mnie chcesz, kochany.

Spojrzałem na Edinę. Miała minę, która w zamierzeniu miała być uwodzicielska, ale wydała mi się po prostu nudna. Kiedy po raz pierwszy się ze sobą przespaliśmy miesiąc temu, powiedziałem jej, że nigdy nie biorę do łóżka tej samej kobiety dwa razy, ale nie chciała przyjąć tego do wiadomości.

Może trzeba było jej nie całować, tylko po to, żeby…

Zgasiłem tę myśl i złapałem Edinę za nadgarstek, by oderwać jej dłonie od mojej koszuli.

– To moja impreza – mruknąłem spokojnie, by nie robić scen. – Nie mogę tak po prostu zniknąć.

– No pewnie, że możesz. – Wydęła wargi. – Musisz pracować na status podrywacza.

Nie rozbawiła mnie, tym bardziej że kątem oka za jej plecami dojrzałem dziewczynę w czerwieni. Jej wiotkie ciało wiło się w rytm muzyki, delikatne krągłości hipnotyzowały, a ta cholerna sukienka połyskiwała, doskonale opływając jej ciało, lgnąc do niej jak druga skóra…

Adrenalina znów uderzyła mi do głowy. Zaczynało mnie to irytować. Po co się wstrzymywałem? Po co czekałem, aż to ona do mnie przyjdzie? Na pewno jeszcze z nią nie spałem, bo nie intrygowałaby mnie w ten sposób.

Edina złapała mnie za policzek, jak wcześniej na balkonie, ale tu kończyła się moja cierpliwość. Wyrwałem się z jej uścisku i posłałem sztuczny uśmiech.

– Zmuszasz mnie do szczerości, Edino. Powiedziałem ci, że mam zasadę, której nie łamię, a to oznacza, że nie mam już na ciebie ochoty.

Sapnęła w szoku, ale tym razem informacja do niej dotarła, bo rzuciła coś o tym, że jestem dupkiem, i odeszła obrażona. Od razu o niej zapomniałem i wróciłem wzrokiem do dziewczyny w czerwieni, tańczącej wciąż solo po przeciwnej stronie parkietu. W tej samej chwili jeden z moich rezerwowych kierowców Jack Rogers, obiecujący wyścigowiec, pojawił się za nią, położył dłoń na jej biodrze i szepnął jej coś do ucha. Zerknęła na niego zaskoczona, ale potem posłała mu nieśmiały uśmiech.

Poczułem furię. Rozwijająca się kariera Rogersa właśnie wjechała w ostry zakręt, którego mogła nie wyrobić, jeśli natychmiast nie zdejmie z niej łap. W tej chwili zdecydowałem, że ta dziewczyna musi być moja.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij