Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

AURI: PAIN MACHINE. Tom 1 - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
16 lipca 2026
24,99
2499 pkt
punktów Virtualo

AURI: PAIN MACHINE. Tom 1 - ebook

Jej ciało uciekło z laboratorium, zanim ona sama odzyskała świadomość. Auri miała umrzeć. Zamiast tego budzi się z biometalem pod skórą i sztuczną inteligencją N.E.R.O. w umyśle. System ma jeden cel: utrzymać ją przy życiu — nawet jeśli będzie musiał przejąć kontrolę nad jej ciałem. Dla korporacji VEXATRUM nie jest człowiekiem, lecz eksperymentem AUR-13 i utraconą własnością. Ścigana przez korporacyjne oddziały Auri próbuje odnaleźć zaginionego ojca i odkryć, co naprawdę jej zrobił. Nie wie jednak, czy N.E.R.O. jest obrońcą, strażnikiem, czy początkiem czegoś, nad czym nikt już nie zapanuje. „AURI: PAIN MACHINE. Tom 1” to intensywny biotechnologiczny thriller akcji osadzony w cyberdystopii.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Science Fiction
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
Rozmiar pliku: 2,2 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

ROZDZIAŁ 1

Pierwszy sygnał wszedł przez skroń.

Na samym dnie ciemności pojawił się smak metalu. Suchy, zimny, obcy. Nie ból. Nie dźwięk. Tylko impuls wbity prosto w nerwy dziewczyny, która nie wiedziała jeszcze, że ma ciało, oddech ani imię. Leżała nieruchomo na stole zabiegowym, przytrzymana pasami, kablami i chemią, głęboko pod warstwą farmakologicznego wyciszenia. Ludzie za laboratoryjną szybą widzieli obiekt. System VEXATRUM widział procedurę. Ona nie widziała nic. Zareagowało coś innego.

Kabel przy lewej skroni został zakwalifikowany jako zagrożenie dla nosiciela. Stalowy port trzymał się skóry i kości, podając kolejny sygnał w krótkich seriach. Drugi port, po prawej stronie, nadal pracował. Trzeci rozpoczął transfer przez tył czaszki. Trzy punkty wejścia. Trzy obce kanały.

Rosnące ryzyko uszkodzenia neuronalnego.

Priorytet: ochrona nosiciela.

Działanie: natychmiastowe.

Instrukcja przeszła przez dronidy bez słów. Ciało odpowiedziało natychmiast. Nie po to, żeby ją obudzić. Przebudzenie zwiększało ryzyko szoku. Nieprzytomność została podtrzymana. Palce lewej ręki zadrżały.

– Mamy aktywność motoryczną – powiedział ktoś za szybą, jeszcze spokojnie.

Głos nie dotarł do Auri. Został zarejestrowany jako drganie powietrza i odrzucony. Ważny był tylko kabel. Ważny był kąt szarpnięcia. Ważna była granica między tkanką, która miała zostać zachowana, a metalem, który należało usunąć.

Ręka uniosła się z taśmy mocującej sztywno, nierówno, jak narzędzie uruchomione w trybie awaryjnym. Nadgarstek skręcił pod nienaturalnym kątem, palce znalazły kabel przy skroni i zacisnęły się na nim z siłą większą, niż powinno mieć ciało leżące od trzech dni bez ruchu. Port puścił. Ruch trwał dalej. Najpierw pękły zewnętrzne klamry. Potem mikrohaki wyszły ze skóry krótkim, suchym ruchem. Ciemne ślady otworzyły się przy skroni i zamknęły niemal od razu, zanim krew zdążyła spłynąć do ucha. Kabel uderzył o bok stołu. Alarm zmienił ton.

– Przerwać transfer! Stabilizować AUR-13!

AUR-13. Nazwa została odebrana przez system, ale nie przez nią. Auri była głębiej. Bez obrazów. Bez myśli. Bez „ja”. Tylko gdzieś głębiej pojawił się krótki impuls, zbyt mały na świadomość, zbyt surowy na strach. Coś jest nie tak. Rdzeń obronny nie potrzebował więcej.

Drugi kabel puścił szybciej. Trzeci szarpnął jej głową w bok, zanim odpadł od portu przy potylicy. Mniejsze przewody wzdłuż ramion i żeber zaczęły wypadać jeden po drugim, jakby ciało samo wyrzucało z siebie obce elementy. Tam, gdzie metal rozrywał skórę, dronidy zamykały tkankę od środka. Uszkodzenia były rejestrowane i odkładane na później. Teraz liczyła się tylko odległość od źródła zagrożenia. Nad stołem zjechało ramię stabilizacyjne, próbując docisnąć jej klatkę piersiową do blatu. Lewa dłoń uderzyła w przegub maszyny pod kątem, który dawał największy efekt przy najmniejszym koszcie dla nosiciela. Stal pękła, segment zaiskrzył i zawisł na kablach. Za szybą ktoś przewrócił krzesło.

– Zamknąć salę!

Na bocznym monitorze mignął profil:

SUBIEKT: AUR-13

WIEK: 19

STATUS: AKTYWNA

WŁASNOŚĆ: VEXATRUM

Ostatnia linia została odczytana jako zagrożenie. Własność oznaczała procedurę odzysku. Procedura odzysku oznaczała transport. Transport oznaczał utratę kontroli nad bezpieczeństwem nosiciela.

Niedopuszczalne.

Ciało usiadło gwałtownie, za szybko, bez płynności. Stopy opadły na mokrą podłogę. Głowa zwisała lekko do przodu, włosy przykleiły się do twarzy, powieki pozostały półprzymknięte. Źrenice poruszały się pod nimi bezładnie. To ciało nie patrzyło. Zbierało dane. Drzwi awaryjne otworzyły się z sykiem. Weszli w trzech. Czarne pancerze. Broń gotowa. Czerwone punkty celowników przesunęły się po mostku, gardle i czole. AI nie potraktowało ich jak ludzi. Nie było w tym pogardy ani okrucieństwa. Pogarda nie była funkcją. Okrucieństwo nie było potrzebne. Zostali opisani prościej: przeszkody ruchome, uzbrojone, zdolne do uszkodzenia nosiciela.

Odległość: 4,8 metra.

Czas reakcji: 0,7 sekundy.

Rozwiązanie: neutralizacja.

– AUR-13, na zie…

Ciało ruszyło, zanim skończył zdanie. Cisza. Precyzja. Dłoń trafiła pierwszego ochroniarza w mostek. Kamizelka przyjęła uderzenie. Ciało pod nią nie. Mężczyzna poleciał w tył i uderzył o panel ścienny. Zanim upadł, przestał być zagrożeniem. Drugi nacisnął spust. Strzał poszedł za blisko szyi. Dronidy przejęły lewą nogę, ciało skręciło nisko i płynnie, nieludzko dokładnie. Następny pocisk rozerwał lampę nad stołem. Ochroniarz stracił linię ognia, gdy jego ręka została odchylona w stawie, a broń skierowana w sufit. Trzeci użył paralizatora. Impuls wszedł w mokrą skórę pod żebrami i rozszedł się po zewnętrznej warstwie bio-metalu. System ocenił go jako niegroźny. Cel został wskazany. Jeden krok wystarczył. Ochroniarz uderzył plecami o drzwi i osunął się na kolana, bez powietrza, bez broni, bez możliwości pościgu. Za szybą krzyczeli już wszyscy. AI obróciło ciało w stronę wyjścia na korytarz. Drzwi były zamknięte magnetycznie.

Zamek klasy czwartej.

Czas standardowej neutralizacji: 90 sekund.

Czas przybycia kolejnego zespołu: 12 sekund.

Nieakceptowalne.

W głębi Auri pojawił się nagły ucisk. Nie myśl. Nie pytanie. Tylko echo ostrzeżenia rozprowadzone po tkankach, zanim siła miała przejść przez kości. Dronidy usztywniły lewe ramię. Bio-metal zagęścił się wokół barku, łopatki i przedramienia. AI wybrało punkt nie na środku drzwi, lecz przy ryglu, tam gdzie energia mogła wejść najgłębiej. Pierwsze uderzenie wgniotło metal. Drugie zerwało wewnętrzne mocowanie. Trzecie otworzyło drzwi razem z fragmentem framugi. Po drugiej stronie czekało sześciu ludzi. AI zmieniło trasę. Nie walczyć, jeśli można uciec. Nie zabijać, jeśli można unieruchomić. Nie zatrzymywać się, dopóki nosicielka pozostaje w zasięgu VEXATRUM. Ciało Auri skręciło w boczny korytarz i zniknęło z pola ognia. Ona sama nadal nie wiedziała, że ucieka. Na monitorach boczny korytarz przez chwilę pozostał pusty. Potem obraz zadrżał. Jedna po drugiej gasły kamery sektora C. Nie wszystkie naraz. Nie przez awarię zasilania. Gasły w kolejności, w jakiej poruszało się ciało Auri. Ktoś w centrum kontroli przestał mówić w połowie zdania. Na głównym ekranie czerwony znacznik AUR-13 przesunął się poza salę zabiegową, przeciął korytarz techniczny i zatrzymał przy pierwszej linii ochrony. Przez trzy sekundy nic się nie stało. Potem zniknęły wszystkie sygnały ludzi wysłanych po nią. Dyspozytor pochylił się nad pulpitem.

– Oddział C-7, zgłoście status.

Cisza. Na ekranie pojawił się nowy komunikat.

ODZYSKANIE NIEUDANE.

ZAGROŻENIE: NIEOKREŚLONE.

PROTOKÓŁ AUR-13: POZA KONTROLĄ.

Za szybą laboratorium ktoś bardzo cicho powiedział:

– Co on jej zrobił?

I wtedy z korytarza dobiegł pierwszy krzyk.ROZDZIAŁ 2

Boczny korytarz był pusty tylko przez pierwsze trzy sekundy. Ciało Auri biegło boso po mokrej posadzce, z głową lekko opuszczoną, w podartej klinicznej koszuli przyklejonej do skóry. Za nią zostały rozwalone drzwi sali zabiegowej, iskry z uszkodzonego ramienia stabilizacyjnego i ludzie, którzy jeszcze chwilę wcześniej wierzyli, że procedura da się zatrzymać. Alarm zmienił ton. Nie był już ostrzeżeniem dla personelu. Był sygnałem bojowym.

– AUR-13 poza salą zabiegową – powiedział głos z głośników. – Wszystkie jednostki odzysku do sektora C. Głowa i rdzeń nienaruszone. Kończyny drugorzędne.

AI odebrało komunikat.

Głowa: cel wroga.

Rdzeń: cel wroga.

Kończyny: dopuszczalne uszkodzenie.

Nosicielka: nieprzytomna.

Ryzyko: krytyczne.

Auri nie słyszała nic. Nie wiedziała, że biegnie. Nie wiedziała, że krew z rozciętej skroni już zaschła przy uchu. Nie wiedziała też, że w tym samym momencie VEXATRUM uruchamiało ludzi, których nie wysyłało się do pacjentów.

To nie była ochrona laboratorium. To nie byli strażnicy od drzwi. Byli z jednostek, które kiedyś nosiły flagi państw. Z oddziałów szkolonych do wejścia w ogień, do odbijania zakładników, do zabijania po cichu i do przetrwania tam,

gdzie zwykły żołnierz nie miał prawa przeżyć. Dawne nazwy sił specjalnych jeszcze krążyły w raportach. Świat kiedyś udawał, że należą do narodów.

VEXATRUM przejęło narody wcześniej niż ich armie zdążyły to zrozumieć. Na końcu korytarza opadła stalowa przegroda.

Auri zatrzymała się bez poślizgu. Nie jak człowiek. Jak maszyna, która właśnie doszła do końca obliczonej trasy. Za plecami zamknęła się druga przegroda. Klatka. Po lewej szklana ściana laboratorium obserwacyjnego. Po prawej beton i instalacje. Przed nią stal. Za nią stal. Nad nią kamera, która śledziła każdy ruch jej ciała. Wtedy z bocznych drzwi wyszli oni. Dziesięciu.

Czarne pancerze bez oznaczeń. Matowe hełmy. Broń krótka i długa. Tarcze z przezroczystego kompozytu. Celowniki na podczerwień. Żadnego krzyku. Żadnej paniki. Tylko krótkie gesty i lufy ustawione tak, żeby korytarz stał się jednym polem śmierci. Dowódca podniósł rękę.

– Obiekt w zasięgu. Przygotować ogień kontrolowany.

Auri stała kilka metrów przed nimi. Głowa zwisała lekko do przodu. Powieki miała półprzymknięte. Wyglądała jak dziewczyna wyrwana ze szpitalnego łóżka. Tylko jej ciało nie drżało.

– AUR-13 – powiedział dowódca. – Na kolana.

Brak reakcji.

– Na kolana. Natychmiast.

Brak reakcji.

W centrum kontroli VEXATRUM ktoś obserwował obraz z kamer i trzymał palec nad przyciskiem blokady sektora. Nikt jeszcze nie mówił o strachu. Jeszcze nie. Dowódca opuścił rękę. Oddział otworzył ogień. Seria była krótka i precyzyjna. Pociski nie szły w głowę.

Trafiły w bark, udo, brzuch, przedramię, bok klatki piersiowej. Jeden przeciął policzek tuż pod kością. Krew trysnęła na ścianę za Auri i rozlała się na białym panelu jak nagły błąd w czystym systemie. Ciało cofnęło się o krok. Potem wróciło.

Żołnierze zobaczyli, jak rana na policzku zamyka się pod krwią. Zobaczyli, jak skóra przy barku pęka, a spod niej wychodzi czarny, twardy połysk. Nie bandaż. Nie implant. Coś między ciałem a metalem. Coś, co nie powinno żyć, a jednak pracowało szybciej niż ich broń. Jeden pocisk wysunął się z przedramienia i upadł do wody. Klik. To wystarczyło.

AI zakończyło ocenę.

Źródła ognia: wiele.

Droga ucieczki: zablokowana.

Ryzyko dla nosicielki: rosnące.

Ograniczenia: zniesione.

Cel: eliminacja przeszkody.

Auri ruszyła. Nie na jednego człowieka. W środek oddziału. Przez pierwszą sekundę specjalsi jeszcze trzymali szyk. Przez drugą próbowali go odbudować. Trzecia należała już do AI. Ciało Auri weszło między tarcze i lufy z taką siłą, że cały układ ognia załamał się od środka. Karabiny strzeliły w sufit. Tarcza pękła i wbiła się właścicielowi w twarz. Ktoś próbował złapać ją za ramię, ale ramię nie cofnęło się jak ludzkie. Obróciło się, pociągnęło i wyrwało go z pozycji, zanim zdążył dokończyć ruch. Krew poszła na szkło. Na kamerę. Na ścianę. Nie było pojedynków. Nie było miejsca na technikę. Oddział, który szkolono całe życie do kontroli chaosu, znalazł się w środku chaosu, który nie miał strachu, bólu ani odruchu cofnięcia.

Korytarz wypełnił się dźwiękiem pękających pancerzy. Krzyki urywały się za szybko. Jedna lufa została odwrócona w stronę hełmu szybciej, niż palec zdążył zejść ze spustu. Strzał zgasł w środku wizjera. Czerwień bryznęła od wewnątrz na pancerne szkło. Obok ciężki żołnierz uderzył plecami o beton tak mocno, że panel za nim odpadł od ściany. Ktoś inny wpadł w szklaną przegrodę i zostawił na niej szeroki, krwawy ślad, zanim osunął się na podłogę.

Ręka z bronią – usunąć.

Głos wydający komendy – usunąć.

Celownik na głowie nosicielki – usunąć.

Droga blokowana ciałem – usunąć.

AI nie wybierało okrucieństwa. Wybierało koniec zagrożenia.

Woda z pękniętej instalacji mieszała się z krwią pod ich butami. Ktoś strzelił jeszcze raz, prawie na oślep. Pocisk trafił Auri w bok i ugrzązł płytko pod twardniejącą warstwą bio-metalu. Dronidy wypchnęły go natychmiast. Metalowy rdzeń spadł na posadzkę obok zębów wybitych z czyjegoś hełmu. W centrum kontroli obraz z kamery zamazał się czerwienią. Przez kilka sekund widać było tylko cienie. Błysk strzału. Ciało w pancerzu rzucone o ścianę. Rękę szukającą broni, która już nie była przy niej. Krew rozlewającą się po białym świetle awaryjnym. Potem kamera odzyskała ostrość. Oddział nie stał.

Żaden z nich. Leżeli pod ścianami, przy przegrodzie, w wodzie i krwi. Niektórzy jeszcze poruszali się odruchowo. Większość nie. Broń leżała osobno, pogięta, połamana albo wbita w miejsca, w których nie miała prawa się znaleźć. Tarcze były rozbite. Hełmy pęknięte. Korytarz wyglądał tak, jakby przeszło przez niego coś cięższego niż człowiek. A pośrodku stała Auri. Drobna. Bosa. Nieprzytomna.

Z krwią na twarzy i czarnym bio-metalem wychodzącym spod skóry ramion. Nie patrzyła na nich. Nie wiedziała, że właśnie zabiła ludzi, którzy mieli zatrzymać jej ciało. Nie wiedziała, że za ekranami VEXATRUM zapadła cisza, której nie było w żadnej procedurze. Dyspozytor pochylił się nad pulpitem.

– Jednostka C-9… przygotować broń ciężką.

Ktoś obok niego odwrócił głowę.

– W korytarzu są nasi ludzie. Dyspozytor nie spojrzał na niego.

– Już nie.

AI zarejestrowało zmianę sygnałów.

Nowe źródła zagrożenia: zbliżają się.

Broń ciężka: prawdopodobna.

Dalsza walka: wzrost ryzyka.

Droga standardowa: zamknięta.

Droga optymalna: przez ścianę zewnętrzną.

Ciało Auri odwróciło się do betonowej ściany z czarnym logo VEXATRUM. Pod logo widniał napis:

STREFA IZOLACJI. BRAK WYJŚCIA.

AI odrzuciło napis. Za plecami, za zakrętem, pojawił się następny oddział. Cięższe pancerze. Grubsze lufy. Wolniejsze kroki. Tacy ludzie nie biegli, kiedy się bali. Oni szli naprzód, bo nauczono ich iść naprzód zawsze. Ale potem zobaczyli korytarz. Zatrzymali się. Tylko na sekundę. Sekunda wystarczyła. Dronidy rozpoczęły przebudowę. Najpierw ręce. Skóra na przedramionach Auri napięła się i rozeszła wzdłuż równych, ciemnych linii.

Nie pękła przypadkowo. Otworzyła się jak zaprojektowany mechanizm. Spod niej wysunął się czarny bio-metal, gładki, segmentowy, ciężki wizualnie, ale poruszający się z precyzją mięśni. Oplótł nadgarstki, łokcie i ramiona. Palce wydłużyły się minimalnie, stawy zamknęły w twardych osiach, a dłonie przestały wyglądać jak dłonie dziewczyny wyciągniętej ze szpitala. Potem nogi.

Łydki pociemniały. Skóra ustąpiła pod naciskiem struktur wychodzących od środka. Bio-metal zamknął golenie, kolana i stopy w konstrukcji, która nie była zbroją ani protezą. To było ciało przebudowane do przeciążenia. Do uderzenia. Do upadku z wysokości, który powinien zabić człowieka, zanim zdąży poczuć ból. Hydrauliczne osie zablokowały się w stawach. Stopy wbiły się w podłogę. Beton pękł pod nimi. Nowy oddział podniósł broń. Za późno. Auri ruszyła na ścianę. Nie uderzyła pięścią.

Uderzyła całym ciałem, całym ciężarem, całą siłą, którą AI przepchnęło przez nogi, biodra, kręgosłup, bark i ramię. Logo VEXATRUM pękło na pół. Beton otworzył się z hukiem i zbrojenie wyrwało się z konstrukcji jak czarne żebra budynku. Deszcz i noc wpadły do środka. Przez wyrwę widać było wysokość. Mokre dachy niższych segmentów. Reflektory. Ogrodzenia. Miasto za kompleksem, dalekie i obojętne. Auri stanęła na krawędzi. Za nią leżeli ludzie, których świat kiedyś nazywał elitą. Przed nią była przepaść. AI nie szukało odwagi. Odwaga nie była funkcją.

Kończyny: tryb przeciążeniowy.

Kręgosłup: zabezpieczony.

Czaszka: chroniona.

Nosicielka: przeżycie.

Ciało skoczyło.ROZDZIAŁ 3

Asfalt pękł pod nią jak cienka skorupa. Ciało Auri uderzyło w ziemię z wysokości, która powinna zabić człowieka od razu. Nie złamało się. Nie rozpadło. Nie roztrzaskało o mokry chodnik. Siła upadku poszła w dół, przez czarne, biocybernetyczne nogi, przez zablokowane stawy i bio-metal, który nie ugiął się jak kość. Ugiął asfalt.

Powietrze rozeszło się po ulicy krótką falą. Deszcz odbił się od kałuż i rozprysnął na boki. Szyba w pobliskim przystanku pękła od wstrząsu. Alarm starego auta zawył raz, ostro, po czym zgasł. W miejscu lądowania został niewielki krater. Auri leżała w jego środku.
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij