Facebook - konwersja
Przeczytaj fragment on-line
Darmowy fragment

  • nowość

Autoportret KOR-u - ebook

Wydawnictwo:
Format:
EPUB
Data wydania:
20 września 2026
65,00
6500 pkt
punktów Virtualo

Autoportret KOR-u - ebook

Zanim historia trafi do podręczników, jest czyimś zapisem w dzienniku, listem, grypsem przemyconym z więzienia, notatką pisaną w pośpiechu. Autoportret KOR-u składa takie rozproszone świadectwa w jedną opowieść – o ludziach, którzy nie mieli poczucia, że tworzą historię. Po prostu robili to, co uważali za słuszne. Ułożone chronologicznie zapisy z lat 1976–1981 prowadzą czytelnika przez narodziny i działalność Komitetu Obrony Robotników z perspektywy jego członków, współpracowników i osób tworzących jego krąg. To nie tylko książka o opozycji demokratycznej, ale przede wszystkim poruszająca historia ludzi, ich wyborów, odwagi, wątpliwości i odpowiedzialności – opowiedziana ich własnymi słowami.

Ta publikacja spełnia wymagania dostępności zgodnie z dyrektywą EAA.

Kategoria: Literatura faktu
Zabezpieczenie: Watermark
Watermark
Watermarkowanie polega na znakowaniu plików wewnątrz treści, dzięki czemu możliwe jest rozpoznanie unikatowej licencji transakcyjnej Użytkownika. E-książki zabezpieczone watermarkiem można odczytywać na wszystkich urządzeniach odtwarzających wybrany format (czytniki, tablety, smartfony). Nie ma również ograniczeń liczby licencji oraz istnieje możliwość swobodnego przenoszenia plików między urządzeniami. Pliki z watermarkiem są kompatybilne z popularnymi programami do odczytywania ebooków, jak np. Calibre oraz aplikacjami na urządzenia mobilne na takie platformy jak iOS oraz Android.
ISBN: 978-83-67820-75-2
Rozmiar pliku: 1,5 MB

FRAGMENT KSIĄŻKI

ZALEDWIE PIĘĆ LAT

Moment zwrotny między Peerelem a Polską. Gdyby w czerwcu 1976 udało się bez następstw zdusić bunt robotniczy, od bezwzględnej komunistycznej tyranii mogłoby nie być odwrotu. Reakcja nastąpiła. Po trzech miesiącach od pacyfikacji powstał Komitet Obrony Robotników. KOR stał się odtąd ponadczasowym znakiem prospołecznej postawy i uniwersalnego celu. Dzięki determinacji tej małej wówczas grupy, kraj ruszył konsekwentnie w stronę wolności – akurat ci ludzie potrafili drogę tę nazwać i rozpocząć.

Pięciolecie KOR-u – między wrześniem 1976 a wrześniem 1981 – okazało się czasem fundamentalnej zmiany. Niegasnący ruch oddolny przeprowadził społeczeństwo ze stanu podległości do takiej podmiotowości, że nie dało się go już potem obezwładnić stanem wojennym. Dynamika tamtego czasu – od „dziesięciorga” zmotywowanych na wejściu, po miliony u szczytu Solidarności (społecznej, nie instytucjonalnej) – nie mieściła się w marzeniach KOR-u, ale była spełnieniem jego założeń i reguł aktywizacji. Stała się siłą naruszającą podstawy bloku sowieckiego w Europie.

Obszerna jest dokumentacja Komitetu: i w „bibule”, i w publikacjach zachodnich, i inwigilacyjnych papierach SB, i późniejszych wspomnieniach oraz pracach historyków. Jednak nie powstała dotąd zbiorowa autobiografia, która byłaby własnym portretem środowiska. A ono akurat dawało podstawę do takiego ujęcia. W rozmowie z Wojciechem Onyszkiewiczem, współzałożycielem KOR-u, w zgodnym namyśle nad powinnością historyczną w kontekście 50. rocznicy powstania Komitetu, uznaliśmy, że najważniejsza będzie bezstronna opowieść prowadzona „od środka”. Zatem najbliższa wydarzeniom i uwolniona od ocen z późniejszej perspektywy.

To naturalne dla KARTY jako miejsca, które w swej pracy skupia się na zapisach źródłowych. Od własnego prapoczątku w styczniu 1982, staramy się tak wnikać w istotę rzeczywistości – wtedy bieżącej, potem historycznej. Przy tym Archiwum KARTY zgromadziło najpełniejszą kolekcję dokumentacji środowiska KOR-u, łącznie ze zbiorami osobistymi wielu jego członków i współpracowników. Na tym zresztą oparły się wydane przez nas wnikliwe indywidualne autobiografie – Jacka Kuronia, Jana Józefa Lipskiego, Jana Lityńskiego. Mając taką podstawę, mogłem się podjąć tego zadania.

W trakcie pracy uzyskałem mocniejsze niż dotąd potwierdzenie, że opozycyjna linia KOR-u była optymalna, o nieprawdopodobnej wprost skuteczności, którą pojawiająca się z czasem „konkurencja” mogła jedynie z boku obserwować – żadne radykalniejsze postulaty, w istocie antykorowskie, nie przekuwały się w zmiany o realnym charakterze. Idąc w rytm źródłowej opowieści, miesiąc po miesiącu, z zachowaniem chronologii wydarzeń, zyskiwałem coraz silniejszy dowód, że Sierpień wyrósł wprost z KOR-u, że pierwotna Solidarność jest emanacją jego etosu.

Powrót do ściśle KOR-owskich źródeł, pozbawionych późniejszych kontekstów i komentarzy, okazał się intelektualnym i emocjonalnym odkryciem. Tamto pięciolecie jest trudne do porównania z czymkolwiek w ośmiu powojennych dekadach. Uderza niepomnikowość postaw, wzajemnych relacji, sposobów komunikowania się, taka bezpretensjonalność, która może dziwić wobec skali indywidualnego poświęcenia, na jakie się zdobyli ludzie KOR-u. Porusza ich determinacja w ofiarności, traktowanej jako oczywistość, a przy tym – nieoczekiwanie nagrody osobistej, jakby skuteczność ogólna była czymś jedynym, co przynosi spełnienie. Oznaczało to dawanie przykładu, lecz bez nachalnej dydaktyki, bez nacisku, z przekonaniem (słusznym, jak się okazało), że z czasem wolność sama znajdzie dla siebie drogę. Powstało środowisko, którego wewnętrzna wierność trwała, mimo jednostkowych odstępstw i coraz większej skali działań. W ten sposób mogła się już tworzyć wizja przyszłego życia społecznego.

W przedstawionym tu montażu świadectw dominują zapisy indywidualne, a tylko wyjątkowo podane są dokumenty, oświadczenia czy – wiersz. Jeden przypadek może szczególnie dziwić: jest to doniesienie agenturalne z kwietnia 1979, gdy TW (tajny współpracownik) cytuje Jacka Kuronia, który na kilkanaście miesięcy przed wybuchem Solidarności zapowiada możliwość ogólnopolskiego strajku. Charakterystyczne, że Bogdan Borusewicz, który taki scenariusz zrealizował, nie znał wystąpienia Kuronia w opozycyjnym Salonie Walendowskich. Zasady walki z systemem były w KOR-ze głęboko uwewnętrznione i dzięki temu skuteczne działanie stało się możliwe także bez każdorazowych narad.

Bogdan Borusewicz, wobec nadających ton warszawskich liderów, był postacią niby drugiego planu, lecz taką, która – niosąc wartości KOR-owskie – doprowadziła do najszerszego ich upowszechnienia. Jego postawę można uznać za wzorcową w całym biegu pięciolecia KOR-u: znakomity przywódca opozycji trójmiejskiej, skuteczny kreator Sierpnia, świadomie pozostający w tle strajku solidarnościowego, siła napędowa gdańskiego Związku, ale całkowicie z niego wycofany na przełomie lata i jesieni 1981. To wtedy polityka NSZZ „Solidarność” zdawała się już odstawać od etosu KOR-u.

Środowisku późniejszej KARTY ówczesna postawa dystansu jest wyjątkowo bliska. Jesienią 1981 powoływaliśmy do życia niezależne pismo „Odmowa”, które odnosiło swój tytuł nie do komunizmu, ale do procesu duszenia wolności w „naszym” Związku. Byliśmy wtedy przekonani, że jego władze zaprzeczają coraz bardziej wartościom mijającego pięciolecia, wstawiając solidarność w polityczny cudzysłów.

KOR zaczął od obrony robotników, ale sens Komitetu, szczególnie pod postacią Samoobrony Społecznej, był znacznie szerszy. Bronił rosnącego wolnego społeczeństwa. Solidarność wyrosła z KOR-u jako potwierdzenie, że zamysł oddolnej aktywizacji ludzi jest najgroźniejszy dla systemu totalitarnego. Zasadą była ochrona zawiązków samoistnej aktywności, która nie musiała być z KOR-em związana, byle była w istocie niezależna. Tylko gdy – zamiast o działania praktyczne – chodziło o ideologiczne rywalizacje, Komitet próbował stawiać tamę. Okazała się, niestety, za słaba. Nie zdołała uchronić Polski przed narastającymi podziałami.

KARTA powstała sto dni po rozwiązaniu się KOR-u i działa blisko 45 lat. Z dzisiejszej perspektywy, patrząc wstecz, byłem dotąd przekonany, że jako podziemne pismo istniała, by bronić przed wewnętrznym jaruzelskim okupantem wartości Solidarności. Po pracy nad tą książką chciałbym myśleć, że KARTA spełniła raczej założenia Komitetu, że była jego ideowym potomkiem. Na wszystkich etapach 45-lecia zależało nam, by wypełniać taki prospołeczny etos, jaki wyznacza historia KOR-u. To jest jak przesłanie – na zawsze.

ZBIGNIEW GLUZAPOWOŁANIE

Wrzesień–listopad 1976

Jan Olszewski

Odbyło się duże zebranie, gdzie rozważano, że trzeba by powołać jakiś komitet obrony praw człowieka. Mnie wtedy uderzyła taka myśl , że w gruncie rzeczy – jeśli patrzeć cynicznie, z politycznego punktu widzenia – przecież cała ta sytuacja, to jest złote jabłko, które oni podrzucili opozycji! Bo nie tylko zrobili gafę z podnoszeniem cen, z czego musieli się wycofać, ale teraz już wiadomo, że te wszystkie represje muszą się skończyć i że jeśli pójdziemy dalej po tej linii – to mamy dla nich samych gwarantowane zwycięstwo w kieszeni. Uważałem, że jeżeli my tego złotego jabłka nie wykorzystamy, to będzie kompletna głupota. Ale do gremium to w ogóle nie docierało. Wtedy jednak nie było już Jacka, a więc osoby, która dysponowała największym doświadczeniem, ani Adama, który już wówczas wyjechał . Zresztą było widać wyraźnie, że bez Jacka jego koledzy po prostu żadnego komitetu zawiązywać nie chcą, no bo jak, tak bez Jacka…

WARSZAWA

Jan Lityński

Adam umiał dotrzeć wszędzie, przede wszystkim do znaczących ludzi lewicy. Miał też naturalną umiejętność i wiedzę, by zdobywać sympatie swoich rozmówców. Jego rozwinięte kontakty spowodowały, że sprawa polska znalazła się na czołówkach światowych gazet. Tuż po przyjeździe do Francji spotkał się z Alikiem Smolarem. Opisał mu sytuację w Polsce. Alik powiedział: „Napisz to, co mi opowiedziałeś”. W ten sposób powstał Nowy ewolucjonizm, rodzaj manifestu polskiej opozycji.

WARSZAWA

Adam Michnik w tekście Nowy ewolucjonizm

Właściwym adresatem ewolucjonistycznego programu winna być niezależna opinia publiczna, a nie totalitarna władza. Program winien dostarczać wskazówek społeczeństwu, jak ma postępować, a nie władzy, jak się autoreformować. Nic nie jest lepszą wskazówką dla władz od realnej oddolnej presji.

Zasadniczym składnikiem formuły „nowego ewolucjonizmu” jest przekonanie o sile środowisk robotniczych, które swą twardą i konsekwentną postawą parokrotnie zmuszały władze do spektakularnych ustępstw. Nacisk środowisk jest warunkiem koniecznym ewolucji życia zbiorowego ku demokratycznym formom. Czynnikiem hamującym ten proces jest brak wszelkich instytucji autentycznie robotniczych oraz brak wzorów i tradycji politycznego oporu. Jeśli takie instytucje powstaną, to wizja „nowego ewolucjonizmu” przestanie być tylko konstrukcją rozumu szukającego nadziei.

Formułowanie programów alternatywnych i obrona imponderabiliów to zadanie środowisk inteligenckich. Mówiąc precyzyjnie – niewielkiej cząstki tych środowisk. Formułują niezależną opinię publiczną, kształtują postawy nonkonformistyczne i myśl opozycyjną. Od zespolenia głosów tych środowisk z wystąpieniami klasy robotniczej zależy kierunek ideowych dążeń młodego pokolenia, a także trend przemian politycznych w Polsce i w innych krajach Europy Wschodniej.

PARYŻ

Antoni Macierewicz

Spotkaliśmy się z Wojtkiem Onyszkiewiczem, Piotrkiem Naimskim u Piotra. Koledzy zlecili mi przygotowanie naszego tekstu programowego, ponieważ następnego dnia byłem umówiony z Janem Józefem i Janem Olszewskim. W tym tekście po raz pierwszy użyta została przeze mnie nazwa Komitet Pomocy Robotnikom. Piotrek i Wojtek zaaprobowali sformułowania programu i nazwę komitetu. Wróciłem do domu, położyłem się spać, a rano doszedłem do wniosku, że lepsza będzie jednak nazwa Komitet Obrony Robotników.

Przygotowany tekst odczytałem Olszewskiemu i Lipskiemu. I wtedy do naszego projektu zostały dopisane naprawdę bardzo ważne dwa fragmenty: jeden dotyczący Kościoła i drugi – Paktów Praw Człowieka i Obywatela. W pierwszej wersji znalazły się wezwania skierowane bezpośrednio do odbiorców: dołączajcie do nas, pomagajcie, organizujcie się! Zmieniliśmy stylistykę na bardziej uładzoną, zawierającą postulaty: powinno się zakładać, trzeba tworzyć…

WARSZAWA, 11 WRZEŚNIA 1976

Piotr Naimski

Postanowiliśmy, że idziemy tam we trójkę – Jan Józef, ja i Mirek Chojecki, a nie idzie Antek. Mieliśmy ciągle poczucie, że w tego typu kluczowych momentach powinniśmy się dzielić, ponieważ w razie aresztowania ktoś musi zostać, aby dalej prowadzić akcję. Zamierzaliśmy zaprezentować ideę powołania komitetu, Komitetu Obrony Robotników.

Złożyliśmy – ja i Mirek – jako corpus delicti, z pierwszej ręki, relacje z Ursusa i Radomia. Uczestnicy spotkania mogli nas zobaczyć na własne oczy i przekonać się, że akcja nie jest żadną fikcją. Jan Józef przedstawił projekt Komitetu, a myśmy powiedzieli swoje.

WARSZAWA, 12 WRZEŚNIA 1976
mniej..

BESTSELLERY

Menu

Zamknij