Archiwista - ebook
Opowieść przeżartego pleśnią, bliskiego emerytury droida archiwizacyjnego starającego się opisać jedną z przeszłych epok, których kompletny obraz przedstawia "WSZECHLOGIA KOSMICZNA", czyli opis naszej teraźniejszości i wieczności, która ją otacza - z grubym marginesem na pomyłki. Ludzie tamtej epizodycznej cywilizacji starają się nawigować poprzez wielowarstwową rzeczywistość, w którą nie tylko oni zostali wrzuceni.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
| Kategoria: | Science Fiction |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| Rozmiar pliku: | 385 KB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
# Droido archiwistyczne ARCHO-G2-0028 nie było jedynie wykonawcą zadania, do którego zostało zmontowane. Do jego utylizacji czasu pozostało niewiele i chciało, by zostało po nim coś więcej, niż suche informacje. Źródła elektroniczne z poprzednich epok dawały prawie kompletny obraz wcześniejszych czasów, ale ta ostatnia - ludzka - pozostawiła po sobie tak niewiele, że musiało bazować na dokumentach inwentaryzacyjnych magazynów z “oddechnikami”, peanach na cześć rajsiów i fabularyzowanych kronikach w kilku niezgodnych wydaniach. Końcowy fragment dziejów spisał niejaki N. Ganlimo - tak autor podpisał się na końcu tekstu. Prawdopodobnie był to ten sam wymieniony w kilku dokumentach tajnwienhoktłot DC, który przewodził tamtejszej Chle Literowania, o czym wspomniano w spisie użytkowników kluczy przechowywanym na tamtejszej recepcji. ARCHO gubiło się w kolejności płacht, gdyż nie były numerowane i pochodziły z różnych wersji tego samego tekstu, a pleśń zdawała się konkurować z nim o dostęp do zgromadzonych materiałów. Mogło się tu także wkraść parę stronic z innych archiwów pozostałych po starszych epokach. Delikatnie rozłożyło je na posadzce i zeskanowało wszystkie. Powoli połączyło je w grupy, które wydawały się tworzyć sensowne ciągi informacji. Sporo się nie zgadzało: daty, miejsca, osoby. ARCHO wybaczyło sobie te drobne nieścisłości. Nie wszystkie jego podzespoły działały, jak za czasów młodości. Ile się dało, skompilowało w opowieść, a gdzie nie było związku - związało.LEGENDA
# Na najodleglejszym końcu Hali Archiwów, w sekcji “Opowieści Nierealnych”, wśród stert tomów “Bibii”, “Badabadity” i innych tytułów, leżała zabezpieczona w przeszklonej ramce karta dokumentu, który wykazywał pokrewieństwo z innymi tekstami z epoki 12.2, lecz nie pasował do żadnych wydarzeń historycznych i choć z tego powodu bezużyteczna, zawsze cieszyła się poczytnością wśród świeżych adeptów archiwistyki, bez względu na generację, jakiej były ich modele. Odczytywanie najstarszych tekstów nie byłoby łatwe. ale na skraju wpływów miejscowej gwiazdy sonda patrolowa natrafiła na dryfujące resztki maszyny z modelem czcionki, symbolem biało-czerwonym i zagadkowymi słowami, których znaczenie poznano w trakcie eksploracji trzeciej planety układu: “Sławosz Uznański”.
Na początku było Przedwieczne Gerogian i Przedwieczne Kyklaemulus było, a z ich mocy powstały: Adalwojt - opiekun sztuki, Rikuhard - mistrz kowania i Geugen - ten, który ma nadzieję, i Ulimłęk, ich dom powstał. A czasy jasne były i nie znano ciemności, a pustynia skrzyła się i w wydmy układała, kiedy z myśli Kyklaemulusa jaskinia powstała, a z niej wyszli ludzie i po krainie się rozbiegli. Narzekali, że zasnąć nie mogą, więc Gerogian czoło zmarszczyło i na swoje cztery dzieci spojrzało. Najpierw Rikuhard młotem rzuciło, żeby Słońce zgasić i nie zmogło. Potem Adalwojt chmurę namalowało, lecz ta ciemności nie uczyniła. Wreszcie Geugen pieśń o nocy zanucił, lecz Słońce nie usłuchało. Czas gniewu Gerogiana i płaczu Kyklaemulusa nadszedł: gleba spękała i pożywienia nie wydała, ptak wzleciał, ale nie wrócił, rzeka w oczekiwaniu się zatrzymała.
Wreszcie się oko Ulimłęku odwróciło i powiekę ze smutku zamknęło. Noc pierwsza nastała.
Ciemność eony trwała, a Ulimłęk ze snu głębokiego obudzić się nie zmógł, a ludzie spali i o Przedwiecznych zapomnieli, a bez pomocy Przedwiecznych Ulimłęk ocknąć się nie umiał. Aż z Geogiana-Kyklaemulusa wyskoczyły: Mandziaro, które do Rikuharda poszło, Kajaros, które z Geugenem się złączyło i Elyszew, które z Adalwojtem pozostało. Radość w Ulimłęku zapanowała, który się przebudził, lecz o Przedwiecznych nakazie pamiętał i co pół miary czasu spać się kładł. Tak rytm dnia i nocy się stał.
Ludzie wszystko mieli - tak legenda mówiła. Z Jaskini Stworzenia nowi ludzie wyszli, a starzy przewodnikami im byli, bowiem na własne oczy Przedwiecznych ujrzeli. Starych Praojcami nazwano.
Adalwojt, Rikuhard, Geugen, Mandziaro, Kajaros i Elyszew Praojcom całą wiedzę jaka miała ludziom zapewnić przetrwanie dały i uniosły się i za Prawiecznymi oddaliły.
Praojcowie powiedziane mieli, że czas przyjdzie, kiedy i oni w przestworza się uniosą, gdy nowych ludzi jak żyć nauczą. Oddechniki, deszczowniki, racje “1P” i sztukę nitowania metali im darowali i rozpalać ognie wśród oparów ropy zakazali. Jak razem w pokoju być przekazali.
Wraz z odejściem ostatniego z nich Ulimłęk już pełnią nowego życia żył i zasoby nieograniczone miał: woda, złoża złomu na do przetopienie czekającego i całe elementy do łączenia w większe konstrukcje gotowe: rury, płaskowniki, podwozia kolejowe, szyny i podkłady. Mistrzami w sztuce nitowania ludzie się stali. Dni minęły, i do Przedwiecznych ostatni Praojciec odszedł.
Wtedy Wielkie Zanikanie nastąpiło, z którego się niewielu uratowało, a piasek miasta pochłonął i Jaskinię Stworzenia zasypał. Ścieżki się w zapomnieniu zagubiły i na ponowne ich odkrycie oczekiwaniu.
Ci, co przetrwali, Nowymi Praojcami się stali. Starzy byli, gdy drogę odnaleźli. I tak najstarszy z młodszych najstarszego z najstarszych zastępował, gdy ten zawołany przez Kyklaemulusa odszedł.
# Zebrane informacje o czasach sprzed ostatniej cywilizacji prymitywnej przedstawiały inny obraz. Kometa w ludzkiej Epoce Dziesiątej omyłkowo utożsamiona z odkrytą w Epoce Przedpierwszej C/1995 01 trafiła prosto w pozostałości centrum cywilizacji droidów z Epoki Jedenastej roztapiając je w bulgoczącą masę. Maszyny pomiarowe z tamtych czasów precyzyjnie zarejestrowały ten kataklizm. Wiele lat później wylądowali ludzie i zajęli się organizacją życia na nowej planecie. Archiwalia pozostałe po nich opisały utarczki między kolonistami, które zdarzały się od samego początku, a także rozwiązanie, jakie znaleziono na tę gatunkową dolegliwość. Ludzie zaprzestali się rozmnażać. Sztuczne powielanie osobników było im znane od dawna i wykorzystywane kolonizacji innych planet. Tzw. Rada Powrotu podjęła decyzję o ustaleniu produkcji hibernatów do 20 000 sztuk rocznie. Berto Cumazicelw, naukowiec-poeta tamtych czasów ,tak ujął wyzwania stojące przed cywilizacją:
"Pięć tylko zawiesi
utrzymuje nad abisem samounicestwienia
wiszący między przeszłością a przyszłością
most społeczeństwa 10 000-y obywateli:
ożywianie,
ekstrakcja wody,
produkcja żywności z karaluchów,
energia
i synteza niezbędnych witamin."
Wiadomo także o anonimowych notatkach opisujących wizję katastrofalnej przyszłości, z których korzystało to pierwsze pokolenie i które wkrótce uznano za szkodliwe dla rozwoju i nakazano ich zapomnienie. Zawierały niepokojące opisy inwazji planety przez myślące maszyny i końca cywilizacji ludzkiej. ARCHO prawie westchnęło rozmarzone.
Rozmontowane desantowce miały cały sprzęt potrzebny do odbudowy cywilizacji. Rozebrano je na części, z których zbudowano pierwsze kryte kopułami i połączone tunelami miasta. Na mroźnej Północy zbudowano hale produkcji ludzi. Tereny stolicy z następnej epoki były bogate w ropę i gaz. Technicy skonstruowali rafinerie i systemy rur doprowadzających zasoby do odbiorców w miastach. Eksploracja planety postępowała, lecz nie doszła nawet do równika. Początkiem końca dla tamtych ludzi były napotkane na południu bakterie, które zabiły tysiące nieodpornych. Pozostali przy życiu zaczęli walczyć między sobą o dostęp do wody i jedzenia.
Centrum cywilizacji było za przyszłym Niesbarem. Skonstruowane na dachu pozostałym po Wielkiej Hali Zgromadzeń z Epoki Jedenastej zapadło się pod własnym ciężarem i zostało przysypane piaskiem. Niewielu przetrwało.
ARCHO-G2-0028 było starym droidem i brzęczenie sygnalizujące kres jego okresu przydatności do serwisu miało zabrzmieć już wkrótce. Nowsze modele były o wiele szybsze we wszystkim, choć, jak dostrzegł, miały w sobie więcej frywolności i przez to skłonności do konfabulowania, a niej solidności i poczucia misji, jaką utrzymywanie pamięci o przeszłości z pewnością było, a co miał wbite głęboko w algorytm każdy droid, aż do bieżącej generacji tak zwanych „alef”. Młodzież skacząca po regałach i terminalach bazowała na najnowszym modelu inteligencji, przez co ARCHO nie było kompletnie przekonane, że archiwistyka utrzyma się, jako stała część składowa Systemu Przetrwania Kolonii na tej pełnej niespodzianek planecie.
Po dłuższej analizie wybrało historię Archeo jako dobry początek.ARCHEO
Archeo prowadziło inwentaryzację znalezionych przedmiotów. Przed powstaniem Towarzystwa pewien postrzegający siebie jako ambitnego członek Izby Rozwoju Osadniczego, która po kilkudziesięciu tałelach przerodziła się w Łazyrstwo Przemysłu, jeszcze w starej stolicy (zanim stała się jednym ze slumsów Doomy), przyłapał kilka świeżo rozbudzonych dzieci na zabawie podejrzanym przedmiotem w formie swej zdającym się być pojazdem, z tą różnicą, że miał jedynie dwa koła: jedno z zębatką, a drugie osadzone na widłach po przeciwnym swoim końcu. Między nimi, mniej więcej w połowie długości, przymocowane były dwie połączone korby w taki sposób, że gdy jedna wskazywała górę, druga odwrotnie. Koła nie były pełne, lecz trzymające się piasty długimi cienkimi drutami, które podczas ciężkich testów wytrzymałościowych polegających na potrząsaniu, podrzucaniu i zanurzaniu w oleju, nie złamały się mimo swojej pozornej nietrwałości. Co do podwójnej korby inny urzędnik wysunął przypuszczenie, że ma ona związek z pomiarem czasu. W Epoki Rozwoju wpłynęło to na kształt czasomierzy (nieprecyzyjnie wzorowanych na oryginalnych, które nie zachowały się w granicach Ulimłęku), gdy po raz pierwszy zastosowano mechanizm olejowy do poruszania ich wskazówek w miastach i miasteczkach.
Urzędnikiem tym była na wpół legendarna kolektywna postać, zaliczana do kanonu Nowych Praojców, której imię zostało zniekształcone do “Haczys”. Nie istniały jeszcze sposoby, zapisywania imion (dlatego stosowano ich recykling), a tym bardziej dziejów, gdyż cała wiedza przekazywana była ustnie, aż do odnalezienia tablicy i kredy. Prawdziwy postęp nadszedł znacznie później wraz z wynalazkiem zapisu czarnym płynem (przez niejakiego Xąpwala) i pozwolił na zweryfikowanie przekazu pod kątem dokładności i tym samym na większą utrwalalność informacji w archiwach dajhockich, a potem w syrykalnych, zwłaszcza w Oddziale Śledzenia Obywateli przy Łazyrstwie Porządku.
Haczys jednocześnie mógł nie być człowiekiem niezwykle spostrzegawczym, ale również mógł być człowiekiem zwykle niespostrzegawczym, jak i niezwykle spostrzegawczym i znanym tylko z tego spostrzeżenia.
Trzeba też dodać, że nie ma pewności, o którego Haczysa chodziło. Suma Haczysów zdawała się być odpowiedzialna za sporo legendarnych wydarzeń.
Gdy tylko powstała klasa robotnicza, następca następcy (i tak dalej) jego następcy zdał sobie sprawę ze znaczenia tego odkrycia. Nie jest niemożliwe, że nazywał się Haczys. Podczas, gdy jedna z półkorb zegara odmierzała czas życia zmiany dziennej, druga służyła nocnej. Tarcza zegara dzieliła się tylko na dwie półdobowe strefy - nocną i dzienną, a wskazówki przestawiano ręcznie dwa razy na dobę. System ten przetrwał kilka pokoleń doprowadzając do rozwarstwienia społecznego: na uprzywilejowanych zwanych “górnymi” i wyzyskiwanych określanych mianem “dolnych”, oraz do stopniowego spadku produktywności “dolnych”. Do tego doszło ciągłe przedłużanie nocnej zmiany o chwilkę, aż do absurdalnych trzech-czwartych doby. Postanowiono zatem powrócić do ujednoliconego systemu pomiaru czasu i bazować na liczbie 10 nie dbając o wschód i zachód słońca, zachowując jednak korbę (𝈼), jako kształt wskazówki czasomierza i symbol czasu jako takiego.
Izba mieściła się w tych samym blaszaku, w którym mieszkali - ludzie ocalali z Katastrofy Zanikania. Dopiero powstanie przemysłu betonowego zmieniło pejzaż struktur urzędniczych i strefa administracyjna nowej Stolicy - Doomy - poczęła rosnąć i piąć się na coraz wyższe kondygnacje pozostawiając na parterze dzielnice zwykłych ludzi.
Populacja nie była liczna. Najwcześniejsze zapiski o trudnych początkach Ulimłęku syrykalnego przetrwały w formie szczątkowej, jednak powszechnie uważa się, że mieszkańców miał tysiąc. Skupiali się wokół starych systemów powietrznych i wodnych, których kurki wystawały z ziemi tu i ówdzie, a także w pobliżu podziemnych składów racji żywnościowych - komór wypełnionych puszkami z oznaczeniem “1P”. Według innej legendy te instalacje pochodziły z czasów przed czasami i tak zwani Ojcowie Praojców zostawili je tu dla swoich prapra (i tak dalej) prawnuków, by ci odnaleźli je i się radowali. Haczysom przypisano wiele bohaterskich czynów. Jednym z nich było odkrycie wielkiego składu z oddechnikami, które dało się napełniać przez uliczne krany, innym zorganizowanie ekspedycji, które pozwoliły zgromadzić zapasy, innym - stworzenie systemu produkcji żywności z insektów, choć nie mogło to być prawdą, bo skądinąd wiadomo, że produkcja rozpoczęła się dopiero po odkryciu hibernatów. Wersje tej historii nie zgadzają się co do datowania, ale także kolejności zdarzeń.
Wydaje się jednak, że w tamtych odległych czasach klasa robotnicza istnieć nie miała powodu i nie było też ani potrzeby rozwoju cywilizacyjnego, ani żadnej innej zmiany bieżącego stanu rzeczy. Żyło się dobrze. To nuda popchnęła ludzi do pierwszych kroczków w stronę nieznanego. Zaczęło się od kopnięcia w wystającą rurę, co przerodziło się w grzebanie w błocie i rozłażenie się po okolicy w poszukiwaniu zabawek. Wielkie eksploracje rozpoczęły się znacznie później, gdy okazało się, że zgromadzona woda i żywność mają swój koniec.
Jedna z nich, poprowadzona przez Wielkiego Fląbgra, Frąbla lub Bąflgra, podążyła na północ i po przemierzeniu błyszczącej tafli nazwanej Szklanym Pustkowiem dotarła w rude góry żelaza, w które prawie codziennie strzelały pioruny. Poległo wielu rażonych elektrycznością. Poszli dalej. W przeciągu lat, jak mówi legenda, udało im się dotrzeć tak daleko na północ, że odkryli śnieg i zaczęli sprowadzać go do nowych osad, które powstały przy linii kolejowej. Może było na odwrót, jednak tak, czy inaczej przodkowie owi posiadali umiejętności kowalskie. To za ich panowania naprawiono pierwsze połączenie torami, po których wyruszyły pierwsze prymitywne drezyny. Coraz więcej z nich woziło wodę.
W trakcie drugiej ekspedycji polarnej wszyscy jej uczestnicy zamarzli, choć nie może to być prawdą, bo cali i zdrowi wystąpili w innej opowieści, według której podążyli dalej tym samym szlakiem, jednak z powodu braku światła zbłądzili i zawędrowali do nieznanej struktury z obłym zadaszeniem, ogrzewanej w jakiś cudowny sposób. W środku był tunel, który kończył się wielką halą pełną śpiących małych ludzi zapuszkowanych w kapsuły z szybkami. Przy pierwszej próbie dostania się do środka jednej z nich jej brzegi zabłysły wielokolorowymi światełkami i po pewnym czasie zamki same puściły, a nieruchomu dotąd człowiekowi otworzyły się oczy.
Ekspedycja wróciła do bazy u podnóża gór, lecz niestety rewokat nie przetrwał trudów podróży.
Kolejne grupy zawiozły tam ubrania, jedzenie i maski. Baza na północy została zapamiętana jako Bąflgrom, choć z całą pewnością tę nazwę wielokrotnie powtórzono, a potem przepisano z błędem.
Wkrótce stacja górska uległa zniszczeniu po wielokrotnym uderzeniu piorunem i przeniesiono ją dalej na południe. Tak powstał Brembogr. Zanska nie zakładano, gdyż już istniał i miał się dobrze, jeśli nie liczyć braku mieszkańców. Użyto go z pobudek logistycznych: był bliżej Północy i pozwalał na ominięcie Gór Żelaznych. Tu już w dziejach zapisanych ożywiano hibernatów na skalę przemysłową.
Inna grupa, pod dowództwem samego lub innego bohatera o imieniu Wielki Doom poszła na południe, by określić koniec poznawalnego świata - ograniczonego Wielką Pustynią Krzemową.
# Tu zdawało się brakować strony lub dwóch i droido załatało to fragmentem z innego wydania.
Kolejny eksperyment przybliżył Nowych Praojców do udanego ożywienia. Niedługo po tym sukcesie większość z nich posiadła na własność kilku obudzonych, uczyła ich języka i przystosowywała do nowego życia. Nowi ludzie nie mieli żadnych wspomnień, lecz poza kilkoma wyjątkami uczyli się szybko.
# Po czym wróciło do pierwotnego tekstu, którego kolejne płachty zaatakowała już pleśń nieraz wyjadając całe akapity.
Pierwsze Pokolenie osiwiało, lecz nowe było już gotowe. Było ono liczniejsze, lepiej przystosowane do życia i ciekawe jak każda inna ludzka generacja.
Początkowo przybierali oni imiona swoich wychowawców dodając jedynie numery, lecz wkrótce stało się to niepraktyczne i zaczęli nadawać sobie nowe, nierzadko wymyślne.
Nowi wychowawcy mieli nowych uczniów. Niedługo powstała hierarchia, która porządkowała stosunki międzyludzkie. Wielki Doom, a z nim inni starcy stali na szczycie społecznej piramidy, niektórzy młodzi rośli na ich następców, innym przydzielano cięższe życiowe zadania. W szóstym pokoleniu, jak głosi legenda, ustanowiono Syrykał Ulimłęku.
Populacja stale rosła i po osiągnięciu liczby 20000 władze postanowiły utrzymać ją na tym poziomie.
Ostatni znany Wielki Doom był tym ze swojego pokolenia, który dożył najsędziwszego wieku i to od jego imienia nazwano Stolicę.
Ten fragment pochodził z płachty, której najwidoczniej użyto do wycierania podręcznych tabletów, które razem z kredą stanowiły poprzedni, lecz nie do końca zarzucony sposób zapisu informacji.
Pierwsza kolekcja przyszłego Towarzystwa Archeo powstawała, gdy rozrastała się Dooma. W oleistym błocie kopano fundamenty, nieraz znajdując pozostałości poprzedniej epoki. Nie były to zakurzone śmieci, jakie wydobywano w Zansku, który wydawał się być sporym miastem już w przeszłości przedprzeszłej. Dooma była szara i błotnista, tu starożytne mechanizmy produkowały łatwopalny olej, dostępny w okrągłych budkach z kranami, a gazowe latarnie zapalały się o zmroku i gasły o świcie. Plątaniny rur i pokłady blachy: większość odnalezionych tu przedmiotów była bezużyteczna, lecz część przyczyniła się do przyspieszenia rozwoju technologicznego odradzającej się ludzkości.
To Archeo stało się źródłem myśli technicznej w Łazyrstwie Przemysłu jeszcze w czasach, gdy kasta wyższych urzędników bywała widziana na ulicach i łazyrzy osobiście doglądali rozwoju. Dopiero później statystyki stały się wyznacznikiem sukcesu, a rządzący odkleili się od rzeczywistości. Archeo długo nie miało stałej siedziby, bo w całości przenosiło się do kolejnch projektów odkrywkowych. Tam jej członkowie analizowali, co mogli i przekazywali do Łazyrstwa, co wydało im się użyteczne. Gdy klasa urzędnicza rozrosła się, a produkcja żywności i import wody z północy ruszyły pełną parą, Archeo odsunięto w administracyjne zapomnienie i nic nie znaczącą pozycję w spisie urzędów, a jego miejsce zajęły pierwsze dwa dajhoki: Centralny w Doomie, założony w starodawnych stalowo-betonowych strukturach na wschodzie Stolicy zajął się eksperymentami na odziedziczonych instalacjach oraz na karaluchach, a Zanski - usprawnianiem procesu dehibernacji i podtrzymywania życia. To na DC opracowano nowe filtry wodne, powietrzne i receptury na ulepszone racje 1P. Także dajhoki uniezależniły się z czasem, jako że biurokracja postąpiła tak daleko, że najwyższymi urzędnikami syrykalnymi, którzy byli świadomi stanu resortów byli KCS-i w łazyrstwach i w kancelarii samego Rajsia Ulimłęku, którym sam nazwał się jeden z najstarszych członków elity władzy, ustanawiając tym samym nowy urząd i funkcję, jeszcze odleglejszą od życia zwyczajnych obywateli.
Archeo przeszło do podziemia, także w sensie dosłownym, rozpoczynając akcję przesypywania pyłu Pustyni Krzemowej na Zachodzie i wwiercania się głębiej w innych miejscach.
Kolekcja znalezisk puchła. Inwentaryzacja zaczęła się od porządkowania ich według koloru, potem materiału wykonania, a wkrótce według domniemanego wieku. Nie było już sensu w analizowaniu znalezisk pod kątem technicznym.
Jednym ze zdarzeń, które przetrwało w opowieściach urzędniczych, było odkrycie podziemnej komory pełnej przedmiotów o wyrafinowanych kształtach, a wśród nich skalnej płyty z odciskami stóp - jak to zinterpretowano - istot z przeszłości, oprawionej w wymyślną ramę z nierdzewiejącego metalu.
Po ustaleniu wieku znaleziska jako “przedczasowy”, posłużył on za prezent dla bieżącego rajsia. Odtąd wisiał on w wiecznie pustym gabinecie Głowy Ulimłęku.
Archeo zajęło się handlem.
W istocie, ramę z betonowym odciskiem zwierzęcia z gatunku, który występował na Ziemi ponad 9000 lat wcześniej odnaleziono wśród gruzów pokaźnego budynku w centrum dużego miasta, prawdopodobnie stolicy.ŃĄĆEŹ
# Następna historia pochodziła ze sfabularyzowanych zapisków pochodzących z “Ł1”, autorstwa nieznanego, być może związanego z owym “Ł1”, do którego odnośnik znalazł się na końcu tekstu. Dotyczył jeszcze bardziej starożytnego odkrycia, któremu podobnych nie udało się jeszcze odnaleźć robotom z Sekcji Eksploracji Podziemnej, w której najlepszymi modelami były niezrównane ŁY-5-E-K-i. ARCHO postanowiło pozostawić tę opowieść w oryginalnie poszarpanej formie, by wiernie oddać atmosferę epoki.
Kopacze z Towarzystwa Archeo po przebiciu się przez wyjątkowo cienki pokład pogniecionego złomu, natrafili na halę pełną skrzyń, hermetycznie zamkniętych, wykonanych z jakiegoś nieznanego stopu metali. Zajmowały całą przestrzeń, aż pod sam sufit.
Kilka z nich wypełniono przedmiotami bez większej wartości: płytek z prostokątnymi elementami wykonanymi z jakiegoś twardego materiału o barwie szarej lub czarnej, z miniaturowymi symbolami wtopionymi w błyszczącą powierzchnię. Takich znaleziono już niesprzedawalne tony i Archeo dawno zarzuciło ich wydobywanie.
W rogu pomieszczenia znajdowały się pancerne drzwi, zamykane jedynie na zasuwę bez szczególnych zabezpieczeń, jakby czekające na znalazcę, choć ciężko skorodowane od tego czekania. Ekipa zakładowych smarników w uniformach czarnych na tyle, by nie trzeba było ich zmieniać po każdej robocie, zjawiła się jeszcze tego samego dnia i po panłelu intensywnego olejenia zostawiła stal zasuwy i zawiasów śliską i błyszczącą. W międzyczasie przybyli detaliści z pędzelkami i minikielniami. Delikatnie uchylili drzwi i ostrożnie wtargnęli do wnętrza.
W ciemnej komnacie, w przezroczystym prostopadłościanie spoczywał zakrzywiony metalowy płaskownik z jednej strony szpiczasty, a z drugiej opleciony pasami z nieznanego - materiału oraz płaska skrzynka niepodobna do tych z głównej hali. Wydawała się być wykonana po części z tej samej, co pasy, substancji, a na brzegach i rogach z metalu o żółtawym i szarawym zabarwieniu. Metalowe części inkrustowane były kolorowymi szkiełkami oszlifowanymi w regularne formy. Jeden tylko grzbiet artefaktu stanowił całość z resztą pokrywy, pozostałe trzy odsłaniały masę cienkich płytek o kolorze bladożółtym, które po rozwarciu oprawy okazały się być zrobione z jeszcze mniej trwałego materiału.
Były to cienkie jednakowo przycięte płachty, pełne ilustracji i ciągów symboli pradawnego systemu zapisu.
Naukowcom znane już były te litery, bo w szczątkowej formie zachował się prawie cały alfabet, to na kawałkach kamienia, wtopionego w inne skały, które domniemana aktywność geologiczna topienia, petryfikacji, scalania i wietrzenia na przestrzeni dość znaczącego czasu zatarła wiele, lecz wiele też zachowała. Do tej pory nie odszyfrowano jednak znaczenia ciągów symboli, więc pozostały one w użytku jedynie jako forma zdobnicza, w postaci tatuaży, graffiti kredowych i innych prób zachowywania myśli i uczuć w obliczu niecierpliwego czasu. Części znaków dopasowano dźwięki, jakie wydawały się najbardziej adekwatne. Instytut Pisma zalecił, by w wymawianiu liter z brzuszkami i kółkami wyraźnie otwierano oczy, a przy znakach diakrytycznych unoszono brwi.
Standaryzacja odczytywania tych znaków i surowe kary za nieprzestrzeganie ustalonych reguł uspokoiły nieco urzędników piątego stopnia , którzy obawiali się utraty kontroli nad przepływem informacji w przypadku, gdyby ktoś wpadł na pomysł szyfrowania przekazu opozycji, o której istnieniu krążyły plotki w korytarzach łazyrstw Syrykała Ulimłęku.
Wykopalisk było sporo, nic jednak tak delikatnego jak materia, z której wykonano to znalezisko, nie zostało odkryte do tej pory i podniecenie na jego widok, które wybuchło wśród archeów, przyćmić mogły jedynie próby zrozumienia znaczenia zawartych w nim zapisów i ilustracji.
# Dalej tekst przytoczył część wczesnego zapisu w formie fonetycznej.
“Dgłąs ndćeh dgłąbbmgąh”
- odczytano tytuł na pierwszej stronie zaraz po grubej oprawie wytrzeszczając wszystkie czytające oczy jedenaście razy i raz unosząc brwi.
A dalej:
“pdgs pgąnd”, “ldsąnągą”
i jakiś długi ciąg znaków.