-
nowość
Artemida pocieszycielka - ebook
Artemida pocieszycielka - ebook
Książka, która wyrasta z irlandzkiej historii i osobistej biografii, a zarazem sięga w stronę czasu geologicznego i gwiezdnego. W świecie Magdalenek, klasztornych pralni, wyburzanych osiedli i ludzi dorastających w rytmie przemysłowych przemian pocieszenie oznacza nie ucieczkę, lecz rozpoznanie współuczestnictwa w losie świata. Paula Meehan szuka języka dla doświadczeń, których nie da się łatwo opowiedzieć: przemocy instytucji, choroby i żałoby, uzależnień, lęku klimatycznego, dziedziczonych traum. Sięga do mitologii i tarota, łączy naukę i duchowość, legendy miejskie oraz protest songi, tworząc poezję jednocześnie cielesną i polityczną, czułą i bezlitosną wobec iluzji, że świat da się uratować bez zasadniczej zmiany spojrzenia. W przekładzie Tadeusza Sławka Artemida pocieszycielka staje się także książką o naszej części Europy: o tym, jak poezja, sondowana słowo po słowie, może jeszcze podtrzymywać wrażliwość i odpowiedzialność w świecie późnej nowoczesności.
Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.
Spis treści
Siostra Trauma
OBRZĘDY
Artemida pocieszycielka
Alma Mater
Kobieta przy pracy
#idźcieiokupujciejęzyk
Pieśń na okoliczność najdłuższej nocy w roku (drążąc ciszę)
Łaski pełne godziny
W dniu przesilenia wiosennego
Gadka starej baby
Prastara skamielina
Słuchając, jak Micheál Ó Suilleabháin gra na fortepianie
„Pożegnanie Carolana z muzyką”
Wyspa. Wizja
Krzyż celtycki – rozkład kart tarota podyktowany Pauli Meehan
z Drugiego Brzegu przez W.B. Yeatsa
Maile przedmenstruacyjne
Siedem strof dla Magdalenek
W poczuciu solidarności
Niczym diament, jego ostatnie tchnienie
Ślubna fotografia rodziców
W zatoce Baldoyle
Pierwszy lutego: Howth Head
Ballada o upadłym świecie
Sonety dla Gerarda Dillona
Minimum techniki
Dzieża dla Barbary Korun
Sonet dla Gary’ego Snydera na osiemdziesiąte urodziny
Bez zaproszeni
Taksówka
Odczynianie uroku
Uskrzydlona kobieta z psem
Nad jesienną rzeką
Osiedle Fatima, 1987
Kilka słów dla Paula Durcana
Rudzik zwyczajny
Orłosęp brodaty
Przekraczając próg
List z Agios Kirikos do Philipa Caseya
Buty
Niebo na ziemi
Szczenięca miłość
MUZEUM
Inwokacja
Na wykres astrologiczny dni narodzin i dni ostatnich
Przywracanie godności
Dzieci wiatru
Akustyka
„Tańczmy lekko, tańczmy wkoło”
To łóżko, tratwa na wzburzonym morzu
Na różne odyseje i inne opowieści
Żarty nie za bardzo śmieszne i głupawe
Madonna Apokalipsy
Envoi. Córki pamięci
WYGŁODNIAŁYM DUCHOM
Pod znakiem Białego Rumaka
Runy
Mała ćpunka
Waga
Na pogrzebie Wattiego Meehana
Otwieram świat jak pudło z farbami
Wynik
Zeszłej nocy sowa
Kąpiel słoneczna
Lwie serce
Cele i środki
Kochankowie
Patrząc na promy
Hymn do nietoperza
Klucz
Małe księżyce
Zaskoczona radością przewracam się
O nożach i innych niedokończonych sprawach z czasów lockdownu
O strzyżykach i innych śpiewakach
Msza pogrzebowa poety
Smutek zwierząt
Elegia na szczenięcą miłość
Wygłodniałe duchy
O oddechu, o bezdechu i o didgeridoo
Erem
Terapia chodzeniem
Odrzucając, co stosowne
Sondowanie słów (Tadeusz Sławek)
Bibliografia tłumacza
| Kategoria: | Poezja |
| Zabezpieczenie: |
Watermark
|
| ISBN: | 978-83-68759-98-3 |
| Rozmiar pliku: | 1,5 MB |
FRAGMENT KSIĄŻKI
_Przynosi mi lebiodę, zioła, kwiatów nie pominie –_
_Usiądzie tuż obok w smutnej, błękitnej godzinie_
_Przeklęty szlak mej gwiazdy dla niewydarzonych –_
_Jej humory, opowieści, czasem proste, czasem niestworzone_
_Pokazuje, że ta góra to apteka leków na wszelkie choroby –_
_Mówi, że kto chodzi po ziemi, podwójnie jest błogosławiony_
_Raz dlatego, że Żyje; dwa, ma Dar Języka i to wystarcza –_
_Jako przeciw upodleniom historii miłosierdzia tarcza_
_MacCoitir, Mrs. Grieves, inne stare zielniki tak dobrze nam znane –_
_Pełne balsamów, traw, ziół, na śmierć zaczytane_
_Ona za rękę mnie prowadzi na skraj, na granicę –_
_Gdzie jej skał, rzek, wybrzeży, płotów tajemnice_
_Siostra Trauma nie daje mi wyboru:_
_Albo jej głos lub długa cisza grobu._OBRZĘDY
.
Artemida pocieszycielka
Przeczytałam, że każdy żyjący dzisiaj niedźwiedź polarny ma mitochondrialne DNA
jednej wspólnej matki, irlandzkiej brunatnej niedźwiedzicy, która dawno temu
przewędrowała przez pustynie ostatniej epoki lodowcowej, i znalazłam w tym pocieszenie.
Trwał długi upalny poranek spędzany z dziećmi maszyny,
z ich gadką o pamięci, o tym, jak by ją kupić, i po dobrej cenie, ale ja,
strażniczka pamięci z zawodu, skanuję myślą czas zakodowany w złocistym ulu
umysłu wieczności. Palę książki, palę swe archiwum:
płomień osmala skórę, synapsy strzelają między komórkami, w których
pamięć śpi w woskowych sześciobokach mojego skazanego na stopienie plastra.
Widzę go, jak sadzi susami w moją stronę przez wielkie pole lodu,
a ja siedzę u wejścia do jaskini, śni mi się, że moje małe baraszkują w gawrze,
moje słodziaki, pachnące śniegiem i słodką niepamięcią.
dla Catriony Crowe
.
Alma Mater
Kiedy dawno temu chodziłam tu do szkoły,
ścinali te wiązy – przechodziłam przez Front Gate
i siadałam gdzieś na końcu auli, by posłuchać wykładu Eiléan Ní Chuilleanáin,
taka była ze mnie dziewczyna, co to zawsze w ostatnim rzędzie, z tyłu autobusu,
nieopierzona siedemnastolatka stawiająca czoła
nauczycielom, którzy wiedli mnie w stronę światła
wbrew mnie samej, która wolałam schodzić na manowce.
Ścinali te wiązy – koncentryczne słoje,
kręgi mego życia niczym winylowa płyta
z nagraną muzyką. Świat dla mnie układał się w rymy,
a ja miałam sukienkę zieloną, z aksamitu, którą uszyła
mi matka – asymetryczne liście wiązów świetnie
pasowały do tego materiału w tureckie wzory. Pieśń
była straceńczo odważna, wiernie powtarzała uderzenia serca.
W słowach, powiedział poeta Pasternak, zamieszkują duchy.
Widzę je codziennie w miejskiej gadaninie,
w zgarbionych starych kobietach niosących w plastikowych torbach
cały swój dobytek, w językach, o których śniłam w dzieciństwie,
patrząc, jak satyrowie ścigają nereidy na śnieżnobiałym
pustkowiu sufitu naszego mieszkania,
a sufit był obrzeżony fletniami, liśćmi akantu, lirami orfików.
Dopóki o tym nie powiedzieli nam w szkole,
nie pomyślałabym wtedy, że byliśmy jakoś pokrzywdzeni,
ale dosłownie wbili nam to do głowy. Według nich
byliśmy głupi; ja _wiedziałam_, że tylko biedni.
Ale ja byłam królową wszystkich rozkwitających rzeczy,
które potrafiłam nazwać lub zgadnąć ich znaczenie.
Drogie mi duchy zlatywały stadami jak szpaki na gałęzie wiązu!
Nie ma już wiązów, nie ma ich zielonego cienia,
nie ma szorstkiej kory, na której niegdysiejsi uczniowie wycinali
serca, a w nich swe nazwiska, nie ma księżyców, chmur i gwiazd nie ma,
co się zaplątywały w olinowaniu gałęzi, a ja odkrywałam swe stopy
i stałam na nich mocno, na swych własnych nogach, obutych w martensy
albo w sandały, i byłam gotowa na wędrówkę ścieżką pieśni
wiedzy, gotowa, by stworzyć trwałą pieśń domu.
I tak kiedyś, na lekcji, blisko Wszystkich Świętych, siedziałam w ostatnim rzędzie
i doszło do mnie, że „galaktyka” mieści w sobie greckie słowo
„gala” – czyli „mleko”! Mogłam poczuć na własnym języku
niczym sakrament smak Mlecznej Drogi, naszej kosmicznej matki.
I lekkim tanecznym krokiem wprowadziłam do wiersza
to niezwykłe światło – mleko ludzkiej dobroci i pokrewieństwa,
życiodajne mleko. Co mnie znów sprowadza
do _Alma Mater_, matki żywicielki, matki opiekunki, bliskiej
krewnej Ceres oraz Marii Panny, Królowej Niebios dla uczonego
mediewisty, do tego złotego łańcucha pamięci, którego każde
lśniące ogniwo wiąże mnie z tym miejscem,
daje mi poczuć się jak w domu, osesek u cycka
ludzkiej i nie-ludzkiej wiedzy,
to moje życiodajne metrum, litościwe, nieprzebrane złoże.
dla Eiléan Ní Chuilleanáin
.
Kobieta przy pracy
Myślę, że teraz przy świetle gwiazd i księżyca
_lapis lazuli_ w jakimś skryptorium uciera,
sama promienna, swój gniew i smutek mieszając
w zachwycający pigment błękitu. Sygnały
rozbrzmiewają na alarm, słychać syren wycie,
pośród tego wszystkiego, choć groza napiera,
ona zważa na język, każdy dźwięk badając,
sonduje każdą głoskę i każdą literę,
śpiewa pieśń wody, płynnego lustra wszechświata.
Jak porwany przez kosa niegdysiejszy skryba,
co na marginesach kreślił dom lekki jak piórko,
przez wieki tropiliśmy tę gwałtowną miłość,
silniejszą od boskich surowych przykazań:
nasze gniazdo tam, na krawędzi, którą zwiemy _wiersz._
dla Ailbhe Smyth
------------------------------------------------------------------------
ZAPRASZAMY DO ZAKUPU PEŁNEJ WERSJI KSIĄŻKI
------------------------------------------------------------------------