Architekci śmierci - ebook
Architekci śmierci - ebook
Firma Topf & Söhne produkuje urządzenia browarnicze. I krematoria, a także instalacje do komór gazowych. Jej klientami są browary w wielu krajach na całym świecie. Krematoria i komory gazowe zamawia SS dla obozów koncentracyjnych, przede wszystkim tych w Auschwitz, Buchenwaldzie, Dachau i Mauthausen. Dyrektorzy firmy, Ludwig i Ernst Wolfgang Topfowie doskonale wiedzą, że ich produkty służą do mordów w niewyobrażalnej skali. Pracownicy firmy uczestniczą w praktycznych testach, podczas których zabija się ludzi w komorach gazowych i pali zwłoki w krematoriach. Jednak ta świadomość nie robi na nikim wrażenia. Mimo że współpraca z SS jest źródłem zaledwie kilku procent obrotów firmy, ambicje rodziny sięgają bardzo wysoko i w Topf & Söhne wciąż powstają coraz bardziej nowatorskie projekty komór i pieców, w których można zabijać i palić zwłoki coraz większej liczby ludzi - szalone plany zagłady, których nawet SS nie jest w stanie zaakceptować. "Czy jest jeszcze ktoś do spalenia?" - zapyta żartobliwie w 1942 roku dyrektor operacyjny firmy Gustav Braun.
"Architekci śmierci" Karen Bartlett to opowieść tak szokująca, że niełatwo przyjąć ją do wiadomości, opowieść o rodzinie, która opracowała technologię zagłady i nie ustawała w wysiłkach, by ją udoskonalić.
Karen Bartlett - brytyjska pisarka i dziennikarka. Pisze dla "Sunday Times", "The Times", "The Guardian" i "Wired". Autorka m.in. książki "After Auschwitz: A Story of Heartbreak and Survival by the Stepsister of Anne Frank".
| Kategoria: | Powieść |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-8169-921-1 |
| Rozmiar pliku: | 1,7 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
RODZINA TOPFÓW
Johannes Topf (1816–1891), założyciel firmy J.A. Topf i Synowie (J.A. Topf & Söhne) w Erfurcie 1 lipca 1868.
Julius Topf (1859–1914), syn Johannesa Topfa. Kierował firmą Topf i Synowie wraz ze swoim bratem Ludwigiem seniorem aż do czasu, gdy musiał ustąpić ze względu na zły stan zdrowia.
Ludwig Topf senior (1863–1914), syn Johannesa Topfa. Kierował firmą Topf i Synowie do swej śmierci w 1914 roku.
Else Topf (1882–1940), żona Ludwiga Topfa seniora, matka Ludwiga juniora i Ernsta-Wolfganga.
Johanna (Hanna) Topf (1902–?), najstarsze dziecko Ludwiga seniora i Else. Siostra Ludwiga juniora i Ernsta-Wolfganga.
Viktor Karl Ludwig Topf (1903–1945), syn Ludwiga Topfa seniora, brat Ernsta-Wolfganga. Dyrektor firmy Topf i Synowie w latach 1933–1945.
Ernst-Wolfgang Topf (1904–1979), syn Ludwiga Topfa seniora, brat Ludwiga juniora. Dyrektor w firmie Topf i Synowie w latach 1933–1945.
Hartmut Topf (ur. 1934), wnuk Juliusa Topfa, prawnuk Johannesa Topfa, założyciela firmy Topf i Synowie. Lalkarz, dyplomata i dziennikarz.
PRACOWNICY FIRMY TOPF I SYNOWIE
Kurt Prüfer (1891–1952), dołączył do firmy Topf i Synowie w 1911 roku. Szef wydziału konstrukcji pieców i kremacji.
Fritz Sander (1876–1946), zatrudniony w firmie Topf i Synowie od 1910 roku. Upoważniony przedstawiciel i współkierownik wydziału pieców. Konsultant projektów wszystkich prac Kurta Prüfera.
Karl Schultze (1900–?), szef wydziału B – systemów wentylacyjnych – w firmie Topf i Synowie.
Max Machemehl (1891–?), menedżer wydziału sprzedaży firmy Topf i Synowie oraz przedstawiciel SS.
Heinrich Messing (1902–?), monter z wydziału B firmy Topf i Synowie (odpowiedzialnego za technologię wentylacyjną), oddelegowany do Birkenau na pięć miesięcy w 1943 roku.
Wilhelm Koch (1876–?), budowlaniec z firmy Topf i Synowie, który pracował przy instalacji pieców w krematorium II w Auschwitz.
Martin Holick (1874–?), budowlaniec z firmy Topf i Synowie, który pracował przy instalacji pieców w krematorium II w Auschwitz.
Willy Wiemokli (1908–?), księgowy w firmie Topf i Synowie od 1939 roku. Jego ojciec był Żydem; obaj zostali uwięzieni przez nazistów.
Gustav Braun (1889–1958), dyrektor operacyjny w firmie Topf i Synowie w latach 1935–1945.
Udo Braun (ur. 1936), syn Gustava Brauna. Szef VEB Erfurter Mälzerei- und Speicherbau (EMS), dawniej J.A. Topf i Synowie.WSTĘP
LALKARZ
AUSCHWITZ, 22 MARCA 2017
Nie była to pierwsza wizyta Hartmuta Topfa w Auschwitz, ale z racji jego wieku – miał 83 lata – mogła być ostatnia. Albo i nie. W kaszkiecie, ze słuchawkami, przez które można było słuchać tekstu przewodnika w wersji niemieckiej, Hartmut ciągnął za swoją grupą, przemierzając teren obozu głównego. Mocno padało. Po trzech godzinach wędrówki po terenie sąsiedniego obozu Birkenau dobrze już przemókł. Z siwymi włosami sterczącymi nad uszami, brodą i w płaszczu przeciwdeszczowym zapiętym pod szyję wyglądał jak Sherlock Holmes po elektrowstrząsach. Niebieskimi oczami zerkał raz na jeden, raz na drugi obiekt w obozie: barak, pralnię, słynną bramę z napisem Arbeit Macht Frei. Wydawało się, że czeka na coś w nagranej relacji przewodnika – ale w istocie audycja się jeszcze nie zaczęła. Zamiast więc słuchać, zaczął się zastanawiać, jak to jest być Topfem w takim miejscu – miejscu, z którym był niewątpliwie związany, i to związkiem, jaki próbował zrozumieć przez całe niemal życie. Mógł łatwo powiedzieć, że czuje skruchę, żal, winę. Smutek. Ale coś go powstrzymywało. „Te zbrodnie, które się tu wydarzyły… jakie to smutne” – wydusił z siebie w końcu.
Hartmut należał do dziwnej kategorii „gości honorowych” w Auschwitz. Bo był to akurat dzień otwarcia wystawy ukazującej działalność jego rodzinnej firmy Topf i Synowie, której nazwa (J.A. Topf & Söhne) stała się znana na całym świecie, gdy powojenne kroniki filmowe pokazały metalowe elementy pieców krematoryjnych z sygnaturą J.A. Topf & Söhne. Pieców, które wykorzystywano w Holocauście. Kiedyś to była szanowana niemiecka firma rodzinna, dobrze znana z produkcji urządzeń browarniczych i słodowniczych – i to z takiej tradycji biznesowej Hartmut, który był prawnukiem założyciela firmy, mógł być dumny. Jednak w latach trzydziestych firma Topf i Synowie zajęła się nowym obszarem działalności, budując piece i systemy wentylacyjne dla stającej się coraz bardziej popularnej kremacji ludzkich zwłok, co promowano jako nowocześniejszy i bardziej higieniczny sposób pochówku. Był to co prawda margines działalności firmy, przynoszący jej tylko czasami więcej niż 3 procent zysków, ale ściągnął w końcu na markę Topf i Synowie niesławę.
Pod koniec lat trzydziestych seria decyzji biznesowych, konfliktów rodzinnych i zaciętej rywalizacji osobistej pomiędzy pracownikami sprawiła, że firma włączyła się w realizację najohydniejszego planu nazistowskiego reżimu – przystąpiła do produkcji komór gazowych i pieców, które pochłonęły ciała milionów jego ofiar. Stojący za tymi zbrodniami ludzie – dyrektorzy firmy: Ludwig i Ernst-Wolfgang Topfowie, tak jak jej menedżerowie, inżynierowie, monterzy pieców i specjaliści od wentylacji – nie byli nierozgarniętymi gryzipiórkami ani zastraszanymi kolaborantami; z własnej woli zaangażowali się w nazizm, czerpiąc z tego korzyści i korzystając z każdej okazji, by osiągnąć własne cele. Tworzyli projekty instalacji do masowych mordów i likwidacji zwłok z takim zaangażowaniem, że można ich nazwać inżynierami Holocaustu. Aż do końca II wojny światowej snuli tak fantastyczne plany zagłady, że nawet SS nie było w stanie ich zaakceptować.
Ich kuzyn Hartmut Topf był kilkunastoletnim chłopakiem, gdy w berlińskim kinie zobaczył powojenną kronikę filmową, w której pokazano nazwę Topf i Synowie widniejącą nad piecem w jakimś obozie koncentracyjnym. Minęło prawie 70 lat i wciąż był w szoku: jak to się stało, że konserwatywna rodzinna firma z malowniczego miasta Erfurt w Turyngii mogła być odpowiedzialna za tak odrażające sprawy?
„Kiedy wróciłem do domu, spytałem matkę o to, co zobaczyłem w kinie, ale ona nic nie wiedziała – wspominał Hartmut. – Mój ojciec był wtedy w radzieckiej niewoli. Wyglądało na to, że nikt nie jest w stanie dać mi żadnej odpowiedzi i że nikt nie życzy sobie żadnych pytań”.
Młodsza siostra Hartmuta, Karin, zareagowała obojętnie, gdy spytał, jak przyjęła wiadomości o wojennej przeszłości rodziny. „Nigdy o tym nie rozmawialiśmy” – wyznała, siedząc w ich rodzinnym domu w Falkensee, przedmieściu Berlina na południe od centrum. Dom ten wybudował ich ojciec i tu Hartmut wraz z siostrami Elke i Karin dorastał w latach wojny. Karin jasno dała do zrozumienia, że choć szanuje i popiera wieloletnie wysiłki brata, by ujawnić prawdę o firmie Topf i Synowie i jakoś się z nią pogodzić, to sama nie poczuła wstrząsu po odkryciu ciemnej strony rodzinnej tradycji. „Nigdy o tym nie myślałam” – odparła w odpowiedzi na kłopotliwe pytania.
Tymczasem w Auschwitz zebrał się spory tłumek, gdy przybył premier landu Turyngii. Wśród zgromadzonych byli założyciele muzeum firmy Topf i Synowie, w którym teraz, na miejscu oryginalnej fabryki, mieści się stała wystawa. Annegret Schüle, dyrektorka muzeum i autorka wydanej po niemiecku historii firmy, też tu była, podobnie jak dwóch dziennikarzy lokalnej prasy erfurckiej oraz przywódca niewielkiej wspólnoty żydowskiej z Turyngii. Mimo że Hartmut był jedynym obecnym członkiem rodziny, wmieszał się w tłum i wystąpił naprzód dopiero wtedy, gdy go wywołano, choć bez wątpienia stanowił część grupy, której niestrudzone wysiłki prowadzone przez trzy dekady miały odsłonić prawdę o firmie Topf i Synowie.
Urodzony w rodzinie inżynierów Hartmut postanowił jednak obrać inną ścieżkę zawodową, stwierdziwszy, że jego pasją jest teatr i dziennikarstwo. Próbował sił jako aktor, ale bez powodzenia, więc swoje zainteresowania skoncentrował na lalkarstwie.
„Piękno teatru lalkowego polega na tym, że możesz w nim wzbijać się w powietrze, latać, a potem rozbijać się i umierać. Możesz robić to wszystko, czego na scenie nie są w stanie dokonać ludzcy aktorzy. I oczywiście jest w tym element maski – powiedział Hartmut. – Lalkarz może zrobić wszystko, nie będąc widzianym, bez ujawniania się”.
Hartmut zapamiętał, że kiedy był małym chłopcem, jego ojciec urządzał przedstawienia lalkowe w otwartym oknie jadalni w ich domu, a dzieci oglądały je z ogrodu. Ale tak naprawdę zafascynował się lalkarstwem dzięki przyjacielowi, Hansowi Laessigowi mieszkającemu przy tej samej ulicy. „Robił piękne drewniane lalki, a ja układałem je na półce w mojej sypialni”1 – wspominał Hartmut. Jednak Hans pochodził z rodziny częściowo żydowskiej i pewnego dnia zniknął. W dzieciństwie Hartmut przystawał na ten cichy współudział w niezadawaniu pytań, ale jako dorosły postanowił sprawdzić, co stało się z jego przyjacielem Hansem. To wtedy zapragnął też rozwikłać tajemnicę firmy Topf i Synowie. W rezultacie odkrył, że firma jego rodziny odegrała zasadniczą rolę w zamordowaniu milionów ludzi.
1 Wywiad autorki z Hartmutem Topfem.